-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać436 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać16 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać13
forum Oficjalne Akcje i konkursy
[Zakończony] Księga życia – wygraj powieść „Książka Racheli”.
Ella, od kilku lat mieszkająca w Nowym Jorku, po śmierci rodziców wraca do ich domu w Norwegii. Tam spotyka Rachelę – tajemniczą starszą panią wynajmującą dom rodziców Elli. Od tego spotkania losy obu kobiet zaczną się przeplatać, obie będą musiały się zmierzyć ze swoją przeszłością, a historia sięgająca drugiej wojny światowej zatoczy zaskakujące koło w finale powieści. „Książka Racheli” to wzruszająca historia o poszukiwaniu własnej tożsamości i mierzeniu się z demonami przeszłości. O poznaniu samego siebie, o zdradzie i miłości, a także o bezgranicznej opiece matki nad dziećmi i walce o nie.
Centralną postacią książki Sissel Værøyvik jest Rachela. To ona dyktuje swoją historię Elli. Opowiada jej o dzieciństwie w Bratysławie i trudnym dorastaniu w czasie II wojny światowej. Jej perypetie są przejmujące do tego stopnia, że całkowicie pochłaniają Ellę, która przecież przyjechała do Norwegii wiedziona własną życiową tragedią. Czy zdarzyło Wam się spotkać osobę, której opowieść była dla Was tak inspirująca? Albo, której słuchaliście z wypiekami na twarzy, jakby ktoś czytał Wam najlepszą powieść? Podzielcie się nią z nami.
Czekamy na teksty o długości nieprzekraczającej 1500 znaków ze spacjami.
Nagrody
Autorzy pięciu najciekawszych tekstów otrzymają egzemplarz książki.
Książka Racheli
Autor : Sissel Værøyvik
Regulamin
- Konkurs trwa od 23 maja do 30 maja włącznie. W konkursie mogą wziąć udział jedynie osoby posiadające adres korespondencyjny w Polsce.
- Odpowiedzi muszą być napisane samodzielnie. Kopiowanie części lub fragmentów tekstów, recenzji innych osób jest zabronione. Teksty nie mogą przekraczać 1500 znaków ze spacjami.
- Każdy użytkownik może zgłosić tylko jedną pracę.
- Zwycięzców wybiera administracja serwisu lubimyczytać.pl. Decyzja jest nieodwołalna.
- Dane adresowe zostaną wykorzystane przez serwis lubimyczytać.pl i wydawnictwo Media Rodzina.
- Adres zwycięzcy powinien zostać nadesłany do dwóch tygodniu od daty ogłoszenia wyników konkursu. Po tym terminie administracja lubimyczytać.pl dopuszcza wybór kolejnego laureata lub nieprzyznanie nagrody.
odpowiedzi [34]
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
the_little_books
tońka
ania2a
kki13
Shino11
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Konkurs został zakończony. Za wszystkie odpowiedzi dziękujemy!
Wybraliśmy zwycięskie prace:
the_little_books
tońka
ania2a
kki13
Shino11
Serdecznie gratulujemy! Z laureatami skontaktujemy się bezpośrednio.
Poznałam niezwykle inspirującego człowieka na studiach. Jest chyba najmłodszym naukowcem na moim wydziale, który ukończył doktorat. Mając 27 lat chyba uzyskał tytuł doktora. Pochodzi z Tatarstanu, gdzie studiował biotechnologię, po mgr przeniósł się tutaj, bo ma w Polsce rodzinę. Na studiach doktoranckich sporo podróżował w ramach swojej pracy. Był rok w Hiszpanii, po parę miesięcy w Walii i Finlandii. Zna 5 języków: rosyjski, polski, angielski, hiszpański i niemiecki. Po polsku mówi lepiej niż niejeden Polak, czasem już nawet nie słychać w jego wymowie ruskiego akcentu. Inspirujący jest dlatego, że podchodzi do swej pracy z zapałem i profesjonalizmem. Jest bardzo wesoły i entuzjastyczny, otwarty, rozmowny i empatyczny. Już nie wspominając, jaki przystojny. Ale gej. Chodzi na siłownię i do szkoły tańca. Prawdopodobnie tańczy tam salsę, co widać po sposobie chodzenia. Człowiek wszechstronny i unikatowy, jest dla mnie autorytetem, gdyż pracą i ambicją wiele osiągnął, poza stypendiami, zdobył samodzielnie wiele umiejętności i wiedzy. Wiedzie wzorową drogę rozwoju.
Poznałam niezwykle inspirującego człowieka na studiach. Jest chyba najmłodszym naukowcem na moim wydziale, który ukończył doktorat. Mając 27 lat chyba uzyskał tytuł doktora. Pochodzi z Tatarstanu, gdzie studiował biotechnologię, po mgr przeniósł się tutaj, bo ma w Polsce rodzinę. Na studiach doktoranckich sporo podróżował w ramach swojej pracy. Był rok w Hiszpanii, po parę...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMój kochany dziadek, weteran II wojny światowej, zawsze jak go odwiedzam, opowiada mi historie ze swojego życia. Niektóre są zabawne, inne jeżą włosy na głowie, a jeszcze inne wzruszają. Nie pamiętam szczegółów, ale wiem, że dziadek uciekał przed Niemcami, a pewna wspaniałomyślna rodzina ukryła go pod swoim dachem, nakarmiła. Ukrywał się w piwnicy, do której wejścia nie zobaczyli zbrodniarze (było dobrze ukryte). Dziadek słyszał jak chodzą nad jego głową i grożą tym dobrym ludziom. Ale oni się nie ugięli, a Niemcy w końcu opuścili dom. Dzięki pomocy tej rodziny dziadek przeżył. Aż do teraz z wyrzutami sumienia opowiada mi, że bardzo żałuje, że nie wrócił im podziękować. Zrobiłby to, ale nie pamiętał gdzie dokładnie znajdował się ich dom, nie trafiłby tam:( Za każdym razem jak to słyszę, serce mi się ściska... Takie historie są częstym motywem książek czy filmów. Ja zawsze przypominam sobie wtedy historię dziadka.
Mój kochany dziadek, weteran II wojny światowej, zawsze jak go odwiedzam, opowiada mi historie ze swojego życia. Niektóre są zabawne, inne jeżą włosy na głowie, a jeszcze inne wzruszają. Nie pamiętam szczegółów, ale wiem, że dziadek uciekał przed Niemcami, a pewna wspaniałomyślna rodzina ukryła go pod swoim dachem, nakarmiła. Ukrywał się w piwnicy, do której wejścia nie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejWpatrywałam się w siedzącą naprzeciwko dziewczynę. Była niewiele starsza ode mnie, miała może 25-27 lat. Była naprawdę ładna, ale nie uroda przyciągnęła mój wzrok. Cicho pochlipywała. Zagadnęłam ją. Początkowo nie chciała nic powiedzieć, ale po chwili z jej ust popłynął potok słów. Właśnie wracała z rodzinnej miejscowości do Warszawy gdzie pracowała. Wspominała swojego licealnego chłopaka. Rozstali się na trzecim roku studiów z jej inicjatywy. Była znudzona jego zwyczajnością, chciała żyć, tańczyć do rana, poczuć swą młodość. On wręcz przeciwnie: oświadczył jej się, a ona odmówiła. Rozstali się. Początkowo było wszystko dobrze, ale po pewnym czasie poczuła pustkę. Czuła się jakby ktoś wyrwał jej kawałek wnętrzności. Po pewnym czasie zrozumiała, że tęskni i popełniła głupotę. Chciała naprawić swój błąd, ale duma jej nie pozwalała. Minęły trzy lata. Dziś wracała z pogrzebu swojego licealnego chłopaka. Zginął w wypadku, a ona nie powiedziała mu co czuje. Zrozumiałam, że czas płynie nieubłaganie i nie da się zmienić przeszłości. Da się ją jedynie naprawić, a jeśli coś jest tego warte należy walczyć do samego końca.
Wpatrywałam się w siedzącą naprzeciwko dziewczynę. Była niewiele starsza ode mnie, miała może 25-27 lat. Była naprawdę ładna, ale nie uroda przyciągnęła mój wzrok. Cicho pochlipywała. Zagadnęłam ją. Początkowo nie chciała nic powiedzieć, ale po chwili z jej ust popłynął potok słów. Właśnie wracała z rodzinnej miejscowości do Warszawy gdzie pracowała. Wspominała swojego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMałe dziecko, o śmiertelnie poważnych oczach, opowiada mi historię swojego życia. Tata każe mu patrzeć, jak znęca się nad jego siostrami. Bije, upokarza i wykorzystuje. Chłopak może tylko patrzeć, musi patrzeć. Gdy próbuje odejść, sam jest bity. Jak się czuje? Najpierw płacze, jest mu przykro i czuje smutek. Pierwszy, drugi i kolejny raz. Tak bez końca, codziennie.Ostatecznie się przyzwyczaja, chora sytuacja staje się częścią dnia. Wchłania agresję, staje się jej częścią. Zaczyna czekać na ten moment, który i tak musi nadejść. Potem czekanie zmienia się w oczekiwanie. Ostatecznie zaczyna podobać mu się reakcja okładanych sióstr. Sam nie bije, ale też nie jest bity. Czuje się bezpiecznie i komfortowo. Dlaczego nie ma czuć się dobrze? Sam staje się bestią, która w środku jest zranionym chłopczykiem. Czasem wpada w szał, chce skrzywdzić innych, po wszystkim płacze, szlocha i chce przestać istnieć. Rzeczywistość wielu polskich dzieci, pozbawionych wszelakiej pomocy.
Małe dziecko, o śmiertelnie poważnych oczach, opowiada mi historię swojego życia. Tata każe mu patrzeć, jak znęca się nad jego siostrami. Bije, upokarza i wykorzystuje. Chłopak może tylko patrzeć, musi patrzeć. Gdy próbuje odejść, sam jest bity. Jak się czuje? Najpierw płacze, jest mu przykro i czuje smutek. Pierwszy, drugi i kolejny raz. Tak bez końca,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejByłam w muzeum powstania warszawskiego i poznałam uroczego starszego pana, który opowiedział mi swoją wojenną historię. Słuchałam z i przerażeniem, jak ludzie potrafią być okrutni i bezwzględni odbierając życie osób, które miały przyjaciół, rodzinę, bliskich. Jego historia także nie była szczęśliwa, było wręcz przeciwnie. Stracił dom, przyjaciół, wszystkich których kochał. Kiedy to usłyszałam byłam bliska łez, a on powiedział tylko, że nie możemy się poddawać i korzystać z życia każdego dnia, cieszyć się nim i nie poddawać się w osiąganiu swoich celów :). Nigdy nie zapomnę tej lekcji życia.
Byłam w muzeum powstania warszawskiego i poznałam uroczego starszego pana, który opowiedział mi swoją wojenną historię. Słuchałam z i przerażeniem, jak ludzie potrafią być okrutni i bezwzględni odbierając życie osób, które miały przyjaciół, rodzinę, bliskich. Jego historia także nie była szczęśliwa, było wręcz przeciwnie. Stracił dom, przyjaciół, wszystkich których kochał....
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
A ja, co mnie samą dziwi, lubię słuchać mojego nauczyciela od polskiego.
W przeciwieństwie do większości kadry nauczycielskiej, on interesuję się swoim przedmiotem naprawdę. Czyta książki, co z tego, że zupełnie inne niż ja.
Gdy zaczyna mówić o teologii (taki jego konik :D) przebija wszystkie kazania księdza razem wzięte.
No, i oprócz polskiego umie się wypowiedzieć na wiele innych tematów- jest nauczycielem od rozmowy, a nie od wkuwania.
Szkoda, że takich ludzi jest tak mało- dzięki nim nawet najnudniejszy przedmiot staje się interesujący.
A ja, co mnie samą dziwi, lubię słuchać mojego nauczyciela od polskiego.
W przeciwieństwie do większości kadry nauczycielskiej, on interesuję się swoim przedmiotem naprawdę. Czyta książki, co z tego, że zupełnie inne niż ja.
Gdy zaczyna mówić o teologii (taki jego konik :D) przebija wszystkie kazania księdza razem wzięte.
No, i oprócz polskiego umie się wypowiedzieć na...
-Jaka piękna bluzeczka! Miałam taką samą!-usłyszałam od starszej kobiety, gdy usiadłam obok niej w autobusie.-Gdy miałam 25 lat, mój chłopak wrócił do Polski z emigracji. Choć wojna już dawno się skończyła, ja nadal na niego czekałam. Obiecał, że wróci. Akurat pieliłam grządki i wtedy ujrzałam Jerzego w garniturze. "Witaj Heleno" rzekł i wręczył mi torebkę. W środku była czerwona koszulka, identyczną jak ta, którą ma panienka na sobie. Okazało się, że Jerzy wciąż mnie kocha. Rok później pobraliśmy się i zamieszkaliśmy razem w małym domu. W 1954 urodziła się Kasia, a potem Maciej. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Ja tymczasem czciłam tę koszulkę. Żal mi było ją nosić. Trzymałam ją więc zwiniętą w szufladzie w pralni. Pewnego razu chciałam ujrzeć ten uwielbiany przeze mnie kawałek materiału. Zastałam pustą szufladę! Zaczęłam płakać, a potem okazało się, że Kasia zabrała stare rzeczy na zbiórkę ubrań dla bezdomnych. Nie miała pojęcia, jak cenną rzecz wyrzuciła! Gdy pobiegła do przytuliska, z ubrań nic nie zostało. Wszystko zostało już rozdane. Jerzy obiecał, że kupi mi nową, ale to nie to samo! Teraz widzę panienkę i te wszystkie wspomnienia wracają.
Opowieść staruszki bardzo mnie przejęła. To może być nawet ten sam egzemplarz. Kupiłam ją za 2 złote w lumpeksie. Czym prędzej zdjęłam więc koszulkę i zostałam w samym topie.
-Proszę, to chyba należy do pani.-rzekłam. Wręczyłam jej materiał, kobieta niemal się rozpłakała. Przede mną długi spacer. Już dawno przeoczyłam mój przystanek.
-Jaka piękna bluzeczka! Miałam taką samą!-usłyszałam od starszej kobiety, gdy usiadłam obok niej w autobusie.-Gdy miałam 25 lat, mój chłopak wrócił do Polski z emigracji. Choć wojna już dawno się skończyła, ja nadal na niego czekałam. Obiecał, że wróci. Akurat pieliłam grządki i wtedy ujrzałam Jerzego w garniturze. "Witaj Heleno" rzekł i wręczył mi torebkę. W środku była...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Uwielbiam słuchać wspomnień ludzi, uwielbiam, gdy się przy mnie otwierali.
Znam historie babci z czasów wojny, gdy jej tato się zabił, gdy nie miała co zjeść.
Znam opowieści przyjaciółki o jej przeszłości.
Wiele osób opowiedziało mi rzeczy straszne, które śniły mi się po nocach.
Ale były też historie zwykłe, codziennie, lecz osoba, która mi je opowiadała miała w sobie taką charyzmę, że słuchałam ich z wypiekami na twarzy...
Uwielbiam słuchać wspomnień ludzi, uwielbiam, gdy się przy mnie otwierali.
Znam historie babci z czasów wojny, gdy jej tato się zabił, gdy nie miała co zjeść.
Znam opowieści przyjaciółki o jej przeszłości.
Wiele osób opowiedziało mi rzeczy straszne, które śniły mi się po nocach.
Ale były też historie zwykłe, codziennie, lecz osoba, która mi je opowiadała miała w sobie...
Moja babcia miała dar opowiadania, ale nigdy nie były to bajki czy zmyślone historie. Przeważnie historie wojenne, lub życiowe przygody.
Babcia była osobą mocno stąpającą po ziemi, nie wierzyła w duchy czy inne nadprzyrodzone rzeczy. Do czasu...
W latach 70 - tych wyjechała z dziadkiem do sanatorium w Ciechocinku i po powrocie cała rodzina wysłuchała nieprawdopodobnej historii.
Już pierwszej nocy dziadka obudziły jęki i krzyki babci. Po obudzeniu opowiadała, że zdawało jej się, że ktoś ją dusi. Myśleli, że to zły sen. Następnej nocy sytuacja się powtórzyła i babcia obudziła się z krzykiem. Trzeciej nocy dziadek z babcią zamienili łóżka i tym razem to dziadek przeżył horror. Wiem, że zwierzyli się jakiejś kuracjuszce i doradziła im jakiś sposób z butami i od tej pory noce były spokojne. Babcia już nie żyje, ale historia jest ciągle przypominana na spotkaniach rodzinnych:)
Moja babcia miała dar opowiadania, ale nigdy nie były to bajki czy zmyślone historie. Przeważnie historie wojenne, lub życiowe przygody.
Babcia była osobą mocno stąpającą po ziemi, nie wierzyła w duchy czy inne nadprzyrodzone rzeczy. Do czasu...
W latach 70 - tych wyjechała z dziadkiem do sanatorium w Ciechocinku i po powrocie cała rodzina wysłuchała nieprawdopodobnej...
Często nie doceniamy niektórych opowieści. Szukamy niesamowitych, niespotykanych historii. A naprawdę cenne wskazówki czekają gdzieś za nami, przycupnięte, nie chcąc zwracać uwagi. Mam pięcioletnią kuzynkę. To ciekawa świata dziewczynka, wszędzie jej pełno. Czasami uda mi się spędzić z nią trochę czasu. Zawsze słuchałam jej trochę nieuważnie, nie traktując poważnie dziecięcej gadaniny. Pewnego dnia było jednak inaczej. Dlaczego? Może czułam się wtedy naprawdę skrzywdzona i wszystko brałam do serca? Nie pamiętam. Ale wiem, że opowieść mojej małej kuzynki przedarła się przez pancerz dorosłości, który tak usilnie próbowałam stworzyć. Co takiego mogła powiedzieć mi pięciolatka? Opowiedziała o istotkach, które żyją w świecie wyobraźni i walczą ze złymi czarownicami. Istotki te przemierzają magiczne lasy, pływają w puszystych chmurach. Potrafią rozmawiać ze zwierzętami i lubią sprawiać, że krople deszczu robią się fioletowe. Może to tylko dziecięce fantazje, ale niesamowicie mnie natchnęły i znów poczułam się beztrosko. Zatęskniłam za dzieciństwem. Słuchając tej dziewczynki, zapragnęłam znaleźć się w tej wspaniałej krainie istotek, które niezaprzeczalnie uwielbiają kolor fioletowy. Iść za wiatrem i tańczyć w słońcu. Przestać zwracać uwagę na czas. Po prostu być.
Często nie doceniamy niektórych opowieści. Szukamy niesamowitych, niespotykanych historii. A naprawdę cenne wskazówki czekają gdzieś za nami, przycupnięte, nie chcąc zwracać uwagi. Mam pięcioletnią kuzynkę. To ciekawa świata dziewczynka, wszędzie jej pełno. Czasami uda mi się spędzić z nią trochę czasu. Zawsze słuchałam jej trochę nieuważnie, nie traktując poważnie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
To był upalny, bezchmurny dzień. Żar lał się z nieba, w tle słychać było jeden z hucznych koncertów które właśnie się rozpoczęły, a ja siedziałam naprzeciwko swojego namiotu wymęczona, oblepiona kurzem i ze złamanym serduszkiem. Wtedy z oddali całkowicie nieznajomy mi mężczyzna, kiwnął do mnie głową i zaproponował piwo, które wówczas było łatwiej dostępne niż woda w butelce (uroki wielkich festiwali).
Jak się następnie okazało przysiadł się do mnie około czterdziestoletni, sympatyczny entuzjasta wszelakiej zabawy, a szczególnie muzyki na żywo. I chociaż nie pamiętam jego imienia, ani jego twarzy, to doskonale pamiętam o czym mówił, w jaki sposób to mówił, jak brzmiał jego głos oraz jakie pytania mi zadawał. Był to człowiek starszy ode mnie niemal dwukrotnie, który wiele przeżył , nie bał się opowiadać mi, nieznajomej osobie, o swoim życiu oraz podzielał ze mną zadziwiająco dużą ilość poglądów.
Pamiętam, że siedzieliśmy wówczas na trawie rozmawiając o wszystkim. Od tematów egzystencjalnych, przez jedzenie, tatuaże, hobby, religię, filozofię, po teorie dotyczące naszej przyszłości. Nie obejrzałam się, a minęły godziny I już od jakiegoś czasu zrobiło się ciemno. Natomiast na mojego kompana przyszła pora żeby mnie opuścić. I chociaż nigdy więcej już nie spotkałam tego człowieka, to pamiętam go do dziś, wszystko to co mówił oraz jaki wpływ na mnie wywarł, dzięki swoim opowiastkom, które kompletnie mnie zahipnotyzowały i jednocześnie oderwały od całego świata dookoła.
To był upalny, bezchmurny dzień. Żar lał się z nieba, w tle słychać było jeden z hucznych koncertów które właśnie się rozpoczęły, a ja siedziałam naprzeciwko swojego namiotu wymęczona, oblepiona kurzem i ze złamanym serduszkiem. Wtedy z oddali całkowicie nieznajomy mi mężczyzna, kiwnął do mnie głową i zaproponował piwo, które wówczas było łatwiej dostępne niż woda w...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejZdarzyło się to któregoś piątkowego popołudnia. Ten czas staram się co tydzień poświęcać moim dziadkom. Odwiedzam ich i opowiadamy sobie o minionym tygodniu, przy filiżance czekolady i ciastkach. Któregoś razu babcia zaczęła opowiadać o czasach kiedy była młoda. Jak ciężko było jej w szkole, jako dziecko ze wsi, którego rodzice posiadali ziemie. Cała szkoła inaczej ich traktowała, a na lekcji czasem ktoś wchodził i bez powodu byli wyczytywani, aby wszyscy w klasie wiedzieli kim są. Jak jej mama piekła chleby, jak chodzili zbierać raki. Mówiła też o rewizjach, kiedy nie oddawali wystarczająco dużo pieniędzy. Wtedy przychodzili do domu i przeszukiwali wszystko. Prababcia chowała pieniądze pod doniczkami, albo w nogawkach luźnych spodni. Babcia mówiła także o swoim ojcu, który nade wszystko stawiał naukę. To on załatwił jej szkołę, dzięki której zdobyła posadę w banku. Opowiadała też o początkach swojego rodzicielstwa. Kiedy to nie potrafiła zaopiekować się dziećmi po śmierci swojej mamy. Kiedy dopiero w wieku 29 lat nauczyła się gotować. Była to niesamowita opowieść, która ukazała mi babcie w innym świetle. Zawsze motywowała mnie do nauki, teraz już wiem dlaczego. W chwilach słabości przypominam sobie tę opowieść, i uświadamiam sobie w jak dobrych czasach żyjemy.
Zdarzyło się to któregoś piątkowego popołudnia. Ten czas staram się co tydzień poświęcać moim dziadkom. Odwiedzam ich i opowiadamy sobie o minionym tygodniu, przy filiżance czekolady i ciastkach. Któregoś razu babcia zaczęła opowiadać o czasach kiedy była młoda. Jak ciężko było jej w szkole, jako dziecko ze wsi, którego rodzice posiadali ziemie. Cała szkoła inaczej ich...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nieopowiedziana opowieść
- Chodźmy- powiedziała ciotka.Na cmentarzu pozostałyśmy tylko my,grabarz zasypujący ziemny grób i nasz sąsiad wytrwale wpatrujący się w trumnę,na którą spadały grudki ziemi.
-Nie wiedziałam, że Gryz jest tak wrażliwy-powiedziałam do ciotki,gdy przekroczyłyśmy bramę cmentarza.Pomyślałam,że pojawienie się na pogrzebie samotnej sąsiadki mojej ciotki, na którym było ledwie kilka osób, było miłym gestem.
- Może w końcu zrozumiał, może pożałował...-powiedziała ciotka, która błądziła myślami gdzieś daleko.Nie drążyłam tematu, ale wieczorem przy herbacie moja ciekawość wygrała.
-To było tuż po wojnie -zaczęła ciotka.-Miałyśmy z Marią po 19 lat. Ja byłam już zakochana w wujku, a Maria zaręczyła się z Gryzem.- zamurowało mnie, bo nie przypuszczałam, że tych dwoje mogło kiedykolwiek być razem. Nidy się do siebie nawet nie odzywali. Ona wiodła życie zdziwaczałej starej panny, a on miał rodzinę i pięcioro dzieci, które wychowywał twardą ręką.Tę samą rękę podnosił też często na swoją żonę póki nie zmarła kilka lat temu.-Spędzaliśmy razem wiele czasu.Gryz był wesołym, miłym chłopakiem, którego wszyscy lubili. Twój wujek poznał Gryza ze swoją siostrą na pewnej potańcówce.Nikt nie przypuszczał, że to wszystko zmieni. W kościele szły już zapowiedzi. Rodzina Marii i starzy Gryzowie przygotowywali się do wesela. Na tydzień przed planowaną uroczystością, usłyszałam potworny, nieludzki wrzask, który dobiegał zza płotu sąsiadów.Wyszłam na zewnątrz i zobaczyłam siostrę mojego męża, która stała na drodze. Pod jej suknią widać było ogromny brzuch. Krzyczała w stronę Marii, że przez nią, ona i jej dziecko będą skazane na wstyd i nędzę.To Maria wyła tak nieludzko.Wesele zostało odwołane. Maria przestała się odzywać do kogokolwiek.Tylko pracowała na gospodarstwie swoich rodziców. Nigdzie nie wychodziła, nawet do kościoła.Pracowała i milczała.Kiedy zmarli jej rodzice, załatwiła ich sprawy pogrzebowe, ale na samej ceremonii się nie pojawiła.Zamilkła, zamknęła się w sobie. Do mnie też nigdy się już nie odezwała- To by się zgadzało. Taką ją znałam. Nawet na pozdrowienie nie odpowiadała.- Gryz ożenił się z Balbiną, siostrą wujka. Jak wiesz nie było to udane małżeństwo. Gryz nie kochał jej. Kiedy okazało się, że ich pierwsze dziecko, jest dziwnie niepodobne do jego rodziny, za to przypomina pewnego szelmę z sąsiedniej wsi, zaczął pić i bić Balbinę, ale został z nią do końca jej życia. Maria mieszkała całe życie po sąsiedzku i widziała jak dorastają dzieci jej ukochanego, jak zmienia się on z wesołego chłopaka w pijaka i awanturnika. Ot i cała nieopowiedziana opowieść starej, zdziwaczałej Marii.-Przejęła mnie tragiczna historia, którą nosiła w sobie całe życie zdziwaczała sąsiadka mojej ciotki. Trudno mi o tym zapomnieć.
Nieopowiedziana opowieść
- Chodźmy- powiedziała ciotka.Na cmentarzu pozostałyśmy tylko my,grabarz zasypujący ziemny grób i nasz sąsiad wytrwale wpatrujący się w trumnę,na którą spadały grudki ziemi.
-Nie wiedziałam, że Gryz jest tak wrażliwy-powiedziałam do ciotki,gdy przekroczyłyśmy bramę cmentarza.Pomyślałam,że pojawienie się na pogrzebie samotnej sąsiadki mojej ciotki,...
Kiedy jeszcze żył mój pradziadek, codziennie przychodziłam do niego na partyjkę szachów. Siadaliśmy albo w jego pokoju, albo w ogrodzie i graliśmy. Zawsze opowiadał mi wtedy historie ze swoich młodzieńczych lat. Jak poznał swoją żonę, a moją prababcię. Jak walczył w II Wojnie Światowej. Jak wyglądała rzeczywistość kilkadziesiąt lat wstecz. Zapalił we mnie swoistą ciekawość tamtych czasów. Tego słuchało się tak wspaniale, że kiedy już nas opuścił, w moim sercu zagościła ogromna pustka, której nie mogłam niczym zapełnić przez długi czas.
Kiedy jeszcze żył mój pradziadek, codziennie przychodziłam do niego na partyjkę szachów. Siadaliśmy albo w jego pokoju, albo w ogrodzie i graliśmy. Zawsze opowiadał mi wtedy historie ze swoich młodzieńczych lat. Jak poznał swoją żonę, a moją prababcię. Jak walczył w II Wojnie Światowej. Jak wyglądała rzeczywistość kilkadziesiąt lat wstecz. Zapalił we mnie swoistą ciekawość...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejGdy miałam 12 lat mój dziadek ciężko już chorował. Od kiedy pamiętam Parkinson odbierał nam go. Choroba zabierała jego mimikę, zdolność poruszania się i pamięć. Nie widziałam nigdy uśmiechu na jego twarzy. Nie wiedział, co się działo przed chwilą, ale to co się działo 50 lat temu pamiętał doskonale. Nie rozpoznawał nikogo z rodziny. Nazywał mnie imieniem swojej siostry, która zmarła podczas wysiedlania ludności polskiej z kresów. Gdy mnie widział opowiadał mi o wojnie. Był zwiadowcą, a każdą historię opowiadał jakby działa się wczoraj. Zaczynało się „Marysiu, wiesz co się stało?”. Nie mówił o zmarłych kolegach, nie mówił o tym, czy i on kogoś zabił. Czasem przerażony krzyczał, żebym szykowała dokumenty bo Niemcy idą. Koniec choroby był ciężki. Ostatni raz widziałam dziadka 3 lata przed jego śmiercią. Rodzice nie chcieli żebyśmy oglądali go w takim stanie. Po jego śmierci tata znalazł na strychu zagrzebany pod stosem albumów dziennik. Pożółkły, w szarej okładce. Piękne pismo, teraz tak już się nie pisze. Pierwsza data jeszcze przed wojną. Ostatnia data to rok 1947, a pod nią modlitwa za braci z frontu i za rodzinę z Ukrainy. Modlitwa również za Marysię. Ten dziennik nie milczał. Wyrażał ból i cierpienie. Teraz byłam gotowa na przyjęcie całej opowieści mojego dziadka. Choć już nie żył, miałam jeszcze jego słowa. Przelane na papier opowiadania.
Gdy miałam 12 lat mój dziadek ciężko już chorował. Od kiedy pamiętam Parkinson odbierał nam go. Choroba zabierała jego mimikę, zdolność poruszania się i pamięć. Nie widziałam nigdy uśmiechu na jego twarzy. Nie wiedział, co się działo przed chwilą, ale to co się działo 50 lat temu pamiętał doskonale. Nie rozpoznawał nikogo z rodziny. Nazywał mnie imieniem swojej siostry,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejMoja kochana prababcia Ania (choć mówimy do niej 'Tylika') we wrześniu skończy 98 lat. Tak przynajmniej mówi jej dowód osobisty, lecz wszyscy wiemy, że w tamtych czasach różnie bywało, i data urodzin Tyliki nie jest do końca pewna. Jednak babcia jest kobietą bardzo wyjątkową, wyobraźcie sobie, że czyta książki i ogląda telewizor, ponadto pamięta wszystkie szczegóły swojego długiego życia :) To jej opowieści zawsze wprawiały mnie w 'magiczny' nastrój. Tylika miała bowiem bardzo interesujące życie. Mieszkała w okolicach Wołynia. Opowiadała, o roku 43, gdy zmuszona była, w wielkim pośpiechu, opuścić rodzinny dom. Wzięła mojego kilkuletniego dziadka na ręce, owinęła go pierzyną i wyszła z domu. Nigdy nie wróciła. Opowiadała też, jak leżała w wysokiej trawie, na łące, przez 3 dni, nie ruszając się przy tym, nie jedząc i nie pijąc, aby tylko uratować życie. Słuchając jej życiowych opowieści zawsze byłam pod wielkim wrażeniem jej odwagi. Tylika jest zdrowa, i niech Bóg da jej tego zdrowia jak najwięcej :)
Moja kochana prababcia Ania (choć mówimy do niej 'Tylika') we wrześniu skończy 98 lat. Tak przynajmniej mówi jej dowód osobisty, lecz wszyscy wiemy, że w tamtych czasach różnie bywało, i data urodzin Tyliki nie jest do końca pewna. Jednak babcia jest kobietą bardzo wyjątkową, wyobraźcie sobie, że czyta książki i ogląda telewizor, ponadto pamięta wszystkie szczegóły swojego...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejTak prawdę mówiąc była tylko jedna osoba ,której opowieści słuchałam z wypiekami na twarzy.To mój dziadek ze strony mamy.Dziadek Władysław,który swoimi opowieściami z czasów kiedy służył Niemcom sprawiał,że z braćmi nie śmiałyśmy mu przerywać.Pamiętam jak miałam chyba pięć lat,dziadek opowiadał jak to postanowił uciec .U Niemców dziadek pracował jako stajenny.Miał ukochaną klacz,która należała do głównego dowódcy.Niestety podczas wieczornych libacji alkoholowych dowódca wpadł w szał i zastrzelił ukochanego konia dziadka-Pioruna.Dziadek nie mógł znieść tego co zrobili tym bardziej,że Niemiec później kazał dziadkowi zakopać zwierzę.Wówczas dziadek postanowił,że ucieknie ,nie miał sił patrzeć na bestialskie traktowanie zwierząt.Wieczorem gdy już wszyscy spali,osiodłał konia i ruszył przed siebie.Niestety został zauważony przez jednego Niemca,który ruszył za dziadkiem.Pośród drzew,lasu próbował się ukryć ale nie miał szans daleko uciec tym bardziej,że koń zaczął utykać.Wówczas dziadek postanowił ukryć się w rowie.Zeskoczył a konia puścił wolno.Niemiec jednak nie dał za wygraną,krążył wokół,strzelał z pistoletu na oślep.Już nawet zbliżył się do ukrytego dziadka do tego stopnia,że ten chciał już poddać się ,gdy w oddali usłyszał głosy innych Niemców,którzy krzyczeli aby dał sobie z tym "gównem"(czyli dziadkiem) spokój.Do samego rana leżał w rowie,zmarznięty wyczerpany ale szczęśliwy ,że jest wolny.Jednak ten incydent sprawił,że w ciągu tej jednej nocy dziadek całkowicie osiwiał.Włosy stały się białe jak śnieg.Wojna odcisnęła swoje piętno.I coś w tej opowieści musi być niesamowitego,aż dziwnego,ponieważ kiedy moja najmłodsza córka miała chyba trzy latka na jej głowie pojawiły się siwe włosy.Czyżby to miał być znak od mojego ukochanego dziadka..
Tak prawdę mówiąc była tylko jedna osoba ,której opowieści słuchałam z wypiekami na twarzy.To mój dziadek ze strony mamy.Dziadek Władysław,który swoimi opowieściami z czasów kiedy służył Niemcom sprawiał,że z braćmi nie śmiałyśmy mu przerywać.Pamiętam jak miałam chyba pięć lat,dziadek opowiadał jak to postanowił uciec .U Niemców dziadek pracował jako stajenny.Miał ukochaną...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Nie muszę daleko szukać, ponieważ taka historia jak z filmu to historia mojego dziadka. Jak miał dwa lata w czasie pierwszej wojny światowej zginał jego ojciec. Dziadek miał sześcioro starszego rodzeństwa. On był przedostatni, bo po śmiecie pradziadka urodziła się jeszcze siostra. Natomiast w drugiej wojnie światowej mój dziadek jako młody człowiek miał przestrzelone ramię, złapano go i wywieziono na roboty przymusowe do Niemiec. Tam pracował ciężko, odmroził sobie stopy, ale szczęśliwie udało mu się wrócić. Kiedy się żenił, był już sporo po trzydziestce, a moja mama była jego pierwszym dzieckiem. Dziadek zmarł jak miał 74 lata. Pamiętam go jako człowieka o wielkim poczuciu humoru, którego jednak nigdy nie ponosiły nerwy. Pamiętam też jak ubiegał się o odszkodowanie za przymusowe roboty, a za to co dostał za kilka lat ciężkiej pracy kupił sobie skórzaną kurtkę…
Miał też jeden nałóg, który pielęgnował do ostatnich dni życia. Namiętnie palił. Lekarzom oczywiście mówił, że nic takiego nie ma miejsca. Tylko te palce jakieś takie żółte były…
Nie muszę daleko szukać, ponieważ taka historia jak z filmu to historia mojego dziadka. Jak miał dwa lata w czasie pierwszej wojny światowej zginał jego ojciec. Dziadek miał sześcioro starszego rodzeństwa. On był przedostatni, bo po śmiecie pradziadka urodziła się jeszcze siostra. Natomiast w drugiej wojnie światowej mój dziadek jako młody człowiek miał przestrzelone ramię,...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Dla mnie inspirująca jest opowieść o życiu Stanisława Supłatowicza zwanym Sat-Okh (w języku shawnee Długie Pióro, ps. Kozak. :)
Człowiek niezwykle ciekawy - pół polak, pół indianin, partyzant i patriota. Postać wielu niezwykłych opowieści.
Urodził się w osadzie Indian w dorzeczu rzeki Mackenzie w Kanadzie. Był synem polskiej uciekinierki z Syberii Stanisławy Supłatowicz, oraz wojennego wodza plemienia Szaunisów (Szawanezów). Wychowywał się wśród Indian. Przed wybuchem II WŚ wrócił wraz z matką do Polski. Został żołnierzem Armii Krajowej (ps. Kozak), walczył w III batalionie 72 pułku piechoty AK w rejonie Częstochowy, w Okręgu AK „Jodła”. Wielokrotnie ranny, za męstwo w walce odznaczony Krzyżem Walecznych.
Dla mnie inspirująca jest opowieść o życiu Stanisława Supłatowicza zwanym Sat-Okh (w języku shawnee Długie Pióro, ps. Kozak. :)
Człowiek niezwykle ciekawy - pół polak, pół indianin, partyzant i patriota. Postać wielu niezwykłych opowieści.
Urodził się w osadzie Indian w dorzeczu rzeki Mackenzie w Kanadzie. Był synem polskiej uciekinierki z Syberii Stanisławy Supłatowicz,...
Są ludzie, których słowa - wypowiadane lub przelane na papier - zamieniają się w klucze do wielu zamkniętych drzwi, za którymi żyją prawdziwe, barwne tajemnice. Klucze do drzwi kryjących światy, gdzie nikt nie umiera i wszystko jest możliwe.
Znałam takiego człowieka. Bardzo niepozorna postać. Pamiętam siwiznę i białe wąsy. Lekki brzuszek i zwykłą szarą koszulkę. I najprawdziwsza, piękna i niewinna magia słów. Gdy zaczynał opowieść swym melodyjnym, ciepłym głosem, było tak jakby z jego ust wypływało złoto. Albo bardziej złoty pył. Każdy wyraz formował się w powietrzu w określony kształt. Kiedy mówił o jabłku niezgody i kłócących się o nie boginiach, znikała drewniana ławka w parku, a pojawiały się bogato zastawione stoły i Parys decydujący się oddać cudowny owoc Afrodycie... Tyle mitów, herosów zmyślonych przez ludzi, stawało się prawdziwymi na moich oczach. Nigdy potem nie doświadczyłam czegoś tak intensywnego. Choć minęło już tyle lat, te niesamowite opowieści zostały w mojej pamięci dokładnie w takiej formie, w jakiej widziałam je jako dziecko - unoszące się w powietrzu złote obrazy. Ale kto mi uwierzy, że naprawdę każde słowo niepozornego pana stawało się czymś więcej niż dźwiękami wypowiadanymi w leniwe, złote popołudnia, które przeminęły jak wiele innych?
Są ludzie, których słowa - wypowiadane lub przelane na papier - zamieniają się w klucze do wielu zamkniętych drzwi, za którymi żyją prawdziwe, barwne tajemnice. Klucze do drzwi kryjących światy, gdzie nikt nie umiera i wszystko jest możliwe.
Znałam takiego człowieka. Bardzo niepozorna postać. Pamiętam siwiznę i białe wąsy. Lekki brzuszek i zwykłą szarą koszulkę. I...
Urzekła mnie opowieść mojej babci o jej matce i wujach, którzy w czasie II wojny światowej działali w partyzantce(AL, choć to dzisiaj niemodne). Do partyzantki należało dwóch braci, później dołączył jeszcze najmłodszy. Chłopaki i ich rodzice bardzo kochali swoją ojczyznę, ale, niestety, musieli zgodzić się na to, by na ich podwórku założono kuchnię polową. Wiązało się to pewnymi korzyściami, ale odmowa skończyłaby się śmiercią całej rodziny. Bracia mojej prababci spędzali większość czasu w lesie, ale od czasu do czasu odwiedzali rodzinę pod osłoną nocy. Podczas jednej z wizyt jeden z braci zostawił w stodole pistolety. Gdyby je odkryto, cała rodzina by zginęła. Moja prababcia, wówczas już zamężna, przyszła z sąsiedniej wsi i schowała pistolety na taczce, kłamiąc, że przyszła po jedzenie dla dzieci. Zakopała je w wyznaczonym miejscu, by partyzanci mogli odzyskać swoją własność.
Takich historii było pewnie tysiące, a my pamiętamy tylko te nieliczne. Każdy walczył tam, gdzie w danej chwili miał możliwość, ale wszyscy mieli jeden cel - wyzwolić kraj. I chociaż historia przechowuje tylko nazwiska wybranych, jestem przekonana, że warto pamiętać nawet o tych z pozoru zwykłych, niewyróżniających się ludziach. Ja będę pamiętać.
Urzekła mnie opowieść mojej babci o jej matce i wujach, którzy w czasie II wojny światowej działali w partyzantce(AL, choć to dzisiaj niemodne). Do partyzantki należało dwóch braci, później dołączył jeszcze najmłodszy. Chłopaki i ich rodzice bardzo kochali swoją ojczyznę, ale, niestety, musieli zgodzić się na to, by na ich podwórku założono kuchnię polową. Wiązało się to...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejKilkanaście lat temu, tego dnia jadłam lunch jak zawsze nad brzegiem Warty. To było moje ulubione miejsce. Chadzałam tam po szkole lub na wagary z bułką i jogurtem w ręce. Nie przeszkadzało mi towarzystwo rybaków, czy grupek innych wagarowiczów. Kilka metrów ode mnie siedziało dwóch chłopaków. Nad nimi, chwiejąc się stała dziewczyna. Ładna, mniej więcej w moim wieku. Śmiała się, głośno mówiła. Niespodziewanie podeszła do mnie. Speszyłam się, bo pomyślałam, że zauważyła jak im się przyglądam. Poprosiła o "ogień". W oczy rzucił mi się jej ułamany przedni ząb, cera śmierci i mętny wzrok. Wzięła butelkę z kapslem do ust i w mig ją otworzyła. Tamci pilnowali ją wzrokiem niczym gepard tuż przed atakiem. Byłam wstrząśnięta. Nigdy jej nie zapomnę i wiem, że nigdy nie byłabym w stanie jej pomóc. Nie powiedziała niczego o swoim życiu, ale ja nie potrzebowałam słów, aby wiedzieć jak nieszczęśliwy, złamany jest jej życiorys.
Kilkanaście lat temu, tego dnia jadłam lunch jak zawsze nad brzegiem Warty. To było moje ulubione miejsce. Chadzałam tam po szkole lub na wagary z bułką i jogurtem w ręce. Nie przeszkadzało mi towarzystwo rybaków, czy grupek innych wagarowiczów. Kilka metrów ode mnie siedziało dwóch chłopaków. Nad nimi, chwiejąc się stała dziewczyna. Ładna, mniej więcej w moim wieku. Śmiała...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejGdy byłam małą dziewczynką uwielbiałam spędzać czas z moją ukochaną babcią Heleną – w domu przy pieczeniu różnych słodkości, w ogrodzie przy pieleniu grządek… Ale najbardziej lubiłam długie zimowe wieczory. Siadałyśmy wtedy z babcią przy wielkim kaflowym piecu i zanurzałyśmy się w stare rodzinne historie. Babcia opowiadała o losach swoich dziadków, rodziców, o swoich braciach i siostrach rozsianych po niemal całym świecie. Opowiadała o życiu na Śląsku w okresie 20-lecia międzywojennego, o rodzinnych tradycjach, o czasach swojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Najbardziej fascynujące były czasy II Wojny Światowej i wplecione w nią tragiczne i bohaterskie losy naszej rodziny – obrona wieży spadochronowej w Katowicach przez nastoletnich harcerzy i przemarsz wojsk niemieckich przez ulice Katowic już wtedy zrobiły na mnie wrażenie i wywołały ogromne emocje. Słuchałam tych opowieści z ogromnym zainteresowaniem, często tworzyłam do nich własne dziecięce ilustracje, które babcia skrzętnie przechowywała w drewnianym kuferku przewiązane niebieską tasiemką. Dziś mam 44 lata. Mojej babci niestety już nie ma. Jednak jej opowieści na zawsze pozostały w mojej głowie i w moim sercu. Od dnia kiedy odeszła jest moim Aniołem Stróżem – nawet mój syn ma urodziny tego samego dnia, co Ona.
Gdy byłam małą dziewczynką uwielbiałam spędzać czas z moją ukochaną babcią Heleną – w domu przy pieczeniu różnych słodkości, w ogrodzie przy pieleniu grządek… Ale najbardziej lubiłam długie zimowe wieczory. Siadałyśmy wtedy z babcią przy wielkim kaflowym piecu i zanurzałyśmy się w stare rodzinne historie. Babcia opowiadała o losach swoich dziadków, rodziców, o swoich...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
Bardzo lubiłam i lubię słuchać opowieści mojego taty o swoim dzieciństwie, o jego rodzicach i dziadkach. Od najmłodszych lat z zapartym tchem słuchałam historii dotyczących jego przeszłości. Myślę, że mój tata, człowiek wykształcony i oczytany ma dar opowiadania. Fascynowała mnie historia jak razem z koleżanką Ziutą uciekł pewnego dnia z przedszkola i chodził po Katowicach. Potem wrócił do domu jak gdyby nigdy nic i nikt się o tym nigdy nie dowiedział.
Gdy był starszy to tata kupił mu motor, a on nie potrafił hamować, więc jeździł w kółko po rondzie Katowickim dopóki mu nie zabrakło benzyny.
Albo jak jechali z mamą na pierwsze wczasy pod namiot czterysta kilometrów od domu i przemokła im książeczka oszczędnościowa, więc zostali w lesie bez pieniędzy i żywili się owocami leśnymi i darami od dobrego rolnika, który pomagał jak mógł, dopóki nie dostali przekazu od rodziców.
Do dzisiejszego dnia lubię słuchać opowieści mojego taty, choć niektóre znam już na pamięć...
Bardzo lubiłam i lubię słuchać opowieści mojego taty o swoim dzieciństwie, o jego rodzicach i dziadkach. Od najmłodszych lat z zapartym tchem słuchałam historii dotyczących jego przeszłości. Myślę, że mój tata, człowiek wykształcony i oczytany ma dar opowiadania. Fascynowała mnie historia jak razem z koleżanką Ziutą uciekł pewnego dnia z przedszkola i chodził po...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniejOpowieść jednego z wielu milionów tatusiów. Zwykłego człowieka, kochającego swoje dziecko nad życie. Owe dziecko - dwulatek - urodził się z problemami, niedotlenieniem itp. Waleczny mały organizm wyszedł spod respiratora, litrów kroplówek itp specyfików. Przez kolejne półtora roku życia, poza sporadycznym katarem i kaszlem dziecku nie dolegało nic. Wiosną 2015 roku zaczął się koszmar rodzica. Dwulatek z zapaleniem płuc trafił do szpitala. Niby wyleczona infekcja ciągle powracała. Komunikaty o mukowiscydozie i gruźlicy wprawiły w szok zdenerwowanych rodziców. Lecz wyniki, które nadeszły z laboratorium zwiastowały koszmar ich życia. Lekarka, która przyszła powiadomić rodzinę o wynikach i ich konsekwencjach niosła również skierowanie na oddział onkologii dziecięcej na dalszą diagnostykę... Rodzice na skraju załamania nerwowego zostali z dzieckiem na oddziale. Wymęczeni, przerażeni, wychudzeni i wyniszczeni stresem ale razem... Razem przeszli przez ciężkie chwile, które na szczęście skończyły się happy endem. Wyniki się unormowały, a mały łobuziak broi w najlepsze...
Opowieść jednego z wielu milionów tatusiów. Zwykłego człowieka, kochającego swoje dziecko nad życie. Owe dziecko - dwulatek - urodził się z problemami, niedotlenieniem itp. Waleczny mały organizm wyszedł spod respiratora, litrów kroplówek itp specyfików. Przez kolejne półtora roku życia, poza sporadycznym katarem i kaszlem dziecku nie dolegało nic. Wiosną 2015 roku zaczął...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
-Mamo? co to za pani? - wskazałam dyskretnie staruszkę, która siedziała przed drewnianą chałupą i powykrzywianymi od artretyzmu dłońmi poprawiała kwiaciastą chustę na głowie.
-Ta pani to Aniela. To bohaterka- odpowiedziała spokojnie mama.
-Dlaczego bohaterka? zainteresowałam się...
...był rok 1939. Pani Aniela miała wówczas 15 lat. Na wsi nieopodal Łowicza Niemcy złapali partyzanta. Zaprosili go kulturalnie do samochodu i obiecali, że jeśli wskaże domy, w których mieszkają lub ukrywają się jego koledzy-partyzanci darują mu życie. Uwierzył.
Dom Państwa Wiśniewskich stał w płomieniach, kiedy matka Anieli przykazała jej "Anielko, pędź do Maciejewskich i każ uciekać Jankowi!"
Aniela, jak jej matka przykazała, chociaż pełna strachu udawała, że podskakuje i śpiewa piosenki. Tanecznym krokiem, udając beztroską i niesforną dziewuszkę pobiegła tuz obok niemieckiego samochodu i gromady niemieckich żołnierzy pilnujących, aby straż pożarna która nadjechała nie interweniowała. Dotarła do domu Maciejewskich i nie zatrzymując się krzyknęła tylko "Niemcy! Palą! Janek ratuj się!" i pokicała dalej...Janek zdążył dobiec do pierwszego rowu i ukryć się, kiedy stodoła jego rodziców stanęła w płomieniach. Anielka uratowała Janka - tatę mojej mamy, mojego dziadka.
Słuchałam tej historii nie tyle z wypiekami na twarzy ile ze śladami łez na policzkach. nawet pisząc te słowa...płaczę. Żałuje bardzo, że to nie fikcja literacka...
-Mamo? co to za pani? - wskazałam dyskretnie staruszkę, która siedziała przed drewnianą chałupą i powykrzywianymi od artretyzmu dłońmi poprawiała kwiaciastą chustę na głowie.
-Ta pani to Aniela. To bohaterka- odpowiedziała spokojnie mama.
-Dlaczego bohaterka? zainteresowałam się...
...był rok 1939. Pani Aniela miała wówczas 15 lat. Na wsi nieopodal Łowicza Niemcy złapali...
Moja przyjaciółka jest skarbnicą takich opowieści. Bardzo często mówiła mi o takich przejmujących rzeczach, a ja wczułam się w jej sytuację i patrzę na nią zdumiona. Nieraz tak było, że na nią krzyczałam, ponieważ zrobiła coś głupiego. Innym razem pocieszałam ją, gdy płakała i przeżywała. Śmiałam się razem z nią, gdyż spotkała ją zabawna niespodzianka. Często trawię w ciszy jej relację, a ona czeka na moją reakcję - momentami tak miałam, kiedy coś mnie wzburzyło i starałam się uspokoić. Czasami analizowałam jej słowa i myśli - na głos lub w ciszy.
Jedną z takich przejmujących historii to taka, w której opuścił ją tata. Wiecie jak ja się czułam? Nie wiedziałam co powiedzieć i jak. To był cios, ponieważ nigdy nie przypuszczałabym, że taką radosną dziewczynę spotkało coś takiego...
Na szczęście wszystko się ułożyło: dostaje alimenty, ma nowego tatę, kochającą rodzinę i prawdziwą przyjaciółkę.
Moja przyjaciółka jest skarbnicą takich opowieści. Bardzo często mówiła mi o takich przejmujących rzeczach, a ja wczułam się w jej sytuację i patrzę na nią zdumiona. Nieraz tak było, że na nią krzyczałam, ponieważ zrobiła coś głupiego. Innym razem pocieszałam ją, gdy płakała i przeżywała. Śmiałam się razem z nią, gdyż spotkała ją zabawna niespodzianka. Często trawię w ciszy...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej
- Trzymasz się stary ? - Tomek krzyknął biegnąc w stronę szczątków wysadzonego rosomaka.
- Daję radę - cicho powiedział Arek wystraszony.
Mocno krwawił , bo w ramię został postrzelony.
- Rana nie jest groźna. Młody się wystraszył
i dlatego tutaj za zgliszczami tego wozu się zaszył -
dogadał Grzesiek żołnierz z pięcioletnim stażem
i wskazał na grupę żołnierzy za podziurawionym od kul garażem.
- Potrzeba im wsparcia. Chłopaki od Milka nie wytrzymują już natarcia.
- Osłaniajcie mnie - krzyknął Tomek
i zaczął strzelać do wroga.
Nagle wybuch ! Tomkowi krwawi cała noga.
Przerażony trzydziestolatek wyciąga z niej kawał blachy i upada.
Stracił za dużo krwi, w głęboki sen zapada.
Grzegorz biegnie ratować przyjaciela.
Może jeszcze żyje ? Ostatnia umiera nadzieja.
Chłopcy którzy osłaniali się za garażem też zginęli.
W garaż bomba uderzyła
i żadna żywa dusza w pobliżu nie przeżyła.
Grzegorz ukrywa się za workami z piaskiem i z karabinu maszynowego do wroga strzela.
Zdesperowany zerka w stronę Arka, swojego przyjaciela.
Arek bierze pistolet w swą jedną sprawną dłoń
i wściekły celuje wrogowi w skroń.
- Arek przestań ! Oszczędzaj siły. -
Grzegorzowi zaczęła płynąć krew w ręce z żyły.
Dwaj żołnierze wycieńczeni bronią swojej bazy.
W koło pełno wrogów, tej wielkiej zarazy.
Wtedy słyszą serie i ryk silników.
Jest nadzieja ! Nadchodzi więcej pomocników.
Dzielni mężczyźni usiłują odbić bazę z rąk nieprzyjaciela.
- Ta ziemia ma jednego właściciela -
Krzyczy jeden z wojowników.
Wielki hałas ! Znowu coś wysadzili.
Wzniosły się tumany piasku i wszyscy się dusili.
Nic nie było widać , na oślep strzelali.
Jeszcze przez kilka minut z " urokiem " pustyni się zmagali.
Gdy pył opadł od nowa było słychać odgłosy walki.
Dwudziestoletni chłopak Janusz widzi snajpera.
On celuje w stojącego na ruinach domku w przyjaciela.
Janusz odpycha go i sam martwy pada.
Ocalić przyjaciela to obowiązkowa wojskowa zasada.
Wnet walka cichnie i to już jest koniec.
Chłopcy bazę obronili własnymi siłami.
Nikt tu nie zdradza i nie zadaje się z wrogami.
- Wstań - Grzegorz podaje rękę Arkowi - Dzielnie walczyłeś ! Na medal zasłużyłeś.
Arek trzyma się za bolące ramię i wstaje.
- Pierwszy raz na wojnie ? - lekarz ogląda Arka obolałe ramię
- To jego pierwsza walka.
Jest misjonarzem - Grzegorz za niego odpowiada.
- Długi urlop chłopaki się zapowiada - lekarz tak sądzi.
Jakiś żołnierz po zniszczonej bazie jak zjawa błądzi.
- Bracie ! Co z Tobą ? - klepie go kumpel po plecach - Napij się wody.
Jak widzisz na wojnie nie ma wygody.
- Co z nim ? - pyta " Kruk ".
- Dla niego wojna już się skończyła.
Jego dusza dziś za wiele przeżyła -
Odparł kapitan.
Na horyzoncie już iskrzą się pustynnego słońca promienie.
W baraku dogasają ognia płomienie.
" Czajka " wpadł w panikę.
- Biedak. Ma słabą psychikę -
wtrącił Jacek.
- Dowiedział się , że jego koledzy zginęli i on jeden przeżył. - wyjaśnił mu " Bury "
W oddali ocalały stare mury.
Z każdym podmuchem wiatru cegły z nich spadają.
Plamy krwi na polu bitwy powoli zasychają.
- Czekamy na rozkazy kapitanie -
dobiegło ze strony żołnierzy zapytanie.
Na to kapitan rzecze :
- Mówcie wszystkim co tu się stało.
Opowiadajcie o męstwie naszych żołnierzy przed każdą telewizyjną kamerą.
A teraz salwą oddajmy hołd poległym bohaterom.
- Trzymasz się stary ? - Tomek krzyknął biegnąc w stronę szczątków wysadzonego rosomaka.
- Daję radę - cicho powiedział Arek wystraszony.
Mocno krwawił , bo w ramię został postrzelony.
- Rana nie jest groźna. Młody się wystraszył
i dlatego tutaj za zgliszczami tego wozu się zaszył -
dogadał Grzesiek żołnierz z pięcioletnim stażem
i wskazał na grupę żołnierzy za...
Niezmiennie osobą której życiorys mnie fascynuje, ale jednocześnie głęboko niepokoi ze względu na swój tragiczny koniec jest moja cioteczna babcia Marysia. Historię tą opowiadała mi babcia jak byłam mała. Spowija ją otoczka swoistej rodzinnej legendy: powstanie, wojna, nieszczęśliwa miłość, tajemnicza śmierć. Marysia w wieku 15 lat została sanitariuszką, przeżyła Powstanie Warszawskie podczas gdy wielu z jej przyjaciół pożegnało się z życiem i wyjechała do Gdańska aby rozpocząć nowe życie. Na ruinach Starego Miasta rozpoczął się dla niej nowy etap: została pielęgniarką w szpitalu wojskowym, zakochała się nieszczęśliwie (z wzajemnością) w mężczyźnie będącemu po słowie z inną i jak bohaterki romansów umarła z miłości.
W międzyczasie jednak zjednoczyła swoje osierocone rodzeństwo rozproszone po świecie i nie mające pojęcia o swoim istnieniu.
Bardzo mi żal tej odważnej, samodzielnej kobiety, która straciła w życiu wszystko (rodziców, majątek, miłość) i której świat nie pozwolił się rozwinąć w sposób na jaki zasługiwała. :( Mam tylko nadzieję, że tam gdzie teraz przebywa jest szczęśliwa.
Niezmiennie osobą której życiorys mnie fascynuje, ale jednocześnie głęboko niepokoi ze względu na swój tragiczny koniec jest moja cioteczna babcia Marysia. Historię tą opowiadała mi babcia jak byłam mała. Spowija ją otoczka swoistej rodzinnej legendy: powstanie, wojna, nieszczęśliwa miłość, tajemnicza śmierć. Marysia w wieku 15 lat została sanitariuszką, przeżyła Powstanie...
Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam więcej mniej