Farabeuf

137 str. 2 godz. 17 min.
- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- Proza Iberoamerykańska
- Tytuł oryginału:
- Farabeuf
- Data wydania:
- 1976-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1976-01-01
- Liczba stron:
- 137
- Czas czytania
- 2 godz. 17 min.
- Język:
- polski
- Tłumacz:
- Zofia Chądzyńska
Jeżeli zaufać Elizondo i autorowi posłowia do polskiego wydania, historia powstania powieści o tajemniczo brzmiącym tytule „Farabeuf, czyli kronika pewnej chwili” wiąże się z wykonaną na początku dwudziestego wieku fotografią, którą meksykański pisarz widział w zbiorze esejów innego pisarza, Francuza Georges'a Battaille'a. Zdjęcie przedstawiało jedną z faz chińskiej tortury leng-cz'y. Jest to jeden z najbardziej wymyślnych sposobów zadawania bólu, jakie kiedykolwiek skonstruował umysł ludzki. Nie ma na szczęście większej potrzeby, by wgłębiać się w jej aspekty techniczne. Istotny jest sam fakt - fotografia przedstawiająca człowieka w chwili umierania, podczas niewyobrażalnego wręcz bólu - oraz sposób, w jaki wykorzystał ją pisarz.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Farabeuf w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Farabeuf
Poznaj innych czytelników
67 użytkowników ma tytuł Farabeuf na półkach głównych- Chcę przeczytać 38
- Przeczytane 29
- Posiadam 8
- Proza iberoamerykańska 3
- Proza Iberoamerykańska 2
- Szukam 1
- Najważniejsze! 1
- 2014 1
- Poszukiwane 1
- Chcę w prezencie 1






























OPINIE i DYSKUSJE o książce Farabeuf
Bezsprzecznie najdziwniejsza rzeczy, jaką do tej pory dane było mi przeczytać. Zaczynając pisanie tej recenzji, nadal nie wiem, jaką ocenę wystawić tej książce. Najchętniej zostawiłby ją bez oceny, ale nie wypada łamać przyjętych zasad, więc nad rozwiązaniem tego dylematu będę się głowić później. A teraz o tym, o czym w ogóle jest „Farabeuf”, i dlaczego po skończonej lekturze mam mętlik w głowie.
Ta dość krótka książka została napisana przez meksykańskiego pisarza, Salvadora Elizondo. Jej pełny tytuł to „Farabeuf czyli kronika jednej chwili”. Jeśli ktoś na co dzień nie interesuje się medycyną, to szybka kwerenda w wyszukiwarce poinformuje nas, że Louis Hubert Farabeuf był wybitnym francuskim chirurgiem, specjalistą od amputacji oraz autorem kilku znaczących podręczników medycznych na ten temat. W swojej książce pisarz wykorzystał jego nazwisko oraz fach. A poza tym nie ma żadnego innego związku między treścią utworu a osobą sławnego lekarza. Absolutnie żadnego.
Od razu chcę też zaznaczyć, że w odniesieniu do „Farabeuf” nie wypada używać słowa powieść, gdyż książka ta nie posiada żadnych cech charakterystycznych dla tego gatunku literackiego. A więc próżno tutaj szukać prowadzącej narracji, logicznej fabuły czy wykreowanych bohaterów. Może to być niemały szok dla czytelnika, który nigdy wcześniej nie spotkał się z tego typu dziełem. O co zatem tutaj chodzi? W odpowiedzi na to pytanie po raz kolejny z pomocą przychodzi nam Internet, który informuje, iż „Farabeuf” nawiązuje do awangardowego kierunku w dwudziestowiecznej literaturze, określanego mianem Nowej Powieści (nouveau roman) lub antypowieści. I rzeczywiście, tak też należy traktować utwór meksykańskiego pisarza. Nie ma tutaj nic, czego z reguły spodziewamy się po literaturze pięknej. Mamy zatem do czynienia z twórczością mocno nieszablonową. Delikatnie mówiąc. Do problemu antypowieści powrócę jeszcze krótko pod koniec tego tekstu, a na razie idźmy dalej.
Napisałem już, że Elizondo luźno nawiązuje do historycznej postaci doktora Farabeuf, ale nie jest to jedyna inspiracja autora. Kolejną jest pewne zdjęcie sprzed ponad stu lat (dokładnie z 29 stycznia 1901 roku),na którym uwieczniono wykonanie egzekucji metodą tysiąca cięć (leng-cz'y). Była to jedna z najokrutniejszych metod zadawania śmierci, polegająca na odcinaniu bardzo ostrym nożem kolejnych części ciała skazańca przywiązanego do drewnianego pala. Stosowana w Chinach właściwie aż do początków XX wieku, została uwieczniona przez Europejczyków na kilku fotografiach. Jedno z nich wykonano w Pekinie i jest dostępne do obejrzenia w Wiki-commons (uwaga, rzecz wyjątkowo makabryczna, nie przeznaczona dla wrażliwych odbiorców). Elizondo wielokrotnie odwołuje się do tej fotografii, a nawet przeprowadza w książce jej szczegółową analizę opisową.
Czyli mamy kolejny element układanki, ale dalej nie przybliża nas to do odkrycia, o co naprawdę tutaj chodzi. Czytając książkę, szybko odkrywamy, że pisarz obraca się wokół tych samych elementów, które ciągle się powtarzają. Porównałbym to do zacięcia się taśmy/płyty z filmem, w efekcie czego ta sama krótka scena zapętla się i jest pokazywana widzowi na okrągło, doprowadzając go tym samym do szału. W antypowieści Elizondo zmienia się co prawda perspektywa lub jakieś drobne detale, ale w niczym nam to nie pomaga. Przeciwnie, dla mnie czytanie kolejnych opisów tego samego było uczuciem wyjątkowo nieprzyjemnym i niekomfortowym. Pisarz wykreował tym samym pewien stan zawieszenia w czasie. Oto zawarta w tytule „kronika jednej chwili”, która ciągle i ciągle się powtarza, opisując ten sam moment.
Przyszła mi do głowy myśl, że może mamy tutaj do czynienia z jakąś odsłona literackiej kary tysiąca cięć, w której pisarz „znęca się” nad bezradnym czytelnikiem „uwięzionym” w trakcie lektury. Chcielibyśmy bowiem - jak na powieść przystało - poznać dalszy ciąg fabuły lub cel końcowy opisywanej sceny, ale Elizondo na to nie pozwala. Niczym kat po raz kolejny każe nam imaginować rozgwiazdę, jakiś dom lub mieszkanie (raz nad morzem, innym razem w Paryżu),obraz na ścianie, lustra, drzwi itp. To literackie rekwizyty, którymi pisarz ciągle manipuluje. Za każdym razem niby to samo, ale jednak inaczej.
Tym samym w „Farabeuf” występują wszystkie elementy antypowieści. Są tutaj totalnie nieokreślone postacie - jakiś mężczyzna i jakaś kobieta, o których nie wiemy nic. Poza nazwiskiem i profesją zapożyczoną od francuskiego chirurga, w zasadzie nic więcej nie uzyskamy. Fabuła? Nie istnieje - zamiast tego ciągle te same migawki. Czas akcji? Tym bardziej nieokreślony i nieistotny - oto po raz kolejny ten sam Farabeauf wspina się po schodach i wchodzi do tego samego (?) pomieszczenia, potrącając metalowy stolik (choć może potrąca go kobieta w czepku?),a przecież o tym już czytaliśmy dosłownie przed chwilą. Wreszcie narracja, w której raz pisarz używa formy męskiej, chwilę potem żeńskiej, by czasami przejść - jak gdyby nigdy nic - do trybu trzecioosobowego.
Wydaje mi się, że zasadniczo cała wartość literacka „Farabeuf” przeniesiona jest na poziom konstrukcyjny utworu, a więc właśnie na umiejętność wykreowania antywartości. Podziw ma tutaj budzić nie narracja, bohaterowie czy intryga, jak ma to miejsce w tradycyjnej powieści, ale właśnie sposób totalnego zaprzeczenia tym elementom. Dla czytelnika, poszukującego przeżyć pozytywnych, książka Elizondo nie ma niczego do zaoferowania. Przeciwnie, tutaj wszystko staje się literacką torturą. I tak też czuje się czytelnik po przewróceniu ostatniej kartki - straszliwie umęczony i jakiś taki psychicznie rozbity. Oczywiście wrażenia te zależą też od podejścia do lektury, a więc jak głęboko zechcemy ją zrozumieć. Tak czy inaczej, kwestia antywartości jest kwestią dyskusyjną. Dualizm przeciwieństw jest rzeczą immanentną dla ludzkiej egzystencji. Dotyka on podstawowych spraw codziennego życia, a więc nie ma powodu, dla którego nie miałby być obecny także w twórczości literackiej. Nouveau roman była właśnie takim wyrazem twórczości opozycyjnej dla tradycyjnej literatury. Dla jednych to obrazoburcza grafomania, nastawiona na zyskanie poklasku w wyniku szokowania odbiorcy, dla innych natomiast - dowód niezależności twórczej i gotowości do przekraczania narzuconych przez kulturę granic. To zresztą temat na znacznie dłuższa dyskusję. Osobiście nigdy nie byłem zwolennikiem antywartości, bo to forma rywalizacji bez poszanowania obowiązujących reguł. Teoretycznie trudniej napisać coś zapadającego w pamięć, gdy ma się tysiące rywali przestrzegających tych samych reguł. Łatwiej wydaje się zatem odrzucić istniejące zasady, aby w ich miejsce wykreować własne. Nie można wszak zaprzeczyć, że to też jest forma twórczości, a przekraczanie kolejnych granic od wieków było wyznacznikiem rozwoju nie tylko sztuki czy literatury, ale ludzkości jako takiej. Takie zdaje się być nasze przeznaczenie.
Wracając jednak do meritum problemu. Niby wszystko pięknie, ale dalej nie wiem, co ostatecznie sądzić o tej książce, ani tym czy udało mi się ją właściwie odczytać. Pewne zamierzenia pisarza pozostają dla mnie niejasne. Zaskoczyło mnie także, że to rzecz całkowicie odmienna od dotychczasowych przykładów meksykańskiej literatury, które miałem okazję przeczytać. Ba, Elizondo napisał coś totalnie niemeksykańskiego. Ale, aby już nie przedłużać tego chaotycznego wywodu, wywieszam ostatecznie białą flagę i daję ocenę 5/10, która bynajmniej nie wyraża mojej rzeczywistej oceny dla „Farabeuf”, ani tym bardziej wartości literackiej, ale raczej dowodzi niezdolności do wydania końcowego werdyktu dla czegoś, co całkowicie wymknęło się moim oczekiwaniom. Lektura tej książki nie była rzeczą przyjemną, ale na pewno odkrywczą pod względem poznawczym.
Bezsprzecznie najdziwniejsza rzeczy, jaką do tej pory dane było mi przeczytać. Zaczynając pisanie tej recenzji, nadal nie wiem, jaką ocenę wystawić tej książce. Najchętniej zostawiłby ją bez oceny, ale nie wypada łamać przyjętych zasad, więc nad rozwiązaniem tego dylematu będę się głowić później. A teraz o tym, o czym w ogóle jest „Farabeuf”, i dlaczego po skończonej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękna książka, bardzo poetycka, a jednocześnie - okrutna...
Piękna książka, bardzo poetycka, a jednocześnie - okrutna...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOryginalna. Odczytywanko historii z obrazu z wielu nakładających się scenerii pchanych bólem nieżycia z taką liczbą odniesień do różnych filozofii, że nawet gdybyśmy mówili o przeroście formy, to byłoby to bez znaczenia. Chyba.
Książałka na kanwie(?) tego zdjęcia http://25.media.tumblr.com/tumblr_m9vur8oMWj1qa7vxfo1_1280.jpg (nie przeklej, jeśli masz jeszcze sztandary i apele, jesteś młode)
Edit: tu jest bardzo ładna recenzja, polecam http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=43331
Oryginalna. Odczytywanko historii z obrazu z wielu nakładających się scenerii pchanych bólem nieżycia z taką liczbą odniesień do różnych filozofii, że nawet gdybyśmy mówili o przeroście formy, to byłoby to bez znaczenia. Chyba.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążałka na kanwie(?) tego zdjęcia http://25.media.tumblr.com/tumblr_m9vur8oMWj1qa7vxfo1_1280.jpg (nie przeklej, jeśli masz jeszcze sztandary i...