-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać419 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać15 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać12
Biblioteczka
2024-10-10
2024-09-24
Zbiór króciutkich reportaży, wspomnień, anegdot, ciekawostek . Podróż sentymentalna do czasów PRL -u, ale nie tylko. Sięgamy głęboko wstecz do ubiegłego wieku, powoli przechodząc w czasy współczesne.
Książka zawiera 3 rozdziały i epilog.
Opisane zostały zakupy w PRL-u jak wyglądały od strony kupującego , a jak od strony kasjera.
Ciekawą rzeczą jest wspomnienie z dziecięcych lat , kiedy autor od pani kasjerki dostał czystą rolkę do kasy i jaką miał przez to frajdę. Traktował ją jako największy skarb. Co rzuca spojrzenie jaki był niedobór produktów papierniczych na rynku, jak wszystkiego brakowało.
Autor wspomina też swoją pierwszą pracę , której podjął się w wieku 15 lat . To nie były przelewki zatrudnienie się w piekarni dla młodego człowieka , który uczył się i pracował ciężko. Jak można nazwać dźwiganie ciężkich koszy z pieczywem?
Piotr Goszczycki opisuje pracę sprzedawców, relacje między klientem a kasjerem i jak to się ma do przestrzeni czasowej. Autor wysuwa wnioski ,że z biegiem czasu klient stał się o 100% bardziej roszczeniowy, wymagający nie wiadomo czego, niegrzeczny, potrafiący zrobić awanturę przy kasie o byle drobiazg, niewyrozumiały.
Szczególnie widać to na urywku z czasów pandemii. Wielka kolejka do kasy z zachowanymi odstępami i wrzask ludzi , podchodzącej kobiety w ciąży poza kolejnością. Należy się jej ten przywilej. Ale z opisu wnioskujemy jak ludzie odnoszą się w pewnych sytuacjach do siebie wilkiem.
Dużo sytuacji jest poza sklepem, bankiem itp. Wiele autor poświęcił miejsca w książce odwiedzinom dworców kolejowych, jazdy pociągiem, sprzedaży biletów.
Część opowiadań jest nawet humorystyczna.
Są też i tragiczne.
To pozostanie ze mną na dłużej.
Anin. Październik 2019. Dziewczyna ze słuchawkami smartfona w uszach. Zasłuchana w muzyce.
Przechodzi na druga stronę jezdni. Przepuściła jeden autobus. Następny bardzo zatłoczony zatrzymał się by przeszła. Jeszcze pomachała mu w podziękowaniu. Teraz tylko przejście przez tory kolejowe i do domu. Właśnie do domu już nie było jej dane dojść. W kapturze, ze słuchawkami na uszach raczej słabo słyszy się pociągi.
Weszła wprost pod koła. Maszynista włączył klakson i hamowanie. Nic więcej nie mógł zrobić.
Rówieśnicy dziewczyny za tę śmierć obwiniali cały świat.
Bardzo ciekawe są te zdarzenia-wspomnienia. Jedyne do czego można się przyczepić to sporo literówek w tekście.
Szkoda ,że korektor nie stanął na wysokości zadania.
Przeżycia jednak są autentyczne , za to właśnie cenię tę książkę. Nie ma koloryzowania i wymyślania na siłę.
Polecam! Książka objętościowo na jedno popołudnie, albo podczas podróży w komunikacji miejskiej , nie koniecznie PKP.
Zbiór króciutkich reportaży, wspomnień, anegdot, ciekawostek . Podróż sentymentalna do czasów PRL -u, ale nie tylko. Sięgamy głęboko wstecz do ubiegłego wieku, powoli przechodząc w czasy współczesne.
Książka zawiera 3 rozdziały i epilog.
Opisane zostały zakupy w PRL-u jak wyglądały od strony kupującego , a jak od strony kasjera.
Ciekawą rzeczą jest wspomnienie z...
2024-09-11
Felietony , reportaż, autobiografia, pamiętnik operatora CPR – 112 Romana Klasy.
Liczyłam ,że książka będzie w stylu Adama Kay’a. Chciałam się pośmiać, gdyż to lubię najbardziej w tego typu pozycjach. Otrzymałam zupełnie co innego ,gdyż autorowi nie o to chodziło.
Chciał pokazać trudy pracy w Centrum Powiadamiania Ratunkowego, rekrutację i szkolenie, realia tej służby, problemy Polaków z którymi dzwonią, sprzeczności w zarządzaniu na górze.
Nie podobało mi się jego stwierdzenie po sześciu latach niby wymarzonej pracy, po całkowitym wypaleniu się ,że nienawidzi ludzi.
Jakoś sobie trudno mi to wyobrazić, żeby pałać takim uczuciem do człowieka.
Myślę, że to było w afekcie i już teraz po latach w ten sposób by się nie wypowiedział.
Można nienawidzić tego z czym zetknął się nasz bohater podczas służby przez drugiego człowieka jak : złe czyny, niestabilność, żądania, wyzwiska , którymi delikwenci operują dzwoniąc w strasznych nerwach i desperacji pod 112; głupie, niestosowne żarty, bezmyślne telefony typu – zamówienie pizzy, niesłuszne ocenianie ich pracy przez media, przekleństwa , którymi sypią jak z rękawa, głuche telefony, wszystkie wypadki na autostradach, niepodporządkowanie się na drodze, przemoc w rodzinie, morderstwa, gwałty, pijaństwo, samobójstwa, obojętność na drugiego człowieka - /zawiadomienie 112, ale brak czasu podejścia do leżącego na ziemi/, niezrozumienie na wyższych szczeblach CPR /kierownictwo, dyrekcja , ministerstwo itd./, niewydolność systemu, niskie zarobki.
Ale człowieka za co nienawidzić? Jest taki sam jak my wszyscy.
Na pewno bardzo ciężka, stresująca, wyczerpująca, wyciskająca wszystkie soki z człowieka praca.
Mało płatna w stosunku do zaangażowania w nią. W tej pracy jest się cały czas, nawet w domu. Telefonów i rozmów się nie zapomina. One zżerają wnętrze człowieka, serce, duszę.
Tu nie ma miejsca na pomyłki w rozróżnieniu przypadków, a szczególnie w adresach zdarzeń.
Głupie żarty czy pomyłka powodują , że gdzieś służby alarmowe nie dojadą, tam gdzie ich najbardziej będą potrzebować.
Wiele z tej książki można się dowiedzieć. W szczególności ,że CPR nie wysyła karetek i innych do potrzebującego. On tylko przekazuje dalej komu trzeba. U niego jest przesiew. Natomiast adres ,czy miejsce , pod który ma podjechać pogotowie ratunkowe, straż pożarna, czy policja ma być przez nich ustalone na wejściu. I dlatego przekazanie przez petenta do CPR miejsca okoliczności zdarzenia jest bardzo ważne. Trzeba to dobrze sprecyzować, gdyż nazwy geograficzne powtarzają się w poszczególnych województwach. 112 to jest służba na cały kraj, w przeciwieństwie do tego , co sobie dzwoniący wyobraża. Jeżeli wykręca numer w Sopocie , to może ktoś ten telefon odebrać na centralce w Poznaniu.
Na końcu jest podana cała instrukcja jak dzwonić do CPR-u, co mówić, w jaki sposób.
Gdy weszłam w rytm książki i zastanowiłam się co chce Roman Klasa nam przekazać, zobaczyłam ,że tu wcale wesoło nie będzie. Uważam ,że jednak to jest bardzo cenna i ciekawa pozycja. Podobała mi się , gdyż to była sama prawda i tylko prawda. A lubię fakty a nie wymyślone rzeczy.
Przerażające jest to ,że do tej służby wcale nie idą wykwalifikowane kadry jak myślałam.
Bardzo dużo dowiecie się z tej książki, wiele detali niedostępnych dla zwykłego śmiertelnika.
I możecie sobie mówić co chcecie, najlepiej oceniać jak się samemu tam nie siedzi.
Zdania nie zmienię.
Bohater za wiele przeżył , by śmiać się opowiadać anegdoty , które byśmy chcieli usłyszeć.
Polecam tym , co chcą poważnie poczytać o tej pracy , a nie tylko się chichrać.
Felietony , reportaż, autobiografia, pamiętnik operatora CPR – 112 Romana Klasy.
Liczyłam ,że książka będzie w stylu Adama Kay’a. Chciałam się pośmiać, gdyż to lubię najbardziej w tego typu pozycjach. Otrzymałam zupełnie co innego ,gdyż autorowi nie o to chodziło.
Chciał pokazać trudy pracy w Centrum Powiadamiania Ratunkowego, rekrutację i szkolenie, realia tej służby,...
2024-08-16
Rodzaj reportażu podróżniczego, w efekcie bardziej zbiór felietonów, miniesejów, impresji, wspomnień opartych na faktach, dotyczących Japonii a raczej samych Japończyków.
Wewnętrzne przeżycia autorki, nie turystyczne lecz bardziej w ramach ciekawostek z tego kraju.
Wciągająca treść troszkę przytłacza wiadomościami, stąd książka podzielona na trzy części. Autorka przedstawia nam swoje osobiste przeżycia związane z tym krajem. Poznawanie Japonii od strony kultury i historii. Daje się zauważyć wielką fascynację tym krajem przez autorkę, jej emocjonalne przeżycia.
J.Bator wyłuszcza nam odcień egzotyczny Kraju Kwitnącej Wiśni, to co w naszej kulturze wydaje się dziwne i niezrozumiałe.
Japonia nie jest zobrazowana w formie portretu ,a raczej podsumowana od strony jej specyfiki społeczno-kulturoznawczej, mentalności społeczeństwa.
Dziwne dla nas , dla społeczeństwa japońskiego nie .
Seksualność: automaty z nieszablonowymi , cudacznymi akcesoriami, seks wirtualny; kuszenie i czarowanie lolitek.
Samotność i wykluczenie społeczne – nakaz moralny samobójstwa jako zachowanie honoru.
Izolacja młodych ludzi, zagłębienie w świecie wirtualnym.
Autorka wszystkich wiadomości nie wyrzuca nam kawę na ławę, lecz stara się zasugerować , co jest najważniejsze i czego czytelnik może się doszukać w literaturze i poszerzyć horyzonty. Ona nam tylko, nakreśla na co warto zwrócić uwagę.
Porównuje subtelności , które dzielą kulturę europejską od tej , którą spotyka się w Japonii.
Prowadzi obserwacje, bada, pisze to co widzi ,a nie ocenia.
W trzecim dziale ,,Heterotopie'' pisze o tym, co najbardziej utrwaliło się w naszej kulturze – manga, anime, gry komputerowe, przedstawiając subkulturę otaku w kontekście kraju, z której się wywodzi.
Świetna książka , gdyż pokazuje Japonię od zupełnie innej strony , która znana jest dla przeciętnego człowieka z bonsai , suhi, kimona, gejsz i samurajów. Kompletna przepaść kulturowa.
Polecam dla tych , co już dużo wiedzą o tym kraju jak i dla laików, a może dla tych co chcą się skusić na egzotycznie kulturową podróż w realu.
Rodzaj reportażu podróżniczego, w efekcie bardziej zbiór felietonów, miniesejów, impresji, wspomnień opartych na faktach, dotyczących Japonii a raczej samych Japończyków.
Wewnętrzne przeżycia autorki, nie turystyczne lecz bardziej w ramach ciekawostek z tego kraju.
Wciągająca treść troszkę przytłacza wiadomościami, stąd książka podzielona na trzy części. Autorka...
2024-04-27
Premiera! Książka większego formatu, twarda oprawa. Przerażający reportaż wraz z częścią historyczną, poświęcony uzdrowisku Rabka Zdrój, z dawnych spojrzeń dziecięcych oczu, dziś dorosłych ludzi. Oparte na faktach. Udokumentowane zdjęciami, dokumentami, przedrukami, artykułami, wycinkami z gazet, broszurami, starymi rycinami, widokówkami, pocztówkami, planami budynków. Jest tego mnóstwo. Autorka napracowała się i rzetelnie wykonała swoją pracę.
Historia coś w rodzaju rodem ,, Doktórka od familoków ’’ Magdaleny Majcher. Nie jest jednak w tym wypadku powieść. Zbiór reportaży w formie opowiadań.
O czym my się jeszcze dowiemy teraz w XXI wieku? A nasi rodzice wcale nie znali tych faktów, co jest bulwersujące dodatkowo.
Okładka praktycznie aż tak nie zachęca do czytania. Wydaje się jakimś przewodnikiem po uzdrowisku. Można się pomylić.
Zaczynając zagłębiać się w treści, dopiero człowiek zatraca się na dobre. Czyta się bardzo szybko, bo wciąga, napisana prostym językiem. Zacytowane wypowiedzi i relacje osób , które przeżyły tam piekło.
Opisana Rabka z całą swoja historią . Daje spojrzenie z jednej strony dobre , z drugiej wprost wstrząsające. Na mnie jednak podziałało to drugie.
Omówiono cały przekrój historyczny sięgając grubo wstecz do XIX wieku, przez międzywojenny okres , przez wojnę i długie lata po wojnie, zakłamany PRL . Historia kołem się toczy.
Książka jest bardzo gruba. Wiele opowiadań – rozdziałów. Oto one:
Grzebanie I, Zamysł, Republika skrzatów, Dobry uczynek, Źródełko, Kwiatuszek,
Początki I, Wyblakłe i zołzowate, Miastowy, W oddzieleniu, Tępaki , nieuki; Miejscowe,
Początki II, Turnus, Dyscyplina, Dwór, Lewy, Pańskie, Zakłady, Kolonia, Raj utracony, Enklawa, Panny z Tereski, Wspomnienia z ,, Rabeego’’, Pożegnania, Pocztówka z obozu, Grzebanie II, Siły nienadające się, Ćwiczeniówka, Słoneczna, Sprawy tylko dla dorosłych, Tadé ,Zły przykład, Nowy Świat, Ul i muzeum, Ksiądz, Rabcio Zdrowotek, Pałac Zdrowia, Księstwa lekarskie, Słodki Orzełek, Święto, Słoneczka dwa, W potrzasku, Upadek, Grzebanie III, Przez przypadki.
Na końcu podana bibliografia, przypisy.
Z przyjemnych wspomnień jest np. Rabcio Zdrowotek, to już po wojnie. Organizowanie teatrzyków.
Zacytuję:
,,Największy przyjaciel rabczańskich dzieci objawił się po raz pierwszy w 1949 roku w sanatorium działającym w dawnym Oficerskim Domu Wypoczynkowym. Pod postacią niewielkiej pacynki wyszedł do małych pacjentów w przerwie zorganizowanego dla nich przedstawienia
,,O krasnoludkach i sierotce Marysi’’ i zapytał:
– Jak mam na imię? Dzieci nazwały go Rabcio, bo z Rabki. Do tego przydomek Zdrowotek, od życzenia, by pomagał widzom dochodzić do zdrowia. Duszek teatru potraktował swoją rolę poważnie, od razu napominając dzieci, żeby były grzeczne i ładnie jadły, choć sam też wyglądał na siedmioletniego chłopca i wjeżdżał na scenę hulajnogą’’.
Takiej miłej i sympatycznej scenerii jest mało.
Nie zapominajmy ,że cofamy się mocno w historii Rabki.
Przeważnie początkowo omówiono śmierć dzieci, podając nazwiskami z ksiąg kościelnych, epidemie, biedę, choroby, głód, brak wody, prądu itd.
Likwidacja społeczności żydowskiej itd.
Przez to wszystko musimy przebrnąć.
I gdy wydaje się ,że nadszedł entuzjastyczny okres powojenny , dochodzi do dramatu PRL-owskiego. W najśmielszym oczekiwaniu nie myślałam ,że w sanatoriach i prewentoriach dziecięcych mógł odgrywać się taki horror.
Początek lat siedemdziesiątych- zima.
Cytuję:
,,Nikt nie zajął się mną w takim sensie, żeby przytulić czy uspokoić, tylko marsz za rękę do łazienki. To, co się stało potem, było jednym z najgorszych przeżyć w moim życiu. Serio, w całym życiu. Bo do dziś, jako dorosła osoba, gdy widzę jakieś zdjęcia dokumentalne czy filmy dotyczące obozów koncentracyjnych, to od razu… ’’
,,Dzieci płakały w tej łazience okropnie, wszyscy dosłownie ryczeliśmy jak bobry, zanosząc się krzykiem i zalewając łzami. Te babki, pielęgniarki, się na nas wściekały, ciągnęły nas za ręce. Łazienka była duża. Z obu stron miała wanny, takie długie, niektóre dzieci wsadzano do jednej po kilkoro, a cała podłoga była wykładana drewnianymi listwami, które były śliskie. Nogi nam między nie wpadały. Pielęgniarki ustawiły nas pod oknem i polewały z takiego wielkiego szlaucha.’’
,,Na korytarzu zawsze paliło się światło. W sali były cztery łóżka, moje stało przy drzwiach, zza których czasem dochodziły dziwne odgłosy: krzyki i płacze. Któregoś dnia inne dzieci śmiały się, rozmawiały i znienacka do pokoju wpadła pielęgniarka, nawrzeszczała i przyrżnęła jednemu i drugiemu po głowie. Ja zdrętwiałam, leżałam pod kołdrą jak martwa i chyba tylko to mnie uratowało. Zrozumiałam, co oznaczały te dźwięki dochodzące z pokoi obok ’’.
Rok Czarnobyla – lato 1986 .
Cytuję:
,,Miała jedenaście lat, podobnie jak jej dwie przyjaciółki i jeszcze dwie inne dziewczynki z Poznania, które też dostały się na kolonie do Rabki-Zdroju. Co prawda zdrowotne, ale zawsze coś.’’
,,– Wiem, że może to zabrzmieć dziwnie – mówi – ale dla mnie wtedy było to doświadczenie porównywalne do tego, co mogli odczuwać ludzie trafiający do więzień albo obozów. I tak mi się do dziś Rabka kojarzy. Na wejściu okazało się, że muszą oddać rzeczy osobiste’’.
,,Po konfiskacie dobytku – badania, powtarzane odtąd codziennie. Ważenie, mierzenie, pobieranie krwi, sprawdzanie wzroku, wydolności płuc. Odmarsz do pokoju’’.
,,Wieczorem zbiorowa kąpiel w asyście pielęgniarek dyrygujących ruchem. Dziwne zachowanie jednego z wychowawców, który często, zbyt często zaglądał do umywalni pełnej roznegliżowanych dziewczynek’’.
Rok 1991.Sanatorium dziecięce dla cukrzyków. Głód i ciągły strach.
Cytuję:
,,Przykładowo kolacja, którą przynosili nam do pokoju wychowawcy, składała się z dwóch misek: w jednej były skrawki suchego chleba, w drugiej zeschły twaróg’’.
To są mikro urywki, takich ,,kwiatków’’ jest dużo, dużo więcej.
Poczytacie sobie. Jakie straszne konsekwencje i traumę pozostawiło to na psychice dorosłych osób.
Książka jest niesamowita. To co się działo, woła o pomstę do nieba!
Jeżeli interesujecie się tą tematyką , posiadacie dzieci , zajrzyjcie chociaż do nowej premierowej książki.
Przecież to w końcu działo się tak niedawno. Książka pokazuje jak na przestrzeni czasu zmienił się stosunek do dzieci i zakres czystości i higieny.
Polecam!
Premiera! Książka większego formatu, twarda oprawa. Przerażający reportaż wraz z częścią historyczną, poświęcony uzdrowisku Rabka Zdrój, z dawnych spojrzeń dziecięcych oczu, dziś dorosłych ludzi. Oparte na faktach. Udokumentowane zdjęciami, dokumentami, przedrukami, artykułami, wycinkami z gazet, broszurami, starymi rycinami, widokówkami, pocztówkami, planami budynków. Jest...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-04-02
Doskonała powieść autobiograficzna w wersji okrojonej /1 rok/ , napisana w formie dziennika, pamiętnika , na prawdziwych faktach bez koloryzacji i pudrowania rzeczywistości. Poświęcona pracy księgarza, bibliofila we własnym antykwariacie, w dużej mierze w dziale księgarskim.
Największy szkocki antykwariat rzeczywiście istnieje w małym miasteczku Wigtown i prowadzony jest przez
autora naszej książki młodego Szkota Shauna Bythella. Oprócz bogatego zbioru książek, czytelni w fotelach przy kominku, stoją pięknie usytuowane do nabycia ciekawe rustykalne meble, nawet drewniane laski, dostarczane przez jednego z klientów – czytelnika. Całości charakteru tego przybytku nadaje stojący na straży w gotowości bojowej słynny czarno-biały kot Kapitan, uwieńczony na okładce książki.
O tym wszystkim i o kocie możemy przeczytać w pamiętnikach.
Treść poparta pięknymi czarno – białymi fotografiami. W ramach ciekawostki dodatkowo jak ktoś się pokusi poszukać, może wnętrze antykwariatu pooglądać w necie. Jest bardzo imponujące.
Muszę przyznać, że nie zawiodłam się ani trochę na tej genialnej książce. Dzięki wydawnictwu Insignis poznałam wspaniałych autorów , którzy umieją pisać w podobnym stylu z sarkastycznym humorem i naprawdę ten ich sposób wyrażania się trzeba lubić, żeby się dobrze bawić. Są to: Jeremy Clarcson, Adam Kay i Shaun Bythell, który dzięki tej publikacji dołączył do mojego ulubionego grona trójcy.
Treść nie jest ani nudna , ani jednostajna. Praktycznie cały czas coś się dzieje. Postacie z obsługi antykwariatu są bardzo osobliwe, kolorowe i wnoszą prawdziwy dynamizm. Dodatkowo pikanterii dodają klienci kupujący, przynoszący książki do wyceny, czy tylko przeglądający literaturę w fotelu, ci zrzędzący, uprzejmie mili, wesołe dzieciaki i dużo dużo innych.
W antykwariacie zawsze coś się dzieje. Aż wrze. Jak nie ma klientów, to kot Kapitan ściąga swoich futrzastych kumpli przez klapę w drzwiach i wtedy jest nad wyraz wesoło , tylko nie wiem w którą stronę i z jakiej perspektywy patrzeć, raczej czytelnika.
Shaun często też opuszcza miejsce pracy w poszukiwaniu ciekawych zbiorów książek, które mu ludzie proponują. Praca w terenie też jest interesująca i pełna przygód.
Dostajemy również na dłoni życie prywatne właściciela antykwariatu , jego fajną dziewczynę Annę, spędzane z nią weekendy , ale nie tylko z nią , bo mamy dużo scenek z popołudniówek w barze piwnym, z łowienia ryb , jak i rejs na żaglówce z kumplem. Ten ostatni /słowo harcerza!/ to już bardzo humorystyczny. Goło i wesoło! Obiecuję!
W antykwariacie śledzimy różnego rodzaju przepychanki Shauna z Amazonem i Abe - Books, kupno starych i nowych książek, zamówienia, zapisy i członkostwo w Klubie Przypadkowych Książek, obchody całego miasteczka dorocznego festiwalu, organizowanego po części przez Shauna jako literacko-książkowy, włączenie się do programu ekologicznego ,związanego z reklamówkami, udział w kursie rysowniczym, prowadzeniu literackiego antykwarycznego bloga internetowego, zabawa w konkursie na dowcipną literacką pocztówkę i inne.
Przedstawiam cytat jednej z tych pocztówek:
,,Kopciuszku! - wrzasnęła Macocha, zraszając klientów śliną i obsypując ich rudymi włosami.
- DLACZEGO w kominku jest napalone i DLACZEGO te 40 pudeł zapleśniałych książek jest schludnie poukładanych i DLACZEGO sprawnie zrealizowałaś zamówienia? Doprowadzasz mnie do SZAŁU! Idź rozrzedzić zupę i nakarmić kota śmietanką. DLACZEGO te wszystkie pieniądze są w kasie? Już nigdy więcej nie dostaniesz spleśniałego deseru!’’
Praktycznie to można przez całą książkę się rechotać.
Są chwile wzruszające jak Shaun na prośbę pani z opieki społecznej przyjmuje do pracy niepełnosprawnego chłopca. Inny przykład , gdy pięcioletnie dziecko chce kupić prezent mamie , a ma w kieszeni tylko 4 funty. Wyższa cena zostaje dla niego natychmiast zniwelowana.
Są chwile pełne śmiechu /tych najwięcej/ , podziwu, wzruszenia, zdziwienia, smutku, zaskakujące, emocjonujące i inny szeroki wachlarz różności.
Autor ma swoiste poczucie humoru . W sposób obrazowy z sarkazmem , drobną złośliwością, uszczypliwością przedstawia nam swoją ulubioną pracownicę Nicky. Jest ona naprawdę nietypowa, wyjątkowa i ubarwia życie w sposób konkretny.
Jeden z cytatów o niej:
,,Nicky przyszła w letnim stroju – zimowy skafander aż do listopada będzie leżał odłogiem. Dzisiejsza kreacja składała się z długiej spódnicy z jakiegoś siatkowego materiału, własnoręcznie uszytej prążkowanej koszuli i brązowej tuniki(również chałupniczej produkcji). Z łatwością mogłaby statystować w jakiejś niskobudżetowej adaptacji Robin Hooda’’.
Każdy miesiąc pamiętnika zaczyna się cytatem sławnego pisarza George Orwella, który pracował w swoim czasie w podobnym antykwariacie Bookshop Memories w Londynie.
Każdy zaś dzień zaczyna się ilością zamówień internetowych i zdolnością realizacji. Kończy się zaś podsumowaniem pieniędzy w kasie oraz liczbą klientów ,która odwiedziła sklep .
Przez książkę przetacza się mnóstwo tytułów i autorów książek, o których nawet nigdy nie słyszałam. Można sporządzić własną listę, korzystając z podpowiedzi. To taka polecajka autora.
Na koniec przytoczę cytat co autor sądzi o pewnej książce.
,,Przeglądając pudła z Haugh of Urr, trafiłem na rozmówki francuskie wydawnictwa Collins.
Wakacje musiałyby być naprawdę okropne, jeśli ktoś potrzebowałby następujących zwrotów:
- Ktoś wpadł do wody
-Potrafi pan zrobić temblak?
-Ona została przejechana
-Proszę mi pomóc go przenieść
-Chcę , żeby zrobili mi prześwietlenie
-Proszę zostawić mnie w spokoju’’. Itd.
Jeżeli do tej pory nie przekonałam was kochani do przeczytania lektury, to znaczy, że raczej wolicie mocne wrażenia kryminału lub horroru.
Dziennik jest cudowny!
Książkę polecam tym , którzy pragną choć odrobiny spokoju w życiu i chcą się zresetować, odkręcić wentyl. I prawdziwie się pośmiać, jeżeli swoisty humor autora wam odpowiada.
Doskonała powieść autobiograficzna w wersji okrojonej /1 rok/ , napisana w formie dziennika, pamiętnika , na prawdziwych faktach bez koloryzacji i pudrowania rzeczywistości. Poświęcona pracy księgarza, bibliofila we własnym antykwariacie, w dużej mierze w dziale księgarskim.
Największy szkocki antykwariat rzeczywiście istnieje w małym miasteczku Wigtown i prowadzony jest...
2024-01-25
Uwielbiam Clarksona, ale w porównaniu z serią rolniczą akurat ta książka mniej mi przypadła do gustu. Rolnicza seria, wszystkie trzy tomy o farmie była cudowna.
Mankament główny to ,że cały czas w felietonach powołuje się na różne osoby nazwiskami, które dla większości Polaków nie są znane ,ani z nikim kojarzone jak goście ze świata celebrytów , show - biznesu, polityki.
Książka w Wielkiej Brytanii jest zrozumiała przez czytelników, ale tłumaczona na języki w różnych krajach już nie, tym bardziej ,że brak jest odnośników do poszczególnych nazwisk itp.
Clarkson w swoich felietonach wypowiada się w wielu dziedzinach dotyczących rządzenia, brexitu, ekologii, przyrody, architektury , muzyki klasycznej, zaludnienia, audycji ,,Milionerów’’, skrótów stosowanych w e-mailach, salonów SPA i dużo, dużo innych.
Jak zawsze jest prześmiewczy, z doskonałą dawką humoru, ironią i wypowiedziami z przekąsem.
Pod tym względem jest rzeczywiście niezastąpiony.
Clarkson ocenia tutaj stan rzeczy ze swojego punktu widzenia jako celebryty, gwiazdy.
To nie oznacza ,że musimy we wszystkim się z nim zgadzać. Akurat po części jego opinii i obserwacji jestem za, nawet w większości.
On nie jest znawcą ani ekspertem, po prostu pisze , w jaki sposób on to odbiera. Nie wywyższa się kompletnie, ma duży dystans do siebie. Za to go cenię.
Bardzo mnie rozśmieszyło jak wypowiada się na temat biżuterii ,o kamieniach szlachetnych jak i sztucznych błyskotkach.
Opowiada całą swoją przygodę przy zakupach kolczyków dla ukochanej. Tak się świetnie na tym zna, że pisze,, Równie dobrze mógłbym poprosić moją mamę, żeby dokonała inspekcji kotła na pokładzie parowca’’.
Wypowiada się o sobie w oczach innych osób, nazywając siebie ,,spasłym staruchem’’.
Zadziwiające jest jak z rezerwą to traktuje.
Felietonów jest mnóstwo, myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Humor na cały dzień zapewniony.
Odejmuje jedną gwiazdkę za nazewnictwo, o którym wspomniałam na początku. Mocne 9 gwiazdek.
Uwielbiam Clarksona, ale w porównaniu z serią rolniczą akurat ta książka mniej mi przypadła do gustu. Rolnicza seria, wszystkie trzy tomy o farmie była cudowna.
Mankament główny to ,że cały czas w felietonach powołuje się na różne osoby nazwiskami, które dla większości Polaków nie są znane ,ani z nikim kojarzone jak goście ze świata celebrytów , show - biznesu,...
2024-01-04
Trzecia część książki o kocie Nieteraz i psie Nierusz również nie jest typowym poradnikiem jak pierwsza czy druga część. Malunki w czarno-białej odsłonie okraszone różem i czerwienią.
Książka jest gruba ,okładka miękka.
Różni się jednak od dwóch poprzednich. Jest to trochę powieść z rozdziałami , odrobinę pamiętnik z komiksowymi ilustracjami. Ma jednak coś w sobie z takiego informatora ,,Żyć jak kot’’. Przede wszystkim skierowana jest do dorosłych, a nie do dzieci. Stanowi idealny pomost między Wielkimi Ogarniaczami Życia czy Pracy Pana Buka i Pani Bukowej. Tu pragnę napomknąć, że warto z tymi Ogarniaczami się wcześniej zapoznać przed czytaniem trzeciej części kociej.
Ta książka ma jeden wspólny mianownik z poprzednim cyklem .Jeżeli przeczytacie bez Ogarniaczy, to wyda wam się ,że jest słabsza w stosunku do dwóch poprzednich. A tak nie jest.
Jest tu dużo swoistego humoru, ale typowego dla Państwa Buków. Trzeba lubić ten rodzaj, żeby docenić książkę. Lektura jest satyrą na współczesne życie .
Prześmiewcza jeżeli chodzi o pewne wady Polaków. Przykładowo wytyka np. kupowania na umór jak jest promocja na niektóre towary. Potrzebne czy nie , to brać, kupować i nie żałować. A ,że np. jest to produkt spożywczy, którego w domu nikt nie będzie jadł, bo nie lubi, to nic nie szkodzi. Jest za bezcen.
Chce się kupić jedną rzecz przemysłową, ale przykładowo przy nabyciu 5 listew elektrycznych , będzie dużo taniej, to kupujemy pięć itd.
Jest mnóstwo historii o nicnierobieniu, o pracy zdalnej przed kamerą i związane z nią pełne humoru sytuacje; o treningach personalnych na siłce, o potrzebach uczuciowych kobiet i inne.
Autor wykazał się doskonałą znajomością kocich i psich zwyczajów, ich codziennego trybu życia, tajników postępowania.
Nie ma tu wymądrzania się , ale zwykła codzienność i w dodatku trafna w dziesiątkę.
Można się pośmiać , aż za bardzo i dosyć często.
Chwilami wydaje mi się ,że widzę moje własne koty i psy.
Akcja toczy się w domu Adriana i Beaty z mieszkańcami takimi jak kot i pies.
Narratorem i ,,autorem’’ jest typowy kot internetowy rodem z memów, którego możemy spotkać na Instagramie lub Facebooku oraz świetny , pocieszny i bezgranicznie oddany swojemu państwu pies.
Psa w tej części jest dużo, dużo mniej. Głównie skupiamy się na Beacie, która czerpie mądrości z poradników i z autopsji , jak upodobnić się do kota, żeby mieć lepsze życie.
Obserwacje ze swojego punktu widzenia prowadzi również kot Nieteraz w drugą stronę.
Jest też prawdziwa delicja - kocia niespodzianka, ale to już trzeba przeczytać samemu. Będziecie zadowoleni.
Ilustracje doskonale dopełniają tekst i pomagają zrozumieć niektóre scenki.
Bardzo polecam!!!! Dla wszystkich kociarzy, psiarzy i wielbicieli Wielkich Ogarniaczy Życia Pana Buka i Pani Bukowej.
Dawno tak się nie ubawiłam.
Polecam z całego serca obydwa cykle książek.
Trzecia część książki o kocie Nieteraz i psie Nierusz również nie jest typowym poradnikiem jak pierwsza czy druga część. Malunki w czarno-białej odsłonie okraszone różem i czerwienią.
Książka jest gruba ,okładka miękka.
Różni się jednak od dwóch poprzednich. Jest to trochę powieść z rozdziałami , odrobinę pamiętnik z komiksowymi ilustracjami. Ma jednak coś w sobie z...
2023-12-22
Cudowna powieść w formie złożonego z 7-dniowego dziennika dyżurów młodego lekarza stażysty internisty, pracującego na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym i Oddziale Opieki Paliatywnej.
Treść i forma przypomina mi książki Adama Kay’a ,,Świąteczny dyżur’’, ,, Będzie bolało’’. Nawet pokusiłabym się o ocenę ,że jest dużo lepsza od nich. W głównej mierze bardziej optymistyczna niż u Kay’a, o ile można tak powiedzieć o akcji ,która toczy się w szpitalu.
Wydarzenia są oparte na prawdziwych faktach, tylko dane osobowe zostały zmienione.
Nasz dr. i zarazem autor pamiętnika, każdej osobie z personelu medycznego i wszystkim pacjentom nadał indywidualny ,,pseudonim operacyjny’’.
Autor mówi wyraźnie, że życie w szpitalu , to nie serial medyczny tylko szczera prawda.
Młody francuski lekarz Beaulieu Baptiste pobił rekordy notowań medycznego bloga, prowadzonego z autopsji oraz związanych z jego osobą pacjentów.
Autor i lekarz ma niesamowite poczucie humoru i w tak ciężkich warunkach pracy, gdy spotyka się na każdym kroku ze śmiercią, często spowodowaną samobójstwem, nie tylko chorobą i starością, potrafi zaklinać rzeczywistość.
W opowieści znajdujemy wątki humorystyczne z bardzo dowcipnym językiem lekarza jak również elementy tragiczne, śmierć, różne choroby z opisem ich rozpoznania w prostym języku, przypadki wypalenia zawodowego, błędy i gafy lekarskie.
Stara się przekonać czytelników ,że śmierć nie jest umieraniem tylko końcem życia. Nazywa ją tęczowym kucykiem w obłokach.
Przedstawia niesamowity zespół lekarski, stażystów, którzy zawód lekarza traktują jako służbę drugiemu człowiekowi , powołanie, pracę z potrzeby serca z wyjściem naprzeciw potrzebującemu.
Jest przedstawicielem tej grupy lekarskiej, która bardzo angażuje się w życie pacjentów, przeżywa ich leczenie. Nie zawsze jednak można pomóc w każdym przypadku . Lekarze to jedyna grupa społeczna , która najbardziej boi się śmierci, gdyż wie, co ich czeka.
Lekarze wbrew pozorom , jak to widzą inni przywiązują się do pacjentów, nie wszyscy mogą to okazywać, ale tak jest. Oziębłość w stosunku do pacjentów jest sztucznie postawioną barierą ,by nie cierpieć za mocno, jak będzie odchodził, by umieć przekazać rodzinie złe wieści.
Książka jest o relacjach lekarz-pacjent , patrząc od tej drugiej strony czysto lekarskiej. Najważniejsza jest więź lekarza z pacjentem, która formuje się podczas rozmowy. Liczy się człowiek , jego życie ,a nie przypadek chorobowy.
Szpital pokazany jest ze wszystkich możliwych stron poprzez różne oddziały, pracę przełożonych, lekarzy z ogromnym doświadczeniem, pielęgniarki o złotym sercu, położne, salowe, poprzez rozmowy z pacjentami tymi naprawdę chorymi i tymi symulującymi. Przedstawia zatrważające chwile, jak też humoreski i anegdoty w dniu codziennym czy na nocnym dyżurze, życie w szalonym pędzie , by do wszystkich zdążyć na czas . Dziennik może okazać się dla niektórych chaotyczny czy sceny z pacjentami za krótkie, ale tak wygląda życie w szpitalu, trzeba do wszystkich dotrzeć, nikogo nie opuścić, by po równo obdzielić, wysłuchać i potrzymać za rękę. Poświęcenie więcej czasu jednej osobie odbywa się kosztem drugiego pacjenta. Każdy pacjent jest ważny bez względu na jakiekolwiek podziały polityczne, religijne, koloru skóry, czy orientację seksualną.
Lekarz jest jak balsam dla duszy i ciała pacjenta, choruje nie tylko ciało ale i osobowość. Być lekarzem to iść na spotkanie drugiego człowieka.
Książka ukazuje również jak zwierzęta są ściśle związane ze swoimi opiekunami , wszystko rozumieją i zdają sobie sprawę z ich chorób, wyczuwają śmierć. Pokazano to w przypadkach ,gdy ratownicy medyczni jeżdżą na interwencję w teren poza szpital.
Książka wywołuje w nas różne skrajne emocje jak śmiech, radość, współczucie, protest przeciwko bezradności, bólu, cierpieniu, samotności; łzy, krzyk, stres, oburzenie, obrzydzenie, strach, gniew, wdzięczność, miłość, empatię.
Beaulieu Baptiste chciał pojednać dwie strony chorych i leczących lekarzy .
Myślę, że trochę się mu to udało, pod warunkiem, że czytelnik naprawdę już wcześniej nie zraził się na amen do nich i nie chce słuchać żadnych wywodów, ocenia medyków zbyt powierzchownie.
A lekarz to też człowiek , który ma uczucia.
Książka jest swoistą rodzaju perełką. Mimo chwil dramatycznych, pokochałam ją w całości. Schwyciła mnie za serce. Uwierzyłam bardziej w lekarzy.
Życzyłabym sobie spotykać na swojej drodze, no jeśli już muszę, tylko takich jak opisał francuski doktor. Wiadomo jednak, że różnie to bywa.
Polecam gorąco lekturę!
Cudowna powieść w formie złożonego z 7-dniowego dziennika dyżurów młodego lekarza stażysty internisty, pracującego na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym i Oddziale Opieki Paliatywnej.
Treść i forma przypomina mi książki Adama Kay’a ,,Świąteczny dyżur’’, ,, Będzie bolało’’. Nawet pokusiłabym się o ocenę ,że jest dużo lepsza od nich. W głównej mierze bardziej optymistyczna...
2023-11-07
Genialna książka byłego lekarza ginekologa-położnika, który minął się z powołaniem i obecnie sprawuje inną profesję.
Adam Kay pisał swoje dzienniki lekarskie po godzinach pracy, wszystko rzetelnie notował.
Ma lekkie pióro, dystans do siebie, poczucie humoru, sarkastyczny język i przynajmniej dla mnie przypomina w swoim stylu J. Clarksona.
Opisuje warunki życia w różnych szpitalach brytyjskich , w których pracował , pnąc się po szczeblach drabiny od stażysty w górę do starszego rezydenta.
Pisze tak realistycznie , nic nie upiększając ani nie umniejszając służbie zdrowia.
Czytając mamy już pewność ,że mrzonki o zagranicznych szpitalach to są nasze wyimaginowane nierealistyczne wyobrażenia.
Szpital brytyjski i służba zdrowia jest zupełnie podobna do naszej polskiej.
Lekarze są tylko ludźmi wszędzie, a druga strona, którą reprezentują pacjenci okazuje się za bardzo wymagająca.
Mit o lekarzach zarabiających krocie i nicnierobiących pozostanie legendą, dla niemających o tym pojęcia.
Młodzi lekarze nie mają właściwie żadnego prywatnego życia, sterani pracą, wracając do domu również żyją tylko nią. Nie mają czasu na sen, na potrzeby fizjologiczne w szpitalu, na spożycie posiłku.
Są wiecznie w biegu. Często młodemu lekarzowi stażyście pozostawia się odpowiedzialność za życie kilku pacjentów naraz na jego głowie. Wiadomo, że nie można czegoś zrobić idealnie , jeżeli trzeba się rozdwoić lub podzielić na cztery części czy sześć w ciągu tego samego czasu.
Praca bardzo ciężka , nad wyraz odpowiedzialna za zdrowie i życie innego człowieka, zarobki odwrotnie proporcjonalne do wykonywanych obowiązków, dyżury w ciągłym stresie.
W dodatku lekarz jest takim samym człowiekiem jak pacjent , tylko tym się różni ,że nie ma czasu na chorowanie. A przecież też może być niezdrowy. Nie jest Bogiem. Jak często zapominamy o tym.
Tytułowe ,, Będzie bolało’’ jest to stwierdzenie nie tylko dla pacjenta , który znalazł się chory w szpitalu, ale dla wszystkich , którzy przeczytają tę książkę i poznają rzeczywiste fakty strony służby medycznej.
Książka jest piękna sama w sobie. Momentami wzrusza, często wprowadza w dobry nastrój, pobudza nawet do głośnego śmiechu, by zaraz dostać zimną wodą z wiadra na głowę.
Jakie były powody porzucenia zawodu przez A. Kaya, jeżeli kogoś to ciekawi , ten sam przeczyta w tej książce.
Polecam z całego serca, będziecie płakać, śmiać się i podziwiać lekarzy na zmianę.
Nie zabraknie też trudnych momentów, gdyż nie każdemu pisane jest wyjść ze szpitala.
Jedno jest pewne ,bardzo warto zapoznać się z lekturą. Ja już przymierzam się do kolejnych książek A. Kaya.
ps. Jeżeli ktoś się boi ,że nie zrozumie pewnych fachowych pojęć lekarskich, to uprzedzam ,że wszędzie są odnośniki.
Genialna książka byłego lekarza ginekologa-położnika, który minął się z powołaniem i obecnie sprawuje inną profesję.
Adam Kay pisał swoje dzienniki lekarskie po godzinach pracy, wszystko rzetelnie notował.
Ma lekkie pióro, dystans do siebie, poczucie humoru, sarkastyczny język i przynajmniej dla mnie przypomina w swoim stylu J. Clarksona.
Opisuje warunki życia w różnych...
2023-11-12
Druga część, równie genialna jak pierwsza byłego lekarza ginekologa-położnika, który minął się z powołaniem i obecnie sprawuje inną profesję.
W tej części skupiamy się na dyżurach szpitalnych wyłącznie odbytych w okresie świątecznym od 2004 roku, z roku na rok, aż do tych ostatnich , po których już została podjęta dojrzała decyzja.
Adam Kay pisał swoje dzienniki lekarskie po godzinach pracy, wszystko rzetelnie notował.
Ma lekkie pióro, dystans do siebie, poczucie humoru, sarkastyczny język i przynajmniej dla mnie przypomina w swoim stylu J. Clarksona.
Opisuje warunki życia w różnych szpitalach brytyjskich , w których pracował , pnąc się po szczeblach drabiny od młodszego stażysty w górę do starszego rezydenta.
Pisze tak realistycznie , nic nie upiększając ani nie umniejszając służbie zdrowia.
Czytając mamy już pewność ,że mrzonki o zagranicznych szpitalach to są nasze wyimaginowane nierealistyczne wyobrażenia.
Szpital brytyjski i służba zdrowia jest zupełnie podobna do naszej polskiej.
Młodzi lekarze nie mają właściwie żadnego prywatnego życia, sterani pracą, wracając do domu również żyją tylko nią. Nie mają czasu na sen, na potrzeby fizjologiczne w szpitalu, na spożycie posiłku.
Nie mają nawet rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia, a to właśnie przede wszystkim. Często cierpi na tym rodzina, szczególnie gdy sytuacja się powtarza z roku na rok . Niestety jednak zawsze jest tak samo. Służba zdrowia nie ma przerw w pracy. Jest zawsze gotowa pomagać ludziom i stać na straży.
Święta fundują lekarzom chyba największy dramat, którego można by było uniknąć choć raz w roku: Bożonarodzeniowe grypy i zapalenia płuc pulmonologom; zatrucia pokarmowe i norowirusy gastrologom, śpiączka cukrzycowa po świątecznych wypiekach endokrynologom; wywinięcia orła na oblodzonym chodniku ortopedom. Powinno się tak wymieniać bez końca , jak np. wystrzeliwane korki od szampana powodujące śliwy pod okiem, poparzenia blachą z piekarnika, porażenie prądem od lampek choinkowych, zadławienie się kością z indyka, a wreszcie ofiary wypadku prowadzonych aut pod wpływem alkoholu.
To tylko niektóre z nich przykłady. Lista jest dość długa.
Autor apeluje do społeczności i wszystkich obywateli ,żeby chociaż raz w okresie świątecznym dali pożyć sobie i tym udzielającym pomocy, pamiętając ,że pół miliona osób w Wielkiej Brytanii zatrudnionej w społecznej służbie zdrowia spędza ten czas w pracy. I są to nie tylko lekarze, ale portierzy, fizjoterapeuci, farmaceuci, pielęgniarki, położne i dużo, dużo więcej pracowników z obrębu szpitalnego.
Okażcie im wszystkim wdzięczność , Polski to też dotyczy!
Są wiecznie w biegu. Często młodemu lekarzowi stażyście pozostawia się odpowiedzialność za życie kilku pacjentów naraz na jego głowie. Wiadomo, że nie można czegoś zrobić idealnie , jeżeli trzeba się rozdwoić lub podzielić na cztery części czy sześć w ciągu tego samego czasu.
Praca bardzo ciężka , nad wyraz odpowiedzialna za zdrowie i życie innego człowieka, zarobki odwrotnie proporcjonalne do wykonywanych obowiązków, dyżury w ciągłym stresie.
W dodatku lekarz jest takim samym człowiekiem jak pacjent , tylko tym się różni ,że nie ma czasu na chorowanie. A przecież też może być niezdrowy. Nie jest Bogiem. Jak często zapominamy o tym.
Książka jest piękna sama w sobie. Momentami wzrusza, często wprowadza w dobry nastrój, ,,zabójczo’’ śmieszna, pobudza nawet do głośnego chichotu. Autor starał się w tej części pokazywać tylko przeważnie humorystyczną stronę medalu, nawet nam starał się oszczędzić zgryzot szpitalnych w okresie świątecznym.
Opisał tu też przykłady , które nie zdołał umieścić w pierwszej części przez cenzurę.
Polecam z całego serca, będziecie płakać, śmiać się i podziwiać lekarzy na zmianę.
Nie zabraknie też trudnych momentów, gdyż nie każdemu pisane jest wyjść cało ze szpitala.
Jedno jest pewne ,bardzo warto zapoznać się z lekturą. Ja już przymierzam się do kolejnej trzeciej części A. Kaya.
ps. Jeżeli ktoś się boi ,że nie zrozumie pewnych fachowych pojęć lekarskich, to uprzedzam ,że wszędzie są odnośniki.
Druga część, równie genialna jak pierwsza byłego lekarza ginekologa-położnika, który minął się z powołaniem i obecnie sprawuje inną profesję.
W tej części skupiamy się na dyżurach szpitalnych wyłącznie odbytych w okresie świątecznym od 2004 roku, z roku na rok, aż do tych ostatnich , po których już została podjęta dojrzała decyzja.
Adam Kay pisał swoje dzienniki lekarskie...
2023-06-20
Genialna książka. Zakochałam się w niej od samego początku. Jest to zupełnie pierwsze moje spotkanie czytelnicze z autorem. Serialu o jego farmie też nie oglądałam.
Książka jest lekka, ciekawa i wciągająca i przede wszystkim napisana z olbrzymią dozą humoru. Pan Clarkson wykazał duży dystans do samego siebie. Tematyka rolnicza. Jeżeli ktoś nie lubi wiejskich klimatów, to nie musi po nią sięgać. Autor ma specyficzne poczucie humoru i styl pisarski. Książka pochłonęła mnie w całości bez reszty.
Jeremi Clarkson jest angielskim dziennikarzem telewizyjnym i publicystą, zajmującym się motoryzacją. Dużo podróżował. Aż na końcu osiadł na roli, kupując z marszu czterystuhektarowe gospodarstwo w hrabstwie Oxfordshire.
I właśnie ta książka jest zbiorem felietonów, dotyczących pracy na farmie , którą autor nazwał Diddly Squat czyli Dosłownie Nic. Opisuje on cały rok zaczynając od wiosny do wiosny w roku następnym.
Skąd ta nazwa? Ostrożnie ,krok po kroczku autor przeprowadza nas przez zakamarki życia rolniczego , hodowlanego, ekologicznego i stara się pokazać ,że jego praca nie przynosi żadnego dochodu - dosłownie nic. Ale jest dla niego warta więcej niż wszystkie pieniądze tego świata.
Nie jest to książka podobna do ,, Sielsko ,nie anielsko, czyli mieszczuch w oparach inwentarza’’ Anny Podedwornej. Zdawałoby się ,że jest jakaś wspólna płaszczyzna albo most łączący obydwie lektury. Nie można jednak porównywać polskiego gospodarstwa na wsi , które przeciętnie liczy 11,32 ha z 400 ha angielskich gruntów. Przepaść między nimi jest ogromna, jakby porównywać strumyk z oceanem. Z kolei Diddly Squat nie możemy stawiać na równi z ranczem w Arizonie Wojciecha Cejrowskiego ,które liczy ok. kilkanaście tysięcy ha.
Autor przedstawia nam swoją pracę oraz wszystkich angielskich rolników jeżeli chodzi o uprawę, hodowlę, sprzedaż swoich wyprodukowanych artykułów, wynikających z powyższych czynności.
Podkreśla jak jest niewdzięczna ta praca z jednej strony i niebezpieczna. Ile trzeba się zmagać z biurokracją, z warunkami pogodowymi, z lokalną społecznością, z ograniczeniami w czasie trwania globalnej pandemii, z zarządzeniami Unii Europejskiej , a w końcu brexitu.
Trzeba być jednocześnie weterynarzem, pogromcą biurokracji, agronomem, mechanikiem, przedsiębiorcą, hazardzistą, meteorologiem, sprzedawcą, księgowym i pracownikiem fizycznym.
To są jego słowa. Ale czy te wszystkie trudności i niedogodności można porównać do szczęścia czerpanego w kabinie traktora o zachodzie słońca; z obserwacji zajęcy, saren, ptaków; z radości spożywania lunchu z własnej pszenicy i baraniny; popijanie własnego soku z jabłek.
Opisuje w piękny sposób założenie własnej pasieki; produkcję wody mineralnej ; założenie własnego sklepu; hodowlę owiec, a w tym całą procedurę ich strzyżenia; zmagania własne kulinarne; miłość hodowlaną do świnek kunekune. Ta ostatnia jest rozbrajająca jak same te pocieszne zwierzaki , które niemalże Clarkson wyniósł na piedestał.
Mój ulubiony fragment książki dotyczy problematyki wody na świecie.
I tak , cytuję:
,,Ta, z której korzystamy teraz , jest tą samą, którą piły dinozaury. Tą, z której wypełzły ameby, kiedy wyrosły im nogi. Która studziła wulkany, kiedy na globie panował ukrop i bałagan. I którą -jeśli wierzycie w te sprawy – Bóg podlewał jabłoń w ogrodzie w Edenie.
Mówi się, że pijąc wodę z kranu w Londynie, bierze się do ust ciecz, która przeszła przez organizm co najmniej sześciu innych osób, ale to nonsens. Z pewnością była najpierw w organizmach większej liczby ludzi, kilku psów, jednego czy dwóch mamutów, a nawet kilku brontozaurów’’.
Książka bawi do łez. Tu wszystko jest napisane z wielką pasją , taką jaką wkłada autor również w swoją pracę rolniczą. On oddaje nam samego siebie w tej książce. Cudowny człowiek. Bardzo podoba mi się jego styl pisarski, lekkie pióro i szczere aż do bólu niezwykłe poczucie humoru.
On nawet wypadki przy pracy ,jak bardzo dziwny i nietypowy upadek z drabiny pewnego farmera przedstawia w taki sposób, że nie można powstrzymać się od śmiechu.
Polecam każdemu komu jest bliska sercu wieś, rolnictwo a może Wielka Brytania i chce się o niej dowiedzieć czegoś więcej. A może i mieszczuch też skusi się na tę lekturę.
Miłego czytania, po drodze napotkacie też interesujące czarno - białe ryciny.
Genialna książka. Zakochałam się w niej od samego początku. Jest to zupełnie pierwsze moje spotkanie czytelnicze z autorem. Serialu o jego farmie też nie oglądałam.
Książka jest lekka, ciekawa i wciągająca i przede wszystkim napisana z olbrzymią dozą humoru. Pan Clarkson wykazał duży dystans do samego siebie. Tematyka rolnicza. Jeżeli ktoś nie lubi wiejskich klimatów, to...
2023-09-22
Książka jest poświęcona kolejnemu okresowi rocznemu na farmie przez Clarksona, aktualnie drugiemu.
Super autor i prawdziwy bohater podejmujący się różnych wyzwań, w tym wypadku rolniczych na farmie.
Człowiek ma niezwykłe poczucie humoru, cięty język, dystans do siebie i całego świata, co udowadnia w lekturze.
Uwielbiam Clarksona i jego książki. Są porywające i odprężające. Miliony razy lepsze od filmów nakręconych z jego osobą.
W swoich felietonach przedstawia głównie walkę z biurokracją w Wielkiej Brytanii po brexicie z punktu widzenia rolnika-farmera oraz zmagania z pseudo - ekologami, którzy chcą osiągnąć swój cel, a wcale nie jest on taki zgodny z naturą, jak ma być w swoim założeniu.
Przedstawia sytuację całej Europy w świetle pandemii i wojny z Putinem. Jak to co się stało, wpłynęło na zaopatrzenie w żywność na całym świecie, wzrost kosztów związanych z produkcją nawozów , wreszcie jak ciężka jest praca farmera, mimo większego rozwoju mechanizacji niż w Polsce u przeciętnego rolnika.
Dużo tekstu w książce poświęca zwierzętom, głównie krowom ,opisując różne dziwne i niespotykane przygody z ich ucieczkami z pastwiska.
Porównuje stosunek ludzi oraz policji w Wielkiej Brytanii do zwierząt takich jak krowa ,wałęsających się poza wybiegiem w okolicach szos , do tego samego problemu w Stanach Zjednoczonych. Przedstawia procedury postępowania w takich przypadkach. Krowa jest traktowana jako niebezpieczny przeciwnik w postaci brontozaura czy krokodyla.
Piękna książka , okraszona bardzo wymownymi czarno-białymi rycinami.
Polecam pozycję wszystkim wielbicielom Jeremiego Clarksona, osobom kochającym wieś i uświadomionym jaka to jest ciężka praca non stop.
A wypicie kawki na ganku domu to jest tylko drobny epizodzik , osładzający to ciężkie życie w ciągu chwili , będącej przerywnikiem. Pracę na roli trzeba kochać , tak jak ziemię na której się pracuje. Wtedy wszystko się zrozumie.
Druga część podobała mi się tak samo jak pierwsza!!!!!!!!!
Książka jest poświęcona kolejnemu okresowi rocznemu na farmie przez Clarksona, aktualnie drugiemu.
Super autor i prawdziwy bohater podejmujący się różnych wyzwań, w tym wypadku rolniczych na farmie.
Człowiek ma niezwykłe poczucie humoru, cięty język, dystans do siebie i całego świata, co udowadnia w lekturze.
Uwielbiam Clarksona i jego książki. Są porywające i odprężające....
2023-11-25
Trzecia część felietonów o tematyce rolniczej J. Clarksona.
Ach jak ja kocham jego monografie, w tym dowcip i dystans do siebie .
To chyba najlepsza część ze wszystkich trzech.
Opisane życie na farmie ciąg dalszy od lata do lata.
Tematyka tej części obejmuje między innymi:
- pochwałę człowieka, którego zajmuje własne hobby.
- kłopoty z wynajętym buhajem , a przedtem z odpowiednią tabliczką ostrzegawczą, którą należało umieścić na polu, żeby nie narazić się nikomu – to chyba było jeszcze lepsze niż byk w akcji.
- zdobywanie mebli do nowego domu, korzystając z domorosłych rzemieślników na obstalunek.
- przeprawy z przedsiębiorstwem wodociągowo-kanalizacyjnym.
- targi motoryzacyjne.
- ptasia grypa, ekologiczne podejście do ochrony ptaków.
- David Cameron jako ,,przemiły’’ sąsiad Clarksona, zapotrzebowanie traktorowe.
- nowe pojęcie ekorolnictwa jako regeneracyjne.
- hodowla świń rasy oksfordzkiej sandy and black jako ochrona dziedzictwa narodowego.
- nadzwyczajna maszyna rolnicza Robocut2.
- obserwacja zmieniającej się przyrody podczas spacerów z psami.
- aukcja drewnianego mostku z książki ,, Chatka Puchatka’’.
- nowość kucharzenia J.C. czyli ekologiczna zupa z pokrzyw.
To zaledwie garstka zagadnień podjęta w tej książeczce. Jest ich dużo, dużo więcej.
Jak zwykle bardzo wesoło. Humor nigdy Clarksona nie opuszcza na szczęście.
Polecam wszystkim wielbicielom autora, tym którzy czytali dwie poprzednie części i tym co kochają wieś. Oczywiście wiadomo, że brytyjska farma , nie to samo co polska. Problemy jednak bywają podobne.
Książka jest genialna!!!
Trzecia część felietonów o tematyce rolniczej J. Clarksona.
Ach jak ja kocham jego monografie, w tym dowcip i dystans do siebie .
To chyba najlepsza część ze wszystkich trzech.
Opisane życie na farmie ciąg dalszy od lata do lata.
Tematyka tej części obejmuje między innymi:
- pochwałę człowieka, którego zajmuje własne hobby.
- kłopoty z wynajętym buhajem , a przedtem z...
Opowiadania, felietony, pewien rodzaj pamiętnika dotyczący podróżowania po kraju ze szczególnym naciskiem na PKP.
Książeczka małych rozmiarów. Okładka miękka. Papier średniej jakości. Jako tako ilustracji brak, za to dość ładna i ciekawa forma graficzna z ozdobnikami.
Autorka opisuje swoje podróże koleją , ale też i samochodem / podwózka/, czy transportem komunikacji miejskiej. Te ostatnie są scenkami epizodycznymi.
Jest to dziennik ambiwertyczki czyli skrzyżowanie introwertyka z ekstrawertykiem.
Skala introwertyzm-ekstrawertyzm to koncepcja psychologiczna, która dostrzega różnice między ludźmi w zakresie interakcji społecznych i sposobu czerpania energii z otoczenia.
Introwertyk czerpie energię z wewnętrznych zasobów, cechuje się spokojną aktywnością.
Ekstrawertyk czerpie energię z interakcji społecznych i aktywności na zewnątrz, jest aktywny , lubi przebywać w dużym towarzystwie.
Teraz już możecie złożyć sobie dwa do dwóch.
Opowiadania opisują przeprawy autorki , która jeździła z dość sporym bagażem po Polsce na różne spotkania autorskie, by promować swoją pracę literacką.
Miała wprost niewiarygodne przygody podczas podróży, oczywiście tylko dla laika , który nie poszczycił się nigdy wsiąść do środka lokomocji , jakim jest pociąg.
Ja osobiście przerabiałam może nie takie same , ale dość podobne zdarzenia w PKP, w komunikacji miejskiej.
I uważam ,że to normalka , biorąc pod uwagę nasz kraj.
Przykładowo kupiłam bilet przez internet , z miejscówką na PKP Intercity i byłam spokojna co podróży. Przez megafon nawet odsłuchałam , w jakim sektorze mój wagon zatrzymuje się na peronie. Po chwili jednak mina mi zrzedła , gdy pociąg już stanął. Okazało się ,że wagon , do którego mam miejscówkę to wagon-widmo. Po prostu nie istniał. Konduktor kazał siadać tam gdzie wolne miejsca.
Autorka miała podobne tego typu przygody.
Przeczytałam i zachwyciłam się tymi wszystkimi zdarzeniami. Są świetnie opisane , błyskotliwie i z humorem . Autorka wykazała się dość dużym dystansem do samej siebie. Wspaniała książka.
Przygody zdarzają się zawsze jak wyrusza się nawet w najmniejszą podróż, bo to nie my jesteśmy pechowi , tylko raz ,że ludzie są różni i inaczej reagują jedni na drugich. A dwa ,że cała komunikacja jest kompletnie niedopracowana i nikt sobie nic z pasażerów nie robi.
Autorka zapytuje nas w treści , co robimy z plastikowymi butelkami po wodzie.
Jeżeli chodzi o mnie, to ich nie zgniatam tylko je spłaszczam i zdejmuję nakrętkę. Nawet teraz jak są z wąsami , to obrywam. Potem wszystkie uzbierane w większej ilości wrzucam na zbiórkę dla dzieci na wózki inwalidzkie.
Jeżeli interesują was podróże i chcecie się pośmiać, zapraszam szczerze do lektury.
Jest super! Polecam!
Opowiadania, felietony, pewien rodzaj pamiętnika dotyczący podróżowania po kraju ze szczególnym naciskiem na PKP.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążeczka małych rozmiarów. Okładka miękka. Papier średniej jakości. Jako tako ilustracji brak, za to dość ładna i ciekawa forma graficzna z ozdobnikami.
Autorka opisuje swoje podróże koleją , ale też i samochodem / podwózka/, czy transportem komunikacji...