-
Artykuły
Czytamy w weekend. 17 kwietnia 2026
LubimyCzytać313 -
Artykuły
"Malarz" Piotra Chomczyńskiego - mamy dla Was 30 egzemplarzy książki
LubimyCzytać4 -
Artykuły
Wiosenne porządki w księgarni Matras. Setki hitów już od 5 złotych!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jak dobrze znasz Katarzynę Bondę? Alfabet pisarki.
LubimyCzytać12
Biblioteczka
2026-04-11
2026-04-07
Książka pt. „Boży bojownicy”, czyli druga cyklu zatytułowanego „Trylogia husycka” podzielona jest jakby na dwie części, pierwsza to epizod praski, jak zapewne czytelnicy pamiętają Reinmar z Bielawy tam studiował, więc czuł się tam jak u siebie, znał miasto, ludzi itp. Dał się też przekonać do husyckiej doktryny kielicha. Co spowodowało powrót na Śląsk razem z wojskami hejtmana Prokopa Gołego. A jak pamiętamy liczni wrogowie zacierają rączki i czają się, żeby go dopaść. Co poskutkuje iście wiedźmińskim wyborem: być pogardzanym jako zdrajca swojej sprawy, czy być wiernym husytą i być pewnym, że z tego tytułu na Śląsku żyć mu nie dadzą.
Akcja, która toczy się w Pradze jest w miarę spokojna, jak na standardy tego bohatera rzecz jasna. Reynewan interesuje się wiedzą zielarską, co z punktu widzenia Inkwizycji ma troszkę mniejszy kaliber niż czarowanie, ale i tak podpada. Poznaje też aptekarzy alchemików i czarowników, którzy mają w podziemiach zacną bibliotekę. No ale jak nietrudno domyśleć się przyjdzie Reinmarowi i jego kompanom Pragę opuścić. Przed wyjazdem został ostrzeżony, żeby unikać zamku Troski i gdzie się pcha? Tak, tak, dokładnie tam, na zamek Troski.
No ale jakoś radzi sobie z czeskimi przygodami, po to, żeby działo się na Śląsku, przypomina sobie o pięknej Nikolettcie, która miała być Katarzyną, a okazała się Juttą de Apolda. Nietrudno się domyśleć, że były motywy całkiem przyjemne jak udane miłosne schadzki. Jednak kłopotów też było co niemiara. Ponieważ „starzy znajomi” o Reynewanie bynajmniej nie zapomnieli i za pośrednictwem Jutty, pozbierali te co trzeba informacje o poszukiwanym czarowniku. O niej z kolei dowiedzieli się od torturowanych husytów. A wszystko dlatego, że byli zainteresowani tym co słychać u młodego szlachcica z Bielawy. No i stało się! Momentami było to bolesne, bo były ciosy, czas spędzony w lochu i tego typu podobne „przyjemności”. Był też szantaż, że jego kobietę spotkają przykre, delikatnie mówiąc, atrakcje, a na co tych panów stać Reynewan wiedział doskonale.
Opisów wojny przypominających raczej wojnę nowoczesną niż tą kojarzoną z eposów średniowiecznych jest w książce multum. Płoną wioski i miasta, drogi są pełne uchodźców, którzy nie mają gdzie się podziać. Pełno jest rannych, grupka husytów, w tym Reynewan mają szczęście, bo na skutek paktu kurują się w szpitalu w jednym z ocalałych z ogólnej pożogi miast. Chociaż lekko nie jest, bo tubylcy są wrogo nastawieni do heretyków. Bitwy przedstawione przez Sapkowskiego to po prostu krwawa jatka, jakby to G. R. R. Martin powiedział „uczta dla wron”.
No ze środkowym tomem trylogii wiadomo jak jest, po prostu akcja się toczy, czytelnik jest wciągnięty w wydarzenia, no ale do finału jest daleko. Wątpliwości w tej materii nie ma z tego tytułu że wiemy, że Sapkowski jest mistrzem znakomitej opowieści i czytelnik wie z góry, że będzie dobrze i tak rzeczywiście jest. Książka jest niesamowita, przy okazji to jest tak wybitne studium mentalności ludzi średniowiecza, że tą książkę i całą trylogię także pod tym kątem warto przeczytać. Jest naprawdę ciekawie i czytelnik jest ciekaw co będzie dalej i ile jest potrzebnych cudów, żeby Reynewan wyszedł w jednym kawałku z tych wszystkich opresji, w które najczęściej się sam pakuje, bo jakaś piękna białogłowa m. in. zawróci mu głowę swoimi sprawami. Jest dobrze, jest genialnie, świetnie, dobrze wykreowani są bohaterowie literaccy. Zdecydowanie polecam. Warto przeczytać.
Książka pt. „Boży bojownicy”, czyli druga cyklu zatytułowanego „Trylogia husycka” podzielona jest jakby na dwie części, pierwsza to epizod praski, jak zapewne czytelnicy pamiętają Reinmar z Bielawy tam studiował, więc czuł się tam jak u siebie, znał miasto, ludzi itp. Dał się też przekonać do husyckiej doktryny kielicha. Co spowodowało powrót na Śląsk razem z wojskami...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-26
Zapewne nikogo przekonywać nie trzeba, że proza Sapkowskiego jest po prostu genialna. Wątpię również, żeby ktokolwiek podejrzewał że “ Trylogia husycka” okaże się chociaż odrobinę gorsza od “ Sagi o wiedźminie”. Choć prawdą też jest, że porównywanie jest utrudnione poprzez fakt, że “ Wiedźmin” to klasyczne fantasy, a tą trylogię, jej pierwsza część ma tytuł “Narreturm”, to raczej coś w rodzaju historical fantasy, bo jednak książka jest oparta o konkretne wydarzenia historyczne. Autor jest świadomy, że czytelnicy historię znają, raz traktuje ją poważnie, a bywa, że mruży do nas oczko i troszkę kombinuje i literacko ubarwia. Zaś konceptów typowo wziętych ze świata fantasy jest multum, jakby udawał, być może świadomie, że zapomniał, że to nie jest uniwersum Wiedźmina. Ta wybuchowa mieszanka wyszła doskonale. Jest jeszcze ciekawostka dla fanów czeskiej gry “Kingdom Come Deliverence”, w jednym zdaniu pojawia się u Sapkowskiego stary znajomy Jan Ptaček. Na bank to ten sam jegomość ponieważ akcja książki to lata 20 XV wieku, czyli odrobinkę później niż akcja pierwszej części gry.
Głównego bohatera autor wykreował iście oryginalnego jest nim Reinmar z Bielawy, zwanym jest też Reynewanem, bywa nazywanym Toledo, Alkasynem, przyjaciele zwą go też błaznem, wrogowie heretykiem, czarownikiem i kurwiarzem. Już samo to świadczy o jego niebywałej oryginalności.
Pewnie Sapkowski jest świadom, że Polski czytelnik lubi takich Kmiciców. Autor nie stworzył na kartach książek co prawda pana Andrzeja, ale mimo, że bohaterowie nazywają się inaczej i są z innej bajki, to jednak jakąś cząstkę bohaterów Sienkiewiczowskich da się w twórczości Sapkowskiego znaleźć.
Reynewan jest absolwentem Uniwersytetu w Pradze. Studiował medycynę oraz nielegalne, z punktu widzenia doktryny religijnej, sztuki magiczne. Reinmar ma wybitnych kolegów ze studiów. Są to znane Śląsku osobistości i to mu ratuje życie. Pierwszy to Bolko, jeden z Piastów Śląskich, a drugi to Grzegorz Hejncze, Wielki inkwizytor, którego bał się prawie każdy. Przy okazji Sapkowski dołączył do listy autorów książek, którzy postaci z tej mrocznej formacji kościoła katolickiego umieszczali na kartach książek i barwnie opisywali. Grzegorz Hejncze był tak samo równie groźny, jak i piekielnie inteligentny. Nadawał się do tej roboty.
W pierwszej części Reinmar i jego kompani biegają po całym Śląsku, bo ten zamiast ratować swój tyłek przed ciosami licznych wrogów ugania się za spódniczkami Panny są dwie. Jedna to francuska, Adela de Stercza, małżonka jednego ze Sterczów, którzy przez całą książce uparcie ganiają Reynewana za haniebny czyn uwiedzenia bratowej. Z racji, że Adela znalazła sobie możnego protektora i kochanka Jana Ziębickiego, sytuacja Reinmara jest nie do pozazdroszczenia. Przy okazji książę trafił na długą listę tych, którzy chcą Reynewana zabić.
Drogą kobieta jest również blondyna, która przedstawia się jako Nikoletta, a okazuje się szlachcianką Katarzyną Biberstein. Fakt, że jej ojciec wpisał się na listę chętnych do ukręcenia głowy Reynewanowi można wnosić, że Kasia nie wróciła do domu po nocnej przygodzie na sabacie czarownic i czarodziejów. Czyja wina? Proste.
To, że Reynewan przeżył pierwszy tom należy uznać za cud biorąc pod uwagę z milion okoliczności i dynamikę książki. Akcja pędzi tak szalenie, że czytelnik ledwo nadąża gdzie Reynewan z ekipą, Szarlejem i Samsonem Miodkiem właściwie są. W pewnym momencie sam autor uznał, że potrzebują odpoczynku i wsadził ich do wariatkowa, Narreturnu, wieży błaznów. Mimo, że warunki socjalne pobytu tam były całkiem przyzwoite, to jednak perspektywy przeżycia tej atrakcji były liche, bo Reynewanem i Szarlejem interesowało się Święte Oficjum. Samson kręcił się po drugiej stronie muru. Można się domyślać, że były kolejne cuda, bo autor uraczył nas przecież kolejnymi dwoma tomami przygód głównego bohatera. Wiemy, że Śląsk dąży do wojny z Husytami z Czech. Jak ładnie przedstawia Sapkowski duchownych katolickich nietrudno się domyśleć. ale husyckich duchownych i przywódców wcale niewiele lepiej. Wręcz daje autor do zrozumienia, że jednym i drugim chodzi o to samo, o złoto i władzę.
Co sądzi o kondycji ludzkości Samson Miodek? A mianowicie dał on do zrozumienia ratując kotka z płonących ruin miasta Bardo. Skończyliśmy się jego zdaniem i dziwnym trafem to jest aktualne, bo obłęd wojenny wciąż trwa, a propaganda, ideologia jest po to, żeby “ciemny lud kupował”. Czy ma rację?
Książka jest fascynująca, co zaskoczeniem nie jest. Oczywiście oprócz całej bieganiny bohaterowie mają okazję do innych aktywności np. uczty, śpiewanie nieładnych piosenek o dupie Maryni, podrywanie obiektów płci przeciwnej lub tej samej. Intelektualnych rozrywek jest też sporo, w tym sporo dysput intelektualnych. Na pewno ciekawie i interesująco autor wychwycił mentalność bohaterów końcówki średniowiecza. Książkę zdecydowanie trzeba przeczytać. Polecam.
Zapewne nikogo przekonywać nie trzeba, że proza Sapkowskiego jest po prostu genialna. Wątpię również, żeby ktokolwiek podejrzewał że “ Trylogia husycka” okaże się chociaż odrobinę gorsza od “ Sagi o wiedźminie”. Choć prawdą też jest, że porównywanie jest utrudnione poprzez fakt, że “ Wiedźmin” to klasyczne fantasy, a tą trylogię, jej pierwsza część ma tytuł “Narreturm”, to...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Miałem okazję przeczytać książkę pt. „Sedinum. Wiadomość z podziemi”, której autorem jest Leszek Herman. Nie ma żadnych wątpliwości, że ta książka przyzwoicie reprezentuje województwo zachodniopomorskie, książki stamtąd czytanej w ramach Book Trottera. Oczywiście oprócz fabuły książki nie brakuje licznych opisów Szczecina i okolic, co niewątpliwie wzbogaca wiedzę z regionalistyki historycznej tego regionu. Bardzo zbliżony koncept literacki ma Elżbieta Cherezińska dodając motywy z historii Pomorza do swoich książek, które jak zapewne przyznamy są doskonałą popularyzacją historii.
Ta książka, jak i pozostałe zapewne, ewidentnie nawiązują do twórczości Dana Browna i sam autor tego nie ukrywa. W polskiej literaturze zajmuje się tym Maciej Siembieda i Zygmunt Miłoszewski. Niewątpliwie warto poznać koncepcję Leszka Hermana, jestem przekonany, że czytelnik tego typu Brown’owskich thrillerów zawiedziony nie będzie.
Co do akcji to mamy trzech głównych bohaterów, raczej zwykłych ludzi, w tym sensie, że prowadzą normalne życie i raczej w przeróżne kabały się nie pchają, no ale jak to bywa czasem się to zdarza, akcja przyśpiesza itp. Najpierw poznajemy Igora Fleminga, architekta, pasjonata historii i historii sztuki. Szybko do akcji weszła Paulina Weber, dziennikarka lokalnej gazety: Dziennika Szczecińskiego. Pojawił się w tej ekipie angielski dżentelmen niemieckiego pochodzenia sir Johan Karley. Cała trójka wzięła się za rozwiązywanie zagadek i dumanie czy istnienie masońskiego skarbu jest możliwe? No i oczywiście mamy z milion różnych interakcji z różnymi ludźmi, nie zawsze sympatycznymi, bywa, że z przestępcami. Wchodzą różne dziwne miejsca, bezpieczne to nie jest, włącznie ze śmiertelnym zagrożeniem.
No ale przecież o to też chodzi w tego typu literaturze, ma się dziać, akcja pędzić jak szalona i ma być ciekawie, no i ma być cholernie ryzykownie, żeby był dreszczyk emocji, no i przynajmniej opcja znalezienia jakiegoś złota. Rzecz jasna ta informacja czy do znalezienia czegokolwiek doszło jest spojlerowa, więc ci… Dodać można, że czas akcji jest współczesny, są liczne retrospekcje z przeszłości. Fabuła toczy się przez niewiele ponad tydzień, co przy licznych zdarzeniach uznać to można za krótki czas, a to jest raczej typowe dla thrillerów. Jest ciekawie. Polecam.
Miałem okazję przeczytać książkę pt. „Sedinum. Wiadomość z podziemi”, której autorem jest Leszek Herman. Nie ma żadnych wątpliwości, że ta książka przyzwoicie reprezentuje województwo zachodniopomorskie, książki stamtąd czytanej w ramach Book Trottera. Oczywiście oprócz fabuły książki nie brakuje licznych opisów Szczecina i okolic, co niewątpliwie wzbogaca wiedzę z...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-11
„Kiedy ucichną działa już
Wtedy się inne odezwą
Ludzie zabijać zaczną się znów
Za wojnę znów się wezmą. „ *
Z wojnami jest ten kłopot, że trzeba wiedzieć, że są, bliżej lub dalej, choćby po to, żeby nie było, „że nie wyświetliło się na Tik Toku”. Bo czas wojny to właśnie czas kiedy polityka zajmuje się zwykłym człowiekiem i przyjemne to nigdy nie jest.
Haldeman w pierwszym tomie zatytułowanym „Wieczna wojna” , jak i zapewne w całej trylogii pt. „Wieczna wojna” idzie na całość. Mamy w książce opisane wszelkie możliwe barwy kampanii. Dzieje się!
Głównym bohaterem jest żołnierz Mandella, absolwent Fizyki. Został on wysłany w odległe rejony kosmosu najpierw na iście mordercze szkolenie, przetrwała, tzn. dosłownie przeżyła, połowa składu. A potem Mandella i jego koleżanki i koledzy z wojska byli już na wojnie, gdzie o utratę życia było jeszcze łatwiej. W jednej z kampanii tej kosmicznej wojny major Mandella stracił 88 % składu.
Przy czym koniecznie trzeba zauważyć, że ciekawa jest koncepcja różnic czasowych, pierwsze 2 lata regularnej służbie w kosmosie przełożyło się na ok 2 dekady ziemskiego czasu. W późniejszym okresie było jeszcze gorzej pod tym względem. Służba Mandelli mogła trwać kilkadziesiąt lat, a wedle naszej rachuby dotrwał on do czwartego tysiąclecia.
Pytanie uzasadnione, dlaczego szeregowy Mandella, awansował na kilka innych stopni wojskowych, pchał się na kolejne kampanie tej samej wojny z kosmitami, Tauronami? . W teorii nie musiał, ale po pierwsze rzeczywistość wojskowa była jedyną w jakiej sobie radził, pomimo przeżytych traum wojennych, a po drugie nie było do czego wracać. O czym się przekonał idąc do cywila po wypełnieniu pierwszego kontraktu, a potem z kolei dowiadywał się, że Ziemia jest inna, i nie ma po co tam podróżować.
Podsumowując to jest trudna książka udowadniająca empirycznie, że jeżeli kiedyś będą gwiezdne wojny, to będą one co najmniej tak samo paskudne jak te piekła, które ludzie urządzają sobie na Ziemi. W sumie nie ma znaczenia czy ludzie będą bić się między sobą, z kosmitami, maszynami, z kimkolwiek się jeszcze da, wojna będzie zawsze takim samym okropieństwem. Nie ma też wątpliwości, że kolejne konflikty zbrojne dostaną się na karty literatury fantastycznej. Tutaj nikt z czytelników wątpliwości żadnych nie ma, że chodzi o wojnę w Wietnamie. No i każda tego typu eksperiencja, odciśnie swój wpływ na literaturę. Dla czytelnika niewątpliwie będzie to bardzo ciekawe i równie trudne doświadczenie czytelnicze. Książkę polecam i zapewniam, że mam zamiar kontynuować czytanie trylogii.
* Piosenka zespołu Kult, Kiedy ucichną działa, https://www.tekstowo.pl/kult/kiedy-ucichna-dziala
„Kiedy ucichną działa już
Wtedy się inne odezwą
Ludzie zabijać zaczną się znów
Za wojnę znów się wezmą. „ *
Z wojnami jest ten kłopot, że trzeba wiedzieć, że są, bliżej lub dalej, choćby po to, żeby nie było, „że nie wyświetliło się na Tik Toku”. Bo czas wojny to właśnie czas kiedy polityka zajmuje się zwykłym człowiekiem i przyjemne to nigdy nie jest.
Haldeman w...
Co prawda powieść „7th Heaven” , której autorką jest Anna Levi zaliczyć można do literatury młodzieżowej i nie brak tutaj banalizy typowej dla tego gatunku literackiego. Jednak nie zmienia to postaci rzeczy, że jest to wartościowa pozycja i warto zastanowić się nad tym czy czytanie tej książki ma sens. Oczywiście wątpliwości nie mam żadnych, bo ta fantastyczna koncepcja jest tak ciekawa, że warto wejść czytelniczo w to uniwersum. To połączenie świata cyberpunka ze światem pustyni, ewidentnie kojarzącym się czytelnikowi z Diuną, jest po prostu genialne!
Na pewno warto wspomnieć o analogiach literackich, jak wspomniałem „Diuna” Herbertów jest oczywista, ale również bez gry „Cyberpunk 2077” daleko byśmy nie zaszli, w wersji książkowej mamy „Cyberpunk, Bez_Przypadku” Rafała Kosika. Mamy motyw romansowy Yarary i Connifera, co przywodzi na myśl klasyk gatunku „Romeo i Julia” Szekspira. Co ciekawe mamy też koncepcje apokaliptyczną z Biblii. Czytelnik z dyskursu Yarary z jej cyfrowym awatarem dowiaduje się, że ten świat się wali. Właściwie wielkie metropolie, zwane tutaj polis Datura i Sagura już się skończyły, bo de facto rządzi tak AI i urządza sobie „Matrix”. W grze Cyberpunk były engramy, żeby bogaci mogli żyć, jeżeli nie wiecznie to prawie wiecznie. Johny Silverhand mimo, że był legendą Night City, dostał engram raczej testowo, żeby ludzie pokroju Arasaków zobaczyli czy to działa. Ciekawostką jest, że nie potrzeba tutaj żadnego nośnika, bo te miliony ludzkich świadomości dało radę upchać w chmurze. Pilipiukowskie scalaki kosmitów to były płyty CD/DVD, W „Cyberpunku 2077” tym nośnikiem była wielka skrzynia z którą dwóch mężczyzn miało nielichy kłopot. W książce pt " 7thHeaven" świat się wali, ludzi z miast przejął jakiś Superkomputer, a ostatnią nadzieją ludzkości pozostała ludność mieszkająca na pustyni. Oni byli wolnymi ludźmi odpornymi na to co byty natury informatycznej oferowały.
O co chodzi z tym 7thHeven? Jest to dyskoteka, miejsce w przedziwny sposób łączące dwa światy, różniące się kompletnie od siebie, polis są pod kopułami, a pustynia wiadomo, też daje życie, ale jest trudno, jednak społeczność Czak Czak innych odpowiedników siczy, radzi tam sobie i jest szczęśliwa, pomimo licznych zagrożeń. Myślę, że nie ma potrzeby udowadniania dlaczego ta Diuna? Jest tych motywów tak dużo i są one bardzo czytelne praktycznie dla każdego i to jest niesamowicie fascynująca intelektualna zabawa czytelnicza dochodzenie skąd i dlaczego my tutaj to mamy w tej książce. Zapewne nietrudno się domyśleć, że w 7th Heaven rozpocznie się akcja książki, kiedy pierwszy raz spotkają się Yarara i Connifer, a potem akcja popędzi jak szalona. Czy ta miłość przetrwa?
Książka jest interesująca, mamy multum barw świateł polis, no i jedno słonecznie prażące światło pustyni, na której jedynym urozmaiceniem są wydmy, a fauna i flora występuje w stopniu minimalnym. A jednak pustynia jest wystarczająco fascynująca, żeby o niej pisać. Warto poznać i zagłębić się w przygodach Yarary i Connifera. Jest ciekawie, warto przeczytać. Polecam.
Co prawda powieść „7th Heaven” , której autorką jest Anna Levi zaliczyć można do literatury młodzieżowej i nie brak tutaj banalizy typowej dla tego gatunku literackiego. Jednak nie zmienia to postaci rzeczy, że jest to wartościowa pozycja i warto zastanowić się nad tym czy czytanie tej książki ma sens. Oczywiście wątpliwości nie mam żadnych, bo ta fantastyczna koncepcja...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Książka zatytułowana „Pałac Snów” Ismaila Kadare’a jest przyjętym kolejnym wyzwaniem, tym razem literatura albańska. w ramach Book Trottera, Pozornie książka jest nieskomplikowana, główny bohater Marc – Alem dostał robotę w Pałacu Snów w dziale Interpretacji, nie był to najniższy szczebel kariery, który przysługuje nowicjuszom, wkrótce czytelnik ma się dowiedzieć dlaczego tak jest.
Potem mamy dalsze losy tej niezwykle błyskotliwej kariery urzędniczej. No ale to najbardziej powierzchowna interpretacja tego co my tu mamy. Bo książka ma nieskończenie multum głębi. Od całkiem czytelnych koncepcji po bardzo skomplikowane metaforyki, dobrze zrozumiałe tylko dla Albańczyków lub znawców tej kultury. Na pewno mocny jest albański byk, który rozwali system, który jak trzeba rozniesie, co prawda upadające w XIX wieku imperium Tureckie, ale wciąż wystarczająco mocne.
Jedną z hipotez interpretacyjnych jest, że może chodzić w książce o system komunistyczny. Przyznać trzeba, że da się to naciągnąć, bo może być o walkach frakcyjnych w ”dominująco słusznej partii”. Rzecz jasna w zależności od kraju były to mniej lub bardziej ostre rozgrywki polityczne, a zmiany na stanowisku przywódcy stanowiły kłopotliwe reperkusje. Zwykła miotełka, to najmniejszy problem, bo kary więzienia, a nawet wyroki śmierci nie były niczym niezwykłym.
Marc- Alem nie jest człowiekiem z ulicy, bo pochodzi z rodu Ciurlinich, jest to potężna albańska magnateria, w której było sporo wezyrów i gubernatorów, mająca wpływy na dworze sułtańskim. Z jakiegoś powodu rada rodu uznała, że w tak potężnym urzędzie jak Pałac Snów trzeba mieć kogoś swojego, bo kto ma pieczę nad snami ten ma władzę. Stąd wygrany odwet Ciurlinich, za próbę ich wykończenia, stanowił dobrą okazję na szybkie awanse Marca -Alema, który nagle z szeregowego pracownika stał się, jako dyrektor, dygnitarzem, jednym z najbardziej wpływowych ludzi w całej prowincji.
Książka jest trudna, ale niewątpliwie jest fascynująca, pozwalająca choć troszkę poznać kulturę albańską, a o to w podróżach Book Trotterowych chodzi. Postać głównego bohatera i wielu innych autor świetnie wykreował. Nie brakuje dramatycznych wydarzeń, typu wydarzenia w domu wezyra, sporo innych z udziałem wojska przysłanego ze stolicy, co niczego dobrego nie wróży. Marc – Alem miał szczęście, był po tej stronie co trzeba, a to wygrani piszą swoją historię, reszta się nie liczy. Jest naprawdę ciekawie polecam. Warto przeczytać.
Książka zatytułowana „Pałac Snów” Ismaila Kadare’a jest przyjętym kolejnym wyzwaniem, tym razem literatura albańska. w ramach Book Trottera, Pozornie książka jest nieskomplikowana, główny bohater Marc – Alem dostał robotę w Pałacu Snów w dziale Interpretacji, nie był to najniższy szczebel kariery, który przysługuje nowicjuszom, wkrótce czytelnik ma się dowiedzieć dlaczego...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-11
Książka zatytułowana “Podniebna krucjata” Poula Andersona to dość zabawny mix typowo kojarzony z powieści historycznych z tym co mamy w książkach z gatunku science fiction. Wprawdzie jest książka Davida Webera "Alternatywa Ekskalibura” występuje motyw bardzo podobny, ale jednak to książka Poula Andersona wydana w 1960 r. uchodzi tutaj za klasyka w tym historyczno - fantastycznym czarowaniu literackim.
Najbardziej znane krucjaty w literaturze SF wykreowali oczywiście Frank i Brian Herbertowie, był to dżihad Paula Muadiba, no i oczywiście dżihad Butleriański. Tutaj, i Poula Andersona, mamy również krucjatę o któreh Anglikom z XIV wieku nawet się nie śniło. Jak już dorwali się do statku niebieskoskórych obcych chcieli podbić Francję i ziemię Świętą, ale zdarzyło się inaczej na skutek zdrady jedynego żyjącego Wersgeryjczyka statek poleciał w kosmos na jedną z kolonii Wielkiego Imperium Wersgeryjskiego.
Historie opowiada Parvus, młody, wykształcony duchowny, zna kilka języków, w tym rzecz jasna średniowieczną lingua franca łacinę. Te zdolności lingwistyczne przydały się w kontaktach z licznymi obcymi w kosmosie, wrogami, ale też sojusznikami.
Być może ktoś z was kojarzy motyw moi drodzy czytelnicy, że Mistrzowie Miecza na Ginazie nauczali o tym w swojej szkole, rzecz jasna w twórczości Briana Herberta i Kevina J. Andersona, że średniowieczna uzbrojenie było i na pewno jest wciąż jest najlepsze, jednak jego waga, średnio ok. 30 kg sprawia, że jego przydatność w nowoczesnych, kosmicznych wojnach jest niewielka. Okazało się w omawianej książce, że przyzwyczajeni do tego uzbrojenia i odpowiednich metod taktycznych średniowieczni Anglicy dali radę lać kosmitów wysoko zaawansowanych technologicznie. Do tego wchodzili łucznicy, kusznicy, a także zdobyczna broń obcych, której rycerze, jako wojskowi fachowcy do spraw wojny nie bali się używać.
Ta kosmiczna Odyseja sir Rogera de Tourneville jest niezwykle barwna i ciekawa. Najpierw dzielni Anglicy obronili swoją ziemię okolice Ansby i Lincolnshire, a potem ruszyli zwiedzać kosmos i mścić się na obcych, że mieli niecne plany co do naszej Ziemi. Wszystko to oczywiście opisał skryba, sługa Boży, Parvus.
Daję głowę, że czytelnik się nie zawiedzie, sam Parvus opowiada nam, że jest to wersja nieco okrojona, bo oszczędzil czytelnikom całej gimnastyki lingwistycznej, a także co bardziej istotne olbrzymich różnic mentalnościowych, co utrudniało komunikatywność, no ale radę dali, a czytelnik otrzymuje efekt finalny. Można zastanawiać się czy to nie jest zbyt daleko idące uproszczenie, ale autorowi w zamyśle szło o to, że to ma być przede wszystkim rozrywka, bo zapewne mało branżowych historyków do książki dotarło, choćby po to, żeby sprawdzić czy autor czegoś nie poknocił. Tak więc liczy się dobra lektura, a książka jest po prostu świetna. Polecam
Książka zatytułowana “Podniebna krucjata” Poula Andersona to dość zabawny mix typowo kojarzony z powieści historycznych z tym co mamy w książkach z gatunku science fiction. Wprawdzie jest książka Davida Webera "Alternatywa Ekskalibura” występuje motyw bardzo podobny, ale jednak to książka Poula Andersona wydana w 1960 r. uchodzi tutaj za klasyka w tym historyczno -...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Czarownik Iwanow [ w: ] A. Pilipiuk, Czarownik Iwanow
Do zrecenzowania tego opowiadania długo się szykowałem, bowiem jestem przekonany, że postać czarownika Iwanowa jako antagonisty Jakuba Wędrowycza jest niezwykle interesująca, barwna i ciekawa. Nudno na pewno nie jest. Możliwe, że nie jest najgroźniejszym przeciwnikiem, jakich było multum z hrabią Drakulą na czele. Co nie znaczy, że było łatwo. Starcie było na tyle trudne, że przydała się pomoc kościelnego egzorcysty z Hiszpanii, specjalnego wysłannika Watykanu Herberto Salety. Chodzi o tajemniczą religię pogańską, którego bóstwo i jego sługi pojawiają się raz na sto lat. Saleta jest siódmym wysłannikiem, pozostali zaginęli w akcji.
Istotny jest tutaj czas akcji, lata 80 XX wieku, a że to były czasy komuny, dało to asumpt do brawurowych wyczynów. Iwanow po prostu musiał przekroczyć granice ZSRR z Polską, został wybudzony z uśpienia przez swojego pana, pogańskiego bożka, którego czarownik jest kapłanem. No ale, że istnieje ktoś taki jak Jakub Wędrowycz i musiał wiedzieć, że będzie się działo. Wędrowycz, a propos niego, dał się we znaki czerwonej władzy włamując się do jednej z tajnych katowni UB wyciągając egzorcystę Herberto Saletę. Co dowodzi tylko, że obie postaci są nietuzinkowe.
No i rosyjski czarownik nie zawiódł się, te starcia obydwu oponentów: Wędrowycz vs Iwanow są ciekawe, trudne i wymagające. Troszkę to wygląda tak jakby się popisywali, kto sobie radzi lepiej. I to byłoby nawet zabawne gdyby nie to, że obaj walczą o życie, bo czegoś takiego jak remisy nikt nie uznaje. Stawka jest duża, trzeba walczyć!
Dla czytelnika to jest ciekawe, to co się dzieje w tej rywalizacji obydwu starszych panów. Z tego opowiadania czytelnik dowiaduje się, że Semen i Jakub lubią konie. To akurat próbował wykorzystać czarownik Iwanow, podmienił jaźń jakubowego konia Mariki z Moniką i na odwrót oczywiście. Młoda dama była studentką, która gościła u Jakuba. Ona sporo się dowiedziała o magii, ciekawe ile z tego w pracy magisterskiej dało się wykorzystać. Na pewno motyw ubarwił i tak ciekawą opowieść, ale widać tego typu pauzy pasowały Pilipiukowi do koncepcji, żeby to długie opowiadanie dało się czytać. No i wyszło świetnie. Niewątpliwie to opowiadanie pretenduje, żeby być najlepszym jakubowym opowiadaniem. Polecam.
Czarownik Iwanow [ w: ] A. Pilipiuk, Czarownik Iwanow
Do zrecenzowania tego opowiadania długo się szykowałem, bowiem jestem przekonany, że postać czarownika Iwanowa jako antagonisty Jakuba Wędrowycza jest niezwykle interesująca, barwna i ciekawa. Nudno na pewno nie jest. Możliwe, że nie jest najgroźniejszym przeciwnikiem, jakich było multum z hrabią Drakulą na...
Frank Herbert, ten od „Diuny”, napisał przynajmniej jedną, troszkę inną książkę, ma ona tytuł „Rój Hellstroma”. Koncepcja skrajnie ekologicznej sekty, społeczności, która żyje na owadzie podobieństwo. Jest to tak radykalna koncepcja, że trzeba było tych 50 tys. ludzi zapędzić pod ziemię, bo inaczej by to nie przeszło, a i tak nie jest lekko, bo co i rusz ktoś się interesuje co się dzieje na tajemniczej farmie w Oregonie i są z tego kłopoty, zwłaszcza jeśli to są agencje federalne USA.
Giną ludzie, a to pogłębia ciekawość, przybywają kolejni, istnienie farmy, zwanej też Ulem jest zagrożone bardziej niż kiedykolwiek i nie pomagają nawet koneksje osadzone w pobliżu samego Białego Domu. Nils Hellstrom, naukowiec, wykładowca, filmowiec, farmer, a także jeden z przywódców Ula uznał, że konieczne jest tzw. Żądło jako argument w negocjacjach. Cel krótkofalowy: przetrwanie w izolacji, długofalowy; przemiana ekologiczna. Pytanie czy to ma szanse i sens?
Po pierwszych kilkudziesięciu stronach akcja książki szybko się rozkręca i nabiera niesamowitej dynamiki. Przypomina dobry thriller, gdzie są przedstawione techniki rozpracowywania sekty. Herbert przedstawił wydarzenia z obu stron i to wyszło genialnie. Ludzie z sekty, mimo że ideologicznie dalecy od świata zewnętrznego byli zaskakująco dobrze przygotowani na to, żeby poradzić sobie z kłopotami, które narzuca świat zewnętrzny. Ludzie, mimo posiadanej odklejki, byli kształceni do integracji do świata zewnętrznego, bywało, że mieli naukowe lub specjalistyczne wykształcenie na wysokim poziomie, ale też były to umiejętności całkiem zwyczajne, obsługa maszyny lub broni. A wszystko dla dobra roju oczywiście.
Na pewno ta cała koncepcja jest niezwykle oryginalna i wizjonerska. Czytelnik jest pewien, że Ul musi być skazany na porażkę, a jednak dają radę i to jest niesamowite. O tym,
że taki geniusz jak Frank Herbert warsztatowo świetnie książkę napisze wspominać nie trzeba. Dodać można, że to jest rewelacja po prostu. Warto przeczytać polecam.
Frank Herbert, ten od „Diuny”, napisał przynajmniej jedną, troszkę inną książkę, ma ona tytuł „Rój Hellstroma”. Koncepcja skrajnie ekologicznej sekty, społeczności, która żyje na owadzie podobieństwo. Jest to tak radykalna koncepcja, że trzeba było tych 50 tys. ludzi zapędzić pod ziemię, bo inaczej by to nie przeszło, a i tak nie jest lekko, bo co i rusz ktoś się interesuje...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Wreszcie udało się przeczytać książkę pt. „Tajemnica tajemnic”, której autorem jest Dana Brown. Z grubsza wiadomo czego można się spodziewać i czytelników ciągnie do kolejnych książek, praktycznie w ciemno, i tym razem też tak było .Tematyka, kombinatoryka intelektualna, co się dzieje z ludzką świadomością po śmierci. No i w jaki sposób tą wiedzę są w stanie wykorzystać ludzie niezbyt fajni. Na pewno kuszące są tzw. przeróbki, jak to w swojej koncepcji sf nazwał to Bester, czyli władza nad myślami ludzkimi, czyli nic innego, jak pieniądze i władza.
Dokładnie to ułatwia specyfika współczesnych czasów, gros czasu siedzimy w telefonach i komputerach i zerkamy na social media przez co bardzo łatwo wpaść algorytmy. Skutkować to może wybieraniem dziwnych osób na najwyższe stanowiska w państwie itp. W tej nowej rzeczywistości usiłuje odnaleźć główny bohater książek Browna profesor Robert Langdon. Jak zapewne pamiętamy Langdon jest historykiem, specjalistą od symboliki. Owszem miał okazję się wypowiadać w sobie znanych zagadnieniach, lecz patrząc całościowo nowością jest, że jego obecność na kartach książki nie ma charakteru typowo eksperckiego, posiłkuje się wiedzą profesor Catherine Salomon, partnerki życiowej i naukowej. Co i rusz autor wplątuje fragmenty wykładów Catherine w fabule książki, to już niech czytelnik sam się zastanowi czy mu potrzebne?
Problemy się zaczęły gdy zniknęły wydrukowane egzemplarze z wydawnictwa, zawartość internetowa została wcześniej zhackowana. Po prostu kilka lat pracy naukowej nagle diabli wzięli. Wynika z tego, że jakaś naprawdę potężna siła jest zainteresowana reaktywacją Indeksów Ksiąg Zakazanych, bo pewne fragmenty wolą zatrzymać dla siebie. Jak trzeba nie tylko zniszczą wydruki lub pliki komputerowe, ale też nie zawahają się zabić autora. Jak zwykle robi się coraz ciekawiej i niebezpieczniej. Zadania; rozwiązać zagadki i przeżyć całe zamieszanie.
Zapewne już wszyscy wiedzą, że akcja książki ma miejsce w Pradze, na karty książki trafiły zabytki i inne ciekawe miejsca czeskiej stolicy np. biblioteki. Autor sugeruje czytelnikowi, że Praga jest tak niezwykła, że nikogo nie dziwią biegające po mieście golemy. Jednym ze sposobów, żeby się o tym przekonać jest przeczytanie książki. Zdecydowanie polecam.
Wreszcie udało się przeczytać książkę pt. „Tajemnica tajemnic”, której autorem jest Dana Brown. Z grubsza wiadomo czego można się spodziewać i czytelników ciągnie do kolejnych książek, praktycznie w ciemno, i tym razem też tak było .Tematyka, kombinatoryka intelektualna, co się dzieje z ludzką świadomością po śmierci. No i w jaki sposób tą wiedzę są w stanie wykorzystać...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Próżny robot [ w: ] Henry Kuttner, Czytelniku, nienawidzę cię
Kuttner napisał kilkanaście zabawnych opowiadań. W większości z nich pojawia się szalony naukowiec Galooway Gallagher. Człowiek genialny, acz jego wykształcenie jest nieformalne. Konstruując swoje wynalazki najczęściej bywa w stanie wskazującym na spożycie sporych ilości alkoholu, no i potem na kacu musiał sobie przypominać; po co stworzyłem tego cholernego, zarozumiałego robota. Np. po wielotygodniowej dedukcji przypomniał sobie, że potrzebował otwieracza do piwa. No i robot musiał poddać się woli twórcy.
Po za tym mamy mnóstwo anegdot dotyczących różnych sfer życia, np. autora prawnicy interesują i ich skomplikowane bitwy na salach sądowych. Niezłą zagwozdkę mają policjanci badający sprawę pojawiających się ciał w ogrodzie naukowca. Jednym z nich był sam Galloway Gallagher, tyle, że parę lat starczy. To była sztuczka kosmitów. Lekko złośliwie autor opisał spotkanie z czytelnikami i stąd przewrotny tytuł książki.
Wiadomo, że to są opowiadania i to ma wpływ na jak to wygląda, krótka fabuła, dialogii, opisy motywów, bywa wesoło, bo w żartobliwym stylu autor to napisał. Książka jest ciekawa. Polecam.
Próżny robot [ w: ] Henry Kuttner, Czytelniku, nienawidzę cię
Kuttner napisał kilkanaście zabawnych opowiadań. W większości z nich pojawia się szalony naukowiec Galooway Gallagher. Człowiek genialny, acz jego wykształcenie jest nieformalne. Konstruując swoje wynalazki najczęściej bywa w stanie wskazującym na spożycie sporych ilości alkoholu, no i potem na kacu...
No Marc Elsberg jak da popalić to żaden pisarz! I to banalne stwierdzenie wyjaśnia wszystko. Co my tutaj mamy istne szaleństwo. Symulacja walącego się świata, goni kolejna symulację. Dzieje się. Na pewno to jest ciekawe. Ale literacko książka troszkę cierpi, miejsce na akcje nie ma za dużo. Podobnie z bohaterami, głównych jest kilku, a drugoplanowych nieskończoność. Są jeszcze politycy i lobbyści grający często znaczonymi kartami oszukując jak leci. Czasem trudno się połapać w której symulacji aktualnie czytelnik się znajduje. Pewnie to niedostatek audiobooków, bo książka papierowa być może lepiej czytelnika przygotuje jak sobie ma z tym poradzić.
Docenić należy merytoryczny wkład autora w napisanie książki. Wiedza robi wrażenie i daje do myślenia. A o to też tutaj chodzi, żebyśmy jeszcze raz do tematu podeszli i pomyśleli. Mnie zafascynowała bardzo dobra znajomość geopolityki autora, dzięki czemu pozwoliło mu to w sposób genialny wydedukować jakie mogą już niebawem być nowe koncepcje filozofii wojny. Wojna przyszłości to wojna klimatyczna. To szokuje że da się glob zmniejszyć do rodzaju mieszkanka m -ileś, tu otworzymy okienko, tam podgrzejemy pokój kominkiem, a gdzieś uchylimy drzwi, a inne okno szczelnie zamkniemy. Bajzel zrobi się wtedy, kiedy każdy z graczy będzie ciągnął po swojemu. To będzie dobre!
A co będzie. Teraźniejszość i przyszłość jest nasza i to my wszyscy zdecydujemy. Książka trudna, bywa kontrowersyjna, ale nie ma co takich unikać, bo czytamy, żeby myśleć m. in. Dlatego polecam tą książkę. Warto przeczytać. Polecam.
No Marc Elsberg jak da popalić to żaden pisarz! I to banalne stwierdzenie wyjaśnia wszystko. Co my tutaj mamy istne szaleństwo. Symulacja walącego się świata, goni kolejna symulację. Dzieje się. Na pewno to jest ciekawe. Ale literacko książka troszkę cierpi, miejsce na akcje nie ma za dużo. Podobnie z bohaterami, głównych jest kilku, a drugoplanowych nieskończoność. Są...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Ktoś kto jest dobrze zorientowany w tematyce naszej krajowej science fiction wie. że Zajdel jest klasykiem. Książki pt. “ Wyjście z cienia” jakoś nie kojarzyłem, ale skoro okazja się zdarzyła to wziąłem książeczkę w garść i zacząłem czytać.
Autor skupił się na tym, żeby snuć refleksję typu: jak obcy mogą wyglądać i jak te spotkania z nami, ziemianami będą wyglądać. Najbardziej znane popkulturowo są te Wellsowskie, czyli otwarta konfrontacja. Zajdel ma jednak inny koncept, poznamy przez czytelników w książce pt, “Limes inferior”. Po prostu kosmici byli tak wielką potęgą, że zdobycie naszego globu to była formalność. I tu było podobnie, wojna bohaterska była, ale krótka. Bo nie tylko przewaga technologiczna miała znaczenie ale też intelekt, niebywały spryt miał znaczenie, dzięki paru trickom niewielka grupka kosmitów administrowała całą Ziemią przez 80 lat. Przy współudziale konformistycznie nastawionych elit oczywiście.
Ciekawostką na pewno w tej książce jest wielokrotność narratorów, od nastoletniego chłopca imieniem Tim, który w szkole średniej na problem z zaliczeniem przedmiotu historia najnowsza. Profesor Bruss jest wymagającym nauczycielem i wymaga oczywiście oficjalnej historii nauczanej w szkołach, oczywiście napisanej przez kosmicznych zwycięzców. Pokazując losy Tima, autor pomaga czytelnikowi poznać to uniwersum. No i poznajemy system edukacji pod nadzorem Proksów, czyli kosmitów, którzy zdominowali Ziemię. To wchodzenie w system Gombrowicz nazywał upupianiem i w tym względzie kosmici nie byli oryginalni.
Są też naukowcy, siła rzeczy raczej bezrobotni, bo zbędni. , bo wszak wiadomo, kosmiczna nauka ma wyższe osiągnięcia. No ale że coś musieli robić, zaczęli dumać o co chodzi?, jak to się stało? I inne podobne pytania z naukowym podejściem do tematu kosmitów. I oni robią za tego drugiego narratora, w taki bardziej Zajdlowski tłumaczą to literacką rzeczywistość.
Ciekawy bohater to mieszkaniec lasu, dziadek Greg, zatwardziały weteran bitwy o Ziemię. Tłumaczy młodym chłopcom Tomowi i Nikowi po pierwsze, że są nową nadzieją, że wybuchnie rebelia i kosmiczni zdobywcy oddadzą glob. Tłumacząc rzeczywistość stosuje mrówcze i pszczele metaforyki i są one zrozumiałe.
Kolejnym milczącym narratorem jest mrówka. Bydle mimo, że jest najbardziej upierdliwie niszczonym przez kosmitów stworzeniem, silnie trwa w sojuszu z ludźmi i nie daje się zmieść z powierzchni planety. Są liczne przypuszczenia, że z mrówkami jest związany sekret jak rozwalić kosmicznego Proksa.
Jest jeszcze jeden narrator, kosmita z centrali eiworn E4 Odkryto liczne nadużycia i nieprawidłowości na jednej z planet. Oprócz sankcji dyscyplinarnych decyzja musiała być jedna. Opuszczenie Ziemi. A nasi znowu musieli zacząć pisać historię najnowszą. Trzeba było kosmicznej transformacji, żeby profesor Bruss zaliczył Timowi poprawkę z historii.
Książka jest niezwykła. Czyta się z zapartym tchem. Jest dreszczyk emocji, bo widać, że ten pisarz miał genialne koncepcje, których niestety nie odkryjemy, bo nie zostaną nigdy napisane. No nic czytamy i cieszmy się tym co nam Janusz Andrzej Zajdel pozostawił. Ta książka to rewelacja. Zdecydowanie warto przeczytać. Polecam.
Ktoś kto jest dobrze zorientowany w tematyce naszej krajowej science fiction wie. że Zajdel jest klasykiem. Książki pt. “ Wyjście z cienia” jakoś nie kojarzyłem, ale skoro okazja się zdarzyła to wziąłem książeczkę w garść i zacząłem czytać.
Autor skupił się na tym, żeby snuć refleksję typu: jak obcy mogą wyglądać i jak te spotkania z nami, ziemianami będą wyglądać....
Przeczytałem książkę pt. “Osa” , której autorem jest Eric Frank Russell. Przyznać trzeba, że rację ma Terry Pratchett. że gdyby terroryści znali koncepcje Osy, to świat miałby nie liche kłopoty. A sama książka jest napisana niezwykle żartobliwym tonem. A także z literackim kunsztem, symulowanw jest tu mowa potoczna, zwroty typu “yo” , “ni”, co ułatwia odbiór książki i czyta się ją szybko.
Uniwersum jest proste. dwa kosmiczne imperia Terra i Imperium Syrijskie toczą kosmiczną wojnę. Pech, że “ci nasi”, pod kątem ilości zgromadzonej armii ulegają i są świadomi czym się to skończy. Ale, że wojna to także taktyka, ktoś wpadł na genialny koncept: Osa! Co to zapytajcie, stworzenie tak małe, prawie niebyt, a jednak jest w stanie rozpieprzyć rozpędzony samochód zabijając jego kierowcę. Taka osa może być game changerem niczym szachowy pion zamieniony w hetmana zmienia losy partii.
Główny bohater James Mowry został mianowany ochotnikiem do wykonania tej osiej misji specjalnej. Dowiedział się na czym to polega, w dużym stopniu na farcie, bo do tej roboty trzeba szczęścia, troszkę wyobraźni, no i tym co ludzkie, że nikt frajerem nie chce być i dodatkowo wola przetrwania, czyli przeżycia ma znaczenie.
Czym jest okładkowy: Dirac Angestun Geser Jest organizacją krzakiem, który zasadziła jedna osa i z tego zrobił się z tego straszny Wielki las w umysłach mieszkańców centralnej planety Imperium Syrjskiego Direct?
Dlaczego on James Mowry? Spędził dzieciństwo na Direct, no i mówi akcentem jednym z akcentów mashani. Do tego wygląd ma odpowiedni i jak się okazało milion innych predyspozycji. I tym sposobem układ sił na wojnie się zmienia. James Mowry został bohaterem z przypadku, trochę jak Bill z książki “Bill, bohater galaktyki” Harry’ego Harrisona. Widać czasami zwykli ludzie zostają wplątani w te wielkie historie, które czasem losy świata zmieniają. Częściej literatura historyczna tego doświadcza, ale jak widać gatunek sf też ma takie potrzeby.
Książka jest ciekawa, może być interesującą jak ktoś lubi czytać kryminały, typu ucieczki przed policją, pościgi, pokazanie myślenia sprawcy i ściągających. To również nadaje dynamiki akcji powieści. Ta książka pokazuje, że gatunek sf może okazać się na tyle szeroki, że zainteresować może całkiem duże spektrum czytelników. Książka jest świetna. Polecam.
Przeczytałem książkę pt. “Osa” , której autorem jest Eric Frank Russell. Przyznać trzeba, że rację ma Terry Pratchett. że gdyby terroryści znali koncepcje Osy, to świat miałby nie liche kłopoty. A sama książka jest napisana niezwykle żartobliwym tonem. A także z literackim kunsztem, symulowanw jest tu mowa potoczna, zwroty typu “yo” , “ni”, co ułatwia odbiór książki i czyta...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
W wyzwaniu Book Trotter kończące 2025 r. padło na miasto Nowy Jork, stąd wybór książki pt. „Przestrzeni! Przestrzeni!” Harry’ego Harrisona. Mamy tutaj krajobraz przed apokaliptyczny, dość szczegółowo opisany. W sumie mamy dość dziwny zabieg, wrzucenie w tą koncepcję świata w ruinie motyw typowo kryminalny. Czy czytelnikom klasyki sf ten zabieg może się spodobać? Autora odpowiedź na tak zadane pytanie nie obchodziła. Liczyła się dla niego opcja opisania życia codziennego Nowojorczyków, a konwencja kryminału pasowała Harrisonowi do koncepcji.
Na pewno to było szokiem dla czytelników z Ameryki z czasów budowania powojennego dobrobytu. Bo nie ma opcji musiało być bardzo wstrząsające, że wszystko co dobre kiedyś się skończy. A świat stanie się globalną wiochą nie dlatego, że połączą nas szybkie światłowody internetowe, ale dlatego, że miejsce zdatne do życia skurczy się. A miasto takie jak Nowy Jork bardziej będzie przypominać Bejrut lub Bombaj niż nieformalną stolicę świata cywilizowanego, którą każdy chciałby odwiedzić.
Literacko czytelnik bez problemu odnajdzie nawiązania do tej książki w „Bastionie” Kinga. A także nasz Lem interesował się tą książką. Pewne zbieżne idee i koncepcje da się odnaleźć w „Kongresie futurologicznym”. Różnica jest taka, że Śniący przybysz z przeszłości z zewnątrz obserwuje tą rzeczywistość. U Harrisona bohaterami i obserwatorami są miejscowi tubylcy i w tym sensie są ograniczeni. Inna mniej ważna różnica, że Lem prognozował globalne ochłodzenie, a u Harrisona mamy znaczne ocieplanie się klimatu. W koncepcji przyrostu naturalnego obydwaj panowie byli zgodni, że wzrost populacji będzie, i jej ustawowe ograniczenie, w chińskim stylu, będzie konieczne.
Jak wspomniałem, że bohaterami książki są zwykli ludzie, policjant Andy, jego przyjaciel Sol, jego dziewczyna Shirl. Do do tego grona dołączył przestępca, złodziejaszek i morderca Billy Chang, chińczyk z Tajwanu. Sprawa zabicia Mike’a O’Briena, zwany był Wielkim Mike’m wydaje się prosta, ale, że był tzw. człowiekiem z miasta, czyli gangsterem, powiązanym z politykami, to nadano jej priorytet. Po prawdzie pies z kulawą nogą płakał po takim łajdaku. Jednak przyjęto założenie, że zabójca Wielkiego Mike’a mógł być kimś znacznym. W przypadkową prawdę nikt nie chciał wierzyć. I stąd całe to zamieszanie. Andy prowadził śledztwo przez kilka miesięcy. A czytelnik poznał miasto i jego mieszkańców w tym czasie zagłębiając się w lekturę z uwzględnieniem czwórki bohaterów oczywiście.
Jest też piąty bohater, raczej drugoplanowy, katolicki ksiądz Piotr. Nadał on temu zamieszaniu rys religijny, millenarystyczny ściślej. Interpretował on wydarzenia, że koniec świata jest bliski, bo mamy milenijny rok 2000. Ksiądz jest przekonany, że jest Antychryst i nierządnica Babilońska z bajzlu robi bajzel. Rzecz jasna ksiądz wie, kto jest tym Antychrystem, ale przezornie tożsamości jegomościa nie zdradza. Jak na osobnika uchodzącego za kompletnie szalonego, to jest bardzo racjonalne podejście do sprawy. Ta postać istnieje, ale większej mocy sprawczej nie ma.
Książka jest niewątpliwie interesująca. Inna bajka, czy pozostałych uczestników czytelniczej akcji interesuje literacka koncepcja Nowego Jorku w ruinie. No ale Harrison uznał, że jest ona potrzebna, bo ludzkie potrzeby rozwalania planety są przerażające. Książka jest ciekawa, acz momentami rzeczywiście straszna. Warto przeczytać. Polecam.
W wyzwaniu Book Trotter kończące 2025 r. padło na miasto Nowy Jork, stąd wybór książki pt. „Przestrzeni! Przestrzeni!” Harry’ego Harrisona. Mamy tutaj krajobraz przed apokaliptyczny, dość szczegółowo opisany. W sumie mamy dość dziwny zabieg, wrzucenie w tą koncepcję świata w ruinie motyw typowo kryminalny. Czy czytelnikom klasyki sf ten zabieg może się spodobać? Autora...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Nadszedł wreszcie ten czas, żeby zakończyć czytanie tej genialnej przecież serii. Przy czym przyznać trzeba, że jest najmniej prawdopodobna jest ta piąta część zatytułowana „Okręt flagowy” . No bo co my tu mamy?
Winston Cole i jego ekipa, która dysponuje kilkoma tysiącami statków realizuje ten szalony zamysł, obalenie Republiki, a przynajmniej jest to koncept zmiany na lepsze np., żeby nie było ludobójstwa w kosmosie. Rzecz jasna termin jest umowny, bo dotyczy też kosmitów, a w tym uniwersum inteligentnych obcych nie brakuje. Te siły zbrojne pod komendą Cole,a wystarczą na zdobycie planety lub kilku globów, ale nie, żeby wygrywać z kosmicznymi gigantami Republiką lub Teroni. No ale kto jak nie on? Największy banita w galaktyce uratuje Republikę przed nowym, tajemniczym zagrożeniem. Wiem, kupy się to nie trzyma, ale buja, czyli działa i jest dobrze.
Najdziwniejsza jest ta zbieżność, akcji Rubinosów z atakiem na Delorus VIII, centralną planetę Republki z tym co kombinuje Winstone Cole. Można przypuszczać, że działalność szpiegowska miała miejsce. I to jest ciekawostka na ile akcja Cole’a miała wpływ na to co kosmici z Rubino V planowali od bagatela 500 lat. Chłopaki na tyle dają radę, że gdyby nie geniusz Cole’a, kto wie jakby to zamieszanie się skończyło. Spojler już był od początku, że działalność Cole’a to schyłkowa Republika i początek ery Demokracji. Przypuszczać można, że da się domyśleć, że sam Cole będzie miał z tym coś wspólnego. Na pewno utrudnia życie w dedukcji fakt, że Cole i jego podwładni kręcą się po rubieżach galaktyki i tylko z tego powodu ta część robi wrażenie naciąganej.
Niewątpliwie ma duże znaczenie autorytet samego Cole’a i wpływ jaki miał na nowych ludzi, którzy przybywali i walczyli ramię w ramię. Nie ma opcji najbardziej krytyczni byli republikanie, którzy wczoraj z Cole’em jako buntownikiem walczyli, ale też oni się szybko przekonali o nieszablonowych kompetencjach Cole’a i bez szemrania przyjmowali dowództwo i robili co trzeba. Na pewno ta część pokazała, że jego umiejętności interpersonalne były na wysokim poziomie. Pokazane zostało przez autora, że machina wojenna pod komendą kompetentnego dowódcy jest dobrze naoliwioną maszynerią. Cole kiedy trzeba stoi na mostku kapitańskim i dyryguje bitwą, a kiedy są luzy zamyka się w kajucie i śpi. Zresztą podobne podejście zaleca każdemu, bo kiedy trzeba działać każdy musi być sprawny i gotowy do walki, czy to będzie głowa, ręce czy nogi, których trzeba użyć do wykonania rozkazu, w zależności od pełnionej funkcji na statku kosmicznym.
Wprawdzie nie trudno się domyśleć jakie są końcowe rozstrzygnięcia warto przeczytać tą piątą część cyklu pt.„ StarShip”, tak samo jak cztery poprzednie. Rewelacja.
Nadszedł wreszcie ten czas, żeby zakończyć czytanie tej genialnej przecież serii. Przy czym przyznać trzeba, że jest najmniej prawdopodobna jest ta piąta część zatytułowana „Okręt flagowy” . No bo co my tu mamy?
Winston Cole i jego ekipa, która dysponuje kilkoma tysiącami statków realizuje ten szalony zamysł, obalenie Republiki, a przynajmniej jest to koncept zmiany na...
„Czarna bandera” to zbiór sześciu pirackich opowiadań Jacka Komudy. Z racji, że nikt nie wysila się publikować ich tytuły uznać należy, że książka traktowana jest jako całość i tak należy do tematu podejść. Książka jest niezwykle brutalna, obdziera fach piracki z tego całego mitologicznego romantyzmu. Oczywiście farciarze byli, którym się wiodło, ale w przypadku zdecydowanej większości ich przygody trudno nazwać kolorowymi.
Kosiarze, zwani też śmiercią kosili równo, ale drugie tyle cierpiało z powodu licznych chorób, amputacje kończyn było normą, równie liczne były choroby przenoszone drogą płciową. A jednak wielu ludzi ciągnęły przygody na pełnym morzu i wolność.
W opowiadaniach było też to czego można się spodziewać epopeje słynnych piratów, liczne wojny i przepuszczanie w spelunkach i burdelach olbrzymich fortun.
Książka jest ciekawa, autor na tyle ile to możliwe odwzorował prawdę historyczną zmiksował to z odrobiną fikcji literackiej i jakoś poszło. Dobrze jest. Polecam.
„Czarna bandera” to zbiór sześciu pirackich opowiadań Jacka Komudy. Z racji, że nikt nie wysila się publikować ich tytuły uznać należy, że książka traktowana jest jako całość i tak należy do tematu podejść. Książka jest niezwykle brutalna, obdziera fach piracki z tego całego mitologicznego romantyzmu. Oczywiście farciarze byli, którym się wiodło, ale w przypadku...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Cherezińska kontynuuje pisanie powieści historycznych dotyczących historii Polski, zwłaszcza średniowiecznej. Tym razem padło na postać Bolesława Śmiałego, księcia od 1058 roku i króla od 1076 roku, którego postać opisała autorka w dwutomowym cyklu pt. „ Bolesław II” , pierwsza część jest zatytułowana „Śmiały”.
Z jednej strony postać władcy jest ważna, już od momentu narodzin, ważny moment w akcji, było nie było ważne w powieści historyczno – biograficznej. Natomiast drugiej strony panorama zarówno Europy, jak i ponownie odradzającej się Polski jest istotna i to jest interesujące. Czytelnik się przekonuje, że motywów fantastycznych nie zabraknie. Porodami Piastowskich królowych i księżniczek zajmowały się Rzepichy, były w te klocki na tyle dobre, że wszystkie porody zakończyły się sukcesem, co w tej epoce było ważne, od tego zależały losy kraju i tak targanego w XI wieku problemami wewnętrznymi i zewnętrznymi.
Rzepichy to kapłanki pogańskich bóstw z wyspy na jeziorze Gopło, były jak widać tolerowane przez władzę centralną, mimo że kraj podnosił się po rebelii Masława, która była reakcją pogańską. Mimo walki z pogaństwem, wyznawcy Trygława i Swarowa trzymali się na Mazowszu i jeszcze silniej na Pomorzu w którym były silne tendencje odśrodkowe, co sprawiało duże kłopoty.
Średniowiecze pod kątem literackim jest o tyle fajne, że pisarzowi wolno po prostu więcej, bo jest tam sporo miejsca na przedstawienie interpretacji wydarzeń bez zarzutu, że autor mija się z prawdą, bo tej prawdy historycznej opartej na źródłach jest stosunkowo niewiele. I jeżeli jest to robione umiejętnie to wychodzi z tego coś rewelacyjnego, co np. Cherezińskiej dobrze wychodzi. Niewątpliwie jest to historia podpierana też fantastyką pełną nawiązań do Sapkowskiego i Tolkiena. Chociażby synowie trzech starców, kapłanów Trygława z Pomorza, nazywają się Bor, Borkun i Boromir.
Pomysł z Bolesławem Śmiałym jest oryginalny i zapewne też troszkę ryzykowny. Pojawia się Stanisław, który jako młody duchowny powrócił ze studiów z zagranicy i jest lojalny wobec księcia. Akcja pierwszego tomu kończy się w roku 1070, więc można być pewnym, że drugi tom będzie jeszcze ciekawszy, bo przypadnie na kluczowe tutaj lata 70 XI wieku.
W sumie co najważniejsze, co może znaleźć się w podsumowaniu już jest napisane. Książka jest po prostu przednia, bohaterowie zostali rewelacyjnie wykreowani i kreuje ona nie tylko postaci znane z kart historii np. ambitny tytułowy bohater, który z zapałem wziął się do władczej roboty, mimo młodego wieku. Jedną z pierwszych decyzji księcia była odbudowa katedry Gnieźnieńskiej, fundowanie klasztorów, co oprócz misji typowo duchowej kleru, miało na celu odbudowę gospodarki kraju. Były też wojny, bo książę aspirował, żeby nawiązać do dzieła swojego wielkiego imiennika Bolesława Chrobrego. Nie ma wątpliwości, że Bolesław Śmiały jest postacią interesującą, barwną i tragiczną zarazem. I na pewno dla autorki nie było to łatwe zadanie opisać tą postać i jego czasy. Ale na szczęście dla nas czytelników autorka dała radę i wyszło świetnie. Zdecydowanie polecam.
Cherezińska kontynuuje pisanie powieści historycznych dotyczących historii Polski, zwłaszcza średniowiecznej. Tym razem padło na postać Bolesława Śmiałego, księcia od 1058 roku i króla od 1076 roku, którego postać opisała autorka w dwutomowym cyklu pt. „ Bolesław II” , pierwsza część jest zatytułowana „Śmiały”.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ jednej strony postać władcy jest ważna, już od momentu...