-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać28 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
2026-03-22
2026-03-19
2026-03-14
2026-03-01
2026-02-22
Marcin Rusnak – „Głodny świat”
Jak już wiele razy wspominałam, dla mnie przy czytaniu beletrystyki najważniejsi są bohaterowie oraz immersja w świat przedstawiony; jednym słowem ułuda, że „to dzieje się naprawdę”. I historie typu multiwersum, a nawet typu „przez drzwi w szafie przechodzimy do innego świata”, łamią mi tę umowę już na wejściu, więc chociaż czasem doceniam realizację, to od razu mam do nich dystans.
Zdecydowałam się na czytanie „Głodnego świata” w pełni świadoma, że zawiera ten motyw. Znam tylko niektóre teksty Marcina Rusnaka, ale zostało mi wrażenie, że pisze wciągająco i chciałam się dowiedzieć, co wydał tym razem.
Powieść ma bardzo interesującą konstrukcję (Tam jest wzorzec! W tytułach części!), w której splatają się różne opowieści. Już przy trzeciej miałam szkatułkowe skojarzenia, a czwarta wprost nawiązuje do Opowieści tysiąca i jednej nocy. Mimo to uważam, że autorowi udało się przekonać mnie, że mamy przeżywać wydarzenia jakby były „naprawdę” – no, w każdym razie na tyle, na ile umiałam przy tych założeniach brzegowych.
Marcin ma rękę do tworzenia postaci; powiedziałabym, że sam autor ma do nich najwyraźniej sympatię i szacunek – i czytelnikowi to się udziela. Akcja toczy się wartko, napisane to jest wszystko bardzo sprawnie. Fabuła, choć rozłożona na różne postaci i długi czas, jest jednak dość prosta, ale mimo że książka jest gruba, to nie zdążyłam się znudzić (a mówimy o czytelniczce z założenia uprzedzonej do pomysłu, wiec to jest naprawdę na plus).
Doszłam do wniosku, że chyba mamy tu do czynienia z klasyczną konwencją powieści przygodowej, gdzie największy nacisk położony jest na to, co bohaterom się przytrafia i jak funkcjonują rozmaite zupełnie nowe okoliczności, w których się znaleźli. Nie ma tu zagadek wstecz jak w kryminale, ani zbyt wiele suspensu w przód jak w thrillerze, ani też napięcia dramatu psychologicznego, bo mniej więcej wiemy, czego się po kim spodziewać, więc zasadniczo ciekawość czytelnika zawieszona jest na tym, co też znów wywinie nie postać, ale świat, w którym usiłuje działać.
Taka strategia na dłuższą metę może być zdradliwa, jeżeli dzieje się zbyt wiele, ale za mało wynika to z tego, co działo się wcześniej – można ciekawość czytelnika stracić. Jednak uważam, że tu wystarczyło jej na całą powieść, zapewne ze względu na tę szkatułkową komplikację i na to, jak przekonująco Marcin pisze. Pod koniec mamy też pewien zawijas z suspensem i zawieszeniem dramatu na psychologii postaci, kiedy wypalają fabularne strzelby zawieszone z pozoru niewinnie w kalejdoskopie dziwności świata w rozdziałach poprzednich.
Uczciwie przyznam, że nie jest to raczej książka, do której będę wracać, ale czytało się ją bardzo przyjemnie (jeszcze raz plus za sprawność narracyjną i ogólny klimat bohaterów).
Marcin Rusnak – „Głodny świat”
Jak już wiele razy wspominałam, dla mnie przy czytaniu beletrystyki najważniejsi są bohaterowie oraz immersja w świat przedstawiony; jednym słowem ułuda, że „to dzieje się naprawdę”. I historie typu multiwersum, a nawet typu „przez drzwi w szafie przechodzimy do innego świata”, łamią mi tę umowę już na wejściu, więc chociaż czasem doceniam...
2026-02-01
Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Milena Wójtowicz
„Cztery pory magii”
„Cztery żywioły magii”
„Cztery trupy w barszcz”
Zaczęłam od końca (świąteczne w Święta, dla spójności estetycznej), co nie powinno być żadnym problemem, bo to są przecież antologie opowiadań. W trakcie okazało się, że opowiadania Marty Kisiel stanowią chronologiczny, rozkosznie absurdalny serialik o trzech damach, może i z tej ziemi, ale na pewno nie z tych czasów. Ale w sumie też nie szkodzi: każde opowiadanie samodzielnie też się broni, a czytając w kolejności odwrotnej, byłam zaciekawiona, jak się te damy ze swoimi wybrankami poznały, a jak już dwa miesiące później dotarłam od pierwszego opka antologii nr 3 do ostatniego opka antologii nr 1 (czyta się świetnie, tak długo trwało, bo mam mało czasu na czytanie), więc wtedy akurat uznałam, że dobrze by było sobie przypomnieć opka chronologicznie kolejne, znając już kontekst. No, samograj!
Okazuje się, że to w antologii nr 1 jest to słynne opeczko Mileny oparte o zacny koncept hitów weselnych – a jednak obrazek druhny wyłaniającej się jak topielicze zombie z jeziora oraz strzygi Sabinki z piłą łańcuchową to coś, czego nie należy przegapić. W antologii żywiołów jest jeszcze jeden tekst Mileny z Sabinkowego uniwersum, z mocniejszym i bardziej skłaniającym do refleksji przesłaniem, niż się z pozoru w tym lekkim jak piórko świecie należało spodziewać (konkretnie o wyznaniach, które zmieniają wszystko i zostają tylko zgliszcza, i czy prawda zawsze nas wyzwoli).
Aneta Jadowska jest znana z tylu powieści, a ja na razie czytałam tylko próbki jej twórczości w postaci opowiadań z różnych antologii. Tutaj najbardziej podobało mi się listopadowo ponure z tomu o porach roku/magii. Niby klasyczny kryminał z nową szansą na rozwiązanie starej sprawy, ale prawie od razu moją uwagę chwycił przede wszystkim inny trop – jakoś założyłam, że ten tekst będzie miał nieco inaczej rozłożone akcenty, o czym tak naprawdę jest.
Z opowiadań Magdy Kubasiewicz wygrywa dla mnie chyba Sanika i południca, ale to głównie dlatego że lubię i Sanikę, i motyw południc, bo pozostałe też ciekawe. Zwłaszcza to o magicznej strażaczce.
No i właśnie – trudno powiedzieć, że są to zbiorki „cozy”. Nie są wcale tylko miłe, lekkie i przyjemne, bo w zasadzie poza komediową serią Marty Kisiel każda autorka ma tu co najmniej jedno opowiadanie smutne lub poważniejsze. Ale to nie jest taki drastyczny, rozrywający bebechy smutek. To nadal są – wszystkie trzy – książki, które można bezpiecznie dać w prezencie i spokojnie czytać pod choinką.
No i są absolutnie śliczne. Uwielbiam sobie siedzieć i obracać książki w rękach – ludzie wąchają papier, ja macam okładki, co być może zresztą wyjaśnia, czemu czytam tak powoli ;)
Nie wszystkie opowiadania podobały mi się tak samo, żadne mi się nie Nie Podobało, jeżeli już to po prostu szybko się zatarły. Ostatnio zaczynam rozdawać książki, które mi się już naprawdę nie mieszczą, a nie czuję zdecydowanej potrzeby zostawienia ich sobie (oddałam też trochę takich, które oceniałam na plus) – ale antologie Sabatu zostają, nie tylko dlatego, że są tak cudnie wydane.
Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Milena Wójtowicz
„Cztery pory magii”
„Cztery żywioły magii”
„Cztery trupy w barszcz”
Zaczęłam od końca (świąteczne w Święta, dla spójności estetycznej), co nie powinno być żadnym problemem, bo to są przecież antologie opowiadań. W trakcie okazało się, że opowiadania Marty Kisiel stanowią chronologiczny, rozkosznie...
2025-12-31
Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Milena Wójtowicz
„Cztery pory magii”
„Cztery żywioły magii”
„Cztery trupy w barszcz”
Zaczęłam od końca (świąteczne w Święta, dla spójności estetycznej), co nie powinno być żadnym problemem, bo to są przecież antologie opowiadań. W trakcie okazało się, że opowiadania Marty Kisiel stanowią chronologiczny, rozkosznie absurdalny serialik o trzech damach, może i z tej ziemi, ale na pewno nie z tych czasów. Ale w sumie też nie szkodzi: każde opowiadanie samodzielnie też się broni, a czytając w kolejności odwrotnej, byłam zaciekawiona, jak się te damy ze swoimi wybrankami poznały, a jak już dwa miesiące później dotarłam od pierwszego opka antologii nr 3 do ostatniego opka antologii nr 1 (czyta się świetnie, tak długo trwało, bo mam mało czasu na czytanie), więc wtedy akurat uznałam, że dobrze by było sobie przypomnieć opka chronologicznie kolejne, znając już kontekst. No, samograj!
Okazuje się, że to w antologii nr 1 jest to słynne opeczko Mileny oparte o zacny koncept hitów weselnych – a jednak obrazek druhny wyłaniającej się jak topielicze zombie z jeziora oraz strzygi Sabinki z piłą łańcuchową to coś, czego nie należy przegapić. W antologii żywiołów jest jeszcze jeden tekst Mileny z Sabinkowego uniwersum, z mocniejszym i bardziej skłaniającym do refleksji przesłaniem, niż się z pozoru w tym lekkim jak piórko świecie należało spodziewać (konkretnie o wyznaniach, które zmieniają wszystko i zostają tylko zgliszcza, i czy prawda zawsze nas wyzwoli).
Aneta Jadowska jest znana z tylu powieści, a ja na razie czytałam tylko próbki jej twórczości w postaci opowiadań z różnych antologii. Tutaj najbardziej podobało mi się listopadowo ponure z tomu o porach roku/magii. Niby klasyczny kryminał z nową szansą na rozwiązanie starej sprawy, ale prawie od razu moją uwagę chwycił przede wszystkim inny trop – jakoś założyłam, że ten tekst będzie miał nieco inaczej rozłożone akcenty, o czym tak naprawdę jest.
Z opowiadań Magdy Kubasiewicz wygrywa dla mnie chyba Sanika i południca, ale to głównie dlatego że lubię i Sanikę, i motyw południc, bo pozostałe też ciekawe. Zwłaszcza to o magicznej strażaczce.
No i właśnie – trudno powiedzieć, że są to zbiorki „cozy”. Nie są wcale tylko miłe, lekkie i przyjemne, bo w zasadzie poza komediową serią Marty Kisiel każda autorka ma tu co najmniej jedno opowiadanie smutne lub poważniejsze. Ale to nie jest taki drastyczny, rozrywający bebechy smutek. To nadal są – wszystkie trzy – książki, które można bezpiecznie dać w prezencie i spokojnie czytać pod choinką.
No i są absolutnie śliczne. Uwielbiam sobie siedzieć i obracać książki w rękach – ludzie wąchają papier, ja macam okładki, co być może zresztą wyjaśnia, czemu czytam tak powoli ;)
Nie wszystkie opowiadania podobały mi się tak samo, żadne mi się nie Nie Podobało, jeżeli już to po prostu szybko się zatarły. Ostatnio zaczynam rozdawać książki, które mi się już naprawdę nie mieszczą, a nie czuję zdecydowanej potrzeby zostawienia ich sobie (oddałam też trochę takich, które oceniałam na plus) – ale antologie Sabatu zostają, nie tylko dlatego, że są tak cudnie wydane.
Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Milena Wójtowicz
„Cztery pory magii”
„Cztery żywioły magii”
„Cztery trupy w barszcz”
Zaczęłam od końca (świąteczne w Święta, dla spójności estetycznej), co nie powinno być żadnym problemem, bo to są przecież antologie opowiadań. W trakcie okazało się, że opowiadania Marty Kisiel stanowią chronologiczny, rozkosznie...
Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Milena Wójtowicz
„Cztery pory magii”
„Cztery żywioły magii”
„Cztery trupy w barszcz”
Zaczęłam od końca (świąteczne w Święta, dla spójności estetycznej), co nie powinno być żadnym problemem, bo to są przecież antologie opowiadań. W trakcie okazało się, że opowiadania Marty Kisiel stanowią chronologiczny, rozkosznie absurdalny serialik o trzech damach, może i z tej ziemi, ale na pewno nie z tych czasów. Ale w sumie też nie szkodzi: każde opowiadanie samodzielnie też się broni, a czytając w kolejności odwrotnej, byłam zaciekawiona, jak się te damy ze swoimi wybrankami poznały, a jak już dwa miesiące później dotarłam od pierwszego opka antologii nr 3 do ostatniego opka antologii nr 1 (czyta się świetnie, tak długo trwało, bo mam mało czasu na czytanie), więc wtedy akurat uznałam, że dobrze by było sobie przypomnieć opka chronologicznie kolejne, znając już kontekst. No, samograj!
Okazuje się, że to w antologii nr 1 jest to słynne opeczko Mileny oparte o zacny koncept hitów weselnych – a jednak obrazek druhny wyłaniającej się jak topielicze zombie z jeziora oraz strzygi Sabinki z piłą łańcuchową to coś, czego nie należy przegapić. W antologii żywiołów jest jeszcze jeden tekst Mileny z Sabinkowego uniwersum, z mocniejszym i bardziej skłaniającym do refleksji przesłaniem, niż się z pozoru w tym lekkim jak piórko świecie należało spodziewać (konkretnie o wyznaniach, które zmieniają wszystko i zostają tylko zgliszcza, i czy prawda zawsze nas wyzwoli).
Aneta Jadowska jest znana z tylu powieści, a ja na razie czytałam tylko próbki jej twórczości w postaci opowiadań z różnych antologii. Tutaj najbardziej podobało mi się listopadowo ponure z tomu o porach roku/magii. Niby klasyczny kryminał z nową szansą na rozwiązanie starej sprawy, ale prawie od razu moją uwagę chwycił przede wszystkim inny trop – jakoś założyłam, że ten tekst będzie miał nieco inaczej rozłożone akcenty, o czym tak naprawdę jest.
Z opowiadań Magdy Kubasiewicz wygrywa dla mnie chyba Sanika i południca, ale to głównie dlatego że lubię i Sanikę, i motyw południc, bo pozostałe też ciekawe. Zwłaszcza to o magicznej strażaczce.
No i właśnie – trudno powiedzieć, że są to zbiorki „cozy”. Nie są wcale tylko miłe, lekkie i przyjemne, bo w zasadzie poza komediową serią Marty Kisiel każda autorka ma tu co najmniej jedno opowiadanie smutne lub poważniejsze. Ale to nie jest taki drastyczny, rozrywający bebechy smutek. To nadal są – wszystkie trzy – książki, które można bezpiecznie dać w prezencie i spokojnie czytać pod choinką.
No i są absolutnie śliczne. Uwielbiam sobie siedzieć i obracać książki w rękach – ludzie wąchają papier, ja macam okładki, co być może zresztą wyjaśnia, czemu czytam tak powoli ;)
Nie wszystkie opowiadania podobały mi się tak samo, żadne mi się nie Nie Podobało, jeżeli już to po prostu szybko się zatarły. Ostatnio zaczynam rozdawać książki, które mi się już naprawdę nie mieszczą, a nie czuję zdecydowanej potrzeby zostawienia ich sobie (oddałam też trochę takich, które oceniałam na plus) – ale antologie Sabatu zostają, nie tylko dlatego, że są tak cudnie wydane.
Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Magdalena Kubasiewicz, Milena Wójtowicz
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Cztery pory magii”
„Cztery żywioły magii”
„Cztery trupy w barszcz”
Zaczęłam od końca (świąteczne w Święta, dla spójności estetycznej), co nie powinno być żadnym problemem, bo to są przecież antologie opowiadań. W trakcie okazało się, że opowiadania Marty Kisiel stanowią chronologiczny, rozkosznie...