Sylab składanie i gięcie, czyli przybornik młodego erudyty

Róża_Bzowa
12.01.2020

„Ach, mieć taką książkę w dzieciństwie! To istna euforia1!”, myślała recenzentka, przeglądając po raz setny przeczytaną już książkę „Sylaboratorium, czyli leksykon młodego erudyty”. W okresie jej dzieciństwa nikt nie myślał o tym, żeby poszerzać słownictwo dzieci w jakiś zabawny i jednocześnie ciekawy sposób, publikując leksykony dla młodego czytelnika. Można było co najwyżej znaleźć jakąś „Ortografię na wesoło” lub „Gramatykę na wesoło” albo po prostu zabawną książkę popularnonaukową. Ale żeby słownik, i do tego jeszcze z humorem? „To jest po prostu cacko i to nie dla byle darmozjada!” – snuła wnioski recenzentka, podekscytowana lekturą. „Ta książka jest po prostu przefajna!” – przyzwoitość literacka nakazała recenzentce użyć w ostatniej chwili eufemizmu.

Takie bowiem wrażenie wywiera wspomniana książka na osobie czytającej – nie robi nikogo w bambuko, tylko mobilizuje neurony do pracy i zapamiętania nowych słów czy to dorosłego, czy młokosa. Efekt ten do dziś stanowi dla piszącej te słowa prawdziwą zagwozdkę, co wzbudza tym większą atencję dla autorów tej publikacji. I choć większość przywołanych w niej terminów ździebko pachnie naftaliną, to cały tom rozgrzewa lepiej niż termofor. Dziesiątka autorów dwoi się i troi, aby przybliżyć te trudne słowa, a każde z nich, niczym prestidigitator, czaruje nas w swoim stylu, wyciągając ze swojego literackiego kapelusza różne formy – raz wierszyk, innym razem opowiadanie lub też nowelkę kryminalną. Recenzentce przypominają się wciąż – we śnie i na jawie – rozpisane na historię w odcinkach fragmenty Emilii Kiereś oraz opowieści kryminalne Marcina Wichy, nieuchronnie uruchamiające w głowie parantele serialowe. Ilustrujący całość Paweł Pawlak zdecydowanie nie okazał się obibokiem, wykorzystał bowiem cały arsenał technik plastycznych: szkice, rysunki, kolaże i wycinanki, uzyskując efekt, po ujrzeniu którego szczęka opada nawet latimerii.

Może już jednak dość tych zachwytów – wszak czytelnik nie łachudra i sam może dokonać rewitalizacji zasobu własnego słownictwa. W dodatku można sobie powycinać to i owo, poukładać, poprzestawiać i się pozastanawiać. Na zachętę podrzucić tylko wypada pytanie: jaki jest źródłosłów tytułu recenzowanego tomu, hm?

Jowita Marzec

 

1 Wszystkie wyrazy pisane kursywą to pojęcia pochodzące z recenzowanej książki.

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd