bookmoment 
bookmoment.pl
Stuprocentowa introwertyczka zakochana w książkach. Jej serce należy do horrorów, kryminałów i thrillerów. Umysł ma otwarty, zatem lubi wkraczać w świat fantastyki. Jest ciekawska, więc chętnie poznaje nowe gatunki literackie z którymi nie miała do tej pory styczności. Jej dusza jest pełna słów...
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 10 cytatów, ostatnio widziana 13 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-21 10:52:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Flawia de Luce (tom 1)

Życie jedenastoletniej Flawii de Luce mogłoby stanowić świetną rozprawę psychologiczną, na temat kształtowania się osobowości człowieka. Dziewczynka, pomimo „posiadania” dwóch sióstr i ojca, czuje się zagubiona. Siostry są do niej wrogo nastawione, ojciec zaś ma inne rzeczy na głowie, niż choćby rozmowa z córką. Flawia jednak nie popada w załamanie – chce się rozwijać, a za swoją pasję uważa... Życie jedenastoletniej Flawii de Luce mogłoby stanowić świetną rozprawę psychologiczną, na temat kształtowania się osobowości człowieka. Dziewczynka, pomimo „posiadania” dwóch sióstr i ojca, czuje się zagubiona. Siostry są do niej wrogo nastawione, ojciec zaś ma inne rzeczy na głowie, niż choćby rozmowa z córką. Flawia jednak nie popada w załamanie – chce się rozwijać, a za swoją pasję uważa chemię i wszelkiego rodzaju trucizny, których zgłębia wszelkie tajemnice. Niejedną truciznę „testuje” na swojej siostrze. Zdawać by się mogło, że Flawii nikt nie kontroluje, nikt nie zwraca na nią uwagi – i tak w istocie jest. Sama organizuje i znajduje sobie zajęcia, mierząc się przy tym z własną odmiennością i poniekąd samotnością, a jej jedynym, niemym, towarzystwem jest laboratorium i probówki.

Alan Bradley raczy czytelników nieco iluzoryczną powieścią, o kryminalnym zabarwieniu, które to staje się głównym, fabularnym filarem. „Zatrute ciasteczko” utrzymane jest w spokojnej konwencji, z dynamicznym tempem rozwoju akcji. Klimat retro dopełnia całego obrazu czyniąc go na wskroś przekonującym i wyważonym. Autor pokusił się o szczegółowe i malownicze opisy Anglii z lat 50. Autor stopniowo wprowadza czytelnika w codzienność mieszkańców Bishop’s Lacey, malując najdrobniejsze szczegóły.

Pisarz nie opiera się na schematach, tworzy coś swojego. Choć można zauważyć kilka dobrze znanych motywów, tak są one poprowadzone w sposób, rekompensujący przewidywalność. Melodyjny i plastyczny język staje się świetnym uzupełnieniem ciekawego konceptu fabularnego.

“Zatrute ciasteczko”, pod płaszczem zbrodni, kryje historię o odmienności i zagubieniu dziecka. Powieść jest swoistą hybrydą gatunkową, w której odnaleźć można elementy kryminału, powieści detektywistycznej, czy czarnej komedii. Fabularna prostota wespół z przekonującą intrygą i dobrym językiem tworzy powieść, która powinna przypaść do gustu tak nastoletniemu czytelnikowi, jak i dorosłemu.

pokaż więcej

 
2018-10-17 16:11:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Symbol trzech szóstek – tak bardzo znamienny, utożsamiany z samym diabłem, najczystszym złem. W Apokalipsie świętego Jana (Ap, 13,18) czytamy: „Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.” Na kanwie tego wersu opiera się fabuła powieści Davida Seltzera, która wprowadza czytelnika w wyjątkowo... Symbol trzech szóstek – tak bardzo znamienny, utożsamiany z samym diabłem, najczystszym złem. W Apokalipsie świętego Jana (Ap, 13,18) czytamy: „Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć.” Na kanwie tego wersu opiera się fabuła powieści Davida Seltzera, która wprowadza czytelnika w wyjątkowo ponury i cierpki klimat, nasączony niepokojem. To właśnie ten element jest niezaprzeczalnym i największym atutem powieści – genialnie zarysowana aura, potrafiąca niejednokrotnie wywołać dreszcz przerażenia.

Pozorne szczęście rodziny zostaje zmiażdżone butem rzeczywistości – tajemniczej i nieznanej, niedającej nadziei na happy end. „Omen” w swej osobliwości dotyka satanizmu; czerpie garściami z Biblii, interpretując ją zgodnie z przyjętymi realiami. Co prawda, współczesnego czytelnika powieść raczej nie zaskoczy, ale dzięki zwięzłej, dość dynamicznej fabule, potrafi wciągnąć i pobudzić wyobraźnię. Autor stworzył nader spójną i solidną całość, nie zapominając przy tym o realizmie.

Przekonująca jest kreacja postaci – choć, niekiedy, traktowani po macoszemu, w ogólnym rozrachunku wypadają nader autentycznie. Małżeństwo nie potrafi dopuścić do siebie myśli, że z ich dzieckiem dzieje się coś złego, wszak konfrontacja z bolesną prawdą nie należy do przyjemności. Każde, nawet delikatnie, pęknięcie na szybie wiary niesie za sobą poważne konsekwencje, stające się zachętą dla zła.

„Omen” Davida Seltzera śmiało można nazwać klasyką literatury grozy; powieścią kultową, którą fani tegoż gatunku winni poznać. To dobrze napisana książka, zrzeszająca w sobie typowy motyw dobra i zła. Niepokojący i złowrogi klimat, zajmująca akcja i ciekawy koncept nie powinny rozczarować.

pokaż więcej

 
2018-10-08 12:16:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Tirza”, autorstwa Arnona Grunberga, to powieść przepełniona ładunkiem emocjonalnym – wielokrotnie tłumionym, acz namacalnym, wyczuwalnym. To on przebija się przez stronice, i choć nie zawsze go „widać”, to czytelnik wie, że jest ukryty, schowany pod kurtyną paranoi. Paranoi, która odgrywa w powieści niebanalną rolę. Pisarz niejednokrotnie błądzi po zakamarkach zepsutego umysłu, szlaja się po... „Tirza”, autorstwa Arnona Grunberga, to powieść przepełniona ładunkiem emocjonalnym – wielokrotnie tłumionym, acz namacalnym, wyczuwalnym. To on przebija się przez stronice, i choć nie zawsze go „widać”, to czytelnik wie, że jest ukryty, schowany pod kurtyną paranoi. Paranoi, która odgrywa w powieści niebanalną rolę. Pisarz niejednokrotnie błądzi po zakamarkach zepsutego umysłu, szlaja się po nim, aby w końcu wyciągnąć z niego to, co niejednoznaczne. Arnon Grunberg szokuje, wywiera na czytelniku ogromne wrażenie. Dzieje się tak za sprawą szorstkiego i niepozbawionego bluźnierstw języka – można odnaleźć w nim swoisty kunszt. Każde słowo, jego brzmienie, jest przemyślane, dobrze wyważone i starannie nakreślone.

Portret głównego bohatera opiera się, w dużej mierze, na iluzji i fiksacji. Jörgen Hofmeester na pozór jest mrukliwym, skrytym i stoickim mężczyzną. Za woalem normalności kryje się drugie oblicze, które tonie w oceanie upokorzenia i wstydu. Oblicze to, nazywane przez niego samego „bestią”, wychodzi poza wąskie granice bezpretensjonalnych uczuć protagonisty, ale i iluzorycznych przekonań. Jego błędne spojrzenie manifestuje się jako klasyczna tragedia, gdzie maniera, wespół z czarną komedią, wiodą prym. Mężczyzna często jest zależny od zdania innych, poddaje mu się, kopie ogromny dół i zakopuje w nim pewność siebie. Uzmysławia sobie, że jest zbędny, niepotrzebny. Choć stara się dawać z siebie wszystko – jego starania często idą na marne. To osobowość nieco melancholijna, której wszelkie próby wypłynięcia na powierzchnię giną zagrzebane pod mułem poniżenia.

Arnon Grunberg postawił na dobry zarys przedstawiający relację ojca z córką. To właśnie ojcostwo nadaje życiu bohatera sens, wypełnia go i jest rzeczywistą, wręcz nierozerwalną częścią jego egzystencji. Ta rozstrojona osobowość często wyprowadza czytelnika z równowagi, narusza ją, aby finalnie oszołomić zaskakującym, acz nieco przewidywalnym, akcentem. Zasadnym wydaje się zatem pytanie: czy możliwym jest, aby „bestia” pozostała w ukryciu i nie ujrzała światła dziennego?

„Tirza” jest doskonałym obrazem idealnej rodziny, która za zamkniętymi drzwiami, trzyma w ryzach swoje demony. Obok tej powieści nie sposób przejść obojętnie, jednak warto zaznaczyć, że nie jest to książka dla każdego – kwintesencja tej historii jest ukryta i nie każdy czytelnik będzie w stanie ją odnaleźć. Znajdzie za to pełną ironii, absurdu i chaosu powieść, bowiem ta książka jest brudna i cuchnie zgnilizną pogrzebanych nadziei.

„Tirza” to książka trudna; „Tirza” to książka ciężka; „Tirza” to książka zepsuta; „Tirza” to książka pierwszorzędna.

pokaż więcej

 
2018-10-01 13:48:20
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Sięgając po tę powieść, chciałoby się otrzymać coś, na kształt trzymającego w napięciu thrillera z zaskakującym finałem. Z tych dwóch rzeczy „Coraz głębiej” posiada tylko jedną. Laura Lippman kreuje świat mglisty, pachnący zepsuciem i stęchlizną, w którym każda tajemnica jest obnażana krok po kroku. Obiecujący prolog odsłania przed czytelnikiem osobiste życie głównej bohaterki, pozwalając na... Sięgając po tę powieść, chciałoby się otrzymać coś, na kształt trzymającego w napięciu thrillera z zaskakującym finałem. Z tych dwóch rzeczy „Coraz głębiej” posiada tylko jedną. Laura Lippman kreuje świat mglisty, pachnący zepsuciem i stęchlizną, w którym każda tajemnica jest obnażana krok po kroku. Obiecujący prolog odsłania przed czytelnikiem osobiste życie głównej bohaterki, pozwalając na wepchnięcie się w nie z przysłowiowymi „buciorami”. To właśnie jej świat, został ściśle powiązany z wątkiem kryminalnym. Niepokój skrzy na wierzchu kartek i chce się z nich wydostać. Niestety nie do końca mu się to udaje, a to dlatego, iż autorka pokusiła się na przydługie opisy, odbiegające od głównej tematyki. Co za tym idzie – powieść momentami wieje nudną i przegadaniem, a wspomniany wcześniej niepokój – zredukowany, niemal wyciszony.

Koncept fabularny jest dość ciekawy. Na pozór, nieistotne elementy zazębiają się ze sobą, odsłaniając cienką kurtynę zamierzchłych sekretów. W tej powieści, to nie wątek kryminalny odgrywa pierwszoplanową rolę, a dramaty rodzinne, które pozornie wyjaśnione, wciąż majaczą nad bohaterami. Autorka poświęciła dużo uwagi wspomnieniom, będącym katalizatorami skomplikowanych następstw. Perspektywa czasu całkowicie zmienia obraz przeszłości, rysując ją niemal na nowo.

Powieść Laury Lippman porusza wiele ważkich tematów, takich jak m.in. homoseksualizm, depresja, czy nieumiejętność odnalezienia się w narzuconej roli. Każda warstwa społeczna, na bazie której powstałe realia, są starannie nakreślona i tworzy dobrą konstrukcję. Autorka doskonale oddała amerykański klimat niewielkiej prowincji, której podszewka potrafi zaskoczyć. Czytelnik błądzi po plątaninie niedopowiedzeń, starając się dojść do meritum. Tym bardziej szkoda, że nużąca narracja skutecznie przyćmiewa te fragmenty, czyniąc je prawie wyświechtanymi.

„Coraz głębiej” jest interesującą propozycją, mówiącą o sprawach istotnych, które wypowiedziane wprost, stają się nurtujące. Niestety, wkradający się marazm, nieco zakrzywia odbiór powieści. Sama narracja nie należy do najbardziej udanych – chwilami staje się naprawdę nudna i mało wyszukana. Podobnie z niektórymi twistami fabularnymi, które, choć zaskakujące, wprawiony czytelnik jest w stanie przewidzieć.

pokaż więcej

 
2018-09-28 13:54:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Magicy (tom 1)

Zdawać by się mogło, że „Magicy”, pióra Neila Patricka Harrisa, będą banalną opowieścią o magicznych sztuczkach. Zdawać by się nawet mogło, że prócz ciekawych ilustracji i prostego tekstu, powieść niczego nie przekazuje. „Magicy”, niczym dno cylindra iluzjonisty, skrywają w sobie mało widoczną kieszonkę, w której znaleźć można wiele prawd – począwszy od samoakceptacji, przez determinację, na... Zdawać by się mogło, że „Magicy”, pióra Neila Patricka Harrisa, będą banalną opowieścią o magicznych sztuczkach. Zdawać by się nawet mogło, że prócz ciekawych ilustracji i prostego tekstu, powieść niczego nie przekazuje. „Magicy”, niczym dno cylindra iluzjonisty, skrywają w sobie mało widoczną kieszonkę, w której znaleźć można wiele prawd – począwszy od samoakceptacji, przez determinację, na przyjaźni kończąc.

„Magicy” to opowieść o pozornie zwykłym chłopcu, którego dzieciństwo nie było takie, jak być powinno. Carter dorastał bez rodziców, opiekę nad nim przejął wuj. Jednakże ten nie starał się, aby zapewnić chłopcu godne warunki bytu, odpowiedni dom czy warunki do rozwoju. Nauczył go jednak zręczności, zdolności odwrócenia uwagi. Właśnie w ten sposób Carter i wuj stali się wspólnikami, wykorzystującymi swój talent do kłamstwa, oszustwa i kradzieży. Chłopiec nie chciał takiego życia, chciał czuć się bezpiecznie, mieć swój kąt, ale przede wszystkim nie kraść, co stało się jego dewizą. Wszak dobrzy magicy wykorzystują swoje umiejętności po to, aby wywołać u kogoś uśmiech, prawda?

Dynamiczna akcja powieści przybiera niekiedy postać magicznego przedstawienia, które majaczy między kolejnymi zdarzeniami. W tym miejscu, warto wspomnieć o dość nietuzinkowej konstrukcji książki. Pędząca akcja przerywana jest modułami zatytułowanymi „w jaki sposób”. Wyjaśniają one niektóre magiczne sztuczki, zachęcają czytelnika, do wypróbowania własnych sił w czarowaniu. Ponadto, autorzy ukryli w powieści pewne zagadki, świetnie korelujące z ciekawą fabułą.

Styl, w jakim napisana jest powieść, jest lekki, przyjemny i niewymagający – przyswajalny dla młodszego czytelnika. Uroku powieści dodają również czarno białe ilustracje Lissy Marlin. Nie jest ich wiele, zatem nie tłumią treści, aczkolwiek dodają jej nieco pazura i wyrazistości.

„Magicy” to ciekawa propozycja dla młodszego czytelnika, w prostych słowach podejmująca dość istotne tematy – samoakceptacji, umiejętności wyrażenia własnego zdania, determinacji, przyjaźni. Bycie dobrym, postępowanie zgodne z przyjętymi wartościami, jest sztuką, którą nie łatwo posiąść. Śledząc poczynania Cartera, można z łatwością „wejść” w jego skórę, nabrać nieco dystansu do otaczającej nas rzeczywistości. Książka skromnie przekazuje wiele prawd i w fenomenalny sposób pokazuje, że magia istnieje – nie jest ona jedynie ułudą, czy magiczną sztuczką, ale można ją spotkać wszędzie na swojej drodze.

pokaż więcej

 
2018-09-25 14:36:53
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Żywe maszyny (tom 1)

„Zabójcze maszyny” zabierają czytelnika w odległy świat – dość ponurą wizję przyszłości. W tym postapokaliptycznym uniwersum, nie brak elementów steampunku czy dystonii. To właśnie na nich, opiera się fabularny pomysł, który przez swą niebanalność wyróżnia się na tle książek sobie podobnych. Ta przytłaczająca przyszłość jest jedynie jałowym i zagraconym plenerem. Ludzie wskrzesili miasta,... „Zabójcze maszyny” zabierają czytelnika w odległy świat – dość ponurą wizję przyszłości. W tym postapokaliptycznym uniwersum, nie brak elementów steampunku czy dystonii. To właśnie na nich, opiera się fabularny pomysł, który przez swą niebanalność wyróżnia się na tle książek sobie podobnych. Ta przytłaczająca przyszłość jest jedynie jałowym i zagraconym plenerem. Ludzie wskrzesili miasta, wyposażyli je w gąsienice i silniki, za pomocą których, mogą się przemieszczać i udawać na poszukiwania mniejszych miast, możliwych do pożarcia i pochłonięcia z nich wszystkiego, co najlepsze.

Choć fabuła nie jest złożona czy wielowątkowa, tak wykreowany przez autora świat jest nietuzinkowy, oryginalny i dobrze dopracowany. Nie ma w nim miejsca na fabularne dziury, potknięcia, czy cukierkową posypkę. Pomysł ten jest surowy, niekiedy brutalny. Momentami wybrzmiewa romantyczna melodia, jednak jest ona dość szybko uciszana twardym zgrzytem metalu i stali. Akcja powieści jest dynamiczna. Choć początkowo wydawać się może, że będzie opierać się na dość powszechnym schemacie trójkąta miłosnego, tak autor wytyczna swoją drogę, która finalnie zaskakuje.

Bohaterowie powieści zostali dobrze nakreśleni, choć zdarzają się momenty, kiedy bywają irytujący czy infantylni. Postaci nie do końca są pewne zamiarów innych, nie wiedzą komu mogą zaufać, kto naprawdę chce im pomóc, a kto zrobi wszystko, aby ich omamić. Wszystkie te czynniki mają wpływ na wątpliwy rozsądek. Biorąc jednak pod uwagę ich wiek – jest to dość zrozumiałe. Rzucane kłody odzierają bohaterów z codzienności jaką znali. Wychodzące, na światło dzienne, sekrety spędzają im sen z powiek, zabierając poczucie bezpieczeństwa, czy przynależności.

Intrygująca fabuła i wartka akcja to natomiast nie wszystko. Ważne są również emocje, jakich dostarcza powieść, a „Zabójcze maszyny” nie dostarczają ich niemal wcale. Przedstawione wydarzenia, choć oddziałują na bohaterów, nie wzbudzają w czytelniku większego napięcia. Autor postawił na solidne zarysowanie świata, zapominając przy tym o wykrzesaniu z czytelnika odrobiny nerwów, czy oczekiwań. Efektem tego, odbiorca może spotkać się ze sporym uczuciem niedosytu.

„Zabójcze maszyny” to dobrze skonstruowana powieść, w której ogromną rolę odgrywa determinacja. Książka kierowana jest raczej do młodzieży, co da się odczuć m.in. przez niewymagający i prosty język. Dorosły czytelnik może nie odczuć satysfakcji po skończonej lekturze lub zanurzyć się w irytacji, wynikającej z infantylnego zachowania bohaterów.

pokaż więcej

 
2018-09-10 16:17:37
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Powieść Teresy Driscoll to dobrze skonstruowany i pomysłowy thriller psychologiczny, który swym nieszablonowym podejściem potrafi zaskoczyć. Autorka wciąga czytelnika w zawiłą sieć powiązań – na każdym kroku wydaje się ona coraz bardziej zacieśniać. Rzeczywistość osadzona w ostrych konturach społeczeństwa staje się na tyle realna, iż można odnieść wrażenie, że podobna historia mogła przydarzyć... Powieść Teresy Driscoll to dobrze skonstruowany i pomysłowy thriller psychologiczny, który swym nieszablonowym podejściem potrafi zaskoczyć. Autorka wciąga czytelnika w zawiłą sieć powiązań – na każdym kroku wydaje się ona coraz bardziej zacieśniać. Rzeczywistość osadzona w ostrych konturach społeczeństwa staje się na tyle realna, iż można odnieść wrażenie, że podobna historia mogła przydarzyć się każdemu z nas. To właśnie ta autentyczność buduje w powieści mroczny i niepokojący klimat.

Pisarka poświęciła uwagę odpowiedniemu i szczegółowemu odmalowaniu portretów psychologicznych bohaterów, wyciągając przy tym wszystkie skazy i barwne odcienie. Główna bohaterka – choć może drażnić targanymi, sprzecznymi emocjami – jest wiarygodna, a jej postawa zmusza czytelnika do podjęcia refleksji. Pomimo dobrego rysu irytować może postawa innych postaci, które specjalnie zatajają niektóre fakty, potęgując przy tym frustrację czytelnika. Dodatkowo niemal każda postać obciążona jest tragicznym bagażem wspomnień, jak gdyby szczęście zarezerwowane było jedynie dla elity.

Zamysł rozsypania fabuły i podzielenia jej na kilka perspektyw sprawia, że czytelnik może przyjrzeć się uczuciom jakie towarzyszą osobom znajdującym się w centrum akcji. Wieloperspektywiczność wprowadza niejasności, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się banalne. Z czasem jednak każda luźna nić zostaje ze sobą związana i tworzy solidny, nierozerwalny węzeł. W powieści występują pewne nieścisłości fabularne, jednakże nie rzutują one na pełen obraz książki.

„Obserwuję cię” jest dobrą powieścią, podejmującą wiele trudnych tematów, które niekiedy przebijają się przez główny fabularny wątek. Odbiorca ma szansę skonfrontować się z nękającym poczuciem winy, zdradą oraz innymi toksycznymi zachowaniami w relacjach. Teresa Driscoll sprawnie manipuluje kolejnymi zdarzeniami, przyspiesza bądź spowalnia tempo, pokazuje, że nie wszystko jest białe lub czarne. Wszystkie te elementy wespół z wiarygodnością i niepokojącym klimatem, składają się na satysfakcjonującą lekturę, po której czytelnik zatrzyma się i zastanowi co by było gdyby…

pokaż więcej

 
2018-09-01 16:19:37
Ma nowego znajomego: Kasia
 
2018-08-31 10:14:20
Ma nowego znajomego: Dominik Biernacki
 
2018-08-31 10:13:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Zdawać by się mogło, że fabuła powieści niczym szczególnym się nie wyróżnia, jest nieskomplikowana i dość prosta. Z czasem jednak, czytelnik odkrywa coraz to nowsze fakty, owiane niesamowitą, mistyczną aurą, potrafiące przerazić. Aleksander R. Michalak w doskonale wyważony sposób wkomponował w opowieść wszystkie istotne informacje, które w żadnym wypadku nie są dla odbiorcy nużące. Historyczne... Zdawać by się mogło, że fabuła powieści niczym szczególnym się nie wyróżnia, jest nieskomplikowana i dość prosta. Z czasem jednak, czytelnik odkrywa coraz to nowsze fakty, owiane niesamowitą, mistyczną aurą, potrafiące przerazić. Aleksander R. Michalak w doskonale wyważony sposób wkomponował w opowieść wszystkie istotne informacje, które w żadnym wypadku nie są dla odbiorcy nużące. Historyczne elementy płynnie przenikają fakty i legendę. Autor interpretuje ją we właściwy dla siebie sposób, puszcza co prawda wodzę fantazji, ale robi to ze wszech miar przekonująco i autentycznie, przez co zaszczepia w odbiorcy zalążek niepewności i niepokoju, pytając przy tym, czy tytułowy szczurołap to jedynie legenda?

Protagonista, swoją kreacją, może przypominać postacie, z którymi czytelnik miał już do czynienia – czy to na ekranie kin, czy w innych, podobnych gatunkowo, powieściach. Główny bohater to osobowość zaradcza, wyróżnia się niesamowitą, wręcz chorobliwą fascynacją. Z uporem maniaka podąża on śladami legendy, chcąc odkryć tajemnicę skrywaną od wieków. Mankamentem tej postaci staje się to, że autor nieraz zbyt nachalnie podkreśla, iż Horthy jest kobieciarzem. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że Gabor z łatwością zaciąga do łóżka niemal każdą kobietę – nawet tę, którą dopiero co poznał. Psuje to jego obraz i rzuca ambiwalentny cień na kreowane przez autora kobiety.

Styl powieści jest plastyczny i klarowny. Buduje żwawą linię narracyjną, a ta, niepozbawiona zwrotów akcji, nurtuje. Aleksander R. Michalak zadbał o każdy językowy detal i odpowiednie nazewnictwo, nie przekraczając tym samym granicy poprawności. Odpowiedni dobór słów potrafi wzbudzić niepokój; nadać powieści osobliwego klimatu i sprawić, że nawet zauważalna doza schematyczności nie przeszkodzi w odbiorze utworu.

„Denar dla szczurołapa” to nie tylko fascynująca podróż w przeszłość, ale i zgłębienie kilku ciekawostek dotyczących bliskiego wschodu, o którym autor wypowiada się z niezwykłym zamiłowaniem. Powieść Aleksandra R. Michalaka jest gatunkową hybrydą – nie brak w niej historii, nuty sensacji i szczypty fantazji, te zaś skrupulatnie połączone rozplanowaną nicią, stają się receptą na książkę satysfakcjonującą.

pokaż więcej

 
2018-08-29 08:51:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Zarys fabularny nie należy do skomplikowanych, jednak za sprawą osadzenia opowieści w realiach osiemnastego wieku, książka wyróżnia się nietuzinkowością. Surowe okoliczności, zbrodnie mrożące krew w żyłach i zastraszeni mieszkańcy – którzy z jednej strony chcą złapać sprawcę, ale z drugiej patrzą na całokształt trzeźwym okiem – nadają powieści osobliwy czar, pozwalający czytelnikowi na... Zarys fabularny nie należy do skomplikowanych, jednak za sprawą osadzenia opowieści w realiach osiemnastego wieku, książka wyróżnia się nietuzinkowością. Surowe okoliczności, zbrodnie mrożące krew w żyłach i zastraszeni mieszkańcy – którzy z jednej strony chcą złapać sprawcę, ale z drugiej patrzą na całokształt trzeźwym okiem – nadają powieści osobliwy czar, pozwalający czytelnikowi na zatopienie się w historii.

Tuż obok nietuzinkowego pomysłu stoi oryginalny styl. Krystian Janik posługuje się staropolskim językiem, co jest niebanalne, natomiast w przypadku dialogów – groteskowe. Czytelnik niejednokrotnie uśmiechnie się pod nosem, czytając pewne fragmenty, które winny mrozić krew w żyłach, a nie śmieszyć. Wprowadzenie wielu archaizmów odbija się echem na tempie czytania – jest znacznie spowolnione. Język powieści wymaga od odbiorcy skupienia i sporych pokładów cierpliwości. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem dzięki rzadko spotykanemu stylowi, czytelnik może poczuć nadzwyczajny klimat nadany powieści. Twórca wydaje się bardzo konsekwentny w oddawaniu ducha dawnych lat, co prowadzi do konkluzji, że rozmyślnie wszystko zaplanował. Dość ciekawym posunięciem jest wprowadzenie do tekstu łacińskich powiedzeń, które każdorazowo zostają przetłumaczone w przypisach.

Kreacja bohaterów nie pozostawia wiele do życzenia – są to mocne i wyróżniające się charaktery, które kierowane narzuconymi rolami, rzadko kiedy z nich wychodzą. Dokładnie zarysowane tło społeczne stanowi dla nich idealną scenerię -bezbłędnie się na niej poruszają i nie brak im starodawnego wydźwięku. Wrzucone w osobliwy czas i miejsce akcji, idealnie się w nie wtapiają, jednak tchną trójwymiarowością z nutą powagi i dostojeństwa.

Niepodważalnym fundamentem i zarazem jednym z mocniejszych punktów powieści staje się wątek kryminalny. Dość szczegółowe opisy zbrodni oddziałują na wyobraźnię czytelnika, przez co nie trudno je zwizualizować. Kolejnym atutem książki, o którym warto wspomnieć, jest umieszczona na kartach powieści legenda o tarnowskich tunelach. Czy one rzeczywiście istnieją, a jeśli tak, to dokąd prowadzą?

Powieść pomimo sporych plusów, posiada skazę w postaci dość mozolnego rozwoju akcji. Czytelnik może odnieść wrażenie, że autor zanadto skupił się na obszernych opisach, (które notabene tworzą długie zdania i czasami tchną marazmem) i zapomniał o pchnięciu fabuły w odpowiednim dla niej kierunku.

Krystian Janik utrzymuje nastrój osiemnastego wieku, nie tylko za pomocą kreacji języka, ale także dokładności w kwestii ubiorów czy dekoracji wnętrz. Choć język powieści potrafi męczyć, tak sumarycznie stanowi niebanalną odskocznię od podobnych gatunkowo powieści.

pokaż więcej

 
2018-08-22 09:37:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Igor Brejdygant, w swojej najnowszej powieści, maluje niejednoznaczną, nieco niejasną osobowość głównej bohaterki. Monika Brzozowska jest postacią enigmatyczną z pokrętną psychiką i umysłem pełnym wyrw. Mierzy się z własną, mroczną i trudną przeszłością, która lubi o sobie przypomnieć i zmuszać do podjęcia wewnętrznej walki. Ogromna luka w przeszłych doświadczeniach kobiety, stają się... Igor Brejdygant, w swojej najnowszej powieści, maluje niejednoznaczną, nieco niejasną osobowość głównej bohaterki. Monika Brzozowska jest postacią enigmatyczną z pokrętną psychiką i umysłem pełnym wyrw. Mierzy się z własną, mroczną i trudną przeszłością, która lubi o sobie przypomnieć i zmuszać do podjęcia wewnętrznej walki. Ogromna luka w przeszłych doświadczeniach kobiety, stają się kluczowym elementem powieści. Poznanie samej siebie, zrzucenie kurtyny przymglonego umysłu sprawia, że postać ta odgrywa podwójną rolę – zaangażowanej w śledztwo policjantki i zagubionej duszy. Niestety autor niezbyt dokładnie rysuje wiarygodność motywacji zachowań, przez co postać ta, pomimo ciekawego szkicu, nie do końca jest autentyczna – bywa irytująca, infantylna, nierzadko skora do podejmowania pochopnych, wręcz głupich decyzji. Zasadność jej działań poprzedzona jest znakiem zapytania i niepewnością. Nie ulega jednak wątpliwości, że stany emocjonalne osób uzależnionych od używek, zostały w powieści dobrze przedstawione, są sugestywne, nieprzerysowane i wiarygodne.

Akcja utworu została dobrze skonstruowana – rytmiczność wespół z zrównoważonym napięciem potrafią zaintrygować. Pojawiają się zwroty akcji, martwe punkty. Twórca wykorzystuje wątki poboczne, które dodają powieści kolorytu, jednak czasem odwracają uwagę od meritum. Igor Brejdygant wprowadza czytelnika w specyficzny i osobliwy klimat. Styl, jakim posługuje się autor jest przystępny i niewyszukany, przez co zrozumiały. Warto wspomnieć o samej strukturze książki – próżno w niej szukać podziału na rozdziały. Tekst jest zbity, a poszczególne wydarzenia oddzielone jedynie małą przerwą.

W powieści Brejdyganta czytelnik odnajdzie misternie utkaną intrygę, która z czasem zaczyna się rozrastać i zataczać coraz szersze kręgi, kończąc na niesztampowych torach. Choć zamysł niczym się nie wyróżnia – jest typowy dla tego typu powieści – tak, na tle całości, wypada naprawdę dobrze. Czego nie można powiedzieć o narracji – chwilami zdaje się patetyczna, nieco przerysowana i przekombinowana, balansująca na cienkiej granicy realizmu.

Nietuzinkowe wydarzenia, przystępny styl i ciekawa intryga kryminalna stały się podwaliną intrygującego dzieła, którego motywem przewodnim jest strach przed samym sobą. Bo właśnie o tym traktuje “Rysa” – o lęku przed zapomnianymi meandrami psychiki, które niestudzenie chcą wypłynąć na powierzchnię.

pokaż więcej

 
2018-08-06 10:49:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Inspector Wexford (tom 1)

Powieść Ruth Rendell została zbudowana na fundamencie surowości i melancholii. Autorka skupia się na morderstwie kobiety – niczym niewyróżniającej się gospodyni domowej, która wiodła niemal nudne i monotonne życie. Nawarstwiające się poszlaki nigdzie nie prowadzą, ponadto wciąż pojawiające się pytanie: kto zamordował i jaki miał motyw, pozostaje niewyjaśnione. Jednak, pomimo gatunkowego... Powieść Ruth Rendell została zbudowana na fundamencie surowości i melancholii. Autorka skupia się na morderstwie kobiety – niczym niewyróżniającej się gospodyni domowej, która wiodła niemal nudne i monotonne życie. Nawarstwiające się poszlaki nigdzie nie prowadzą, ponadto wciąż pojawiające się pytanie: kto zamordował i jaki miał motyw, pozostaje niewyjaśnione. Jednak, pomimo gatunkowego schematu, to nie warstwa kryminalna wiedzie tutaj prym. Pisarka koncentruje się na dokładnym zarysowaniu wątku obyczajowego, robiąc z morderstwa jedynie tło. Akcja zatem leniwie prze do przodu, rozmowy bohaterów są rozwlekłe – czasem mniej, czasem bardziej ważne. Gdy pojawiają się nowe ślady, bohaterowie rozważają każdy możliwy scenariusz. Nawet ten najmniej prawdopodobny.

Fabuła powieści, wydaje się banalna i prosta, stopniowe odkrywanie prawdy nie trzyma w przemożnym napięciu, ale historia intryguje. Autorka sprawnie myli tropy i podrzuca nowe informacje. W odpowiednim momencie rozmywa akcję humorem i ironią, przez co książka wydaje się dobrze wyważona. Pewne zwroty akcji nie zaskoczą współczesnego czytelnika, jednak biorąc pod uwagę czasy w jakich powieść została wydana, można przypuszczać, że autorka odważyła się na kontrowersyjny krok. Ówczesna mentalność podpowiadała, aby się nie wychylać, pozostawić w ukryciu pewne sprawy, a inne przemilczeć.

Kreacja postaci jest wiarygodna i bardzo naturalna. Bohaterowie kierują się w większej mierze emocjami, myślą o konsekwencjach. Niekiedy zatajają ważne dla sprawy informacje i starają się zagłuszyć wyrzuty sumienia. Czytelnik może odnieść wrażenie, że przedstawione charaktery do złudzenia przypominają osoby, które zna; czy to z bliskiego otoczenia, czy z zasłyszenia. Choć bywają momenty, gdzie zachowanie bohaterów zdaje się być przerysowane, tak finalnie nie przeszkadza to w odbiorze powieści.

Lektura została napisana lekkim i prostym językiem. Autorka dokładnie zarysowała rok 1964, oddając, za pomocą słów, urok dawnych lat. Nadany klimat ma w sobie nutę staroświeckości. Opisy wielu sytuacji są naturalne i niewymuszone. Jednak to, co zachwyca najbardziej to konsekwencja autorki – wszystkie rozpoczęte wątki zostały zamknięte zwięzłą klamrą. Narracja zatem jest spójna i zgodna z kontekstem.

“Z najlepszymi życzeniami śmierci” to nieskomplikowana acz poprawna powieść, w której motyw obyczajowy przebija się przez prowadzone śledztwo. Autorka pokazuje, że nie zawsze wiemy, kim są nasi najbliżsi i – co wydaje się nieco przerażające – możemy się tego nigdy nie dowiedzieć. Prowadzona intryga może i nie zaskakuje, nie wprowadza niczego innowacyjnego, ale za to zapewnia kilka godzin relaksu.

pokaż więcej

 
2018-07-28 01:18:51
Dodała cytat z książki: Ostatni worek cementu
Mawiają, że świat składa się z równowagi… Można dostrzec ją w każdej jego części. Tak zawsze było, jest… i będzie, o ile nikt nie zaburzy tego porządku. W ciągu roku jest tyle samo dnia co nocy. (…) W ciągu dekady jest tyle samo ciepła, co i zimna… W ciągu stulecia tyle waśni, co pokoju… (…) W ciągu tysiąclecia jest tyle samo przypływów, co odpływów… Ta zasada tyczy się wszystkiego, co znane człowiekowi. W nim samym jest tyle samo dobra, co i zła.
 
2018-07-28 01:17:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Ostatni worek cementu” doskonale podtrzymuje sensacyjny klimat, przepełniony bezwzględnymi ludźmi w niebezpiecznym świecie. Typowa dla mafijnego światka brutalność, mroczne, często niepokojące, i przerażające tło odgrywa w powieści fundamentalną rolę. Tutaj nie ma czasu na monotonię czy rutynę codzienności – pędząca na łeb na szyję akcja ani myśli zwolnić i dać wytchnienie. Mateusz Wieczorek... „Ostatni worek cementu” doskonale podtrzymuje sensacyjny klimat, przepełniony bezwzględnymi ludźmi w niebezpiecznym świecie. Typowa dla mafijnego światka brutalność, mroczne, często niepokojące, i przerażające tło odgrywa w powieści fundamentalną rolę. Tutaj nie ma czasu na monotonię czy rutynę codzienności – pędząca na łeb na szyję akcja ani myśli zwolnić i dać wytchnienie. Mateusz Wieczorek kreuje rzeczywistość nieustępliwą, duszną i zatęchłą. Wszystkie występki niejednokrotnie uchylają się od konsekwencji, jednak chwila zwątpienia, czy ułamek zawahania może kosztować życie.

Groteska goni absurd, a ten, zatopiony w ogromie czarnego humoru, potrafi zwalić z nóg. Podobnie jak w przypadku „66 dusz”, autor daje upust konwenansom, brudzi scenerię hektolitrami krwi, wychodzi poza utarte schematy. Na powieść składa się wiele wątków, które niezbawione chaosu, łączą się ze sobą i krystalizują z upływem czasu. Zdawać by się mogło, że niektóre sceny są niepotrzebne, wyrwane z kontekstu – nic bardziej mylnego. Choć w powieści nie brak odrealnionych i przerysowanych fragmentów, tak abstrakcyjność i nuta paranormalności wespół z lekkim, acz niepozbawionym tony wulgaryzmów językiem, dopełniają się.

Pisarz sprawnie manewruje kolejnymi zdarzeniami, a za sprawą niedopowiedzeń, pozostawia czytelnikowi pole do własnej interpretacji, zachęcając go przy tym do rozmyślnego napisania własnej wersji wydarzeń. Ten celowy zabieg może jednak irytować i wprawić czytelnika w zakłopotanie.

Oblicza postaci są jedynie maską, pod którą kryją się uciążliwe i wstydliwe tajemnice. Te z kolei składają się na podwaliny każdej książkowej osobowości. Bohaterowie, poprzez swą nieoczywistość, potrafią zaskoczyć. Są to charaktery nieszablonowe i ekspresywne, które nie są odporne na rozwój zdarzeń. To dzięki niemu bowiem, dokonują metamorfozy, niemal kształtują swoje jestestwo na nowo. Szczególnie protagonista, który na skutek przewrotności losu, przechodzi olbrzymią przemianę, zapominając przy tym o moralności.

Powieść nie jest jednak bez skaz – jej wadą są dialogi, które w dużej mierze przypominają wyuczone, teatralne kwestie. Patrząc przez pryzmat powieści podobnych gatunkowo, można odnieść wrażenie, że to już gdzieś było.

„Ostatni worek cementu” jest powieścią, której nie brak czarnego humoru, absurdu i pokręconej intrygi. Bezwzględny świat, niebezpieczni ludzie i pędząca akcja nurtuje i nie pozwala na znużenie. Choć historia spisana przez Mateusza Wieczorka zdaje się nieco przerysowana, tak sumarycznie stanowi niemałą gratkę dla fanów sensacji.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
346 114 1166
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (65)

Ulubieni autorzy (6)
  • Neil Gaiman
    Neil Gaiman
    2341 fanów
    116 książek
    26507 czytelników
  • Joe Hill
    Joe Hill
    175 fanów
    22 książki
    3719 czytelników
  • Stephen King
    Stephen King
    12869 fanów
    124 książki
    86004 czytelników
  • Dean Koontz
    Dean Koontz
    1227 fanów
    93 książki
    12914 czytelników
  • Jakub Ćwiek
    Jakub Ćwiek
    1203 fanów
    61 książek
    14018 czytelników
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd