-
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska5 -
Artykuły
Wakacje pełne magii - weź udział w akcji recenzenckiej i przenieś się do magicznego świata
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać378 -
Artykuły
Weź udział w konkursie i wygraj pakiet książek Callie Hart!
LubimyCzytać37
Biblioteczka
2026-03-31
2026-03-18
33/130/2026
#BraczBingo 2026: W żółtej okładce (mój egzemplarz jest jasnożółty)
Niby przyjemna lektura, a jednak złowróżbna. Władcy w kilku państwach Europy prowadzą korespondencję, spacerują, rozmawiają, intrygują... a także organizują bale, jak to wynika z tytułu.
Wydaje się, że życie płynie jak zwykle, ale dla czytelnika, któremu rok 1914 kojarzy się jednoznacznie, to spokojne życie za chwilę się skończy. Z tej perspektywy wydaje się, że w całej Europie bulgocze, pod powierzchnią zaczynają się procesy, których nie da się zatrzymać.
Ale gdyby wojna nie wybuchła, na pewno nikt by się teraz nie doszukiwał żadnych jej zapowiedzi.
Wilhelm II wspomina w swoim liście o wielkich zakładach stoczniowych w Kilonii i Szczecinie :-) Zresztą kilka innych polskich dziś miejscowości też jest wspomnianych.
"Panuje tu powszechne mniemanie, że byłoby celowe, gdyby car był pewną ilość tych ludzi wysłuchał. (...) ich monarcha (...) mógł do nich przemówić." Wysłuchanie poprzez przemówienie, to jest dobre.
"Pociski trafiały w twardy kamień, trafiały i w miękkie ciała, by otworzyć drogę życiu, które uchodziło z nich wraz z całym światem wspomnień i całym niebem marzeń."
33/130/2026
#BraczBingo 2026: W żółtej okładce (mój egzemplarz jest jasnożółty)
Niby przyjemna lektura, a jednak złowróżbna. Władcy w kilku państwach Europy prowadzą korespondencję, spacerują, rozmawiają, intrygują... a także organizują bale, jak to wynika z tytułu.
Wydaje się, że życie płynie jak zwykle, ale dla czytelnika, któremu rok 1914 kojarzy się jednoznacznie, to...
2026-03-26
37/130/2026
#BraczBingo 2026: Wydana w twoim roku urodzenia
To okropnie przyjemna książka o wiosce holenderskiej (tak sądzę, skoro autor był holendrem, no i nazwiska bohaterów takie dość egzotyczne...) i jej mieszkańcach. Czas w powieści płynie przez pierwszą połowę XX wieku. Płynie leniwie, jak woda w fosie wokół zamku. Wybucha pierwsza wojna, ale na szczęście mija bokiem. Z drugą wojna już nie przechodzi tak ulgowo. W zamku mieszka dziewczynka, potem dorasta, potem znika i znowu wraca. Potem umiera. Nazywana jest baronową, chociaż nigdy nie wyszła za mąż. Więc raczej baronówna. Ale to brzmi gorzej. Naprzeciwko starego zamku buduje się nowy zamek - identyczny. Tylko nowy, więc nie tak szacowny. Mieszka w nim pan z panią, potem pani umiera, pan wyjeżdża, a zamek zostaje zburzony. Stary zamek też znika. Z młodych chłopaków wyrastają młodzi mężczyźni, żenią się, mają dzieci, starzeją się, umierają. I tak się życie toczy.
A kto to są bracia śpiący i jakiej kobiety są braćmi? Kto przeczyta, ten się dowie.
"...redemptoryści lubią mroczne oświetlenie, bo taki nastój użycza im większej władzy nad ludźmi."
"...i przez chwilę stał zapatrzony w ruiny zamku, w którym kryło się kiedyś szczęście oczekiwania, a teraz zostało już tylko szczęście wspomnień."
A wiecie, że powieść została przetłumaczona na nasze z niemieckiego? I to jedyna powieść tego autora dostępna po polsku. Szkoda...
37/130/2026
#BraczBingo 2026: Wydana w twoim roku urodzenia
To okropnie przyjemna książka o wiosce holenderskiej (tak sądzę, skoro autor był holendrem, no i nazwiska bohaterów takie dość egzotyczne...) i jej mieszkańcach. Czas w powieści płynie przez pierwszą połowę XX wieku. Płynie leniwie, jak woda w fosie wokół zamku. Wybucha pierwsza wojna, ale na szczęście mija bokiem....
2026-03-15
31/130/2026
#BraczBingo 2026: Wybrana na chybił trafił
Gdzieś na pograniczu Europy i Azji, kiedyś w okresie międzywojennym żyli sobie chłopcy. Z różnych środowisk, ale zakwaterowani w jednej okolicy. Razem uganiali się po dachach i ekscytowali gołębiami, mieli w swojej bandzie jedną ofiarę, z której się naśmiewali, bo był potulny, strachliwy i do tego Z DOBREGO DOMU, czyli gamoń jak się patrzy (i jeszcze nosi stanik, za diabła nie wiem, co to za część bielizny mogła być. Dla chłopca. 11-letniego…). Razem włóczyli się po targu i zaglądali do sklepików, razem chcieli być pionierami (co niektórym nie przeszkadzało planować kradzież). Ta książka to opowieść o zapale rewolucyjnym, u niektórych udawanym, u niektórych prawdziwym, o szukaniu wrogów klasowych i wrogów tejże rewolucji, o intrygach wśród towarzyszy rewolucyjnych, także o miłości… Wszystko tu jest, nawet nieużywana od lat łazienka z popsutym piecykiem. Realia są pokazane nie tylko z perspektywy 11-letniego chłopca, również oczami dorosłych. Przez to otrzymujemy migotliwy obraz, czasem witraż, czasem wyklejankę z tanich kolorowych szkiełek, Nie wiem, skąd takie niskie oceny, bo opinii nie ma żadnej. Szkoda, z ciekawością bym przeczytała.
Bardzo polecam.
„Wygodnie jest żyć na świecie, kierując się cudzym rozumem.”
31/130/2026
#BraczBingo 2026: Wybrana na chybił trafił
Gdzieś na pograniczu Europy i Azji, kiedyś w okresie międzywojennym żyli sobie chłopcy. Z różnych środowisk, ale zakwaterowani w jednej okolicy. Razem uganiali się po dachach i ekscytowali gołębiami, mieli w swojej bandzie jedną ofiarę, z której się naśmiewali, bo był potulny, strachliwy i do tego Z DOBREGO DOMU,...
2026-03-16
32/130/2026
Ten Peter Szentmihalyi Szabo jest u nas całkiem nieznany. A szkoda. Rozumiem, że pisał powieści z historią Węgier w tle, a każdy kraj patrzy przez pryzmat swojego nosa, jeśli się tak mogę wyrazić. Inna rzecz, że patrząc na opcje językowe na jego temat w Wikipedii, to on jest nigdzie nieznany. A szkoda. Na szczęście jest w tejże Wikipedii strona o nim także po niemiecku (a nie wyłącznie po węgiersku), więc mogłam sobie trochę poczytać. To chyba był pomysł durny, bo dowiedziałam się, co mnie ominęło, psiamać. Pan Peter mianowicie planował naskrobać 10 powieści historycznych, a w każdej omówić skutki jakiegoś ważnego zdarzenia historycznego. Węgierskiego. Wydany po polsku „Gellert” jest tomem drugim z siedmiu, które zdążył autor popełnić. Akcja dzieje się na początku XI wieku, w czasach naszego Chrobrego, Mieszka II i Kazimierza Odnowiciela. Na Węgrzech panował wtedy Stefan I, ichni święty nie tylko kościelny, ale także świecko bardzo poważany do dziś. Twórca państwa węgierskiego. Jego święto to na Węgrzech dzień wolny od pracy. Po nim na tron wstępują miernoty, w kraju panuje chaos, państwo traci zdobyte wcześniej ziemie. O tym też trochę poczytacie w powieści.
Wracając do książki: to jest opowieść duchownego Gellerta (zakonnika, księdza i biskupa) o jego życiu, które przed wiele lat ściśle związane jest z królem Stefanem oraz jego synem Emerykiem. Ten duchowny jest bowiem Emeryka nauczycielem. Ciekawostką jest to, że wszyscy trzej (Stefan, Emeryk i Gellert) zostali kanonizowani w tym samym dniu przez papieża Grzegorza VII. Tak, to ten, który tarmosił się z cesarzem Henrykiem IV o inwestyturę, czyli prawo do nadawania biskupich tytułów swoim ulubieńcom, stronnikom, zwolennikom, poplecznikom, czy jak ich tam jeszcze można nazwać. W tym sporze nasz ówczesny książę Bolesław Śmiały (historia jego relacji z kościołem, przysłoniętej konfliktem z biskupem Stanisławem, może być odrębną opowieścią…) poparł papieża Grzecha, co miało taką korzyść, że wygrany Grzechu, jak już potrzymał Heńka w żebraczej opończy pod murami Canossy, przywrócił nam w Polsce arcybiskupstwo (o jego upadek postarał się czeski Brzetysław w 1039 roku, podwędzając przy okazji relikwie św. Wojciecha). A jak się ma arcybiskupa, to można się koronować na króla. Co Śmiały zrobił.
Wracając do kanonizacji bohaterów książki, to myślę sobie, że to im się bardzo spodobało. Sądząc z powieści, wszyscy trzej nie tylko się wzajemnie szanowali, ale także zwyczajnie po ludzku lubili.
Narratorem jest duchowny, więc wiele tam wezwań do Boga i wspomnień o Biblii. Nie szkodzi. Pojawiają się nasi znajomi, np. biskup Wojciech, który poniósł śmierć w Prusach, a którego rodzinę „wymordowali pogańscy Czesi”. A także niejaki Bolesław, który przysparzał swoim sąsiadom zmartwień, wojował to z Niemcami, to z Czechami, capnął sobie Morawy i doszedł aż do Dunaju. I jeszcze udzielił schronienia węgierskiemu buntownikowi. I jeszcze Brzetysław „i inni czescy rozbójnicy”. No widać, że kogo jak kogo, ale Czechów to nasz Gellert nie lubił.
Wspomniane jest zdobyte orze Węgrów niemieckie miasto nad Dunajem, niejakie Vindobonum. Dzisiaj Wiedeń. Oraz niewielka wioska o nazwie Peszt.
Niby wiem, że to powieść historyczna, że materiałów źródłowych o XI wieku za wiele nie ma, ale przez to, że natrafiam w książce na prawdziwe postacie i wydarzenia, to wydaje mi się, że wszytko w niej jest prawdą. A niech mi się wydaje.
„Ojciec Lucianus zanudzał nas na śmierć wyssanymi z palca zadaniami, które zupełnie nie przemawiały do naszej wyobraźni, jak na przykład znane wszystkim zadanie o dwóch ludziach, którzy jednocześnie wyruszają z dwóch miast, żeby się spotkać, ale podróżują z różną prędkością, i należy obliczyć, gdzie się w końcu spotkają… Raz zgłosiłem się do odpowiedzi i oświadczyłem, że ci dwaj ludzie muszą być strasznie głupi, skoro nie wyznaczyli sobie wcześniej miejsca spotkania, a jeśli dla nich nie było to ważne, to dlaczego my mamy tracić czas na obliczenia.”
„Największą trudność [w nauce języka] sprawiała mi zawsze odmiana, głównie dlatego że Węgrzy, zgodnie ze wschodnim zwyczajem, doczepiają do słów wszystkie cząstki gramatyczne (…), które w każdym cywilizowanym języku umieszcza się przed wyrazami.”
„Życie ludzkie przypomina coraz bardziej zwężającą się drogę: gdy się rodzimy, widzimy przed sobą ogromny plac, potem wiele szerokich, prowadzących w różnych kierunkach gościńców, ale gdy jesteśmy starzy, podążamy już tylko wąska ścieżką, z której nie możemy zawrócić, bo nie pozwala nam na to nasza własna przeszłość, wygoda, rola w życiu i opinia, jaką stworzyli sobie o nas inni ludzie.”
„Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie znający wiele języków są zazwyczaj głupi i nieciekawi.”
32/130/2026
Ten Peter Szentmihalyi Szabo jest u nas całkiem nieznany. A szkoda. Rozumiem, że pisał powieści z historią Węgier w tle, a każdy kraj patrzy przez pryzmat swojego nosa, jeśli się tak mogę wyrazić. Inna rzecz, że patrząc na opcje językowe na jego temat w Wikipedii, to on jest nigdzie nieznany. A szkoda. Na szczęście jest w tejże Wikipedii strona o nim także po...
2026-02-28
25/130/2026
Jakaż to przyjemna książka awanturnicza! Akcja dzieje się w czasach Rudolfa II Habsburga (któren żył od połowy XVI wieku do początku XVII i okropnie chciał wynaleźć kamień filozoficzny - to za jego czasów alchemicy robili swoje eksperymenty, niestety nie mieszkali na Złotej Uliczce, bo tam panoszyła się straż zamkowa...), a co do miejsca akcji, to zaczynamy w Pradze, wędrujemy do Wiednia, potem przez Rzym do fikcyjnego księstwa Stramba ("strambo" to po włosku dziwaczny, cudak, dziwoląg... nawet pasuje), a na koniec wyruszamy w drogę powrotną do Pragi. Na tym kończą się przygody Piotra z Kojca dla kur, chociaż spokojnie mógłby powstać kolejny tom.
Szkoda, że nie powstał. Szkoda, że powieści Vladimira Neffa nie są zbyt łatwo dostępne. Tym bardziej czytajcie "Królowe..."
Poznacie plejadę dziwaków, szaleńców, zdrajców, ladacznic, matołków, ludzi honoru, fałszywców, książąt, biskupów, żołnierzy i karczmarzy. A także "szczwanych cudzoziemskich awanturników". Poznacie kilka sposobów na wyplatanie się z kłopotów, ucieczkę z więzienia, nawiewanie tajnymi przejściami. Tylko płaszcza brakuje, bo szpady się trafiają. Każdy z bohaterów ma coś za uszami, każdego z nich można przekupić, zaszantażować albo przemówić mu do rozumu lub serca. A jeśli się nie uda - kulka w łeb.
"Szlachcic, który się nie pojedynkuje jest jak kogut, który nie pieje."
"Mięso ich [pawi] jest nie tylko smaczne, ale ma także właściwości lecznicze; on sam [Benvenuto Cellini] wyleczył się nim z francuskiej choroby."
"To jest hiszpańska nowinka, ekstrawagancja, żeby ją diabli wzięli. My, Niemcy, dobrze wiemy, dlaczego na rzeczy nonsensowne mówimy: das kommt mir spanisch vor, to mi wygląda na hiszpańszczyznę."
"...niechże jego potomstwo wygnije aż do ostatniego pokolenia..."
25/130/2026
Jakaż to przyjemna książka awanturnicza! Akcja dzieje się w czasach Rudolfa II Habsburga (któren żył od połowy XVI wieku do początku XVII i okropnie chciał wynaleźć kamień filozoficzny - to za jego czasów alchemicy robili swoje eksperymenty, niestety nie mieszkali na Złotej Uliczce, bo tam panoszyła się straż zamkowa...), a co do miejsca akcji, to zaczynamy w...
2026-02-21
21/130/2026
#BraczBingo 2026: Do 200 stron
Ta powieść to zbiór zwidów, fantasmagorii, omamów. Z ciągotami do podglądactwa i podsłuchiwactwa. Plejada cudacznych osobników po przejściach, niestroniących od kieliszka, a opowiadających historie, jakby przyjęli coś zupełnie innego niż poczciwą whisky... Chuda to książczyna, więc przebrnęłam przez nią siłą woli, ale nie zaiskrzyło. Wcale.
"Nabierz wody w garści. Nie ma tego kształtu, który by jej nie odpowiadał, nie ma pęknięcia, gdzie by nie znalazła drogi (...)."
21/130/2026
#BraczBingo 2026: Do 200 stron
Ta powieść to zbiór zwidów, fantasmagorii, omamów. Z ciągotami do podglądactwa i podsłuchiwactwa. Plejada cudacznych osobników po przejściach, niestroniących od kieliszka, a opowiadających historie, jakby przyjęli coś zupełnie innego niż poczciwą whisky... Chuda to książczyna, więc przebrnęłam przez nią siłą woli, ale nie...
2026-02-20
20/130/2026
#BraczBingo 2026: Psychologiczna / Rozwojowa
Zapewne zaliczenie tej powiastki do kategorii "Psychologiczna" nie każdemu wyda się zasadne. Ale mi tak. Poznajemy główną bohaterkę książki poprzez opowieści jej rodziny i znajomych (bliższych oraz dalszych). Co ciekawe, niewiele mają oni do powiedzenia o tej bohaterce. Znają ja powierzchownie albo wcale. Za to wiele mówią o sobie samych, wprost lub pośrednio. Bardzo ciekawa koncepcja na powieść. No i do tego trochę małomiasteczkowych realiów z czasów enerde.
Akcja dzieje się gdzieś w Rudawach (nie Janowickich!), zwanych przez naszych zachodnich sąsiadów Erzgebirge. To takie góry, których większa część jest w Czechach (w powieści, wiadomo, w Czechosłowacji). Niektóre wspomniane w powieści miejscowości są prawdziwe (znalazłam na mapie), ale większość - nie. A szkoda, by się pooglądało w Internecie. Ze znajomych miejsc pojawia się Polska. Do której bohaterka pojechała przerwać ciążę, bo w NRD wtedy nie można było.
"Dwie trzecie bagna należy do Czechosłowacji; każdy z uczniów chciał postawić choć stopę na czeskiej ziemi. W imię przyjaźni."
20/130/2026
#BraczBingo 2026: Psychologiczna / Rozwojowa
Zapewne zaliczenie tej powiastki do kategorii "Psychologiczna" nie każdemu wyda się zasadne. Ale mi tak. Poznajemy główną bohaterkę książki poprzez opowieści jej rodziny i znajomych (bliższych oraz dalszych). Co ciekawe, niewiele mają oni do powiedzenia o tej bohaterce. Znają ja powierzchownie albo wcale. Za to wiele...
2026-02-01
14/130/2026
Kiedy wypożyczałam ten zbiorek, kierowałam się romantycznym tytułem (poczta i jeszcze do tego na południu!) wzbogaconym rysunkiem dyliżansu pocztowego. No i jeszcze ponadto lubię bardzo zbiory opowiadań, szczególnie różnych autorów.
Zdaje mi się, że kryterium wyboru opowiadań do tej antologii była dziwność / dziwaczność. Naprawdę, w każdym prawie opowiadaniu bohaterowie snują się bez celu, mają zwidy, historie nie mają klasycznego początku ani końca... A to tytułowe to już w ogóle dziwoląg na maksa, że tak literacko i merytorycznie się wypowiem.
Najbardziej spodobały mi się trzy ostatnie: "Podróż na południowy zachód", "Kilka dni z Martiną" i "Skrzypce". Chyba dlatego, że ich konstrukcja i fabuła były najbardziej klasyczne: zamknięta historia, przyziemni bohaterowie z planami, radościami i rozczarowaniami... I jeszcze duży urok ma "Opowieść o okrutnym zbójniku Folsztyńskim i nieszczęsnym kacie Holczuszce". Ale warto przeczytać całość, tym bardziej, że mało kto z nas rozróżnia pisarzy czeskich od słowackich. Zresztą ci drudzy są w Polsce mniej znani. A zbiorek daje nam możliwość poznania niektórych, chociaż oczywiście o młodej prozie słowackiej prawie 50 lat później mówić już nie można.
"Owies. Owies jest fioletowy. Mieni się czerwienią i szeleści drobnymi skrzydełkami. W czerwonej ziemi jest korzonek podobny do sroczej nóżki. Stamtąd czerpie wodę przez wąskie gardziołko z trzema, czterema lub pięcioma kolankami. Dopóki owies jest zielony, bzyczy jak szerszeń, gdy zmieni kolor, cieniutko grzechocze. Owies? Stanie się rdzawy."
14/130/2026
Kiedy wypożyczałam ten zbiorek, kierowałam się romantycznym tytułem (poczta i jeszcze do tego na południu!) wzbogaconym rysunkiem dyliżansu pocztowego. No i jeszcze ponadto lubię bardzo zbiory opowiadań, szczególnie różnych autorów.
Zdaje mi się, że kryterium wyboru opowiadań do tej antologii była dziwność / dziwaczność. Naprawdę, w każdym prawie opowiadaniu...
2025-12-22
173/130/2025
Paleta wszystkiego.
173/130/2025
Paleta wszystkiego.
2025-11-24
165/130/2025
Uczta dla wyobraźni.
Nie rozumiem, dlaczego nigdy nie wyszedł po polsku trzeci tom. Mimo to, bardzo polecam.
165/130/2025
Uczta dla wyobraźni.
Nie rozumiem, dlaczego nigdy nie wyszedł po polsku trzeci tom. Mimo to, bardzo polecam.
2025-11-19
163/130/2025
Opowieść o życiu na początku XX wieku w Kairze. W rodzinie bardzo surowego ojca. Dobrego, co do zasady, ale strasznego fundamentalisty. Dlatego ciężko mi napisać, że powieść jest piękna. Ale jest, naprawdę. Polityka, życie codzienne, relacje międzyludzkie, życie i śmierć - wszystko, czego potrzeba do interesującej lektury. Kobietom ciężko, dzieciom też niełatwo, za to mężczyznom żyje się jak w raju! Będę czytać drugą część. Oraz trzecią, niestety po angielsku. Nie rozumiem, dlaczego ona nie wyszła po naszemu...
163/130/2025
Opowieść o życiu na początku XX wieku w Kairze. W rodzinie bardzo surowego ojca. Dobrego, co do zasady, ale strasznego fundamentalisty. Dlatego ciężko mi napisać, że powieść jest piękna. Ale jest, naprawdę. Polityka, życie codzienne, relacje międzyludzkie, życie i śmierć - wszystko, czego potrzeba do interesującej lektury. Kobietom ciężko, dzieciom też...
2025-11-16
162/130/2025
To jest powieść wydana w oryginale w 1979 roku. Więc wiadomo, że musi być propagandowa. Siedemnastoletni bojownik Października 1956 roku nie może zgodzić się z upadkiem powstania, więc postanawia rozrzucać ulotki. W Budapeszcie. W 1956 roku. Szybko go łapią i skazują na poprawczak-obóz pracy dla małoletnich. No i tam, można powiedzieć, chłopak poniekąd wychodzi na światopoglądową prostą, praca fizyczna go uszlachetnia, kobieta namawia go na dokończenie nauki i zdanie matury... Wszystko się naprawia i idzie ku dobremu, czyli ku takiemu, jakie by sobie socjalistyczne społeczeństwo demokratyczne mogło życzyć :-)
Jednak życie nie jest takie proste. Chłopaka wciąż męczą myśli, dziwne przypadki i koślawe decyzje. Najlepiej działa wtedy, kiedy steruje nim jakaś kobieta. Bez niej robi się czasem rozmemłany, chociaż końcówka sugeruje, że nawet z tym sobie da radę.
Ciekawa opowieść, pokazuje realia końca lat 50-tych na Węgrzech. Szkoda, że pozostawia niedosyt. Ale czy nie o to właśnie chodzi w dobrej literaturze?
"Pierwszy raz po wielu latach, w ów właśnie poranek, wdzięczny był życiu za los, jaki mu zgotowało: że nie pozwoliło mu zakrzepnąć w jednym środowisku czy też związku. Cieszył się, że wiosną powróci do N. i że ma przed sobą jeszcze tyle dróg."
162/130/2025
To jest powieść wydana w oryginale w 1979 roku. Więc wiadomo, że musi być propagandowa. Siedemnastoletni bojownik Października 1956 roku nie może zgodzić się z upadkiem powstania, więc postanawia rozrzucać ulotki. W Budapeszcie. W 1956 roku. Szybko go łapią i skazują na poprawczak-obóz pracy dla małoletnich. No i tam, można powiedzieć, chłopak poniekąd wychodzi...
2025-11-10
160/130/2025
W Polsce znamy książki o wojnie z bohaterami (w sensie postaci literackich) niemieckimi i sowieckimi. Bo tych tu mieliśmy niecałe sto lat temu. A na Bałkanach mieli Włochów. Z naszej perspektywy dość egzotycznych w roli wroga. Makaroniarze z karabinami?
Powieść przedstawia włoską okupację Czarnogóry, wyolbrzymioną, a przez to ośmieszoną do cna. Historia, która dzieje się latem 1943 r. jest momentami zwariowana jak sny po grzybkach, chwilami okrutna jak marzenia psychopaty, no i wiele w niej seksu, jak u tego żyda Portnoya :-)
"Wojna i pornografia - z cichym smutkiem w głosie rzekł brodaty major. - W gruncie rzeczy jest to jedno i to samo. Osobiście żałuję, że istnieją dwa słowa na określenie jednego pojęcia." No właśnie. O tym jest ta książka: o wojnie i pornografii, które może nie są dokładnie tym samym, ale w koszarowych szafkach leżą bardzo blisko siebie.
To jest powieść antywojenna, zadziwiająca, nieokiełznana i pokrętna. Bardzo dobra. Chociaż, przyznaję, dla mnie dość męcząca. Ledwo nadążałam za wydarzeniami, omamami i wynurzeniami bohaterów.
"Rewolucjoniści nigdy nie zdejmują ciemnych okularów."
"Tak, ale Włosi to nie są poważni wrogowie (...). Nie są godni tego dostojnego, nieskalanego sztandaru. Bo ludzie, którzy jedzą makaron, jedzą też pewnie glisty."
160/130/2025
W Polsce znamy książki o wojnie z bohaterami (w sensie postaci literackich) niemieckimi i sowieckimi. Bo tych tu mieliśmy niecałe sto lat temu. A na Bałkanach mieli Włochów. Z naszej perspektywy dość egzotycznych w roli wroga. Makaroniarze z karabinami?
Powieść przedstawia włoską okupację Czarnogóry, wyolbrzymioną, a przez to ośmieszoną do cna. Historia, która...
2025-11-02
158/130/2025
Pierwsza kobieta, która rządziła w Amerykach (jako regentka, w czasie nieobecności mężusia, ale jednak).
Pierwsza kobieta, która spała w Watykanie.
Siostra Leopolda II, znanego ostatnio głównie z masakr w Kongo.
Szwagierka Franca Jozefa, prawie wiecznego cesarza Austro-Węgier (oraz jego żonki, Elżbiety Bawarskiej, czyli cesarzowej Sisi).
Żyła długo, ale tragicznie.
Znała wszystkich możnych ówczesnego świata, ale nic jej to nie dało.
Dlaczego tyle się trąbi w popkulturze o Sisi, a o Carlocie wcale? Chyba nie z powodu jej choroby psychicznej? Van Gogh też nie był całkiem zdrowy!
Książka jest świetna, nie rozumiem tych niskich ocen na LC.
W warstwie faktograficznej można ją traktować poważnie. Wprawdzie niewiele wiem o tamtych czasach, ale to co wiem zgadza mi się z tym, co w powieści. I co potem poczytałam. W Wikipedii żywot cesarzowej Carloty opisany jest zadziwiająco szczegółowo (w wersji angielskojęzycznej) i też jest spójny z powieścią (w bibliografii są inne źródła, więc można uznać, że powieść nie była podstawą dla autora wpisu). Pojawia się znany mi już wcześniej brat cesarza Franca Jozefa (oraz Maksymiliana (Maksa), męża Carloty), homoseksualista i miłośnik damskich fatałaszków. Dlatego tron CK Monarchii mu przepadł, bo się wcale z tymi skłonnościami nie krył! I wiecie, na cześć prezydenta Meksyku, Benito Juareza, imię otrzymał inny Benito, syn włoskiego kowala. Mussolini się nazywał. W książce to znalazłam, a w Wikipedii potwierdziłam. Niewiarygodne... Sporo takich smaczków znajdziecie w "Cesarzowej".
W warstwie literackiej powieść jest napisana ładnie, momentami zabawna i złośliwa. "Cesarzowi pozostało tylko pospieszyć na pole bitwy i zademonstrować nieudolnym generałom, jak się powinno urzędować w wypadku wojny." "...oraz kruche liście sałaty, które chrupały (Carlota i królowa Wiktoria!) jak kozy". "Maks miał w swej garderobie mundur generała dywizji, zgrabne luźne spodnie z lampasami, lśniące buty z cholewkami. Już się nie mógł doczekać, aż się w to ubierze." (w czasie, gdy jego słabiutkie cesarstwo już prawie leżało na łopatkach, pokonane przez republikanów legalnego prezydenta Juareza!)
"W aksamitnej rękawiczce - żelazną ręką!" (to Franciszek Józef, niby zaborca, a jednak w porównaniu z carem Rosji i królem Prus (nie wspominając o żelaznym kanclerzu) taki bardziej miły starszy pan z wąsiskami...). I jeszcze "durch dick und duenn" - na dobre i na złe, jakie ładne! A papież, w latach 60-tych XIX wieku domagał się od cesarza Meksyku nie tylko zwrotu dóbr kościoła katolickiego oraz przywrócenia klasztorów i zakonów, ale także zakazu innych wyznań oraz podporządkowania szkolnictwa publicznego i prywatnego księżom. A to przecież nie tak dawno było...
Podsumowując: sporo polityki, dużo obyczajówki, niemała szczypta złośliwego humoru i oparta na faktach. Już szukacie?
158/130/2025
Pierwsza kobieta, która rządziła w Amerykach (jako regentka, w czasie nieobecności mężusia, ale jednak).
Pierwsza kobieta, która spała w Watykanie.
Siostra Leopolda II, znanego ostatnio głównie z masakr w Kongo.
Szwagierka Franca Jozefa, prawie wiecznego cesarza Austro-Węgier (oraz jego żonki, Elżbiety Bawarskiej, czyli cesarzowej Sisi).
Żyła długo, ale...
2025-10-17
153/130/2025
Ta książka wcale nie "opowiada o dramacie narodu serbskiego", jak to podano w opisie. Ona opowiada o ludzkich pragnieniach, namiętnościach i rozczarowaniach. Młoda, namiętna kobieta, którą rozczarował mąż i całe jej życie. Porywczy mąż, którego rozczarowała służba w wojsku, ale także życie w cywilu, więc miota się po świecie, nie wiedząc, co mu da ukojenie. Brat męża, owładnięty myślami o bratowej, rozczarowany po tym, jak dopiął swego.
W tle oczywiście widać trudne warunki życia Serbów (nie nazwałabym ich niedolą ani dramatem, bo wtedy we wsiach wschodniej i południowej Europy wszędzie było podobnie, a poczucie "serbskości" autor raczej podkolorował, bo pojęcie narodu i przynależności do niego pojawiło się w XIX wieku). Rzeczywiście, w wielonarodowej armii austriackiej Serbowie byli żołnierzami drugiej kategorii. Podobnie jak wszystkie inne nacje z peryferii, wiadomo.
Tytułowe "wędrówki" to oczywiście marszruta pułku Serbów na wojnę Austrii z Francją (wyobraźcie sobie dreptanie z ziemi serbskiej do Strasburga, walki, a potem jeszcze powrót!), ale także zaglądanie w głąb siebie, próba określenia, czego się w życiu chce i czy udało się to osiągnąć. Głównego bohatera (Vuka Isakovicia) najbardziej określa to: "Musi być gdzieś łatwiejsze życie, muszą być pogodniejsze zdarzenia, spływające niczym czyste i zimne, błogie, musujące kaskady. Dlatego też należy wyjechać gdzieś, wywędrować, gdzieś się ukoić, nad czymś czystym, bystrym, gładkim niby powierzchnia głębokich górskich jezior. Żyć według własnych upodobań, bez tego strasznego zamieszania, podążając za swym życiem, do którego został człowiek stworzony. Zmierzać do czegoś niezwykłego, co jak niebo, wydawało mu się, wszystko ogarnia." A do dej idylli najbardziej pasowała mu... Rosja. Bo się nasłuchał, jak to tam dobrze.
Akcja dzieje się na terenie Austro-Węgier (jeszcze formalnie takiego państwa nie było, ale terytorium Węgier trochę jest austriackie, trochę tureckie), zatem przewija się Buda oraz miasto Pozsóny, czyli po węgiersku... Bratysława.
"Zresztą podobnie pojawiał się sam nieboszczyk Lazar Isakovic osobiście (...), a wszystko dlatego, że syn po śmierci nie przebił mu serca igłą." Ach, te bałkańskie zwyczaje, a to żywcem murują w przęśle mostu, a to igła w serce...
"Kraj, w którym żyli, szeroki, bagnisty, pełen mgły i gorących oparów, nieprzejrzanych lasów, falujących trzcin i wierzb, ziemianek i okólników w błocie, drewnianych cerkiewek, znikał zupełnie z ich pamięci." Szli przez Austrię, w której "przerazili się ujrzawszy miasta z kamienia, dziwne mosty, narzędzia, których zastosowania nie znali (...)."
"Turcję Vuk Isakovic znienawidził, nie zauważając nigdy jej brukowanych podwórzy, wodotrysków, pięknych mostów i nie dbając o jej minarety wspaniałe, jak wysokie, stuletnie włócznie."
"(...) weszli do Bawarii, zubożonej i wygłodzonej." - wyobrażacie sobie? Zupełnie inaczej teraz ten rejon wygląda. A w XVIII wieku - bieda i głód.
I jeszcze poznałam określenie, że ktoś się kręci "niczym prosię w worku", bardzo ładne. O ileż piękniejsze niż nasze gówno w przeręblu albo kot z pęcherzem (który lata, ale sens jest ten sam).
153/130/2025
Ta książka wcale nie "opowiada o dramacie narodu serbskiego", jak to podano w opisie. Ona opowiada o ludzkich pragnieniach, namiętnościach i rozczarowaniach. Młoda, namiętna kobieta, którą rozczarował mąż i całe jej życie. Porywczy mąż, którego rozczarowała służba w wojsku, ale także życie w cywilu, więc miota się po świecie, nie wiedząc, co mu da ukojenie....
2025-10-23
155/130/2025
Ładna opowieść, ale mnie jakoś bardzo nie wciągnęła.
Może zbyt ponura, bo koczownicy zanikają, nie mają gdzie przezimować, każdy kawałek ziemi teraz już do kogoś należy, a właściciel każe się opłacać. Nie to, co kiedyś, że rozstawiło się na ziemi niczyjej namioty, przezimowało, owce i kozy poskubały trawę, a ona potem wyrosła dwakroć gęstsza.
Może przez to, że postęp wymiata stare obyczaje, żelazne żuki (traktory) żrą i pochłaniają ziemię. Nie ma już starych panów: padyszachów, agów, bejów, paszów. A nawet jeśli te tytuły zostały, to osoby je piastujące nie umywają się do tych dawnych.
Może zbyt chaotyczna, sporo postaci, imiona egzotyczne i trudne do zapamiętania, nie zawsze mogłam się rozeznać, o kim czytam. Z drugiej strony, to nie przeszkadza wielce, bo nie o konkretne osoby tu chodzi, a o ród, tradycję, odwieczne zwyczaje. Które zanikają, ale za to powstaje państwo, partia i policja. I porządek.
Nie rozstrzygnę. Sami czytajcie i wyrabiajcie sobie zdanie.
"Kowal Hajdar nie miał pojęcia, co może znaczyć to "interessant", ale rozumiał, że to coś dobrego. Bejowie zawsze gadali niezrozumiale. To ich odwieczny zwyczaj. Gadać tak, żeby nikt nie rozumiał, to jest przywilej bejów."
155/130/2025
Ładna opowieść, ale mnie jakoś bardzo nie wciągnęła.
Może zbyt ponura, bo koczownicy zanikają, nie mają gdzie przezimować, każdy kawałek ziemi teraz już do kogoś należy, a właściciel każe się opłacać. Nie to, co kiedyś, że rozstawiło się na ziemi niczyjej namioty, przezimowało, owce i kozy poskubały trawę, a ona potem wyrosła dwakroć gęstsza.
Może przez to, że...
2025-09-19
142/130/2025
Poniekąd się z głównym bohaterem utożsamiam. W niewielkiej części. Bo bardzo lubię samotne włóczenie się po różnych miejscach. Ale rozpamiętywanie przeszłości to nie dla mnie. Może dlatego, że nie mam tak egzotycznej przeszłości, jak główny bohater. Takich przyjaciół jak on miał w dzieciństwie, to ja nie miałam nigdy. Dziękować bogu.
Ta powieść to trochę jakby powieść drogi. Głównie w sensie psychologicznym, ale geograficznie trochę też. W końcu bohater podróżuje nie tylko wewnątrz siebie, ale również pociągami (ach!) po Włoszech. Nie zapominajmy o żonie, ona też odbywa podróże, dosłownie i w przenośni.
Trafiłam na informację o pewnej starej balladzie, w której trzeba było dodać krwi kobiety do zaprawy murarskiej, aby budowla wreszcie przestała się zawalać. No wiecie! W kolejnej już książce z południowo-wschodniej Europy spotykam taką koncepcję. Dotąd wprawdzie był to wymóg zamurowania żywcem kobiety w przęśle mostu, ale zamysł podobny. Nie poświęcisz kobity - będzie się zawalało.
Zachwycił mnie list pierwszego męża Erzsi do jej drugiego męża (czyli głównego bohatera) z, poniekąd, instrukcjami obsługi tejże. Pilnuj, żeby jadła. Manikiurzystka tylko najlepsza. Rano musi pospać. I tym podobne.
"Powinno się chodzić pieszo albo co najmniej podróżować dyliżansem, jak Goethe." Bo pociąg za szybko jedzie, niektóre miejsca mija pędem, i nie można im się należycie przyjrzeć. Tak, to rozumiem, Chociaż jednak wolę pociąg od dyliżansu.
Książkę polecam. Do pociągu, do dyliżansu, do poduszki, do wszystkiego.
142/130/2025
Poniekąd się z głównym bohaterem utożsamiam. W niewielkiej części. Bo bardzo lubię samotne włóczenie się po różnych miejscach. Ale rozpamiętywanie przeszłości to nie dla mnie. Może dlatego, że nie mam tak egzotycznej przeszłości, jak główny bohater. Takich przyjaciół jak on miał w dzieciństwie, to ja nie miałam nigdy. Dziękować bogu.
Ta powieść to trochę jakby...
2025-09-04
136/130/2025
To jest opowiastka nienasycająca. Kilka migawek z życia grupki bohaterów oraz ich rodzin (do pokolenia dziadków) i tyle. Dla mnie za mało. Zapewne o to chodziło autorce, żebyśmy wyobrażali sobie losy tych rodzin bardziej szczegółowo. A jednak wolałabym o nich poczytać.
"...nadciągała powoli babcia Maryna, i mówiła coś w rodzaju: czy ty wiesz, Liliczko, dlaczego człowiek ma dwoje uszu i jedne usta? Żeby człowiek więcej słuchał, a mniej mówił. (...), babci Marynie zaprzeczyć nie mógł nikt, usta miała może i jedne (dokładnie jedne), ale pracowały one za dziesięć, a uszy, przeciwnie, chociaż i dwoje, były najwidoczniej bezczynne."
136/130/2025
To jest opowiastka nienasycająca. Kilka migawek z życia grupki bohaterów oraz ich rodzin (do pokolenia dziadków) i tyle. Dla mnie za mało. Zapewne o to chodziło autorce, żebyśmy wyobrażali sobie losy tych rodzin bardziej szczegółowo. A jednak wolałabym o nich poczytać.
"...nadciągała powoli babcia Maryna, i mówiła coś w rodzaju: czy ty wiesz, Liliczko, dlaczego...
2025-09-07
138/130/2025
Stare, zaniedbane grobu na tytułowym małomiasteczkowym cmentarzu to pretekst, by opowiedzieć o losach kilku osób. Krawiec Kosta, ksywka Huragan. Miał rodzinę, umarł sam. Pani Nola, przybyła z gór na równicy, dobrodziejka całej okolicy, miała ludny dom, umarła sama. Pokolenia Vlaoviciów, co to nigdy zbytnio nie cenili kobiet. Też wszyscy pomarli. Trzy dziewczynki, niezbyt szczęśliwe za życia, zginęły tragicznie. I jeszcze ich kolega, którego sumienie zagryzło, także bardzo młodo. Para sąsiadów, którzy całe życie mieszkali obok siebie, a na końcu los ich zetknął ą na kilka ostatnich lat, i też umarli. Niby wiadomo, że co żyje, musi umrzeć, ale jednak, gdy się poznaje całe życie takiej osoby, jej radości i zmartwienia, to jakoś na koniec przykro.
Ale za to książka przypomniała mi o sianiu rutki. Takie poetyckie określenie staropanieństwa, zupełnie zapomniane. I serbskie realia, świetnie się o nich czyta.
"A czemu ma siedzieć? Nie powinna długo siedzieć, tak będzie lepiej dla niej i dla krzesła."
138/130/2025
Stare, zaniedbane grobu na tytułowym małomiasteczkowym cmentarzu to pretekst, by opowiedzieć o losach kilku osób. Krawiec Kosta, ksywka Huragan. Miał rodzinę, umarł sam. Pani Nola, przybyła z gór na równicy, dobrodziejka całej okolicy, miała ludny dom, umarła sama. Pokolenia Vlaoviciów, co to nigdy zbytnio nie cenili kobiet. Też wszyscy pomarli. Trzy...
38/130/2026 - "Lalka"
39/130/2026
Bardzo ładna i smutna opowieść o końcówce wojny w Budapeszcie. Szwaby już przegrywają, ale w mieście wciąż czują się mocni (albo udają). Mieszkańcy starają się przetrwać w beznadziejnych warunkach. Jedni donoszą, inni pomagają, jeszcze kolejni kopią dołki. Jak to w życiu.
Ruskie wojsko pojawia się dopiero pod koniec książki , więc powieść nie jest tak propagandowa, jakby mogła być. Ale dzielne z nich chłopaki, wyszkolone, dobre serca mają, przyjaźni tacy. "Ci, co jeszcze przed chwilą stąpali cicho jak koty polujące na myszy, teraz przemienili się w szalejący huragan." No ba! Waleczni. Jeden z nich "odważnie rzucił się naprzód w stronę zaskoczonych wybuchem Niemców." A jak zostali ranni, to wszyscy prawie szli dzielnie o własnych siłach, na rany nie bacząc, tylko "mały kirgiski żołnierz niósł na plecach plutonowego, który walczył pod Stalingradem." Patrzcie, w jednym zdaniu i mocarny siłacz, i wierny przyjaciel, i wyszkolony żołnierz niesie bohatera spod Stalingradu. O, ja, o, ja. Wiem, że się czepiam, na siłę trochę doszukuję się tej propagandy, niepotrzebnie zupełnie. Ale jakoś tak człowiek podświadomie szuka.
I takie pozytywne, radosne zakończenie. Szkoda tylko, że niedługo potem spadła kurtyna na ponad 40 lat.
38/130/2026 - "Lalka"
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to39/130/2026
Bardzo ładna i smutna opowieść o końcówce wojny w Budapeszcie. Szwaby już przegrywają, ale w mieście wciąż czują się mocni (albo udają). Mieszkańcy starają się przetrwać w beznadziejnych warunkach. Jedni donoszą, inni pomagają, jeszcze kolejni kopią dołki. Jak to w życiu.
Ruskie wojsko pojawia się dopiero pod koniec książki , więc powieść...