Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

To książka kameralna. Niewiele się tu dzieje w klasycznym sensie. Całość opiera się na rozmowie i wspomnieniach jednego z bohaterów o czasie spędzonym w domu profesora, jego żony i dzieci. W centrum stoi relacja uczuciowa, która stopniowo komplikuje się moralnie. Ta oszczędność fabularna może być dla jednych wadą, dla innych zaletą, mnie nie przeszkadzała, bo ciężar tej historii leży gdzie indziej.

Najciekawsze jest to, jak Huxley pokazuje uczucia. Nie wprost i nie dramatycznie, tylko jakby przefiltrowane przez intelekt, pamięć i pewne usprawiedliwienia. Miłość, przyzwoitość, lojalność ścierają się tutaj bez prostych odpowiedzi. Autor raczej sugeruje niż rozstrzyga, przez co książka zostawia więcej pytań niż wniosków.

Interesująca jest też konstrukcja narracyjna. Historia jest opowiadana w ramach rozmowy, co tworzy dystans i wrażenie, że słuchamy czyjegoś wyznania. Bohaterowie nie są bardzo rozbudowani, ale na tyle wyraziści, żeby ich relacje były wiarygodne i angażujące.

Język jest prosty i dobrze dopasowany do formy. Nie dominuje nad treścią. Ciekawym elementem są momenty z bardziej naukowym, chwilami półmedycznym słownictwem, co dobrze pasuje do postaci i kontekstu.

To książka kameralna. Niewiele się tu dzieje w klasycznym sensie. Całość opiera się na rozmowie i wspomnieniach jednego z bohaterów o czasie spędzonym w domu profesora, jego żony i dzieci. W centrum stoi relacja uczuciowa, która stopniowo komplikuje się moralnie. Ta oszczędność fabularna może być dla jednych wadą, dla innych zaletą, mnie nie przeszkadzała, bo ciężar tej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Była to pierwsza książka Aldousa Huxleya, jaką czytałem, i jego styl okazał się dla mnie bardzo przystępny. Spotkałem się z opiniami, że jest trudny, ale ja tego nie odczułem. Nie jest ani przesadnie ozdobny czy barokowy, ani skrajnie oszczędny, raczej wyważony i klarowny.

Jeśli chodzi o bohaterów, Bernard Marx jawi się jako postać „typu każdy” szczególnie w kontekście współczesnego człowieka Zachodu. Mimo wysokiej pozycji w hierarchii stale porównuje się z innymi. Z jednej strony czuje wyższość wobec niższych kast, z drugiej, kompleks niższości wobec innych Alf, wynikający m.in. z jego odmienności fizycznej i społecznego odrzucenia.

Lenina Crowne sprawiała na mnie wrażenie postaci bardziej stereotypowej, jakby była odzwierciedleniem uproszczonego, męskiego wyobrażenia kobiety. Jest znacznie mniej złożona niż Bernard.

Linda pojawia się stosunkowo krótko i pełni głównie funkcję wspomnienia w życiu Johna. Natomiast John the Savage to postać buntownika, jednostki niedopasowanej do świata o sztywnych zasadach. Jego sprzeciw wobec systemu można odczytać szerzej, jako uniwersalny bunt przeciw zastanej rzeczywistości.

Najciekawszy jest jednak sam świat przedstawiony w Nowy wspaniały świat. Formalnie to dystopia, ale miałem wrażenie, że autor chciał, by czytelnik odebrał ją jako coś niepokojącego. Dla mnie ten świat nie był jednoznacznie odpychający. W pewnym sensie nie widzę zasadniczej różnicy między warunkowaniem ludzi w powieści a tym, co dzieje się dziś z tą różnicą, że obecnie proces ten zachodzi po urodzeniu i jest mniej skuteczny, co prowadzi do konfliktów i napięć.

Kwestia „prawdziwej miłości”, która w książce właściwie nie istnieje, też wydaje mi się problematyczna. Można zadać pytanie, czy współcześnie nie jesteśmy równie silnie uwarunkowani do jej poszukiwania. Jeśli tak, to sama idea miłości nie ma wartości absolutnej - to my ją tworzymy i nadajemy jej znaczenie.

Była to pierwsza książka Aldousa Huxleya, jaką czytałem, i jego styl okazał się dla mnie bardzo przystępny. Spotkałem się z opiniami, że jest trudny, ale ja tego nie odczułem. Nie jest ani przesadnie ozdobny czy barokowy, ani skrajnie oszczędny, raczej wyważony i klarowny.

Jeśli chodzi o bohaterów, Bernard Marx jawi się jako postać „typu każdy” szczególnie w kontekście...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Po przeczytaniu Wielki Marsz Stephen King mam raczej umiarkowanie pozytywne wrażenia. Pomysł samego marszu jest ciekawy i można go traktować jako alegorię, np. wyścigu szczurów, ale nie prowadzi to do jakichś szczególnie głębokich wniosków.

Styl momentami nie przypomina typowego Kinga, pojawiają się pojedyncze „kingowe” fragmenty, ale całość jest mniej wyrazista. Atmosfera też jest inna niż w jego znanych książkach. Zamiast budowania napięcia mamy raczej jednostajne, klaustrofobiczne poczucie ciągłego marszu.

Najciekawsza jest warstwa psychologiczna, zmęczenie bohaterów i nagłość śmierci wypadają dość realistycznie. Mimo to książka nie robi dużego wrażenia i nie "kręci się po głowie" po skończeniu.

Po przeczytaniu Wielki Marsz Stephen King mam raczej umiarkowanie pozytywne wrażenia. Pomysł samego marszu jest ciekawy i można go traktować jako alegorię, np. wyścigu szczurów, ale nie prowadzi to do jakichś szczególnie głębokich wniosków.

Styl momentami nie przypomina typowego Kinga, pojawiają się pojedyncze „kingowe” fragmenty, ale całość jest mniej wyrazista. Atmosfera...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Żółty deszcz” to książka napisana w formie pamiętnika, ostatnich zapisków człowieka pozostawionego samemu sobie w wymarłej, górskiej wiosce. To nie tylko wspomnienia przeszłości - to także złudne wizje przyszłości i pełne udręki przeżywanie teraźniejszości. Atmosfera powieści jest duszna, klaustrofobiczna, a samotność staje się bohaterem równie ważnym, co narrator. Chroniczna izolacja prowadzi głównego bohatera do urojeń i szaleństwa.

Choć nie jest to horror w klasycznym rozumieniu, książka mroczna jest bardziej niż niejeden thriller. Duchy, halucynacje, brak nadziei i wszechobecna śmierć sprawiają, że „Żółty deszcz” klimatem nie ustępuje powieściom mistrzów grozy - choć nie o strach tu chodzi, a o cierpienie psychiczne, które wyniszcza powoli i bezgłośnie.

Symbolika żółtej śmierci - opadu pyłowego z górskich roślin - staje się metaforą zgnilizny, przemijania i trudów życia. Książka pełna jest smutku, goryczy i bezradności. Narrator patrzy na świat oczami człowieka pogrążonego w głębokiej depresji - nie ma tu światła, ulgi ani ukojenia.

Choć narrator odnotowuje zmiany pór dnia i roku, a przyroda trwa w swoim nieubłaganym rytmie, jego subiektywne poczucie czasu ulega zatarciu. Przeszłość, teraźniejszość i wizje przyszłości przenikają się nawzajem, tworząc stan psychicznego zawieszenia. W tym świecie nie ma rozwoju ani nadziei, jest tylko trwanie - monotonne, bolesne, oderwane od realnego czasu. Również przestrzeń - martwa, opuszczona wieś - nabiera cech emocjonalnych: jest równie bezwzględna i osamotniona jak sam bohater.

Wiele uwagi autor poświęca przedmiotom: sznurowi, strzelbie, deskom, świeczce. Te rzeczy stają się czymś więcej niż tylko rekwizytami - są milczącymi świadkami przeszłości, śladami po dawnym życiu. Ich obecność nabiera symbolicznego ciężaru, bo przypomina o tym, co minęło, ale jeszcze nie znikło całkowicie. W surowym, pustym świecie przedmioty przejmują rolę niemego odbicia ludzkiego losu - nieruchome, zużyte, pozbawione celu. Jedyną istotą, która wnosi choć cień emocjonalnej obecności, jest suka - ostatnia żywa towarzyszka narratora. Jej obecność jest jak ostatnia nić łącząca człowieka z życiem, z relacją, z ciepłem, które w tym świecie niemal całkowicie zgasło.

Styl Llamazaresa jest poetycki, opisowy, a zarazem szorstki i surowy - idealnie oddaje stan ducha bohatera i emocjonalny chłód pustoszejącego świata.

To książka trudna, przytłaczająca, ale bardzo poruszająca. Nie daje ukojenia, ale zostaje w pamięci na długo.

„Żółty deszcz” to książka napisana w formie pamiętnika, ostatnich zapisków człowieka pozostawionego samemu sobie w wymarłej, górskiej wiosce. To nie tylko wspomnienia przeszłości - to także złudne wizje przyszłości i pełne udręki przeżywanie teraźniejszości. Atmosfera powieści jest duszna, klaustrofobiczna, a samotność staje się bohaterem równie ważnym, co narrator....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Lektura tej książki urzekła mnie przede wszystkim atmosferą – Chile pod rządami Pinocheta ukazane jest jako miejsce jednocześnie egzotyczne i pełne niepokoju. Codzienność splata się tu z cieniem reżimu, a napięcie towarzyszy nawet najzwyklejszym sytuacjom. Z jednej strony podziwiałem nieznany mi dotąd świat, z drugiej – czułem narastający lęk, jaki towarzyszył bohaterom.

Zabrakło mi jednak tego, co najbardziej cenię w literaturze iberoamerykańskiej – barokowego, symbolicznego języka, który znam chociażby z twórczości Márqueza. Tu narracja jest bardziej powściągliwa, prostsza, mniej poetycka – co może być świadomym zabiegiem, ale dla mnie stanowiło to brak.

Sam temat – kręcenie filmu – nie należy do tych, które mnie szczególnie interesują. Na szczęście nie dominuje on nad treścią i raczej stanowi tło dla obserwacji społecznych i psychologicznych. Na uznanie zasługuje sposób, w jaki została przedstawiona perspektywa głównego bohatera – osobista, nieco wycofana, ale przez to bardziej autentyczna. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie opisy Santiago de Chile – miasta pełnego kontrastów, piękna, ale i napięć.

Lektura tej książki urzekła mnie przede wszystkim atmosferą – Chile pod rządami Pinocheta ukazane jest jako miejsce jednocześnie egzotyczne i pełne niepokoju. Codzienność splata się tu z cieniem reżimu, a napięcie towarzyszy nawet najzwyklejszym sytuacjom. Z jednej strony podziwiałem nieznany mi dotąd świat, z drugiej – czułem narastający lęk, jaki towarzyszył bohaterom.

Zabrakło mi jednak tego, co najbardziej cenię w literaturze iberoamerykańskiej – barokowego, symbolicznego języka, który znam chociażby z twórczości Márqueza. Tu narracja jest bardziej powściągliwa, prostsza, mniej poetycka – co może być świadomym zabiegiem, ale dla mnie stanowiło to brak.

Sam temat – kręcenie filmu – nie należy do tych, które mnie szczególnie interesują. Na szczęście nie dominuje on nad treścią i raczej stanowi tło dla obserwacji społecznych i psychologicznych. Na uznanie zasługuje sposób, w jaki została przedstawiona perspektywa głównego bohatera – osobista, nieco wycofana, ale przez to bardziej autentyczna. Szczególne wrażenie zrobiły na mnie opisy Santiago de Chile – miasta pełnego kontrastów, piękna, ale i napięć.

Lektura tej książki urzekła mnie przede wszystkim atmosferą – Chile pod rządami Pinocheta ukazane jest jako miejsce jednocześnie egzotyczne i pełne niepokoju. Codzienność splata się tu z cieniem reżimu, a napięcie towarzyszy nawet najzwyklejszym sytuacjom. Z jednej strony podziwiałem nieznany mi dotąd świat, z drugiej – czułem narastający lęk, jaki towarzyszył...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Trawa śpiewa to powieść, która nie uderza wprost, ale wnika głęboko, zostawiając po sobie ślad trudny do opisania. Jej język jest surowy, niemal chłodny, a zarazem niezwykle uważny - nie emocjonalny, lecz przejmująco precyzyjny. To książka o ludziach, którzy nie potrafią poradzić sobie z samymi sobą ani ze światem, w którym przyszło im żyć.

Jedną z najmocniejszych warstw tej powieści jest Afryka - obecna, choć prawie niewidzialna. Nie jako krajobraz, ale jako cicha, czujna bohaterka. Afryka ukryta w rozedrganym powietrzu, w pyle, w nieustannym gorącu… i w cykadach. Wydaje się, że to właśnie ich śpiew - jednostajny, nieubłagany - jest tytułową „trawą, która śpiewa”. To śpiew ziemi, która patrzy, pamięta, a może nawet osądza.

Ta książka nie daje ukojenia. Porusza, bo pokazuje to, co niewygodne, duszne i prawdziwe. Zmusza, by zajrzeć w miejsca, od których zwykle się odwracamy. I długo nie pozwala o sobie zapomnieć.

Trawa śpiewa to powieść, która nie uderza wprost, ale wnika głęboko, zostawiając po sobie ślad trudny do opisania. Jej język jest surowy, niemal chłodny, a zarazem niezwykle uważny - nie emocjonalny, lecz przejmująco precyzyjny. To książka o ludziach, którzy nie potrafią poradzić sobie z samymi sobą ani ze światem, w którym przyszło im żyć.

Jedną z najmocniejszych warstw...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Katedra Tomasz Bagiński, Jacek Dukaj
Ocena 6,7
Katedra Tomasz Bagiński, Jacek Dukaj

Na półkach:

Choć Katedra to opowiadanie krótkie, zdecydowanie nie czyta się go szybko. Gęsty styl, niedopowiedzenia i filozoficzne podteksty sprawiają, że lektura wymaga skupienia. Zimny, pusty klimat planetoidy przywodzi na myśl estetykę Interstellar, ale niestety przez niewielką objętość tekstu szybko się z tego klimatu „ucieka”.

Dukaj praktycznie niczego nie podaje na tacy — trzeba samemu składać sens z porozrzucanych obrazów, rozmów i opisów. Zakończenie to najlepszy przykład: mocne i niejednoznaczne, zostawiające czytelnika z więcej niż jednym pytaniem.

Trudno zżyć się z bohaterami — są raczej nośnikami idei niż postaciami z krwi i kości. Ich emocje są powściągliwe, a dialogi surowe. Mnie osobiście opowiadanie skojarzyło się z tezą, że religia — lub szerzej: bezwarunkowe oddanie czemuś większemu — może zatruć człowieka, odebrać mu sprawczość. Ale być może to także historia o mistycznym spełnieniu i przekroczeniu granic ludzkiego pojmowania.

To tekst, który zostaje w głowie, ale nie każdemu przypadnie do gustu.

Choć Katedra to opowiadanie krótkie, zdecydowanie nie czyta się go szybko. Gęsty styl, niedopowiedzenia i filozoficzne podteksty sprawiają, że lektura wymaga skupienia. Zimny, pusty klimat planetoidy przywodzi na myśl estetykę Interstellar, ale niestety przez niewielką objętość tekstu szybko się z tego klimatu „ucieka”.

Dukaj praktycznie niczego nie podaje na tacy — trzeba...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Manitou to raczej rozrywkowy thriller z elementami horroru niż faktycznie straszna opowieść. Mimo ciekawego pomysłu z indiańskimi i technologicznymi manitou, całość przypomina bardziej absurdalne zmagania bohatera rodem z "Kronik Jakuba Wędrowycza" niż coś z prawdziwym klimatem grozy. Nie czuć lęku – brakuje nastroju, niepokoju, głębszej psychologii. A przecież szpital w zamieci śnieżnej aż prosi się o budowanie świdrującej, klaustrofobicznej atmosfery.

Fabuła jest szablonowa, język prosty, a rozwiązania sprawiają wrażenie skleconych na szybko, na aby aby. Mimo to (a może właśnie dlatego) książkę czyta się błyskawicznie i z zaskakującą łatwością. Jest tu coś w rodzaju zewu zakończenia – potrzeby dowiedzenia się, jak to się wszystko skończy.

Bohaterowie - pełno ich a jakoby żadnego nie było - tylko ten Harry Erskine jakkolwiek się broni.

Dobra na niezobowiązujący wieczór, ale nie zostaje w głowie na długo. Jednak motyw manitou sam w sobie jest na tyle intrygujący, że może kogoś skłonić do dalszych poszukiwań.

Manitou to raczej rozrywkowy thriller z elementami horroru niż faktycznie straszna opowieść. Mimo ciekawego pomysłu z indiańskimi i technologicznymi manitou, całość przypomina bardziej absurdalne zmagania bohatera rodem z "Kronik Jakuba Wędrowycza" niż coś z prawdziwym klimatem grozy. Nie czuć lęku – brakuje nastroju, niepokoju, głębszej psychologii. A przecież szpital w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Gabriel García Márquez w Rzeczy o mych smutnych dziwkach porusza temat bez wątpienia kontrowersyjny – historia dziewięćdziesięcioletniego mężczyzny, który chce przeżyć noc z młodą dziewicą, budzi mieszane uczucia. Sceny łóżkowe mogą wywołać dyskomfort, zwłaszcza ze względu na wiek bohatera i milczącą obecność dziewczyny. A jednak to nie opowieść o pożądaniu, lecz o samotności, tęsknocie za czułością i późnym dojrzewaniu do miłości.

Márquez zachwyca swoim stylem – język jest bogaty, kwiecisty, pełen zmysłowości, a zarazem subtelny. W całej powieści czuć melancholię i duchowe wyciszenie, a parny klimat południowoamerykańskiego miasta tylko pogłębia ten nastrój – jakby czas płynął tam wolniej, bardziej nostalgicznie.

To książka niełatwa, momentami niewygodna, ale literacko urzekająca. Zostawia czytelnika z pytaniami, z refleksją – i właśnie dlatego warto po nią sięgnąć.

Gabriel García Márquez w Rzeczy o mych smutnych dziwkach porusza temat bez wątpienia kontrowersyjny – historia dziewięćdziesięcioletniego mężczyzny, który chce przeżyć noc z młodą dziewicą, budzi mieszane uczucia. Sceny łóżkowe mogą wywołać dyskomfort, zwłaszcza ze względu na wiek bohatera i milczącą obecność dziewczyny. A jednak to nie opowieść o pożądaniu, lecz o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Jak to u Gaimana — dziwnie, magicznie i trochę niepokojąco. Ocean na końcu drogi wciąga od pierwszych stron, a realizm magiczny jest tu użyty z wyczuciem i smakiem. Czuć, że autor opowiada historię dzieciństwa przez filtr dorosłego umysłu — język jest dojrzalszy, refleksyjny, choć narrator to siedmioletni chłopiec. Gaiman próbuje to maskować, ale nie całkiem się udaje — na szczęście w sposób, który nie przeszkadza, a raczej dodaje warstw.

Wszechmocność rodu Hempstocków momentami mnie irytowała — zbyt łatwe rozwiązania zabierają napięcie. A jednak coś w tej opowieści zostaje — echo utraconej przyjaźni, żal za czymś nieuchwytnym, być może nawet żałoba. Bo może nie chodzi tu wcale o potwory z innego wymiaru, lecz o próbę pogodzenia się z dziecięcą stratą i samotnością.

Zakończenie nie jest oczywiste, ale po chwili refleksji — satysfakcjonujące. Nie wiem, czy zostanie ze mną na zawsze, ale cieszę się, że ją przeczytałem.

Jak to u Gaimana — dziwnie, magicznie i trochę niepokojąco. Ocean na końcu drogi wciąga od pierwszych stron, a realizm magiczny jest tu użyty z wyczuciem i smakiem. Czuć, że autor opowiada historię dzieciństwa przez filtr dorosłego umysłu — język jest dojrzalszy, refleksyjny, choć narrator to siedmioletni chłopiec. Gaiman próbuje to maskować, ale nie całkiem się udaje — na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Trupia farma" to wciągająca książka popularnonaukowa, którą miejscami czyta się jak dobry kryminał. Bill Bass w przystępny sposób opowiada o swojej pracy antropologa sądowego, unikając zbędnego naukowego żargonu, co czyni lekturę lekką mimo ciężkiej tematyki. Opisy ciał i miejsc zbrodni są rzeczowe i nieprzesadzone – w końcu to sedno tej dziedziny. Dużo jest też wtrąceń z życia prywatnego autora, co może nie każdemu przypaść do gustu, ale dodaje książce ludzkiego wymiaru. Dla fanów kryminalistyki i literatury faktu – bardzo dobra pozycja.

"Trupia farma" to wciągająca książka popularnonaukowa, którą miejscami czyta się jak dobry kryminał. Bill Bass w przystępny sposób opowiada o swojej pracy antropologa sądowego, unikając zbędnego naukowego żargonu, co czyni lekturę lekką mimo ciężkiej tematyki. Opisy ciał i miejsc zbrodni są rzeczowe i nieprzesadzone – w końcu to sedno tej dziedziny. Dużo jest też wtrąceń z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

„Oskar i pani Róża” to krótka, przystępnie napisana powieść poruszająca trudne tematy, takie jak przyjaźń, przemijanie i samotność. Książka dzięki prostemu językowi i humorystycznym elementom wydaje się lekka, mimo poważnej tematyki. Autor zastosował ciekawe zabiegi literackie, które w symboliczny sposób pokazują dojrzewanie i akceptację nieuchronnego losu.
Choć lektura wywołuje emocje, momentami można odnieść wrażenie, że są one zbyt nachalnie narzucane czytelnikowi, przez co odbiór niektórych scen wydaje się nieco sztuczny. Powieść niesie ważne przesłanie, ale może pozostawić pewien niedosyt — nie wszystkim odpowie jej prostota i schematyczność.
Mimo to jest to wartościowa i poruszająca książka, skłaniająca do refleksji nad tym, jak różnie ludzie radzą sobie z przemijaniem i ze stratą.

„Oskar i pani Róża” to krótka, przystępnie napisana powieść poruszająca trudne tematy, takie jak przyjaźń, przemijanie i samotność. Książka dzięki prostemu językowi i humorystycznym elementom wydaje się lekka, mimo poważnej tematyki. Autor zastosował ciekawe zabiegi literackie, które w symboliczny sposób pokazują dojrzewanie i akceptację nieuchronnego losu.
Choć lektura...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Sto lat samotności" to magiczna podróż przez pokolenia rodziny Buendíów, której losy splatają się z historią tajemniczego Macondo. Gabriel García Márquez stworzył świat, w którym rzeczywistość miesza się z fantastyką, a codzienność przeplata się z niezwykłością.
To opowieść o miłości, samotności i powtarzających się błędach, które stają się dziedzictwem całego rodu. Autor z niesamowitą lekkością porusza trudne tematy, jednocześnie budując atmosferę, która wciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć.
Język jest barwny, soczysty, barokowy, kwiecisty. Sprawia, że Macondo staje się tak realne jak powietrze.
Czytając, można poczuć melancholię, zachwyt i niepokój — bo choć historia pełna jest magii, niesie ze sobą gorzkie refleksje o ludzkiej naturze i przemijaniu.
To książka, która wymaga skupienia, ale nagradza cierpliwego czytelnika bogactwem symboli i emocji, pozostawiając z przemyśleniami na długo po przeczytaniu ostatniej strony.
Zdecydowanie jedna z najlepszych książek, jakie dotąd przeczytałem.

"Sto lat samotności" to magiczna podróż przez pokolenia rodziny Buendíów, której losy splatają się z historią tajemniczego Macondo. Gabriel García Márquez stworzył świat, w którym rzeczywistość miesza się z fantastyką, a codzienność przeplata się z niezwykłością.
To opowieść o miłości, samotności i powtarzających się błędach, które stają się dziedzictwem całego rodu. Autor...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Rzeczowa. Przyjemnie się czyta, autor nie przynudza. Oceniam pozytywnie.

Rzeczowa. Przyjemnie się czyta, autor nie przynudza. Oceniam pozytywnie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Świetna, epicka powieść postapo, o walce dobra ze złem i ludzkich dylematach.
Już pierwsze strony przynoszą nam niesamowity, kingowsko realistyczny obraz Ameryki lat osiemdziesiątych. Zaraza szerząca się po świecie pochłaniając prawie każdego. Niesamowicie głęboki obraz cierpienia i nadziei.
Jak zwykle u Kinga spotykamy całą rzeszę wielowymiarowych postaci: Larry, Nick, Fran, Tom, Matka Abagail czy w końcu on - Randall Flagg. Każdy bohater ma tu swoje miejsce, a ich losy splatają się w niezwykle satysfakcjonujący sposób.
King nie tylko opowiada historię, ale też skłania do refleksji nad naturą człowieka, moralnością i tym, co stanowi istotę dobra i zła. Pomimo swoich rozmiarów, powieść ani przez chwilę nie nuży.
Mała wada: czasem tempo może być nieco wolniejsze - jak to u Kinga bywa.

Świetna, epicka powieść postapo, o walce dobra ze złem i ludzkich dylematach.
Już pierwsze strony przynoszą nam niesamowity, kingowsko realistyczny obraz Ameryki lat osiemdziesiątych. Zaraza szerząca się po świecie pochłaniając prawie każdego. Niesamowicie głęboki obraz cierpienia i nadziei.
Jak zwykle u Kinga spotykamy całą rzeszę wielowymiarowych postaci: Larry, Nick,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Dasz radę. Ostatnia rozmowa Jan Kaczkowski, Joanna Podsadecka
Ocena 7,3
Dasz radę. Ostatnia rozmowa Jan Kaczkowski, Joanna Podsadecka

Na półkach:

Zawiodłem się. Książka jest w formie wywiadu z ks. Kaczkowskim. Niestety większość odpowiedzi jest wymijająca, dużo słów - żadnej treści. Tym bardziej jest to dziwne, gdy zna się księdza z kazań chociażby w serwisie YT.

Zawiodłem się. Książka jest w formie wywiadu z ks. Kaczkowskim. Niestety większość odpowiedzi jest wymijająca, dużo słów - żadnej treści. Tym bardziej jest to dziwne, gdy zna się księdza z kazań chociażby w serwisie YT.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Nieco dziwna. Fakt, że brudna i makabryczna.
Treść przedstawiana jest w formie dziennika spisywanego w ukryciu co widać w tekście.
Przypomina nieco "Opowieść podręcznej".
Inne spojrzenie na postapokaliptyczny - zza murów byłego klasztoru.
Autorka stara się poruszyć pewne problemy aż za bardzo, co w ostatecznym rozrachunku nie wychodzi najlepiej.
Książka z tych, co mnie nie porywają.

Nieco dziwna. Fakt, że brudna i makabryczna.
Treść przedstawiana jest w formie dziennika spisywanego w ukryciu co widać w tekście.
Przypomina nieco "Opowieść podręcznej".
Inne spojrzenie na postapokaliptyczny - zza murów byłego klasztoru.
Autorka stara się poruszyć pewne problemy aż za bardzo, co w ostatecznym rozrachunku nie wychodzi najlepiej.
Książka z tych, co mnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Dobre zakończenie serii. Słodko-gorzkie. Pozostawiono wiele rzeczy niewyjaśnionych, ale to chyba dobrze. Lepiej czegoś nie wyjaśnić i pozostawić w sferze domysłów i wyobraźni niż żeby wyjaśnienie było bez sensu.

Niestety, miałem wrażenie, że pierwsza połowa trzeciej części książki "Zegarmistrzowie kłamią" znacząco odbiega jakościowo od pozostałych rozdziałów.
Akcja pod koniec też bardzo przyspieszyła, za bardzo. Najpierw płyniemy kilka rozdziałów statkiem w górę rzeki, a potem w ciągu jednego rozdziału teleportujemy się na inny kontynent. Jakiś zgrzyt tu czułem.

Pozostałe rzeczy takie jak w poprzednich częściach. Dla mnie się ta książka podobała. Zgrabne zwieńczenie serii.

Dobre zakończenie serii. Słodko-gorzkie. Pozostawiono wiele rzeczy niewyjaśnionych, ale to chyba dobrze. Lepiej czegoś nie wyjaśnić i pozostawić w sferze domysłów i wyobraźni niż żeby wyjaśnienie było bez sensu.

Niestety, miałem wrażenie, że pierwsza połowa trzeciej części książki "Zegarmistrzowie kłamią" znacząco odbiega jakościowo od pozostałych rozdziałów.
Akcja pod...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Świetna kontynuacja. Akcja toczy się bardzo szybko, ale nie jednostajnie tj. są momenty gdzie nie można się oderwać przez kilkadziesiąt stron a był moment, gdzie trochę zapanował chaos i nie wiedziałem co dokładnie się dzieje. Dialogi na plus, postacie na plus.
Zastosowano dawkowanie tajemnicy, co sprawia, że zżera człowieka ciekawość, która jak geas nakazuje czytać książkę dalej.
Zastrzeżenie mam do ekonomii, choć to może być rozwiane w ostatnim tomie.

Świetna kontynuacja. Akcja toczy się bardzo szybko, ale nie jednostajnie tj. są momenty gdzie nie można się oderwać przez kilkadziesiąt stron a był moment, gdzie trochę zapanował chaos i nie wiedziałem co dokładnie się dzieje. Dialogi na plus, postacie na plus.
Zastosowano dawkowanie tajemnicy, co sprawia, że zżera człowieka ciekawość, która jak geas nakazuje czytać...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Świetne opowiadania, bo tym jest ta książka. Pełne akcji, cudownie osadzone w znanej mi już krainie Westeros. Bohaterowie tak główni, jak poboczni wzbudzają sympatię i z wielką przyjemnością przekręca się kolejne strony aby poznawać dalsze ich losy.
Martin w swoim stylu czaruje słowem, nie zawiodłem się na tej książce po przeczytaniu świetnej Pieśni Lodu i Ognia (ubolewam tylko, że prawdopodobnie nie zobaczymy końca).
Daję 9/10, bo mam wrażenie, że dla osób niezaznajomionych ze światem PLiO miejscami trudno może być się połapać w nazwach krain i rodów, a już z pewnością nie wyłapią subtelnych „oczek” puszczanych przez autora.

Świetne opowiadania, bo tym jest ta książka. Pełne akcji, cudownie osadzone w znanej mi już krainie Westeros. Bohaterowie tak główni, jak poboczni wzbudzają sympatię i z wielką przyjemnością przekręca się kolejne strony aby poznawać dalsze ich losy.
Martin w swoim stylu czaruje słowem, nie zawiodłem się na tej książce po przeczytaniu świetnej Pieśni Lodu i Ognia (ubolewam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to