Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
http://lubimyczytac.pl/aktualnosci/publicystyka/10251/najpierw-ksiazka-pozniej-film-player-one

Najpierw książka, później film „Player One“

5 wartościowy tekst

Player one to książka, która kilka lat temu szturmem zdobyła szczyty list bestsellerów i serca czytelników. Historia młodego chłopaka, który większość swojego życia spędza w wirtualnej rzeczywistości, starając się wraz z przyjaciółmi rozwikłać zagadkę pozostawioną przez twórcę gry, okazała się lekturą tyle przyjemną, co kontrowersyjną. Na pewno jednak na tyle ciekawą, że sięgnął po nią Steven Spielberg, dzięki któremu na ekranach kin niedawno pojawiła się ekranizacja powieści. I tak wracamy do pytania – lepiej o wirtualnej rzeczywistości poczytać czy ją pooglądać.

Jak zwykle wybór nie jest taki oczywisty. Głównie dlatego, że zarówno film, jak i książka mają swoje wady. Książka bywa niekiedy nieznośna w sposobie, w jaki opisuje zachowania głównego bohatera – który snuje swoje rozważania na temat tego, jak geekom (wielbicielom popkultury) trudno jest odnaleźć się w społeczeństwie. Z kolei film sprawia wrażenie produkcji bardzo jednorazowej, miejscami przerażająco wtórnej, miejscami nudnej. Jest jednak kilka punktów stycznych, które pozwalają porównać świat filmu ze światem książki.

Pierwszy to samo pokazanie kontrastu pomiędzy światem rzeczywistym a światem wirtualnej rzeczywistości, gdzie Wade (zwany w sieci Parzivalem) przeżywa swoje przygody. W powieści autor Ernest Cline nie pozostawia wątpliwości – świat rzeczywisty, w którym żyją nasi bohaterowie nie ma im zbyt wiele do zaoferowania. Głównie dlatego, że jest pogrążony w kryzysie energetycznym. Oznacza to, że Oasis – olbrzymi świat wirtualnej rzeczywistości, jest nie tylko miejscem zabawy i rozrywki, ale przede wszystkim przestrzenią, w której bohaterowie mogą się uczyć, zaś normalni ludzie chodzą do pracy, oddają dzieci do wirtualnego żłobka czy przedszkola. Oasis jest więc pokazane jako sposób, by społeczeństwo mogło nadal funkcjonować w świecie, który nie jest już w stanie zapewnić podstawowego bytu w realu. W filmie ten kontrast jest rozegrany dużo słabej. Widz raczej nie poczuje, że historia rozgrywa się w świecie na progu apokalipsy. Produkcja pokazuje wiele możliwości Oasis, ale nie wspomina o tym, że np. bohater chodzi tam do szkoły. Pod tym względem jest to dużo bardziej konserwatywne spojrzenie na wirtualną rzeczywistość, które postrzega ją głównie jako rozrywkę, a nie miejsce, gdzie ludzie mogą żyć i spędzać czas.

Druga kwestia to słynne odwołania do dzieł popkultury. Doskonała znajomość popkultury jest w tym świecie konieczna – by bohaterowie mogli wygrać konkurs przygotowany przez twórcę programu. W książce założenie jest jasne – bohaterowie muszą doskonale znać tylko jedną dekadę popkultury – dokładniej lata 80. Do rozwiązania zagadki potrzeba jest doskonała znajomość gier komputerowych, filmów ale także – gier RPG. Nawiązania w książce są bardzo jednorodne – nie wychodzą poza wspomnianą epokę, a jednocześnie – rzeczywiście są w niektórych aspektach dość niszowe, jak np. pierwsza zagadka, do której bohaterowi potrzebna jest doskonała znajomość Dungons&Dragons – niesłychanie popularnej w latach 80. gry RPG (w którą grają np. bohaterowie Stranger Things). Film unika tak niszowych nawiązań. Co więcej - nie ogranicza ich do jednej epoki. Prawdę powiedziawszy w ogóle ich nie ogranicza – w filmie znajdziemy nawiązania do popkultury z różnych dekad. Niestety choć jest to atrakcyjne wizualnie, to w ostateczności – pewna spójność w pomyśle książki zaczyna się w filmie rozpadać. O ile w książce nawiązania niekiedy irytują, ale mają sens, o tyle w filmie po prostu są – głównie, by bawić widza, ale i to niekoniecznie.

Kwestia trzecia to sami bohaterowie. Nie ukrywam – nie darzę bohaterów książki wielką sympatią – zwłaszcza główny bohater jest postacią trudną do polubienia. Pod tym względem film wyprzedza książkę – wykreśla z niej wszelkie niepokojące rozmyślania bohatera na temat natury związków, ciężaru bycia geekiem i masturbacji. Niestety niewiele daje w zamian – zresztą można to powiedzieć o wszystkich bohaterach. W książce są irytujący, w filmie – niemalże przezroczyści. Trudno nam o nich coś więcej powiedzieć, poza tym że wpasowują się w klasyczne role filmu młodzieżowego – jest chłopak, dziewczyna i troje drugoplanowych bohaterów do pomocy. W filmie tyle się dzieje, że trudno zbudować tu ciekawsze relacje. Z drugiej strony – książka, która ma na to więcej miejsca, wcale nie jest pod tym względem dużo lepsza. Można nawet powiedzieć, że miejscami jest zdecydowanie gorsza.

Na koniec – bez zdradzani fabuły – film i książka zdecydowanie różnią się w pomyśle jak historię zakończyć - choć w obu pojawia się zwątpienie, co do możliwości zatopienia się całkowicie w świecie wirtualnej rzeczywistości, to jednak wnioski Ernesta Cline i Stevena Spielberga nieco się od siebie różnią. Głównie dlatego, że o czym wspomniałam w pierwszym akapicie – świat przedstawiony i funkcja Oasis nieco różnią się w filmie i książce. Co sprawia, że zupełnie inaczej postrzegamy konflikt pomiędzy światem realnym i światem wirtualnym. Osobiście – mimo nieskrywanej niechęci do książki Cline’a chyba wolę jego rozwiązanie, bo to, co wymyślił Spielberg jest moim zdaniem rozwiązaniem słabym i bardzo spłaszczającym cały potencjalny wydźwięk filmu. Szkoda, bo tu była szansa na znaczną poprawę względem książki.

Niewiele natomiast różni się film i książka w pokazywaniu przeciwników naszych bohaterów. Pracownicy złej korporacji i ich przywódca są zarówno w książce, jak i w filmie równie papierowo i przezroczyście źli. To jest najsłabszy element obu historii bo niestety – bez dobrze napisanego przeciwnika trudno wczuć się w konflikt. Tymczasem przedstawiciele złowrogiej korporacji pragnącej przejąć władze na Oasis nie są na tyle ciekawi, byśmy mogli ich traktować poważnie. Co więcej – ich motywacje, zwłaszcza film traktuje bardzo po macoszemu – poświęcając im zaledwie jedną czy dwie sceny. To duży minus zarówno książki, jak i filmu bo w sumie od początku wiemy, że konfrontacja z tak jednowymiarowym przeciwnikiem musi być zwycięska.

Oglądając film można nie zwracać uwagi na pewne fabularne potknięcia, jeśli widz skoncentruje się na obserwowaniu efektów specjalnych i dobrej zabawie – o ile akcja go wciągnie. Jednocześnie można odnieść wrażenie, że adaptacja nie przenosi na ekran tego, co było kluczowe dla książki – absolutną fiksację bohaterów nie tyle na kulturze popularnej jako takiej, ale na jej małym wycinku. To w książce było zarówno ciekawe, jak i przerażające. Wydaje się, że o ile książka kierowana była do pasjonatów kultury popularnej, którzy teoretycznie mieli się odnaleźć na kartach powieści, o tyle film nie celuje do tak wąskiego grona odbiorców, starając się uważnie dobierać nawiązania – tak, by nawet mniej zainteresowany popkulturą widz nie poczuł się wykluczony. Co sprawia, że książkowa narracja o nerdach, żyjących trochę na marginesie tego, co interesuje społeczeństwo – nigdy nie trafiła na ekrany.

Książka czy film? Trudno odpowiedzieć na to pytanie – książka ma lepszy pomysł wyjściowy, ale miejscami jest nieznośna w tym, jak pokazuje pewne patologiczne zachowania jako pozytywne. Z kolei film wygładza wady bohaterów, ale robi to tak skutecznie, że stają się oni mało ciekawi. Być może należy podchodzić z dystansem zarówno do filmu, jak i do książki. Osoba bardzo zainteresowana kulturą popularną może znaleźć w powieści pewne interesujące wątki czy nawiązania. Jeśli jednak nie jesteśmy bardzo wkręceni w kulturę geeków i szukamy jakiegoś lekkiego przyjemnego seansu na początek wiosny, to chyba jednak „Player One” w wersji filmowej będzie lepszym wyborem. Choć też dalekim od ideału.


Pokaż wszystkie teksty publicystyczne.
Komentarze
Autor:  ZWIERZ |  wypowiedzi: 8  [pokaż ostatnią] Odpowiedź
książek: 679
kason83
17-04-2018 21:35
Popkultura lat 80' wytworzyła pewne klisze, którym książka składa hołd poprzez bezpośrednie wskazania oraz swoją własną konstrukcję; jest ona jedną wielką kliszą (zakompleksiony nastolatek, czekająca go misja oraz zła korporacja), ale taki był koncept autora; miała być jak produkcje tamtych lat, jak 'kino nowej przygody'. Filmu nie ocenię, gdyż jeszcze nie oglądałem, ale osobom wciąż... Popkultura lat 80' wytworzyła pewne klisze, którym książka składa hołd poprzez bezpośrednie wskazania oraz swoją własną konstrukcję; jest ona jedną wielką kliszą (zakompleksiony nastolatek, czekająca go misja oraz zła korporacja), ale taki był koncept autora; miała być jak produkcje tamtych lat, jak 'kino nowej przygody'. Filmu nie ocenię, gdyż jeszcze nie oglądałem, ale osobom wciąż potrafiącym cieszyć się taką formą jak najbardziej książkę polecam.
pokaż więcej
książek: 775
Omnikoron
18-04-2018 07:48
Książka w porządku - film kiepski. Cieszę się, że wcześniej zapoznałem się z papierową wersją, bo po obejrzeniu filmu na pewno bym po książkę nie sięgał.
książek: 1063
lucter
18-04-2018 17:32
Tak się złożyło, że choć w planach miałam najpierw lekturę, to jednak obejrzałam film (dosyć przyjemny do oglądania). Teraz koniecznie muszę zapoznać się z książką - dla porównania.
książek: 503
Miyako
19-04-2018 10:07
Najpierw przeczytałam książkę, potem pełna obaw poszłam do kina. Film jako film to typowe rozrywkowe kino skierowane do mas, do ludzi, którzy niekoniecznie są geekami czy fanami szeroko pojętej kultury. I według mnie to było jego największą wadą. Książka urzekła mnie cała masą porównań, klimatem, tym, że była tak bardzo zafiksowana na punkcie lat 80tych, które sama uwielbiam. We filmie bardzo... Najpierw przeczytałam książkę, potem pełna obaw poszłam do kina. Film jako film to typowe rozrywkowe kino skierowane do mas, do ludzi, którzy niekoniecznie są geekami czy fanami szeroko pojętej kultury. I według mnie to było jego największą wadą. Książka urzekła mnie cała masą porównań, klimatem, tym, że była tak bardzo zafiksowana na punkcie lat 80tych, które sama uwielbiam. We filmie bardzo mi tego brakowało i wyszłam z kina rozczarowana. Mam też wrażenie, ze film spłaszczył fabułę, bohaterów. Biorąc pod uwagę, że książka miejscami nie wspina się na wyżyny i mam tego świadomość, to jest to jednak sztuka, ale w niezbyt dobrym tego słowa znaczeniu.
Mój mąż, który nie miał w ręku powieści z kina wyszedł zadowolony i odprężony. Mój przyjaciel i ja, którzy jesteśmy fanami książki wyszliśmy niemal rozdarci.
pokaż więcej
książek: 154
czytelniczka550
24-04-2018 15:30
Myślę , że może być ciekawa .
Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany. Logowanie

Opinie czytelników


O książce:
Najlepsi. Kowboje, którzy polecieli w kosmos

To jest o tym, jak USA robiło pranie mózgu żołnierzom, którzy byli na tyle dobrzy, że nadawali się do programów kosmicznych i lotów bojowych. Pod przy...

zgłoś błąd zgłoś błąd