rozwińzwiń

Wizyta królewskiego konsyliarza

Okładka książki Wizyta królewskiego konsyliarza autora Per Olov Enquist, 8389763273
Okładka książki Wizyta królewskiego konsyliarza
Per Olov Enquist Wydawnictwo: Jacek Santorski & Co Seria: Literatura skandynawska literatura piękna
332 str. 5 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Literatura skandynawska
Tytuł oryginału:
Livläkarens besök
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-01-01
Liczba stron:
332
Czas czytania
5 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
8389763273
Tłumacz:
Mariusz Kalinowski
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wizyta królewskiego konsyliarza w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wizyta królewskiego konsyliarza

Średnia ocen
7,0 / 10
68 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wizyta królewskiego konsyliarza

avatar
1628
757

Na półkach: ,

W ramach akcji Book- Trotter, październik 2019 r. , przyszedł czas na literaturę szwedzką. Wybrałem powieść historyczna zatytułowaną „Wizyta królewskiego konsyliarza” Per Olov Enquista. Mamy Danię II połowy XVIII wieku, w szczególności tzw. czasy Struensego ( 1768-1772),panowanie młodego, niezbyt rozgarniętego, podejrzanego o chorobę psychiczną króla, Chrystiana VII. Pewne jest, że sam król nie nadawał się do rządzenia, arystokraci i dwór robili to za niego, albo manipulując nim lub wręcz mówiąc mu, żeby poszedł się bawić, bo dorośli mają ważne sprawy. W czasach o których mowa silną pozycję w kraju zdobył doktor Johan Friedrich Struense, który zręcznie przekonując króla wprowadzał reformy oświeceniowe w Danii. Niewątpliwie pomogło mu, że zainteresował się małżonką króla, czyli królową Karoliną Matyldą. Ona była piękna i potocznie mówiąc leciał na nią każdy, lecz nikt się nie odważył, wiedząc, że skończy się to toporkiem kata na szyi delikwenta. Doktor odważył się i przez krótki czas obydwoje, on i królowa byli szczęśliwi. Z tego związku Karolina Matylda urodziła córkę Luizę Joannę, po latach ponoć kobietę urodziwą, w dodatku tak samo jak ojciec była oświeceniową libertynką. Wcześniej Karolina Matylda urodziła księcia Fryderyka, imiona władców, to stary jak świat duński zwyczaj, i nie było mowy tu o inwencji twórczej w nazywaniu dzieci. Królowa i król niechętnie przykładali się do obowiązków łóżku, ona znalazła sobie doktora Struensego, on chętnie odwiedzał przybytki cór koryntu. Najsłynniejszą duńską ladacznicą była Kasia Kamaszniczka, z którą król chętnie spędzał noce. Dwór obawiając się o nadmierny wpływ Katarzyny na króla pozbył się jej, opłacili ją sowicie i wysłano ją w podróż po Europie. Król wpadł w szał i wybrał się w podróż po kilku krajach kontynentu. On i Struense zebrali pochwały od samego Woltera, którego mieli okazję spotkać w Paryżu, wtedy prosto z Altony doktor Struense dołączył do dworu. No i po jakimś czasie wdał się w romans z królową. Później ten romans przysłużył się politycznym oponentom, jako pretekst do obalenia Struensego, oskarżonego o zdradę kraju. Królową wysłano do Anglii. Władzę przejęła klika Guldberga, która wprowadziła kontrreformy i cofnięcie się kraju, w czasach gdy w Europie był ferment oświeceniowy, niebawem wybuchła rewolucja francuska z 1789 r. Zapał rewolucyjny zaprowadził cesarza francuzów Napoleona Bonapartego aż do Moskwy.

Królowa Karolina Matylda, pochodząca z Anglii, trafiła do Danii, jako małżonka króla Chrystiana VII, doktor Struense trafił na dwór królewski. Uznano, że zwykły lekarz będzie przydatny królowi, znano co prawda, działalność publicystyczną doktora, ale uznano, że to jest niegroźne, a sam splendor dworski przyczyni się do zmiany poglądów co doprowadzi do pacyfikacji lekarza. Widać ten okazał się twardą sztuką, zdobył wpływ na króla i zaczął reformować kraj. Rzecz jasna spore fragmenty książki dotyczą tego romansu. Była to nie tylko fascynacja typowo fizyczna, ale też intelektualna, doktor był na czasie, czytał pisma Woltera, Russeau, Locke’a i pozostałych myślicieli oświecenia. Obydwoje prowadzili intelektualne dysputy. Struense był ambitnym politykiem, z zapałem twórczym produkował dekrety prawne. Można uznać też go za geniusza, który wyprzedził swoje czasy, wierzył bowiem, że oświeceniową rewolucję da się wprowadzić bezkrawo, co było oczywistym złudzeniem. Jak wiemy trzeba było kolejnych dwustu lat, żeby tego typu projekty polityczne miały szanse powodzenia. W realiach XVIII wieku, żeby zmienić kraj, Europę potrzebne były całe kontenery wypełnione krwią, bo rewolucja, wojna jest jak pieprzony wampir potrzebuje danin krwi w obfitych ilościach. I tu też wyszła idealistyczna naiwność doktora i jego grupy reformatorów. Byli przekonani, że arystokracja, duchowieństwo bez oporu przyjmie nowe prawa. Wiemy, że coś takiego nie miało szans powodzenia. I dlatego lekarz, filozof, polityk poniósł porażkę. Choć nie do końca to była porażka, bo choć to była skromna jaskółka zmian to jednak uczyniła ona zmianę, po obaleniu Guldberga, przywrócono nowe koncepcje oświeceniowe w Danii.

Książka jest interesująca, warto przeczytać. Polecam.

W ramach akcji Book- Trotter, październik 2019 r. , przyszedł czas na literaturę szwedzką. Wybrałem powieść historyczna zatytułowaną „Wizyta królewskiego konsyliarza” Per Olov Enquista. Mamy Danię II połowy XVIII wieku, w szczególności tzw. czasy Struensego ( 1768-1772),panowanie młodego, niezbyt rozgarniętego, podejrzanego o chorobę psychiczną króla, Chrystiana VII....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3281
515

Na półkach: , ,

Po książkę sięgnęłam po obejrzeniu filmu "Kochanek królowej", chcąc dowiedzieć się więcej, choć nie o samym zakazanym i zakończonym tragicznie romansie, bo na tym koncentrował się film i to mi wystarczyło, ale o tym wszystkim, co było głębiej i w tle. Słusznie spodziewałam się, że znajdę tu o wiele bogatsze portrety bohaterów - samej królowej Karoliny Matyldy, która w książce jawi się jako osóbka znacznie lepiej zorientowana w dworskich i politycznych gierkach, a zarazem bardziej przebiegła niż ta filmowa, ale przede wszystkim króla Chrystiana VII. W filmie przedstawiony jest raczej jednostronnie, jako dosyć antypatyczna postać, wyraźnie słabująca na umyśle, a przy tym rozwiązła, nieznośna i ordynarna. Wydaje się, że Enquist oddał mu sprawiedliwość, ukazując go jako delikatnego, sympatycznego ale zupełnie bezwolnego i rozchwianego młodzieńca, nie tyle jednak umysłowo, co psychicznie, na co wpłynęła nieludzka dyscyplina w całym dzieciństwie, bicie bez powodu i zastraszanie. W książce jest to postać zdecydowanie tragiczna i wzbudzająca współczucie.

Niestety, przyjemność z lektury mąci zawiła, nieco manieryczna narracja. Autor stosuje wiele powtórzeń, plącze chronologię, styl jest miejscami dosyć trudny do oswojenia. Nie ukrywam, że męczyło mnie też wplatanie niekiedy w całkowicie współczesny język powieści pojedynczych archaizmów, co sprawiało wrażenie niespójności i chaosu. Szczególnie irytowało mnie często powtarzane słowo "bezprzestannie", nie śledziłam dokładnie, mam jednak wrażenie, że ani raz nie pojawiły się jego bardziej współczesne synonimy. Przez to wszystko książkę, choć opowiadającą bardzo interesujący fragment historii, czyta się ciężko.

Po książkę sięgnęłam po obejrzeniu filmu "Kochanek królowej", chcąc dowiedzieć się więcej, choć nie o samym zakazanym i zakończonym tragicznie romansie, bo na tym koncentrował się film i to mi wystarczyło, ale o tym wszystkim, co było głębiej i w tle. Słusznie spodziewałam się, że znajdę tu o wiele bogatsze portrety bohaterów - samej królowej Karoliny Matyldy, która w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
249
126

Na półkach:

"Wizyta królewskiego konsyliarza" to powieść oparta na faktach, ale sporo tam domniemywań autora- na przykład co do myśli, czy stanów emocjonalnych bohaterów. Opowiada o epizodzie z duńskiej historii i pierwszych próbach oświeceniowych reform. XVIII wiek, młody, słaby na umyśle ( prawdopodobnie był schizofrenikiem) duński król Chrystian VII odbywa podróż po Europie i potrzebuje nadwornego lekarza. Zostaje nim niemiecki lekarz, Johann Friedrich Struensee, zwolennik oświeceniowych idei. Z czasem lekarz zyskuje sympatię i zaufanie króła, który czyni go swoim doradcą. Struensee widzi w tym szansę, by wprowadzić reformy. To, a także nazbyt bliskie relacje łączące medyka z młodziutką królową nie podobają się wielu wpływowym osobom, które chciałyby zachować istniejący porządek lub chciałyby większej władzy. Niemieckiemu konsyliarzowi zaczyna grozić niebezpieczeństwo.
To książka o mechanizmach władzy, o tym, że nie wystarczy mieć pomysły na mądre rządy, że bycie zręcznym intrygantem jest ważniejsze. I to jeszcze wstrząsający opis wychowywania młodego władcy i łamania mu charakteru od dziecka. Król nie musi ROZUMIEĆ, król ma być posłuszną marionetką we właściwych rękach. Bardzo znamienny jest obraz, gdy Chrystian jest wywożony wbrew swej woli, tak by nie mógł uczynić nic w sprawie oskarżonego Struenseego. Mimo takiego a nie innego zakończenia historii niemieckiego lekarza, historia w szerszym rozumieniu wygląda tak: nie dało się na dłuższy czas zaniechać reform, tej lawiny, którą poruszył. A potomkowie Struenseego żyją do dziś.

"Wizyta królewskiego konsyliarza" to powieść oparta na faktach, ale sporo tam domniemywań autora- na przykład co do myśli, czy stanów emocjonalnych bohaterów. Opowiada o epizodzie z duńskiej historii i pierwszych próbach oświeceniowych reform. XVIII wiek, młody, słaby na umyśle ( prawdopodobnie był schizofrenikiem) duński król Chrystian VII odbywa podróż po Europie i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

193 użytkowników ma tytuł Wizyta królewskiego konsyliarza na półkach głównych
  • 99
  • 94
44 użytkowników ma tytuł Wizyta królewskiego konsyliarza na półkach dodatkowych
  • 26
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Wizyta królewskiego konsyliarza

Inne książki autora

Per Olov Enquist
Per Olov Enquist
Per Olov Enquist (P.O. Enquist, ur. 23 września 1934 w Hjoggböle),szwedzki pisarz, prozaik, autor sztuk teatralnych, publicysta i scenarzysta filmowy.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Uczta Babette Karen Blixen
Uczta Babette
Karen Blixen
Wybitne opowiadania! Każde zupełnie odmienne, a czyta się je z niesłabnącym zaciekawieniem od początku do końca. Po czym trzeba złapać oddech — chwilę zadumy nad kolejami życia bohaterów, nieuchronnością czy zrządzeniem wręcz losu, jakimś przedziwnym domknięciem, klamrą ( p r z e z n a c z e n i e m ?) — tudzież przemyśleć odniesienia do cytowanych lektur po swojemu. To daje radość. Radość z czytania, odkrytych kontekstów. K.Blixen, prócz kunsztownego języka (wielka wartość tego zbioru),obdarza nas mądrością prawdziwie dojrzałej pisarki (to jej ostatnia książka). A więc w odpowiednich miejscach stawia właściwą ocenę, w kilku słowach plastycznie opisuje bohaterów, a los ludzki przedstawia jak w przypowieściach, alegorycznie i w majestacie Siły Wyższej, z którą się Człowiek mierzy. Wreszcie pada parę genialnych konstatacji — zupełnie odkrywczych — przynajmniej dla mnie. Przypuszczam, że tam gdzie młodość może K.Blixen nie dowierzać, deprecjonować, kwestionować jej logikę (przejrzałam kilka wcześniejszych recenzji :) — tam starszy czytelnik zostaje olśniony orientując się, jak dziwaczny czasem determinizm każe podejmować zgoła paradoksalne decyzje. A jednak pozostają one w zgodzie z sumieniem i rozumiemy, że były wręcz konieczne. Kto zdecydował o losie tych osobliwych bohaterów — oni sami czy ,,tak musiało się zdarzyć’’, by wszystko miało sens, i pozostało nieprzeniknione.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na107 miesięcy temu
Procedura Harry Mulisch
Procedura
Harry Mulisch
To twór wybitny - bez cienia zawahania. Książka ta jest trudna do jednoznacznego zdefiniowania. Jest to dzieło, które 100 lat po Nietzschem powraca do wizji świata, w którym Bóg umarł. Tu jednak ta smierć Boga jest wynikiem geniuszu człowieka, który zdołał przejąć od niego moc Demiurga i nauczył się powoływać do życia martwą materię: jak sam główny bohater to określił: „przeszedł konwersję z chemika na biologa”. Odbierając życiu jego boską aurę, Wiktor Werker stał się w sposób niezamierzony szatanem na Nocy Walpurgi, w którą przemienił świat. Czy jednak niszczycielskim grzechem jest akt stworzenia? Mulisch pokazuje, że ingerencja człowieka w to, co najbardziej nieznane, może mieć tragiczne konsekwencje, lecz istnieje wyjście, które pozwoli człowiekowi spełnić pragnienie stwarzania bez groźby zachwiania porządkiem świata: jest to słowo pisane, gdyż pisarz nie robi nic innego jak właśnie tworzenie rzeczywistości, dla której to on jest Bogiem i on, z godnością wspomnianego wcześniej Demiurga arbitralnie ustala los swego stworzenia. Co jednak, gdy świat stworzony przez Boga-pisarza zostanie mu wydarty z rąk przez dzieci własnej kreacji, które naiwnie uwierzą, że są już gotowe same kontynuować powieść mistrza? 9/10 tylko i wyłącznie dlatego, że 10/10 dostało „Odkrycie nieba”, a dwóch dzieł tego samego człowieka takim honorem obdarzyć nie można.
MaksDelius - awatar MaksDelius
ocenił na93 lata temu
Smilla w labiryntach śniegu Peter Høeg
Smilla w labiryntach śniegu
Peter Høeg
Sięgając po książkę, wiedziałem o niej tyle, że polecił ją Stephen King w swoim słynnym "Jak pisać" (które czytałem chyba dziesięć lat temu). W pierwszych rozdziałach zaskoczyły mnie dwie rzeczy: - Wow, to jest o Grenlandii, czyli jakby na czasie (styczeń 2026 - Trump chce anektować Grenlandię) - Wow, czytam scenariusz do serialu "Rojst" młodego Holoubka (egzotyczna postać kobieca na tropie śledztwa przeciwko potężnym tego świata, której pomaga jąkający się dryblas) Potem sprawdziłem, że książka była hitem w USA i utorowała drogę na salony gatunkom murder mystery oraz nordic noir. Trzeba przyznać, że z lektury dowiedziałem się wiele: - Trochę o Grenlandii, jej związkach z "metropolią" (Danią),problemach społecznych Grenlandczyków - ale chyba nie aż tyle, ile bym chciał; też nie wiem, ile z tego to gorzkie przemyślenia europejskiego autora przypisane Grenlandii. - Że murder mystery i nordic noir są nie dla mnie. Może jestem niesprawiedliwy, ale to, co było hitem i nowością w 1992, brzmi teraz tak samo jak dziesiątki, jeśli nie setki, podobnych propozycji z tego kanonu. Muszę jednak docenić kunszt pisania, trzymanie uwagi cały czas w napięciu, przez podawanie zdarzeń od końca lub od szczegółu do ogółu, w filmowy, ostry sposób. Dostrzegłem napięcia postkolonialne i jakby odwróconą wersję conradowskiego mitu "Jądra jasności". No i uznaję z szacunkiem fakt, że to chyba pierwsza po "Anaruku" powieść z Grenlandką w roli głównej. I chyba będę szukał tego dalej, tylko może czegoś bardziej autentycznego.
kanosek - awatar kanosek
ocenił na61 miesiąc temu
Opowieść o Blanche i Marie Per Olov Enquist
Opowieść o Blanche i Marie
Per Olov Enquist
Są powieści, które nie krzyczą – lecz szepczą. Szepczą do czytelnika z marginesów historii, z niedopowiedzianych fragmentów egzystencji, z tej sfery ludzkiego doświadczenia, która wymyka się faktom i liczbom, a pozostaje zapisana jedynie w emocjach, domyśleniach i niemożliwych do odtworzenia spojrzeniach. Opowieść o Blanche i Marie Pera Olova Enquista to właśnie taka powieść. Nie sposób o niej pisać bez porzucenia linearności, bo sama książka odrzuca prostotę czasu i przyczynowości. To opowieść nielinearna, fragmentaryczna, jak pamięć Blanche Wittman – kobiety z przeszłością histeryczki, kobiety „eksponatu”, a potem cienia wielkiej uczonej, Marie Curie. I wreszcie: kobiety samotnej i rozdartej między lojalnością a zazdrością, fascynacją a nienawiścią, miłością a nicością. Enquist nie napisał biografii. Choć posługuje się faktami, nie rości sobie prawa do ich rekonstrukcji. Jego powieść jest próbą dotknięcia niewidzialnego – zrozumienia, czym było cierpienie kobiet, które choć wielkie – zostały zepchnięte na margines historii albo sprowadzone do roli narzędzia, wzoru, przypisu. Blanche – jako chora, wystawiana w szpitalu Salpêtrière niczym eksponat medyczny – nie miała prawa do swojej podmiotowości. Marie – jako kobieta w świecie nauki – musiała tłumić wszystko, co nie mieściło się w logice i wykresach. Obydwie żyły w czasach, które kobiecą emocjonalność – a szczególnie emocjonalność nieskrojoną pod potrzeby mężczyzny – uznawały za problem do zdiagnozowania, zamknięcia, poddania analizie. Enquist oddaje im głos, ale nie poprzez ekspozycję, nie przez efekciarskie monologi czy feministyczne manifesty. Daje głos przez milczenie, przez niedopowiedzenie, przez opowieść urwaną w pół zdania. Styl powieści jest ściśle podporządkowany tematowi. To język zwięzły, surowy, oszczędny. Każde zdanie wydaje się ostrożnie przemyślane, pozbawione ozdobników, ale nigdy pozbawione emocji. Narracja prowadzona jest przez Blanche, która – jako postać – balansuje między byciem autorką a byciem świadkiem. Nie wiemy, co jest prawdą, a co rekonstrukcją jej pamięci; co wspomnieniem, a co snem. I właśnie w tej niepewności tkwi siła książki. Czytelnik nie otrzymuje jednoznacznych odpowiedzi – dostaje raczej pytania, z których każde może wybrzmieć inaczej w zależności od wrażliwości. Enquist nie boi się zestawiać nauki z mistycyzmem, rozumu z szaleństwem, medycyny z ciałem traktowanym jak mięso. W relacji Blanche i Marie czuć napięcie – zarówno podziwu, jak i zazdrości. Curie – chłodna, zamknięta w sobie – jest postacią prawie mityczną, niezrozumiałą nawet dla swojej najbliższej współpracowniczki. Blanche natomiast, mimo że jest osobą fizycznie okaleczoną (straciła kończyny w wyniku pracy z radem),pozostaje tą bardziej ludzką, emocjonalną, zranioną do krwi nie przez naukę, lecz przez obojętność drugiego człowieka. To właśnie jej głos – gorzki, pełen pragnienia sensu i godności – prowadzi nas przez książkę jak przez labirynt kobiecego cierpienia. Jednym z najważniejszych tematów tej powieści jest miłość, ale nie ta konwencjonalna, nie ta z romantycznych poematów. To miłość niemożliwa, toksyczna, zniekształcona – miłość, która nie daje ukojenia. Blanche mówi o niej jak o chorobie. Marie wydaje się ją tłumić, wypierać, zamieniać w działanie. Obie są ofiarami miłości, która w ich świecie nie mogła zostać zrealizowana – nie tylko ze względu na płeć czy epokę, ale przede wszystkim z powodu samotności wpisanej w ich egzystencję. Kobiety silne, kobiety wybitne, kobiety zapomniane – każda z nich na swój sposób rozmontowuje mit o kobiecej słabości i jednocześnie potwierdza jego tragiczne konsekwencje. Enquist subtelnie pokazuje, jak bardzo kultura Zachodu – oparta na dominacji rozumu, męskości i racjonalności – nie radzi sobie z tym, co inne: z bólem psychicznym, z kobiecą cielesnością, z emocjonalnym rozedrganiem. Histeria Blanche to nie przypadłość, to krzyk istnienia w świecie, który nie umie słuchać. A śmierć – zarówno dosłowna, jak i symboliczna – staje się jedynym momentem, w którym kobieta może być naprawdę wolna. Ten fatalizm nie jest tanią rezygnacją. To raczej egzystencjalna diagnoza kultury, która przez stulecia zamieniała kobiety w alegorie, obiekty, zjawiska – nigdy w osoby. Opowieść o Blanche i Marie nie jest książką łatwą. Nie da się jej przeczytać bez zastanowienia, bez zatrzymania się nad zdaniami, które często wydają się niedokończone – jakby autor zostawiał miejsce dla czytelnika. To powieść, która mówi o milczeniu bardziej niż o słowach, o tym, co przemilczane w biografiach wielkich ludzi, o historii pisanej nie atramentem, lecz krwią i potem. O tych, które nie trafiły na okładki, choć ich cierpienie i praca były nie mniej wielkie. To także medytacja nad pamięcią: co pozostaje po człowieku, który nie miał prawa mówić własnym głosem? Enquist, poprzez swój wyciszony styl i empatyczną narrację, przywraca Blanche głos – ale nie czyni z niej bohaterki w patetycznym sensie. Ona pozostaje pęknięta, niepewna, rozdarta. Jej siła leży nie w przezwyciężeniu cierpienia, lecz w jego przeżywaniu – i zapisywaniu. To z jej pisma wyłania się opowieść, która nie poddaje się linearności ani logice, ale za to dociera do najgłębszych zakamarków duszy. W dobie tanich biografii i produkcji seryjnych narracji o „kobietach silnych”, powieść Enquista wyróżnia się subtelnością i szacunkiem do złożoności kobiecego doświadczenia. To nie jest książka o Curie – to książka o byciu „przy Curie”. O cieniu, o asystentce, o tej, która patrzy z boku. I właśnie w tym spojrzeniu z boku kryje się najwięcej prawdy. Nie ma w tej powieści efektownych zwrotów akcji ani bohaterów jednoznacznych. Jest za to głęboka refleksja nad ludzką kondycją, nad cierpieniem, które nie znajduje ukojenia ani w religii, ani w nauce, ani w miłości. To opowieść o braku, o niemożliwości, o wiecznym poszukiwaniu sensu. I właśnie dlatego – jest to literatura wielka. Bo mówi o tym, o czym zazwyczaj milczymy.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na108 miesięcy temu
Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka) Dario Fo
Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka)
Dario Fo
Jestem entuzjastką twórczości Dario Fo. Przepadam za jego poczuciem humoru, podejściem do absurdu, pomysłami na fabułę, niezwykłymi opowieściami, łatwością z jaką je snuje i prowadzi. Cenię go za odniesienia do komedii dell arte, błyskotliwość, nieszablonowość, fantazję. Jednoaktówkę Trzy zbiry znam niemal na pamięć. Z powyższych względów wszystko co napiszę dalej będzie pochwałą autora i jego talentu. Miasteczko nietoperzy to wspomnienia z dzieciństwa i młodości. Utrzymane w pogodnej, czasem sielskiej atmosferze opowieści obejmują nie tylko samego autora i jemu najbliższych, ale także (z korzyścią dla całości) sąsiadów, co ciekawszych mieszkańców miasteczka. Niektóre z wątków brzmią wręcz nieprawdopodobnie (jak ten o Bezrękim, synu bogatej Polki),inne rozbawiają i dodają otuchy (perypetie dziadka rolnika czy profesorskie alternatywne tłumaczenie historii i biografii starożytnych). Przypadki młodzieńczych wyskoków i próby sił czasem mrożą krew w żyłach, czasem przyprawiają o salwy śmiechu. Doświadczenia szkolne, obserwowanie zmian zachodzących w społeczeństwie i polityce, a ponadto rozwijanie talentów (poza prozatorskim, również malarski) są ważnymi punktami wspomnień. Ciekawie wygląda partia opowieści dotycząca ojca rodziny oraz licznych przeprowadzek, powodowanych zmianami jego stanowiska (był kolejarzem i zawiadowcą stacji). Najpiękniejsze wspomnienia dotyczą miasteczka Porto Valtravaglia, usytuowanego nad jeziorem Maggiore w pobliżu granicy ze Szwajcarią. Było to (w owym czasie) niezwykłe miejsce pełne imigrantów (słynna huta szkła),różnych narodowości, co czyniło owo miejsce wielobarwnym i ciekawym. Mimo coraz trudniejszych czasów (epoka Mussoliniego),późniejszej wojny, udało się mieszkańców (przynajmniej we wspomnieniach Fo) utrzymać specyficzny charakter i pacyfistycznego ducha miejsca. Ciekawa opowieść o pierwszych miłościach, budzeniu się w autorze słownego improwizatora, a także wspomnienia wędrownych bajarzy i gawędziarzy, i nade wszystko tęskny powrót pamięcią do lat dziecinnych, oto czym jest Miasteczko nietoperzy. buchbuchbicher.blogspot.com
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na67 lat temu
Brzemię rzeczy utraconych Kiran Desai
Brzemię rzeczy utraconych
Kiran Desai
Czytam tę książkę po raz kolejny i ponownie jestem pod wrażeniem talentu autorki, z jakim opisuje ona skomplikowaną sytuację Nepalczyków w latach 80-tych, ale też wraca do wcześniejszych wydarzeń z życia bohaterów. Tak że mamy przed oczami pewien okres w historii Indii, który ma kluczowe znaczenie dla stabilizowania się państwa po odzyskaniu niepodległości. Nie jest to jednak reportaż, jak można sądzić z mojego opisu, a wręcz powieść jako się zowie przez duże P. Poznajemy tu kilku bohaterów, których życiowe perypetie, pozornie bez znaczenia, dają nam obraz społeczeństwa i warunków, w jakich się kształtuje nowe państwo. Z wydarzeń na plan pierwszy wysuwa się powstanie Nepalczyków dążących do niezależności i suwerenności. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana, a to z powodu tego, że tę piękną ideę realizują ludzie tacy, jakimi ich Pan Bóg stworzył i... system (niewolniczy),który ich ukształtował. Jednych wykreował, czasem dziwnym zrządzeniem losu, na panów, a innych na... kucharzy. Jeden się na manifestację nie wybiera, a drugi z nakazu musi pójść. Nie tylko oni zresztą są tu obnażeni i pozbawiają czytelnika złudzeń. Podobnie się dzieje z innymi bohaterami. Każdy z nich dźwiga brzemię: rodziny, systemu, emigracji, a nawet miłości. Książka wnikliwa, przejmująca, napisana świetnym stylem. Nie daje poczucia komfortu. Na każdym z nas ciąży odpowiedzialność za rzeczy, które się dzieją i musimy czuć się odpowiedzialni. Tak zdaje się mówić do nas Kiran Desai i nie pozwala spokojnie zasnąć.
Marzena - awatar Marzena
oceniła na102 lata temu
Lato przed zmierzchem Doris Lessing
Lato przed zmierzchem
Doris Lessing
Przejmujący portret kobiety uwięzionej w gęstej sieci społecznych konwenansów i oczekiwań. Bohaterka, Kate Brown, to przykład „idealnej” żony i matki klasy średniej – osoby, która przez lata podporządkowywała swoje życie potrzebom innych, nie kwestionując przypisanej jej roli. Lessing pokazuje jednak, że pod powierzchnią tej pozornej stabilizacji kryje się głęboki kryzys tożsamości oraz potrzeba wolności, która z czasem staje się nie do zignorowania. Już na początku powieści widać, jak silnie życie Kate zdeterminowane jest przez społeczne normy. Jej codzienność podporządkowana jest rodzinie – mężowi i dzieciom – a jej własne potrzeby schodzą na dalszy plan. Funkcjonuje w ramach konwenansu „dobrej gospodyni domowej”, który narzuca kobiecie obowiązek dbania o dom, emocjonalne wsparcie dla bliskich i rezygnację z indywidualnych ambicji. Co istotne, Lessing nie przedstawia tego jako przymusu narzuconego wprost – przeciwnie, Kate sama uwewnętrzniła te normy do tego stopnia, że przestała je kwestionować. Moment przełomowy następuje, gdy bohaterka podejmuje pracę jako tłumaczka. To doświadczenie wytrąca ją z dotychczasowego rytmu życia i pozwala spojrzeć na siebie z dystansu. Wyjazd z domu, kontakt z innymi ludźmi i kulturami otwiera przed nią przestrzeń refleksji – Kate zaczyna dostrzegać, że jej dotychczasowa egzystencja była w dużej mierze odgrywaniem społecznej roli, a nie realizacją własnych pragnień. W tym kontekście Lessing ukazuje, jak silnie konwenanse potrafią ograniczać jednostkę, nawet jeśli nie są jawnie narzucane. Ważnym aspektem powieści jest także sposób, w jaki społeczeństwo postrzega kobiecą tożsamość. Kate, będąc kobietą w średnim wieku, doświadcza swoistej „niewidzialności”. Przestaje być postrzegana jako atrakcyjna czy interesująca – zarówno w sensie społecznym, jak i seksualnym. Ten element powieści obnaża kolejną normę: wartość kobiety często definiowana jest przez jej młodość i funkcję w rodzinie. Gdy te aspekty tracą na znaczeniu, kobieta zostaje zepchnięta na margines. Lessing szczególnie wyraziście pokazuje konflikt między tym, co społeczne, a tym, co indywidualne. Kate zaczyna odczuwać rosnącą potrzebę wolności – nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej. Jej podróż staje się metaforą wewnętrznego przebudzenia. Bohaterka stopniowo uświadamia sobie, że przez lata żyła zgodnie z oczekiwaniami innych, ignorując własne emocje i potrzeby. Ta świadomość jest jednak bolesna – wolność, do której dąży, wiąże się z poczuciem zagubienia i niepewności. Symbolicznym elementem powieści jest relacja Kate z młodszym mężczyzną. Nie jest to klasyczny romans, lecz raczej doświadczenie, które pozwala bohaterce skonfrontować się z własną cielesnością i emocjonalnością. W tej relacji wyraźnie widać napięcie między normami społecznymi a indywidualnym pragnieniem – związek ten jest „niestosowny”, a więc automatycznie podlega ocenie i potępieniu. Lessing pokazuje, jak silnie społeczeństwo kontroluje kobiecą seksualność i jak trudno jest się z tych ograniczeń wyzwolić. Kulminacja powieści przynosi jednak gorzką refleksję: pełna emancypacja nie jest łatwa, a powrót do dawnego życia wydaje się niemal nieunikniony. Kate wraca do domu, ale nie jest już tą samą osobą. Jej świadomość uległa zmianie – dostrzega ograniczenia, w których funkcjonuje, i choć nie potrafi ich całkowicie odrzucić, nie jest już wobec nich bezkrytyczna. Lessing nie oferuje prostych rozwiązań – zamiast tego ukazuje złożoność kobiecego doświadczenia i trudność w godzeniu wolności z rzeczywistością społeczną. „Lato przed zmierzchem” to powieść niezwykle aktualna, mimo upływu lat. Pokazuje, że konwenanse społeczne, choć często niewidoczne, mają ogromny wpływ na życie jednostki. Doris Lessing wnikliwie analizuje mechanizmy, które utrzymują kobiety w określonych rolach, jednocześnie podkreślając ich wewnętrzną potrzebę autonomii. To opowieść o przebudzeniu, ale także o granicach wolności – o tym, jak trudno jest wyrwać się z ról, które przez lata definiowały nasze istnienie.
Freja78 - awatar Freja78
ocenił na713 godzin temu
Północ w ogrodzie dobra i zła John Berendt
Północ w ogrodzie dobra i zła
John Berendt
Trudno czytało mi się tę książkę. Nie mogłam się w nią wgryźć, nie mogłam spamiętać mnogich bohaterów - mieszkańców Savannah w stanie Georgia, chociaż większość z nich to oryginały i cudaki. „Dobrze na tym gruncie rozwijają się ekscentrycy”. Druga część czyta się dużo lepiej, akcja zostaje skoncentrowana na głównym temacie – procesie o zabójstwo. Ale wątek kryminalny - kolejne wersje procesu sądowego – z czasem staje się trochę nudny. Narratorem jest przybysz z Nowego Jorku, dziennikarz John Kelso, otwierający szeroko oczy na otaczającą go rzeczywistość, zafascynowany miejscem i opowieściami tubylców. Wielkim bohaterem książki jest miasto Savannah, ze swoją bogatą tradycją, przepiękną starą architekturą i bujną zielenią oraz z konserwatywnym klasowym społeczeństwem. Mieszkańcy i turyści lubią się bawić, zewsząd dobiegają południowe rytmy, wszechobecne są bary z muzyką, przyjęcia dla turystów, imprezy wyższych sfer, z ustalonym kalendarzem i właściwym im blichtrem. To właśnie w Savannah urodził się wielki muzyk Ameryki Johnny Mercer. Ale, mimo że to już lata 80 XX wieku, podziały klasowe i rasowe mają się świetnie, zakłamanie obyczajowe także. Dużym tematem powieści jest urbanistyka miasta, zwalczające się koncepcje rekonstrukcji zabytków i rewaloryzacji starej tkanki miejskiej, oczywiście w kontekście zamożności i koloru skóry mieszkańców, a przede wszystkim interesów pomysłodawców tych przekształceń. Prawdę mówiąc ciężko mi było w tym się połapać. Obejrzałam ekranizację Clinta Eastwooda z 1997 roku, z gwiazdorską obsadą – grają John Cusack, Kevin Spacey, Jude Law, Alison Eastwood. Fabuła filmu nie jest wierna wobec powieści, momentami, podobnie jak w książce, staje się zbyt rozwlekła. Jednak film ma w sobie dużo uroku, odtwarza wspaniałe ulice, domy, ogrody Savannah. Można podziwiać pokazane z rozmachem bogate kolekcje dzieł sztuki, zdumiewające dekoracje i stroje oraz wystawność zabaw śmietanki towarzyskiej miasta. Można poznać charakter amerykańskiego południa. Głównie z tego powodu film jest wart obejrzenia. Na szczególne wyróżnienie zasługują mniej znane aktorki: stylowa i perwersyjna transpłciowa Lady Chablis i demoniczna Irma P. Hall w roli czarownicy Minerwy. Jednak elementy horroru, sceny czarów woodoo w książce i w filmie są tak samo bzdurne i przez to zwyczajnie śmieszne. Powieść według Autora jest oparta na faktach i podobno w Stanach była bestsellerem. Ja się nią nie zachwycam, chociaż muszę przyznać, że sugestywnie oddaje klimat miejsca i ma dużo walorów poznawczych.
Mikila - awatar Mikila
oceniła na61 miesiąc temu

Cytaty z książki Wizyta królewskiego konsyliarza

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wizyta królewskiego konsyliarza