-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać30 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
2026-01-24
2025-11-26
Ściskasz test ciążowy tak mocno, że aż bieleją ci knykcie. W tej chwili cała twoja nadzieja zamknięta jest w kawałku plastiku, w kilku milimetrach pragnienia, które nosisz w sercu od miesięcy. Błagasz wszechświat o ten mały cud, o który razem z partnerem prosicie po cichu każdego dnia. Czekasz. Wpatrujesz się w małe okienko, jakbyś mogła zmusić czas do uległości. Zaciskasz zęby, wstrzymujesz oddech, czujesz jak każdy ułamek sekundy rozciąga się w nieskończoność. Na skroniach pojawiają się krople potu, serce wali tak mocno, że zagłusza twoje myśli. Wreszcie mijają te przeklęte pięć minut. Pięć minut, które trwały jak wieczność. Podnosisz wzrok. Jedna kreska. Najpierw pojawia się niedowierzanie, jakby wzrok płatał ci figle. Ale obraz się nie zmienia, jedna linia bije po oczach. Coś w tobie pęka. Uginają się nogi. Osuwasz się na podłogę. Nadzieja rozsypuje się w pył. Łzy spływają po policzkach i rozmazują wszystko, co jeszcze przed chwilą miało jakikolwiek kształt. Oskarżasz siebie o wszystko: o to, że jesteś bezwartościowa, o to, że zawiodłaś jako kobieta, że jesteś nic nie warta, zepsuta, wadliwa. Krzyczysz z bólu, niemocy. Pragniesz zatracić się w ciemności, która zgasiła wszystkie światła.
To opowieść, która może dotknąć każdą z nas. Ciebie, mnie, twoją przyjaciółkę, koleżankę z pracy, sąsiadkę, a nawet zupełnie obcą kobietę. To powieść, o której powinno być głośno. To historia o trudnej drodze. O przeszkodach, które trzeba pokonać, o zmaganiach, które często toczą się po cichu. O niezrozumieniu, jakie spotyka się ze strony tych, którym się udało. Bo przecież „zajście w ciążę jest takie łatwe, proste”… prawda?
Jest to opowieść prawdziwa, namacalna, pełna emocji. Taka, która dzieje się tuż obok nas. Lektura ukazuje, że kobieta nie jest sama, że wiele par mierzy się z podobnym bólem, tęsknotą i nadzieją. Ta opowieść jest jak przyjaciel, który wysłucha, przytuli, zrozumie. Ukoi ból, przyniesie wytchnienie. Bo dotyka go dokładnie to samo, co nas - kobiety, pary, które pragną zostać rodzicami.
To potrzebna powieść. Ukazuje, jak wiele cierpienia i łez kryje się za uśmiechami, jak trudna potrafi być codzienność, gdy każda myśl krąży wokół jednego pragnienia, by zostać mamą. To głos kobiet, które przez lata były uciszane przez społeczeństwo, przez bliskich, przez własny lęk. Wreszcie mogą powiedzieć głośno, jak bardzo boli, jak trudno się podnieść, ile odwagi potrzeba, by znów wierzyć. To emocjonalna historia, która przenika wszystko: relacje z bliskimi, wywraca do góry nogami codzienność. Wpływa na uczucia, poczucie własnej wartości. To opowieść kobiet, które czują się czasem zepsute, niepełne… a przecież są pełne siły, odwagi i miłości. Historia o kobietach, które codziennie wstają mimo bólu. Które noszą w sobie nadzieję, nawet gdy świat zdaje się ją odbierać. Gorąco polecam!
Ściskasz test ciążowy tak mocno, że aż bieleją ci knykcie. W tej chwili cała twoja nadzieja zamknięta jest w kawałku plastiku, w kilku milimetrach pragnienia, które nosisz w sercu od miesięcy. Błagasz wszechświat o ten mały cud, o który razem z partnerem prosicie po cichu każdego dnia. Czekasz. Wpatrujesz się w małe okienko, jakbyś mogła zmusić czas do uległości. Zaciskasz...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-19
Czekałaś na ten dzień z utęsknieniem. Prawie wszystko masz dopięte na ostatni guzik. Przepiękna sukienka czeka w szafie, aż będziesz mogła w końcu ją założyć na tę wyjątkową uroczystość. Przyjaciółki towarzyszą ci w tych cudownych chwilach, przyszły pan młody wspiera Cię przy naprawianiu małych niedociągnięć, które mogłyby zniweczyć wasze plany. Nie spodziewasz się jednak, że dzień, w którym miałaś być najważniejsza na świecie, zamieni się w najgorszy koszmar ze snów, z którego ciężko będzie się wybudzić.
Emocje, tajemnice, szantaż, przerażająca rzeczywistość, jak z najgorszego koszmaru, manipulacje, historia miłości, nowe początki, nie tak, jak sobie człowiek wyobrażał, zagadka, intryga, piękne zakątki Toskanii. Fabuła jest nieprzewidywalna i zaskakująca. Mami, przyciąga, wodzi za nos, kusi swym pięknem. Narastające napięcie, domysły, błądzenie we mgle. Lektura jest fantastyczna, ale zarazem mrozi krew w żyłach, ukazuje ciemne, jak i jasne strony. Jest zarazem słodka jak miód i kwaśna niczym cytryna. Tak można podsumować dzieło od Marty. Książkę pochłonęłam w zastraszającym tempie. Obyczaj przeplata się z wątkami sensacyjnymi, które trzymają w napięciu, niepewności, jakie jeszcze przeciwności losu staną na drodze postaciom. Z czym i z kim będą musieli się zmierzyć, aby ich wymarzony dzień zakończył się szczęśliwie i po ich myśli. Człowiek zostaje przez autorkę sprowadzony na manowce, gdyż nie tego się spodziewał. W głowie tlił się zupełnie inny obraz, niż to, co otrzymał i to jest świetne. A to wszystko dzieje się w malowniczej Toskanii, która nie tylko zachwyca pięknem, magią i unoszącą się w powietrzu miłością, ale także osnuta jest mgłą, przez którą ciężko się przedziera. Atmosfera z każdym dniem przybiera niebezpiecznego wydźwięku, pojawia się gęsia skórka i ogromna niepewność jutra.
Dajcie się porwać tej fantastycznej historii. Poznajcie bohaterów, ich przeżycia, doznania, emocje, jakie towarzyszą im w tych trudnych chwilach, które miały być dla nich niezapomniane i wyjątkowe. Zobaczcie, jak skrupulatnie przygotowane plany stopniowo rozsypują się, jak domek z kart. Jak marzenia z każdym dniem powoli gasną, a nadzieja i zaufanie zostają mocno zachwiana. Gorąco polecam!
Czekałaś na ten dzień z utęsknieniem. Prawie wszystko masz dopięte na ostatni guzik. Przepiękna sukienka czeka w szafie, aż będziesz mogła w końcu ją założyć na tę wyjątkową uroczystość. Przyjaciółki towarzyszą ci w tych cudownych chwilach, przyszły pan młody wspiera Cię przy naprawianiu małych niedociągnięć, które mogłyby zniweczyć wasze plany. Nie spodziewasz się jednak,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-19
Siedzisz na sali sądowej, w dusznej, zbyt jasnej przestrzeni, gdzie każde słowo brzmi jak wyrok. Przed tobą rozgrywa się scena końca — nie burzliwego, dramatycznego, ale cichego i bolesnego w swojej nieodwracalności. To formalność, podpis, kilka słów. A jednak to moment, w którym kończy się coś, co miało trwać całe życie. Myślami jesteś daleko stąd. Nie słyszysz już głosu sędziego, nie czujesz twardego siedziska pod sobą. Wracasz do tamtych chwil — do wspólnych poranków, do planów snutych przy kawie, do śmiechu, który miał być wieczny. Mieliście się razem zestarzeć, iść przez życie ramię w ramię, dzielić ciężary i cieszyć się prostym szczęściem. Mieliście pokonywać burze, a nie tonąć osobno. Ale ktoś — może los, może on, może ty, może oboje — zadecydował inaczej. Fundamenty, które przez lata budowaliście z cierpliwością i wiarą, nagle się kruszą. Pękają ściany. Zostają zgliszcza. Rozstajecie się. Bez krzyku. Bez pożegnania. Bez pewności, co dalej. I wtedy pojawia się decyzja — pierwsza naprawdę twoja od dawna. Gdzie zacząć nowe życie? Dokąd uciec przed ciszą, która zostaje po nim? Wybierasz Bieszczady. Nie dlatego, że są modne, ale dlatego, że tam jeszcze można usłyszeć siebie. Góry, które nie pytają o przeszłość. Drzewa, które trwają niezależnie od ludzkich dramatów. Ścieżki, które prowadzą donikąd — a czasem właśnie tam trzeba się udać, by odnaleźć kierunek. W Bieszczadach nie czeka gotowy scenariusz. Jest tylko przestrzeń — surowa, dzika, prawdziwa. I może właśnie w niej uda się zbudować coś nowego. Na własnych zasadach. Od zera. Z sobą samą w roli głównej.
Pochłaniam ostatnie linijki tekstu. W powietrzu wciąż unoszą się ciepłe emocje, które otuliły mnie jak miękki koc. Uśmiecham się pod nosem, zamykam książkę z czułością. W głowie wciąż wybrzmiewają ostatnie słowa. I już wiem, że to była cudowna podróż, która zostanie ze mną na długo.
Sięgając w tamtym roku po debiut Katarzyny nie przypuszczałam, że stanie się jedną z tych autorek, po których książki będę sięgać w ciemno – z pełnym zaufaniem i świadomością, że nie zawiodę się opowieścią, którą odnajdę na kartach powieści. Która wzruszy, poruszy i pozostanie w pamięci na długo. Tym razem miałam przyjemność zapoznać się z jej najnowszym dziełem i po raz kolejny autorka otuliła mnie ciepłem, delikatnością oraz niezwykłym klimatem Bieszczad. Cudowne miejsce, które w jej powieściach staje się bohaterem, a czasem niemal przyjacielem. Milczącym, ale obecnym. Takim, który nie ocenia, lecz otula ciepłem, gdy wali się świat. Daje poczucie bezpieczeństwa i cichą wiarę w to, że jeszcze będzie pięknie.
Słowa przelane na papier rozbudziły zmysły, wyciszyły galopujące myśli i zabrały w emocjonalną podróż przez meandry codzienności – często bolesną, niełatwą, z kolcami, a zarazem piękną, niezwykłą, prawdziwą, dającą nadzieję na lepsze jutro. Autorka ukazała w tym wyjątkowym dziele ogromną siłę walki o samą siebie. To, że niezależnie od wieku czy życiowych zakrętów, zawsze można zacząć wszystko od nowa. Że czasami trzeba się zgubić, aby móc później siebie odnaleźć z zupełnie innymi doświadczeniami i spojrzeniem na świat. To historia o zmianie, która na początku ogromnie przeraża niewiadomą, ale to właśnie one powodują później, że w ciemności odnajdujemy duszę, którą wcześniej utraciliśmy po drodze. To także opowieść o nadziei, o promieniach słońca, które przebijają się przez czarne chmury, niosąc ze sobą wiarę w to, że przyszłość będzie świetlista i kolorowa, jak tęcza. Gorąco polecam!
Siedzisz na sali sądowej, w dusznej, zbyt jasnej przestrzeni, gdzie każde słowo brzmi jak wyrok. Przed tobą rozgrywa się scena końca — nie burzliwego, dramatycznego, ale cichego i bolesnego w swojej nieodwracalności. To formalność, podpis, kilka słów. A jednak to moment, w którym kończy się coś, co miało trwać całe życie. Myślami jesteś daleko stąd. Nie słyszysz już głosu...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-19
Porto jest jak człowiek. Z jednej strony surowy, zmęczony, odziany w nieładzie, przygarbiony pod ciężarem własnej historii. Ręce ma spracowane, twarz pooraną przez czas i trudy codzienności. Jednak gdy się uśmiechnie, rozjaśnia świat. Oczy ma pełne blasku i nostalgii, kipiące energią, ciepłem, tajemnicą i pasją. Pachnie dymem, winem Porto i słonym powietrzem znad oceanu. Smakuje słodyczą radości i goryczą wspomnień. Czasem wkłada elegancki płaszcz pełen przepychu, niemal królewski w swoim majestacie. Częściej jednak można go zobaczyć w znoszonej koszuli, z potarganymi włosami, jak odbicie starych kamienic i wąskich ulic, kryjących historie ludzkich serc. To człowiek, który uśmiechem ogrzeje codzienność, otuli ciepłem kolorowych azulejos, zabierze w podróż po Douro przy zachodzie słońca. A zaraz potem zaskoczy chłodem ciemnych zaułków, biedą, odrapanymi murami i niewypowiedzianymi sekretami. Bywa pełen sprzeczności; raz jest zarozumiały, dumny, głośny, jak chóry w katedrze Se, innym razem twardy i stabilny, jak most Ponte Luis 1, a jeszcze innym razem potrafi być cichy, zamyślony, jak poranna mgła nad Ogrodem Pałacu Kryształowego. W Porto jest magia. Autentyczność. Puls życia spleciony z historią. Porto nie jest piękne w oczywisty sposób. Jest piękne tak, jak piękny jest człowiek, który przeszedł wiele, ale wciąż ma w sobie blask. To miasto z duszą, którą trzeba poznać.
Zawsze, gdy sięgam po twórczość Joli, czuję, jak przenosi mnie w miejsca niezwykłe pełne duszy, charakteru i nieuchwytnego klimatu. To światy utkane z kontrastów, sprzeczności, światła i cienia. Przestrzenie, w których kolory eksplodują feerią barw, by za chwilę zostać stonowane przez ciemność, przysłaniającą blask. Słowa Joli nie są tylko opisem, one żyją. Mają moc. Maluje przed czytelnikiem obraz. Najpierw sunie pędzlem po płótnie, powstają kontury, nanosi światło i ciemność, przeplata dobro i zło, ciszę i chaos, by w finalnej kumulacji powstało dzieło pełne emocji, prawdy i życiowych mądrości.
To, co czyni jej twórczość wyjątkową, to szczerość i autentyczność. Jola pokazuje miejsca takimi, jakimi naprawdę są. Nie zatrzymuje się jedynie przy tym, co piękne i znane z przewodników. Z równą wrażliwością prowadzi czytelnika także tam, gdzie codzienność ukazuje swoje proste, nieupiększone oblicze. To właśnie w tych zwyczajnych zaułkach odnajdujemy prawdę, o życiu, o ludziach, o nas samych.
Do Portugalii zabrała mnie już po raz czwarty. Każda podróż była inna, każda odkrywała nową warstwę, inne miasto i inną historię, utkaną z emocji i ludzkich doświadczeń. Jola jest przewodnikiem, który nie tylko wskazuje drogę, ale wręcz chwyta za dłoń i prowadzi w głąb niezwykłych zakątków. To podróże, w których serce wypełnia tęskna muzyka fado, nozdrza otula aromat kawy, wiatr targa włosy, a w tle rozbrzmiewają historie; raz ciche, innym razem dramatyczne, zawsze prawdziwe.
Tym razem Jola pokazała się z nowej strony, bardziej sensacyjnej, pełnej napięcia i tajemnic. A jednak, mimo odmiennej formy, wątki charakterystyczne dla jej prozy pozostały. Znów dominuje w nich głębokie przesłanie: by nie oceniać po pozorach. Bo każdy człowiek nosi w sobie historię, której nie widać na pierwszy rzut oka. Dopiero gdy odważymy się wejść w jego buty, przemierzyć jego krętą ścieżkę, zaczynamy naprawdę rozumieć.
Łatwo jest wydać osąd, szybki, powierzchowny, oparty na ułamku obrazu. Trudniej zatrzymać się i pomyśleć, co kryje się pod maską codzienności, jakie emocje, bóle czy marzenia nosi w sobie druga osoba. Jola przypomina, że nasze spojrzenie bywa zafałszowane przez emocje, które zniekształcają racjonalny osąd. Czasem jedynym sposobem, by dostrzec prawdę, jest nabrać dystansu, spojrzeć z boku i spróbować usłyszeć drugiego człowieka naprawdę.
Jej książki to nie tylko podróże po mapie świata. To podróże w głąb ludzkich serc i historii, które uczą wrażliwości, empatii i tego, że każdy los wart jest wysłuchania. Gorąco polecam!
Porto jest jak człowiek. Z jednej strony surowy, zmęczony, odziany w nieładzie, przygarbiony pod ciężarem własnej historii. Ręce ma spracowane, twarz pooraną przez czas i trudy codzienności. Jednak gdy się uśmiechnie, rozjaśnia świat. Oczy ma pełne blasku i nostalgii, kipiące energią, ciepłem, tajemnicą i pasją. Pachnie dymem, winem Porto i słonym powietrzem znad oceanu....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-19
Kolory, barwy, twarze, rzeczy, emocje. Widzisz, jak świat budzi się do życia, jak zasypia. Aż któregoś dnia ktoś na zawsze gasi światło. Pustka. Czerń. W jednej chwili stajesz się mały, kruchy, zagubiony w ogromnym wszechświecie. Nagle to nie ty patrzysz na świat, to on patrzy na ciebie. Zostają jedynie dźwięki, faktura, dotyk. Idziesz, choć właściwie błądzisz. Ręka wyciągnięta przez kogoś innego staje się drogowskazem, ale też ograniczeniem. Ufasz, pozwalasz się początkowo prowadzić, ale w którymś momencie pojawia się bunt. Gromadzi się w tobie gorycz, złość, pretensja do świata, że zabrał ci kolory, barwy. Że właśnie ciebie spotkał los, który brutalnie rozsypał w pył uporządkowaną rzeczywistość.
Są takie książki, przy których brakuje słów. Niezależnie od tego, jak bardzo próbujesz je opisać, nie oddadzą one tego, co powieść pozostawia w czytelniku: wewnętrzną pustkę, chwilę zadumy, emocjonalny rollercoaster. Najnowsze dzieło Żanety to ogromny ładunek uczuć, rozterek, przeżyć, rozgoryczenia, bólu, cierpienia, bezsilności. Historia oplata czytelnika, wczepia się w niego i wnika głęboko w podświadomość, usidla. Dotyka najczulszych strun duszy, ściska gardło i w końcu nim człowiek się obejrzy, roni łzy. Opowieść jest jak cebula – wielowarstwowa. Im bardziej ją obierasz, tym więcej przed tobą odsłania. Pokazuje niezwykłe piękno, jak i bolesne mankamenty codzienności.
Autorka nie boi się trudnych tematów, tych zamiatanych często pod dywan. Z niezwykłą pieczołowitością oddaje wewnętrzne rozterki bohaterów, ich emocje, ból, cierpienie, radość, szczęście. Ukazuje ich walkę z niełatwą codziennością, wątpliwości, które często dają o sobie znać, życiowe zakręty, przeszkody, które muszą pokonać, budzącą się odwagę i siłę w pokonywaniu własnych ograniczeń i że czasem los, przypadek, bądź zwykłe przecięcie się ścieżek dwóch tak różnych sobie osób może pomóc na nowo podnieść się z dna i zacząć wszystko z nową białą kartą. Wyciska z historii czystą esencję, uwrażliwia na to, co powinno być dla nas ważne. Przypomina, że każdego z nas może spotkać podobny los. Osoby niewidome pragną być postrzegane, jak każdy inny człowiek, zmagający się z trudnościami, ale czujący, odbierający świat na swój własny, niezwykły sposób.
Żaneta oprócz tego przedstawia drugą stronę ludzi, którzy stoją tuż obok. Zawsze obecnych wspierających osoby niewidome, a jednak przez społeczeństwo często ocenianych przez ich pryzmat. Jakby poza opieką nie mieli prawa do marzeń, swoich potrzeb i pragnień. A przecież tak nie powinno być.
To opowieść wymagająca spokoju i skupienia. Pełnego zanurzenia się w emocjach bohaterów, otwarcia serca i duszy na to, co ta lektura odsłania. Przyglądajcie się uważnie skomplikowanym relacjom międzyludzkim, temu, jak po wyłączeniu jednego zmysłu człowiek staje się zagubiony i niewielki wobec ogromu świata. Jak strach i lęk przeplatają się z nadzieją i empatią. Gorąco polecam!
Kolory, barwy, twarze, rzeczy, emocje. Widzisz, jak świat budzi się do życia, jak zasypia. Aż któregoś dnia ktoś na zawsze gasi światło. Pustka. Czerń. W jednej chwili stajesz się mały, kruchy, zagubiony w ogromnym wszechświecie. Nagle to nie ty patrzysz na świat, to on patrzy na ciebie. Zostają jedynie dźwięki, faktura, dotyk. Idziesz, choć właściwie błądzisz. Ręka...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-09-30
Motyl to niezwykły cud natury. Kruchy, delikatny, cichy, wyjątkowy. Nie zdaje sobie sprawy ze swej urody, z magii, którą w sobie nosi od zawsze. Z niepozornej gąsienicy, zamkniętej w cieniu po przeobrażeniu staje się czymś niezwykłym. Przepięknym symbolem nadziei i wiary, że po każdej burzy zawsze wschodzi słońce. Uczy, że wyjątkowość często skrywa się bardzo głęboko w środku. Gdy jednak rozkwitnie, gdy sobie na to pozwoli, zachwyci świat. Człowiek bywa jak ten motyl. Na początku zamknięty w sobie niczym w kokonie. Niepewny, nieświadomy swojego blasku, które próbuje uwolnić się spod macek ciemności. Często nie dostrzega diamentu, który wewnątrz niego drzemie. Gdy w końcu je odkryje, gdy zrzuci kokon, którym mocno się opatulił, odkryje swoją moc i niezwykłą siłę. Że wszystko jest po coś. Że życie nie po to podsuwa przeszkody, aby nas złamać, lecz by nauczyć nas latać. Pokonywać przeciwności, wierzyć, że wszystko jest możliwe. Motyl przynosi ze sobą światło i człowiek również powinien dostrzec w sobie ten blask, który nosi w sobie i pozwolić mu rozwinąć skrzydła.
Jak sami pewnie wiecie Monika najczęściej kojarzona jest z morzem, ciepłym piaskiem, szumem fal i blaskiem słońca. Tym razem jednak zabiera nas do lasu. Do miejsca, gdzie unosi się zapach świeżej rosy, gdzie trawa pieści stopy, a w tle rozbrzmiewa trel ptaków i szum liści. Nie wyobrażam sobie jednak tej historii w innym miejscu. Ten las i ta cisza, którą spotyka bohaterka, są takim jej symbolem. Początkowo otacza ją mrok, ciemność lasu potrafi przerazić, a pohukiwanie sowy, trzask łamanych gałęzi budzą lęk. Lecz gdy pierwsze promienie słońca przebijają się przez gęste korony drzew, to samo miejsce zyskuje inne kolorowe barwy. Tajemniczości, piękna, siły. Staje się bezpieczną ostoją, schronieniem dla wielu istnień, przestrzenią, w której można w końcu usłyszeć swoje myśli i odkryć skryte pragnienia. Aby jednak odnaleźć tę moc, drzemiącą w każdym z nas, potrzeba jeszcze odrobiny wiatru w skrzydła lub dobrego ducha, który wskaże właściwą drogę.
Do tego małego zakątka świata trafia Kinga. Poharatana przez los i przez osobę, która miała dawać jej ogrom ciepła, miłości, poczucie bezpieczeństwa. Być przystanią, w której odnajdzie spokój i harmonię. Zamiast tego przyniosła ze sobą ciemność i nieustającą burzę. Z kobiety, która patrzyła z nadzieją w przyszłość i cieszyła się życiem, Kinga stała się cieniem samej siebie. Obwinia się za to, co ją spotkało. Próbuje na nowo siebie poskładać, naprawić, jednak przykra przeszłość nie pozwala tak łatwo o sobie zapomnieć. Dopiero gdy zostaje przyparta do muru i zmuszona do ucieczki odkrywa, że właśnie ten las stanie się dla niej miejscem do odrodzenia. Że w jej życiu jest jeszcze miejsce na światło, na marzenia, na szczęście, które przez lata spychała na bok. I na to, aby być w końcu sobą, gdy w codzienności swoje prawdziwe ,,ja’’ dawno temu zgubiła.
Monika po raz kolejny udowadnia, że swoją prozą potrafi dotknąć najczulszych strun duszy. Otula czytelnika ciepłem, nadzieją i wiarą w to, że wszystko jest możliwe. Przekonuje, że szczęście w końcu zapuka do naszych drzwi. Nawet wtedy, gdy dawno przestaliśmy w to wierzyć. Jej najnowsze dzieło ukazuje wewnętrzną siłę, którą każdy z nas skrywa w sobie, choć tak często nie pozwalamy jej wybrzmieć. O tym, że zmiany często człowieka przerażają, ale to właśnie one pozwalają nowo złapać wiatr w żagle. Te zmiany nie muszą oznaczać czegoś złego, lecz wprost przeciwnie. Być sposobem na wyzwolenie się z kokona. A jak będzie w przypadku Kingi? Gorąco polecam!
Motyl to niezwykły cud natury. Kruchy, delikatny, cichy, wyjątkowy. Nie zdaje sobie sprawy ze swej urody, z magii, którą w sobie nosi od zawsze. Z niepozornej gąsienicy, zamkniętej w cieniu po przeobrażeniu staje się czymś niezwykłym. Przepięknym symbolem nadziei i wiary, że po każdej burzy zawsze wschodzi słońce. Uczy, że wyjątkowość często skrywa się bardzo głęboko w...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-08-23
Dwie połówki jabłka idealnie do siebie pasowały. Była zgoda, harmonia, wspólne radości i wspólne łzy. Relacja opierała się na wzajemnym szacunku, cichej wymianie myśli i uczuć, na dawaniu bez kalkulowania zysków czy oczekiwania odwzajemnienia. Patrzyli w tę samą stronę, marzyli o podobnych horyzontach. Gdy pojawiały się drobne zgrzyty, potrafili je rozwiązywać szybko i z czułością. Jednak pewnego dnia na ich drodze wyrósł cel — wielki, kuszący, lecz nieosiągalny żadnym wysiłkiem. I wtedy coś zaczęło pękać. W miejsce zrozumienia pojawiło się niezrozumienie, w miejsce wsparcia — pretensje i żale. Tam, gdzie wcześniej płynęły słowa, zaczęła rosnąć cisza, ciężka i duszna. Dwie dusze, które kiedyś patrzyły na siebie z miłością, zaczęły dryfować w przeciwnych kierunkach. Na szybie ich wspólnego domu pojawiły się rysy — najpierw ledwo widoczne, potem coraz głębsze. Coś, co jeszcze wczoraj było świeże i pełne życia, zaczęło powoli gnić od środka. I choć wciąż byli obok siebie, już nie patrzyli w te same gwiazdy.
Eliza i Nikodem od kilku lat krążą po dwóch różnych orbitach. Ich relacja mocno zgrzyta — na tyle głośno, że wystarczy jedna iskra, by wszystko, co w sobie kumulują, eksplodowało. Nikodem decyduje się więc na ucieczkę, a może na desperacki manewr ratunkowy: wyjechać jak najdalej, nabrać dystansu, spojrzeć chłodnym okiem na to, co zdążyło się nagromadzić. Dostaje pracę w Polarnej Stacji Badawczej Hornsund na Spitsbergenie. Spędzi tam dwanaście miesięcy w Zatoce Białego Niedźwiedzia — pośród lodu, ciszy i samotności, które potrafią wgryzać się w człowieka głębiej niż mróz.
Eliza nie jest gotowa na tak długą separację. Nie wie, czy udźwignie konfrontację z własnymi myślami, gdy w domu zostanie tylko echo jej kroków. Wolność, którą początkowo poczuła, gdy jej mąż wyjechał, uderzył w nią jak fala arktycznego wiatru — gwałtownie, odbierając dech. Zamiast ulgi pojawiła się pustka. Gdy już nie potrafiła znaleźć sobie miejsca, wpada na pomysł napisania reportażu o społeczności żyjącej w Longyearbyen — stolicy Svalbardu. To jej oficjalny powód. Prawdziwy jest inny: pragnie spotkać się z mężem. Uwierzyła, że jeśli choć na chwilę będą mogli patrzeć sobie w oczy, jeśli poczują bliskość skóry, wewnętrzny dystans stopnieje jak lód. Ale czy na pewno? Czy w obliczu bezkresu arktycznego krajobrazu i własnych demonów można jeszcze odnaleźć siebie nawzajem? Czy słońce, które nawet tutaj czasem wychodzi zza horyzontu, potrafi ogrzać zmarznięte serca?
Granice światła Żanety Pawlik to opowieść o tym, jak skrajne warunki potrafią obnażyć to, co w człowieku najgłębsze i najbardziej ukryte. W surowym, bezlitosnym krajobrazie, gdzie cisza staje się głośniejsza niż krzyk, a samotność brzmi jak echo własnych lęków, bohaterowie konfrontują się nie tylko z naturą, ale przede wszystkim z samymi sobą. To historia o relacji, która przez lata obrastała warstwami niedopowiedzeń, zawiedzionych oczekiwań i skrywanej złości. W świecie, w którym każdy dzień jest sprawdzianem wytrzymałości, a przyroda bezlitośnie weryfikuje ludzkie słabości, pojawia się pytanie, czy można jeszcze odnaleźć wspólną drogę. Autorka prowadzi czytelnika przez przestrzeń, w której życie i śmierć idą ramię w ramię, a granica między bliskością a obcością bywa cienka jak lód. To opowieść o próbie ocalenia miłości w miejscu, gdzie czas płynie inaczej, a cisza potrafi być najtrudniejszym rozmówcą. Dacie się skusić? Gorąco polecam!
Dwie połówki jabłka idealnie do siebie pasowały. Była zgoda, harmonia, wspólne radości i wspólne łzy. Relacja opierała się na wzajemnym szacunku, cichej wymianie myśli i uczuć, na dawaniu bez kalkulowania zysków czy oczekiwania odwzajemnienia. Patrzyli w tę samą stronę, marzyli o podobnych horyzontach. Gdy pojawiały się drobne zgrzyty, potrafili je rozwiązywać szybko i z...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-07-24
Życie jest jak czekolada — pełne kontrastów, subtelnych nut i zaskakujących smaków.
Ma w sobie słodycz chwil, które rozpływają się na języku. Ale życie nie składa się wyłącznie ze słodkości. Ma też w sobie gorycz — nieprzyjemną, cierpką jak ciemna czekolada o wysokiej zawartości kakao. To trudności, rozczarowania, straty i ból. Chwile, które trudno przełknąć, które pozostawiają po sobie posmak smutku lub złości. I choć łatwo pokochać tylko słodycz, to właśnie obecność tej goryczy nadaje życiu głębię i prawdziwy smak. Bo bez kontrastu nie ma równowagi. Bez doświadczenia ciemności nie potrafimy w pełni docenić światła. Bez goryczy słodycz traci swój urok — staje się mdła, przewidywalna, pusta. Tak jak w najlepszej czekoladzie — to proporcja decyduje o jakości. Tak samo w życiu: harmonia między tym, co przyjemne i trudne, buduje naszą wewnętrzną dojrzałość i odporność. Uczy smakowania chwil, nawet jeśli nie każda z nich jest lekka i słodka. Bo ostatecznie życie to nie jeden smak — to cała tabliczka doświadczeń, którą warto przegryźć do końca.
Laura – kobieta, która przez lata żyła w cieniu cudzych oczekiwań, a teraz wreszcie odnajduje własne światło. Od najmłodszych lat starała się być córką idealną — spełniać marzenia nie swoje, lecz ojca. To on kreślił scenariusz jej życia, pisząc go twardą ręką, z miłością, ale też z przekonaniem, że wie lepiej. Laura, w obawie przed jego zawodem, latami milczała. Tłumiła w sobie pragnienia, odsuwała marzenia, udawała, że pasuje do ram, w które ją wtłoczono. Ale gdzieś głęboko w niej, pod warstwami przystosowania i lęku, tliła się iskra — delikatna, ale niegasnąca. I przyszedł moment. Poczuła, jak bardzo pragnie żyć po swojemu. Zrozumiała, że ma prawo nie tylko oddychać, ale odetchnąć pełną piersią. Narodziła się w niej odwaga. Zaczęła rozprostowywać skrzydła, ostrożnie, lecz z narastającą pewnością.
Emma — kobieta, której życie po rozwodzie straciło blask. To nie stało się nagle. Ich związek gasł stopniowo, jak świeca dogorywająca w przeciągu. Miłość, która kiedyś była schronieniem, z czasem zaczęła uwierać jak zbyt ciasne ubranie. Rozwód był ostatecznością, ale też koniecznością — decyzją trudną, bolesną, a mimo to nieuniknioną. Po wszystkim przyszła cisza. Świat Emmy zszarzał. Rzeczy, które kiedyś dawały jej radość, przestały mieć znaczenie. Uśmiech zniknął z twarzy, zastąpiony przez zmęczenie i pustkę. Dni zaczęły się zlewać w jedną, bezkształtną masę. Smutek stał się towarzyszem codzienności, a alkohol — cichym współlokatorem, który choć na chwilę zagłuszał chaos w jej głowie. Każdy kieliszek był próbą ucieczki od emocji, których nie umiała już nazwać. Zatraciła sens. Zagubiła siebie.
Pewnego dnia radość i smutek spotykają się na wspólnej drodze.
Nie szukały siebie. Każda wędrowała innym szlakiem. A jednak ich ścieżki przecięły się niespodziewanie, jakby los zadrwił z ich odmienności... albo przeciwnie — jakby dobrze wiedział, co robi.
To opowieść pełna emocji — wzlotów i upadków, trudnych wyborów i cichych zwycięstw. O tym, jak czasem trzeba zawalczyć o siebie, nawet gdy całe życie próbowaliśmy tylko zadowalać innych. O marzeniach, które przez lata spychało się na bok, uznając je za zbyt śmiałe, zbyt nieosiągalne. Ale też o tym, że samo dążenie do celu nie wystarczy. Bo jeśli po drodze nie widzimy nic i nikogo, jeśli gubimy siebie w tej obsesyjnej pogoni — nawet sukces może smakować gorzko. Można dotrzeć na szczyt i uświadomić sobie, że stoi się tam zupełnie samemu. I że w tej ciszy nie ma już nic do świętowania. To także historia o przemocy wobec kobiet. O tym, jak trudno wydostać się z dołu, gdy nikt nie podaje ręki. O samotności, która przygniata i o strachu, który odbiera głos. Ale to również opowieść o tym, że życie, choć kruche i nieprzewidywalne, wciąż potrafi zaskakiwać. Dlatego nie warto odkładać ważnych słów, decyzji, pragnień na później — bo „później” wcale nie musi nadejść. To opowieść o sile rozmowy. To też refleksja nad drogami, które wydają się zamknięte. Bo kiedy jedna trasa zostaje. I wreszcie — to historia o miłości. O uczuciu, które rodzi się nie zawsze w idealnych warunkach, ale właśnie wtedy, gdy najbardziej go potrzebujemy. O tym, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla drugiego człowieka. I że czasem trzeba schować dumę do kieszeni, by ocalić to, co naprawdę ważne. To opowieść o życiu takim, jakie jest: prawdziwym, kruchym, trudnym i pięknym zarazem. O sprawach, które są wokół nas. Które nosimy w sobie. Które można poczuć, zrozumieć, a może i przeżyć jeszcze raz — tym razem inaczej. Gorąco polecam!
Życie jest jak czekolada — pełne kontrastów, subtelnych nut i zaskakujących smaków.
Ma w sobie słodycz chwil, które rozpływają się na języku. Ale życie nie składa się wyłącznie ze słodkości. Ma też w sobie gorycz — nieprzyjemną, cierpką jak ciemna czekolada o wysokiej zawartości kakao. To trudności, rozczarowania, straty i ból. Chwile, które trudno przełknąć, które...
2025-07-16
Każdy kochający rodzic pragnie dla swojego dziecka tego, co najlepsze. Jednak między zdrową miłością a toksyczną zależnością istnieje cienka, niemal niewidzialna granica — tak subtelna, że łatwo ją przekroczyć, nie zdając sobie z tego sprawy. Czasami słowa „robię to dla twojego dobra” niosą w sobie więcej kontroli niż troski, więcej lęku niż miłości. Zwłaszcza gdy za troską kryją się niepokój, nieprzepracowane traumy i głęboka potrzeba zapełnienia wewnętrznych braków.
Łucja od zawsze obiecywała sobie, że będzie inną matką niż jej własna. Wspomnienie dzieciństwa to dla niej obraz chłodu emocjonalnego, niezrozumienia i pustki. Nosiła w sobie te wspomnienia niczym niezabliźnione rany, które nigdy nie miały szans się zagoić, zabliźnić. Dlatego dla swojego syna chciała stworzyć zupełnie inny świat — pełen ciepła, bezpieczeństwa, zrozumienia, bezwarunkowej miłości i wsparcia. Pragnęła, by wiedział, że zawsze może na nią liczyć, że nie zostanie odtrącony nawet wtedy, gdy nie spełni oczekiwań. W jej oczach to było „najlepsze”, co mogła mu dać. Nie widziała jednak, że nawet najszlachetniejsze intencje mogą przekształcić się w pułapkę, a skutki przesadnej opieki mogą odcisnąć trwały ślad na psychice dziecka. Bo nawet w imię miłości można wyrządzić krzywdę.
Kobieta podporządkowała całe swoje życie synowi. Każda decyzja, każdy dzień, każda emocja – wszystko kręciło się wokół niego. Uczyniła z niego centrum swojego świata, zapominając, że matka to nie satelita dziecka, lecz osobna planeta z własną orbitą. Jej marzenia, potrzeby i tożsamość poza rolą matki zanikły. Z zewnątrz wszystko wyglądało jak wzór oddania i poświęcenia, ale na zewnątrz relacja zaczęła przypominać pozłacaną klatkę.
Zamiast wychować pewnego siebie, samodzielnego mężczyznę, zbudowała w nim lęk przed światem. Zamiast wzmacniać jego indywidualność, utrwaliła zależność. W jej oczach „matka i dziecko to jedność”, więc każda próba samodzielności była odbierana jak zdrada, jak odrzucenie jej miłości i wysiłku. Syn nie podejmował decyzji zgodnych z własnym przekonaniem, lecz przez pryzmat tego, co powie matka — czy nie będzie zawiedziona, rozczarowana, smutna. Emocje dziecka zależały od nastroju matki, a jego przestrzeń życiowa ograniczała się tylko do ich relacji. Milczenie stawało się formą karania, a słowa, które nie padały, niosły więcej napięcia niż te, które wypowiedziano. Pojawił się emocjonalny szantaż – niewidzialny, lecz wszechobecny i paraliżujący.
To głębokie studium psychologiczne. Ukazuje, jak nasze wybory jako rodziców mają bezpośredni wpływ na życie dziecka. Jak łatwo, w imię miłości, zbudować złotą klatkę, która z czasem zaczyna dławić, ograniczać i ranić. Jak trudne staje się przyjęcie konstruktywnej krytyki, a każda uwaga odbierana jest jak atak. Bo przecież matka daje z siebie wszystko – więc jak można sugerować, że to „wszystko” nie wystarcza?
Łucja według mnie nie była złą matką. Kochała – głęboko, szczerze, wręcz desperacko. Ale nie wiedziała, że prawdziwa miłość nie polega na trzymaniu kogoś kurczowo przy sobie. Miłość to nie lęk przed puszczeniem. To zaufanie. Wiara, że dziecko poradzi sobie ze światem, że nauczy się na własnych błędach, doświadczy upadków, ale też radości z samodzielnych sukcesów. Że będzie miało prawo do swojego życia i swojej drogi. A jeśli kiedyś wróci – to nie dlatego, że nie potrafi bez niej żyć, lecz dlatego, że ją kocha i czuje się przy niej bezpiecznie.
To opowieść trudna, ale konieczna. Skłania do refleksji nad tym, gdzie kończy się troska, a zaczyna kontrola. Mówi o potrzebie odcięcia symbolicznej pępowiny, o prawie dziecka do niezależności, a matki – do własnej tożsamości. O tym, by nie zatracać siebie w roli matki, by nie zapominać, że kobieta też potrzebuje przestrzeni, marzeń, relacji, które budują ją jako osobę. Bo gdy całe życie budujemy tylko wokół jednego filaru – macierzyństwa – wystarczy jedno zachwianie, by cały ten świat runął. Miłość, która naprawdę kocha, nie zamyka w kokonie. Ona otwiera drzwi.
Każdy kochający rodzic pragnie dla swojego dziecka tego, co najlepsze. Jednak między zdrową miłością a toksyczną zależnością istnieje cienka, niemal niewidzialna granica — tak subtelna, że łatwo ją przekroczyć, nie zdając sobie z tego sprawy. Czasami słowa „robię to dla twojego dobra” niosą w sobie więcej kontroli niż troski, więcej lęku niż miłości. Zwłaszcza gdy za troską...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-04-08
Miłość ma różne twarze. Bywa piękna, pełna czułości, delikatności, ciepła. Może uskrzydlać, dodawać sił, sprawiać, że świat nabiera blasku i rozmaitych kolorów. Potrafi leczyć rany, dodawać pewności siebie. Jest jak promień słońca przebijający się przez gęste chmury jak szept nadziei wśród ciszy zwątpienia. Ale miłość ma też drugą stronę̨ - mroczną, której nikt nie chciałby spotkać na swojej drodze. Bywa bolesna, rozczarowująca, może ranić, kąsać, jak zatruty cierń. Może odbierać poczucie bezpieczeństwa, budzić lęk i niepewność, powoli zabijać wiarę we własne możliwości. Czasem prowadzi na skraj obłędu, zostawiając po sobie jedynie pustą skorupę wypełnioną bólem i wszechogarniającą ciemnością.
Słowa ranią mocniej niż cios w policzek. To, co mówimy, ma ogromną moc – mogą budować, ale również łatwo niszczyć zaufanie i poczucie wartości. Rany, które nosimy wewnątrz, często są niewidoczne dla innych, zakładamy maski, aby ukryć prawdziwe emocje. Chociaż na zewnątrz wyglądamy na silnych i niewzruszonych, w środku czujemy ból, smutek czy niepokój. To one powodują, że się zmieniamy, budujemy mur wokół siebie, chroniąc przed światem i przed tym, co nas krzywdzi. Najmocniej bolą słowa i czyny tych, którzy powinni być dla nas ostoją. Którzy powinni dawać poczucie bezpieczeństwa, wspierać, kochać. Niestety nie zawsze tak jest. Zadają cios w plecy, odbierają pewność siebie, sprawiają, że czujemy się beznadziejni i nic niewarci. Wzbudzają poczucie winy, łamią wewnętrznego ducha. Sprawiają, że człowiek stopniowo gaśnie, tracąc siły, wiarę w samego siebie, innych i w sens życia. Każdy dzień staje się walką, a serce, zamiast mocniej bić, zamyka się w skorupie obojętności i bólu. Człowiek przestaje wierzyć, że zasługuje na miłość i szacunek, aż w końcu może całkowicie zatracić siebie.
Społeczeństwo często kształtuje nasze zachowania, przekonania, spojrzenie na świat. Może wspierać i dawać poczucie przynależności, ale bywa też źródłem presji, ocen, analizowania, a nawet wykluczenia. Zamiast pomagać, narzuca role, w których ciężko funkcjonować. Każe dopasowywać się do oczekiwań ogółu, indywidualność często nie jest akceptowalna. Powinniśmy podążać za tłumem, często myśleć jak oni. Gdy dochodzi do krzywdy, nagle odwracają wzrok. Wcześniej ci, co głośno krzyczeli, są ślepi na cierpienie innych. Często oprawców usprawiedliwiają, wybielają lub po prostu bagatelizują, umywając ręce.
Tak mogłabym podsumować to, co możecie odnaleźć w najnowszym dziele Weroniki Tomali. Ta opowieść daje mocno do myślenia. Wywołuje ogromny chaos w głowie i sercu. Taka prawdziwa i wciąż aktualna historia o wilkach w owczej skórze. O tym, że mimo świadomości wciąż zdarzają takie sytuacje, jak w przypadku młodziutkiej Wandy, która nie mogła liczyć na nikogo, tylko na samą siebie. O ogromnej sile walki, by nie poddać się złu, które stopniowo próbuje zniszczyć wszystkie bariery człowieka. Dajcie się porwać tej lekturze. Cieszę się, że po nią sięgnęłam. Teraz mam kolejną autorkę, która stanie się moją ulubioną.
Miłość ma różne twarze. Bywa piękna, pełna czułości, delikatności, ciepła. Może uskrzydlać, dodawać sił, sprawiać, że świat nabiera blasku i rozmaitych kolorów. Potrafi leczyć rany, dodawać pewności siebie. Jest jak promień słońca przebijający się przez gęste chmury jak szept nadziei wśród ciszy zwątpienia. Ale miłość ma też drugą stronę̨ - mroczną, której nikt nie chciałby...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-04-07
Lubicie słuchać podcastów? Ciekawych rozmów fascynujących osób? Tutaj znajdziecie dialog w formie pisemnej, ale nie obraziłabym się, gdyby dziewczyny przeniosły się na łamy YouTube. Bardzo chętnie posłuchałabym ich rozmów, ciekawych dedukcji na temat życia, refleksji, codzienności, trudów rzeczywistości, o naszych radościach i słabościach. Magda i Małgorzata poruszają ważne tematy, które dają do myślenia. Skłaniają do chwilowego zatrzymania i zastanowienia się nad naszą egzystencją. Wnikają głęboko do podświadomości, zadają ciekawe pytania, które możemy sami przeanalizować, zgodzić się z dziewczynami lub nie. Mówią o codzienności, naszych słabościach, mocnych stronach, o tym, że warto dostrzegać drobne rzeczy, gesty, to, co jest dobre w naszym życiu. O definicji szczęścia, jak ją interpretujemy, czym jest dla nas miłość, przyjaźń, czy akceptujemy samego siebie takim jakim jesteśmy, o strachu przed zmianą, bo to, co znamy, jest dla nas bezpieczną przystanią, a to, co nieznane zawsze mocno przeraża i nas to blokuje w podążeniu do przodu i wiele innych. Ich książka jest takim zaproszeniem do rozmowy, jak spotkanie z koleżankami przy kawie lub lampce wina, gdzie można się otworzyć. Gdzie nie boimy się wyrażać swoich myśli, przeżyć, doznań, emocji. Gdzie nie jesteśmy oceniani, lecz doskonale rozumiani i nie potępiani przez złe, wymowne spojrzenie lub pogardę. Miejsce, w którym czujemy się swobodnie, możemy wyrzucić, co leży nam na wątrobie, śmiać się i płakać. Ta powieść jest dla każdego, dla osoby, która jest na życiowym zakręcie, dla kogoś, kto jest na początku swojej drogi, w rozterce, załamaniu, żałobie, jest zagubiona lub dla osoby, która boi się własnego cienia i nie potrafi się otworzyć na to, co oferuje życie. Te treści są idealnym impulsem do zmiany, do dyskusji z bliskimi, do przyjrzenia się swojej codzienności, co nas motywuje, a co sprawia, że trzymamy się usilnie jednego miejsca. Jak dziewczyny mówią: to zaproszenie do wzięcia swojego życia pod lupę. Nie jest to jednak typowy poradnik, nie mówią o tym, co powinniśmy zrobić, to po prostu ich spostrzeżenia, doświadczenia, ich punkt widzenia. Warto się z nią zapoznać.
Lubicie słuchać podcastów? Ciekawych rozmów fascynujących osób? Tutaj znajdziecie dialog w formie pisemnej, ale nie obraziłabym się, gdyby dziewczyny przeniosły się na łamy YouTube. Bardzo chętnie posłuchałabym ich rozmów, ciekawych dedukcji na temat życia, refleksji, codzienności, trudów rzeczywistości, o naszych radościach i słabościach. Magda i Małgorzata poruszają ważne...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-03-26
Do niczego się nie nadajesz, jesteś słabym ogniwem, nic nie potrafisz, wszystko robisz źle. Nigdy niczego nie robisz na czas, jesteś nieuważna, działasz opieszale i niestarannie. Takie i inne słowa przez kilka lat musiała wysłuchiwać Magda. Pewnego dnia pod wpływem silnych emocji zwalnia się z pracy. Gdy kobieta odzyskuje upragnioną wolność, wciąż wewnątrz siebie spętana niewidzialnymi nićmi tkwi w miejscu, w którym straciła cząstkę siebie. Z nowo zagospodarowanym czasem postanawia coś w końcu dla siebie zrobić. Wykupuje bilety i wyrusza na malowniczą wyspę Fuerteventura. Tam poznaje Jana, który po czterdziestu latach postanawia wrócić do miejsca, w którym poznał miłość swojego życia. Barmana Juana, który ukazuje jej piękno wyspy oraz historię tajemniczej Carmen. Te cztery dusze połączy ze sobą Fuerteventura, gdzie cynamonowe wzgórza pysznią się na horyzoncie oraz gdzie pieprz rośnie.
Kolejna wspaniała powieść autorki, gdzie pod płaszczykiem przepięknych, zapierających dech krajobrazów skrywają się bolesne emocje, przeżycia i doznania. Słowa, które ranią niczym brzytwa. Podcinają skrzydła, stopniowo wsiąkają w organizm, wtaczają ciemną maź do krwiobiegu, zbierając za sobą żniwo. Odbierają wiarę we własne możliwości, powodują w człowieku zwątpienie, niepewność, wyrzuty sumienia, niedowartościowanie. Przekładanie uczuć na rzecz realizacji planów zawodowych, złość, ból, obawa przed miłością, niechęć do uczuć, lizanie ran, bezsenne noce, paraliżujący strach, lęk przed kolejnym nowym dniem i wiele więcej. Autorka ukazuje niełatwe koleje losu naszej głównej bohaterki. Z jednej strony czuła się bezpiecznie w miejscu, w którym była. Z drugiej bała się zmiany, gdyż czuła, że gdzie indziej będzie podobnie, a może i nawet gorzej. Wolała tkwić w tym złym środowisku, gdyż go znała, a to, co nieznane – dosłownie przeraża i paraliżuje. Na domiar złego praca ją tak psychicznie przeczołgała, podcięła mocno skrzydła, że wewnątrz siebie czuła się gorsza, że nigdzie się nie nadaje, że jest bezwartościowa i to jeszcze bardziej powstrzymywało ją przed uwolnieniem się od tej zepsutej atmosfery. Po takich przeżyciach potrzeba ogromu pracy, aby podnieść osobę z dna rozpaczy. Żeby na nowo poczuła wiatr w żagle, żeby odczarować obraz samego siebie i zacząć doceniać. Na nowo odbudować poczucie własnej wartości i ujrzeć słońce, które przez dłuższy czas było ukryte za ciemnymi chmurami.
Autorka tym razem zabiera czytelnika do wspaniałego zakątka – do Fuerteventury. Miejsca, gdzie natura i spokój tworzą niesamowitą harmonię, spójność. Gdzie dzikość i surowe przestrzenie zapierają dech w piersiach. Przyciągają majestatem, niesamowitą aurą, ciszą i ogromną przestrzenią. Zachody i wschody słońca tworzą niezapomniany spektakl. Niebo od pomarańczowego przez róż, aż po czerwień odbija się w tafli wody, a szum morza koi zmysły przynosząc ukojenie. Wyspa pełna wdzięku, seksapilu, nostalgii, tajemnic. Czytelnik zanurzy się w cudownym klimacie, zasmakuje tamtejszych specjałów, otuli ciepłem, spróbuje zaskakujących smaków, które rozpieszczą podniebienie. Monika za każdym razem pobudza apetyt, aby odwiedzić miejsce, które opisuje. Maluje przed czytelnikiem wspaniały, namacalny obraz, do którego od razu chciałoby się przenieść. Dlatego Fuerteventura znalazła się na mojej liście do odwiedzenia. Pochłaniając powieść czułam ją wszystkimi zmysłami, nie ruszając się nawet z kanapy, więc na żywo musi robić jeszcze większe piorunujące wrażenie.
Książka porusza ciężkie tematy, jednak nie brakuje w niej ciepła, budującej nadziei na lepszą przyszłość, wiary we własne możliwości, walki, aby odzyskać wewnętrzny spokój, ogromnej siły, aby uwolnić się z czarnej otchłani. Miłości, przyjaźni, cudownych krajobrazów i słońca, który rozgoni nawet najczarniejsze chmury. Gorąco polecam!
Do niczego się nie nadajesz, jesteś słabym ogniwem, nic nie potrafisz, wszystko robisz źle. Nigdy niczego nie robisz na czas, jesteś nieuważna, działasz opieszale i niestarannie. Takie i inne słowa przez kilka lat musiała wysłuchiwać Magda. Pewnego dnia pod wpływem silnych emocji zwalnia się z pracy. Gdy kobieta odzyskuje upragnioną wolność, wciąż wewnątrz siebie spętana...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Masz osiemnaście lat, plany na przyszłość, oczekiwania względem swojego życia. Patrzysz na świat z mieszaniną strachu, ale i ekscytacji, co przyniesie ci los. Jesteś pozytywnie nastawiona, masz przyjaciela, który mocno cię wpiera i kibicuje w dążeniu do spełnienia wszystkich twoich marzeń. Niestety ktoś z góry, kto pociąga za sznurki, pragnie twojego upadku. Zostajesz niesłusznie oskarżona o coś, czego w ogóle nie zrobiłaś. Bliskie osoby twojego serca, które powinny stanąć za tobą murem, zadają ci mocny cios w plecy. Zostajesz sama z szalejącymi emocjami, mętlikiem w głowie i niemym pytaniem w oczach. Dlaczego cię to spotkało? Dlaczego bliscy odwrócili się od ciebie i nie pomogli, gdy tego najbardziej potrzebowałaś? Komu można teraz zaufać?
,,Piekielne niebo’’ wciąga bez reszty w swoje odmęty, trzyma w napięciu od początku do końca. Nie sposób jej odłożyć na półkę, nim nie pozna się finału historii, a ona tak szybko nie nastąpi, gdyż autorka pozostawia czytelnika z niedokończoną opowieścią. Fabuła podzielona jest na trzy części, przez co czuję niedosyt, iż nie mogę od razu zabrać się za kontynuację i poznać dalsze losy ulubionych postaci, którzy skradli serce. Autorka świetnie zobrazowała światy demonów, aniołów, innych bohaterów, którzy pojawiają się w powieści na dłuższą lub krótszą chwilę. Wydawać by się mogło, że niebo będzie przepełnione dobrem i uczciwością, jednak pisarka w swojej powieści ukazuje, że nawet w takiej rzeczywistości mogą pojawić się osoby żądne władzy, które nie będą się liczyć z nikim i z niczym, będą szły po trupach do celu, będą złe i zawistne. Tak samo w piekle mogą pojawić się osobniki, które nie będą wredne do szpiku kości. Podobało mi się, że postacie nie były ani białe, ani czarne tylko w różnych odcieniach szarości. Takie, jak my z wadami i zaletami, których można polubić, albo znienawidzić. Każdy z nas ma coś za uszami, zrobił rzeczy, których się żałuje lub wprost przeciwnie.
Dajcie się porwać tej niezwykłej historii. Poznajcie bohaterkę, która została niesłusznie oskarżona i strącona z nieba do urokliwego Rzymu. Zobaczcie perfidię aniołów, ich złowrogie działania w osiągnieciu zamierzonego celu. Niech przepełnią was emocje bólu, gniewu, złości, niezrozumienia, zemsty, chęci odkrycia prawdy, kto stoi za tymi wszystkimi kłamstwami. Czy bohaterce uda się udźwignąć wszystkie zawirowania, które zgotuje jej los? Czy będzie w stanie przeskoczyć przeszkody, które pojawią się na jej drodze? I czy przyjaźń potrafi tak mocno uskrzydlić, że bohaterka będzie w stanie góry przenosić? Przekonajcie się sami.
Masz osiemnaście lat, plany na przyszłość, oczekiwania względem swojego życia. Patrzysz na świat z mieszaniną strachu, ale i ekscytacji, co przyniesie ci los. Jesteś pozytywnie nastawiona, masz przyjaciela, który mocno cię wpiera i kibicuje w dążeniu do spełnienia wszystkich twoich marzeń. Niestety ktoś z góry, kto pociąga za sznurki, pragnie twojego upadku. Zostajesz...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Na końcu drogi, w gęstwinach drzew skrywa się pewna chata. Długo przez nikogo niezamieszkana, zimna, pozbawiona ciepła, rodzinnej atmosfery. Zakurzona, zapomniana, porzucona, bez blasku miru domowego wciąż czeka na dwie skłócone przed laty siostry. Wypatruje ich stale, jednak kość niezgody między rodzeństwem, która stanęła pewnego dnia na ich wspólnej drodze, uniemożliwia mu otwarcie przed nimi swych włości. Mimo to nie traci nadziei, że jeszcze kiedyś obie przekroczą próg, by na nowo odbudować to, co utraciły. Bo nadzieja umiera ostatnia i wszystko jest możliwe.
Piękna, zimowa opowieść z cieniami i blaskami życia codziennego. Pełna słodkich i gorzkich emocji, które rozgrzewają serce i kwaszą twarz swoją cierpkością. Historia opowiada o niespełnionym macierzyństwie, bolesnym zawodzie ze strony najbliższej osoby, o zdradzie, trudnych relacjach, głęboko skrywanych tajemnicach, rozczarowaniu, bólu i żalu, ale także o nadziei, ogromnej sile miłości, o tym, czy jesteśmy w stanie wybaczyć każde przewinienie człowieka, zakopać topór wojenny, by móc ruszyć do przodu, pozostawiając za sobą, to co bolesne i złe. Że nie można się poddawać, bo tuż za rogiem może się wszystko odmienić. Całość otula ciepłem, puchatym kocykiem, który przynosi ukojenie, rozlewa pozytywne fluidy w sercu i na duszy.
Bardzo klimatyczna opowieść, która skłania do refleksji, do chwilowej zadumy. Wzbudza szereg emocji po radość, szczęście, ale i jednocześnie złość, ból i ogromny smutek. Jeśli pragniecie przeczytać lekką, przejmującą historię, która chwyta mocno za serce, to ta lektura jest dla was. Jeśli chcecie piękną zimową opowieść, która otuli niczym ciepły kocyk, to ta opowieść jest dla was. Warto się w niej zatracić na kilka godzin. Zobaczyć, jak bohaterowie odnajdą się w rzeczywistości, jaką zgotuje im los. Czy będą w stanie sobie poradzić z przeszkodami, które napotkają na swojej drodze. Czy będą umieć wybaczyć i odnaleźć spokój wewnątrz siebie.
Na końcu drogi, w gęstwinach drzew skrywa się pewna chata. Długo przez nikogo niezamieszkana, zimna, pozbawiona ciepła, rodzinnej atmosfery. Zakurzona, zapomniana, porzucona, bez blasku miru domowego wciąż czeka na dwie skłócone przed laty siostry. Wypatruje ich stale, jednak kość niezgody między rodzeństwem, która stanęła pewnego dnia na ich wspólnej drodze, uniemożliwia...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Przemierzasz boso po drewnianym moście. W ręce trzymasz czarne baleriny, granatowa sukienka powiewa na wietrze, włosy uwalniasz z ciasno zapiętego koka. Księżyc oświetla twoją drogę. Przystajesz przy barierkach, przyglądasz się tafli wody, a później swój wzrok kierujesz w kierunku nieba. Dzisiaj nie ma ani jednej chmury, gwiazdy ścielą ciemną noc niczym dywan. Zachwycasz się tym wyjątkowym pięknem, chłoniesz go wszystkimi zmysłami. Nagle rodzi się w tobie chęć tańca. Nie bacząc, czy ktoś cię może zobaczyć, obracasz się wokół własnej osi. Bose stopy uderzają o drewniany most, wystawiasz twarz ku blasku księżyca, a uśmiech wieńczy ten niecodzienny, piękny obraz dziewczyny wolnej od zmartwień i trosk. Tak wygląda na pierwszy rzut oka. W głębi serca skrywa się w niej ból, strach i ogromny lęk.
Jedna chwila zapomnienia pociąga za sobą splot rozmaitych zdarzeń, które przynoszą ze sobą zarówno ból, strach, niepewność jutra, lęk, jak i nieoczekiwane nowe znajomości, szczęście oraz miłość. Tak można by było podsumować życie dwóch przyjaciółek, których świat pewnego dnia został wywrócony do góry nogami. Żaden scenariusz nie przewidział, że raz zboczenie z utartej ścieżki może przynieść ze sobą ogromny kalejdoskop emocji. Kobiety stają przed trudnymi decyzjami, wyborami, które niosą ze sobą rozmaite skutki. Jak sobie poradzą w nowej rzeczywistości, jaką zgotował im los? Czy się w nim odnajdą?
Oprócz historii dwóch przyjaciółek autorka skupia uwagę wokół osoby, która zmaga się z demonem. Potworem, który odbiera racjonalne myślenie, który niszczy wszystko na swojej drodze. Który odbiera poczucie własnej wartości, niszczy wolę walki i zaprzepaszcza patrzenie w przyszłość z uśmiechem. To nierówny bój, z którym nie sposób zwyciężyć, gdyż gdy ciemność zniknie na chwilę z planszy, potrafi uderzyć ze zdwojoną siłą w momencie, gdy poczuje słabość ofiary. Potrzeba wtedy mocnej siły, wiary we własne możliwości i bliskich osób, aby w pełni stanąć na nogi. Bo gdy człowiek pozostaje z tym wszystkim sam, nie jest w stanie udźwignąć tego ciężaru, a gdy ma się wokół osoby, które wspólnie pomogą go unieść, przemierzanie przez meandry życia staje się ciut łatwiejsze.
Dajcie się porwać tej historii. Zobaczcie, jak grupka osób na różnym etapie rzeczywistości, splata ze sobą swoje ścieżki. Poznajcie ich emocje, przeżycia, doznania, niełatwe wybory, wzloty i upadki, słodkie i gorzkie nuty życia. Gorąco polecam!
Przemierzasz boso po drewnianym moście. W ręce trzymasz czarne baleriny, granatowa sukienka powiewa na wietrze, włosy uwalniasz z ciasno zapiętego koka. Księżyc oświetla twoją drogę. Przystajesz przy barierkach, przyglądasz się tafli wody, a później swój wzrok kierujesz w kierunku nieba. Dzisiaj nie ma ani jednej chmury, gwiazdy ścielą ciemną noc niczym dywan. Zachwycasz...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Siga, siga - czyli powoli, powoli. Tak można określić życie na Grecji. Nikt tam się̨ nie spieszy, nie goni, ludzie myślą pozytywnie, widzą szklankę zawsze do połowy pełną. Celebrują każdy dzień, smakują życie, doceniają otaczający świat. I nawet, jak na drodze pojawiają się̨ kłody pod nogami, los płata rozmaite figle, to oni zawsze z uśmiechem i pokorą przyjmują to, co daje im życie. To inna mentalność, której nam w rzeczywistości brakuje. Potrafimy się̨ frustrować, gonić za czymś, czego i tak finalnie nie dościgniemy, nakręcać się̨ z byle powodu, a wystarczyłoby na chwilę się̨ zatrzymać, wziąć głęboki wdech i spojrzeć na wszystko inaczej. Życie jest bardzo krótkie, dzisiaj jesteśmy, a jutro może się̨ wszystko zmienić, dlatego wprowadźmy do naszego życia sentencję z Grecji. Pozwólmy sobie na luz. Nie spinajmy się, bo do niczego dobrego to nie prowadzi.
Najnowsze dzieło od Joli Kosowskiej mówi o: błędach młodości, braku rozmowy, zdradzie, bólu, zemście, manipulacjach, braku pewności siebie. O tym, jak słowa mogą ranić, ogromnej pustce, której nie sposób wypełnić, olbrzymim żalu, beznadziei. O utracie miłości, która wydawała się nierozerwalna, o rozbiciu w drobny mak stabilizacji, celów, marzeń, o zagubieniu poczucia własnej wartości, o strachu przed podejmowaniem własnych decyzji, braku własnej woli, charakteru, siły przebicia. Ale również o próbie naprawienia przeszłości, ogromnej sile przyjaźni, która podnosi z kolan, o tym, czy warto wchodzić do tej samej rzeki, o nowych początkach, o odnajdywaniu siebie, powstaniu niczym feniks z popiołu, niesamowitej wyspie luzu, która przynosi ukojenie, na nowo odbudowuje poczucie własnej wartości, dodaje wiatru w żagle i poczucie, że jeszcze wszystko jest możliwe, a słońce jednak potrafi wyjrzeć spod czarnych chmur.
Uwielbiam pióro autorki. Zawsze czekam na jej dzieła z niecierpliwością. Potrafi mnie ująć wrażliwością, wnikliwą spostrzegawczością, żywymi i namacalnymi bohaterami z krwi i kości, którzy są tacy jak my. Popełniają błędy, idą często nieodpowiednią ścieżką, ranią innych, ale też potrafią kochać, wybaczać, cieszyć się z małych rzeczy, odnajdywać szczęście nawet wtedy, gdy beznadzieja mocno przygniata do ziemi. Jej opowieści są słodko-gorzkie niczym czekolada. Z jednej strony słodycz rozlewa się na podniebieniu, by po chwili zastąpić kubki smakowe gorzką cierpkością. Są pełne rozmaitych emocji, które przenikają czytelnika na wskroś. Otulają ciepłem i owijają się ciemnymi, lepkimi mackami. Odnajduję w nich złość, ból, strach, ale i nadzieję, miłość, niesamowitą przyjaźń, która może góry przenosić oraz wiarę w to, że to co złe odejdzie szybko w zapomnienie zastąpione dobrymi rzeczami i osobami.
Nie dziwię się, że fabuła powieści została zwrócona w kierunku Grecji. Nie wyobrażam sobie tej historii w innej scenerii. To niesamowity kraj, cudowni ludzie, niezapomniany klimat, który przyciąga magią. Pozwala się zatrzymać na moment, spojrzeć na problemy z dystansem, wycisza. Powoduje, że człowiek zaczyna oddychać pełną piersią, bo przestaje gonić, analizować, co może się wydarzyć. W końcu zaczyna dostrzegać kolory, wsłuchiwać się w otaczający świat, celebrować chwile, chłonąć zapierające dech krajobrazy. Odgradza od rzeczywistości, otula niczym ciepły kocyk i koi zszargane nerwy. Tutaj naprawdę można powstać niczym feniks z popiołu. Mogę to zagwarantować, bo sama na nowo siebie odnalazłam na wyspie Zakynthos. Przestałam łapać wszystkie sroki za ogon, zapomniałam o zmartwieniach i troskach i nareszcie zaczęłam się cieszyć tym, co oferuje los.
Siga, siga - czyli powoli, powoli. Tak można określić życie na Grecji. Nikt tam się̨ nie spieszy, nie goni, ludzie myślą pozytywnie, widzą szklankę zawsze do połowy pełną. Celebrują każdy dzień, smakują życie, doceniają otaczający świat. I nawet, jak na drodze pojawiają się̨ kłody pod nogami, los płata rozmaite figle, to oni zawsze z uśmiechem i pokorą przyjmują to, co daje...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
Przez nasze życie przewija się wiele osób. Jedni pojawiają się na ułamek sekundy, drudzy zjawiają na dłużej. Przynoszą ze sobą ogromne spustoszenie, nieoczekiwane zmiany. Przewartościowują rzeczywistość, poglądy, a nieraz bezinteresownie wyciągają pomocną dłoń.
Nieraz mocno musi zatrząść w posadach. Nieraz musimy od życia otrzymać ogromną lekcję, by coś zrozumieć. Coś bezpowrotnie stracić, aby uzmysłowić sobie, że popełniamy rozmaite błędy. Może i czasami będzie za późno, aby coś naprawić, czasu nie da się cofnąć, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Gdy do końca nie utraciliśmy siebie, można jeszcze oczekiwać odkupienia i tego, że w końcu do rzeczywistości zawita słońce.
To bardzo życiowa historia. Taka, która mogła mieć swoje miejsce, gdzieś obok. Polubiłam bardzo Mariusza. Tę pogubioną, zranioną duszę, która się miota. Która zarazem robi krok do przodu, ku lepszej przyszłości, by po chwili zrobić dwa kroki wstecz, gdy demony przeszłości dochodzą do głosu, burząc stabilizację. Pokochałam rozmaite osoby, które pojawiły się w jego życiu. Które przyniosły ze sobą światło nadziei, życiowych mądrości, swój bagaż doświadczeń. Oni wnieśli zarówno do życia Mariusza, jak i do mojego wiele ciekawych przemyśleń, spostrzeżeń. Ogrom bólu, łez, ale też i miłości, siły, determinacji i wolę walki. Ludzie są niczym książki. Skrywają w sobie rozmaite historie, które ich ukształtowały, czegoś nauczyły, wniosły wiele radości, szczęścia. Nieraz mocno przeczołgały przez życie, odebrały ukochane osoby, zrujnowały świat, ale też dały nadzieję na lepsze jutro, podbudowały nasze wartości. Dlatego z taką ciekawością poznawałam pasażerów Mariusza i jego samego. Jak próbuje funkcjonować po tym wszystkim, co przeżył. Jak radzi sobie z demonami, które nieraz odbierają mu dech. I czy sobie wreszcie wybaczy. Każdy z nas popełnia błędy. Nieraz żałujemy podejmowanych decyzji, wstydzimy się, pragniemy cofnąć czas, odszczekać słowa, które podczas wzburzenia nieopatrznie wydostały się z naszych ust. Jesteśmy jednak ludźmi. Powinniśmy pielęgnować te dobre i złe chwile, wyciągać odpowiednie wnioski. Bo bez tych niełatwych cech, kim byśmy się stali?
Podsumowując, bardzo polecam wam najnowszą książkę od Ani! To przepiękna historia, która pozostanie ze mną na długo.
Przez nasze życie przewija się wiele osób. Jedni pojawiają się na ułamek sekundy, drudzy zjawiają na dłużej. Przynoszą ze sobą ogromne spustoszenie, nieoczekiwane zmiany. Przewartościowują rzeczywistość, poglądy, a nieraz bezinteresownie wyciągają pomocną dłoń.
Nieraz mocno musi zatrząść w posadach. Nieraz musimy od życia otrzymać ogromną lekcję, by coś zrozumieć. Coś...
2024
Wyruszasz na wymarzone wakacje. Ekscytacja z każdym kolejnym przebytym kilometrem, który zbliża cię do upragnionego celu, wzrasta. Już czujesz te promienie słońca, które będą pieścić twe ciało, szum wody, szept wiatru. Widzisz, jak spacerujesz uliczkami, smakujesz tamtejszych potraw, wsłuchujesz w język, życie miasta. Masz już rozplanowany pobyt, co zobaczysz, czego spróbujesz, gdzie spędzisz leniwe chwile. Nie wiesz jednak, że ta wymarzona podróż w pewnym momencie zamieni się w piekło.
Jaka to była wciągająca historia! Czuć w niej narastające napięcie, grozę, gęstniejącą atmosferę. Jak zagrożenie chucha w kark, jak włoski podnoszą się na głowie z każdym nowym rozdziałem. Te emocje, które powoli narastają, by ostatecznie osiągnąć apogeum. Niepewność, strach, mroczne tajemnice. Poznajemy bohaterów na początku ich wspólnej drogi, cieszą się na wymarzone wakacje, nie wiedzą jednak, że los ma dla nich zupełnie inny plan i już na wstępie podrzuca im kłody pod nogi.
Czytając o mojej imienniczce, czułam jakbym czytała o sobie samej. O dziwo literacka Magda z charakteru mocno przypomina mnie, przez co mocniej z tą postacią się zżyłam, drżałam na samą myśl o kłopotach, jakie czekają na jej drodze i czy wyjdzie z całej tej wyprawy bez szwanku. Postać męska też mi się podobała, czuć było od obojga bohaterów rozmaite emocje, przeżycia, doznania, jednak Magda bardziej do mnie przemówiła.
Pomyśl na fabułę świetny! Bogata wyobraźnia nie ma granic i nie dziwię się autorce, że postanowiła niewinne wydarzenie przekształcić w mroczną, wciągającą historię, która wciąga bez reszty! Gorąco polecam!
Wyruszasz na wymarzone wakacje. Ekscytacja z każdym kolejnym przebytym kilometrem, który zbliża cię do upragnionego celu, wzrasta. Już czujesz te promienie słońca, które będą pieścić twe ciało, szum wody, szept wiatru. Widzisz, jak spacerujesz uliczkami, smakujesz tamtejszych potraw, wsłuchujesz w język, życie miasta. Masz już rozplanowany pobyt, co zobaczysz, czego...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
Otwierasz książkę, a ona zabiera cię w podróż do świata bohaterów, którzy żyją w osiemnastowiecznym Gdańsku. Obserwujesz ich życie, status społeczny, piękno, przepych, biedę, sekrety, tajemnice i mroczne zakamarki. Spacerujesz uliczkami, napawasz się widokiem zdobień budynków, strojami mieszkańców, wsłuchujesz w rozmowy, ciche szepty. Czujesz kipiące emocje, od smutku, żalu, złości, niepewności, po radość, śmiech, zauroczenie. Jesteś cichym obserwatorem zdarzeń, przyglądasz zwyczajnemu życiu, rutynie. Wydaje się, że nic niezakłuci tej tętniącej atmosfery. Wszystko się zmienia, gdy na ulicach słychać krzyk.
Bardzo sobie cenię pióro autorki. Za rzetelność, plastyczność, żywych i namacalnych bohaterów. Za ciekawie poprowadzone wątki, dużą dawkę historii, tajemniczość, sekrety, za całą paletę emocji. W najnowszym dziele mogłam na nowo uświadczyć dokładności autorki, prawdziwe realia osiemnastowiecznego Gdańska. Zamykając oczy, widziałam tamtejszy świat, do nozdrzy dolatywał zapach potraw, które przygotowywała kuchmistrzyni rodziny Schopenhauerów, słyszałam rozmowy, strofowanie, krzyki i płacz dziecka. Stałam się cichym obserwatorem wydarzeń, które momentami podnosiły włoski na karku, wzbudzały strach i niepewność o losy bohaterów, których szczerze polubiłam. Spędziłam z nimi sporą ilość czasu, więc ciężko się dziwić, że się z nimi mocno zżyłam.
To wciągająca opowieść o młodziutkiej Fridze, która pomimo marzeń, musi się poddać realiom obecnej rzeczywistości, o ziezimieszkach, którzy pragną lepszego życia, jednak los wytycza dla nich zupełnie inne ścieżki. Te dwa światy pewnego dnia zostają ze sobą zderzone.
Otwórzcie się na nową powieść. Dajcie się porwać klimatowi tamtejszego Gdańska. Wsłuchajcie się w tętniące życie, spójrzcie, z jakimi zmagali się problemami i wydarzeniami. Nie mogę się doczekać kolejnej części, która mam nadzieję, niebawem wyjdzie.
Otwierasz książkę, a ona zabiera cię w podróż do świata bohaterów, którzy żyją w osiemnastowiecznym Gdańsku. Obserwujesz ich życie, status społeczny, piękno, przepych, biedę, sekrety, tajemnice i mroczne zakamarki. Spacerujesz uliczkami, napawasz się widokiem zdobień budynków, strojami mieszkańców, wsłuchujesz w rozmowy, ciche szepty. Czujesz kipiące emocje, od smutku,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Ile bylibyście w stanie poświęcić, aby odzyskać to, co bezpowrotnie utracone? Czy potrafilibyście przekroczyć własne granice — moralne, etyczne, ludzkie — by jeszcze raz poczuć smak szczęścia? Czy według was w imię miłości można wybaczyć wszystko? Nawet podjęcie najstraszniejszej, najbardziej przerażającej decyzji, która z jednej strony przynosi nadzieję i dobro, z drugiej zaś sieje spustoszenie, ból i nieodwracalne konsekwencje?
Każdy z nas przeżywa żałobę inaczej. Jedni, po ogromnym bólu, cierpieniu i wyrwie w sercu, próbują żyć dalej. Funkcjonują, działają, dzień po dniu zszywają siebie na nowo, aż rana z czasem zaczyna się zabliźniać. Blizna pozostaje, ale już nie łamie całkowicie. Są jednak i tacy, którzy nie potrafią unieść ciężaru straty. Zatracają się w żalu i cierpieniu do tego stopnia, że nic nie jest w stanie wyrwać ich z ciemnej otchłani, która z każdym dniem pochłania wszystko i wszystkich dookoła.
Jedna decyzja. Jeden cel. Bez oglądania się na środki i konsekwencje. To właśnie on uruchamia lawinę wydarzeń, splot dramatów, trudnych wyborów i pytań, na które nie ma prostych odpowiedzi. Tajemnice zaczynają wychodzić na światło dzienne, a wraz z nimi ludzkie dramaty, skrajne emocje i przeżycia, które odciskają piętno na psychice bohaterów. Obok bólu i cierpienia, doprowadzających momentami do szaleństwa, pojawia się intrygujące śledztwo, które próbujemy rozwikłać razem z bohaterami. Dziennikarski instynkt, szósty zmysł i nieustanne napięcie prowadzą nas przez opowieść spowitą aurą mroku, tajemnicy i niepokoju.
Czy bohaterowie dotrą do prawdy? Czy udźwigną to, co zgotowała im autorka? I czy po tym wszystkim nadal będą tymi samymi ludźmi, którymi byli na początku tej drogi?
Książkę czytało się i słuchało znakomicie — leciałam na dwa fronty i ani przez chwilę tego nie żałuję. Interpretacja utworu głosem pana Krzysztofa, rewelacja! Wciągnęłam opowieść dosłownie nosem. Ten świat pochłonął mnie z prędkością pociągu ekspresowego, nie dając chwili wytchnienia. To prawdziwy rollercoaster emocji i przeżyć. Autorka potrafi zaskoczyć, zaniepokoić i zatrzymać czytelnika w swojej opowieści aż do ostatniej strony.
Znajdziecie tu motyw żałoby i straty, obsesyjne pragnienie cofnięcia czasu, szaleństwo, wewnętrzne rozterki, dziennikarskie śledztwo oraz gęstą aurę mroku, lęku i tajemnicy. Napięcie narasta z każdą stroną, a oddech niebezpieczeństwa nieustannie dmucha w kark. To historia, która nie tylko wciąga, ale też zostaje w głowie na długo po zakończeniu. Gorąco polecam!
Ile bylibyście w stanie poświęcić, aby odzyskać to, co bezpowrotnie utracone? Czy potrafilibyście przekroczyć własne granice — moralne, etyczne, ludzkie — by jeszcze raz poczuć smak szczęścia? Czy według was w imię miłości można wybaczyć wszystko? Nawet podjęcie najstraszniejszej, najbardziej przerażającej decyzji, która z jednej strony przynosi nadzieję i dobro, z drugiej...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to