Są powieści, które nie krzyczą – lecz szepczą. Szepczą do czytelnika z marginesów historii, z niedopowiedzianych fragmentów egzystencji, z tej sfery ludzkiego doświadczenia, która wymyka się faktom i liczbom, a pozostaje zapisana jedynie w emocjach, domyśleniach i niemożliwych do odtworzenia spojrzeniach. Opowieść o Blanche i Marie Pera Olova Enquista to właśnie taka powieść. Nie sposób o niej pisać bez porzucenia linearności, bo sama książka odrzuca prostotę czasu i przyczynowości. To opowieść nielinearna, fragmentaryczna, jak pamięć Blanche Wittman – kobiety z przeszłością histeryczki, kobiety „eksponatu”, a potem cienia wielkiej uczonej, Marie Curie. I wreszcie: kobiety samotnej i rozdartej między lojalnością a zazdrością, fascynacją a nienawiścią, miłością a nicością.
Enquist nie napisał biografii. Choć posługuje się faktami, nie rości sobie prawa do ich rekonstrukcji. Jego powieść jest próbą dotknięcia niewidzialnego – zrozumienia, czym było cierpienie kobiet, które choć wielkie – zostały zepchnięte na margines historii albo sprowadzone do roli narzędzia, wzoru, przypisu. Blanche – jako chora, wystawiana w szpitalu Salpêtrière niczym eksponat medyczny – nie miała prawa do swojej podmiotowości. Marie – jako kobieta w świecie nauki – musiała tłumić wszystko, co nie mieściło się w logice i wykresach. Obydwie żyły w czasach, które kobiecą emocjonalność – a szczególnie emocjonalność nieskrojoną pod potrzeby mężczyzny – uznawały za problem do zdiagnozowania, zamknięcia, poddania analizie. Enquist oddaje im głos, ale nie poprzez ekspozycję, nie przez efekciarskie monologi czy feministyczne manifesty. Daje głos przez milczenie, przez niedopowiedzenie, przez opowieść urwaną w pół zdania.
Styl powieści jest ściśle podporządkowany tematowi. To język zwięzły, surowy, oszczędny. Każde zdanie wydaje się ostrożnie przemyślane, pozbawione ozdobników, ale nigdy pozbawione emocji. Narracja prowadzona jest przez Blanche, która – jako postać – balansuje między byciem autorką a byciem świadkiem. Nie wiemy, co jest prawdą, a co rekonstrukcją jej pamięci; co wspomnieniem, a co snem. I właśnie w tej niepewności tkwi siła książki. Czytelnik nie otrzymuje jednoznacznych odpowiedzi – dostaje raczej pytania, z których każde może wybrzmieć inaczej w zależności od wrażliwości.
Enquist nie boi się zestawiać nauki z mistycyzmem, rozumu z szaleństwem, medycyny z ciałem traktowanym jak mięso. W relacji Blanche i Marie czuć napięcie – zarówno podziwu, jak i zazdrości. Curie – chłodna, zamknięta w sobie – jest postacią prawie mityczną, niezrozumiałą nawet dla swojej najbliższej współpracowniczki. Blanche natomiast, mimo że jest osobą fizycznie okaleczoną (straciła kończyny w wyniku pracy z radem),pozostaje tą bardziej ludzką, emocjonalną, zranioną do krwi nie przez naukę, lecz przez obojętność drugiego człowieka. To właśnie jej głos – gorzki, pełen pragnienia sensu i godności – prowadzi nas przez książkę jak przez labirynt kobiecego cierpienia.
Jednym z najważniejszych tematów tej powieści jest miłość, ale nie ta konwencjonalna, nie ta z romantycznych poematów. To miłość niemożliwa, toksyczna, zniekształcona – miłość, która nie daje ukojenia. Blanche mówi o niej jak o chorobie. Marie wydaje się ją tłumić, wypierać, zamieniać w działanie. Obie są ofiarami miłości, która w ich świecie nie mogła zostać zrealizowana – nie tylko ze względu na płeć czy epokę, ale przede wszystkim z powodu samotności wpisanej w ich egzystencję. Kobiety silne, kobiety wybitne, kobiety zapomniane – każda z nich na swój sposób rozmontowuje mit o kobiecej słabości i jednocześnie potwierdza jego tragiczne konsekwencje.
Enquist subtelnie pokazuje, jak bardzo kultura Zachodu – oparta na dominacji rozumu, męskości i racjonalności – nie radzi sobie z tym, co inne: z bólem psychicznym, z kobiecą cielesnością, z emocjonalnym rozedrganiem. Histeria Blanche to nie przypadłość, to krzyk istnienia w świecie, który nie umie słuchać. A śmierć – zarówno dosłowna, jak i symboliczna – staje się jedynym momentem, w którym kobieta może być naprawdę wolna. Ten fatalizm nie jest tanią rezygnacją. To raczej egzystencjalna diagnoza kultury, która przez stulecia zamieniała kobiety w alegorie, obiekty, zjawiska – nigdy w osoby.
Opowieść o Blanche i Marie nie jest książką łatwą. Nie da się jej przeczytać bez zastanowienia, bez zatrzymania się nad zdaniami, które często wydają się niedokończone – jakby autor zostawiał miejsce dla czytelnika. To powieść, która mówi o milczeniu bardziej niż o słowach, o tym, co przemilczane w biografiach wielkich ludzi, o historii pisanej nie atramentem, lecz krwią i potem. O tych, które nie trafiły na okładki, choć ich cierpienie i praca były nie mniej wielkie.
To także medytacja nad pamięcią: co pozostaje po człowieku, który nie miał prawa mówić własnym głosem? Enquist, poprzez swój wyciszony styl i empatyczną narrację, przywraca Blanche głos – ale nie czyni z niej bohaterki w patetycznym sensie. Ona pozostaje pęknięta, niepewna, rozdarta. Jej siła leży nie w przezwyciężeniu cierpienia, lecz w jego przeżywaniu – i zapisywaniu. To z jej pisma wyłania się opowieść, która nie poddaje się linearności ani logice, ale za to dociera do najgłębszych zakamarków duszy.
W dobie tanich biografii i produkcji seryjnych narracji o „kobietach silnych”, powieść Enquista wyróżnia się subtelnością i szacunkiem do złożoności kobiecego doświadczenia. To nie jest książka o Curie – to książka o byciu „przy Curie”. O cieniu, o asystentce, o tej, która patrzy z boku. I właśnie w tym spojrzeniu z boku kryje się najwięcej prawdy.
Nie ma w tej powieści efektownych zwrotów akcji ani bohaterów jednoznacznych. Jest za to głęboka refleksja nad ludzką kondycją, nad cierpieniem, które nie znajduje ukojenia ani w religii, ani w nauce, ani w miłości. To opowieść o braku, o niemożliwości, o wiecznym poszukiwaniu sensu. I właśnie dlatego – jest to literatura wielka. Bo mówi o tym, o czym zazwyczaj milczymy.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Wizyta królewskiego konsyliarza
W ramach akcji Book- Trotter, październik 2019 r. , przyszedł czas na literaturę szwedzką. Wybrałem powieść historyczna zatytułowaną „Wizyta królewskiego konsyliarza” Per Olov Enquista. Mamy Danię II połowy XVIII wieku, w szczególności tzw. czasy Struensego ( 1768-1772),panowanie młodego, niezbyt rozgarniętego, podejrzanego o chorobę psychiczną króla, Chrystiana VII. Pewne jest, że sam król nie nadawał się do rządzenia, arystokraci i dwór robili to za niego, albo manipulując nim lub wręcz mówiąc mu, żeby poszedł się bawić, bo dorośli mają ważne sprawy. W czasach o których mowa silną pozycję w kraju zdobył doktor Johan Friedrich Struense, który zręcznie przekonując króla wprowadzał reformy oświeceniowe w Danii. Niewątpliwie pomogło mu, że zainteresował się małżonką króla, czyli królową Karoliną Matyldą. Ona była piękna i potocznie mówiąc leciał na nią każdy, lecz nikt się nie odważył, wiedząc, że skończy się to toporkiem kata na szyi delikwenta. Doktor odważył się i przez krótki czas obydwoje, on i królowa byli szczęśliwi. Z tego związku Karolina Matylda urodziła córkę Luizę Joannę, po latach ponoć kobietę urodziwą, w dodatku tak samo jak ojciec była oświeceniową libertynką. Wcześniej Karolina Matylda urodziła księcia Fryderyka, imiona władców, to stary jak świat duński zwyczaj, i nie było mowy tu o inwencji twórczej w nazywaniu dzieci. Królowa i król niechętnie przykładali się do obowiązków łóżku, ona znalazła sobie doktora Struensego, on chętnie odwiedzał przybytki cór koryntu. Najsłynniejszą duńską ladacznicą była Kasia Kamaszniczka, z którą król chętnie spędzał noce. Dwór obawiając się o nadmierny wpływ Katarzyny na króla pozbył się jej, opłacili ją sowicie i wysłano ją w podróż po Europie. Król wpadł w szał i wybrał się w podróż po kilku krajach kontynentu. On i Struense zebrali pochwały od samego Woltera, którego mieli okazję spotkać w Paryżu, wtedy prosto z Altony doktor Struense dołączył do dworu. No i po jakimś czasie wdał się w romans z królową. Później ten romans przysłużył się politycznym oponentom, jako pretekst do obalenia Struensego, oskarżonego o zdradę kraju. Królową wysłano do Anglii. Władzę przejęła klika Guldberga, która wprowadziła kontrreformy i cofnięcie się kraju, w czasach gdy w Europie był ferment oświeceniowy, niebawem wybuchła rewolucja francuska z 1789 r. Zapał rewolucyjny zaprowadził cesarza francuzów Napoleona Bonapartego aż do Moskwy.
Królowa Karolina Matylda, pochodząca z Anglii, trafiła do Danii, jako małżonka króla Chrystiana VII, doktor Struense trafił na dwór królewski. Uznano, że zwykły lekarz będzie przydatny królowi, znano co prawda, działalność publicystyczną doktora, ale uznano, że to jest niegroźne, a sam splendor dworski przyczyni się do zmiany poglądów co doprowadzi do pacyfikacji lekarza. Widać ten okazał się twardą sztuką, zdobył wpływ na króla i zaczął reformować kraj. Rzecz jasna spore fragmenty książki dotyczą tego romansu. Była to nie tylko fascynacja typowo fizyczna, ale też intelektualna, doktor był na czasie, czytał pisma Woltera, Russeau, Locke’a i pozostałych myślicieli oświecenia. Obydwoje prowadzili intelektualne dysputy. Struense był ambitnym politykiem, z zapałem twórczym produkował dekrety prawne. Można uznać też go za geniusza, który wyprzedził swoje czasy, wierzył bowiem, że oświeceniową rewolucję da się wprowadzić bezkrawo, co było oczywistym złudzeniem. Jak wiemy trzeba było kolejnych dwustu lat, żeby tego typu projekty polityczne miały szanse powodzenia. W realiach XVIII wieku, żeby zmienić kraj, Europę potrzebne były całe kontenery wypełnione krwią, bo rewolucja, wojna jest jak pieprzony wampir potrzebuje danin krwi w obfitych ilościach. I tu też wyszła idealistyczna naiwność doktora i jego grupy reformatorów. Byli przekonani, że arystokracja, duchowieństwo bez oporu przyjmie nowe prawa. Wiemy, że coś takiego nie miało szans powodzenia. I dlatego lekarz, filozof, polityk poniósł porażkę. Choć nie do końca to była porażka, bo choć to była skromna jaskółka zmian to jednak uczyniła ona zmianę, po obaleniu Guldberga, przywrócono nowe koncepcje oświeceniowe w Danii.
Książka jest interesująca, warto przeczytać. Polecam.
W ramach akcji Book- Trotter, październik 2019 r. , przyszedł czas na literaturę szwedzką. Wybrałem powieść historyczna zatytułowaną „Wizyta królewskiego konsyliarza” Per Olov Enquista. Mamy Danię II połowy XVIII wieku, w szczególności tzw. czasy Struensego ( 1768-1772),panowanie młodego, niezbyt rozgarniętego, podejrzanego o chorobę psychiczną króla, Chrystiana VII....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo książkę sięgnęłam po obejrzeniu filmu "Kochanek królowej", chcąc dowiedzieć się więcej, choć nie o samym zakazanym i zakończonym tragicznie romansie, bo na tym koncentrował się film i to mi wystarczyło, ale o tym wszystkim, co było głębiej i w tle. Słusznie spodziewałam się, że znajdę tu o wiele bogatsze portrety bohaterów - samej królowej Karoliny Matyldy, która w książce jawi się jako osóbka znacznie lepiej zorientowana w dworskich i politycznych gierkach, a zarazem bardziej przebiegła niż ta filmowa, ale przede wszystkim króla Chrystiana VII. W filmie przedstawiony jest raczej jednostronnie, jako dosyć antypatyczna postać, wyraźnie słabująca na umyśle, a przy tym rozwiązła, nieznośna i ordynarna. Wydaje się, że Enquist oddał mu sprawiedliwość, ukazując go jako delikatnego, sympatycznego ale zupełnie bezwolnego i rozchwianego młodzieńca, nie tyle jednak umysłowo, co psychicznie, na co wpłynęła nieludzka dyscyplina w całym dzieciństwie, bicie bez powodu i zastraszanie. W książce jest to postać zdecydowanie tragiczna i wzbudzająca współczucie.
Niestety, przyjemność z lektury mąci zawiła, nieco manieryczna narracja. Autor stosuje wiele powtórzeń, plącze chronologię, styl jest miejscami dosyć trudny do oswojenia. Nie ukrywam, że męczyło mnie też wplatanie niekiedy w całkowicie współczesny język powieści pojedynczych archaizmów, co sprawiało wrażenie niespójności i chaosu. Szczególnie irytowało mnie często powtarzane słowo "bezprzestannie", nie śledziłam dokładnie, mam jednak wrażenie, że ani raz nie pojawiły się jego bardziej współczesne synonimy. Przez to wszystko książkę, choć opowiadającą bardzo interesujący fragment historii, czyta się ciężko.
Po książkę sięgnęłam po obejrzeniu filmu "Kochanek królowej", chcąc dowiedzieć się więcej, choć nie o samym zakazanym i zakończonym tragicznie romansie, bo na tym koncentrował się film i to mi wystarczyło, ale o tym wszystkim, co było głębiej i w tle. Słusznie spodziewałam się, że znajdę tu o wiele bogatsze portrety bohaterów - samej królowej Karoliny Matyldy, która w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Wizyta królewskiego konsyliarza" to powieść oparta na faktach, ale sporo tam domniemywań autora- na przykład co do myśli, czy stanów emocjonalnych bohaterów. Opowiada o epizodzie z duńskiej historii i pierwszych próbach oświeceniowych reform. XVIII wiek, młody, słaby na umyśle ( prawdopodobnie był schizofrenikiem) duński król Chrystian VII odbywa podróż po Europie i potrzebuje nadwornego lekarza. Zostaje nim niemiecki lekarz, Johann Friedrich Struensee, zwolennik oświeceniowych idei. Z czasem lekarz zyskuje sympatię i zaufanie króła, który czyni go swoim doradcą. Struensee widzi w tym szansę, by wprowadzić reformy. To, a także nazbyt bliskie relacje łączące medyka z młodziutką królową nie podobają się wielu wpływowym osobom, które chciałyby zachować istniejący porządek lub chciałyby większej władzy. Niemieckiemu konsyliarzowi zaczyna grozić niebezpieczeństwo.
To książka o mechanizmach władzy, o tym, że nie wystarczy mieć pomysły na mądre rządy, że bycie zręcznym intrygantem jest ważniejsze. I to jeszcze wstrząsający opis wychowywania młodego władcy i łamania mu charakteru od dziecka. Król nie musi ROZUMIEĆ, król ma być posłuszną marionetką we właściwych rękach. Bardzo znamienny jest obraz, gdy Chrystian jest wywożony wbrew swej woli, tak by nie mógł uczynić nic w sprawie oskarżonego Struenseego. Mimo takiego a nie innego zakończenia historii niemieckiego lekarza, historia w szerszym rozumieniu wygląda tak: nie dało się na dłuższy czas zaniechać reform, tej lawiny, którą poruszył. A potomkowie Struenseego żyją do dziś.
"Wizyta królewskiego konsyliarza" to powieść oparta na faktach, ale sporo tam domniemywań autora- na przykład co do myśli, czy stanów emocjonalnych bohaterów. Opowiada o epizodzie z duńskiej historii i pierwszych próbach oświeceniowych reform. XVIII wiek, młody, słaby na umyśle ( prawdopodobnie był schizofrenikiem) duński król Chrystian VII odbywa podróż po Europie i...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIntrygująca powieść historyczna, opisująca wydarzenia na duńskim dworze królewskim w drugiej połowie XVIII wieku, za czasów panowania króla Chrystiana VII. Jego nadwornym konsyliarzem zostaje niemiecki lekarz, Johann Struensee. Jako że król coraz głębiej pogrąża się w szaleństwie, Struensee stopniowo zaczyna przejmować władzę... Jest to fascynujące studium władzy, pożądania, miłości, człowieczeństwa w ogóle. Świetnie pokazuje realia dworskie i normy społeczne tamtych czasów. Bardzo satysfakcjonująca i ciekawa lektura, napisana pięknym językiem.
Intrygująca powieść historyczna, opisująca wydarzenia na duńskim dworze królewskim w drugiej połowie XVIII wieku, za czasów panowania króla Chrystiana VII. Jego nadwornym konsyliarzem zostaje niemiecki lekarz, Johann Struensee. Jako że król coraz głębiej pogrąża się w szaleństwie, Struensee stopniowo zaczyna przejmować władzę... Jest to fascynujące studium władzy,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJa tą książkę przesłuchałam "na rowerze". Jestem związana z Danią poprzez moje wnuki , które się tam urodziły. Pięknie napisana, dobrze czytana. Fragment historii panowania Chrystiana VII a włściwie głównym bohaterem jest jego lekarz. Pokazano w tej książce jak ważne jest wychowanie dziecka. Przeraziły mnie "metody" wychowawcze stosowane wobec młodego króla - dziecka : ośmieszanie, poniżanie. Czyta się tą książkę jak ciekawy reportaż o życiu w tamtych czasach
Ja tą książkę przesłuchałam "na rowerze". Jestem związana z Danią poprzez moje wnuki , które się tam urodziły. Pięknie napisana, dobrze czytana. Fragment historii panowania Chrystiana VII a włściwie głównym bohaterem jest jego lekarz. Pokazano w tej książce jak ważne jest wychowanie dziecka. Przeraziły mnie "metody" wychowawcze stosowane wobec młodego króla - dziecka :...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOtrzymana władza, nawet jeśli jej się nie pragnęło, pociąga. A do tego namietność i nieosiągalna kobieta tworzą ponadczasową opowieść, o tym że to może być "śmiertelny koktajl". Świetna książka, nie czyta się jej jednym tchem, bowiem narracja toczy się wolno.
Otrzymana władza, nawet jeśli jej się nie pragnęło, pociąga. A do tego namietność i nieosiągalna kobieta tworzą ponadczasową opowieść, o tym że to może być "śmiertelny koktajl". Świetna książka, nie czyta się jej jednym tchem, bowiem narracja toczy się wolno.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻyli tak dawno temu, że wydaje się, że nigdy nie żyli naprawdę. - To przestaje być prawdą gdy ludziom sprzed wieków oddamy ich emocjonalność i fizjologię. To zrobił Enquist; nie tylko starł z nich kurz ale i zwrócił im ciała. My, współcześni, mamy z tego nadzieję, że i nasze życie nie przejdzie do historii jako monumentalne, portretowe. Że ktoś będzie wiedział o naszym człowieczeństwie. Bo innego życia nie mamy. Image nie jest życiem. Obraz czy zapis dźwięku nie jest życiem. To, co czujemy wewnątrz klatki piersiowej, głowy czy brzucha kiedy okoliczności naszego życia burzą mozolnie budowaną równowagę - jest życiem. Enquist to wie, ja to wiem a inni niech się dowiedzą.
Żyli tak dawno temu, że wydaje się, że nigdy nie żyli naprawdę. - To przestaje być prawdą gdy ludziom sprzed wieków oddamy ich emocjonalność i fizjologię. To zrobił Enquist; nie tylko starł z nich kurz ale i zwrócił im ciała. My, współcześni, mamy z tego nadzieję, że i nasze życie nie przejdzie do historii jako monumentalne, portretowe. Że ktoś będzie wiedział o naszym...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to