rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: ,

To jest tak zaskakująca i przemyślana powieść, że po prostu trzeba ją przeczytać i koniecznie dołożyć starań, żeby nie natknąć się na żadnej spoiler, bo to właśnie ten niespodziewany rozwój wypadków sprawia, że lektura smakuje tak pysznie.
Świetna powieść o przepracowywaniu swojej przeszłości i godzeniu się z popełnionymi błędami. Bardzo dobra książka z bardzo nieciekawą okładką.

To jest tak zaskakująca i przemyślana powieść, że po prostu trzeba ją przeczytać i koniecznie dołożyć starań, żeby nie natknąć się na żadnej spoiler, bo to właśnie ten niespodziewany rozwój wypadków sprawia, że lektura smakuje tak pysznie.
Świetna powieść o przepracowywaniu swojej przeszłości i godzeniu się z popełnionymi błędami. Bardzo dobra książka z bardzo nieciekawą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

To jest książka, którą w wieku trzynastu lat przeczytałabym z wypiekami na policzkach i zachwytem, że ktoś tak odważnie potrafi pisać o seksualności dorastającej dziewczyny.
To zdecydowanie nie są "Małe kobietki", a główna bohaterka nie jest zawstydzona swoją płciowością cnotliwą panienką z dobrego domu. Ta historia nie jest o nieśmiałym poznawaniu królewicza na białym koniu i o marzeniach, by stać się dobrą żoną i matką. To powieść o dzikiej i rozbuchanej seksualności, o pożądaniu, o erotycznym spełnianiu i poznawaniu siebie, o badaniu swoich granic i możliwości.
Lubię tę książkę. Mówi o dorastającej dziewczynie, która jest jakaś. Ma jakieś przemyślenia, marzenia, dążenia. Nie jest papierową, nieprawdziwą wersją kobiety, która jako biała lilija rumieni się na samo wspomnienie słowa łechtaczka, której bytowanie na świecie skupione jest wokół spełniania powinności ułożonej pannicy.
Nawet jeśli się z nią nie zgadzam, nawet jeśli ta książka nie jest o mnie, to jest po prostu o dziewczyńskim dojrzewaniu. O robieniu rzeczy po swojemu. O układaniu i konstruowaniu swojego świata i samego siebie.

To jest książka, którą w wieku trzynastu lat przeczytałabym z wypiekami na policzkach i zachwytem, że ktoś tak odważnie potrafi pisać o seksualności dorastającej dziewczyny.
To zdecydowanie nie są "Małe kobietki", a główna bohaterka nie jest zawstydzona swoją płciowością cnotliwą panienką z dobrego domu. Ta historia nie jest o nieśmiałym poznawaniu królewicza na białym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Książkę zepsuło mi zakończenie. Nie będę pisać nic więcej, ale całą, naprawdę dobrze napisaną książkę, z wieloma hisotrycznymi odniesieniami, zepsuło mi familijno-nawiniackie zakończenie rodem z filmów puszczanych w Polcacie w latach 90. Dlaczego? Skąd u pisarki, która tak misternie oddawała atmosferę lat powojennych, znalazło się takie haniebne uproszczenie i brak ambicji?
Szkoda, po świetnej całości dostajemy cukierkowy finał, nijak nie licujący z trzystoma świetnymi stronami powieści.

Książkę zepsuło mi zakończenie. Nie będę pisać nic więcej, ale całą, naprawdę dobrze napisaną książkę, z wieloma hisotrycznymi odniesieniami, zepsuło mi familijno-nawiniackie zakończenie rodem z filmów puszczanych w Polcacie w latach 90. Dlaczego? Skąd u pisarki, która tak misternie oddawała atmosferę lat powojennych, znalazło się takie haniebne uproszczenie i brak ambicji?...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Sama nie wiem, co poszło nie tak.
Przeczytałam tę książkę, łyknęłam można rzec, bo powieść ma lekko ponad 200 stron i... i nic. Nie miałam ciarek na plecach, dreszczy zachwytu czy przerażenia, chwil odretwienia, kaca książkowego. Nic takiego się nie wydarzyło. Ot, przeczytałam i już.
Mam wrażenie jakiejś takiej powierzchowności, ulotności. Nic mnie do tych bohaterów nie przyciągnęło, historię czystek w Niemczech znałam już wcześniej, opisy bestialstwa Armii Czerwonej też już były... Nie wiem, co ta powieść ma do zaofiarowania komuś, kto historie XX wieku zna i fakty nie są mu obce. Na pewno nie oferuje wyjątkowych i realistycznych postaci, ciekawego języka, pogłębionej analizy psychologicznej ofiar i katów.
Jest za to słowo DZIECKO odmienione przez wszystkie przypadki i umieszczone na każdej stronie co najmniej kilka razy. Chyba właśnie tym dzieckiem czytelnik ma się wzruszyć, ale to dość prozaiczny i banalny chwyt, niegodny wyższej literatury.

Sama nie wiem, co poszło nie tak.
Przeczytałam tę książkę, łyknęłam można rzec, bo powieść ma lekko ponad 200 stron i... i nic. Nie miałam ciarek na plecach, dreszczy zachwytu czy przerażenia, chwil odretwienia, kaca książkowego. Nic takiego się nie wydarzyło. Ot, przeczytałam i już.
Mam wrażenie jakiejś takiej powierzchowności, ulotności. Nic mnie do tych bohaterów nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Taką prozę lubię.
Pełną sensów. przesyconą znaczeniami, z olbrzymim bagażem historyczno-literackich znaczeń, a jednocześnie lekką i z wieloma grami słów.

Śpik to dziecko trochę upośledzone, opóźnione, powiedzielibyśmy. Teoretycznie o Śpiku jest ta książka, ale to nieprawda. Ta książka jest o mamie Śpika, która go takiego niedoskonałego, popsutego i niewystarczającego urodziła i teraz musi go kochać, mimo że to miłość niełatwa. Razem we dwójkę żyją sobie w tym nieszczególnym momencie dziejowym, jakim był PRL, i zmagają się ze Śpikowym niedomaganiem i niedorastaniem do standardów rzeczywistości. Te codzienne zmagania, bóle, upokorzenia są dla Papużanki tłem dla okazania trudnej i wymagającej relacji matki, chorego dziecka i bezdusznej systemowej maszyny edukacji.

Bardzo mi się ta powieść podobała, na pewno sięgnę po "Szopkę", której nie czytałam. Świetna młoda polska proza.

Taką prozę lubię.
Pełną sensów. przesyconą znaczeniami, z olbrzymim bagażem historyczno-literackich znaczeń, a jednocześnie lekką i z wieloma grami słów.

Śpik to dziecko trochę upośledzone, opóźnione, powiedzielibyśmy. Teoretycznie o Śpiku jest ta książka, ale to nieprawda. Ta książka jest o mamie Śpika, która go takiego niedoskonałego, popsutego i niewystarczającego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Mam na imię Lucy" to dość głęboka rzecz. Jest o biedzie, po prostu. O biednej dziewczynce, a potem o biednej kobiecie, która już ma pieniądze, ale wciąż jest biedna, bo bieda to coś więcej niż tylko pieniądze, to poczucie oderwania od świata, bycia gorszym, bycia nie u siebie.
Lucy czuje się gorsza, nie ma wsparcia rodziców, którzy przez całe życie opiekunami byli fatalnymi. Przez całą lekturę powieści (tylko 200 stron, co zaliczam do wady) miałam wrażenie, że matka Lucy specjalnie zadaje jej ból, zawodzi i pluje na miłość swej córki.
Zupełnie nie wiem dlaczego, ale ta książka dość mocno kojarzyła mi się ze "Szklanym kloszem" S. Plath. Może przez to wyobcowanie i smutek?

"Mam na imię Lucy" to dość głęboka rzecz. Jest o biedzie, po prostu. O biednej dziewczynce, a potem o biednej kobiecie, która już ma pieniądze, ale wciąż jest biedna, bo bieda to coś więcej niż tylko pieniądze, to poczucie oderwania od świata, bycia gorszym, bycia nie u siebie.
Lucy czuje się gorsza, nie ma wsparcia rodziców, którzy przez całe życie opiekunami byli...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Naprawdę bardzo dobry reportaż.
Nie ma epatowania krwią, gwałtem i śmiercią. Jest racjonalne rozliczenie się z powojniem, z trudem ułożenia sobie życia i świata na nowo.
Obrazy wojenne nie są nam obce, ale pierwszy rok po zakończeniu konfliktu był dla wielu ludzi równie kryzysowy co wojna. Skrajna bieda, zagubienie, głód, życie wśród gruzów, szabrownictwo... Domy i światy budowane na nowo. Właśnie o tym jest ten reportaż.

Naprawdę bardzo dobry reportaż.
Nie ma epatowania krwią, gwałtem i śmiercią. Jest racjonalne rozliczenie się z powojniem, z trudem ułożenia sobie życia i świata na nowo.
Obrazy wojenne nie są nam obce, ale pierwszy rok po zakończeniu konfliktu był dla wielu ludzi równie kryzysowy co wojna. Skrajna bieda, zagubienie, głód, życie wśród gruzów, szabrownictwo... Domy i światy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Przecudowna, głęboka rzecz.
Kreacja świata, bohaterowie, zasady rządzące uniwersum, spójność konstrukcji... wszystko to piękne, ważne, zachwycające i ta powieść to postapokaliptyczna perełka. Ale nie to mnie zachwyciło.
Ta powieść jest przebogata w sensy, moralne i etyczne wykładnie, które autor umiejętnie wprasował między czysto rozrywkowe opisy mrocznych tuneli i zagrożeń czyhających w ciemności na człowieka. Tutaj jest tak dużo refleksji na temat życia, religii, idei, fanatyzmu, sensu życia...Nigdy bym się nie spodziewała takiego ładunku intelektualnych dywagacji.
Po tę książkę sięgnęłam celem rozerwania się i zatopienia w antyutopijnej fabule, ale ta książka to coś znacznie większego i głębszego.
Ja jestem zachwycona autorem, szczerze zachwycona.

Przecudowna, głęboka rzecz.
Kreacja świata, bohaterowie, zasady rządzące uniwersum, spójność konstrukcji... wszystko to piękne, ważne, zachwycające i ta powieść to postapokaliptyczna perełka. Ale nie to mnie zachwyciło.
Ta powieść jest przebogata w sensy, moralne i etyczne wykładnie, które autor umiejętnie wprasował między czysto rozrywkowe opisy mrocznych tuneli i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Bardzo dziwna książka.
Link stworzyła świat, w którym żadna kobieta nie żyje w zgodzie ze sobą, w którym żaden mężczyzna nie ma zdrowego stosunku do swojej męskości. Czytając tę książkę, wielokrotnie irytowałam się na te dziwne postaci, szczególnie kobiece.
Wszystkie pozbawione jakiejkolwiek pewności siebie, asertywności trwają wciąż definiując się przez pragnienia swoich mężów. Jedyna kobieta, której o coś chodzi i czegoś pragnie, przedstawiona jest jako niezdolna do miłości krwiożercza harpia bez cienia empatii.
Dziwny to świat, trochę jakbym znowu czytała "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet", tylko pod lupą. Męska pogarda wydaje się prześladować bohaterki książki, niszczyć je i podcinać im skrzydła.
W książce nie ma ani jednego normalnego i pełnego miłości związku. To dość symptomatyczna wizja świata i to przygnębienie otaczało mnie przez całą lekturę powieści.
Czy mi się podobało? Trudno powiedzieć. Sama intryga nie była najgorsza, ale szowinistyczny klimat i jakaś bezzasadna przesada, sącząca się z książki, zepsuły mi lekturę. Nie wiem, czy sięgnę po inne książki tej autorki, gdyż ta była moją pierwszą.

Bardzo dziwna książka.
Link stworzyła świat, w którym żadna kobieta nie żyje w zgodzie ze sobą, w którym żaden mężczyzna nie ma zdrowego stosunku do swojej męskości. Czytając tę książkę, wielokrotnie irytowałam się na te dziwne postaci, szczególnie kobiece.
Wszystkie pozbawione jakiejkolwiek pewności siebie, asertywności trwają wciąż definiując się przez pragnienia swoich...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

No cóż.
Powieść doskonała dla wszystkich, którzy nie oczekują ciągłej akcji i przełomowych wydarzeń co dwie strony. To książka, która bardzo powoli otwiera się przed czytelnikiem i właściwie dopiero jej druga połowa pozwala zrozumieć w pełni złożoność relacji między bohaterami. Bo właśnie o tę złożoność i niejednoznaczność chodzi.
Dla mnie ta powieść jest odkryciem ostatnich miesięcy. Bardzo dobrze mi się ją czytało, może dlatego, że nie przeszkadzają mi takie leniwe i powoli rozkręcające się historie.
Jeśli oglądałeś serial "The affair" i zauroczyłeś się w tej dychotomicznej fabule, to "Fatum i furia" będzie doskonałym wyborem.

No cóż.
Powieść doskonała dla wszystkich, którzy nie oczekują ciągłej akcji i przełomowych wydarzeń co dwie strony. To książka, która bardzo powoli otwiera się przed czytelnikiem i właściwie dopiero jej druga połowa pozwala zrozumieć w pełni złożoność relacji między bohaterami. Bo właśnie o tę złożoność i niejednoznaczność chodzi.
Dla mnie ta powieść jest odkryciem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Świadka" trudno nazwać reportażem. To coś w rodzaju prywatnych, czasem trochę niezrozumiałych, zapisków. Część książki stanowią fakty dotyczące Świadków Jehowy, i ta część jest bardzo dobra, część traktuje o powolnym oswajaniu się ze swoją orientacją, a część jest zapisem narkotyczno-depresyjnych wizji zagubionego człowieka, który walczy z samotnością.

Mnie "Świadka" czytało się bardzo przyjemnie, dopóki oscylował wokół religii oraz oswajania orientacji seksualnej. Jednak kilka dobrych stron poświęconych dość pretensjonalnym i wtórnym przemyśleniom zaćpanego smutasa trochę mnie zmęczyły. Te fragmenty były dużo gorzej napisane, a co ważniejsze, nie do końca uzasadnione jest umieszczanie ich w książce poświęconej Świadkom Jehowy.

Dla osób zainteresowanych ściśle Świadkami Jehowy i ich wewnętrznymi zasadami książka może okazać się trochę rozczarowująca i przegadana.

"Świadka" trudno nazwać reportażem. To coś w rodzaju prywatnych, czasem trochę niezrozumiałych, zapisków. Część książki stanowią fakty dotyczące Świadków Jehowy, i ta część jest bardzo dobra, część traktuje o powolnym oswajaniu się ze swoją orientacją, a część jest zapisem narkotyczno-depresyjnych wizji zagubionego człowieka, który walczy z samotnością.

Mnie "Świadka"...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Czytając Lackberg, nie mam poczucia, że obcuję z literaturą najwyższych lotów. Raczej nie rozsmakowuję się w szczególnie zgrabnie skleconych zdaniach ani nie podziwiam niesamowicie napisanych postaci.
Lackberg to dla mnie naprawdę miła i lekka rozrywka, po którą sięgam, by zapomnieć o całym świecie i nie zaprzątać sobie głowy ambitniejszymi rozmyślaniami.
To, co drażni mnie w kryminałach tej autorki, to pewna irytująca naiwność i ckliwość. Te rozmyślania bohaterów, ich wzniosłe i pełne romantyzmu zdanka, które do siebie wypowiadają... Ciągła słodycz i to taka, która nieprzyjemnie oblepia zęby. Czytelnik nie może mieć wątpliwości, czy Erika jest dobrą matką i kochającą żoną. Trzeba go zapewnić o tym w co drugim zdaniu. Czytelnik nie może zapomnieć, że Mellberg jest leniwym dziadem. Trzeba mu przypominać co sześć stron.
Irytująca jest ta wysłodzona doskonałość i idylla. Widać, że Lackberg swoją Erikę uwielbia i pewnie właśnie w niej widzi sama siebie. Ta bohaterka aż ledwo człapie- tyle jej zalet na barki nawrzucano.

"Pogromca lwów" podobał mi się zdecydowanie mniej niż pierwsza część sagi. Było tu trochę pośpiechu, trochę za dużo dramatów pobocznych (o losie... ta wiecznie niepozbierana Anna...), trochę za mało dokładności w wyjaśnianiu wszystkich zawiłości. Trochę tak, jakby Lackberg w wielkim skupieniu machnęła 300 stron, a pozostałe 100 musiała szybko dopisać. Szybko i w wielkim pośpiechu. Mechanizmy zbrodni nie były tak dokładnie przedstawione jak w pozostałych częściach. Jest tu dużo więcej wątków, umówmy się, o wątpliwym prawdopodobieństwie. Czytało się mimo to przyjemnie i satysfakcjonująco.

Mimo tej ckliwości i kiczu, trochę jak z M jak miłość, lubię Fjallbackę. Lubię czytać o śniegu za oknem, odprężam się w tym świecie i dobrze mi z tym. Lackberg raczej nie mogłabym czytywać pasjami, ale wracać do Eriki i Patricka lubię. Mimo że mieszkają w domku z piernika.

Czytając Lackberg, nie mam poczucia, że obcuję z literaturą najwyższych lotów. Raczej nie rozsmakowuję się w szczególnie zgrabnie skleconych zdaniach ani nie podziwiam niesamowicie napisanych postaci.
Lackberg to dla mnie naprawdę miła i lekka rozrywka, po którą sięgam, by zapomnieć o całym świecie i nie zaprzątać sobie głowy ambitniejszymi rozmyślaniami.
To, co drażni mnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to