W październiku 2007 r., podczas wykładu inaugurującego kolejny rok akademicki, miałem okazję posłuchać Władysława Bartoszewskiego, który podzielił się z zebranymi swymi wspomnieniami ujętymi jako "Świadek XX wieku". Autobiografia Krzysztofa Pomiana - "Wśród mistrzów i przyjaciół" może uchodzić tematycznie za coś podobnego, aczkolwiek skupia się w niej autor na drugiej połowie tegoż wieku. Z prostej przyczyny: Pomian jest młodszy od Bartoszewskiego o 12 lat. Niewiele więc pamięta z okresu przedwojennego, a wspomnienia z czasów wojny sprowadzają się u niego do kilku anegdot. Jak sam wielokrotnie zaznacza, należy do pokolenia Października 56' i jak to często bywa z pokoleniami, pewne wydarzenie i data stanowi dla niego punkt zwrotny w życiu, po którym coś się kończy, a coś zaczyna, ale to co zakończone, już na zawsze ma genetyczny wpływ na wszystko co potem.
Krzysztof Pomian skończył w tym roku 91 lat. Należy do gatunku ludzi, których nie spotyka się już na co dzień. Zaliczany jest do najwybitniejszych naszych żyjących intelektualistów, którego wpływy i oddziaływanie nie mają granic jednego państwa, czy też narodu. Kiedy w 1973 r. udał się do Francji na emigrację, bardzo szybko wyrobił sobie pozycję w świecie inteligencji, a jako pierwszorzędny erudyta, zaczął współtworzyć nieformalne ogólnoświatowe "bractwo" intelektualistów, zwane z francuskiego Republique des Lettres (Rzeczypospolita Uczonych).
Autobiografia intelektualna Krzysztofa Pomiana to księga opasła (589 stron). Bogactwo jej treści odpowiada bogactwu doświadczeń życiowych i intelektualnych jej bohatera. Jak wszystko na świecie - jest skomplikowana, różnorodna, wieloaspektowa i niejednoznaczna. To prowadzić może do odmiennych interpretacji, z czego Pomian na pewno doskonale sobie zdaje sprawę. Chciałbym zaznaczyć, że moja ocena tej książki odnosi się bardziej do jej kompozycji i doboru materiału, niż do samego autora (chociaż tutaj mam także jedno poważne zastrzeżenie, o czym na końcu) i jego wybitnego pióra i stylu. Odnoszę wrażenie, że to pierwsze nie zostało, o dziwo, należycie przemyślane. Za dużo w książce "wałkowania" tego samego, tzn. ciągłego wracania do wydarzeń i ludzi, o których się już wielokrotnie mówiło. Ta sprawa powoduje, że czytelnik przez całą bardzo długą książkę "kręci się" de facto wokół kilku wątków tej samej problematyki. Jest to naprawdę nużące.
Inną kwestią jest konwencja znacznej części dzieła. Pomian zamieszcza w nim teksty, które na przestrzeni wielu lat, na różnych łamach, dotyczyły jego mistrzów i przyjaciół. Można stworzyć autobiografię przy użyciu tego typu formuły (pisząc o innych, prezentować siebie, bo to kim się otaczamy i jakiego formatu i osobowości są to ludzie, świadczy o nas bardziej, niż nie jeden by chciał - tutaj powstrzymam się od aluzji w stronę jednego z kandydatów jutrzejszego wydarzenia), ale do mnie ona jednak nie przemawia.
Kolejną sprawą in minus dla książki jest umieszczenie w niej w całości innej książki Pomiana, dotyczącej paryskiej "Kultury". Zdaję sobie sprawę, jak wielkie znaczenie miała ona dla autora w jego życiu, ale te 200 stron drobiazgowych faktów o Jerzym Giedroyciu i jego współpracownikach to w mojej ocenie zbyt wiele, jak na autobiografię. Jest to bez mała 1/3 całości.
Teraz chciałbym przejść do zastrzeżenia, o którym wyżej wspomniałem. Przeczytałem kiedyś dwie książki Pomiana: jego doktorat - "Przeszłość jako przedmiot wiedzy", który mnie wprost zachwycił i oczarował, a także dysertację habilitacyjną - "Przeszłość jako przedmiot wiary", w której zauważyłem poważną zmianę autora w podejściu do pewnych zasadniczych kwestii. Ostatni rozdział autobiografii wyjaśnia to, co wtedy spostrzegłem.
Sprowadza się to mniej więcej do istotnych zmian światopoglądowych autora, których ewolucja trwała w latach 1956-1968, a które autor określa jako stopniowe odchodzenie od marksizmu jako metody, przyjęcie postawy rewizjonistycznej, aż do prawie zupełnego rozstania się w tych latach z panującą ówcześnie kanoniczną ideologią. I, jakkolwiek mam wielki szacunek dla wybitnego umysłu i drogi życiowej autora, nie potrafię jednak zrozumieć pewnej niekonsekwencji, która nie jest charakterystyczna tylko dla niego. Żeby to wyjaśnić odwołam się do naczelnej zasady historyków, humanistów, wreszcie uczonych, czyli szukania prawdy, niezależnie od tego, gdzie by się ją odnalazło i jakie bożki i utarte schematy myślowe wypadłoby po drodze przetrącić.
Sine ira et studio zobowiązuje do maksimum krytycyzmu wobec nie tylko wszystkich źródeł, na których historyk się opiera, ale odnosi się także do rzeczywistości, która otacza uczonego i próbuje w taki czy inny sposób wpłynąć na jego osąd. Krzysztof Pomian zna historię i filozofię w tak wielkim stopniu, że nigdy nie powinien zapominać o tych sprawach. Niestety, moim zdaniem zapomina.
Porównam tutaj, dla zobrazowania tego o czym mowa, jego wypowiedzi odnośnie marksizmu oraz katolicyzmu. Zauważa on: "Jeśli bowiem brało się marksizm na serio, to niepodobna było zdjąć zeń odpowiedzialności za to, co dokonało się w jego imieniu". Brawo! Pełna zgoda. Niestety, w przypadku katolicyzmu autor nie zdobył się na podobne wyznanie. Wręcz przeciwnie, na wielu kartach książki da się odczuć jakiś dziwnie nabożny stosunek do niego (chociaż Pomian wielokrotnie przy różnych okazjach podkreśla, że jest osobą niereligijną i niewierzącą; jednak odnosi się wrażenie, że stwierdza to, aby zadośćuczynić tradycji swego domu, a nostalgia, z jaką wyraża się o katolikach i Janie Pawle II stwarza wrażenie, że bardzo żałuje, że nie dane mu było otrzymać "łaski" wiary).
Jedno z najsłabszych logicznie sformułowań Pomiana również odnosi się do wiary: "Bez chrześcijaństwa Europa nie byłaby taka, jaka jest. Negowanie tego faktu świadczy o niedopuszczalnym nieuctwie bądź o równie niedopuszczalnym ideologicznym zaślepieniu". Autor, pisząc te słowa, chyba nie do końca sobie uświadamiał, co miałby ktoś w nich "negować". Tego typu "fakty", których treści nie da się wyinterpretować z samego zdania, nie podlegają po prostu negacji lub akceptacji. Tak, bez chrześcijaństwa Europa nie byłaby taka, jaka jest. Ale jaka? Bez niego byłaby na pewno inna. Czy gorsza, czy może lepsza, to już pytanie bez odpowiedzi. Zdaje się, że Pomian sugeruje odpowiedź, ale wątpię czy większość intelektualistów zgodziłaby się z jego sugestią.
No chyba, że chodziłoby o "intelektualistów katolickich", co do których autor wyraża w książce wielkie uznanie. Ale, jak wiadomo, bycie intelektualistą z jakimkolwiek przydomkiem, z góry wyznacza ramy akceptowalnej dla takich osób dyskusji, a także wnioski do jakich można w nauce dojść (co jest de facto jej zaprzeczeniem).
Tego typu postawę Pomian zaprezentował najbardziej w opisie swych kontaktów z prof. Swieżawskim. Temu filozofowi katolickiemu nie podobało się na przykład, że Jan Hus został onegdaj spalony i dążył do zmiany tego wyroku (jakby to cokolwiek miało zmienić dla samego pokrzywdzonego). Pomian tak skonstatował postawę Swieżawskiego: "Jego krytycyzm nie naruszał jednak wierności wobec Kościoła...".
Mógłby autor wygarnąć mi, że nie rozumiem jego "ekumenicznych" dążeń do pogodzenia inteligencji katolickiej i laickiej. Być może moja wrażliwość nie sięga tak daleko. Wolałbym jednak, aby wybitny europejski intelektualista stosował te same miary wobec wszystkich historycznych zjawisk, i poczynił w swym sentymentalizmie trochę większą refleksję choćby nad osobą i pontyfikatem Jana Pawła II. Autobiografia ukazała się w 2018 roku. Panegiryk o papieżu to przedruk artykułu z 1988 roku. Doprawdy między tymi dwoma datami świat dowiedział się wielu rzeczy o tej postaci, które powinny trochę zrewidować ciągłe podniety o "papieżu-Polaku", "niezapomnianej październikowej nocy 1978 roku" i wielu innych.
Tego oczekiwałbym po uczciwym intelektualiście, który ma odwagę iść pod prąd, tym bardziej, że we Francji i w całej zachodniej Europie to, o czym u nas dalej nie można za bardzo otwarcie mówić, jest wiadome od dawna.
W październiku 2007 r., podczas wykładu inaugurującego kolejny rok akademicki, miałem okazję posłuchać Władysława Bartoszewskiego, który podzielił się z zebranymi swymi wspomnieniami ujętymi jako "Świadek XX wieku". Autobiografia Krzysztofa Pomiana - "Wśród mistrzów i przyja...
Rozwiń
Zwiń