„Wróg doskonały“ na podstawie powieści Amélie Nothomb. Wygraj bilet na film z Tomaszem Kotem

LubimyCzytać
25.06.2021

Początek wakacji w kinie? Czemu nie! Przygotowaliśmy dla Was dwuosobowe zaproszenia do sieci kin Cinema City na film „Wróg doskonały”, thriller psychologiczny z Tomaszem Kotem w roli głównej. Obraz powstał na podstawie książki Amélie Nothomb „Kosmetyka wroga”. Ciarki na plecach gwarantowane!

„Wróg doskonały“ na podstawie powieści Amélie Nothomb. Wygraj bilet na film z Tomaszem Kotem

Po skończonym wykładzie uznany architekt polskiego pochodzenia Jeremiasz Angust usiłuje dostać się na lotnisko. Po drodze zatrzymuje go roztargniona dziewczyna, która tak jak on chce zdążyć na swój samolot. Oboje spóźnieni są zmuszeni czekać na kolejny lot.

Początkowo ich rozmowa zdaje się być zabawą w uwodzenie, jednak stopniowo przekształca się w niebezpieczną grę. Coraz bardziej zirytowany niechcianym towarzystwem Jeremiasz nie jest w stanie uwolnić się od natrętnej współpasażerki. Dziewczyna z minuty na minutę pcha architekta w coraz bardziej mroczną pułapkę. A przecież wszystko zaczęło się tak niewinnie…

„Wróg doskonały” to 88 minut mistrzowsko narastającego napięcia oraz znakomity debiut Tomasza Kota w zagranicznej produkcji i psychologicznym thrillerze. To również zaskakująca i wciągająca adaptacja powieści Amélie Nothomb „Kosmetyka wroga”, której podjął się hiszpański reżyser Kiké Maíllo. Światowa premiera filmu miała miejsce na 53. MFF w Sitges.

W czasach, w których bezustannie wystawiamy się sami na pokaz, chciałem przy pomocy „Wroga doskonałego” porozmawiać o potworach, które ukrywamy w szafach. O grzechach, które próbujemy schować przed innymi i przed samymi sobą. O winach, które zamiatamy pod dywan w nadziei, że nikt ich nie odkryje - mówi reżyser, Kiké Maíllo

Tomasz Kot o filmie „Wróg doskonały”

„Wróg doskonały” to intensywne i dynamiczne spotkanie dwóch silnych osobowości. Jakie cechy uwypuklił pan w granym przez siebie Jeremiaszu, żeby taki właśnie był?

Reklama

Reżyser filmu Kiké Maíllo chciał pokazać faceta, którego świat jest perfekcyjnie poukładany, a który nagle spotyka kogoś, kto mu go totalnie demoluje. Mieliśmy sporo czasu na przygotowanie do wejścia na plan w Barcelonie, całe trzy tygodnie, w czasie których wygospodarowaliśmy też przestrzeń na długie i owocne rozmowy. O dziwo, całkiem sporo ludzi pytało mnie, jak się żyło w komunizmie. Ta historia Polski wciąż jest bardzo żywa. Wydaje mi się jednak, że to co wszystkich interesowało najbardziej, to doświadczenie emigranta, przybysza z dalekiego kraju, który wyrywa się spod jakiegoś reżimu i rusza na zachód. Kiké był pod wrażeniem tych różnych pytań i historii, które opowiadałem, wśród nich też tę Pawła Pawlikowskiego. W końcu Kiké postanowił dołożyć trochę więcej informacji do postaci Jeremiasza, czyniąc go właśnie jednym z tych Polaków, którzy opuścili swoją ojczyznę w poszukiwaniu lepszego życia. Jak wielu innych bohaterów, także Jeremiasz musiał pracować dziesięć razy ciężej, żeby się utrzymać, potwierdzić swoją wartość i przede wszystkim pracować w zawodzie. W trakcie tego całego okresu przygotowawczego powstała więc klarowna i spójna historia pochodzenia Jeremiasza, którego do nowego życia przygotował grający mojego mentora znakomity francuski aktor Dominique Pinon.

Najwięcej gra pan scen z młodą obiecującą aktorką Atheną Strates, do tego to przecież sceny bardzo mocne i wymagające.

Poza wiekiem i pochodzeniem różni nas wiele, ale współpraca układała się naprawdę świetnie. Byliśmy nastawieni na to, że zrobimy wszystko, aby film nam się pięknie udał. Dla Atheny to pierwsza tak duża rola, dla mnie pierwszy tak duży projekt międzynarodowy, oboje w pewnym stopniu byliśmy więc debiutantami. Spędziliśmy razem sporo czasu. Athena jest z Cape Town, na planie było też sporo Hiszpanów i Argentyńczyków, a kręciliśmy pewną część w zimie. Dla mnie cudownym czasem były jeszcze jasne zimowe wieczory, kiedy termometr pokazywał wciąż cudowne 16 czy 17 stopni. Wtedy ja z rozpiętą kurtką siadałem w przyhotelowej kawiarni napawając się widokiem ze świadomością, że w Polsce jest już ciemno i mróz, po czym przychodziła zziębnięta Athena i ze śmiechem przypominała, że u niej w domu jest teraz 40 stopni! Z mojej perspektywy to prawdziwie fantastyczne doświadczenie, które udowadnia też dobitnie, że świat się kurczy, i zmniejszają dystanse.

Tomasz Kot w filmie Wróg doskonały

Jak to się stało, że Kiké Maíllo w ogóle do pana trafił z tym scenariuszem?

Reklama

Wydaje mi się, że to „Zimna wojna” była takim moim międzynarodowym biletem. Dostałem po niej wiele propozycji ze świata, włącznie z filmem o Tesli. Kiedy padła propozycja filmu biograficznego, to mając w swojej filmografii obrazy o Zbigniewie Relidze i Ryszardzie Riedlu sądziłem, że mam wręcz papiery na to, by grać takie postaci. Akurat tamten film na razie nie powstaje, ale Kiké na mnie zaczekał. W związku z tym, że język angielski jest dla mnie drugim językiem, zazwyczaj dość długo czytam scenariusze zagraniczne, które dostaję. To zajmuje kilka dni, wiąże się z licznymi konsultacjami, bo przecież obce teksty są zwykle naszpikowane idiomami i frazami, które brzmią po polsku zupełnie inaczej. Natomiast tekst „Wroga doskonałego” przeczytałem w parę godzin, niezwykle mnie wciągnął. Cały czas zastanawiałem się, o co chodzi, co się zaraz wydarzy. Na kartkach czuło się wręcz tę dynamikę i intensywność. Kiedy wreszcie po lekturze zdzwoniliśmy się z Kiké, usłyszałem, że strasznie podobała mu się „Zimna wojna” i że zdecydowanie potrzebuje na planie kogoś takiego jak ja. Kogoś, kto łączy w sobie mrok i szlachetność i jakąś taką nieoczekiwaną moc. Nie mogłem odmówić (śmiech).

Nie miał pan wcześniej w karierze zbyt wielu okazji, by wypróbować tę swoją szlachetność i mrok jednocześnie, bo i takich soczystych thrillerów w pana filmografii nie ma zbyt wiele. Jak pan wspomina całe to doświadczenie?

To prawda, nie miałem wcześniej za często do czynienia z rasowym thrillerem, może nawet nigdy. Od początku do końca byłem tym jednak zachwycony. Jasne, że się trochę bałem, szczególnie że tak naprawdę po raz pierwszy byłem jedynym Polakiem na planie. Nawet przy okazji poprzedniej mojej międzynarodowej produkcji dla BBC - „World on Fire” byliśmy dość sporą reprezentacją Polaków. Z kolei przy „Warning” ponieważ kręciliśmy w Polsce, duża część ekipy pochodziła z naszego kraju. Przy „Wrogu doskonałym” nie było natomiast żadnego telefonu do przyjaciela. Grając główną rolę człowiek cały czas jest przecież przed kamerą. Dla mnie to był bardzo duży i poważny sprawdzian umiejętności, bo można było polegać tylko na sobie i na tym, czego się do tej pory nauczyłem, czego doświadczyłem. Na szczęście Kiké jest bardzo sprawnym i efektywnym reżyserem, który ma wszystko w małym palcu, pięknie wyliczone i zmierzone, pod kontrolą. Nie kręciliśmy co prawda chronologicznie, ponieważ byliśmy związani lokacjami, ale pracowaliśmy bardzo ciężko podczas prób i kiedy się wreszcie znaleźliśmy na planie, to wszystko zaprocentowało.

Określił pan Kiké Maillo jako bardzo efektywnego reżysera. O polskich aktorach za granicą też często mówi się, że są bardzo efektywni, potrafią do maksimum wycisnąć każdy dzień zdjęciowy. To w takim razie chyba stworzyliście z reżyserem „Wroga doskonałego” - duet doskonały?

Niedawno nawet myślałem o tej naszej polskiej aktorskiej efektywności, a pierwszy zwrócił mi na to uwagę reżyser mojego odcinka „World on Fire”, z którym się zakolegowałem. Powiedział wtedy, że chociaż przy serialu ze względu na jego specyfikę, pracował z wieloma narodami, to zwrócił uwagę, że Polacy są zawsze najlepiej obeznani z planem. Wyszło nam chyba wtedy, że to dlatego, że my zwykle działamy na mikrobudżetach, w porównaniu do produkcji ze Stanów czy Wielkiej Brytanii. Wtedy wiedza na temat tego, kto gdzie stoi, gdzie ustawić kamerę, żeby nie zasłaniała światła, albo dokąd absolutnie nie można iść, żeby niczego nie poruszyć, jest po prostu kluczowa i niezbędna, żeby nie przedłużać żadnego dnia zdjęciowego. Ekipa była więc pod sporym wrażeniem naszych zdolności.

Ma pan już dzięki tym zagranicznym projektom spore doświadczenie międzynarodowe, ogromne na planie rodzimych produkcji. Nie da się więc uniknąć porównań!

Technicznie to w zasadzie nawet to samo, ale ze względu na rozmach niektórych produkcji byłem zmuszony do rezygnacji z części moich przyzwyczajeń. Zazwyczaj lubię się witać z członkami ekipy, z którymi danego dnia współpracuję, ale na planie dużych produkcji to jest niestety niemożliwe. Z kolei przy okazji „World on Fire” ćwiczyliśmy na poligonie i ktoś nam pokazywał kilkanaście rodzajów sztucznej amunicji stworzonej tylko po to, żeby można ją było wykorzystać w filmie. Tego rodzaju przygotowanie wygląda za granicą zupełnie inaczej niż u nas. Ale ja byłem bardzo szczęśliwy, bo przy każdej zagranicznej produkcji miałem czas i okazję się dobrze przygotować. Zawsze robiłem to i tak przy każdym swoim projekcie, choć zwykle na własną rękę. Tu mieliśmy odpowiednie środki i ludzi, żeby zapewnić całej ekipie to, czego potrzebowała.

Wspomniał pan wcześniej o kwestii językowej jako sporym wyzwaniu, ale czy spotkał się pan jeszcze z czymś na planie „Wroga…”, co zapamięta pan na długo?

Z pewnością wiele. W tej chwili przychodzi mi jednak na myśl szczególnie scena w cemencie, którą realizowaliśmy przez całe dwa dni zdjęciowe. Pewnego dnia przyjechałem na plan i zwróciłem uwagę, że wygląda po prostu jak plac budowy. Na środku stała wielka gruszka, ale nie zdążyłem nawet nikogo o nią zapytać, kiedy podszedł do mnie producent i powiedział: „Tomasz, this is for you!”. Okazało się, że w środku znajdowało się mnóstwo ziemniaczanego puree, mąki i barwników spożywczych, które miały imitować cement. Do tej sceny potrzebny był udział dwojga dublerów, Atheny Strates, Marty Nieto, hiszpańskiej aktorki, która w filmie gra moją żonę i mój. Nie miałem pojęcia, co się wydarzy, i jak mnie w tym udawanym cemencie zatopią. Nie muszę też chyba dodawać, że było w nim przerażająco zimno, bo nie było jak go ogrzać! Słowem: niezapomniane przeżycia!

Musi mi pan jeszcze koniecznie opowiedzieć o wnętrzach, lokalizacjach, tym wielkim, choć trochę klaustrofobicznym lotnisku, które zbudował pana Jeremiasz!

Co to była za przygoda! (śmiech) Udało nam się wygospodarować jeden dzień zdjęciowy na autentycznym lotnisku, do tego jednym z największych na świecie, bo na lotnisku imienia De Gaulle’a w Paryżu. Już po jednym dniu miałem wrażenie, jakbym tkwił tam od 2 miesięcy! Spotkało nas tam wiele nieoczekiwanych sytuacji. Ponieważ nie graliśmy wśród statystów, tylko prawdziwych pasażerów, obserwujących nagrywanie poszczególnych scen, niektórzy mnie poznali jako aktora „Zimnej wojny”, inni nie zdawali sobie sprawy, że kręcimy. Kiedy trzykrotnie musiałem szybko wstać z miejsca i przebiec kawałek, razem ze mną podnosiła się spora grupka gapiów patrząc się, za czym ja tak biegnę tyle razy! (śmiech) Musieliśmy wiele razy prosić, żeby nikt nie reagował, bo nawet gdy nie widać kamery, ona rejestruje ujęcia. Poza tym oczywiście mieliśmy na De Gaulle’u swojego lotniskowego opiekuna, który prowadził nas niedostępnymi dla pasażerów korytarzami, ponieważ nie mieliśmy standardowych biletów upoważniających do lotu i znajdowania się w tej części hali. Nie mogłem wyjść z szoku, kiedy postanowiłem wrócić do Polski w czasie przerwy w zdjęciach, i wracałem dokładnie z tego samego stanowiska, przy którym kręciliśmy nasze sceny! Znałem tam już w okolicy każdego, od obsługi naziemnej, przez kelnerów aż do pracowników punktu informacyjnego. Natomiast kiedy nasz czas w prawdziwej lokalizacji się skończył, wynieśliśmy się z Paryża do miejscowości Reus w Katalonii, gdzie scenograf przerobił ogromną salę konferencyjną na poczekalnię dla pasażerów biznesowych, która stanowiła przez pewien czas nasz główny plan. To właśnie tam znajdowało się lotnisko zaprojektowane przez Jeremiasza. Niezapomniane przeżycia, niezapomniane doświadczenie!

Tomasz Kot w filmie Wróg doskonały

Amélie Nothomb – autorka powieści, na podstawie której powstał film

Reklama

Fabienne Claire Nothomb (urodzona 9 lipca 1966 w Etterbeck) znana jest pod pseudonimem Amélie Nothomb. Jest jedną z ważniejszych pisarek współczesnej literatury europejskiej. Została wybrana do kapituły Belgijskiej Królewskiej Akademii Języka Francuskiego i Literatury. Dzieciństwo i młodość spędziła w różnych krajach azjatyckich, ponieważ jej ojciec był belgijskim dyplomatą.

W wieku siedemnastu lat wróciła do Europy, do Brukseli. Czuła się w tym mieście dziwnie i obco. Studiowała na uniwersytecie w Brukseli, gdzie uzyskała dyplom filologii romańskiej. Po studiach wróciła do Japonii, gdzie (jednocześnie pisząc) pracowała w międzynarodowej korporacji. Zderzenie z japońską kulturą pracy zainspirowało ją do napisania jej najsłynniejszej powieści „Z pokorą i uniżeniem” (1999).

Po powrocie do Belgii autorka opublikowała powieść „Higiena mordercy” (1992). To był początek oszałamiającego pasma sukcesów. Powieść powstała pod wpływem tragicznej wizji śmierci jej brata z ręki pijaka. Od tej pory autorka mogła zacząć utrzymywać się ze swojej pasji – pisarstwa.

„Wróg doskonały” to adaptacja jej dziesiątej powieści – „Kosmetyka wroga” wydanej w 2001 roku. Powieść przetłumaczono na 24 języki i sprzedała się na świecie w ponad milionie egzemplarzy.

KONKURS 

Mamy dla Was 15 dwuosobowych zaproszeń do wykorzystania na dowolny seans filmu „Wróg doskonały" w dniach od 5 do 8 lipca 2021 roku w sieci kin Cinema City, do zrealizowania zgodnie z repertuarem kina. Zaproszenie mailowe podlega wymianie na bezpłatne bilety w kasie kina Cinema City.

Co trzeba zrobić, by wygrać jedno z zaproszęń dla dwóch osób?

Napisz, dlaczego lubisz chodzić do kina. Odpowiedzi umieszczajcie w komentarzu pod tą aktualnością. 

Konkurs trwa od 25 do 29 czerwca 2021 roku. Szczegóły w regulaminie.

Powodzenia!

[ec]

Reklama

komentarze [59]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Lucy 04.07.2021 21:11
Czytelniczka

Uwielbiam kino. Od dziecka. Nie zapomnę "Awantury o Basię" czy "Historii żółtej ciżemki", które oglądałam z rozdziawioną buzią siedząc na kolanach mamy, bo z fotela niewiele widziałam. Pokochałam magię kina na całe życie. Nie przeszkadzało mi, że na niektórych seansach sala świeciła pustkami. Tak oddawałam się emocjom filmów Sergieja Bondarczuka, Luisa Bunuela czy Vittorio...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
mała_mi 01.07.2021 19:40
Czytelniczka

Lubię słuchać. Ludzi, muzyki, deszczu, żab... czegokolwiek. Ale żeby słuchać, tak naprawdę, trzeba się skupić. Żeby usłyszeć to, co chce mi powiedzieć reżyser, scenarzysta, aktorzy, muszę im poświęcić maksimum mojej uwagi. W domu, z przyczyn obiektywnych, nie jest to możliwe bo... "Mamo głodny jestem." "To jak już jesteś w kuchni to zrób herbaty." "Twoja mama dzwoni" "...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
konto usunięte
30.06.2021 16:20
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

theana150 30.06.2021 16:32
Czytelniczka

Wydaje mi się, że już zwycięzcy zostali wyłonieni, ja już otrzymałam pozytywną wiadomość od LC.  😄

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
konto usunięte
30.06.2021 16:49
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

theana150 30.06.2021 17:08
Czytelniczka

Dzięki 😊 wiesz, nadzieja zawsze umiera ostatnia! 😁

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
FioletowaRóża 30.06.2021 17:11
Czytelniczka

Też mi się udało i także dostałam wiadomość poprzez pocztę na stronie LC. 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
konto usunięte
30.06.2021 17:39
Czytelnik

Użytkownik wypowiedzi usunął konto

Krzysiek Żuchowicz 30.06.2021 14:42
Autor

Troszkę się wyłamię, bo zapadły mi słowa aktora: "... świat się kurczy, i zmniejszają dystanse." Można rzec frazes (z resztą Pan Cugowski o tym śpiewał dawno), ale pokazuje jak coraz więcej "światów" jest w zasięgu naszych rąk.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
iwoboj 29.06.2021 23:24
Czytelniczka

Dlaczego lubię chodzić do kina...? Kiedy zasiadam w fotelu, kiedy gasną światła, kiedy ekran ożywa Ja ze zwykłego człowieka staję się bohaterem filmu. Mogę być zakochaną kobietą, zabawną dziewczyną, królową, żebraczką, elfem, zwierzakiem, postacią z kreskówki, superbohaterem... Poddaję się tej magii jaką daje kino i przeżywam przygody, odstresowuję się, ładuję akumulatory....

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
peterpan12 29.06.2021 18:50
Czytelnik

  Na początek warto zacząć od kinematografii w ogólności –
która jest niesamowitą sztuką, jako że łączy w sobie różne środki wyrazu. Filmy
działają na nas obrazem, muzyką i tekstem, tak więc dostając tak wiele bodźców,
jesteśmy w stanie znacznie silniej wczuć się w opowiadaną historię (nie
wspominając już o filmach 4D i 5D, kiedy to twórcy wrzucają nas w sam środek
wydarzeń...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Czarnoskrzydła 29.06.2021 16:23
Czytelniczka

  Siadając w sali kinowej zapominamy na chwilę o swoim życiu,
o swoich problemach i dylematach. Zatapiamy się w historię, którą nam
przedstawia film. Poznajemy bohaterów i wraz z nimi zaczynami przeżywać ich
uczucia, emocje i kłopoty. Zanurzamy się w opowieść, która na ten czas staje
się jedyną rzeczą która się liczy. Są różne filmy i różni bohaterowie, jedni
zostają z nami...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
karolina27 29.06.2021 15:14
Czytelnik

Kino ma w sobie jakąś magię. Myślę, że jego wartość wzrosła jeszcze bardziej w dzisiejszych czasach. Po dość długim siedzeniu w domu, gdzie wszystko miałam na wyciągnięcie ręki, dzięki zasięgowi i mocy Internetu, mam jednak potrzebę by wyjść z domu, rozsiąść się wygodnie w kinowym fotelu, zajadać świeżo przygotowanym popcornem i przeżyć na nowo silne emocje, efekty...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
pikoolo 29.06.2021 14:08
Czytelnik

Lubię chodzić do kina ponieważ z kimś, nawet nieznajomym, raźniej mi się ogląda. W kinie lubię oglądać szczególnie horrory, ponieważ boję się wtedy, że osoba siedząca za mną zrobi "BUUU!" i mnie wystraszy. Sprawia to, że horrory są bardziej przerażające.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Marta 29.06.2021 10:56
Czytelnik

Lubię chodzić do kina, aby na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Aby pewne rzeczy przemyśleć i poukładać, bo jakoś tak zawsze się składa, że jakiś wątek filmu skłania do refleksji nad moim życiem. Lubię chodzić do kina, aby zachwycić się przez te kilkadziesiąt minut innym miejscem, innymi ludźmi. I nieważne, czy sama czy z kimś - każde wyjście ma swój niepowtarzalny...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
zgłoś błąd