Autor przychodzi wieczorem

Okładka książki Autor przychodzi wieczorem autorstwa Joanna Bator, Max Cegielski, Tadeusz Cegielski, Ryszard Ćwirlej, Andrzej Czcibor-Piotrowski, Mariusz Czubaj, Joanna Fabicka, Marek Kochan, Krystyna Kofta, Włodzimierz Kowalewski, Marek Krajewski, Zygmunt Miłoszewski, Marta Mizuro
Okładka książki Autor przychodzi wieczorem autorstwa Joanna Bator, Max Cegielski, Tadeusz Cegielski, Ryszard Ćwirlej, Andrzej Czcibor-Piotrowski, Mariusz Czubaj, Joanna Fabicka, Marek Kochan, Krystyna Kofta, Włodzimierz Kowalewski, Marek Krajewski, Zygmunt Miłoszewski, Marta Mizuro
Tadeusz CegielskiAndrzej Czcibor-Piotrowski Wydawnictwo: W.A.B. literatura piękna
368 str. 6 godz. 8 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2012-02-10
Data 1. wyd. pol.:
2012-02-10
Liczba stron:
368
Czas czytania
6 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7747-643-7
Wydawnictwo W.A.B. w 2012 roku obchodzi 20. rocznicę istnienia. Z tej okazji wydało antologię tekstów napisanych za naszą inspiracją przez autorów związanych z naszą oficyną.

Motywem przewodnim antologii jest SPOTKANIE Z CZYTELNIKIEM. Chcieliśmy stworzyć książkę przybliżającą tych, dzięki którym obcujemy z literaturą i którzy dostarczają nam radości. Będącą spotkaniem z pisarzami, którzy są cenieni, budzą zainteresowanie i emocje. Z drugiej strony zależało nam na tym, by w tych tekstach mogli przejrzeć się czytelnicy.

Autorzy, którzy odpowiedzieli na zaproszenie do udziału w przedsięwzięciu, wykazali się wielką pomysłowością. Wśród nadesłanych tekstów są m.in. opowiadania kryminalne, science-fiction, proza psychologiczna, utwory satyryczne, wspomnieniowe, nowela historyczna, prelekcja, a nawet jednoaktówka. Powstał zbiór pełen niespodzianek. Z tego rogu obfitości tematycznej i gatunkowej wyłania się obraz relacji między pisarzem a czytelnikiem, o której rzadko jest okazja mówić i pisać. Naszej antologii nie należy mylić z patetyczną księgą okolicznościową - to kolekcja krótkich form zapewniająca rozrywkę i refleksję.
Średnia ocen
5,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Autor przychodzi wieczorem w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Autor przychodzi wieczorem



3190 813

Oceny książki Autor przychodzi wieczorem

Średnia ocen
5,4 / 10
74 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Autor przychodzi wieczorem

avatar
3156
813

Na półkach: , ,

Uwielbiam opowiadania i po wszelkie antologie sięgam z ogromną radością i zaciekawieniem. Lubię, gdy dobrze znani mi autorzy pokazują w krótkich formach swoje możliwości. Bo to jednak wyzwanie, by opowiadanie zapadło w pamięć czytelnika.

„Autor przychodzi wieczorem” to zbiór dwudziestu opowiadań na dwudzieste urodziny wydawnictwa W.A.B. Motywem przewodnim tekstów jest spotkanie z czytelnikiem. Wybrani pisarze w bardzo różnorodny sposób podeszli do tego tematu, dzięki czemu otrzymujemy mozaikę odmian gatunkowych o szerokim spektrum emocjonalnym.

Muszę przyznać, że o ile patrzę oddzielnie na te opowiadanie, to w zasadzie wszystkie mi się podobają. Gorzej, gdy muszę ocenić tę antologię całościowo – kolokwialnie mówiąc: zusammen do kupy historie te zostawiają mnie z wrażeniem, że po pierwsze primo: ci wszyscy pisarze nie lubią wydawnictwa W.A.B, po drugie primo – czytelników też nie lubią…także tak…

Uwielbiam opowiadania i po wszelkie antologie sięgam z ogromną radością i zaciekawieniem. Lubię, gdy dobrze znani mi autorzy pokazują w krótkich formach swoje możliwości. Bo to jednak wyzwanie, by opowiadanie zapadło w pamięć czytelnika.

„Autor przychodzi wieczorem” to zbiór dwudziestu opowiadań na dwudzieste urodziny wydawnictwa W.A.B. Motywem przewodnim tekstów jest...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1126
580

Na półkach:

Żenujące. Czciborowi Rylskiemu wszystko kojarzy się z seksem. Nie dość, że nie mógł dać upustu w swoich pożal się Boże powieściach, to jeszcze zasmrodził nim opowiadanie, pisząc o żądnych seksu nauczycielkach. Żenujące, bajarzu erotomanie!

Żenujące. Czciborowi Rylskiemu wszystko kojarzy się z seksem. Nie dość, że nie mógł dać upustu w swoich pożal się Boże powieściach, to jeszcze zasmrodził nim opowiadanie, pisząc o żądnych seksu nauczycielkach. Żenujące, bajarzu erotomanie!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
788
88

Na półkach: ,

Jak to przy antologiach – bywa różnie – raz rewelacyjnie, raz tak sobie… Zaletą takich wydawnictw są krótkie zamknięte formy, więc można sobie dawkować w wolnych chwilach. Najlepsze momenty to „sprawdzeni” autorzy: Mariusz Czubaj, Joanna Bator, Marek Krajewski (tutaj trochę nietypowa forma – to nie jest opowiadanie).

Jak to przy antologiach – bywa różnie – raz rewelacyjnie, raz tak sobie… Zaletą takich wydawnictw są krótkie zamknięte formy, więc można sobie dawkować w wolnych chwilach. Najlepsze momenty to „sprawdzeni” autorzy: Mariusz Czubaj, Joanna Bator, Marek Krajewski (tutaj trochę nietypowa forma – to nie jest opowiadanie).

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

406 użytkowników ma tytuł Autor przychodzi wieczorem na półkach głównych
  • 280
  • 120
  • 6
46 użytkowników ma tytuł Autor przychodzi wieczorem na półkach dodatkowych
  • 34
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Autor przychodzi wieczorem

Inne książki autora

Okładka książki Zachcianki. Dziesięć zmysłowych opowieści Sylwia Chutnik, Łukasz Dębski, Jacek Dukaj, Manuela Gretkowska, Krystyna Kofta, Wojciech Kuczok, Zygmunt Miłoszewski, Grażyna Plebanek, Magdalena Tulli, Szczepan Twardoch
Ocena 4,6
Zachcianki. Dziesięć zmysłowych opowieści Sylwia Chutnik, Łukasz Dębski, Jacek Dukaj, Manuela Gretkowska, Krystyna Kofta, Wojciech Kuczok, Zygmunt Miłoszewski, Grażyna Plebanek, Magdalena Tulli, Szczepan Twardoch
Krystyna Kofta
Krystyna Kofta
Krystyna Kofta (ur. 23 grudnia 1942 w Poznaniu) - polska pisarka, plastyk i felietonistka (Twój Styl, Przegląd). Prezentuje przekonania feministyczne. Ukończyła liceum plastyczne i studiowała przez rok malarstwo na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Następnie przeniosła się na filologię polską na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od 1973 roku mieszka w Warszawie. Była bratową Jonasza Kofty. 13 maja 2009 z rąk ministra kultury i dziedzictwa narodowego Bogdana Zdrojewskiego odebrała Srebrny Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis"
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Autor przychodzi wieczorem przeczytali również

Second hand Joanna Fabicka
Second hand
Joanna Fabicka
Zakręty życia trzech sióstr, które dziedziczą niepowodzenia swoich matek, babć, jak również poprzednich pokoleń kobiet, a co sugeruje fabularny schemat powieści Joanny Sawickiej. Mnogość wątków oraz postaci wyklucza ich zwięzłe omówienie w kilku zdaniach, w związku z czym ograniczyć się należy do przedstawienia głównych komponentów „Second Handu”. Wszystkie drogi prowadzą do podupadającego pensjonatu w Podlewie, który nie ma zbyt wiele do zaoferowania, chyba że przyjezdni oczekują smutnych doświadczeń jego właścicielek. Joanna Fabicka mnoży przykre historie z ich życia, aby usprawiedliwić obecne położenie każdej z sióstr. Wykorzystuje realia PRL-u, które nadają się do stygmatyzowania bohaterek, przy czym stosowanie wspomnianego zabiegu nie świadczy o oryginalności powieści. Atutem „Second Handu” jest język. Joanna Fabicka panuje nad potokiem słów, dzięki czemu znane historie doczekały się nieszablonowej oprawy. Niektórych zrazi brak dialogów oraz tempo powieści, aczkolwiek wspomniane elementy pozwoliły mi sprawnie przejść przez całą książkę. Bez względu na potencjalne zastrzeżenia w zakresie przyjętej narracji, czytelnik nie powinien czuć zawodu. W nagrodę za przebrnięcie przez powieść otrzymuje ciekawe zakończenie z gatunkowym twistem, co otwiera drzwi do wielu interpretacji, choć dla mnie była to jedna z książek o przegranym życiu w cholernie przygnębiającym miejscu.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na61 rok temu
Reisefieber Mikołaj Łoziński
Reisefieber
Mikołaj Łoziński
Zjawiskowy – tak w skrócie mogę nazwać debiut autorski młodego polskiego pisarza Mikołaja Łozińskiego, syna sławnego reżysera Marcela Łozińskiego. Książka „Reisefieber”, bo o niej mowa została uhonorowana Nagrodą Kościelskich w 2007 roku. Nie sposób nie odnieść tytułu, czyli gorączki, niepokoju przed podróżą, do historii opowiedzianej na kartkach książki. Jednak należałoby powstrzymać się od dosłownego przeniesienia znaczenia tego słowa, w odniesieniu do sytuacji głównego bohatera, na rzecz alegorii. Ale zacznę od samej treści. Książka jest krótką powieścią psychologiczną, której głównego bohatera – Szweda o imieniu Daniel, poznajemy w momencie dla niego trudnym, a mianowicie w chwili śmierci jego matki. Matki, z którą w wyniku przewrotnych kolei losu nie miał kontaktu przez 6 lat. Autor osadza powieść w scenerii Paryża, do którego Daniel udaje się wprost z Nowego Jorku. Podróż ta nie zakończy się jednak na załatwieniu formalności, ale odbije się głośnym echem w życiu bohatera i stanie się wydarzeniem przełomowym. Będzie to jednocześnie podróż do przeszłości, jej dokładna analiza i próba zrozumienia wpływów jakie owa przeszłość miała na obecne życie bohatera. Daniel odwiedzając ciotkę, psychoterapeutkę matki, jej lekarza, żonę jej kochanka, przyjaciół, odsłoni prawdę o jej przeszłości. Pozwolą mu oni zrozumieć niewyjaśnione dotąd sytuacje, natomiast pożegnalny list matki odsłoni tragiczną prawdę skrywaną przez lata. Podróż ta okaże się również podróżą wgłąb siebie, odsłaniającą ukryte w zakamarkach świadomości traumy. Pozwoli ona uzmysłowić bohaterowi jak ważne są przeszłe wydarzenia i w jaki sposób determinują teraźniejszość. Wracając do domu będzie już innym, świadomym siebie człowiekiem. Wie że za późno jest już na odbudowanie więzi z matką, ale zastanawia się czy jest szansa na naprawę kontaktów z ukochaną, które po drodze nieświadomy siebie skomplikował. Ostatnie zdanie daje do zrozumienia, że najpierw musi uporać się ze samym sobą, poradzić sobie z własnymi lękami, z egoizmem i oziębłością jakimi dotychczas się posługiwał. Powieść Łozińskiego jest kunsztownie skonstruowana. Autor zgrabnie przeplata przeżycia głównego bohatera – te ówczesne i te przeszłe, z ostatnimi przeżyciami jego matki. Od pierwszych stron książka wywołuje przyjemny niepokój, pod koniec napięcie wprost pulsuje i nie pozwala oderwać się ani na chwilę. Powieść jest niczym rozrzucone puzzle, których części stopniowo składane w całość tworzą logiczną całość. Książkę czyta się więc niczym kryminał. Nie jest to jednak pozycja spektakularna o rzucającym na kolana zakończeniu. Odznacza się jednak pewną przejrzystością, lekkością i świeżością. Tytułowe drżenie, niepokój przed podróżą narastają w czytelnikach i w głównym bohaterem z każdym nowym rozdziałem. Jednocześnie książka posiada bardzo kameralny i łagodny nastrój. Myślę że taki debiut jaki popełnił Mikołaj Łoziński zasługuje na szczególną uwagę i jest godny pozazdroszczenia. Powieść tą docenić można dopiero z czasem kiedy emocje opadną. Jest ich dużo, ale ubrane w odpowiedni język dają się ujarzmić w jednym słowie – dojrzałość.
madzka210 - awatar madzka210
ocenił na71 rok temu
Ciemno, prawie noc Joanna Bator
Ciemno, prawie noc
Joanna Bator
Oczekiwałam mroku, a dostałam raczej duszność wywołaną nie niepokojem, tylko obrzydzeniem. Jest tu wszystko: różne odmiany zła, w tym pedofilia w najróżniejszych odsłonach, skalpy, gwałty, kazirodztwo, przemoc – cała galeria ludzkiego zepsucia. Metafizyka też się przewija, jakby miała to wszystko spiąć w coś większego. Tyle że zamiast grozy czy napięcia zostaje raczej ciężar i zmęczenie. Miałam momentami wrażenie, jakby autorka wypisała wszystkie możliwe okrucieństwa wobec dzieci, a potem – nie mogąc się zdecydować – wrzuciła je do książki wszystkie naraz. A może to moja wina? Kilka lat temu powiedziałam sobie „dość, nie chcę już czytać o krzywdzie dzieci". Po prostu nie. * Mrok? Niby jest – ciężki, lepki, przytłaczający. Ale nie wynika z napięcia ani tajemnicy, tylko z natężenia brudu i przemocy. I zamiast niepokoju pojawia się odruch: odsunąć się od tej historii. * Bohaterka – paniusia z Warszawy, która prowadzi czytelnika przez tę historię. to niestety kobitka, którą z początku była niełatwa, a potem to już całkiem trudna do zniesienia. Obserwowałam ją z dystansem i coraz większym znużeniem. * Wałbrzych, który miał budować klimat, tak jak „Inna dusza” czyni to z Bydgoszczą, nie zrobił na mnie większego wrażenia – nie stał się tłem, które żyje i oddycha. * Wątek księżnej Daisy, perły i Zamek Książ dodają odrobiny elegancji i tajemnicy, ale to za mało, żeby unieść całość. * Elementy kryminału są , bardzo proszę, jest zagadka, śledztwo, nawet całkiem sprytne momenty i nieoczekiwane rozwiązanie - ale nie ratują książki, która jest po prostu zbyt ciężka i przeładowana. * Do tego cały ten językowy chaos: wkurzające „siuśmajtki”, „kotojady”, „wielbłądki”, „kurwaminy” i inne słowne wygibasy, które zamiast budować klimat, momentami tylko rozpraszają i męczą. A co miały wnieść rozmowy i bluzgi internetowych troglodytów? Wałbrzyską społeczność pokazać, czy jak? Może i książka nie jest porażką, może się innym podoba, ale dla mnie to przede wszystkim niewykorzystana szansa na naprawdę świetną, niepokojącą opowieść. Wolę Joannę Bator w japońskiej odsłonie. Na chyba, że ktoś mi zagwarantuje, że po jakiś konkretny tytuł sięgnąć na prawdę warto.
Ewa Kowalska - awatar Ewa Kowalska
oceniła na62 dni temu
Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu Jacek Dehnel
Młodszy księgowy. O książkach, czytaniu i pisaniu
Jacek Dehnel
Zabieg to nierzadki, plagiatowany od dawna, kiedy bogatą felietonistykę po selekcji podług ustalonych kryteriów np. tematyki, wydaje się w postaci edycji książkowej, pod wymyślnym tytułem. Robił to Stefan Kisielewski, robi notorycznie z przesadą Rafał Ziemkiewicz, i wielu… wszyscy z pokusą większej popularyzacji pisarstwa. To tak jak celebryta, aktor, podsuwa swój wizerunek pod tandetną reklamę, z przyczyn oczywistych. A jest wielu pisarzy -felietonistów eseistów którzy wystrzegają się tej formy lansu, traktując felietonistykę zgodnie jej definicją i konwencją i umieszczając ja tylko zgodnie z jej przynależnym miejscem. Bo felietonistyka ma swój wymiar czasowy, żyje aktualną reakcją na rzeczywistość, i potem jej przesłanie wygasa, a zadane w niej ostrze tępi się erozją czasu, mody i zmiennych realiów. Tym bardziej, gdy tematyką jest polityka: zmienna, kontrowersyjna, karmiona incydentalnie. Albo wytykane absurdy życia codziennego, które są syndromem stricto danych czasów i obyczaju a dezaktualizują się w miarę szybko, dużo szybciej niż następstwo generacji. W danym przypadku, czy felietonistyka dotycząca pisania, czytania i bibliofilomanii nie podlega podobnej zasadzie - dezaktualizacji. Wydawałoby się, że nie. Jacej Dehnek zabawił się w księgowego, z racji samouznania wiekowego w młodszego, poszperał w swoim splikowanym stosie felietonów pisanych na zlecenie portalu Wirtualnej Polski tudzież Polityki,… ze starannością buchaltera powybierał te wdg subiektywnej samooceny waloru i nośności i powpinał ( kopiuj i wklej ) tematycznie do opatrzonych dość manierycznym tytułem rozdziałów ( ksiąg ) i wyszła książka, hybryda nie podlegająca żadnemu kanonowi. Z minimalizacją wysiłku, z wyświechtanym konceptem, aby dobić swój dorobkowy wolumin. Gdyby nie pióro, które skrzy swoistą satyra, ironią i prześmiewczością, i talent, książkę uznać by można jako z gatunku tych pomijanych, wobec innych o większym kuriozum na rynku literackim. Naszły czasy, literackiego galimatiasu i literackiej bitwy, kiedy walor literacki nie ma siły przebycia pod naporem kiczowatego komercjalizmu literackiego, a quasi - krytyka rozpanoszyła się nad tą rangi profesjonalizmu, i dobrze wirtualnie spozycjonowana przez wydawnictwa ( facebookowe rekomendacje ),zabiega z pazurami o czytelnika-klienta. Nasuwa się konkluzja, czy ten profil edycji niejako nie dezawuuje pisarza, podważa renomę, zarzuca pójście na łatwiznę, bo pisarstwa Dehnela meandruje, unika fabularyzacji z kreacją postaci, co nieraz odsłania autentyczny kunszt pisarstwa. W tych „zaksięgowanych „ felietonach trudno połapać się, kiedy każdy z nich został napisany. Niczym hurmem wrzucony wdg kryterium tematyki, a w przypadku felietonu istotny jest czas publikacji bo jest pisany pod refleksję czytelnika, pod jego interpretację bieżących wydarzeń. W felietonach dostrzega się opcję polityczną autora, podteksty, insynuacje na pewne osoby zaangażowane w politykę, ale chcąc skonkretyzować źródło takiej reakcji, potrzebna jest znowuż data zapisu. Co więcej wizyty autora na międzynarodowych spotkaniach literackich, biennalach, konwentach, festiwalach, stypendiach czy promocjach jego książek wszystko enigmatycznie czasowo. Zaczyna się od definicji terminu - krytyk literacki. I Dehnel sam osobie, jakoby nim nie jest, nie terminuje w tym profilu pisarstwa a ponad wszystko jest czytelnikiem. Trudno zgodzić się z tym samo - osądem, argument brnący w ślepą uliczkę z ukrytą subtelnie hipokryzją, co dalej pokazuj treść zapisu. Wszak ocenia poezje, co więcej w stylu i schematem dawnej Poczty Literackiej, maximum krytykanctwa i negacji minimum aprobaty czy pochlebstwa. Jak sam przyznaje ciężko zdobyć się na aplauz w jego nawyku surowej oceny. A jednakowoż infantylizme literacki, znajduje akceptacje na necie w pewnych sferach odbioru. Nie zmylą go gierki słowne, gierki składniowe, pod publikę internetową, składową której są również subkultury i przeróżnego autoramentu ludzi z wsobnym gustem. Każdy krytyk jest czytelnikiem, z istoty tego zajecia, żeby ocenić trzeba przeczytać wnikliwie. A czy felieton, esej, czy recenzja napisana w aspekcie zapisu wrażenia po przeczytanej książce nie jest „miękką „ krytyką literacką, która Dehnel niby zwodniczo uprawia pełną para i z wzięciem. A czy opowiedzenie się za taką a nie innym dziełem literackim, za takim a nie innym pisarzem, nawet w formie rekomendacji nie jest wyrazem arbitrażu, podlegającego w zakres krytyki.? Czy jego afront wobec mody na „misery books” tak zawłaszczającej, że książki o tym profilu tematycznym- w fabule granych na cierpienie ludzkie ( autor nazywa to „pornografią nieszczęścia ‘’ ) zapełniają szumnie regały biblioteczne. Krytyka z zasady ma coś z sarkazmu, złośliwości (rzadko pochwały ),podparta jadem lub pejoratywnością, czego w dehnelowskim upodobaniu oceny czegokolwiek, nie brakuje. Dziedzinę jakąkolwiek profesjonalnie ocenia ten, która ją uprawia. Trudno odmówić Dehnelowi wyrobionego smaku, wrażliwości na estetykę, sztukę i znawstwa dzieł literackich. Od małego fascynuje go książka a on sam traktuje literaturę i i bibliofilstwo jako pasję życia. Felietonistyka nie jest łatwa w aspekcie wyszukiwania tematów ale w nie w przypadku Jacka Dehnela. Zwykle wydawca sugeruje temat, albo go zamawia pod komentarz społeczny, sprawdzając ciągle angaż czytelnictwa np w necie. Jaki by nie był temat, wyobraźnia pisarska Dehnela upora się z każdym i go rozświetli, i jeszcze w tak finezyjny sposób To magia pisarstwa tego autora, wspartego oczytaniem, erudycją, ogiką i swobodą w doborze metafory, w szastaniu słowotwórstwem aby finalnie sprowadzić rzecz do anegdoty, humoreski i połechtać swoim ciętym językiem. Z błahego tematu, potrafi nie tylko powydobywać kwintesencje, ale spenetrować go na wszystkie możliwe strony, aby wycisnąć z niego resztki merytoryki, to coś niewidoczne, to coś snujące się i nieuchwytne, nie dla każdego zauważalne. Efektem tego zabiegu jest, że to co nikłe, z pozoru lipne urasta do waloru literackiego, jak sam metaforyzuje : jest potrzeba „dooliwienia, doheblowania aby powstała jakość ‘’. Pokazuje jak wielu popada w złe nawyki zaczepiania o tematy nowożytnej historii( np. martyrologia Holocaustu, Powstanie Warszawskie… ),które nie ważne że wzięte i chwytliwe ale rządzą się zasadą nietykalności ( w aspekcie pisania o nich ) dla tych, którzy tego nie doświadczyli lub byli świadkami, bo wychodzą z interpretacją na podstawie drugiego przekazu, co prowadzi do przekłamania historii. I barwią prozę, wiersz na całego i zrozpędu, emocjami, weną, mylną wyobraźnią ( Jerzy Kosiński, Hermann Rosenblat ). „Bo Holocaust to samograj, poruszy twarde serca”. W rozdziale „kopniętej muzy’’ ujmująco profanuje literacki kicz. Bywa, że z ocena jego waloru, książkowym blurb, recenzja są zmistyfikowane. Podaje przykład klanu rodzinnego literackiego ze swoich rodzinnych rewirów: matka , ojciec , syn którzy działają w zwartej produktywnej grupie: jeden pisze, drugi recenzuje ( czytaj :gloryfikuje ),trzeci wydaje. A przy tym rzucane ładnie utkanym werbalizmem hasła niczym aforyzmy, że dziedzictwo to bełkot, dezaktualizacja, czas na novum literackie, niejako w imię sensacji ściągają czytelników. Taki proceder, wywraca rynek literacki do góry nogami. Dehnel z zuchwalstwem i tupetem gani tych z płomienną aspiracją do pisania: ich pozorowany artyzm ( Wiena-Mond- Kozłowska ),albo cel agitacyjny ( Witold Gadowski z neosocjalistyczną propagandą ) nie poparte żadną słuszną krytyką, okazują się tylko groteskową miernotą w swojej wymowie. W rozdziale „Ksiega szpargałów” jest sugestywnie o rzeczach których znaczenie poszło do lamusa, prócz antykwarycznej wartości. A jednakowoż nie do końca wdg autora jest to prawda, ot chociażby zachowane sztambuszki, dawne pamiętniki wpisów, na prowadzenie których była dziewczęca moda ( może gdzieniegdzie jeszcze praktykowana ). I z tych niby trywialnych wpisów, wychodzi dawny obyczaj, maniera, i ten styl pisania zdezaktualizowany grany wtedy na patriotyzm i tożsamość polską. Autora fascynuje każdy dokument minionej epoki : czy to gazety, czasopisma przedwojnia lub świeżo po wojnie, czy nawet retrospekcja o bajkach z personifikacjami zwierząt (przypisem każdemu zwierzęciu cech charakteru człowieka ),czy nawet przedwojenne katalogi sklepowe i o dziwo z rekomendacją zakupu gadżetów erotycznych co w tych czasach wydawałoby się tematem tabu, czy nawet katalogi renomowanych domów wysyłkowych edytowane sto lat wstecz ( np.: katalog firmy Sears-Rembuch ) po których można rozpoznać jak narastały potrzeby w miarę upływu lat, jak zmieniała się moda, preferencje i hierarchia punktów widzenia. Rzec by można, że ten zbiór felietonów to wypisz wymaluj epizodyczny materiał autobiograficzny autora. Poznajemy jego inklinacje do poezji wdg jego uznania mistrzowskiej. Exemplum: Miłosz, który jak zauważył oprócz geniuszu, posiadał jeszcze coś w swoim charakterze:. był propagatorem każdego rodzaju poezji ( nie dość wspomnieć o jego antologii poezji światowej ) w kontekście oceny debiutów poświęcał szczodrze czas każdemu bez wyjątku, który porywał się na poezję. Miłosz nigdy nie był rywalem dla nikogo, aczkolwiek epigonem Iwaszkiewicza, którego de facto przerósł dorobkiem i talentem. Pomijając klasyków z uznaną estymą: Rilke (Austriak ),Brodski (poeta rosyjsko-amerykański),Herbert, Kawafis (Grek ),Osip Mandelsztan (poeta rosyjski, którego tłumaczył ),wystarczy wdg Dehnela wspomnieć XX-stowieczny chociażby panteon polskiej poezji zmuzykowanej i wyśpiewywanej a więc znanej ogółowi : Osiecka spopularyzowana w muzyce pop, Jeremi Przybora w swoich sentymentalnych mówiono-śpiewanych frazach, czy Karczmarski jako bard rewolucyjny ( solidarnościowy ). Dehnel opowiada o swoim czytelnictwie, jego pierwsze oglądanie zbioru obrazków w domowych albumach jakby oswajanie i przymierzanie się do kontaktu z książka, potem wczesna nauka czytania, i stopniowe przeskakiwanie poziomów, do coraz do bardziej wyrafinowanych pozycji , usystematyzowanych na regałach - aż po sufit - w pracowni matki-malarki. Jako dziecko chrome pozbawione tymczasowej mobilności, czytał. Każdemu, jak zapewnia wszak okres choroby z dzieciństwa kojarzy się z książką w tamtych czasach, którą pochłaniało się w łóżku, przy odchorowywaniu. W jego rodzinie pasja czytania przechodziła z pokolenia na pokolenie: dziadkowie, rodzice i on jako ostatnia sukcesja. Obok czytania było zbieranie i gromadzenie książek, tych z których łączyła się osobliwa historia: książka jako prezent, jako spadek po kimś ważnym, to znowuż zakup po wytrwałym szperactwie na dany temat. A także z potrzeby posiadania jako tej spod mistrzowskiego pióra, albo tej ulubionej i wzorcowej w przesłaniu w pewnym etapie życia, bo wystawiona książka na regale zdradza osobowość jest „ jej rebusem i aluzją”. Wspomina nauczycielki -polonistki na przestrzeni lat szkolnych, szczególnie tej jednej , która podsycała miłość do literatury i sztuki ( aczkolwiek to z rodziny wyszły pierwsze zaszczepy i motywacje i nawyki ),poprzez zachęty, wypady do muzeów, na wernisaże.. Ale były i takie, które prezentowały bylejakość nauczania, zbyt rygorystyczny i formalistyczny według programu. Gdańsk miasto Grassa, Huella, Chwina jest miastem jego dzieciństwa i wczesnej młodości, i jakby dobijał do szeregu jego literackich luminarzy. Raz zaglądnąwszy do mieszkania babci i zastawszy je w jakimś chaosie, poustawiał na powrót wszystko tak jak byo dawniej za czasów jego dzieciństwa w imie dochowania reliktu pamięci, aby chociaż przez chwile wrócił sentyment i niezwykłość tamtych lat. Warszawska kawalerka 22 metrów kwadratowych, była miejscem bibliofilskich dylematów: każdy zakup książki, wiązał się z pożegnaniem tej wysiedzianej na półce. Podczas licznych przeprowadzek , jego pedantyzm pakowania wynikał z respektu do książki, o którą zabiegał aby nie była niszczona podczas każdej zawieruchy. Dla pisarza, który uznaje pisarstwo za uprawiany zawód, materiałem, który „przerabia” jest język. Dehnel przyznaje ile trzeba czujności, reaktywności aby sprostać mutacji ( nie tej fizjologicznej ) języka idącym z naturalnej zmienności kultury, postępującej cyfryzacji, rozpychającej się łokciami inteligencji sztucznej. Ale jako tłumacz wie najlepiej, że każdy język ojczysty zachowuje swój rodowód, ma duszę, ciągnie za sobą balast mody, lokalnego obyczaju, swoistej rdzennie kultury (obcej dla tłumacza ). Nie można dokonać wiernej transformacji jeden w drugi- ojczysty w obcy- wychodzą przekłamania, samoistne dezintensyfikacje jego aury i nośności, a rolą tłumacza jest odnaleźć balans : miedzy minimum zdzierania swoistości języka tłumaczonego a maksimum w wykreowaniu obrazów czytelnych i swoistych na język tłumaczony. Podaje recepturalnie pewne zasady pisania. W poezji bardziej niebezpieczna nie jest nawet arogancja słowa ( bluzgi, nietakty, wulgaryzmy…) ale wytarte, zużyte poetycko „despekty” słowne, np.: miłość, noc, samotność, dusza, Bóg, serce, kwiat … Regułą jest że wielkie słowa rezonują przy otoczeniu małych, efekty językowe wymagają przerywników, wyrzut wytrawnego słowa, neologizm nabiera wydźwięku przy tonacji stylistycznej zrównoważonej stabilnej, bo w literaturze ekscytuje to co robi wrażenie : słowo, fraza, koncept, fabuła. Jako przykład podaje powieść „Pnin” Nabokowa, w której jedno zdarzenie w życiu profesora pełne groteskowej niefrasobliwości smutku, że coś się udało i radość idąca z tego faktu – ocalenie wazy- triumfuje wobec całościowego jego nieudacznictwa życiowego. Dehnel wychodzi z przestrogą, że wygasa poprawność pisania, Internet stawia wymogi: zwięźle, lapidarnie, krzykliwie dla atencji. Recenzje sprowadzają się do konkluzji bez uzasadnienia : że czyta się łatwo albo nudno, z pseudoautorytatywnym orzeczeniem czy warto przeczytać, czy nie.. Pojawił się nowy wariant recepcji: siecioholizm, facebookolizm. Wiara w słowo pisane to „obumierający kult dawnego Bożka”. Literatura jest postrzegana jako „zafiksowane hobby” zestawiane z manieryczna pasją. Ale jakże inne jest jego credo i lojalność wobec książki. Książka służy „do pracy na samym sobą”, język jest nieograniczonym kreatorem myśli, poglądów…a literatura i tak zapuszcza się dalej w niezbadane rewiry. I nic nie zastąpi radości z przewracania stron.
benek - awatar benek
ocenił na71 miesiąc temu

Cytaty z książki Autor przychodzi wieczorem

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Autor przychodzi wieczorem