bookmoment 
bookmoment.pl
Stuprocentowa introwertyczka zakochana w książkach. Jej serce należy do horrorów, kryminałów i thrillerów. Umysł ma otwarty, zatem lubi wkraczać w świat fantastyki. Jest ciekawska, więc chętnie poznaje nowe gatunki literackie z którymi nie miała do tej pory styczności. Jej dusza jest pełna słów...
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 10 cytatów, ostatnio widziana 6 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-06 10:49:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Inspector Wexford (tom 1)

Powieść Ruth Rendell została zbudowana na fundamencie surowości i melancholii. Autorka skupia się na morderstwie kobiety – niczym niewyróżniającej się gospodyni domowej, która wiodła niemal nudne i monotonne życie. Nawarstwiające się poszlaki nigdzie nie prowadzą, ponadto wciąż pojawiające się pytanie: kto zamordował i jaki miał motyw, pozostaje niewyjaśnione. Jednak, pomimo gatunkowego... Powieść Ruth Rendell została zbudowana na fundamencie surowości i melancholii. Autorka skupia się na morderstwie kobiety – niczym niewyróżniającej się gospodyni domowej, która wiodła niemal nudne i monotonne życie. Nawarstwiające się poszlaki nigdzie nie prowadzą, ponadto wciąż pojawiające się pytanie: kto zamordował i jaki miał motyw, pozostaje niewyjaśnione. Jednak, pomimo gatunkowego schematu, to nie warstwa kryminalna wiedzie tutaj prym. Pisarka koncentruje się na dokładnym zarysowaniu wątku obyczajowego, robiąc z morderstwa jedynie tło. Akcja zatem leniwie prze do przodu, rozmowy bohaterów są rozwlekłe – czasem mniej, czasem bardziej ważne. Gdy pojawiają się nowe ślady, bohaterowie rozważają każdy możliwy scenariusz. Nawet ten najmniej prawdopodobny.

Fabuła powieści, wydaje się banalna i prosta, stopniowe odkrywanie prawdy nie trzyma w przemożnym napięciu, ale historia intryguje. Autorka sprawnie myli tropy i podrzuca nowe informacje. W odpowiednim momencie rozmywa akcję humorem i ironią, przez co książka wydaje się dobrze wyważona. Pewne zwroty akcji nie zaskoczą współczesnego czytelnika, jednak biorąc pod uwagę czasy w jakich powieść została wydana, można przypuszczać, że autorka odważyła się na kontrowersyjny krok. Ówczesna mentalność podpowiadała, aby się nie wychylać, pozostawić w ukryciu pewne sprawy, a inne przemilczeć.

Kreacja postaci jest wiarygodna i bardzo naturalna. Bohaterowie kierują się w większej mierze emocjami, myślą o konsekwencjach. Niekiedy zatajają ważne dla sprawy informacje i starają się zagłuszyć wyrzuty sumienia. Czytelnik może odnieść wrażenie, że przedstawione charaktery do złudzenia przypominają osoby, które zna; czy to z bliskiego otoczenia, czy z zasłyszenia. Choć bywają momenty, gdzie zachowanie bohaterów zdaje się być przerysowane, tak finalnie nie przeszkadza to w odbiorze powieści.

Lektura została napisana lekkim i prostym językiem. Autorka dokładnie zarysowała rok 1964, oddając, za pomocą słów, urok dawnych lat. Nadany klimat ma w sobie nutę staroświeckości. Opisy wielu sytuacji są naturalne i niewymuszone. Jednak to, co zachwyca najbardziej to konsekwencja autorki – wszystkie rozpoczęte wątki zostały zamknięte zwięzłą klamrą. Narracja zatem jest spójna i zgodna z kontekstem.

“Z najlepszymi życzeniami śmierci” to nieskomplikowana acz poprawna powieść, w której motyw obyczajowy przebija się przez prowadzone śledztwo. Autorka pokazuje, że nie zawsze wiemy, kim są nasi najbliżsi i – co wydaje się nieco przerażające – możemy się tego nigdy nie dowiedzieć. Prowadzona intryga może i nie zaskakuje, nie wprowadza niczego innowacyjnego, ale za to zapewnia kilka godzin relaksu.

pokaż więcej

 
2018-07-28 01:18:51
Dodała cytat z książki: Ostatni worek cementu
Mawiają, że świat składa się z równowagi… Można dostrzec ją w każdej jego części. Tak zawsze było, jest… i będzie, o ile nikt nie zaburzy tego porządku. W ciągu roku jest tyle samo dnia co nocy. (…) W ciągu dekady jest tyle samo ciepła, co i zimna… W ciągu stulecia tyle waśni, co pokoju… (…) W ciągu tysiąclecia jest tyle samo przypływów, co odpływów… Ta zasada tyczy się wszystkiego, co znane człowiekowi. W nim samym jest tyle samo dobra, co i zła.
 
2018-07-28 01:17:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Ostatni worek cementu” doskonale podtrzymuje sensacyjny klimat, przepełniony bezwzględnymi ludźmi w niebezpiecznym świecie. Typowa dla mafijnego światka brutalność, mroczne, często niepokojące, i przerażające tło odgrywa w powieści fundamentalną rolę. Tutaj nie ma czasu na monotonię czy rutynę codzienności – pędząca na łeb na szyję akcja ani myśli zwolnić i dać wytchnienie. Mateusz Wieczorek... „Ostatni worek cementu” doskonale podtrzymuje sensacyjny klimat, przepełniony bezwzględnymi ludźmi w niebezpiecznym świecie. Typowa dla mafijnego światka brutalność, mroczne, często niepokojące, i przerażające tło odgrywa w powieści fundamentalną rolę. Tutaj nie ma czasu na monotonię czy rutynę codzienności – pędząca na łeb na szyję akcja ani myśli zwolnić i dać wytchnienie. Mateusz Wieczorek kreuje rzeczywistość nieustępliwą, duszną i zatęchłą. Wszystkie występki niejednokrotnie uchylają się od konsekwencji, jednak chwila zwątpienia, czy ułamek zawahania może kosztować życie.

Groteska goni absurd, a ten, zatopiony w ogromie czarnego humoru, potrafi zwalić z nóg. Podobnie jak w przypadku „66 dusz”, autor daje upust konwenansom, brudzi scenerię hektolitrami krwi, wychodzi poza utarte schematy. Na powieść składa się wiele wątków, które niezbawione chaosu, łączą się ze sobą i krystalizują z upływem czasu. Zdawać by się mogło, że niektóre sceny są niepotrzebne, wyrwane z kontekstu – nic bardziej mylnego. Choć w powieści nie brak odrealnionych i przerysowanych fragmentów, tak abstrakcyjność i nuta paranormalności wespół z lekkim, acz niepozbawionym tony wulgaryzmów językiem, dopełniają się.

Pisarz sprawnie manewruje kolejnymi zdarzeniami, a za sprawą niedopowiedzeń, pozostawia czytelnikowi pole do własnej interpretacji, zachęcając go przy tym do rozmyślnego napisania własnej wersji wydarzeń. Ten celowy zabieg może jednak irytować i wprawić czytelnika w zakłopotanie.

Oblicza postaci są jedynie maską, pod którą kryją się uciążliwe i wstydliwe tajemnice. Te z kolei składają się na podwaliny każdej książkowej osobowości. Bohaterowie, poprzez swą nieoczywistość, potrafią zaskoczyć. Są to charaktery nieszablonowe i ekspresywne, które nie są odporne na rozwój zdarzeń. To dzięki niemu bowiem, dokonują metamorfozy, niemal kształtują swoje jestestwo na nowo. Szczególnie protagonista, który na skutek przewrotności losu, przechodzi olbrzymią przemianę, zapominając przy tym o moralności.

Powieść nie jest jednak bez skaz – jej wadą są dialogi, które w dużej mierze przypominają wyuczone, teatralne kwestie. Patrząc przez pryzmat powieści podobnych gatunkowo, można odnieść wrażenie, że to już gdzieś było.

„Ostatni worek cementu” jest powieścią, której nie brak czarnego humoru, absurdu i pokręconej intrygi. Bezwzględny świat, niebezpieczni ludzie i pędząca akcja nurtuje i nie pozwala na znużenie. Choć historia spisana przez Mateusza Wieczorka zdaje się nieco przerysowana, tak sumarycznie stanowi niemałą gratkę dla fanów sensacji.

pokaż więcej

 
2018-07-13 12:21:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Sięgając po powieść Grzegorza Gołębiowskiego czytelnik może odnieść wrażenie, że lektura oscylować będzie głównie wokół tematu genealogii – nic bardziej mylnego. Niemal od samego początku odbiorca zostaje wciągnięty w wir niecodziennych zdarzeń, intryg i sensacji, które stają się motorem napędowym powieści, a przynajmniej tak przedstawiał się zamiar.

Tajemnica ściśle związana z Dolnym...
Sięgając po powieść Grzegorza Gołębiowskiego czytelnik może odnieść wrażenie, że lektura oscylować będzie głównie wokół tematu genealogii – nic bardziej mylnego. Niemal od samego początku odbiorca zostaje wciągnięty w wir niecodziennych zdarzeń, intryg i sensacji, które stają się motorem napędowym powieści, a przynajmniej tak przedstawiał się zamiar.

Tajemnica ściśle związana z Dolnym Śląskiem i II wojną światową jest pomysłem niebanalnym. Autor dawkuje napięcie, wplata w fabułę ciekawe retrospekcje, dzięki którym stopniowe zgłębianie przeszłości staje się swoistą formą przyjemności. O ile piętrzące się sekrety są intrygujące, o tyle giną one za parawanem nieco topornego stylu, jakim posługuje się autor. Tekst naszpikowany został opisami, czy wtrąceniami, które bardziej przeszkadzają niż interesują. Czytając powieść można odnieść wrażenie, że fabularna prostota wespół z niemal profesorskim językiem nie jest przepisem, który wieszczy sukces.

Grzegorz Gołębiowski odważył się wkomponować w fabułę wątek romantyczny, który summa summarum przebija się na pierwszy plan. Nietrudno odkryć w jakim kierunku zmierza relacja bohaterów – autor bazuje na dość powszechnym schemacie, nie wychodzi spoza niego, nie próbuje zaskoczyć. Również portrety psychologiczne pozostawiają wiele do życzenia. Są to postaci stereotypowe: grają, aby zakryć swoje skazy, przez co nie do końca są wiarygodni, niemal sztuczni, a w ich zachowaniu można odnaleźć zalążki absurdu. Dialogi także, momentami zakrawają na sztampowość, nie należą do dobrze skonstruowanych.

W powieści zabrakło miejsca na emocje, ponieważ autor skupił się na opisach szczegółów fikcyjnej rzeczywistości. Pominięte zostały tematy trudne i kontrowersyjne, jak choćby holokaust. Zabrakło dobrego wyważenia pomiędzy tym co ważne, a tym co mniej istotne, zaś intryga, którą proponuje autor, jest – mimo wszystko – mało przekonująca.

Ta historyczno-kryminalna hybryda przypomina odbiorcy o tym, że przeszłość zawsze nas odnajdzie, aby odkryć wszystkie swoje karty. Niestety dobry zamysł fabularny nie został wykorzystany. Można odnieść wrażenie, że powieści brakuje kilkunastu stron, które ktoś wyrwał, lub skrócił do granic możliwości. Grzegorz Gołębiowski zaproponował czytelnikowi oryginalną powieść, jednak jej wykonanie nie do końca jest satysfakcjonujące.

pokaż więcej

 
2018-07-05 14:19:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Linia fabularna powieści skupia się na burzliwej przeszłości i złożoności umysłu głównej bohaterki, której pamięć i wspomnienia skryte są za woalem tajemnicy. Narracja, okiem protagonistki, intryguje, wzbudza niepokój i nadaje powieści gęstej atmosfery. Nieracjonalność, nie rzadko infantylność, bohaterki wprawia w konsternację, przez co czytelnik nie do końca wie, czy może zaufać kobiecie i... Linia fabularna powieści skupia się na burzliwej przeszłości i złożoności umysłu głównej bohaterki, której pamięć i wspomnienia skryte są za woalem tajemnicy. Narracja, okiem protagonistki, intryguje, wzbudza niepokój i nadaje powieści gęstej atmosfery. Nieracjonalność, nie rzadko infantylność, bohaterki wprawia w konsternację, przez co czytelnik nie do końca wie, czy może zaufać kobiecie i czy jej punkt widzenia nie jest zaburzony. Odbiorcy przyjdzie się zmierzyć z podróżą po grząskim gruncie – rozpoznaniem kłamstwa i wyodrębnieniem prawdy. Caroline Eriksson manipuluje przeszłymi wydarzeniami przeplatając je wydarzeniami, które rozgrywają się w czasie teraźniejszym. Autorka wodzi czytelnika za nos, zaciekawia, aby finalnie rozczarować.

Caroline Eriksson dotyka problematyki przemocy – psychicznej i fizycznej. Jednak dobre zobrazowanie tego filaru wyszło autorce dość marnie. Sygnalizuje bowiem, że dany problem istnieje, ale nie rysuje go solidnie. Czytając powieść, można odnieść wrażenie, że autorka ślizga się po tym temacie, co początkowo wydaje się dość osobliwe, jednak z czasem wszystko rozlewa się we mgle marazmu i nudy, gdzie przeważają irracjonalne myśli protagonistki.

Wzorzec zachowań głównej bohaterki można zamknąć w ścisłych ryzach apatii zakrawającej o bierność – ciągłe rozmyślania o dzieciństwie; relacjach rodzinnych i obecnym związku, stają się nic nie znaczącym ogniwem. Caroline Eriksson wpadła w sidła powtarzalności. Zdawać by się mogło, że autorka parafrazuje wcześniej znane fragmenty powieści; powiela schematy; przedstawia podobne sekwencje. I choć zamysł jest dobry – niewyjaśnione zaginięcie; przerażający mętlik w głowie – tak wprowadzony chaos skutecznie psuje radość czytania.

W powieści ucierpiał także drugi plan – jednolici bohaterowie; mało klarowne zarysowanie scenografii; brak barwności narracyjnej. Wieńcząc lekturę czytelnik skazany jest na rozczarowanie. Mało oryginalne rozwiązanie zagadki zakrawa na sztampowość. I choć zapowiadało się obiecująco – na obietnicy się skończyło.

„Zniknięcie” jest thrillerem, który początkowo intryguje, finalnie zaś ginie w szablonowym i mało wyszukanym stylu. Choć język jest prosty, tak brakuje w nim nieco koloru i plastyczności. Niepokój, tak dobrze zarysowany w pierwszych rozdziałach, rozwiał się jak dym. Powieść niczym szczególnym się nie wyróżnia i ginie w morzu podobnych sobie powieści.

pokaż więcej

 
2018-06-28 12:15:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Lucynka, Macoszka i ja” jest piękną i dojrzałą prozą, w której nie brak refleksji. To lektura pełna wdzięku, która w delikatny, ale i stanowczy sposób, dotyka kruchych i osobistych sfer jestestwa. Martin Reiner, pod postacią prostej historii, przemyca doskonale znane wzorce i prawdy, które często bywają ignorowane. To tutaj przeszłość zazębia się z teraźniejszością; tutaj gracja i subtelność... „Lucynka, Macoszka i ja” jest piękną i dojrzałą prozą, w której nie brak refleksji. To lektura pełna wdzięku, która w delikatny, ale i stanowczy sposób, dotyka kruchych i osobistych sfer jestestwa. Martin Reiner, pod postacią prostej historii, przemyca doskonale znane wzorce i prawdy, które często bywają ignorowane. To tutaj przeszłość zazębia się z teraźniejszością; tutaj gracja i subtelność wygrywają pokrzepiającą melodię. Zachwyca poetyckim językiem, zaskakuje prostotą, aż w końcu staje się swoistym spektaklem, który niereżyserowany wymyka się spod kontroli i zamyka w kwintesencji codzienności.

pokaż więcej

 
2018-06-20 12:19:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Są wydarzenia, które wstrząsają. Są wydarzenia, które wywołują skrajne emocje. Są wydarzenia, obok których nie powinno przechodzić się obojętnie. Są ludzie, którzy będąc bliskimi, potrafią skrzywdzić jak nikt inny. Są opowieści, które już na zawsze odbijają się echem w naszej podświadomości. Są doświadczenia, które zmieniają całe życie.

„Nasz chłopak” jest opowieścią skupiającą się na...
Są wydarzenia, które wstrząsają. Są wydarzenia, które wywołują skrajne emocje. Są wydarzenia, obok których nie powinno przechodzić się obojętnie. Są ludzie, którzy będąc bliskimi, potrafią skrzywdzić jak nikt inny. Są opowieści, które już na zawsze odbijają się echem w naszej podświadomości. Są doświadczenia, które zmieniają całe życie.

„Nasz chłopak” jest opowieścią skupiającą się na relacjach rodziny, której wzajemność zaczyna być coraz bardziej toksyczna. Zatrważające zdarzenia i rozgrywające się piekło zaczyna być nową, brutalną rzeczywistością, w której pod płaszczykiem miłości i opiekuńczości, kryje się manipulacja i cierpienie. Dysfunkcyjny obraz rodziny wdziera się w umysł czytelnika, rośnie w nim i nie pozwala o sobie zapomnieć.

Szczery, przepełniony agresją, tekst szokuje. Pisarz odkrywa karty przemocy, pokazując różne jej oblicza. Ukazuje czym jest współuzależnienie, jak destrukcyjna bywa bezsilność, jak wstyd za rodzica wpływa na kształtowanie się psychiki dziecka. Złożona więź, pomiędzy rodziną, przestaje być doskonała – przemienia się w emocjonalną bombę; tkanka kłamstw pęcznieje do niebotycznych rozmiarów, naruszając solidne fundamenty zaufania.

Daniel Magariel wnikliwie kreśli emocje bohaterów. W tej powieści nie ma miejsca na zwolnienie tempa, nie ma miejsca na złapanie oddechu, nie ma miejsca na analizę. Wykreowany świat jest nad wyraz realistyczny i pozbawiony kolorowych barw. Pisarz nie przebiera w słowach, pisze oszczędnie, niemal lakonicznie, szarpie wątłą strunę uczuć, przygnębia.

Autor zaszczepia w czytelniku przerażające obrazy, te z kolei rozpoczynają swoistą inscenizację, której nie brak natarczywości i mocnego brzmienia. „Nasz chłopak” pokazuje ucieczkę mającą być zalążkiem nowego życia; pokazuje jak pozornie szczęśliwe zdarzenia przeinaczają się w koszmar. Książce nie brak chaosu, agresji, kontrowersji i podważenia tego, co uważamy za moralne. Daniel Magariel hipnotyzuje, oddaje wyraz wewnętrznemu krzykowi, aż w końcu wieńczy wszystko sielankowym obrazem, pozostawiając czytelnika z własną interpretacją.

pokaż więcej

 
2018-06-15 12:15:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Manitou (tom 1)

Do jednego z nowojorskich szpitali, zgłasza się kobieta z dziwną naroślą na karku. Po przeprowadzonym wywiadzie lekarz prowadzący dowiaduje się, że narośl ta pojawiła się zaledwie kilka dni wcześniej. Diagnoza nie jest jednoznaczna, jednak lekarze decydują się na operacyjne usunięcie guza.

Pełna obaw pacjentka, w przeddzień operacji, udaje się do samozwańczego jasnowidza Harry’ego Erskina,...
Do jednego z nowojorskich szpitali, zgłasza się kobieta z dziwną naroślą na karku. Po przeprowadzonym wywiadzie lekarz prowadzący dowiaduje się, że narośl ta pojawiła się zaledwie kilka dni wcześniej. Diagnoza nie jest jednoznaczna, jednak lekarze decydują się na operacyjne usunięcie guza.

Pełna obaw pacjentka, w przeddzień operacji, udaje się do samozwańczego jasnowidza Harry’ego Erskina, prosząc go, o wróżbę dotyczącej jej przyszłości. Mężczyzna początkowo sceptycznie podchodzi do klientki, jednak, gdy ta opowiada mu o swoich enigmatycznych snach, zaczyna się angażować w dość nietypowy i niezwykły przypadek kobiety.

To właśnie ta osobliwa materia, staje się epicentrum powieści Grahama Mastertona. Czytelnik stopniowo zagłębia się w prostą narrację i tajemniczą zagadkę, sięgającą trzystu lat wstecz. W swoim utworze autor „Niemego strachu” stworzył nietuzinkową fabułę, w której – pod fasadą grozy – przekazuje odbiorcy, że niektórych rzeczy nie da się wymazać z pamięci. To one kształtują naszą przyszłość; przyszłość dalszych pokoleń. Właściwe manipulowanie treścią, zabarwione dobrze wyważonym napięciem, jest cechą, która nadaje powieści wyrazistości. I choć fabularny splot wydaje się oczywisty, tak plastyczność opisów przykrywa ten defekt.

Kształtująca się zażyłość relacji, jaką przedstawia autor, wydaje się trochę przejaskrawiona, jednak sam krój bohaterów jest dobry i przemyślany. Graham Masteron odpowiednio zrównoważył ich proporcje nadając każdemu unikalny charakter. Czytelnik poznaje niewinną kobietę cierpiącą na wyjątkowo upiorną przypadłość; szemranego wróżbitę, który para się w stawianiu tarota starszym kobietom; ekscentrycznego szamana; przerażającego antagonistę, choć ten, moim zdaniem, został potraktowany nieco marginalnie.

Sceneria wydarzeń nie pozostawia wiele do życzenia. Graham Masterton, w charakterystyczny dla siebie sposób, tworzy niepokojąco mglistą i poniekąd niebezpieczną atmosferę. Gracja, z jaką autor buduje historię, zwięzłość wyrażania myśli, brak upiększających elementów czy odrobina ironicznego humoru stają się walorami powieści. Tym bardziej dziwi fakt, że zakończenie przychodzi nad wyraz szybko i nie do końca zadowala, jest wręcz sztampowe. W tym miejscu warto jednak wspomnieć, że “Manitou” to powieść, którą Graham Masterton zadebiutował w 1975 roku. Biorąc pod uwagę ten fakt, i to, że wówczas straszono w inny sposób niż współcześnie, można przymknąć oko na kilka niedoskonałości czy przerysowanych fragmentów.

Graham Masterton rozpoczął swój pisarski festiwal pomysłową powieścią. Historia złego ducha wciąż potrafi przestraszyć; potrafi ożywić fantazję i przyprawić o szybsze bicie serca.

pokaż więcej

 
2018-06-11 11:38:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Historia, jaką przedstawia Kelly Barnhill, opiera się na dobrze znanym schemacie – konfrontacji dobra ze złem. Autorka jednak z nienaganną finezją pokazała, że nawet utarte ścieżki mogą nieść za sobą coś nietuzinkowego. Sposób, w jaki pisarka buduje poszczególne elementy nadaje powieści kolorytu i baśniowego wydźwięku. Snując pozornie infantylną powieść, Kelly Barnhill w przejmujący i... Historia, jaką przedstawia Kelly Barnhill, opiera się na dobrze znanym schemacie – konfrontacji dobra ze złem. Autorka jednak z nienaganną finezją pokazała, że nawet utarte ścieżki mogą nieść za sobą coś nietuzinkowego. Sposób, w jaki pisarka buduje poszczególne elementy nadaje powieści kolorytu i baśniowego wydźwięku. Snując pozornie infantylną powieść, Kelly Barnhill w przejmujący i urzekający sposób dotyka istotnych spraw, a wyjątkowość tej opowieści została zamknięta w pięknie i mądrości jaka z niej płynie.

Już sam pomysł na niebanalne uniwersum przykuwa uwagę. Po jednej stronie barykady jest posępna, duszna i ponura kraina, w której nie ma miejsca na radość i beztroskę. Tutaj smutek i cierpienie wiedzie prym, a promyki szczęścia szybko zasłaniają ciemne chmury. Druga strona zaś należy do enigmatycznego lasu, który pod osłoną mroku kryje w sobie magię, a tą można dostrzec wszędzie – w każdym szczególe.

Akcja utworu rozwija się powoli, acz intryguje już od pierwszych stron. Można pomyśleć, że przedstawienie różnych torów narracyjnych, w książce dedykowanej młodszym czytelnikom, będzie zadaniem karkołomnym, jednak Kelly Barnhill poradziła sobie doskonale. Idealna proporcja pomiędzy lirycznym językiem, swobodnym stylem, chwilami mroczną i oniryczną atmosferą, dodatkowo pobudza wyobraźnię, a prostota i przekaz tekstu są zdecydowanymi walorami powieści.

Solidnym filarem, bez którego wszystkie fabularne fundamenty ległyby w grach, są bohaterowie – barwni, charakterystyczni, plastyczni. Każda postać zmaga się z własnym piętnem; każdy ma własną historię, która summa summarum fascynuje.

Amerykańska pisarka wygrywa znaną melodię, lecz przerabia ją na własny sposób, tworząc dzieło wyjątkowe od którego nie sposób się oderwać. Autorka nie boi się manipulować pozorami, pcha wyobraźnię na nieznane, nieszablonowe tory, podsyca ciekawość. „Dziewczynka, która wypiła księżyc” jest powieścią o pokonywaniu wyboistych dróg w poszukiwaniu własnego „ja”; to opowieść o bogatej i złożonej tkance prawdy; to historia, która bada krawędzie kłamstwa i wszystkich jego odnóg; aż wreszcie to opowieść o poświęceniu, sile miłości i magii.

pokaż więcej

 
2018-06-08 13:14:20
Ma nowego znajomego: Joanna
 
2018-06-05 09:22:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Stephen King słynie z wiernego oddania atmosfery małomiasteczkowych społeczności, gdzie mieszkańcy wiodą normalne, wręcz lapidarne życie. W swojej najnowszej książce przenosi czytelnika do miejsca zwanego Flint City, którego spokój przerywa brutalna zbrodnia, przez którą bohaterowie – jak i czytający – długo nie zmrużą oka. Historia zaczyna się bezlitosnym akcentem, mrożącym krew w żyłach.... Stephen King słynie z wiernego oddania atmosfery małomiasteczkowych społeczności, gdzie mieszkańcy wiodą normalne, wręcz lapidarne życie. W swojej najnowszej książce przenosi czytelnika do miejsca zwanego Flint City, którego spokój przerywa brutalna zbrodnia, przez którą bohaterowie – jak i czytający – długo nie zmrużą oka. Historia zaczyna się bezlitosnym akcentem, mrożącym krew w żyłach. Pisarz już od samego początku zrzuca na odbiorcę płachtę niepokoju, trzymając go pod nią niemal do końca. Pajęczyna pozorów z każdą chwilą zaczyna się rozrastać, wychodzące na światło dzienne fakty, wprawiają w konsternację i umysłową plątaninę. Czy możliwe jest przebywanie w dwóch miejscach jednocześnie? Co zrobić gdy wszystkie dowody wskazują na podejrzanego, ale ma on niepodważalne alibi?

Pod płaszczykiem opowieści oscylującej na gatunkowej granicy powieści detektywistycznej i kryminału, kryje się historia której nie brak wydźwięku grozy. Misternie utkana intryga angażuje odbiorcę, głównie za sprawą rzetelnego budowania napięcia i gęstego nastroju, wywołującego dreszcz przerażenia. Autor skrupulatnie manewruje tempem lektury – pomiędzy bezwzględnymi fragmentami pojawia się chwila na złapanie oddechu.

Snuta opowieść pokazuje, że nikt nie jest krystalicznie dobry czy zły, a granica pomiędzy tymi wartościami niekiedy staje się naprawdę cienka. Pokazuje, że każdy z nas popełnia błędy, podejmuje nie do końca trafne decyzje, z którymi przyjdzie mu żyć do końca swoich dni. Powieściopisarz dużą uwagę przykuwa do rysu postaci, dzięki czemu czytelnik „od kuchni” poznaje całą plejadę bohaterów. Fenomenalne ukazanie rozterek, dylematy, balansowanie na granicy moralności, rodzące się relacje nie pozostawiają złudzeń – King jest mistrzem w swoim fachu. Precyzyjnie konstruuje warstwę psychologiczną protagonistów, żongluje emocjami, niemal bawi się nimi. Nawet na pozór prozaiczne dialogi mają swoją osobliwą aurę.

„Outsider” przesiąknięty jest napięciem, dusznym klimatem, pisarskim zacięciem, jednak nie obyło się bez potknięć. Po pierwsze, autor włączył do fabuły postać znaną z trylogii „Pan Mercedes”. I o ile pomysł jest dobry, tak pisarz (nie)świadomie zdradza zakończenie wyżej wspomnianej serii, narażając czytelnika (który nie miał do tej pory styczności z trylogią) na wiele spoilerów. Po drugie, przewidywalność nie jest domeną Kinga, jednakże w przypadku „Outsidera” jest nieunikniona – wprawiony odbiorca z łatwością domyśli się niemalże banalnego zakończenia, które notabene nieco rozczarowuje.

Stephen King po raz kolejny udowodnił, że stać go na napisanie mrocznej, wgryzającej się pod skórę, opowieści. Odstawiając na bok kilka mankamentów, jak choćby fabularna oczywistość czy mało satysfakcjonujące zakończenie, czytelnik otrzymuje dobrze skrojoną lekturę, której nie brak pełnokrwistych postaci, nienagannej akcji czy charakterystycznego dla autora zacięcia. „Outsider” jest dziełem intrygującym, zapewniającym czytelnikowi przeniesienie do innego, jakże realistycznego wymiaru, w którym czyhający za rogiem niepokój w każdej chwili może obezwładnić.

pokaż więcej

 
2018-06-04 14:54:39
Dodała cytat z książki: Outsider
Tragedia, jak odra, świnka czy różyczka, jest zaraźliwa. Tym, co ją odróżnia od tych chorób, jest brak szczepionki.
 
2018-06-04 14:52:50
Dodała cytat z książki: Outsider
Chciałabym wierzyć w Boga, bo nie chcę się pogodzić z tym, że tak po prostu znikamy, mimo że to niejako przywraca stan równowagi: skoro z ciemności przyszliśmy, logika każe przyjąć, że w ciemność wrócimy. Wierzę jednak w gwiazdy i nieskończoność wszechświata. To jest owo wielkie Nieznane. Wierzę, że tu, na Ziemi, całe wszechświaty istnieją w każdej garści piasku, bo nieskończoność działa w obie strony. Wierzę, że za każdą myślą, której jestem świadoma, kryje się tuzin innych. Wierzę w moją świadomość i podświadomość, choć nie wiem, co to takiego. I wierzę w Arthura Conana Doyle’a, który ustami Sherlocka Holmesa powiedział: „Kiedy wyeliminujesz niemożliwe, cała reszta, jakkolwiek nieprawdopodobna, musi być prawdą”.
 
2018-06-04 10:44:09
Ma nowego znajomego: Metropolia Książek
 
2018-05-25 14:07:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Zawsze mieszkałyśmy w zamku” jest powieścią spowitą paranoiczną mgłą, w której kryją się mroczne sekrety, a demony przeszłości nieubłaganie proszą o atencję. Shirley Jackson precyzyjnie buduje warstwę psychologiczną rodziny żyjącej z piętnem. Każdy dzień jest dla nich wyzwaniem, zmusza do odegrania swoistej gry; każdy dzień kreśli zdarzenia, wymagające podjęcia niełatwych decyzji, dokonania... „Zawsze mieszkałyśmy w zamku” jest powieścią spowitą paranoiczną mgłą, w której kryją się mroczne sekrety, a demony przeszłości nieubłaganie proszą o atencję. Shirley Jackson precyzyjnie buduje warstwę psychologiczną rodziny żyjącej z piętnem. Każdy dzień jest dla nich wyzwaniem, zmusza do odegrania swoistej gry; każdy dzień kreśli zdarzenia, wymagające podjęcia niełatwych decyzji, dokonania wyborów.

Autorka „Nawiedzonego domu na wzgórzu” znakomicie ukazała naganne zachowania mieszkańców małej miejscowości. Odbiorca ma okazję zobaczyć wrogie nastawienie względem rodziny, kpinę wymierzoną w ich stronę. Zmuszające do refleksji fragmenty zostały nacechowane emocjonalnym wydźwiękiem, aczkolwiek brakuje im odrobiny zacięcia.

Całą historię poznajemy dzięki Mary Katherine, która na co dzień staje się obserwatorem otaczającego ją świata. Osobowość ta jest pokrętna, dziwaczna, ale przy tym subtelna. Uczucia towarzyszące bohaterce są niemal namacalne. Gorączkowa i gęsta atmosfera napędza fabułę, która notabene jest prosta, ale przy tym wiarygodna. Postaci drugoplanowe są charakterami tkwiącymi w swego rodzaju marazmie i amoku. Zamknięci w czterech ścianach pogrążają się we własnej rzeczywistości, która z czasem zaczyna przytłaczać czytelnika. Choć wyróżniają się indywidualnością, to brak im werwy. Wydawać by się mogło, że są marionetkami czekającymi na finalne odegranie swojej roli.

Przedstawiona historia emanuje swoistą magią, która za sprawą wysublimowanego języka powieści, zamyka czytającego w murach zamku – pełnego ciepła i oddania, ale i mroku. Styl pełen niedomówień tworzy schizofreniczny wręcz klaustrofobiczny klimat, który niejednokrotnie wzbudza w odbiorcy lęk. Shirley Jackson, rysując fabułę, fenomenalnie oddała gotycki klimat, któremu przyświecają realistyczne, acz lakoniczne opisy. Autorka do ostatnich stron trzyma czytelnika w ryzach niepewności i niepokoju, ten z kolei, potęgowany jest przez nieoczywistości i niedopowiedzenia przewijające się niemal przez całą powieść.

„Zawsze mieszkałyśmy w zamku” to lektura ze wszech miar niepokojąca, odurzająca i niezwykła. To ludzie, ich natura, grają tutaj pierwsze skrzypce; to ich pokręcone umysły tworzą materię zdarzeń, które zwieńczone znakiem zapytania, niczego do końca nie wyjaśniają.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
336 104 1045
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (63)

Ulubieni autorzy (6)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd