Nie żal mi czasu spędzonego na powtórne czytanie książek takich jak Prędkość mroku. Pamiętałam, że to niezła historia i nadal tak uważam, ale tym razem chyba odebrałam ją inaczej i nie do końca wiem, jak się mam z nią czuć.
Lou Arendale jest głównym narratorem, ma 35 lat i pracuje jako specjalista biotechnolog, lubi treningi szermierki. Interesuje go prędkość mroku. Lubi też wzory, błyszczące wiatraki i muzykę. Nie przepada za głośnymi pomieszczeniami i tłumami. Lou ma autyzm, jednocześnie radzi sobie w życiu bardzo dobrze. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że jest wysokofunkcjonujący. A to za sprawą kuracji, którą przeszedł w dzieciństwie. Jego historia dzieje się w niedalekiej przyszłości, gdzie medycyna stoi na znacznie wyższym poziomie niż dzisiaj. Szczególnie neurologia.
🎱 Prędkość mroku
Lou żyje swoim spokojnym i uporządkowanym życiem do momentu, aż spotyka na swojej drodze dwie osoby. Pierwszą jest kolega z grupy szermierczej, Don, który udaje przyjaciela, ale skrycie nienawidzi Lou, bo mu zazdrości. Motywacji drugiej osoby nie znamy, ale wiemy, że jest to nowy szef oddziału Lou. Człowiek ten nie lubi odmienności, nie cierpi osób autystycznych i za wszelką cenę chce im uprzykrzyć życie.
Lou żyje swoim spokojnym i uporządkowanym życiem do momentu, aż spotyka na swojej drodze dwie osoby. Pierwszą jest kolega z grupy szermierczej, Don, który udaje przyjaciela ale skrycie nienawidzi Lou, bo mu zazdrości. Motywacji drugiej osoby nie znamy, ale wiemy, że jest to nowy szef oddziału Lou. Człowiek ten nie lubi odmienności, nie cierpi osób autystycznych i za wszelką cenę chce im uprzykrzyć życie.
Emocje tych dwóch osób sprawiają, że Lou się zmienia i zaczyna sobie zadawać coraz głębsze pytania egzystencjalne. Pytanie o prędkość mroku stanowi metaforę jasnych i ciemnych stron życia. Do tego wszystko się zmienia, gdy nieoczekiwanie okazuje się, że wynaleziono neurologiczną terapię dla dorosłych osób z autyzmem.
Fabuła jest specyficzna. Autorka w przedmowie pisze, że przy pisaniu korzystała z pomocy osób autystycznych, więc wydaje się, że dość wiernie oddała to, co dzieje się w ich głowach. Jednak ważniejsze niż sama narracja są pytania, jakie autorka zadaje. Co to znaczy być chorym? Szczególnie w wydaniu Lou, który radzi sobie lepiej niż większość nieautystycznych. Moon zadaje także pytanie o to, co znaczy być sobą, o samodzielność osób z trudnościami społecznymi, o społeczny odbiór dziwnych zachowań, a także, a może przede wszystkim, o to, co znaczy być normalnym.
Fabuła jest specyficzna. Autorka w przedmowie pisze, że przy pisaniu korzystała z pomocy osób autystycznych, więc wydaje się, że dość wiernie oddała to, co dzieje się w ich głowach. Jednak ważniejsze niż sama narracja są pytania, jakie autorka zadaje. Co to znaczy być chorym? Szczególnie w wydaniu Lou, który radzi sobie lepiej niż większość nieautystycznych. Moon zadaje także pytanie o to, co znaczy być sobą, o samodzielność osób z trudnościami społecznymi, o społeczny odbiór dziwnych zachowań, a także, a może przede wszystkim, o to, co znaczy być normalnym.
🎱 Autyzm to nie choroba
Dlaczego czuję się z tą książką nie tak? Bo zasadniczo zgadzam się z tym, że powinniśmy iść do przodu i zmieniać się na lepsze. Natomiast nie zgadzam się z tym, żeby zachęcać do “leczenia” osoby, które są w spektrum, ale radzą sobie w życiu bardzo dobrze. Leczenie napisałam w cudzysłowie, bo autyzm to nie jest choroba. Mózgi takich osób są inne, a nie nienormalne. Niby to właśnie ten wątek jest eksplorowany, a jednak Lou decyduje się na to, na co się decyduje. I ta jego decyzja mi jakoś w tej książce nie gra. Ale właśnie może to dobrze, że wywołuje taki dysonans. W końcu każdy ma prawo do decydowania o sobie. Nawet jeśli te decyzje są ryzykowne.
Dlaczego czuję się z tą książką nie tak? Bo zasadniczo zgadzam się z tym, że powinniśmy iść do przodu i zmieniać się na lepsze. Natomiast nie zgadzam się z tym, żeby zachęcać do “leczenia” osoby, które są w spektrum, ale radzą sobie w życiu bardzo dobrze. Leczenie napisałam w cudzysłowie, bo autyzm to nie jest choroba. Mózgi takich osób są inne, a nie nienormalne. Niby to właśnie ten wątek jest eksplorowany, a jednak Lou decyduje się na to, co się decyduje. I ta jego decyzja mi jakoś w tej książce nie gra. Ale właśnie może to dobrze, że wywołuje taki dysonans. W końcu każdy ma prawo do decydowania o sobie. Nawet jeśli te decyzje są ryzykowne.
Elizabeth Moon pisała o osobach autystycznych zanim zaczęło to być modne. Prędkość mroku to książka sprzed ponad dwudziestu lat i przez to, że w gruncie rzeczy stawia pytania egzystencjalne, nic a nic się nie zestarzała. Lubię taką lekką literaturę o nielekkich tematach.
Nie żal mi czasu spędzonego na powtórne czytanie książek takich jak Prędkość mroku. Pamiętałam, że to niezła historia i nadal tak uważam, ale tym razem chyba odebrałam ją inaczej i nie do końca wiem, jak się mam z nią czuć.
Lou Arendale jest głównym narratorem, ma 35 lat i pracuje jako sp...
Rozwiń
Zwiń