Produkt #25 Michał Śledziński 7,1

ocenił(a) na 819 tyg. temu Wstępniak Michała Śledzińskiego, rozdajemy karty, przedstawiamy graczy, omawiamy pokrótce reguły. To wstęp, który określa charakter 25 numeru, będzie się działo. Idę dalej, przez redakcyjną stopkę wpadam na warianty okładek. Sięgam po menu, czyli spis treści. Ok, nie będę wybierać, poproszę wszystko po kolei. Proszę pana, ale tego jest dużo! Mam dzisiaj spory apetyt, do wakacji dużo czasu, zdążę się dociąć. No to jedziemy.
Ale spokojnie, to nie Instagram celebryty, nie będzie wglądu w każdy posiłek. Czyżby?
"Jak zapierdala jamniczek?" wszedł równo. Tutaj, na osiedlu Swoboda, chyba bez zmian, czteropak ze spożywczaka Mirka. Kilka zgrzebnych stron o wyluzowanych ziomkach i eskapadzie po sąsiedzku na pachtę. Rozwija się sprawnie i w mig przechodzimy do zacnej puenty.
Od razu wskakujemy z wtrętem. Przyjemnym akcentem "Produktu" jest poboczna historia redaktora naczelnego zawsze u dołu strony. Rozumiecie? "Produkt" żyje na kilku płaszczyznach. To żywa tkanka. Te dywagacje redaktora naczelnego, to też komentarz do komiksu na głównej planszy. Płynnie w tej relacji przechodźmy z "Osiedle Swoboda" do "Niewidzialnej ręki" i jednocześnie czytamy, wciąż niezmiennie, komentarz Śledzińskiego. I tak dalej. Zatem na tym etapie (w dziale z publicystyką głos z offu jest wyciszony) to magazyn komiksowy z komentarzem o aktualnym seansie w trakcie jego trwania.
I tak, dzięki temu, nie tylko przeczytałem świetną "Niewidzialną rękę", ale dowiedziałem się sporo o Damianie, autorze ilustracji (bo z dorobkiem scenarzysty Tomasza Kontnego byłem już jako tako obeznany). Zatem Śledziński przeprowadza niejako czytelnika przez komiksowe medium i to jest dobre.
Piotra Marca poznałem dopiero przy okazji "Smoły", dlatego zdziwiłem się na spotkanie ze "Słodkimi chłopakami". Zupełnie inne nastroje, dość gorzkie, obyczajowość przefiltrowana przez subtelny posmak odrętwienia, szarzyzny, korpo jakości w mówieniu i życiu. Katarzyna „Falauke” Czarna zarzuca przynętę ("Szakszuka") jak Riad Sattouf w "Arabie przyszłości", a ja chcę więcej. Dostałem tylko rzut oka na przestrzeń, możliwości dla rozwinięcia fabuły, jak to się potoczy dalej?
W "Beletrystyce" odnalazłem przez chwilę siebie, bo i ja, jak Robert Siennicki, z "Produktem" się zawsze mijałem (poza tym miałem prawie trzy dekady przerwy od komiksów). No i to bardzo sympatyczny autotematyczny komiksowy żart z własnego (chłopaków i dziewczyn z komiksowa) podwórka. Anna Krztoń zabrała mnie natomiast do tego ogródka moich dziadków. To ten sam ogródek, tam stał taki sam zlew na zewnątrz, taki jak na rysunku w komiksie "Losy dobrego żołnierza Szwejka czasu wojny światowej". Ostatnia plansza z tej życiówki to emocje z dna filiżanki do espresso - ścisk i łza. Dzięki za to.
Unka Odya zaskakuje pomysłem w swoim odcinku serii "Brom". Co to? Jakaś parafraza dla "Widma nad Innsmouth" Lovecrafta? Intrygujące. Czy Brom jako Brom jest takim łącznikiem ze światem nadnaturalnym, detektywem, facetem od trudnych spraw? Znowu tylko przystawka, znowu chcę więcej. Z Katarzyną "Panną N." Witerscheim i jej "Heleną Wiktorią", która była u najlepszego krawca już mi nie po drodze. Rysunek cudny, oczy wspaniałe, linia i kreacje jak z katalogów mody retro. Ale to nie mój nastrój, choć i na to prawdopodobnie byłby potencjał (na ten nastrój). Czuję, że dłuższa forma mogłaby załapać. Katarzyna Niemczyk z "Orcademią" to nawet nie zwiastun. To krótki teaser, ale chyba dobrze określa charakter komiksu. Dziewczyńsko, z przytupem, prosto w ten jego głupi ryj. Fantasy, ale przefiltrowane przez ważne dla autorki, mam wrażenie, wartości. Piękna silnoręka wybija kły takiemu jednemu centaurowi, który podbijał do dwóch dziewczyn. I już, i tyle, więcej przecież nie trzeba. Centaur nakrył się kopytami, teaser się skończył.
Zimowe zombi, postapo, horror, oddalona baza w posępnym lodowym krajobrazie. Czy to "The Thing" Carpentera? Coś w tym stylu. To "Bad Day" (Śledziu, Arkadiusz "Kirkor" Klimek). Podobno stara rzecz, teraz powołana do życia na łamach "Produktu". Klawe, docięte, z wyraźnym dowcipem, który rozumiem. Byłem ostatnio w szpitalu w gościem, który w pokoju chrapał. Do widzenia, nigdy więcej.
Szanuję tę historyjkę z Wiedźmina, ale mi nigdy z Wiedźminem nie było po drodze, wiec oprócz tego, że szanuję, to jednak nic więcej. Trudno mi pochylić się nad tym bardziej, niż nad zabawnym (w tym ujęciu) fantasy. Nigdy "Wiedźmina" nie czytałem, nie grałem w gry. "Rusałka", tak zachwalana przez naczelnego w tym komentarzu z offu, również mnie nie ujęła. Cóż, odbiłem się totalnie. Ani ten piękna skądinąd folkowo wyśniony wykwit, ani sama opowieść. Hitem natomiast jest epizod ze świata "Future Darko", który to zachwalany jest wszędzie (ten świat i ten komiks),a ja wciąż się mijam z pełnometrażowym wydaniem. No i to jest piękne poboczne story, tkwiące gdzieś tam bardziej w "Mad Max" 79' niż w "Mad Max" 81'. Przynajmniej w tym miejskim ujęciu.
Przerwa. Pani kochana, jaka przerwa, czas na drugie danie.
Okazuje się, ze "Produkt" to coś więcej niż komiksowy magazyn od weteranów dla weteranów i dla tych rozpoczynających przygodę. Produkt to zachęta do gry, dlatego osoby odpowiedzialne za "Produkt 25" zapraszają różnych, w różnym celu. Komiks, jasne, pojemny gatunkowo, zawsze z komentarzem. Poznajemy rodzimych twórców, style, chcemy więcej (bo chcemy). To historia o tych, którzy już wyszli z cienia, publikują, odnoszą sukcesy (mniejsze i większe). Niech będzie, że to ich (twórców) osobiste zwiastuny komiksów, które można już znaleźć na rynku. I ci sami twórcy wyciągają kanapy i fotele na zewnątrz i zdają się mówić, chodźcie wszyscy i poczytajcie te komiksy. Tak to widzę.
A to drugie danie? To publicystyka.
Zaczyna się bardzo ważnym tekstem Sylwii "Lou" Kaźmierczak o kobiecym komiksie ("Baby zabiły polski komiks"). Tekst, który otwiera oczy, ale nie ze względu na opisaną rolę dziewczyn jako ilustratorek, scenarzystek etc, ale głównie dlatego, że człowiek (czytelnik) chciałby je mieć tu wszystkie teraz i zaraz (te wskazane komiksy, hehe). Jest to też świetny opis zmieniających się perspektyw, rozkładających się sił na przestrzeni lat na polu komiksowym i opis tego, jak z roku na rok wyciągany jest coraz większy kawałek tortu w stronę kobiet. Co tam wyciągany, dziewczyny same biorą nóż i go sprawnie potrafią wykroić.
Krzysztof Ryszard Wojciechowski przyspieszył moje próby zdobycia komiksu "Wolverine. Broń X" (artykuł "Pasja według Wolverine'a"),a w kolejnym tekście KRW wygłasza ochy i achy na temat "Prosto z piekła" Alana Moore'a (a na temat autora, to już przesadne, ale to prawdopodobnie jego konik). I cóż, trzeba zapisać ten tytuł na liście do nadrobienia. Jan Sławiński natomiast, czyli Anonimowy grzybiarz przygląda się nurtowi home invasion biorąc za przykład arcydzielne "Nie oddychaj". Rozkłada na czynniki pierwsze film odważnie interpretując fabułę i zestawiając ją z ważkimi społecznymi kwestiami (również). Zaskakujące również dlatego, że tekst krytyczny stricte filmowy pojawia się w "Produkcie". Przyznaję, miałem lekką konsternację (bo to jednak nagły przeskok z medium do medium),ale polotu nie mogę odmówić. A "Nie oddychaj" (obie części) to oczywiście szlagier. Tekst Krzysztofa Ryszarda Wojciechowskiego dotyczący filmowej produkcji filmu "Danger Diabolik" przypomina jedno z wielu wspaniałych dokonań Bavy. Czytałem z pełnym zrozumieniem, bo i ja jestem jednym z wyznawców kunsztu włoskiego reżysera.
I dobijamy do brzegu ankietą, której tytułu nie zacytuję i krótką historyjką obrazkową "Nurek". To wszystko moimi mili, od deski do deski.
Co mi dał ten "Produkt"? Tylko dużo dobrego. Mijałem się wcześniej z tytułami, nie zdawałem sobie sprawy jak duża historia stoi za tymi ludźmi (miałem prawie trzy dekady przerwy od komiksów, pisałem to już?). Wydaje mi się, że to wciąż trudny rynek. Móc wydawać własną rzecz pod skrzydłami wydawnictwa to sukces, droga do tego pozostaje jednak niezmienna, to też jest niejako regułą. Ale ten "Produkt" jest o tyle ważny, że to rzeczywiście magazyn, który może być dla mnie (dla innych) tym pomostem z polskimi twórcami, których jeszcze nie kojarzyłem. Nie wszystko do mnie trafia, z niektórymi rzeczami się mijam. Czas zatem utrwalać sobie tych artystów z imienia, nazwiska, ksywek. Świetny i potrzebny magazyn, wyjaśnia sprawy, przybliża marki, udostępnia do tego swoje miejsce.