Traktat o naturze ludzkiej

- Kategoria:
- filozofia, etyka
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2023-04-20
- Data 1. wyd. pol.:
- 2005-01-01
- Liczba stron:
- 730
- Czas czytania
- 12 godz. 10 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788367020459
- Tłumacz:
- Czesław Znamierowski
Pierwsze dwie księgi Traktatu o naturze ludzkiej szkockiego filozofa Davida Hume’a (1711–1776) ukazały się w 1739 roku, gdy autor miał zaledwie dwadzieścia siedem lat, a napisane zostały nawet jeszcze kilka lat wcześniej. Zamysł dzieła był wszakże zakrojony na miarę dojrzałego myśliciela. Hume zamierzył sobie panoramiczny opis człowieka ujęty w trzech księgach: o rozumie, uczuciach i moralności – anatomię ludzkiej natury, a zarazem malarską syntezę aż po projekt reguł etycznych (podtytuł brzmi: Próba wprowadzenia eksperymentalnej metody rozumowania do kwestii moralnych). Pod koniec życia odżegnał się od swojego wczesnego dzieła, lecz w tej ocenie potomni byli przeciwnego zdania i dziś Traktat… jest uznawany za jego najgłębszą pracę filozoficzną, zawierającą podstawowe koncepty – rewolucyjne, a od strony religijnej nawet niecenzuralne (książki Hume’a znalazły się na kościelnym indeksie). Traktat… zainicjował współczesne myślenie, bezlitosne dla wszelkich uznanych pojęć metafizycznych, czego koronnym przykładem jest krytyka (można by rzec: dekonstrukcja) pojęcia przyczynowości, które empirysta Hume sprowadza do porządku następstwa. Pogląd, że wszelkie pojęcia ogólne są „w umyśle”, a nie „w rzeczach”, wybił z „metafizycznej drzemki” Immanuela Kanta i pozwolił mu przenieść do intelektu wszystko, co od czasów Arystotelesa lokowano w świecie zewnętrznym (paradoksalnie więc ojciec empiryzmu przyczynił się do narodzin filozofii transcendentalnej).
Kup Traktat o naturze ludzkiej w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Traktat o naturze ludzkiej
Poznaj innych czytelników
279 użytkowników ma tytuł Traktat o naturze ludzkiej na półkach głównych- Chcę przeczytać 236
- Przeczytane 39
- Teraz czytam 4
- Posiadam 10
- Filozofia 8
- Ulubione 3
- Klasyki 2
- Zbiory 1
- 2020 1
- Czysta filozofia 1




































OPINIE i DYSKUSJE o książce Traktat o naturze ludzkiej
I've read the book in english, so I'm about writing few words in this language. I've found the position in the internet, I was reading it online for over six months period of time.
Quite fast I started being somehow irritated, shocked from time to time, as I'm very used to obviousness of a subjective perspective, actually in almost any manner. Not to say that I completely exclude some chances to get to some objective, or at least more objective conclusions, but still, to call something undoubtful I find a great challenge nearly always... So to be "deeply tolerant" reading that almost any idea, especially more complex one, is basically mainly to doubt and call inappropriate since the very beginning of, actually, for example, attempt to use brain... Right, pretty nice joke to have as to offer a deep dive into human's nature... So, as, reading yeeears ago some of "The life of the mind" and being like, oh, really, so very wow, here it was not rarely "just please do end and never come back" effect. I'm so over with these feces, sadly, I assume, not very few things were treated very seriously... And are still in use... Anyway, I do admit that I found some interesting fragments, there was some about brain's capacity to create and connect a lot of things and being prone to treat the belief as true, it was expressed more specifically, and I found some about it sadly but quite not the furthest from the true possibilities...
I think that the position shows a lot about "class"; it's pretty obvious that the perspective was even kind of naively, blindly "one-sided", with a huge certainty about only one truth... Very old-fashioned... As for me, even parts about emotions may contain a lot of dejecta, to read his view on pride and humility is an enormous try for endurance, it's a disgrace for sure to have a contact with the type of messages he had offered... I hope he got to self-realisation, even if quiet one, and understood how terrible, unforgivable nonsenses he had created.
I had some like to just reading it, except the fact that the text is terrible, I'll stay with 4, even though I do have a minimal respect to width of the subject (nonacceptable content anyway, the hall of shame for humanity this is).
I've read the book in english, so I'm about writing few words in this language. I've found the position in the internet, I was reading it online for over six months period of time.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toQuite fast I started being somehow irritated, shocked from time to time, as I'm very used to obviousness of a subjective perspective, actually in almost any manner. Not to say that I completely...
Jestem w posiadaniu i przeczytałem "Traktat..." wydany w ramach serii Biblioteki Klasyków Filozofii (nie będę z tego powodu wprowadzał go jako "nowej" książki na tym portalu) w dwóch tomach: "O rozumie" i "O uczuciach" (łącznie 857 str.).
Na początku zaznaczę, że gdybym kiedyś nie zaczął czytać szkockiego filozofa od jego późniejszych dzieł, ale właśnie od niniejszego, to prawdopodobnie w ogóle bym do nich później nie zajrzał. Dlaczego? Z kilku powodów.
Po pierwsze Hume doszedł do swojego wyśmienitego stylu dopiero wtedy, gdy miał już za sobą pracę, która została (w XX wieku) okrzyknięta jako jego najważniejsza. Ta uwaga rodzi następną: sposób narracji "Traktatu..." jest niezmiernie nużący. I to łagodnie rzecz ujmując. Dłużyzny, wielokrotne powielanie tych samych myśli w wielu miejscach, a nawet po prostu powtarzanie tego samego tymi samymi słowami jest bardzo męczące, żeby nie powiedzieć irytujące.
Nie chcę się tutaj rozpisywać nad tym, jak wiele odkrywczych myśli zawiera to dzieło. Sądzę natomiast, iż dla sporej ilości ludzi sam fakt wiedzy o ich odkrywczości wystarczy dla oceny tej pracy, nawet jeśli za bardzo się jej nie zrozumiało, ale za to uwierzyło w to, co mówią na jej temat inni. Czasem nie wypada przecież iść pod prąd, bezpieczniej ocenić coś jak reszta, zamiast zbyt niską oceną narazić się na zarzut "niezrozumienia" tej lub tamtej filozofii.
Nie chcę przez to powiedzieć, że sprawy które poruszył Hume są małej wagi. Chodzi mi o to, w jakiej formie to zrobił i jak bardzo odstaje ona od tego, co możemy zobaczyć np. w "Dialogach o religii naturalnej", czy też w "Esejach z dziedziny moralności i literatury". Sam autor do końca życia żałował, że "Traktat..." wyszedł spod jego ręki w tak młodym wieku. I nie uważam, że jest to tylko i wyłącznie podyktowane fatalnym samopoczuciem spowodowanym zerowym odzewem wobec tej książki wśród publiczności (gdyby tak było, to należałoby uznać, iż pociąg do sławy i napędzana przez uznanie wśród innych próżność, byłyby silnymi motywatorami jego działalności; z drugiej strony pewne przesłanki potwierdzają, że te nie licujące z jego umysłem, a podzielane z innym wielkim filozofem Schopenhauerem, pobudki, miały jednak u niego jakieś znaczenie).
Hume, kiedy uświadomił sobie, że tego typu filozoficzne gadulstwo spotyka się z tak ujemną reakcją, postanowił pod płaszczykiem kogoś innego i z rzekomymi intencjami rozświetlenia uczonym o co tak naprawdę w tej pracy idzie, napisać jej krótkie streszczenie (dwadzieścia kilka stron). I, niestety, można śmiało powiedzieć, że tyle wystarczyło, aby oddać to, co miał do powiedzenia w całym dziele. Bez zbędnych zawijasów słownych i całego balastu ornamentyki rodem z czasów, od których słusznie się odcinał.
Mimo wszystko należy podkreślić, że jest zdumiewające, iż ktoś tak młody posiadał tak wielką bystrość umysłu, erudycję oraz przenikliwość spojrzenia na wiele skomplikowanych i nad wyraz abstrakcyjnych spraw.
W pewnym miejscu nawet Hume sam napisał o swoim młodym wieku. Mam wrażenie, że zdawał sobie sprawę, że jeszcze dużo za wcześnie na ostatnie słowo we własnym wydaniu. Tym bardziej, że jako umiarkowany sceptyk był świadomy powabów, ale i zagrożeń, jakie niesie za sobą niewczesny dogmatyzm.
Pozwolę sobie na zacytowanie jednej jedynej myśli z "Traktatu...", którą uważam za dobrą pointę: "Dysputy mnożą się, jak gdyby wszystko było niepewne, a są prowadzone tak gorąco, jak gdyby wszystko było pewne". To zdanie zwiastowało kunsztowny styl autora w przyszłości. Niestety, jest tylko jedną z nielicznych "perełek" spośród całego morza mało strawnego słowotoku.
Jestem w posiadaniu i przeczytałem "Traktat..." wydany w ramach serii Biblioteki Klasyków Filozofii (nie będę z tego powodu wprowadzał go jako "nowej" książki na tym portalu) w dwóch tomach: "O rozumie" i "O uczuciach" (łącznie 857 str.).
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa początku zaznaczę, że gdybym kiedyś nie zaczął czytać szkockiego filozofa od jego późniejszych dzieł, ale właśnie od niniejszego, to...
Rozwlekła praca. Tematyka jednak jest szeroka bo dla Huma rozważania nad naturą ludzką są rozważaniami nad naukami. Nawet matematyka zależy w pewnej mierze od nauki o człowieku, jest ona bowiem przedmiotem ludzkiego poznania i przedmiotem sądów, które tworzy człowiek dzięki swym siłom i władzom.
Najbardziej oryginalne dla Huma jest zdemaskowanie pojęć przyczyny i skutku.
Nie możemy wcale dostrzec przyczynowości, nie można wcale zrozumieć dlaczego przyczyna ma wywoływać skutek w taki sposób w jaki uważamy. Postrzegamy co najwyżej bezpośrednie sąsiedztwo w czasie i przestrzeni, wcześniejszość przyczyny i stałe (powtarzalne na pewnej próbie) powiązanie. Jedynie nawyk sprawia, że przyjmujemy, iż przyszłość jest zgodna z przeszłością, że to powiązanie jest konieczne itd. To tylko powyższe właściwości fenomenologiczne tłumaczone nawykowo. Stąd podważenie także substancjalności osoby [tu trochę tego nie rozumiem bo chyba mamy bezpośrednią impresję jedności albo jak powie Kant kategorię jedności apercepcji]
Głęboki problem indukcji. Nie możemy mieć ścisłej wiedzy o przyszłości na podstawie wiedzy o przeszłości, na czym opiera się cała nauka. Takie dowodzenie nie daje się tłumaczyć racjonalnie, lecz psychologicznie. Nie da się udowodnić, że skoro słońce wstało wczoraj, to wstanie także i dziś. W ten sposób okazuje się, że wszelka wiedza oparta na indukcji, czyli cała nauka - opiera się na przyzwyczajeniu.
Na co dzień musimy postępować tak, jakby przyczynowość była prawdą - lecz to nie znaczy nic. Takie sądy wraz z powtarzaniem zastygają w stałą dyspozycję, co jest efektywne energetycznie?
Powstawanie idei. Wszystkie nasze idee wg Huma mają swoje źródło w impresjach. To wydaje się jednocześnie proste i właściwe. Myślę że jednak do rozważenia jest, czy nie ma racji Jung: do stworzenia naszych idei konieczne są impresje, w porządku. Jednak czy te impresje nie są kompresowane, porządkowane w pewnych apriorycznych kompleksach energii? Myślę że wobec odkryć psychoanalizy nie możemy już mówić o pełnej wolności krystalizacji idei. Pozostaje kwestia przypadku lub kompleksów archetypowych które jakby przyciągają ilości energii i danych zmysłowych tak że powstają nowe warianty archetypowe idei, warianty archetypowe czy dowolne? Może archetypy Junga są tylko pozornie prawdziwe z powodu podobnych podstawowych warunków bytowych i strukturalnych ludzi, zbiorowisk. Czyli mogłyby nawet istnieć "archetypy" w znaczeniu podobnych wzorów ale nie być filogenetyczne i ewolucyjnie zakotwiczone. To na razie rejon spekulacji, do pewności przybliżą nas może coraz lepsze skany mózgu. Trudności etyczne przeprowadzania eksperymentów w kwestii problemu idei wrodzonych. Ale nieco odbiegłem od tematu.
No więc u Huma są impresje proste czyli bezpośrednie wrażenia zmysłowe jak kolor, impresje złożone czyli zbiór impresji jak jabłko, stąd idee proste czyli np. wyobrażenie jabłka, idee złożone np. złota góra (nie widziałem nigdy złotej góry ale widziałem góry i złoto więc mogę sobie wytworzyć taką ideę złożoną)
idee różnią się od impresji tym że są mniej nasilone, idea oddziaływuje słabiej niż impresja "idee są bladymi kopiami impresji"
Idee złożone które mogą tworzyć różne powiązania, ale są ograniczone materiałem dostarczonym przez impresje i mechanizmami kojarzenia idei.
Idee pamięci są właśnie bladymi kopiami impresji, są też idee wyobraźni które podlegają przemianom, mogą być modyfikowane i łączone np. idea niebieskiego jabłka którego nigdy nie widziałem. Jednak nawet wyobraźnia, choć wydaje się nieograniczona, dla Huma działa na bazie pierwotnych impresji.
Impresje mogą być zmysłowe lub refleksyjne (pochodzące z wew. stanów psychicznych)
Wszystkie idee mają wynikać z prostych impresji poprzez mechanizmy kojarzenia (podobieństwo, bliskość w czasie/przestrzeni)
Każda ideę możemy zweryfikować, sprawdzając czy pochodzi od impresji [test empiryczny idei] co prowadzi do radykalnego ataku na metafizykę. Humowi trzeba też przyznać wkład w kształtowanie się metody naukowej (eksperyment)
Hume analizuje też myślę że w sposób realistyczny mechanizmy kojarzenia emocji i tzw. odźwięku uczuciowego czyli coś pochodnego do modnej dziś pojęciowo empatii. Tak samo realistyczna wydaje się jego teoria powstawania państwa i prawa. Częstokroć jego poglądy np. ekonomiczne budziły mój sprzeciw, jednak doceniałem analizę ich powstania.
Sceptycy starożytni (Pyrron) wstrzymujemy sąd, pierwsza przesłanka tzn pierwsza przyczyna jest arbitralnie dowolna. Arystoteles: Pierwsza przyczyna to koniecznie pierwszy poruszyciel bo nie sposób prowadzić dowodzenia in infinitum i kwestionowanie albo domaganie się uzasadnienia logiki dowodzi nieznajomości logiki(powstały logiki niearystotelesowskie) Hume: Wszelkie dowodzenie zaczyna się od impresji.
Co do nauki. "możemy zdobyć wiedzę o pewnym określonym powiązaniu przyczynowym w jednym eksperymencie, pod warunkiem, że dokonamy go z rozmysłem, usunąwszy starannie wszelkie okoliczności, obce sprawie i zbędne."
Lecz w życiu nigdy nie ma takich warunków, by nie było okoliczności obcych sprawie i zbędnych. Poza tym, nawet w idealnych warunkach eksperymentu przyczynowość nie może być konieczna w sensie logicznym.
No w ogóle więcej tego i warto przeczytać. Sensualizm(co ciekawe prowadzący do pewnego konserwatyzmu),pragmatyczny sceptycyzm, agnostycyzm, David Hume.
Rozwlekła praca. Tematyka jednak jest szeroka bo dla Huma rozważania nad naturą ludzką są rozważaniami nad naukami. Nawet matematyka zależy w pewnej mierze od nauki o człowieku, jest ona bowiem przedmiotem ludzkiego poznania i przedmiotem sądów, które tworzy człowiek dzięki swym siłom i władzom.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNajbardziej oryginalne dla Huma jest zdemaskowanie pojęć przyczyny i...
Na pewno należy docenić, że nie jest to filozoficzny bełkot w stylu francuskich poststrukturalistów (np. Derrida/Deleuze) lub "suchych" niemieckich filozofów (np. Hegel, Heidegger),ale - tak jak wskazano już niżej - nie czyta się tego łatwo. Prezentowane tezy (jak to określono - umiarkowanie sceptyczne) niespecjalnie wynagradzają wysiłek. Mam wrażenie, że mogłem przeczytać 10-stronnicowe streszczenie na końcu książki oraz 20-stronnicową notę o krytykach Hume'a (z którą w sumie w większości się zgadzałem) i nie tracić czasu na 700-stronnicowy, ciężki w odbiorze wywód.
Na pewno należy docenić, że nie jest to filozoficzny bełkot w stylu francuskich poststrukturalistów (np. Derrida/Deleuze) lub "suchych" niemieckich filozofów (np. Hegel, Heidegger),ale - tak jak wskazano już niżej - nie czyta się tego łatwo. Prezentowane tezy (jak to określono - umiarkowanie sceptyczne) niespecjalnie wynagradzają wysiłek. Mam wrażenie, że mogłem przeczytać...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCytując swoją poprzednią opinię:
I to jest ta kiepska książka Hume'a. Raczej nie polecam, ciężko napisane, brakuje lekkości z esejów czy traktatów o religii. Nie potrafiłem jej strawić.
Studiowało się tą filozofię w sumie bodajże 6 lat, więc i troszkę filozoficznych książek się przeczytało. To książka z mojej półki "różności", wrzucam tu te setki książek które przeczytałem w życiu w latach 2000-2019.
Cytując swoją poprzednią opinię:
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI to jest ta kiepska książka Hume'a. Raczej nie polecam, ciężko napisane, brakuje lekkości z esejów czy traktatów o religii. Nie potrafiłem jej strawić.
Studiowało się tą filozofię w sumie bodajże 6 lat, więc i troszkę filozoficznych książek się przeczytało. To książka z mojej półki "różności", wrzucam tu te setki książek które...
Najważniejsze słowa tego traktatu: „stałość posiadania, przekazywania własności za zgodą właściciela i wypełniania przyrzeczeń. Te prawa więc są wcześniejsze niż władza”. Rozdział III to jeden wielki opis jak sprawiedliwość wyewoluowała spontanicznie w pierwotnych społecznościach, jako behawioralne stany równowagi. Hume to geniusz liberalnej filozofii politycznej.
Najważniejsze słowa tego traktatu: „stałość posiadania, przekazywania własności za zgodą właściciela i wypełniania przyrzeczeń. Te prawa więc są wcześniejsze niż władza”. Rozdział III to jeden wielki opis jak sprawiedliwość wyewoluowała spontanicznie w pierwotnych społecznościach, jako behawioralne stany równowagi. Hume to geniusz liberalnej filozofii politycznej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to