Ludzie czytają komiksy zbyt szybko

Sebastian Frąckiewicz
08.11.2013

(fot. Wydawnictwo Lokator)

Z Nicolasem Preslem, jednym z najciekawszych francuskich twórców komiksów niemych (czyli pozbawionych słów), rozmawiamy o miłości do Turcji, życiu w Bułgarii oraz o fascynacji sztuką renesansu i przekładaniu jej na historie obrazkowe.

Komiksy Nicolasa Presla pojawiły się w Polsce w tym roku. W kwietniu ukazała się Fabryka - metaforyczna historia o totalitaryzmie, w październiku - Boska Kolonia, czyli rzecz o spotkaniu kultury europejskiej i chrześcijaństwa z inną cywilizacją. Do końca roku pojawi się także „Syn swojego ojca” - pierwszy pełnometrażowy komiks Presla. W 2013 jego nieopublikowany w Polsce album „Heureux qui comme” był nominowany do prestiżowej nagrody Międzynarodowego Festiwalu Komiksu w Angoulême. W październiku tego roku Presl odwiedził Kraków w ramach Festiwalu Conrada.

Sebastian Frąckiewicz: Zanim na dobre zająłeś się komiksem, pracowałeś jako kamieniarz. Jak Twoje kamieniarskie doświadczenie wpłynęło na twórczość komiksową?

Nicolas Presl: Sama manualna praca kamieniarska nie miała na nią wpływu. Raczej to, z czego musiałem się podciągnąć, żeby kamieniarstwem się zajmować. Mam na myśli całą wiedzę z kultury antycznej, klasycznej, a potem średniowiecznej i renesansowej.


(Plansza z komiksu „Boska Kolonia”)

Kiedy czytam Twoje komiksy, mam jednak wrażenie, że postaci przypominają trochę rzeźby. Stoją w teatralnych pozach, z dynamicznie rozstawionymi dłońmi, z odpowiednio ułożonymi strojami...

Możesz odnieść wrażenie, że trochę przypominają rzeźby, ale to wynika raczej z epok, które mnie fascynują i inspirują, a nie z samej rzeźby. A inspiruje mnie między innymi sztuka renesansu, postacie z waz antycznych, a nieregularność i deformacja kształtów wywodzi się z kolei z fascynacji Picassem. Tak naprawdę moja aktywność jako rysownika była czymś zupełnie osobnym od kamieniarstwa. Rzeźbą i kamieniarstwem zajmowałem się po prostu dla pieniędzy. Dziś z kolei zarabiam na życie jako nauczyciel we francuskiej podstawówce, zajmuję się tzw. nauczaniem zintegrowanym w Bułgarii, a dokładnie w Sofii. W ogóle lubiłem swój poprzedni zawód: na przykład odnawiać renesansowy pałac. Przyjemna, manualna praca. Zrobiłem specjalizację konserwatorską na wydziale sztuki na uniwersytecie po skończeniu licencjatu i tak to się zaczęło.

Który album sprawił, że mogłeś zostawić kamieniarstwo i zająć się komiksem w profesjonalny sposób?

Rysowałem komiksy od 10. roku życia, ale też nie było tak, że jak zostawiłem rzeźbę, to od razu wydałem album. Przez jakiś czas publikowałem w fanzinach. Album udało mi się wydać dopiero wtedy, gdy zrezygnowałem w swoich pracach z dymków i tekstów. Zatem dopiero komiksy nieme pozwoliły mi zaistnieć na serio w świecie historii obrazkowych. Oficjalnie zadebiutowałem „Priapem” (jeszcze nie ukazał się po polsku – przyp. red.), choć tak naprawdę moja pierwsza pełnometrażowa opowieść, pozbawiona słów, jaką stworzyłem, to „Syn swojego ojca”. Początkowo odmówiono mi publikacji tego komiksu, wydano go dopiero kilka lat po sukcesie „Priapa”.

Dlaczego sztuka renesansowa jest dla Ciebie tak istotna?

Po pierwsze dlatego, że interesuję się historią. Po drugie – malarstwo renesansowe, w wielu wypadkach, jest bardzo narracyjne. Sporo obrazów przedstawia jakąś historię, co pozwala mi tworzyć komiksy pozbawione tekstu. Właśnie z malarstwa renesansowego wzięła się u mnie ta teatralizacja gestu, o której wspomniałeś, czy zamiłowanie do stosowania symboliki lub pewnych kodów. I pewnie jeszcze „pożyczyłem” sobie z tego renesansu sporo rzeczy, których do końca nie jestem świadomy.


(Plansza z komiksu „Boska Kolonia”)

Czy łatwiej tworzy Ci się klasyczny komiks z dymkami czy komiks niemy? Na czym polegają podstawowe różnice w pracy nad nimi?

Kiedy wymyślam sobie w głowie historię, nie zakładam z góry, że będzie ona przedstawiona w komiksie pozbawionym tekstu. Dopiero później, kiedy nad nią pracuję – muszę swoje pomysły w pewien sposób przefiltrować i starać się ją dostosować do tej niemej formuły. Komiks niemy wymusza rzecz jasna stosowanie odpowiednich strategii, żeby klarownie przedstawić historię, a do tego jeszcze – w sposób niewerbalny – oddać pewne niuanse psychologiczne i relacje między bohaterami.

A jakie są to strategie?

Bardzo istotne jest granie postawami postaci, wyrażaniem ich emocji przez mowę ciała. Szczególnie skupiam się na rękach – jeśli dana postać „mówi” np. do innej postaci, to często wskazuje na nią dłonią. Staram się stosować alegorie i symbole. Na przykład w „Priapie” są to zmieniające się zwierzęta, które niosą jakiś sens. Od niedawna także dodatkowym środkiem wyrazu stał się dla mnie kolor, bo przez lata robiłem komiksy czarno-białe.

Z jakiego powodu postanowiłeś w ogóle zrezygnować ze słów w swoich komiksach. Słowa były zbyt dosłowne, banalne?

Zrezygnowałem ze słowa, bo posługiwanie się nim wymaga umiejętności pisarskich. A ja nigdy nie zostanę pisarzem. Poza tym rezygnacja ze słowa była dla mnie swego rodzaju stymulacją artystyczną. Zmusza mnie do większej kreatywności i większej inwencji. Nie używając słów, zmuszam czytelnika, by zwrócił większą uwagę na symbole, gesty, ruch, czytał uważniej i wolniej. A najchętniej wielokrotnie.

Przyznam, że czytałem „Fabrykę” i „Boską Kolonię” kilka razy i za każdym razem znalazłem w niej jeszcze coś, na co wcześniej nie zwróciłem uwagi.

To świetnie, bo właśnie o to mi chodzi. Chcę zmuszać czytelnika, by się tym planszom przyglądał. Mam wrażenie, że ludzie czytają komiksy zbyt szybko, zbyt powierzchownie.

„Fabryka”, czyli Twój pierwszy komiks, który ukazał się w Polsce, to alegoryczna  historia o totalitaryzmie. Temat w literaturze czy sztuce doskonale obecny, takich historii było już sporo. Dlaczego mimo to postanowiłeś się nim zająć i posłużyć się właśnie alegorią fabryki?

Posłużyłem się metaforą fabryki, ponieważ w fabryce praca jest zautomatyzowana i straszliwie alienująca osobę, która ją wykonuje. Główny bohater - chłopiec uciekający przed totalitarnym systemie, ukrywa się wewnątrz maszyny, co jeszcze bardziej podkreśla jego alienację.

A zająłem się totalitaryzmem, ponieważ bardzo mnie interesuje i nie stracił na aktualności. Zastanawia mnie to nieustannie, dlaczego jeden człowiek prześladuje drugiego człowieka  - dzieje się to od początku ludzkości i pewnie nigdy nie przestanie się dziać. „Fabryka” dotyka dwóch ważnych aspektów życia. Po pierwsze, chciałem pokazać okropieństwo prześladowania jednego człowieka przez drugiego, a po drugie, starałem się wyobrazić sobie, jak wygląda dorastanie dziecka w społeczeństwie pozbawionym dostępu do kultury: do literatury czy sztuki. Czy może w ogóle dorosnąć? A jeśli tak, to w jaki sposób?


(Plansza z komiksu „Fabryka”)

A jaki był powód powstania „Boskiej Kolonii”?

Wynikał z mojego zainteresowania renesansem i historią. Zająłem się poszukiwaniem dokumentów na temat tego, jak wyglądały relacje w koloniach w czasach renesansu. Pomyślałem, że warto zadać sobie pytanie, jak mógłby wyglądać los młodego, nieukształtowanego jeszcze człowieka, który styka się z kolonialną rzeczywistością  - pełną przemocy, przestępstw. Chciałem spojrzeć na to wszystko z czasowego dystansu. Spojrzeć na historię cywilizacji, w którą wpisana jest przemoc.

Czy to miała być również demitologizacja humanistycznych, renesansowych ideałów?

Wydaje mi się, że nawet nie ma czego demitologizować. Pisma Erazma z Rotterdamu czy innych wybitnych myślicieli owych czasów nie docierały raczej do prostego żołnierza czy nawet do oficera, tylko do niezwykle wąskiej elity. Po drugie, choć nie znam się aż na tym tak dobrze, wydaje mi się, że ideały i postulaty humanistyczne dotyczyły raczej białego człowieka z Europy, a nie zupełnie odmiennych kultur. Stąd humanizm – owszem, ale nie dla obcych. Po trzecie, wśród kolonizatorów głównym celem była próba przekazania religii, choć rzecz jasna środkami barbarzyńskimi.

O czym opowiada „Syn swojego ojca”, który ukaże się w Polsce w grudniu?

To historia rozdwojonej tożsamości. Główny bohater jest synem niedźwiedzia i kobiety, ale wychowywany jest przez rodzinę ludzką. Zajmuję się w tym komiksie konfliktem tożsamości – główny bohater nie wie, czy na jego tożsamość większy wpływ mają geny i biologia czy wychowanie. 


(Plansza z komiksu „Syn swojego ojca”)

Nad czym obecnie pracujesz?

W ciągu najbliższego miesiąca skończę swój najnowszy komiks o Turcji, którą jestem zafascynowany. To moje osobiste spojrzenie na ten kraj, po którym sporo podróżowałem. Jak się pewnie domyślasz, nie będzie to klasyczny komiks podróżniczy. Głównym bohaterem będzie turecki rolnik, którego pewnego razu poznałem. Ale nie jest to w żaden sposób polityczna, poważna książka, jest mniej zaangażowana niż „Fabryka”. To po prostu mój hołd dla tego kraju.

A skąd ta fascynacja Turcją?

Po prostu tam pewnego razu pojechałem i zakochałem się w niej. A mam blisko, bo jak wspomniałem wcześniej – mieszkam w Bułgarii.

I jak wygląda życie francuskiego twórcy komiksowego w Bułgarii? Skąd się tam w ogóle wziąłeś?

Pewnego dnia pomyślałem sobie, że warto spróbować życia w innym kraju. To artyście zawsze dobrze robi. W gazecie znalazłem ofertę pracy we francuskiej szkole w Sofii. Wysłałem CV i mnie przyjęli. Zajmuję się tzw. zintegrowanym nauczaniem najmłodszych dzieci: uczę geografii, historii, matematyki, no i sztuki. W Bułgarii żyje mi się dobrze. Mieszkam tam już 3 lata. Za swoją pensję nauczyciela i pieniądze za albumy mogę żyć spokojnie i sporo podróżować – zwiedzałem Grecję, Albanię, no i Turcję.

Czy Twoje uczniowi wiedzą, że rysujesz komiksy?

Chyba nie i im o tym nie mówię, bo jeszcze chcieliby je przeczytać. A w końcu to nie są komiksy dla dzieci.


Rozmawiał: Sebastian Frąckiewicz
 

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
32
2
08.11.2013 10:16

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd