TylkoSkończęRozdział 
tylkoskonczerozdzial.pl
Zjadam celulozę i to, czym jest nasączona;) Psychol Książkowy;) Kocham książki miłością bezwarunkową, dlatego opinie o nich płyną prosto z serducha... Ale bez zbytniego zadęcia i plastikowej emfazy. Książki są fajowe!
31 lat, kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 1 dzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-14 12:13:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Klinika" wznowiona pod nowym tytułem - "Łamacz dusz" okazała się wciągającą, emocjonującą przygodą na dwa wieczory.

Znalezione kobiety nie mają widocznych śladów tortur, znajdują się jednak w stanie głębokiego otępienia psycho-somatycznego. Miejsce akcji: szpital psychiatryczny. Czas akcji: kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia.
Nie genialny, ale dobry Fitzek z zaskakującym zakończeniem...
"Klinika" wznowiona pod nowym tytułem - "Łamacz dusz" okazała się wciągającą, emocjonującą przygodą na dwa wieczory.

Znalezione kobiety nie mają widocznych śladów tortur, znajdują się jednak w stanie głębokiego otępienia psycho-somatycznego. Miejsce akcji: szpital psychiatryczny. Czas akcji: kilka dni przed Świętami Bożego Narodzenia.
Nie genialny, ale dobry Fitzek z zaskakującym zakończeniem i bonusem w postaci zagadki logicznej 😉👍 4,5/6

pokaż więcej

 
2018-12-12 23:34:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Bez lukru, bez magii, bez mrugających światełek. Czyli nie tyle odbicie w krzywym zwierciadle ile obnażenie całej prawdy o "magii" Świąt Bożego Narodzenia zawarte w jednym zdaniu:


"[...] za dużo jedzenia i za dużo problemów schowanych pod biały wykrochmalony na sztywno obrus [...]".


Marzena tonie w długach. Egzekucja komornicza mieszkania i lokalu z chemią domową, który prowadzi od wielu...
Bez lukru, bez magii, bez mrugających światełek. Czyli nie tyle odbicie w krzywym zwierciadle ile obnażenie całej prawdy o "magii" Świąt Bożego Narodzenia zawarte w jednym zdaniu:


"[...] za dużo jedzenia i za dużo problemów schowanych pod biały wykrochmalony na sztywno obrus [...]".


Marzena tonie w długach. Egzekucja komornicza mieszkania i lokalu z chemią domową, który prowadzi od wielu lat to tylko kwestia czasu. Gryzący od środka gniew, żal do męża, który wyemigrował, aby uratować ich trudną sytuację finansową, samotność i poczucie klęski życiowej sprawiają, że postanawia uciec. Dosłownie. Kupuje bilet i wyrusza na poszukiwanie męża, który od lat nie daje znaku życia. Lokal, który dotychczas zajmowała stanie się punktem wyjściowym do poznania historii kilku bohaterów: Ewy, która marzy aby otworzyć laboratorium; Agaty, która od dawna myśli o własnej kwiaciarni, Ady, która ma tysiąc pięćset dwa dziewięćset planów na życie. I wielu innych.


Noc komety to absolutne przeciwieństwo sielankowej, melancholijnej lektury, która idealnie wkomponuje się w przedświąteczny czas. Ta powieść to perfekcyjne odwzorowanie ludzkich pragnień, rozczarowań i marzeń. O szczęściu, prawdziwej miłości, spełnieniu zawodowym. I o pogodzeniu tego wszystkiego ze sobą. Powieść pozbawiona jest patetycznego tonu, uderza realnością i bardzo dokładnym odwzorowaniem nas samych. Pogoń za marzeniami, pieniądzem, ambicjami przysłania to, co najistotniejsze. Rutyna wymazująca nasze marzenia. Przyzwyczajenie łatwiejsze niż podjecie trudnej, bolesnej decyzji, która zmieni tor naszego życia... na ten właściwy.


Smutna, ale niepozbawiona nadziei historia Marzeny, Ewy, Agaty, Mai i wielu innych obnaża prawdę o codzienności, małżeństwie i kłamstwie. Wyłuszcza zasady, o których tak łatwo zapominamy w codziennych potyczkach z rutyną: nie jest ważne co robimy, gdzie i jak. Ważne, że jest się razem a nie obok siebie.


Wielowątkowa, napisana starannym, plastycznym językiem powieść, w której jedynym minusem jest zbyt drobiazgowy i skrupulatny opis przygotowania posiłków, potraw, zawartości lodówki i tego, co dany bohater w danej chwili ma na talerzu. Tytuł każdego z rozdziałów Nocy komety to fragment z pięknych, polskich muzycznych utworów (m.in.: "Wymyśliłem ciebie", 'karuzela marzeń", "Noc komety") idealnie współgrający z treścią powieści. Najmocniej chwycił mnie za serce wątek Ewy i jej niejako "odwróconego modelu rodziny"– ponieważ to ona zajmuje się utrzymaniem rodziny i pracą zawodową, a mąż opiekuje się trzyletnimi bliźniakami oraz wątek Agaty – kompletnego przeciwieństwa Ewy – pokornej, niemal zniewolonej obowiązkami kobiety całkowicie oddanej rodzinie, poświęcającej swoje marzenia, ambicje i plany mężowi, dzieciom, schorowanej matce i ukochanemu psu... Doskonałe, bardzo poruszające historie, które uczą i są swego rodzaju znakiem ostrzegawczym...


Autorka nie odpowiada na retoryczne pytania z okładki o receptę na udany związek, poświecenie dla rodziny i idealny czas na realizacje marzeń. Pani Ewelina pozostawia nas w stanie wichury emocjonalnej. Wzrusza. Przede wszystkim wzrusza.


Zdecydowanie polecam.

https://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2018/12/noc-komety-ewelina-matuszkiewicz.html

pokaż więcej

 
2018-12-11 22:02:44
Ma nowego znajomego: pingwinksiążkowy
 
2018-12-08 19:45:42
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Śmiertelne wyliczanki (tom 1)

Intrygujący wstęp, umiarkowanie dobre rozwinięcie, rozczarowujące zakończenie. Mam chusteczkę haftowaną rozpoczyna nowy cykl kryminalny Śmiertelne wyliczanki, w którym, jak mniemam, punktem wyjściowym, na kanwie którego uknuta zostanie kryminalna intryga będzie atrybut z dziecięcej wyliczanki. No i mamy znalezioną na miejscu zbrodni pięknie haftowaną, białą chusteczkę, ze starannie... Intrygujący wstęp, umiarkowanie dobre rozwinięcie, rozczarowujące zakończenie. Mam chusteczkę haftowaną rozpoczyna nowy cykl kryminalny Śmiertelne wyliczanki, w którym, jak mniemam, punktem wyjściowym, na kanwie którego uknuta zostanie kryminalna intryga będzie atrybut z dziecięcej wyliczanki. No i mamy znalezioną na miejscu zbrodni pięknie haftowaną, białą chusteczkę, ze starannie wygrawerowanymi nań inicjałami AB. Młody, około 30-letni mężczyzna został dotkliwie pobity i brutalnie zamordowany. Na miejsce zdarzenia przybywa aspirant Konstanty Nakański. Policjant podejmuje się rozwiązania zagadki, która co i rusz grzęźnie w bagnie niewiadomych.


Eliza Rogowska reorganizuje swoje dotychczas poukładane i spokojne życie. Po śmierci rodziców przyszedł czas na podjecie najważniejszych decyzji, wnikliwe przeanalizowanie swoich dotychczasowych poczynań. Czy związek z Zygmuntem to rzeczywiście kwintesencja miłości, zrozumienia i wsparcia? Co ukrywali przed nią rodzice? I jak ta wiedza odbije się na przyszłości Elizy?


Niespodziewanie dla obojga wątek Konstantego i Elizy zostaje spleciony w warkocz niedomówień, wzajemnie przenikających się zagadek kryminalnych i niespodziewanych zwrotów akcji. I kompletnie nieprzewidzianego rodzącego się uczucia...


Mam spory problem z oceną tego kryminału. Niewątpliwie mamy tutaj ciekawą intrygę wzbogaconą o dość interesujący wątek obyczajowy. Lekki styl autorki i zabawne dialogi pozwalają się po prostu przy książce odprężyć.


"Lepiej Naki. W sumie wszyscy tak do mnie mówią, bo ten Konstanty to takie imię trochę z dupy. Przynajmniej tyle dobrego, że mi na drugie Ildefons nie dali".


Idealna dla relaksu i odizolowania się od zgiełku codzienności. Ja szukam w kryminałach czegoś więcej: głębokiej i skrupulatnej analizy psychologicznej oraz wartkiej akcji. Mam chusteczkę haftowaną charakteryzuje bowiem rytm jednostajny, brak wzlotów, brak zawirowań, chociaż fabuła lawiruje miedzy teraźniejszością i przeszłością dość swobodnie. Wydarzenia sprzed 6 i wydarzenia sprzed 10 lat co i rusz przewijają się podczas prób wyjaśnienia zgonu młodego mężczyzny ze znalezioną przy nim haftowaną chusteczką. Swobodne dialogi to z pewnością plus tej powieści, ale niezmiernie irytująca była nadmierna wulgarność. Lubię kiedy ktoś soczyście zaklnie, ale w przypadku tego kryminału niemal każdy z bohaterów bluzgał na prawo i lewo. Niektóre z postaci były przejaskrawione, zbyt wyraźnie widziało się podział "dobry-zły", jeśli zły – bluzgał (bardziej niż inni), prał żonę, dopuszczał się malwersacji finansowych, nadużywał alkoholu itd.

Wątek obyczajowy w kryminałach powinien być (w mojej opinii) tylko zaakcentowany, symboliczny. Tutaj mamy bardzo dokładnie rozwinięte kolejne etapy życia Elizy, problemy, z którymi zmagał i zmaga się Konstanty, zawirowania kadrowe w policji. Było to zbyt drobiazgowe i może stad właśnie odczucie mało wartkiej akcji. Jednak największym minusem jest to, że odpowiedzi na pytania kto? jak? i dlaczego? odnajdujemy bardzo wcześnie. Zbyt wcześnie. Zakończenie w stylu "puf" a nie "bum" to zdecydowanie największy mankament tej powieści.


Gdybym miała w jednym zdaniu scharakteryzować Mam chusteczkę haftowaną określiłabym tę książkę mianem: poprawny, "babski" kryminał. Poprawny – bo ilość minusów nieznacznie przewyższa liczbę plusów, a "babski" – wątek miłosny, obyczajowy wysuwa się na pierwszy plan, zbrodnie i motywy pozostawiając w tyle.

Jeśli szukacie lekkiego, zabawnego, ale momentami także i brutalnego kryminału na dwa wieczory – najnowszy kryminał pani Hanny będzie jak znalazł.

https://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2018/12/mam-chusteczke-haftowana-hanna-gren.html

pokaż więcej

 
2018-12-03 13:31:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Zapraszam, zapraszam, rozgośćcie się w naszych skromnych... i nieco przybrudzonych, mocno zakurzonych i bardzo... zaniedbanych progach. Nasz hotel gwarantuje niezapomniane przeżycia i luksusowe, yyy luksusowe...?


Warren XIII to prawowity właściciel hotelu. Przed nim właścicielem był jego ojciec – Warren XII, wcześniej jego dziad Warren XI, jeszcze wcześniej pradziad Warren X. I tak dalej....
Zapraszam, zapraszam, rozgośćcie się w naszych skromnych... i nieco przybrudzonych, mocno zakurzonych i bardzo... zaniedbanych progach. Nasz hotel gwarantuje niezapomniane przeżycia i luksusowe, yyy luksusowe...?


Warren XIII to prawowity właściciel hotelu. Przed nim właścicielem był jego ojciec – Warren XII, wcześniej jego dziad Warren XI, jeszcze wcześniej pradziad Warren X. I tak dalej. Hotel cieszył się ogromna popularnością, czysty, schludny, ekstrawagancki. Jednak Warren XIII ma dopiero 12 lat i dopóki nie stanie się pełnoletni, pieczę nad rodzinną tradycją strzeże jego wuj Rupert i ciotka Anakonda. Ano właśnie – strzeże to zbyt górnolotne słowo, bo wuj głownie śpi, je i rozpływa się w zachwytach nad swoja niedawno poślubioną "przepiękną, powabną, uroczą, słodką" małżonką.


Hotel świeci pustkami. Od wielu lat. Dokładnie od 5. Dlatego można sobie wyobrazić szok jaki przeżywa Warren XIII na widok gościa! Bardzo ekscentrycznego gościa, który zaszczycił hotel swoją obecnością i rezerwacją! Wraz z pojawieniem się milczącego, tajemniczego, w całości pokrytego bandażami jegomościa w hotelu zaczynają się dziać bardzo dziwne rzeczy, a wredna, paskudna ciotka Anakonda odkrywa w końcu swoje prawdziwe oblicze.


Czy Warrenowi uda się przywrócić świetność ukochanemu hotelowi? Czy mały, odrobinę szpetny i bardzo samotny chłopczyk uchroni tajemnice Wszystkowidzącego Oka przed szponiastymi, wrednymi łapskami ciotki? I chociaż sam nie do końca... a tak naprawdę kompletnie nie wie czym jest Wszystkowidzące Oko, intuicyjne wyczuwa, że jego odnalezienie może uratować hotel przez zagładą i totalnym zniszczeniem.


Przepiękna, odrobinę mroczna historia która wsysa nas z butami. Lawirujemy zmyślnymi, krętymi korytarzami, spotykamy na swojej drodze dziwne straszydła, czarownice i dziwadła. Trafiamy na przeróżne zagadki, do których, prócz intelektu, przyda się także... lusterko;) Już od pierwszych stron mamy ochotę przytulic zagubionego, ale sumiennego chłopczyka, pogłaskać go po pięknych włosach i krzyknąć "DASZ RADĘ!". I utwierdzić w przekonaniu, że prawdziwa i silna przyjaźń pozwala rozkruszyć lód niechęci i chciwości.


Wraz z Warrenem XIII odwiedzamy zapuszczone komnaty wielopiętrowego hotelu, poznajemy jego nowych mieszkańców. Przeżyjemy pełne napięcia i grozy chwile, ruszymy w wir poszukiwań tajemniczego skarbu. A nagrodą będzie bardzo, naprawdę bardzo! niespodziewany finał. Bo ani ja, ani (na 100% =)) Ty nie domyślasz się, czym jest Wszystkowidzące Oko.


"Każdy z nich wyobrażał sobie Wszystkowidzące Oko inaczej. Ale kto miał rację?"


W bajce Warren XIII nie ma czasu na nudę! Pełna ekspresji, niesamowitych przygód intryguje od pierwszych stron. Prócz niewątpliwie istotnych walorów fabularnych na kartach powieści przemycono uniwersalne prawdy. Nadają one tej historii określony bieg, który nieuchronnie zmierza do konkluzji "dobro zwycięża"!


Niebagatelną rolę w utrzymaniu napięcia i atmosfery grozy odgrywają ilustracje. Specyficzne, mocno drażniące wzrok – chociaż mocno przygaszone, wręcz "brudne", sprawiają wrażenie neonowych, "krzyczących" i atakujących. To nie barwa ale struktura tych ilustracji, które składają się z nałożonych na siebie kropek i kresek w pełni oddaje gęstą, pełną niepokoju atmosferę powieści. Pierwszy raz spotkałam się z tak specyficzną grafiką. Początkowo zbyt mocno przykuwały wzrok uniemożliwiając skupienie się na tekście, ale z kolejnymi stronami stały się integralna częścią opowiadanej historii.


Przepiękna, dopracowana publikacja. Powtarzam to przy niemal każdej książce wydanej przez TADAM, ale uwierzcie, oni są po prostu najlepszym wydawnictwem dziecięcym. Sztywna okładka, duży format, grube strony a do tego bardzo odważne, innowacyjne ilustracje, ciekawa, mroczna historia. To wszyscy składa się na kolejną absolutnie doskonała książkę dla dzieci.

Polecam, szczególnie starszym dzieciom (powyżej 6 roku życia).

https://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2018/12/warren-xiii-i-wszystkowidzace-oko-will.html

pokaż więcej

 
2018-11-30 13:23:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Dziesięcioletnia Livy odwiedza swoją babcię mieszkającą w Australii. Ostatni raz była tutaj pięć lat temu i przekroczywszy prób babcinego domu ma nieodparte wrażenie, że zapomniała o czymś bardzo, bardzo ważnym. To "coś" związane jest z kurczakiem, ciepłem i przyjaźnią... Okazuje się, że Livy zostawiła w garderobie swojego przyjaciela Boba. A kim jest Bob? Przyjacielem, pomocnikiem, istotą... Dziesięcioletnia Livy odwiedza swoją babcię mieszkającą w Australii. Ostatni raz była tutaj pięć lat temu i przekroczywszy prób babcinego domu ma nieodparte wrażenie, że zapomniała o czymś bardzo, bardzo ważnym. To "coś" związane jest z kurczakiem, ciepłem i przyjaźnią... Okazuje się, że Livy zostawiła w garderobie swojego przyjaciela Boba. A kim jest Bob? Przyjacielem, pomocnikiem, istotą pełna ciepła, wyrozumiałości i dobra. Bob nie jest pluszakiem, to żywa istota...

"Przez pięć lat żyłem wyłącznie pamiętaniem, a ona nic nie pamięta".

To zombie(?) w przebraniu kurczaka. Skąd się wziął w garderobie babcinego domu? Dlaczego Livy o nim zapomniała. I kim tak naprawdę jest nie-zombie Bob?

"Wszystkie rzeczy, które świadomie wkładam sobie do głowy, stanowią mnie – mnie. Zamierzam uważać, co wkładam".

Przepiękna opowieść o przyjaźni i poszukiwaniu własnego "ja". Historia dziwnej przyjaźni Boba i Livy intryguje od pierwszych stron. Dziwne stworzonko ukryte w garderobie, czeka na swoją Livy, wierzy, że wróci, że pomoże mu rozwikłać zagadkę jego tożsamości. I smuci się, że odeszła bez pożegnania, że go zostawiła. Jednak zdaje sobie sprawę, że podsycanie smutku i chowanie urazy nie buduje więzi, ale ją zrywa. Z tej historii zarówno dziecko, jak i my – dorośli możemy wyłuskać wiele mądrości, wystarczy tylko czytać uważnie i dać się wciągnąć w magiczna przygodę dziesięcioletniej, wrażliwej dziewczynki i zielonego stworka w kostiumie z przyklejonymi doń piórkami kurczaka.

"[...] jedna rzecz może być wieloma rzeczami. Potrzeba tylko odrobiny wyobraźni".

To, co spodobało mi się najbardziej był klimat i bardzo ważna kwestia, będąca niejako tłem opowieści – susza. Australię dotknęła plaga suszy. Mieszkańcy żyją w strachu o swój dobytek, modlą się o deszcz. Fascynujące jest to, z jaka dbałością o szczegóły autorka połączyła wszystkie wątki i wyjaśniła każde poruszane w tej historii zagadnienie (zaginięcie Dannego, cukierek o smaku lukrecji, studnia i brak deszczu). Niesamowicie spójny finał wzrusza i zadziwia.

Całość tej magicznej i tak bardzo prawdziwej opowieści dopełniają nieliczne (niestety) ilustracje zachowane w rożnych odcieniach brązu.

Przepiękna, idealna dla dzieci w rożnym wieku (od pięciolatków wzwyż). Emanuje z niej takie ciężkie do sprecyzowania ciepło. Taka dobroć i mądrość. Jestem zauroczona i serdecznie polecam.

https://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2018/11/bob-przyjazn-to-magia-ktora-nie.html

pokaż więcej

 
2018-11-28 15:39:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Lekka opowiastka, żeby nie napisać bajeczka o babeczce, która przyjmuje zlecenia od skrzywdzonych, zdradzanych żon i wymierza sprawiedliwość (w sposób spektakularno-erotyczny) ich niewiernym przyszłym byłym mężom.


Powieść chapnęłam na raz w jeden wieczór. Docelowo miała to być zabawna historyjka z drugim dnem. Bardzo mi przykro, ale ja nie chwyciłam ani humorystycznej nuty, ani nie doszkalam...
Lekka opowiastka, żeby nie napisać bajeczka o babeczce, która przyjmuje zlecenia od skrzywdzonych, zdradzanych żon i wymierza sprawiedliwość (w sposób spektakularno-erotyczny) ich niewiernym przyszłym byłym mężom.


Powieść chapnęłam na raz w jeden wieczór. Docelowo miała to być zabawna historyjka z drugim dnem. Bardzo mi przykro, ale ja nie chwyciłam ani humorystycznej nuty, ani nie doszkalam się głębi w tej książce.


Gunda wymierza kary krnąbrnym, złym mężczyznom. Wykreowana została na żyletę, która złych karze, niewinnym daje drugą szanse, ratuje zahukane kobiety spod władzy despotycznych mężów. Sama nie znalazła jeszcze swojej drugiej połówki. Wszelkie ciepłe uczucia kieruje w stronę pająka Kune i bezimiennego kota.


Joanna Sykat to jedna w moich ulubionych, polskich autorek. Jej proste, takie zwyczajne historie, nasycone bólem, ciepłem i głębią trafiają w moje najbardziej czułe punkty. Wzruszam się, zamyślam i wyciągam wnioski. Facet do poprawki to zupełnie inna bajka, która kompletnie mnie nie przekonuje. Powieść ma bawić – uśmiechnęłam się dwa razy: kiedy poznałam etymologię nazewnictwa pająka Gundy i kiedy Gunda wymyślała imię dla kota. Niestety, ani Gunda, ani Beata, ani Mariusz, ani żadna z postaci Faceta do poprawki nie wydała się rzeczywista.


Faceta do poprawki czyta się błyskawicznie, ale równie błyskawicznie się o nim zapomina. Ewidentnie książka nie trafiła ani na swój czas w moim życiu ani nie wbiła się poczuciem humoru w mój typ. Napisana została lekkim stylem, poprzetykanym wulgaryzmami (które idealnie komponują się z zadziornym charakterkiem Gundy). Czuje, że Autorka miała niezły ubaw pracując nad tą historią =)


Dla tych osób, które pragną odskoczni na jeden, dwa wieczory, które lubią mało wymagającą, odprężającą lekturę, albo nie mają pomysłu co zrobić ze zdradzającym mężem ;) Facet do poprawki będzie idealny =) A jeśli nie, to odsyłam do innych powieści Joanny Sykat, które zachowane zostały w notalgiczno-romantycznym tonie i mnie w prozie Joanny Sykat rozkochały (Cztery strony miłości, Niebo pod Śnieżką Recenzja tutaj =), Na ścieżkach złudzeń recenzja Tutaj =))

https://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2018/11/facet-do-poprawki-joanna-sykat.html

pokaż więcej

 
2018-11-26 15:39:45
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Mocno pikselowa wersja Robinsona Cruzoe. Mężczyzna (chłopak) budzi się w nieznanym miejscu. Początkowe anomalie wzrokowe przypisuje wypadkowi i ewentualnym obrażeniom. Ale nie. Okazuje się, że świat w którym się przebudził składa się z kwadratów. Mniejszych, większych, rozmazanych, niewyraźnych. Mało tego! Nie tylko świat dookoła, drzewa, krowy, słońce, woda i wyspa, na której się znalazł, ale... Mocno pikselowa wersja Robinsona Cruzoe. Mężczyzna (chłopak) budzi się w nieznanym miejscu. Początkowe anomalie wzrokowe przypisuje wypadkowi i ewentualnym obrażeniom. Ale nie. Okazuje się, że świat w którym się przebudził składa się z kwadratów. Mniejszych, większych, rozmazanych, niewyraźnych. Mało tego! Nie tylko świat dookoła, drzewa, krowy, słońce, woda i wyspa, na której się znalazł, ale także on sam - jest chodzącym skupiskiem kwadratów. Początkową dezorientację zaczyna zastępować coraz silniejsza chęć przetrwania, a zbliżający się zmrok a wraz z nim porcja przerażający stworów wymusza na bohaterze walkę o byt. Jak zakończy się ta dziwna przygoda? Gdzie się znalazł i czy przetrwa w tym dziwacznym, niewyraźnym i mocno odjechanym świecie? Te odpowiedzi tylko w Minecraft: Wyspa.


Rękoma i nogami. Broniłam się rękoma i nogami przed tym całym "majkraftem". Ale mój opór zdał się na nic w konfrontacji z zachwytem syna. I wiecie co? Już teraz wiem, że Minecraft nie jest taki zły. To jest niesamowicie rozwijająca, kreatywna i mądra gra. Jako że tkwimy mocno w fazie miłości do Minecrafta to kolekcja gadżetów rośnie w zastraszającym tempie. Maskotki, lego, gazety, figurki, piżama, skarpety... i to, z czego ciesze się najbardziej - książki! I to był strzał w dyszkę - łączymy codzienne wieczorne czytanie z ukochanym Minecraftem. Wyspa jest naszą pierwszą powieścią ze świata "pikselowego". Młody jest zachwycony. chociaż wiem, że 6 lat to nie target na tę powieść, ale na naszym przykładzie widać, że książkę może czytać nie tylko samodzielnie dziesięciolatek, ale także mama fana Minecrafta (odpowiednio tuningując pewne fragmenty i tłumacząc bardziej skomplikowane słowa).


Największym plusem tej powieści jest to, że nasze dziecko zna ten dziwny kwadratowy świat lepiej niż główny bohater (i lektor, czyli mama lub tata;)), który metodą prób i błędów, próbuje przetrwać, stworzyć, obczaić o co w tym wszystkim chodzi. Antoś od razu wiedział co powstanie z danych elementów w crafting table. Podpowiadał, ekscytował się tym, czy główny bohater przetrwa, przeżyje, zdąży przed nastaniem zmierzchu i wpadnie na Przecież-To-Logiczne pomysły =) Minecraft dostarcza także wielu lekcji o tym, że nie wolno się poddawać, że trzeba wierzyć w siebie, że niekiedy warto odpuścić, cofnąć się o krok, aby za chwile zrobić dwa kroki do przodu. Na bezludnej wyspie nie brak także przepięknych uczuć - przyjaźni i wsparcia ze strony najbliższych. Bardzo wzruszającym elementem był fragment, kiedy główny bohater osłabiony, wyczerpany z głodu zaczyna dostrzegać w swoich przyjaciołach - krowie i owcy - potencjalne pożywienie... ale nie jest w stanie, z moralnego punktu widzenia, dopuścić się takiego czynu. I szuka innych rozwiązań.


"Zwyczajnie trzeba pogodzić się z faktem, że nawet jeśli zasady nie maja sensu według mnie, to wcale nie oznacza, że tego sensu nie mają".


Bardzo dobra, ciekawa propozycja, chyba bardziej dla młodszych fanów Minecrafta, niż dla zaprawionych w boju starszych graczy, ale mogę się mylić ;) przenosi nas do ukochanego, kwadratowego świata. I nam rodzicom pozwala zrozumieć dlaczego od wielu lat Minecraft cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem i wywołuje fale zachwytu. Czekamy na kolejne publikacje tego typu =)

https://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2018/11/minecraft-wyspa-max-brooks.html

pokaż więcej

 
2018-11-25 13:44:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

NIE MYLIĆ Z "365 DNI"! =D

365 dni cudowności Księga wskazań pana Browne'a to "anomalia" w zalewającej nas fali słów, dźwięków, zdań wielokrotnie złożonych, nakazów, rozkazów, szablonowości i wytycznych. Ten "dziennik" to taki zwyczajny zbiór maksym – jedno zdanie na jeden dzień. I tylko tyle. Jesteśmy zewsząd bombardowani bodźcami. Nasze życie to nieustanny zgiełk, a ta książka równoważy ten...
NIE MYLIĆ Z "365 DNI"! =D

365 dni cudowności Księga wskazań pana Browne'a to "anomalia" w zalewającej nas fali słów, dźwięków, zdań wielokrotnie złożonych, nakazów, rozkazów, szablonowości i wytycznych. Ten "dziennik" to taki zwyczajny zbiór maksym – jedno zdanie na jeden dzień. I tylko tyle. Jesteśmy zewsząd bombardowani bodźcami. Nasze życie to nieustanny zgiełk, a ta książka równoważy ten wir, w który wciągnęła nas rzeczywistość. Otwieramy i czytamy jedno zwyczajne zdanie. Niekiedy zwykły gest czy słowo potrafi zmienić nasz dzień. Ba nawet życie! I przypuszcza, że właśnie dlatego powstało 365 dni cudowności Księga wskazań pana Browne'a, aby wyłuskać z naszej rzeczywistości kropelki emocji, odrobinę nadziei. I nas wyciszyć. Bo cisza to towar deficytowy, który jest lekarstwem na wiele dolegliwości.

Imponująca grubość, jak na 365 zdań =) faktycznie Wydawnictwo nie certoliło się ze ściskaniem tekstu na kilku stronach, ale dało tym zdaniom przestrzeń i, oby, moc sprawczą =) Można czytać sentencję przypisaną dla danego dnia, albo, tak jak ja – otwierać tę książkę na przypadkowej stronie, licząc na łut szczęścia, który pozwoli mi uzyskać odpowiedz na nurtujące mnie pytania albo zasadzić energetycznego kopa na "dzień dobry". Do tej publikacji dołączono notatnik. Zastanawiam się, czy nie byłoby lepszym pomysłem połączyć te dwie publikacje w jedną – piękne, mądre zdanie plus miejsce na własne przemyślenia. I w mojej ocenie – tak =)

365 dni cudowności Księga wskazań pana Browne'a to zbiór złotych myśli dla każdego, małego, dużego, starego, młodego wzbogacone, pod koniec każdego miesiąca o dłuższy tekst pana Browne'a.

"Moi uczniowie nie przyswoją sobie tego, czego im nie pokażę. Życzliwości. Empatii. Współczucia. [...] Mam nadzieję, że jeśli dzisiaj spróbują nieco życzliwości, jutro się w niej rozsmakują".

Największą radość zrobi tym, którzy poznali historię Auggiego, który wiedzą kim jest ten mały zuch, kim jest profesor Browne i jak wielką rolę odegrał w życiu chłopca, ale także i tym z Was, którzy te książki mają dopiero przed sobą. Dlatego 365 dni cudowności Księga wskazań pana Browne'a stanowi tak idealne uzupełnienie czytelniczych spotkań z Augustusem.

Jeśli jeszcze nie wiesz kim jest ten uroczy, dzielmy chłopczyk ani jak wiele dobra i ciepła ma w sobie – odsyłam do Cudownego chłopaka (recenzja TUTAJ =)) oraz Trzech cudownych historii (recenzja TUTAJ ;)), które w przepiękny sposób opowiadają o tolerancji i dojrzewaniu do niej. Przepiękne książki.

Czuję, że 365 dni cudowności może niejednej osobie "uratować dzień". I pamiętaj =):

"Nieustannie wypatruj cudów".


https://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2018/11/365-dni-cudownosci-ksiega-wskazan-pana.html

pokaż więcej

 
2018-11-23 16:46:45
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Z jednej strony kobiety, dziewczynki zgwałcone; kobiety, które dowiadują się, że życie ich dziecka po urodzeniu to będzie pasmo cierpień, droga pełna bólu zakończona przedwczesną śmiercią.


Z drugiej strony kobiety, które przez kilkanaście lat lecza niepłodność, lecząc przy tym także depresję, walcząc o każdą, najmniejszą szansę poczęcia dziecka.


-----------


Patrzę na te dwa obozy i...
Z jednej strony kobiety, dziewczynki zgwałcone; kobiety, które dowiadują się, że życie ich dziecka po urodzeniu to będzie pasmo cierpień, droga pełna bólu zakończona przedwczesną śmiercią.


Z drugiej strony kobiety, które przez kilkanaście lat lecza niepłodność, lecząc przy tym także depresję, walcząc o każdą, najmniejszą szansę poczęcia dziecka.


-----------


Patrzę na te dwa obozy i nie mówię nic. Bo nie da się "opowiedzieć za którąkolwiek ze stron". Nie da się określić, czy jestem zwolennikiem czy przeciwnikiem aborcji. Bo za każdą decyzją o przerwaniu ciąży kryje się indywidualna, odrębna historia kobiety. Dlatego nie – nie odpowiem wam, czy jestem przeciwna aborcji.


Jodi Picoult też. Ale przecież nie o odpowiedź tutaj chodzi. Ani o otwarcie oczu, ani o tolerancję, akceptację. Autorka przedstawia historie kilku kobiet i nie stawia je w ringu, nie każe przerzucać się argumentami. Po prostu o nich pisze.


"Jak to możliwe, że chwila rozpoczęcia życia aż tak różni się w zależności od punktu widzenia? Że według prawa obowiązującego w Missisipi płód to istota ludzka, a w Massachusetts już niekoniecznie?"


Napastnik, z nikomu nieznanych powodów przejmuje kontrolę nad Ośrodkiem, w którym dokonuje się aborcji. Bierze zakładników. Na miejsce przyjeżdżają policjanci, saperzy i negocjator Hugh. Jak się okazuje, wśród przetrzymywanych kobiet znajduje się także córka Hugh. Rozpoczynają się trudne negocjacje z porywaczem. Na barkach Hugh spoczywa los kilku kobiet. I jego córki.


"Czasami nie wiesz, jak pochłania cię miłość, póki nie odczujesz jej braku".



"– Czy [George] jest obrońcą życia?

– No cóż... - odpowiedział pastor. – Nasza społeczność wierzy w obronę praw nienarodzonych...

– I bylibyście skłonni do mordu, żeby wbić to ludziom do głowy?"


Iskra światła trafiła na bardzo specyficzny czas w moim życiu. Na czas lęku i wyostrzonych emocji. Jakby to książka wybrała mnie. Może dlatego tak bardzo przeżyłam to, co każdy z bohaterów niósł ze sobą. Czułam ten bagaż doświadczeń przygniatający ich barki do ziemi. I chociaż powieść zaczyna się od totalnego chaosu i dezorientacji – i w fabule, i w głowie czytelnika – to konsekwentnie odsłaniane karty rzucają wyrazisty ale niejednoznaczny obraz ludzkich tragedii. Akcja toczy się na wstecznym biegu – już w rozdziale pierwszym, który pod względem rozwoju akcji powinien być przedostatnim, dowiadujemy się kto zginął, kto został poważnie ranny, kto przeżył, kim jest napastnik i jak potoczyły się losy większości bohaterów. Odważny i ryzykowny zabieg i chyba tylko autor z tak ugruntowaną pozycją i swoistą literacką pewnością siebie mógł się pokusić o ten typ prowadzenia fabuły. Zaskakujące jest to, że teoretycznie napięcie powinno się zmniejszać, skoro punkt kulminacyjny rozegrał się na pierwszych stronach Iskry światła. Nic bardziej mylnego. To właśnie poznanie skłębionej od emocji i przeżyć sytuacji poszczególnych bohaterów sprawia, że w tę powieść się wpada i chłonie się ją każdym zmysłem. I syci się nadzieją.


Picoult szokuje, wzrusza, zadaje niewygodne, trudne pytania i nie daje na nie odpowiedzi. Bo na niektóre z nich tak naprawdę żadnej odpowiedzi nie ma.


"Wszyscy toniemy z wolna w oceanie naszych przekonań, nieświadomi tego, że ilekroć otwieramy usta, nabieramy wody".


https://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2018/11/iskra-zycia-jodi-picoult.html

pokaż więcej

 
2018-11-19 13:20:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Rok 1846, prawie stuosobowa grupa ludzi, z rodziną Donnerów i Reedów na czele, ładuje swój dobytek na wozy, gromadzi zapasy żywności, bydło i opuszcza bezpieczne Springfield w stanie Illinois. Wyruszają w długą niebezpieczną drogę do Kalifornii.

Donner zainspirowany książką podróżnika Lansforda Hastingsa namawia grupę, aby skorzystali ze skrótu. I tak zaczyna się jeden z największych ludzkich...
Rok 1846, prawie stuosobowa grupa ludzi, z rodziną Donnerów i Reedów na czele, ładuje swój dobytek na wozy, gromadzi zapasy żywności, bydło i opuszcza bezpieczne Springfield w stanie Illinois. Wyruszają w długą niebezpieczną drogę do Kalifornii.

Donner zainspirowany książką podróżnika Lansforda Hastingsa namawia grupę, aby skorzystali ze skrótu. I tak zaczyna się jeden z największych ludzkich dramatów.


Trud wędrówki, zbliżająca się zima, narastające konflikty, zmęczenie, choroby, potęgujący się strach. I w końcu pojawia się on. Głód. Przyjmuje przeróżną formę i kształt wyzwalając w ludziach to, co najgorsze. Zmusza ludzi do dramatycznych decyzji...


"– Na'it? Co to jest? [...]

– To głód. Zły duch, który może przechodzić od jednego człowieka do drugiego".


Alma Katsu na kanwie prawdziwych, tragicznych wydarzeń nazywanych Wyprawą Donnera utkała niepokojący, klimatyczny thriller ze sporą domieszką horroru. Autorka perfekcyjnie dozuje napięcie przesiąknięte pokaźną dawką grozy. Głód wyzwala w człowieku najgorsze, pierwotne instynkty, wymazuje nie tylko empatię ale także logiczne myślenie. A dojmujący głód zabija człowieczeństwo.


Niepokojąca, wstrząsająca historia ze świetną kreacją postaci. Na tak niebezpieczną i ryzykowną wyprawę w poszukiwaniu lepszego jutra mogą wybrać się bowiem albo desperaci, którzy nie mają nic do stracenia, albo człowiek zrezygnowany, który pragnie po prostu uciec od przeszłości. Doskonały przegląd osobowości. Autorka dzięki licznym retrospekcjom przybliża czytelnikowi z jakimi wewnętrznymi demonami musieli się zmierzyć główni bohaterowie wyprawy Donnera.


Jedynym minusem, jakiego się doszukałam było odrobinę chaotycznie prowadzenie akcji. Historia opowiedziana została z perspektywy wielu osób, chyba zbyt wielu.


Doskonałym pomysłem było "ubranie głodu" w kostium potworów śledzących karawanę i czających się w odmętach ciemności. Namacalna groza osaczająca uczestników wyprawy nie tylko psychicznie, ale także w wymiarze namacalnym – fizycznym była wyczuwalna także dla czytelnika.


"Cienie. Sylwetki w mroku. Jakby ich najgorsze wewnętrzne lęki nabrały kształtu i wyrosły im kończyny [...]"


Zdecydowanie polecam.

https://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2018/11/god-alma-katsu.html

pokaż więcej

 
2018-11-16 10:45:16
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

– Antosiu, a czy Ty masz jakieś marzenie, które mogłaby spełnić Złota Rybka?

– Tak mam takie marzenie. To zestaw lego Ninjago numer siedem zero sześć trzy dziewięć.


– Która z tych historii była najzabawniejsza?

– Z tym wężem. I najbardziej mnie jeszcze rozśmieszyło z tym słoniem.


– A najpiękniejsza?

– Z tym gorylem.


– A coś Ci się jeszcze podobało?

– Kolory tej książki.


To...
– Antosiu, a czy Ty masz jakieś marzenie, które mogłaby spełnić Złota Rybka?

– Tak mam takie marzenie. To zestaw lego Ninjago numer siedem zero sześć trzy dziewięć.


– Która z tych historii była najzabawniejsza?

– Z tym wężem. I najbardziej mnie jeszcze rozśmieszyło z tym słoniem.


– A najpiękniejsza?

– Z tym gorylem.


– A coś Ci się jeszcze podobało?

– Kolory tej książki.


To ja jeszcze dodam, że podobała mi się: sztywna okładka, duży format, komiczne ilustracje, prosta ale i mądra historia.


Złota Rybka mieszka sobie w jakiejś afrykańskiej kałuży. Nie cierpi siorbania ale uwielbia sprawiać radość. Codziennie przychodzą do niej mieszkańcy sawanny i proszą o spełnienia małych życzeń. Bo niewiele im do szczęścia potrzeba. A to pilnik do pazurków, a to radio do kicania, książka, coś do picia i czaderskie legginsy. Nie wszystkie marzenia można zrealizować, ale Złota Rybka jest nie tylko uczynna ale i bardzo zaradna. I nawet ją spotkać może coś niesamowitego i niespodziewanego =)


Złota Rybka to przede wszystkim zabawna historia o byciu uczynnym, pomocnym i pomysłowym. Rybka zawsze znajdzie wyjście z sytuacji, nawet jeśli marzenie nie jest możliwe do zrealizowania. Wzruszająca końcówka pozostawia pole do popisu dla rodzica, który w płynny sposób może przejść do rozmowy o przyjaźni i bezinteresowności. I wdzięczności za dobro, które otrzymujemy nawet jeśli są to tylko drobnostki. Bo ucząc dziecko dziękować za małe rzeczy, nauczymy je dziękować za rzeczy najważniejsze.


Książeczka idealna dla dziec (pięcioletnich, sześcioletnich), które "chwycą komizm sytuacyjny". Ale obstawiam, że młodsze dzieci także z zainteresowaniem będą śledziły losy Złotej Rybki, bo mamy tutaj duże strony, niewielką ilość tekstu w formie komiksu, wyrazistą kolorystykę i przejrzyste ilustracje.


Mamo a to marzenie które napisałaś to mi się spełni? Tak po prostu sobie piszesz i zestaw się pojawia, czy potrzebna jest do tego ta Złota Rybka?


Fajna bajka =)

https://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2018/11/zota-rybka-przemysaw-wechterowicz-jakub.html

pokaż więcej

 
2018-11-15 18:59:45
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Seria: Okna

"Nazywam się Perry L. Crandall [...] mam trzydzieści dwa lata i nie jestem niedorozwinięty. Niedorozwinięty jest ktoś, kto ma iloraz inteligencji poniżej siedemdziesięciu pięciu punktów. Wiem to z "Readger's Digest". Mój iloraz inteligencji wynosi siedemdziesiąt sześć punktów, wiec nie jestem".


Perry po prostu wolniej myśli. Ale "wolniej" nie znaczy "źle", prawda? Perrego wychowuje babcia,...
"Nazywam się Perry L. Crandall [...] mam trzydzieści dwa lata i nie jestem niedorozwinięty. Niedorozwinięty jest ktoś, kto ma iloraz inteligencji poniżej siedemdziesięciu pięciu punktów. Wiem to z "Readger's Digest". Mój iloraz inteligencji wynosi siedemdziesiąt sześć punktów, wiec nie jestem".


Perry po prostu wolniej myśli. Ale "wolniej" nie znaczy "źle", prawda? Perrego wychowuje babcia, ponieważ rodzice go zostawili. Perry nie chodził do szkoły, ponieważ nauczycielka uważała, że rozprasza innych i ma negatywny wpływ na klasę. Ale Perry tak naprawdę jest wielkim szczęściarzem. Ma babcię, przyjaciela Keitha, pracę, która lubi, rejsy "Diamentową Dziewczyną" oraz ulubione czekoladki Hershey's Kisses. Tę harmonię burzą dwa wielkie życiowe trzęsienia ziemi. Umiera babcia Perrego, a kilka dni później Perry wygrywa na loterii 12 milionów.


"– Boli, kiedy robią ci tatuaż blisko kości – wyjaśniła mi kiedyś.

Myślę, że być bez babci to tak jak mieć robiony tatuaż blisko kości".


To jedna z tych historii, która mości się w naszym serduchu, przykrywa kocykiem i zostaje na długie lata. To jedna z tych książek, która rozwala nas swoją prostotą i zwyczajnością. Nie potrzeba wykwintnych aforyzmów, wyszukanych epitetów i podniosłego tonu aby przekazać najważniejsze wartości w piękny sposób.


"Mayrtle mówi, że jestem "wyjątkowy". Wyjątkowy to taki, który rożni się od pozostałych, ale w pozytywny sposób. To przeciwieństwo "innego", ponieważ ktoś, kto jest inny, rożni się w sposób negatywny".


"Opiekować się to znaczy dbać o to, co się kocha".


"Cyniczny to znaczy szczery w nieprzyjemny sposób".


Powiedzieć o Loterii, że to pełna mądrości i ciepła opowieść to nie powiedzieć nic. I chociaż niewiarygodne zakończenie przywodzi na myśl bardziej baśń niż rzeczywistość, to nie pozostaje mi nic innego jak krzyczeć razem z Madzią: LUDZIE! PRZECZYTAJCIE TĘ KSIĄŻKĘ!


"Życie to jedna, cholerna loteria. Niektórzy z nas mają lotne umysły, inni nie. Niektórzy wygrywają na loterii raka. Inni wypadki drogowe albo katastrofy lotnicze. To jest loteria. Cholerna loteria".

pokaż więcej

 
2018-11-13 23:13:32
Ma nowego znajomego: Gala
 
2018-11-13 16:49:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

"Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek". Ewentualnie: "Lepiej dmuchać na zimne", prawda?

Można wyklepać dyszkę zdrowasiek, ale i wstążkę na wózku dziecięcym zawiązać nie zaszkodzi, aby chronić dziecię nasze przez zauroczeniem... I w progu witać się nie wolno, i splunąć przez ramię, kiedy czarny kot przebiegnie przez drogę. I o ile wstążka, czy splunięcie nikomu krzywdy nie zrobi to już uznanie...
"Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek". Ewentualnie: "Lepiej dmuchać na zimne", prawda?

Można wyklepać dyszkę zdrowasiek, ale i wstążkę na wózku dziecięcym zawiązać nie zaszkodzi, aby chronić dziecię nasze przez zauroczeniem... I w progu witać się nie wolno, i splunąć przez ramię, kiedy czarny kot przebiegnie przez drogę. I o ile wstążka, czy splunięcie nikomu krzywdy nie zrobi to już uznanie siódmej córki za zmorę taką krzywdę niewinnej dziewczynce zrobić potrafi...

"Ludzka litość częściej odwraca głowę niż stara się pomóc".

Krysia miała pecha, że nie urodziła się chłopakiem. Jako siódma córka w rodzinie Pecynów musiała już od dnia urodzin zmagać się z piętnem "zmory". I chociaż to nie średniowiecze, tylko XX wiek! to mieszkańcy małej wsi Dobra nieopodal Częstochowy nadal wierzą, że dusza siódmej córki wychodzi w trakcie snu z ciała, zakrada się do domów, sprowadza choroby, nieszczęścia i śmierć. Ciężkie brzemię, jaka musi dźwigać skromna, śliczna, pokorna dziewczyna miażdży jej pewność siebie, odwagę oraz wiarę w ludzkie dobro. Krysia jest samotna i, mimo kochających rodziców i sióstr, zmaga się z napływającą zewsząd niechęcią podszytą strachem. Sytuacja ulega zmianie kiedy w Dobrej pojawia się Jura, bratanek młynarza. Jako jedyny szydzi z ludowych wierzeń i widzi w Krysi nie tylko obiekt obaw i skupisko sił nieczystych. Zaczynają się spotykać, najczęściej w mrocznej, starej leśniczówce, gdzie w czasie wojny niemieccy żołnierze dokonali bestialskiego mordu na polskich partyzantach... Niespodziewanie Jura podupada na zdrowiu, a plotki o zmorze uderzają w Krysię ze zdwojona siłą... Wrogość mieszkańców dobrej narasta, na jaw wychodzą nowe fakty, które rzucą nowe światło na stare sprawy i doprowadzą do pełnej niebezpiecznej i pełnej napięcia konfrontacji.

Dobra-noc to rewelacyjna powieść z nurtu literatury wiejskiej. Bohaterem pierwszoplanowym jest kołtuneria – ciasnota horyzontów, skłonność do wierzenia w zabobony, wścibstwo. Mieszkańcy Dobrej prezentują swoiste ograniczenie umysłowe oraz swego rodzaju prymitywność wynikającą z braku tolerancji i logicznego myślenia. Stąd też zapewne tytuł – Dobra jako "noc umysłowa", zacofanie. Krysia zostaje przez mieszkańców Dobrej mocno poturbowana psychicznie i emocjonalnie. Początkowo nie może pojąć jak ludzie bogobojni mogą wierzyć także w gusła i zabobony. Ale przesiąknięta wrogością i podejrzliwością atmosfera na wsi w końcu wnika do wnętrza niewinnej dziewczyny i Krysia sama zaczyna wierzyć w to, że jest zła, niegodna dobroci i niebezpieczna.

"[...] czasem wiara w coś staje się zbyt silna i mąci ludziom w głowach. Wtedy poprzez tę wiarę i strach z niej płynący przestają dostrzegać człowieka".

"No bo jak to możliwe, że ludzie do kościoła chodzą i na klęczkach, tak jak czasem i ona, Trójcę święta o łaski proszą, a gdy wracają do domów, zupełnie w inne moce i siły zaczynają wierzyć".

Pojawienie się Jury teoretycznie poprawia "jakoś życia" Krysi. Ludzie zaczynają dostrzegać, że to "ciało, które nosi w sobie zmorę" to wrażliwa, piękna, delikatna dziewczyna. Niestety sielanka nie trwa długo, bo Jura podupada na zdrowiu i trafia do szpitala. Wówczas Krysi grozi prawdziwe niebezpieczeństwo.

Dobra-noc skrywa jeszcze jedna mroczną, pełną nienawiści i grozy historię, która w sposób bezpośredni dotknie Krysi, Jury, a także Peli – siostry Krysi oraz całej społeczności Dobrej.

Cudowna to była lektura. Rozpaliła we mnie wspomnienia z dzieciństwa na wsi u moich dziadków, przejażdżki na drewnianym wozie, picie zsiadłego mleka z okraszonymi skwarkami ziemniakami, z wykopkami i kartoflami pieczonymi w ognisku. Ale Dobra-noc rozpaliła we mnie także drzemiące pokłady gniewu i pogardy dla ludzkiej głupoty.

Znamienna i bardzo obrazowa jest już pierwsza scena, w której cała rodzina Pecynów gości u siebie fotografa aby wykonał pamiątkowe zdjęcie. Jednak Jadwiga Pecyna, wówczas w ciąży, rezygnuje z pozowania do zdjęcia, bo "to na pewno jakiegoś pecha przyniesie albo inna zarazę".

Autorka w bardzo umiejętny sposób przekazuje czytelnikowi emocje, bez popadania w zbytni dramatyzm. Dni w Dobrej płynna powoli, ustalonym rytmem. Tę sielankę (pozorną), jednostajny, odrobinę monotonny porządek wiejskiego dnia czuć w każdym zdaniu. Widzimy stare drewniane płoty, jedno– , dwuizbowe domy, harmonogram pracy, wiejskie obejście, siew na polu. Sabina Waszut maluje obraz prawdziwy, bardzo wiarygodny wiejski pejzaż z poukrywanymi pod szarością, czernią i brązem najgorsze, najbrzydsze ludzkie cechy. Warto się nad tą powieścią pochylić i dostrzec to, co początkowo niewidoczne dla oczu i umysłu.

Zdecydowanie polecam!

https://tylkoskonczerozdzial.blogspot.com/2018/11/dobra-noc-sabina-waszut.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
882 638 11610
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (167)

Ulubieni autorzy (9)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd