Trzeba mieć swoje gniazdo – wywiad z Grażyną Jeromin-Gałuszką

LubimyCzytać
04.06.2019

Grażyna Jeromin-Gałuszka w sadze „Dwieście wiosen” odmalowuje rzeczywistość sprzed lat, a nawet wieków. Dzięki plastycznej wyobraźni i wierności historycznej udowadnia, że nie jest to świat miniony bezpowrotnie. Z okazji premiery drugiej części cyklu autorka opowiada o planach na kolejne książki.

„Niebieska sukienka”, Grażyna Jeromin-Gałuszka

Dwustuletnia historia, w której wielkie i małe dramaty, smutki i radości, miłość i nienawiść, przeplatają się ze sobą w zawrotnym tempie, czyniąc z tej opowieści pełną niespodzianek podróż do świata, który dawno minął.
Jest rok 1920, pierwsze lata niepodległości, czas odbudowy kraju po wojennej zawierusze i scalania w jeden organizm trzech oddzielnie dotąd funkcjonujących terenów pod obcymi zaborami.
Folwark w Osadzie, mimo iż miał szczęście znaleźć się poza bezpośrednimi działaniami wojennego frontu, nie uniknął strat, z którymi teraz muszą zmierzyć się kolejne pokolenia Maryni Popiel i Andrzeja Konarskiego.
Żyje jeszcze Florentyna, druga właścicielka folwarku. Żyje i wciąż czeka na powrót z dalekiej Syberii Kacpra Janczara. Klara, owoc ich miłości, dochowała się trzech córek: Emilii, Klementyny i Meli, przed którymi świat teraz stoi otworem – wystarczy dokonać właściwych i rozsądnych wyborów. One jednak, jedna po drugiej, dokonują takich, z którymi rozsądek – zwłaszcza w mniemaniu ich matki – niewiele ma wspólnego, uruchamiając ciąg dramatycznych zdarzeń, o jakich w tej pięknej i cichej dolinie na jakiś czas już zapomniano.

Stanisław Bubin*: Mocno się pani wczuwa w losy swoich bohaterów?

Grażyna Jeromin-Gałuszka: Bardzo. Wszystko z nimi przeżywam, widzę ich gesty, reakcje, czuję klimat. Więc może za bardzo, ale nic na to nie poradzę.

Za sprawą cyklu „Dwieście wiosen” przenieśliśmy się do XIX i XX wieku. Co panią skłoniło do zanurzenia się w historii?

W pierwszym tomie jesteśmy w XIX wieku, drugi to już początek XX. Z tomem piątym mam zamiar dotrzeć do XXI. U podstaw projektu leży dawno temu zrodzony pomysł, żeby przedstawić historię pewnego miejsca – Osady w dolinie rzeki – od momentu, gdy dziedzic Andrzej Konarski wymyślił, że zbuduje w nim folwark dla młodszej siostry, aż do dnia dzisiejszego. Ta historia jest swego rodzaju metaforyczną klamrą, która pozwoli czytelnikowi – taką mam nadzieję – przywiązać się i z zapartym tchem śledzić losy nie tylko poszczególnych bohaterów, ale i następujących po sobie pokoleń.

Kto pani pomógł w konsultacjach historycznych?

Mamy takie cudowne czasy, że bez wychodzenia z domu możemy się dowiedzieć, jakie menu serwowała Adria w przedwojennej Warszawie, powiedzmy w styczniu 1927 roku. Jeśli więc chodzi o wiedzę merytoryczną – ile trzeba było zapłacić za kieliszek wódki w karczmie w drugiej połowie XIX wieku, ile kosztował pogrzeb, jakie były miary, wagi i waluta – to bardzo pomógł mi internet. Żeby wejść w klimat epoki, w niuanse z nią związane, musiałam sporo przeczytać – opracowania, wspomnienia, zapiski ze starych kalendarzy, ale i powieści. Teraz, przy pracy nad trzecim tomem, obejmującym lata od 1922 do 1945, dojdzie do tego ustny przekaz – rozmowy z osobami, które jeszcze coś z tego czasu pamiętają.

Jakie trudności napotykała pani przy zbieraniu materiałów? Czy inspiracją były losy rodziny, czy też to fikcja, niemająca nic wspólnego z doliną Radomki, w której pani mieszka?

Czas i cierpliwość to jedyne ograniczenia, bo źródeł jest mnóstwo. Ja dotarłam tylko do maleńkiej części, jednak nieokiełznana wyobraźnia pozwoliła mi w tej namiastce swobodnie się poruszać. Dolina Radomki zagrała tu pierwsze skrzypce, w sensie inspiracji – często inspirują mnie miejsca – ale sfera fabularna to już oczywiście fikcja.

Akcja „Folwarku Konstancji” dzieje się w dwóch przestrzeniach czasowych, po 1815 i po 1865 roku. Konstancję Konarską obserwujemy raz jako trzydziestoletnią, raz jako osiemdziesięcioletnią kobietę. A drugi tom, „Niebieska sukienka”?

To już lata od 1920 do 1922. Niepodległość, wojna bolszewicka, scalanie ziem polskich po zaborach, socjaliści, emancypacja kobiet. W retrospektywie wracamy do wydarzeń po 1866 roku. Folwark niespecjalnie ucierpiał w czasie I wojny światowej, lecz straty są. Mierzą się z nimi potomkowie Maryni Popiel i dziedzica Konarskiego. Żyje jeszcze Florentyna, która czeka na powrót Kacpra z sowieckiej Rosji. Dziecko ich szalonej miłości, Klara, właścicielka majątku, ma już trzy dorosłe córki. Każda z tych panien jest inna i dokonuje w życiu takich wyborów, że matce cierpnie skóra. Folwark Konstancji staje się areną dramatycznych wydarzeń, a konflikt Osada–dwór odżywa na nowo.

Dzięki przemieszaniu wątków możemy śledzić losy bohaterów w młodości i później. Jak pani wpadła na ten pomysł?

Robię tak prawie zawsze, uwielbiam taką konstrukcję. Historię przedstawiam dwutorowo: teraz i wcześniej. I czuję się w tym jak ryba w wodzie. W trzecim tomie doprowadzę losy bohaterów do 1945 roku, ale w retrospektywie będziemy z nimi wracać do wydarzeń po 1922 roku.

Dokąd nas pani zaprowadzi z tym projektem?

Historia będzie mieć finał w 2018 roku. Jej serce to ta sama dolina i różni ludzie wywodzący się od dwóch osób: kobiety i mężczyzny, którzy przez przypadek w tej dolinie się odnaleźli. Chcę ukazać pewną niezmienność i zmienność jednocześnie. Tradycja i miejsce trzymają tę rodzinę w pewnej jedności, lecz zmieniająca się rzeczywistość sprawia, że rozpad tego świata następuje co kilka pokoleń, a czasem częściej. Chcę pokazać, nie moralizując nachalnie, że najważniejsze jest miejsce, gniazdo, do którego zawsze można wrócić.

Udało się pani stworzyć galerię pełnokrwistych, kochających bohaterów. Pokazać miłość przekraczającą bariery. Tak między ludźmi było zawsze, niezależnie od entourage'u…

Proszę nie zapominać o mojej wyobraźni, ona wszystkiemu winna. A poważnie: zależy mi na tym, żeby historia, którą opowiadam, była dla czytelnika atrakcyjna. Sama się przy tym nieźle bawię. Czasy się zmieniają, a uczucia były, są i będą, bez względu na bieg historii, choć oczywiście jej zawirowania nie tylko pobudzają emocje, ale i je wyostrzają czy kumulują, a z tej kumulacji rodzą się różne dziwne rzeczy. Tak to bywa.

Mógłby z tej sagi powstać ciekawy serial. Nie kusi pani taki pomysł?

Dziękuję. Uwaga, że udało mi się stworzyć historyczną opowieść dla współczesnego czytelnika, to dla mnie wielki komplement. Serial? Już go widzę, od pierwszej do ostatniej sceny: epicki rozmach, krwiste postaci i subtelny klimat pewnych zdarzeń… Ale to chyba nie u nas.

Co pani robi, żeby nie pogubić się we wszystkich postaciach?

Dotąd pracowałam tak, że siadałam do komputera i pisałam bez konspektu. Ale tu się nie dało. Napisałam już jedenaście powieści, lecz to pierwsza, do której robiłam notatki. Pod ręką musiałam mieć spis bohaterów – w obydwu ramach czasowych, ma się rozumieć. Gdzie, kto, ile ma lat. A i tak mi się myliło i ciągle coś prostowałam. Najbardziej myliły mi się służące. Beztrosko przechodziły sobie z jednej rzeczywistości w drugą. Na szczęście jakoś to opanowałam. Bez patentu. Trzeba było się bardziej skoncentrować.

*Stanisław Bubin – dziennikarz i wydawca magazynu „Lady's Club”.

Reklama

komentarze [4]

Sortuj:
1162
24
14.09.2019 13:01

Z wielką przyjemnością przeczytałam dwa pierwsze tomy, z wielką niecierpliwością czekam na kolejne. Cieszę się, że nie będzie to trylogia, jak kiedyś zapowiadano, ale historię potomków Maryni Popielowej i Andrzeja Konarskiego poznamy do czasów współczesnych.


601
72
04.06.2019 16:44

Na pewno się skuszę na pierwszy tom. Piękny pies. :)


4051
3811
04.06.2019 13:49

Bardzo miły wywiad.Lubię to pisarkę,ładnie piszę./I jej książki,mają piękne okładki.


2802
4
04.06.2019 10:38

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd