Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Piotr Milewski zafascynowany lekturą dzieła Daniela Vettera postanowił udać się w podróż śladami Czecha. Od tej pory siedemnastowieczne źródło stanie się azymutem tej podróży. Ale nie ...

Konieczność wyspy

Autor recenzji:
Autor książki: Piotr Milewski
5,45 (22 ocen i 9 opinii)

7 czerwca 1613 roku na Islandię przybywa statek z Bremy, a na jego pokładzie dwudziestojednoletni Czech Daniel Vetter – husyta, członek Jednoty Braci Czeskich. Spędził on na wyspie około 9-11 tygodni, przemierzając ją konno z południa na północ. Owocem tej podróży było wydane w 1638 roku w Lesznie dzieło „Islandia, albo Krótkie opisanie wyspy Islandyi”, które jest najstarszym opisem tego kraju w języku polskim. Piotr Milewski natknął się na dzieło Vettera w roku 2013 i zafascynowany lekturą, postanowił udać się w podróż śladami Czecha. Od tej pory siedemnastowieczne źródło stanie się azymutem tej podróży, a każdy rozdział będzie przez Milewskiego opatrzony jego fragmentem. Nadarzała się wprost idealna okazja do takiego wojażu, bo właśnie mijała czterechsetna rocznica podróży Daniela Vettera. Lato 2013 roku okazało się najzimniejszym od pół wieku – a trzeba zaznaczyć, że islandzkie lato cechują różnice temperatur zbliżające się nawet do trzydziestu stopni Celsjusza.

Ale zachwyt relacją Daniela Vettera nie był jedyną przyczyną wyjazdu Piotra Milewskiego na Islandię. Autor bowiem już na samym wstępie deklaruje swoje szczególne zamiłowanie do wysp: „Będąc na wyspie, jesteśmy ograniczeni przestrzenią i dzięki temu łatwiej jest nam porzucić nierealne marzenia. Pozbawiając się możliwości wyboru i zmiany, dajemy sobie prawo do głębszego przeżywania. Chciałem też pojechać na Północ, bo to jej chłód oraz oszczędność bodźców pozwala na nabranie dystansu i skupienie się na »tu i teraz«. Islandia zdawała się doskonałym miejscem. Była wyspą i leżała na Północy”. W przypadku Milewskiego, który wcześniej spędził dziewięć lat w Japonii, można mówić zatem o filozofii, którą najprościej dałoby się streścić jako „konieczność wyspy”.

W ogóle filozoficzny aspekt podróżowania wysuwa się u Milewskiego na pierwszy plan – pisze on w pewnym momencie, że marzy o tym, by upodobnić się do oglądanego pejzażu, być podobnie jak on – stonowanym, spokojnym i chłodnym, zostać sobą tyle i tylko tyle, ile jest konieczne. Widać w tym głęboki szacunek do odwiedzanego kraju, chęć wtopienia się w jego tkankę, chęć zrozumienia. Jak się zdaje, Milewski podróżuje nie po to, by za wszelką cenę udowodnić wyższość kraju i kultury, z których się wywodzi, ośmieszając to, co zastał. To jest postawa godna prawdziwego podróżnika, prawdziwa pokora, tak bardzo odróżniająca autora od tych, którzy podróżują „boso przez świat”. Po lodach i śniegach Islandii nie sposób przejść gołą stopą, tamta ziemia nie znosi lekceważenia. Na poziomie podróżniczej filozofii można u Milewskiego wyczuć duchowe pierwiastki podobne do tych, którym w swojej prozie często daje wyraz Andrzej Stasiuk.

Islandia widziana oczami Piotra Milewskiego jawi się jako kraina kontrastów. Zwykło się ją określać mianem „krainy lodu i ognia”. Choć bywa ona uważana za socjalny raj, to sądzono na przykład, że na szczycie Hekli – wulkanu położonego na południowym zachodzie – znajdują się wrota piekieł. W ten kraj, będący europejskim ultima thule, wpisana jest pewna dwoistość, graniczność – i nie chodzi tu jedynie o miejsce przecięcia się płyt tektonicznych. Milewski w interesujący sposób opisuje ową islandzką dwoistość – z jednej strony poprzez ludzką życzliwość wobec turystów, z drugiej zaś – przeczuwając, że „za tym pięknym widokiem kryje się jakaś ciemna energia”: wzajemna obcość, brak otwartości czy typowe bolączki miejsc, w których przez pół roku panuje noc polarna – depresja i alkoholizm. „(…) życie nie było tu łatwe i w dużej mierze zależało od natury, rodowej solidarności, sąsiedzkiej współpracy”.

Milewski, okrążając wyspę najczęściej autostopem, spotyka ludzi, zbiera ich historie i wtapia się w krajobraz. Oczywiście, najcenniejsze są zetknięcia z miejscowymi, ale nie sposób nie wspomnieć o licznych spotkaniach z turystami czy mniejszościami narodowymi. Co ciekawe, drugą największą grupą etniczną po Islandczykach są na wyspie Polacy. Utkwił mi również w pamięci opis niezwykle zabawnego pobytu Milewskiego u słowackich zakonników.

Moja jedyna wątpliwość dotyczy dysproporcji stylistycznych książki. Islandia, jako się rzekło, jest krainą kontrastów – i taka też jest narracja Milewskiego. Z jednej strony mamy tu passusy konkretne, historyczne, z drugiej zaś – na siłę poetyzowane. Należy jednak zadać sobie zasadnicze pytanie: czy charakter opisywanego kraju musi determinować styl opisu? We fragmentach refleksyjnych Milewski ma niestety tendencję do popadania w egzaltację, podczas gdy w częściach bardziej konkretnych opis bywa pozbawiony emocji. Zmusza to czytelnika do częstego przestrajania swojej percepcji, co na dłuższą metę przeszkadza w lekturze. Choć, trzeba przyznać, trudno nie docenić literackich walorów niektórych historii, jak na przykład tej o cielętach spadających z wysokości wodospadu czy tej o proroczej postaci ze snu, która uratowała autorowi życie. Poruszyła mnie też historia odwiedzającego Islandię Amerykanina – doktora lingwistyki specjalizującego się w sanskrycie i poety wykładającego na uniwersytecie w Sankt Petersburgu, bo w Ameryce, jak twierdzi, nikogo już nie obchodzi literatura, „Ameryka prowadzi wojnę z poezją”. W przeciwieństwie do Polski, gdzie „wciąż słucha się poetów. Ich nazwiska pojawiają się na pierwszych stronach gazet. Szymborska, Miłosz, Herbert, Różewicz. Gdyby tak nie było, nie znałbym ich nazwisk” – powiedział Amerykanin.

Mimo wszystko uważam „Islandię…” za książkę godną polecenia – głównie jednak osobom chcącym dopiero rozpocząć swoją przygodę z tą północną krainą. Raczej nie będzie ona – jak sądzę – uzupełnieniem informacji dla obeznanych z tematem. Jest to książka poprawna, ale poprawność może nie wystarczyć, gdy opisuje się kraj europejski, choć daleki, to przecież nie egzotyczny, dostępny dla każdego, kto tylko dysponuje odpowiednimi środkami finansowymi. Jednak Piotr Milewski dużą wagę przywiązuje do opowieści, która powstaje, gdy krzyżują się ścieżki pisarza i podróżnika, która jest najtrwalsza i po którą wyrusza się w podróż. I taką właśnie opowieść – choć miejscami bardzo meandryczną – „Islandia…” z pewnością zawiera.

Tomasz Wojewoda



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Powiązane treści
Jesienne zapowiedzi wydawnicze – część druga

Jesień nas bardzo w tym roku rozpieszcza. Nie dość, że pogodowo, to także książkowo. Pod koniec września prezentowaliśmy zapowiedzi jesienne, ale okazuje się, że wydawnictwa ciągle i ciągle dorzucają nowe ciekawe tytuły!


więcej
więcej powiązanych treści

Opinie czytelników


O książce:
Warsztaty stylu. Autorska metoda, dzięki której odkryjesz swój styl

"Kreuj swój własny styl, bądź wyjątkowa dla samej siebie a jednocześnie rozpoznawalna dla innych" (Anna Wintour) Powyższe sowa mogłyby być...

zgłoś błąd zgłoś błąd