Główne nurty marksizmu, t. 1

434 str. 7 godz. 14 min.
- Kategoria:
- filozofia, etyka
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2009-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1989-01-01
- Liczba stron:
- 434
- Czas czytania
- 7 godz. 14 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788301157593
Tom 1 klasycznego już 3-tomowego dzieła o charakterze podręcznikowym. Jest uporządkowaną i bogatą w informacje prezentacją historii marksizmu. Autor śledzi źródła konstytutywnych pojęć marksizmu, ukazując wszystkie konteksty od starożytnych po współczesne. Zakorzenia myśl marksowską i marksistowską w europejskiej kulturze i filozofii, w zależności od potrzeb przechodzi od perspektywy ogólnej do interesujących szczegółów. Analizuje poszczególne odłamy i doktrynalne niuanse marksizmu.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Główne nurty marksizmu, t. 1 w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Główne nurty marksizmu, t. 1
Poznaj innych czytelników
77 użytkowników ma tytuł Główne nurty marksizmu, t. 1 na półkach głównych- Chcę przeczytać 46
- Przeczytane 30
- Teraz czytam 1
- Posiadam 5
- Filozofia 4
- Historia 2
- Polityka 1
- Anin 1
- Kupić 1
- Filozofia i Polityka 1





































OPINIE i DYSKUSJE o książce Główne nurty marksizmu, t. 1
pierwsza pełna (w sensie głównych nurtów),krytyczna i filozoficznie kompletna historia marksizmu... tom I - dialektyka od starożytności do Marksa i Engelsa...
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/63378/glowne-nurty-marksizmu-powstanie-rozw...
pierwsza pełna (w sensie głównych nurtów),krytyczna i filozoficznie kompletna historia marksizmu... tom I - dialektyka od starożytności do Marksa i Engelsa...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttps://lubimyczytac.pl/ksiazka/63378/glowne-nurty-marksizmu-powstanie-rozw...
Jeśli jesteś erudytą i osobą inteligentną to bez wątpienia zapoznałeś/aś się, przynajmniej, z " Zarysem historii filozofii " W. Tatarkiewicza !!!
Nadszedł więc czas przejść dalej.
Rekomendowane dzieło to kompleksowa i uporządkowana historia marksizmu, jego rozwój w europejskiej filozofii i kulturze, powiązania z wcześniejszymi nurtami filozoficznymi, od starożytności po czasy współczesne, analizuje odłamy i niuanse doktrynalne.
Pokazuje jego genezę, rozwój i w ostateczności jego rozkład.
To największe dzieło autora ( 3 t. ),miało ogromny wpływ na światową filozofię !!!
Jego największą zasługą jest ukazanie wewnętrznych sprzeczności w idei marksistowskiej i jest uznawane za jedno z najwybitniejszych wkładów w krytykę marksizmu, a w szczególności marksizmu - leninizmu !!!
Ukazuje jak system filozoficzny stał się ideologią o niszczycielskim wpływie na historię, mająca na celu wyzwolenie staje się źródłem zniewolenia.
Autor udowadnia, że nowe wizje, mimo swego odwoływania się do wolności, demokracji, dobrobytu itd. często prowadzą do powstania nowych form ucisku !!!
Czyżby autor przewidział powstanie UE ???
Czy to dzieło muszę rekomendować ?
Sam nie wiem.
Jeśli jesteś osobą światłą i otwartą na coś czego nie znasz, to książek nie muszę polecać !!!
Jeśli jesteś erudytą i osobą inteligentną to bez wątpienia zapoznałeś/aś się, przynajmniej, z " Zarysem historii filozofii " W. Tatarkiewicza !!!
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNadszedł więc czas przejść dalej.
Rekomendowane dzieło to kompleksowa i uporządkowana historia marksizmu, jego rozwój w europejskiej filozofii i kulturze, powiązania z wcześniejszymi nurtami filozoficznymi, od starożytności po...
RosarioVex „bardzo trudna i wymagająca” OZM „okrutnie mnie wymęczyło w partiach poświęconych Kantowi i Heglowi, ale to już chyba bardziej wina Kanta i Hegla niż Kołakowskiego” nic dziwnego
„Filozofia Hegla jest ... wniknięciem w myśl tak głębokim, że w przeważającej części niezrozumiałym ...” (James Hutchison Sterling, w: „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie” część 2 motto do rozdziału 12)
Ogrom wiadomości, lecz jak dla mnie za trudny do przyswojenia. Wedle wstępu „Kołakowskiego krytyka marksizmu uderza zatem zasadnie przede wszystkim we wbudowaną weń prometejsko – faustyczną wizję. Przy czym nie poprzestaje bynajmniej na pokazaniu katastrofalnych skutków, jakie spowodowały próby jej zrealizowania. Sięga znacznie głębiej, kwestionuje bowiem samą jej racjonalność.” (s. XXIX)
„Plotyn ciągnie wątek zaszczepiony w myśli greckiej przez Parmenidesa i chociaż stara się wspiąć w swojej konstrukcji na piętro wyższe jeszcze aniżeli Byt parmenidesowski (traktowany przezeń jako wtórny względem Jednego czy absolutu) to jednak podstawowa jego intuicja filozoficzna jest taka sama. Plotyn nie rozumuje jak arystotelicy ex contingente ad necessarium, to jest nie usiłuje wykazać, że realność Jednego może być lconkluzywnie wywiedziona z obserwacji bytów skończonych jako ich niezbędny logicznie warunek. Jedno ma realność niewysłowioną wprawdzie, niemniej oczywistą, albowiem "być" po prostu w najbardziej ostatecznym znaczeniu słowa, to być niezmiennym bezwzględnie, więc także niezłożonym bezwzględnie, więc pozaczasowym. To, co jest prawdziwie, nie może być poddane czasowości, nie może żyć tak, by różnicowało swe życie na przeszłość i przyszłość. Byty skończone i warunkowe, przeciwnie, żyją w ciągłej ucieczce od przeszłości, której już nie ma, ku przyszłości, której nie ma jeszcze, zmuszone są zatem same siebie ujmować przez pośrednictwo wspomnienia lub antycypacji, nie są same sobie dane bezpośrednio, lecz tylko w nieuchronnej mediatyzacji, stwarzanej przez odróżnienie między tym, co było i tym, co będzie. Nie są tożsame same z sobą, bo nie są "całe naraz", lecz żyją tylko w teraźniejszości, która w tym momencie, gdy jest, już znika i jawi się "później" tylko przez pośrednictwo pamięci. Jedno jest prawdziwie samotożsame i stąd również nie może być rozumiane należycie w swojej opozycji względem świata przemijalnego, ale tylko same przez się.” (s. 16) A to drobnym kawałkiem jeno.
Hegel zaś jeszcze twardszy do zgryziemia.
„Hegel tedy – w opozycji do idealizmu Schellinga – nie chciał redukować bytu do niezróżnicowanej identyczności absolutu, w którym zatraca się lub za złudę musi uchodzić cała rozmaitość i wielość form rzeczywistości skończonej, i nie chciał zarazem – w opozycji do Kanta – by podmiot myślący zdany był niejako bezradnie na doświadczenie owej wielości i rozmaitości, która by wiecznie przedstawiała mu się jako dana po prostu, pozbawiona racji i sensu. (…) Jeśli bowiem przedmiot jest czymś obcym względem podmiotu, to jest tym samym jego ograniczeniem, jego negacją; ograniczona świadomość jest skończona, a więc przedmiot, jako obcy, jest jej również wrogi. Dopiero wtedy, kiedy duch rozpozna w przedmiocie samego siebie, zniesie więc jego obcość i zniesie samą przedmiotowość, pozbywa się ograniczeń, dochodzi do nieskończoności; tym samym różnorodność bytu przestaje być przypadkowa. Po to jednak, by mogła ona zachować się w swoim bogactwie, ruch znoszenia obcości i przedmiotowości świata nie może polegać na unicestwianiu stworzonego świata lub ogłaszaniu go za iluzję, która topi się w końcu w jedności wszechpochłaniającego absolutu, ale musi przetrwać w swoim ginięciu, to znaczy jej negowanie przez ducha musi być negowaniem asymilującym. Termin "znoszenie" (Aufheben) oznacza właśnie ten szczególny rodzaj negacji przechowującej, w której potrafimy ocalić zarówno samoistność ducha, jak wielorakość bytu.” (s. 56n) Jak poprzednio. Przychodzi na myśl „napełniłeś mi uszy oceanu szumem” Kordiana, gdy Doktor Diabeł coś „wyjaśnia”.
Mym zdaniem, może niesłusznym, praca zyskałaby na skróceniu tych wywodów. Druga część chyba wypadła lepiej.
W przeciwieństwie do „Społeczeństwa otwartego” Poppera „Główne nurty” poświęcają „Państwu” Platona dwie krótkie wzmianki, łatwe do przeoczenia (a szkoda). „Ukucie nazwy "socjalizm" przypisuje sobie saintsimonista Pierre Leroux, który użył jej w 1832 roku w piśmie "Globe". Była ona również w użyciu w 30 – tych latach u owenistów angielskich. Upowszechnienie zarówno nazwy samej, jak idei, naturalnym biegiem rzeczy, zwróciło uwagę myślicieli i propagatorów ku jej historycznym antecendencjom; w republice Platona, w komunistycznych ruchach średniowiecznych sekciarzy, u utopistów renesansu – nade wszystko Morusa i Campanelli, u ich naśladowców XVII – wiecznych i oświeceniowych śledzono pojawianie się wątków wspólnych, inspirowanych przez najróżniejsze filozofie. Jeśli hierarchiczna organizacja platońska była odległa od wyobrażeń egalitarnych, wspólnych większości socjalistów nowoczesnych, jeśli ascetyczne ideały średniowiecznych doktrynerów zbyt były uwikłane w swoiście religijne treści, to jednak utopia Morusa wyrastała już z refleksji nad pierwotną akumulacją kapitalistyczną i w jej ideałach (…) widzieli propagatorzy socjalizmu wiele bliskich sobie pomysłów.” (s. 180)
W przeciwieństwie do „Komunizmu” Pipesa, pominięty wątek „Diggerów” (chociaż może i pozbawiony większego znaczenia) z przejsciem od razu do „Równych”: „Stworzyli za Dyrektoriatu organizację konspiracyjną, która miała przemocą obalić istniejącą władzę. Postanowili, że lud, dziś jeszcze niewyzwolony z wpływu duchowego wyzyskiwaczy nie może od razu sam sprawować władzy iż więc w pierwszym okresie sami spiskowcy będą go musieli prowadzić. Dopiero z czasem, dzięki upowszechnieniu oświaty, lud sam będzie zdolny sprawować władzę przez instytucje wyborcze. Spisek Babeufa został w 1796 roku wykryty, a jego przywódca ścięty. Jego idee odżyły do pewnego stopnia w działalności Blanqui'ego. Babuwiści nie operowali jeszcze w swoich programach wyraźnymi kategoriami klasowymi zadowalając się przeciwstawieniem ubogich i bogaczy albo ludu i tyranów (…) przejęli z jakobinizmu styl myślenia o społeczeństwie w kategoriach władzy politycznej, zdobywanej przemocą i przekazali go francuskiemu ruchowi socjalistycznemu (socjalizm angielski od początku był zdominowany przez tendencję reformistyczną, nie wyrósł historycznie z rewolucji politycznej, ale z procesów industrializacji). W Manifeste des egaux napisanym w 1796 roku przez Pierre'a Sylvaina Marechala rewolucja francuska określona jest jako zapowiedź następnej, o wiele większej i już ostatniej rewolucji. Kierownictwo spisku nie zgodziło się na publikację tego manifestu, gdyż zakwestionowało w nim dwa charakterystyczne wyrażenia: jedno głosiło "niech przepadną, jeśli trzeba, wszystkie sztuki, byle została nam rzeczywista równość"; drugie żądało, by zniknęły wszystkie różnice nie tylko między bogatymi i biednymi, panami i sługami, ale także między rządzącymi i rządzonymi. Pierwsze zdanie, choć odrzucone, zdradza niemniej tendencję, która powtarzać się będzie wielokrotnie w ruchach komunistycznych: równość jest wartością najwyższą, mianowicie równość w korzystaniu z dóbr materialnych. Hasło to, jeśli jest zastosowane z doskonałą konsekwencją, zakłada, że mniej jest ważna ilość dóbr, z których ludzie mogą korzystać niż fakt, że wszyscy mają w nich ten sam udział, czyli że w wypadku alternatywy: poprawić los upośledzonych, lecz pozostawić nierówność dochodu albo ściągnąć wszystkich do obecnego poziomu upośledzonych, należałoby optować za tym drugim rozwiązaniem. Oczywiście, żadna grupa komunistyczna lub socjalistyczna nie rozważała nawet możliwość i takiej alternatywy, gdyż wszystkie przyjmowały za rzecz pewną, że równy podział dóbr oznacza automatycznie, jeśli nie obfitość, to względny dostatek dla wszystkich. Większość przyjmowała też naiwne założenie, że niedostatek klas pracujących ma źródło w luksusowym spożyciu bogaczy i że gdyby rozdzielić między lud dobra konsumowane przez uprzywilejowanych, wszyscy żyliby w dobrobycie. W pierwszej fazie rozwoju idei socjalistycznych moralne oburzenie przeciw nędzy i nierównościom nie oddzieliło się jeszcze od ekonomicznej analizy produkcji kapitalistycznej, albo raczej zastępowało taką analizę. (…) Co do drugiego hasła żądającego zniesienia różnic między rządzonymi i rządzącymi, to jeśli je rozumieć jako bezpośrednie żądanie rewolucyjne, należy ono raczej do tradycji anarchizmu; babuwiści nie przyjęli go, gdyż przewidywali epokę dyktatury, która sprawowana być musi dla dobra ludu przez czas tak długi, jaki będzie niezbędny dla unieszkodliwienia wrogów równości.” (s. 181 – 183)
Co do owej „analizy ekonomicznej”: „wkład” marksizmu polegał na zastąpieniu wysokości dochodów rozróżnieniem własności, pracownik najemny, nawet gdyby zarabiał więcej, chociaż wedle założeń nie powinien więcej, wciąż będzie wyzyskiwanym, bowiem pozbawionym narzędzi pracy, rzemieślnik, nawet zarabiający mniej, pracuje własnymi narzędziami, zatem wyzyskiwanym nie jest … O tym w części 3.
„Liberalna demokracja i socjalizm przez czas długi występowały w różnych formach mieszanych i pośrednich; dopiero rok 1848 ustalił pod tym względem wyraźne granice. Również nazwy "komunizm" i "socjalizm" przez długi czas nie były jasno rozgraniczone, chociaż już w latach 30 – tych komunistami nazywali się na ogół ci radykalni reformatorzy i utopiści, którzy domagali się całkowitego zniesienia własności prywatnej (najpierw głównie gruntów, potem także fabryk) doskonałej równości spożycia i nie liczyli na dobrą wolę rządów lub posiadaczy lecz na walkę samych wyzyskiwanych. Po 1830 roku zarówno we Francji, jak w Anglii (…) myśl socjalistyczna i zalążkowy ruch robotniczy występują już w różnego rodzaju związkach. Jednakże już wcześniej idee radykalnej reformy społeczeństwa w duchu socjalistycznym, lecz nie komunistycznym (tj. niewyrosłym z tradycji Babeufa) pojawiły się w obu tych krajach jako teoretyczna refleksja nad skutkami rozwoju przemysłowego. Ten właśnie socjalizm, znaczony nade wszystko nazwiskami Saint – Simona, Fouriera i Owena, miał największe znaczenie jako bodziec, zarówno pozytywny, jak negatywny, myśli Marksa. Socjalizm ten nie powstał z protestu klas upośledzonych, ale z intencji badawczych, inspirowanych obserwacją społecznych nieszczęść, nędzy, wyzysku i bezrobocia.” (s. 183n)
„Pierre Proudhon zajmuje wśród teoretyków socjalizmu szczególne miejsce dzięki osobliwej wielorakości swojego wpływu; wielorakość ta pochodzi głównie ze zdumiewającej inkoherencji jego pism oraz licznych sprzeczności tam zawartych.” (s. 201) „Hasło "własność to kradzież" wydawać by się mogło wezwaniem do zniesienia wszelkiej własności prywatnej. W rzeczywistości Proudhon jest jak najdalszy od idei komunistycznych.” (s. 203) Miał na myśli, o ile można coś z tego pojąć, własność „niezapracowaną”. „Proudhon (podobnie jak Fourier, chociaż opierając się na całkiem innych przesłankach) dąży nie do zniesienia własności, ale do jej upowszechnienia. Komunizm jego zdaniem (ma na myśli głównie Cabeta i Blanca w swojej krytyce) nigdy nie da się pogodzić z godnością jednostki i z wartościami życia rodzinnego; zmierza on do uniwersalizacji nędzy i do zdławienia życia ludzkiego w powszechnej koszarowej miernocie. Jego rzecznikami są fanatycy władzy, którzy dążą do zaprowadzenia wszechmocy państwa, opartej na własności publicznej. W rzeczywistości komunizm nie tylko nie znosi własności i jej niszczących skutków, ale ideę własności doprowadza do absurdu: jednostki, w tym systemie, nie mają wprawdzie żadnej własności, ale całe prawo własności (a raczej bezprawie) przeniesione jest na państwo, które staje się posiadaczem nie tylko dóbr materialnych, ale również swoich obywateli. Osoby ludzkie, ich pragnienia, ich talenty, ich życie wszystko to zostaje za jednym zamachem upaństwowione; zasada monopolu, która jest źródłemwszystkich społecznych nieszczęść, zostaje spotęgowana do najwyższego stopnia; komunizm nie jest niczym innym niż zapowiedzią skrajnego despotyzmu policyjnego. (…) Z niektórych pism Proudhona można by wnosić, że jego ideałem jest społeczeństwo drobnych indywidualnych producentów, upowszechnienie drobnomieszczaństwa jako statusu jedynie zgodnego z zasadami sprawiedliwości. Skądinąd jednak można się przekonać, że nie chce on bynajmniej likwidacji maszynowego przemysłu i powrotu do rzemieślniczej produkcji. Chodzi mu raczej o demokrację przemysłową, by kontrola nad środkami produkcji pozostawała w ręku robotników.” (s. 205n) Marks wyśmiał te pomysły, rzeczowo odpowiedzieć nie umiał.
Dotyczy to także innego „myśliciela” (celowo w cudzysłowiu). „Rozważania Bakunina o Rosji nie układają się zresztą w spójną całość.” (s. 252) „Bakunin miał nader prymitywne wyobrażenia na temat ekonomii politycznej. (…) Bakunin podniósł kwestię, której Marks nie rozważał, a która bynajmniej nie była urojona: w jaki sposób można sobie wyobrazić scentralizowaną władzę ekonomiczną bez przymusu politycznego? A jeśli społeczeństwo przyszłości zachowa podział na rządzących i rządzonych w jaki sposób mogłoby ono nie wytwarzać na nowo systemu przywilejów, skoro wiadomo, że przywilej władzy ma naturalną tendencję do samouwieczniania? Pytania te miały się odtąd często powtarzać w krytykach, jakie anarchiści i syndykaliści zwracali przeciwko marksizmowi. Ze Marks nie wyobrażał sobie socjalizmu jako despotycznej władzy, w której aparat polityczny będzie utrzymywał swe przywileje opierając się na monopolu zarządzania środkami produkcji jest aż nadto oczywiste. A jednak Bakunin postawił mu w tej sprawie pytania, na które Marks nie odpowiedział. Można powiedzieć, że Bakunin był pierwszym, który jak gdyby wydedukował leninizm z marksizmu, w czym objawił nadzwyczajną przenikliwość.” (s. 254)
Bakunin wypadł korzystniej niż zasłużył. Nazywanie go anarchistą jest nieporozumieniem, jak utrzymuje Kucharzewski (na ile ściśle nie wiem) „czyż programem Bakunina jest istotnie stan anarchii, bezwładztwa, życie społeczne, organizujące się od dołu według praw harmonii przyrodzonej bez przymusu zewnętrznego? Czy rzeczywiście ma on instynktowną głęboką odrazę do przemocy, do przymusu, do władzy arbitralnej człowieka nad człowiekiem? Wiemy, że tak nie jest, ma on skłonności despotyczne i jest programowym zwolennikiem władzy nieograniczonej. Program przyszłego ustroju, który wyznaje w roku 1848, składa się z anarchii, czyli obalenia w gruzy istniejących państw i całego w nich porządku prawnego i z etapu następnego, a nawet już w dobie burzenia dzisiejszych ustrojów przewidywanego, z władzy nieograniczonej, z dyktatury. Anarchizm jest tu tylko jednym fragmentem działalności rewolucyjnej, wstępem do niej, środkiem rozsadzania starego świata, lecz skoro świtać się zdaje brzask nowego świata, wówczas Bakunin, w przewidywaniu przyszłości, piorunować zaczyna przeciwko objawom anarchii. (…) Jedyną konkretną rzeczą, jakiej się dowiadujemy od Bakunina o porewolucyjnej przyszłości, to owa dyktatura. Arnold Ruge, który tak blisko stał Bakunina w roku 1848, nadmienia w swych wspomnieniach, że "Bakunin majaczył o jakimś caryzmie rewolucyjnym, panslawizmie". Słyszymy wprawdzie od Bakunina, że on pragnie wolności ludów i że obmyślił ustrój, dający najlepsze, jedyne rękojmie tej wolności. Gdy jednak zaczyna mówić o tym ustroju, widzimy, iż stoimy wobec umysłu, organicznie niezdolnego do zrozumienia, co to jest wolność człowieka i obywatela. Stoimy wobec człowieka, który przewertował cały stos książek europejskich, traktujących zagadnienia polityczne i socjalne, lecz dla którego duch rozwoju kultury nowoczesnej politycznej pozostaje niezrozumiały. Chce on wolności, wolności absolutnej, jakiej jeszcze nie było w dziejach, a na straży tej wolności stać będzie... władza nie ograniczona przez nikogo; będzie to wolna republika... pod dyktaturą; drukowane słowo będzie tchnęło wolnością, a nie będzie... wolności druku. Opozycja, krytyka będzie bezwzględnie zakazana, opozycja taka mogłaby być tylko szkodliwa dla wolności ludu, bo dyktatura będzie sprawowana przy pomocy ludzi o duchu wolnościowym, jednomyślnych, i ci ludzie obsadzą wszystkie stanowiska. Czy nie są to spiżowe rękojmie wolności? (…) Mając sam program despotycznego ustroju w przyszłości, Bakunin nie może szczerze i konsekwentnie potępić despotyzmu jako metody rządzenia, wszystko zależy od celu, jakiemu despotyzm służy; jeśli celem tym jest zachowanie dzisiejszego ustroju, despotyzm jest wrogiem ludzkości, gdy o obalenie dzisiejszego ustroju chodzi, dobrodziejstwem ludzkości. (…) Lecz podstawy państwa nowoczesnego zachodniego to rzecz zbyt zawiła dla Bakunina, za chytrze spleciona ("chitro spletionnyj katiechizis zapadnych liberałow"). Idąc za jego zdaniem, można by dojść do wniosku, że droga, odbyta przez Francję od Ludwika XI do Ludwika Filipa lub przez Anglię od Henryka VIII do Wiktorii, wytknięta została fałszywie, przez manowce, wprowadziła Europę na ślepy tor bezwładu parlamentarnego i nigdy nie doprowadzi do mety wolności. Bakunin obrał drogę daleko prostszą. Wywołuje się rewolucję "stanowczą, radykalną", burzy się dzisiejsze państwo wraz z całym współczesnym stanem prawnym, stając zwycięską stopą na gruzach, dekretuje się w o l n o ś ć ludów. (…) Obowiązujący dla wszystkich regulamin istnienia "wolnościowy z kierunku i ducha", nad którego spełnieniem czuwa dyktatura, oparta o siłę zbrojną. Dla większej rękojmi wolności, zakazane wygłaszanie niezgodnych z regulaminem opinii. Żadnego ograniczenia władzy, żadnej krytyki, żadnego parlamentu. Oto wolność.” („Geneza maksymalizmu” 1925 s. 197 – 201) „Bolszewicki biograf Bakunina, Stiekłow, nie bez słuszności twierdzi, że plan Bakunina zbliża się do organizacji władz sowieckich (…) Dyktatura z etykietą republiki, czyli bez koronowanego monarchy, sprawowana w łączności z ludźmi jednomyślnymi, przepisująca ustrój w o l n y, na którego straży stoi władza przez nikogo nie ograniczona, (…) z przewidzianą z góry przez proroka wolności cenzurą myśli, gwarantująca jednomyślność: czy to nie proroczy program? A i sama różnica między tą r e p u b l i k ą a despotyzmem monarchicznym określona typowo, na modłę tego czerwonego bizantynizmu, którego Bakunin jest pierwowzorem; dyktatura trwać będzie aż do osiągnięcia "wolności, samodzielności i dojrzałości" ludu.” (tamże, s. 189) „Widać jasno, anarchizm, propagowany przez Bakunina w łonie Międzynarodówki, to metoda taktyczna, mająca na celu dezorganizację instytucji, uważanej przezeń za zbyt powolne, zbyt półśrodkowe narzędzie rewolucji, równolegle z akcją dezorganizacyjną idzie akcja jego, organizująca własny związek rewolucyjny, na zasadach tajności, absolutyzmu i centralizacji. (…) Organizację marksowską rozsadza Bakunin, głosząc w niej hasło absolutnej wolności samorządnych sekcji i zupełnego zaniku władzy i dyscypliny. Własną organizację tworzy na zasadach wyłączających wolność; arbitralność tajnej grupy rządzącej, despotyzm, centralizacja, ślepy posłuch oto podstawy tej organizacji. Że Marks był zwolennikiem centralizmu w ustroju i absolutyzmu w rządzeniu Międzynarodówką, to prawda. Że Bakunin był przeciwnikiem absolutyzmu, centralizmu, że był zwolennikiem skrajnej wolności, szczerym federalistą, a nawet anarchistą, zwolennikiem bezwładztwa, to legenda (…) spór Bakunina z Marksem to spór ducha III Międzynarodówki, mającego prekursora w Bakuninie, z duchem I i II Międzynarodówki. Międzynarodówka Trzecia, występująca w imię Marksa, z większą słusznością mogłaby się legitymować imieniem Bakunina. Stiekłow, urzędowo i formalnie biorący stronę Marksa w jego historycznej walce z Bakuninem, zmuszony jest przyznać, że skoro chodzi o pogląd na organizację międzynarodowego związku rewolucyjnego i metody taktyczne, to Bakunin jest w większym stopniu, niż Marks, poprzednikiem dzisiejszych komunistów.” („Wyzwalanie ludów” 1931 s. 361n)
Wracając do „Głównych nurtów”: „Marksowi zależało na tym, by wykryć w kapitalizmie nieuchronną tendencję do degradacji robotnika i że opierał się on przyjmowaniu do wiadomości faktów świadczących o poprawie jego losu. Zwrócono uwagę na to (Bertram Wolfe) że w pierwszym wydaniu Kapitału różne dane statystyczne doprowadzone są do roku 1865 lub 1866 oprócz danych dotyczących ruchu płac, które zatrzymują się na roku 1850, zaś w wydaniu drugim (1873) statystyki są uzupełnione nowymi danymi oprócz – znowu – ruchu płac roboczych. Istotnie, ruch ten był niekorzystny dla teorii zubożenia! Jest to rzadki, lecz istotny, przykład niesumienności Marksa w kwestiach faktycznych.” (s. 289)
Czy rzeczywiście rzadki ?
Marksistowskie założenia o kolejnych coraz lepszych ustrojach społeczno – gospodarczych (niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm) wykazały ograniczoność, skoro Marks odróżniał też ustrój „azjatycki” pasujący do tego nijak, jego osobliwości „wyjaśniają się, wedle Marksa, szczególnymi cechami środowiska geograficznego. Przy tym założeniu nie jest jasne, w jaki sposób ocalić wiarę w absolutny "prymat" technologii w rozwoju społecznym i w podrzędną tylko rolę warunków naturalnych; okazuje się, że same warunki naturalne na znacznych połaciach globu ziemskiego wyznaczyły ludziom zupełnie inne drogi rozwojowe niż w innych częściach.” (s. 352) „Samo istnienie walki klasowej w formie politycznej nie jest jednak, zdaniem Marksa, wyraźnym warunkiem rzeczywistości podziału klasowego. "W starożytnym Rzymie walka klas toczyła się wyłącznie wewnątrz uprzywilejowanej mniejszości, między wolnymi bogaczami a wolną biedotą, gdy natomiast wielka produkująca masa ludności, niewolnicy, stanowiła jedynie bierny piedestał dla walczących". Jednak Marks uważa niewolników za klasę.” (s. 358n) Powstania Spartakusa nie było?
Książka nie porusza innych sprzeczności, gospodarka i prawo państw barbarzyńskich powstałych po upadku Cesarstwa Rzymskiego były mniej rozwinięte od niego, choć powinny być bardziej, co więcej ustrój feudalny wygląda na wcześniejszy od niewolnictwa. Przykładem Sparta (chociaż Ryszard Kulesza w pracach o niej odrzuca tę myśl, mym zdaniem raczej bezzasadnie) czy wczesny Rzym z podzialem na patronów i klientów.
„Jednakże to przekonanie, iż proletariat musi wytworzyć świadomość rewolucyjną, nie jest przewidywaniem naukowym, ale proroctwem bez żadnego uzasadnienia. Marks pierwotnie wydobył swoją teorię misji historycznej proletariatu z filozoficznej dedukcji, potem jednak starał się ją oprzeć na bardziej empirycznych przesłankach. Przesłankami tymi była, po pierwsze, jego wiara, iż polaryzacja klasowa nieuchronnie musi postępować. Jest to przesłanka, która wprawdzie okazała się fałszywa, lecz z pewnością nadaje się do empirycznego sprawdzenia. Ale gdyby była prawdziwa, nie jest jeszcze jasne, w jaki sposób miałaby z niej wynikać nieuchronność globalnej rewolucji socjalistycznej. Nieuchronność ta nie wynika także stąd, że klasa robotnicza jest wcieleniem maksimum dehumanizacji i że zarazem jest klasą produkcyjnie czynną – pod tymi dwoma względami bowiem nie różni się ona od niewolników antycznych.” (s. 376)
„Marks nie uważał istotnie, by rewolucja proletariacka miała być wynikiem nędzy. Nie przyjął też nigdy do wiadomości, by poprawa losu robotników miała wpływać na ich "naturalną" tendencję rewolucyjną. Nie przyjął tego również nikt z późniejszych ortodoksów, chociaż wielu pisało pogardą o arystokracji robotniczej, czyli tych warstwach, które z racji stabilności życiowej i wyższych dochodów poddają się ideologicznym wpływom burżuazji – co wszakże, na mocy teorii, nie powinno zachodzić. Gdyby dwie empirycznie dające się potwierdzić lub obalić przesłanki Marksa: że społeczeństwo będzie się zbliżać do dwuklasowego modelu i że sytuacja proletariatu nie może się w istotny sposób poprawić – były prawdziwe, nadal nie mielibyśmy dowodu, że klasa robotnicza "z natury" swego położenia musi wytworzyć świadomość rewolucyjną, ale mielibyśmy przesłanki do przypuszczenia, iż rewolucyjne wrzenie wśród proletariatu będzie się pojawiać i że może doprowadzić do obalenia istniejącego systemu własności. Bez tych przesłanek proroctwo to jest gołosłowne, co bynajmniej nie znaczy, że jest społecznie bezskuteczne. Jednak sukcesy ruchów politycznych, które powołują się na doktrynę Marksa nie są żadnym dowodem prawdziwości tej doktryny (i to bez względu na to, czy i do jakiego stopnia doktrynę tę deformują)” (s. 376n)
„Gdyby jednak prawdą było, że kapitalizm nie może trwać nieograniczenie długo z przyczyn ekonomicznych, to nadal nie mielibyśmy racji do przypuszczania, że będzie on zastąpiony socjalizmem w Marksowskim rozumieniu. Może być zastąpiony przez ogólny rozkład cywilizacji (i alternatywa "socjalizm albo barbarzyństwo" zdaje się przemawiać za tym, że Marks nie zawsze wierzył stanowczo w historyczną konieczność socjalizmu) albo przez społeczeństwo kapitalistyczne odmienione, mianowicie stagnacyjne pod względem technologicznym albo przez inną formę społeczną, która nie będzie nastawiona na stały postęp techniczny, a nie będzie także socjalizmem. Uwagi Marksa z których wynika, że kapitalizm upadnie, gdyż stracił lub rychło utraci zdolność do rozwijania techniki, zakładają co najmniej dwie przesłanki: po pierwsze, że postęp techniczny musi z natury rzeczy się dokonywać, po wtóre, że klasa robotnicza jest tego postępu nosicielem. Żadna z tych dwóch przesłanek nie jest wszelako wiarygodna. Pierwsza z tej racji, że jest po prostu ekstrapolacją pewnego faktu (nie zaś prawa) historycznego: iż ludzie w ciągu wielu znanych nam epok usprawniali swoje narzędzia wytwarzania; nie brak jednak regresów i zastojów; nie ma też powodu sądzić, że muszą oni to czynić zawsze i nieograniczenie. Druga przesłanka także jest nader wątpliwa. W społeczeństwie kapitalistycznym klasa robotnicza nie jest nosicielem żadnej wyższej techniki. Jest, przeciwnie, zjawiskiem pospolitym, że robotnicy współcześni, nie tylko legendarni luddyści, opierają się postępowi technicznemu, który w bezpośrednich skutkach przeważnie zwiększa bezrobocie w danej gałęzi przemysłu i anachronizuje w okamgnieniu różne tradycyjne zawody. Wedle kryteriów rozwoju cywilizacji Marksa robotnicy (mianowicie rzeczywiści robotnicy, nie zaś proletariat wydedukowany z filozofii historii) powinni uchodzić za klasę reakcyjną.” (s. 377n)
Wywód ten możnaby uzupełnić, iż ustrój nazywany przez Marksa „kapitalizmem” nie istniał za jego czasów, tym bardziej później, przynajmniej opis nie odpowiada rzeczywistości, skoro społeczeństwo tak nazwane nie składa się wyłącznie z wielkiej rzeszy pracowników najemnych i garstki wyzyskiwaczy, więcej o tym w „Społeczeństwie otwartym”.
RosarioVex „bardzo trudna i wymagająca” OZM „okrutnie mnie wymęczyło w partiach poświęconych Kantowi i Heglowi, ale to już chyba bardziej wina Kanta i Hegla niż Kołakowskiego” nic dziwnego
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Filozofia Hegla jest ... wniknięciem w myśl tak głębokim, że w przeważającej części niezrozumiałym ...” (James Hutchison Sterling, w: „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie” część 2...
Bardzo kompletne i przekrojowe wprowadzenie w koncepcje Marksa, plasujące je na tle całej historii europejskiej filozofii i dialektyki oraz różnych tendencji lewicowych, od bękartów rewolucji francuskiej począwszy. Chwilami cudownie przystępne, okrutnie mnie wymęczyło w partiach poświęconych Kantowi i Heglowi, ale to już chyba bardziej wina Kanta i Hegla niż Kołakowskiego. Pozwoliło dobrze uporządkować wiedzę o marksizmie i komunizmie, chaotycznie wchłoniętą przez osmozę kulturową w ciągu całego życia, dobrze tłumacząc np. koncepcję alienacji i zwracając uwagę na wahania różnych filozofów między historycznym determinizmem a uznaniem wolnej woli jednostek.
Bardzo kompletne i przekrojowe wprowadzenie w koncepcje Marksa, plasujące je na tle całej historii europejskiej filozofii i dialektyki oraz różnych tendencji lewicowych, od bękartów rewolucji francuskiej począwszy. Chwilami cudownie przystępne, okrutnie mnie wymęczyło w partiach poświęconych Kantowi i Heglowi, ale to już chyba bardziej wina Kanta i Hegla niż Kołakowskiego....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLeszek Kołakowski to wyjątkowo rozumny filozof, zajmujący się problematyką tzw. "filozofii politycznej" czy "historii idei", jakkolwiek te pojęcia są napuszone i przeszacowują swój problem badawczy. Powinniśmy tu chyba raczej mówić po prostu o: doktrynach politycznych i - odrębnie - o filozoficznym ich ugruntowaniu. Owo ugruntowanie obejmuje m.in. ontologię, epistemologię, historiozofię, religię, poglądy ekonomiczne. Profesor w dziele niniejszym bada i problematykę doktrynalną, i problematykę filozoficzną, która stanowiła uzasadnienie dla doktryny marksizmu i engelsizmu. Problematyka filozoficzna jest oczywiście również podjęta niezależnie, bo wspomniani ludzie (Marks, Engels) byli nie tylko autorami doktryn politycznych, ale i mieli swoje poglądy na, rzecz można, "prawdziwą filozofię".
Autor zgrabnie i PROFESJONALNIE opisuje genealogię marksizmu; w tym miejscu wyjątkowo warto docenić opis Eriugeny. Dobrze, że pojawia się August hr. Cieszkowski; szkoda, że tak szczątkowo.
Mam wrażenie, że książka ta stawała się z czasem jednak coraz bardziej "męcząca", jest to jednak może raczej wina opisywanego materiału, niźli samego braku kunsztu u autora - trudno mi to ocenić.
Jedna kwestia, do której jednak warto się doczepić, to jest szczątkowość przypisów. Są one obecne, ale nie zawsze i nie wszędzie.
Super książka. : >
Leszek Kołakowski to wyjątkowo rozumny filozof, zajmujący się problematyką tzw. "filozofii politycznej" czy "historii idei", jakkolwiek te pojęcia są napuszone i przeszacowują swój problem badawczy. Powinniśmy tu chyba raczej mówić po prostu o: doktrynach politycznych i - odrębnie - o filozoficznym ich ugruntowaniu. Owo ugruntowanie obejmuje m.in. ontologię, epistemologię,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest to bardzo trudna i wymagająca lektura. Niemniej jednak zaznajomienie się z nią dało mi ogromną satysfakcję. Jeśli ktoś jest zainteresowany historią marksizmu i analizą założeń Marksowskiej myśli, to nie znajdzie lepszej książki od pracy Leszka Kołakowskiego. Z całego serca polecam.
Jest to bardzo trudna i wymagająca lektura. Niemniej jednak zaznajomienie się z nią dało mi ogromną satysfakcję. Jeśli ktoś jest zainteresowany historią marksizmu i analizą założeń Marksowskiej myśli, to nie znajdzie lepszej książki od pracy Leszka Kołakowskiego. Z całego serca polecam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Samo pojęcie nadprzyrodzonego nie daje się skonstruować w myśli Plotyna" (26). Podział na rzeczywistość przyrodzoną i nadprzyrodzoną byłby pozbawiony sensu w plotyńskiej konstrukcji" (30).
Oświecenie. "Dwa hasła najbardziej sztandarowe [dla Oświecenia], 'natura' i 'rozum' nie układały się, przy bliższej analizie, w koherentną całość. Jak [...] uzgodnić kult rozumu jako daru natury z kultem natury jako rozumnej? Jeśli, jak wywodzą materialiści, rozum rozum jest dalszym ciągiem natury zwierzęcej i nie ma nieciągłości między tresura małp a rozumowaniem matematyków, jeśli przy tym moralności jest całkowicie redukowalna do odruchów związanych doświadczeniem przyjemności i przykrości, to człowieczeństwo ze swym myśleniem abstrakcyjnym i prawidłami moralnymi jest wprawdzie dziełem natury, ale nie wznosi się ponad ślepy pęd jej mechaniki. Jeśli zaś natura [...] jest rozumna, celowa, opiekuńcza, to jest ona inną nazwą bytu boskiego. Albo więc rozum nie jest rozumem albo natura nie jest naturą; albo trzeba uznać irracjonalność myśli, albo przypisać przyrodzie bogopodobne jakości" (55). "Okazało się, że możliwa jest afirmacja człowieka jako bytu skończonego przy jednoczesnym przeświadczeniu, że można dowiedzieć się, czym jest człowiek prawdziwy albo na czym polega wymaganie bycia człowiekiem. Jeśli więc istnienie człowieka trzeba uznać za przypadkowe w tym sensie, iż nie jest ono w naturze objawem aktywności ducha, który naturę wyprzedza, to jednak sama natura dostarcza informacji o człowieczeństwie spełnionym [...]" (54). Hume. "Skoro przywiodło się założenia empiryzmu do konsekwencji ostatecznej, wyszło na jaw, iż kategoria porządku przyrodzonego nie może się ostać" (57). "Krytyka Hume'a zachwiała ostatecznie podstawami oświeceniowych konstrukcji, które wydawały się zrazu kojarzyć spójne reguły empiryzmu z wiarą w ład przyrodzony, utylitaryzm moralny z wiarą w powołanie człowieka do szczęścia, obraz rozumu jako tworu przyrody z wiarą w suwerenność tegoż rozumu" (59).
### Hegel ###
taka "interpretacja bytu, w której zniesiona będzie wszelka moc przypadkowości, a jednocześnie - ocalone całe bogactwo i wielorakość świata. [...] Hegel [...] nie chciał redukować bytu do niezróżnicowanej identyczności absolutu, w którym zatraca się luz za złudę musi uchodzić całą rozmaitość i wielość form rzeczywistości skończonej [...]. Myślał tedy o tym, jak świat uczynić w całości sensownym, ale zarazem nie poświęcać jego zróżnicowania [...]" (73).
"Rozum w postaci ducha rozpoznaje siebie w świecie, czyli świat czyni rozumnym i znosi jego przypadkowość, ale zarazem nie uważa świata za złudę, lecz za rzeczywistość, w której on sam się urzeczywistnia. Nie jest on więc rozumem, który wydziela siebie ze świata i stawia ponad nim lub obok niego, nie godzi się powierzyć bytu jego własnej przypadkowości, ale nie godzi się też na zapewnienie sobie iluzorycznej autonomii przez ogłoszenie świata za pozór" (84-85).
"Wedle Hegla myśl toleruje tylko przymus samego myślenia" (93).
"Consensus omnium nie jest żadnym kryterium oceny" (97).
"Rozwój dziejowy nie zaczyna się bynajmniej od złotego wieku [w realności]; wszelka mitologia szczęśliwego stanu, czy wyjściowego raju jest Heglowi najzupełniej obca" (93).
### Dialektyka Hegla a dialektyka Marksa ###
"Wielkość heglowskiej dialektyki negatywności polega - zdaniem Marksa - na tym, iż proces ludzkiego samostanowienia ujmuje on jako kolejne fazy alienacji i jej znoszenia. Człowiek, zdaniem Hegla, ujawnia swoja istotę gatunkową jedynie w ten sposób, że najpierw odnosi się do własnych sił w postaci uprzedmiotowionej, by je sobie potem z zewnątrz niejako przyswajać. Praca jako urzeczywistnienie istoty człowieka ma więc dla Hegla sens jedynie pozytywny, jest stawaniem się człowieczeństwa poprzez jego wyobcowanie. Jednakże istota ludzka utożsamia się dla Hegla z samowiedzą, a praca - z działaniem duchowym [kontemplacją]; tym samym proces alienacji w najpierwotniejszej formie jest alienacją samowiedzy, a wszelka przedmiotowość - samowiedza wyobcowaną; zniesienie alienacji, przyswojenie sobie ponownie przez człowieka jego własnej istoty, jest wobec tego zniesieniem przedmiotu i jego powrotem do duchowej natury człowieka. Integracja człowieka z przyrodą dochodzi do skutku na poziomie duchowym i jest, z tej racji, dla Marksa abstrakcyjna i tylko iluzoryczna. Marks [...] jako sytuację wyjściową w rozważaniu człowieczeństwa przyjmuje pracę w znaczeniu zmysłowego obcowania z przyrodą. Praca jest warunkiem wszelkiej duchowej działalności ludzkiej i w niej człowiek tworzy zarówno siebie samego, jak przyrodę - obiekt swojej twórczości. Przedmioty ludzkich potrzeb, a więc przedmioty, w których człowiek ujawnia i realizuje własną istotę są niezależne od niego; znaczy to, że człowiek jest również istotą bierną. Jednakże jest on także bytem dla siebie, nie tylko istotą przyrodnicza, stąd rzeczy istnieją dla niego po prostu takie, jakie są bez względu na ową sytuacje bycia ludzkimi przedmiotami. 'Ani więc przedmioty ludzkie nie są przedmiotami przyrodniczymi w tej postaci, w jakiej dane są bezpośrednio, ani też zmysł ludzki, tak jak jest dany bezpośrednio, w swej przedmiotowości, nie jest ludzką zmysłowością, ludzką podmiotowością'. Zniesienie przedmiotu jako wyobcowanego nie może być przeto, wbrew Heglowi, zniesieniem samej przedmiotowości. Ukazać możliwość ponownego przyswojenia sobie przez ludzi natury i przedmiotu można dopiero po wyjaśnienia sposobu, w jaki rzeczywiście zjawisko alienacji powstaje, to jest po ujawnieniu mechanizmu pracy wyobcowanej" (159-160).
Jednym z najczęściej cytowanych fragmentów na ten temat jest posłowie do drugiego wydania kapitału, a zwłaszcza słowa: 'Moja metoda dialektyczna jest nie tylko w założeniu różna od Heglowskiej, lecz jest jej wprost przeciwstawna. Według Hegla proces myślenia, który on nawet przekształca w samodzielny podmiot pod nazwą idei, jest demiurgiem rzeczywistości stanowiącej tylko jego zewnętrzny przejaw. Według mnie zaś przeciwnie, idea nie jest niczym inny, jak ideą przeniesioną do głowy ludzkiej i przetworzoną w niej' (383).
"Jeśli dla Hegla dialektyka była historią rozszczepiania pojęć, w której toku świadomość dochodzi ostatecznie do rozumienia bytu jako własnego produktu, to dla Marksa jest ona historią materialnych warunków życia, w której formy świadomościowe i instytucjonalne nabierają pozornej autonomii, by następnie - w historii antycypowanej - powrócić do jedności ze swoją podstawą. Dialektyka jako sposób rozumienia świata jest wtórna wobec dialektyki rzeczywistej tegoż świata, w tym mianowicie sensie, że sama teoria dialektycznego ruchu realności społecznej ma samowiedzę swojej zależności od historycznego procesu, który ją do życia powołał. [...] Rodząc się, [świadomość teoretyczna] wie, że jest nie jest niczym innym, jak teoretycznym odzwierciedleniem realnego procesu historycznego, nie zaś jego zewnętrzną kontemplacją; że jest wytworem faktycznej praktyki społecznej. 'Jedność podmiotu i przedmiotu' jest ostatecznym wynikiem tego ruchu dialektycznego, ale sens tej jedności jest inny aniżeli w heglowskiej konstrukcji: jest to przywrócenie człowiekowi rzeczywistej funkcji samowiednego podmiotu historii, to znaczy sprawienie, by świadoma i wolna inicjatywa ludzka nie obracała się w swoich wynikach przeciwko sprawcom" (385-386).
"Antagonizm klasowy w świadomych politycznie formach jest następstwem sprzed ości, założonych w całkiem nieuświadomionym 'obiektywnym' procesie. Dla Hegla pojęcia ujawniały w rozwoju sprzeczności wewnętrzne, których przezwyciężenie prowadziło do powstawania wyższych form świadomości. Dla Marksa sprzeczności "dzieją się" w historycznym procesie niezależnie od tego, czy są uświadamiane, czy mają formę pojęciową. Polegają one na tym, że pewne zjawiska wyłaniają sytuacje, które obracają się przeciw zawartej w nim i konstytutywnej dla niego tendencji. [...] Mamy zatem analogom Heglowskiego schematu rozdwajania pojęć, ale jest to schemat, który historia rozwija własną mocą, niezależnie od świadomości czyjejkolwiek - a świadomość uczestniczyła dotąd w tym procesie tylko jako zbiór złudzeń i mistyfikacji; powrót do jedności podmiotu i przedmiotu nie jest jak dla Hegla odebraniem światu jego przedmiotowego charakteru, zniesieniem jego przedmiotowości w ogóle; człowiek nadal będzie uprzedmiotawiał swoje siły w procesie pracy i nadal stać będzie w obliczu natury, której nie stworzył. [...] Teoria dialektyczna, która ten proces opisuje, jest świadomością klasy robotniczej podniesioną do poziomu intelektualnego rozumienia. [...] Dialektyka jest świadomością klasy robotniczej" (386-387).
### Determinizm materializmu Marksa ###
Marks "bardzo wcześnie próbował rewolucyjną zasadę permanentnej negatywności ducha zrozumieć tak, by nie zakładała ona wiary w tegoż ducha nieograniczoną suwerenność. Nie przyjmował absolutu powinności racjonalnej narzucającej się światu jako zewnętrzny imperatyw, w treści zupełnie obojętny względem faktycznym okoliczności historycznych, ale chciał ocalić antyutopijne stanowisko Hegla, przechować uznanie dla nieodpartych faktycznych jakości zastanego świata. [...] Możemy śledzić te wysiłki umiejscowienia się Marksa wobec dwóch negatywnych punktów odniesienia - utopii racjonalnej i konserwatywnego ładu 'pozytywności'" (120).
"Ogromna rola, jaką Marks przypisuje rozbudzeniu świadomości, nie polega na tym - jak u większości młodoheglistów [...] - że można zaproponować dowolnie wymyślony ideał społeczeństwa doskonałego, który porwie ludzkość i samą swoją wzniosłością sprawi, że wszyscy zechcą go natychmiast w życie wcielić. Świadomość zreformowana jest dla Marksa dlatego fundamentalnym warunkiem przeobrażenia społecznego, że jest - [...] odsłonięciem i doprowadzeniem do formy wyraźnej tego, co było tyko świadomością implicite; że nadaje postać przejrzystą założeniom, które prawdziwie leżały już u podstaw prowadzonej dotąd walki wyzwoleńczej, że więc czyni z bezwiednej tendencji historycznej tendencję uświadomioną; albo że to, co było tylko pędem dziejów, przemienia w aktywność wolną. Projekt ten stanowi podstawę doktryny, którą nazwał Marks socjalizmem naukowym w opozycji do socjalizmu utopijnego, ograniczającego się do propagandy arbitralnie skonstruowanego ideału. W żądaniu przewrotu, który dochodzi do skutku przez to, iż ludzie osiągają zrozumienie sensu własnych zachowań, ujawnia się odwrót Marksa zarówno od utopijnego stanowiska współczesnych mu socjalistów, jak od fichteańskiej opozycji powinności i bytu przez młodoheglistów przejętej" (153).
"W rzeczywistości dla Marksa nie zachodzi dylemat: konieczność historyczna albo świadome działanie, gdyż świadomość klasowa proletariatu jest dla niego nie tylko warunkiem rewolucji, ale sama jest już procesem historycznego dojrzewania" (176).
"Jest widoczne, że niepodobna przypisać Marksowi twierdzenia, iżby proces historyczny przebiegał samą mocą "praw dziejowych, zgoła niezależnie do tego, co ludzie myślą sami o swoim życiu, i by myślowe procesy oraz ich procesy stanowiły tylko 'pianę' historii nie uczestniczącą w jej przebiegu. [...] Powiada Marks: 'okoliczności w tym samym stopniu tworzą ludzi, w jakim ludzie - okoliczności. [...] Pytanie o to, czy można Marksowi przypisać teorię, która ujmuje dzieje jako anonimowy proces , gdzie świadome zamiary i myśli ludzkie występują jedynie w charakterze ubocznych dodatków, wydaje się negatywnie przesądzone. [...] Można [jednak] przechować całkowicie zasadę ścisłego determinizmu historycznego, mianowicie traktować 'subiektywne' okoliczności jako konieczne ogniwa wydarzeń, lecz zarazem ogniwa wyznaczone bez reszty przez okoliczności niesubiektywne, z których powstają, przywidywać im tedy rolę współczyną, lecz odmawiać zdolności do inicjatywy. to jest przeczyć temu, by swobodny ruch myśli i uczuć mógł w dziejach cokolwiek w dziejach zainicjować" (188-189). materializm dialektyczny vs materializm ekonomiczny
"W Ideologii niemieckiej Marksowi i Engelsowi chodziło nade wszystko o ogólną myśl, wedle której komunizm nie jest arbitralnie skonstruowanym ideałem najlepszego świata, lecz naturalną konsekwencją historycznego procesu. Dopóki przesłanki społeczne całkowitego przewrotu nie są w pełni gotowe, jest rzeczą obojętną, jak i ile razy idea tego przedmiotu była wypowiadana" (191).
"Marks nie zajmuje nigdy etycznego, normatywnego punktu widzenia, który każe najpierw ustalić cel, czyli pewien stan rzeczy pożądany, aby następnie zastanawiać się nad środkami do jego wprowadzenia. Ale nie jest prawdą, z drugiej strony, aby rozważał on socjalizm tylko jako nieuchronny rezultat historycznych determinizmów, nie interesując się nim zgoła jako wartością. Dążenie do wyminięcia obu tych sposobów - deterministycznego i normatywnego ujmowania świata - jest najbardziej swoista cechą marksowskiej myśli, i tą właśnie, która odsłania jej więź z heglowską tradycją, a przeciwstawia się socjalistyczno-utopijnym doktrynom" (266).
"Socjalizm nie jest ani arbitralnie ustanowioną wartością, ani produktem prawa historycznego, działającego mocą przyrodniczego mechanizmu, ale wynikiem świadomej walki człowieka odczłowieczonego o przywrócenie sobie człowieczeństwa i przywrócenie sobie świata jako świata ludzkiego; proletariat inicjując tę walkę nie jest bynajmniej narzędziem bezosobowej historii, ale samowiedzącym ośrodkiem inicjatywy; mimo to proces dziejowy musiał najpierw w jego sytuacji klasowej dojść do ostatecznego odczłowieczenia, aby walka ta była możliwa" (269).
W przeciwieństwie do naukowego, zdaniem Engelsa "socjalizm [utopijny] jest produktem sytuacji, w której sytuacja robotnicza nie dojrzała jeszcze do samodzielnej inicjatywy historycznej i występowała tylko jako klasa uciskana i cierpiąca, nie zaś jako nosiciel rewolucji społecznej. Socjalizm utopijny pozbawiony jest przeto, mocą samych warunków własnego powstania, zdolności do ujęcia perspektywy socjalistycznej jako konieczności dziejowej. Pojmuje sam siebie jako wynalazek, który mógłby pojawić się w dowolnej epoce, jest przeto szczęśliwym trafem umysłowego rozwoju ludzkiego. [...] Socjalizm jako teoria jest tylko teoretyczną samowiedzą rzeczywistego ruchu inicjatywy rewolucyjnej, powstającej w samej klasie robotniczej, ruchu, który jest zarazem konieczny historycznie i wolny w działaniu" (278).
"Myśl o powrocie człowieka do samego siebie zawarta jest w samej kategorii alienacji [...] Czym jest alienacja, w rzeczy samej, jak nie procesem, w którym człowiek wyzbywa się czegoś, czym sam jest prawdziwie, wyzbywa się tedy własnego człowieczeństwa? Aby z sensem posługiwać się tym słowem, musimy założyć, iż wiemy, czym jest wymóg bycia człowiekiem, to jest, czym jest człowiek urzeczywistniony w odróżnieniu od człowieka zatraconego, czym jest człowieczeństwo albo natura ludzka [...]. Bez owego, mgliście choćby zarysowanego, wzorca czy modelu niepodobna słowu 'alienacja' przypisywać sensu. Dlatego w pismach Marksa odwołujących się do tej kategorii obecny jest nieprzerwanie, choć w utajeniu, ów niehistoryczny czy przedhistoryczny wzór człowieczeństwa. [...] Nie tylko tedy idea swobody od alienacji, ale idea alienacji samej jest niezrozumiała bez założenia wartościującego, bez wiedzy o tym, czym jest 'bycie człowiekiem'" (318-319).
"Jeśli Mark był zdania, że 'choć klasę robotniczą mogą spotykać nawet chwilowe klęski, działanie wielkich praw społecznych i ekonomicznych w końcu zapewni jej zwycięstwo', to nie wnosi stąd wcale, że klasa robotnicza może po prostu oczekiwać ostatecznego sukcesu niczym daru, który jej wręczy sama historia. Przeciwnie, świadomość polityczna, przygotowana przez walkę ekonomiczną, jest nieodzownym warunkiem zwycięstwa: same 'prawa ekonomiczne' zapewniają możliwość tego zwycięstwa, ale ruch politycznej inicjatywy jest obok nich drugim samodzielnym czynnikiem procesu dziejowego. Spotykamy tu, w bardziej uszczegółowionej postaci, ten sam motyw, który obecny jest u Marska od najwcześniejszych tekstów: w świadomości klasowej proletariatu konieczność historyczna zbiega się z wonnością działania; przeciwieństwo między wolą ludzką i biegiem 'obiektywnego' procesu przestaje istnieć, dylemat utopizmu i fatalizmu zostaje rozwiązany. Tylko klasa robotnicza znalazła się w tej uprzywilejowanej pozycji, w której nie jest skazana na to, że jej pragnienia i marzenia rozbijać się będą o mur nieubłaganych konieczności; sama jej wola i inicjatywa stanie się częścią koniecznego historycznego przebiegu" (364).
"Proces historyczny i proces swobodnego rozwoju świadomości staną się tym samym" (386).
"Nabyta świadomość [klasy robotniczej] jest 'ocknięciem się' historii, nie zaś narzuceniem jej nowego zadania. Człowiek poznaje siebie tylko jako działającego - choć może łudzić się, czy może nawet notorycznie dotąd łudził się, co do rzeczywistej treści samowiedzy" (389).
"Kapitalizm wyłonił się stopniowo jako niezamierzony rezultat milionów ludzkich indywidualnych aspiracji i dążeń. Był to więc 'obiektywny' proces, w którym świadomość ludzka brała udział tylko w formie zmistyfikowanej. Ale konieczność socjalizmu jest - według Marksa - innego rodzaju. Ta konieczność nie może się żadną miarą zrealizować bez zrozumienia sensu własnych działań przez ludzki, którzy ją doprowadzają do skutku; świadomość proletariatu, włączając świadomość jego miejsca w procesie produkcji oraz świadomość jego własnego posłannictwa historycznego, jest niezbędnym warunkiem spełnienie się konieczności dziejowej. Konieczność ta dochodzi do skutku [...] poprzez świadomą działalność, podmiot historycznej przemiany jest sam przedmiotem, wiedza o społeczeństwa jest sama rewolucyjnym ruchem tegoż społeczeństwa" (449).
"Krytycy marksiści [którzy podważali dialektykę przyrody Engelsa] powoływali się na to, że w rozumieniu Marksa dialektyka jest opisem pewnej gry między świadomością i j ej społecznymi uwarunkowaniami, że więc nie może być na przyrodę przeniesiona, ani nie może uchodzić za zbiór uniwersalnych praw, które tylko przejawiałyby się na swój sposób w prawach życia społecznego; zwracali tez uwagę na to, że w tym ujęciu rozwój społeczny i w szczególności rewolucyjne przekształcenie istniejącego społeczeństwa ukaże się jako wynik naturalnych praw przyrody, co jest sprzeczne z intencją Marksa" (494-495).
### Marks i Engels - Inne ###
"Blanqui i Blanc uchodzą zasłużenie za XIX-wiecznych protoplastów dwóch skrajnie przeciwstawnych tendencji w ruchu socjalistycznym, obu przeciwstawnych doktrynie Marksa. Pierwszy wierzył we wszechmoc rewolucji, wcielonej w konspirację zbrojną, drugi pokładał nadzieję w państwie, które drogą stopniowych reform usunie nierówność, kryzysy, wyzysk i bezrobocie. Pierwszy wywodzi się z babuwizmu, drugi z saintsimonizmu złagodzonego w punktach dotyczących demokracji oraz ryczałtowego upaństwowienia wszystkich środków produkcji. Następcą pierwszego był Tkaczew, a potem Lenin, drugiego Lassalle i socjaldemokracja współczesna. Pierwszy był konspiratorem, drugi - reformatorem i uczonym. Lenin był oskarżany o blankizm przez Plechanowa i Martowa, a sam z kolei wielokrotnie porównywał swoich mienszewickich przeciwników do Blanca z 1848 roku, z jego chwiejnością, skłonnością do kompromisów i brakiem zdecydowanej woli rewolucyjnej" (259).
"Skoro stan wszechświata wyznaczony jest całkowicie przez układ jego cząstek materialnych, a ilość takich możliwych układów jest skończona, to należy sądzić, że w dziejach świata dokładnie te same układy musza się nieskończenie wiele razy powtarzać" (258).
"Cała historia ludzka w ujęciu utopistów jest nie tylko monstrualnym przypadkiem; jest ona w ogóle niepojęta, gdyż aberracja, do której doszła ludzkość, sprzeciwia się naturze tejże ludzkości. [...] Dlatego wszyscy [utopiści] korzystają z mglistego pojęcia natury ludzkiej, która w jakiś sposób już jest, to znaczy nie jest po prostu gołą, arbitralną normą, ale pewną realnością czy esencją normatywną, utajoną w pewnym człowieku, choćby bezwiednie" (263).
"Rewolucja, więc akt polityczny, jest nieodzownym warunkiem socjalizmu, gdyż instytucje polityczne, gdzie ustanawia się pozorna wspólnota ludzka, są wcieleniem partykularnego interesu klas panujących; nie mogą być tedy narzędziem, które przeciw tym interesom się zwróci" (267).
"Socjalizm nie jest dla Marksa po prostu społeczeństwem dobrobytu, zniesie konkurencji i nędzy, likwidacją warunków, które czynią człowieka wrogiem człowieka; jest także - i nade wszystko - zniesieniem obcości między człowiekiem i światem, jest przyswojeniem sobie swojego świata przez podmiot ludzki. W świadomości klasowej proletariatu społeczeństwo osiąga stan, w którym znika przeciwieństwo podmiotu i przedmiotu, wychowawcy i wychowanka" (268).
"Bakunin podniósł kwestię, której Marks nie rozważał, a która bynajmniej nie była utajona: w jaki sposób można sobie wyobrazić scentralizowaną władzę ekonomiczną bez przymusu politycznego. A jeśli społeczeństwo przyszłe zachowa podział na rządzących i rządzonych, to w jaki sposób mogłoby ono nie wytwarzać systemu przywilejów, skoro wiadomo, że przywilej władzy ma naturalną tendencję do samouwieczniania?" (306).
"Myśl [Engelsa] rozpięta jest między scjentystycznym fenomenalizmem, obywającym się bez kategorii metafizycznych, a MATERIALIZMEM SUBSTANCJALISTYCZNYM, zakładającym jeden byt pierwotny i właściwy, którego zróżnicowanymi przejawami są wszystkie zdarzenia, jakie w świecie empirycznym zachodzą. Materia jako ów byt pierwotny obdarzona jest atrybutem ruchu jako cechą trwałą i niezbywalną (w przeciwnym wypadku trzeba by szukać źródła ruchu poza materią, a więc założyć coś w rodzaju pierwszego impulsu). Przez ruch rozumie się wszelką w ogóle zmianę, nie tylko przemieszczenie przestrzenne. Ruch jest formą istnienia materii, tak samo niepowtarzalną i niezniszczalną jak ona sama" (460).
MARKS "ISTOTNIE NIE STAWIAŁ SOBIE, W PRZECIWIEŃSTWIE DO ENGELSA, PYTAŃ METAFIZYCZNYCH, TO JEST PYTAŃ O SUBSTANCJĘ PIERWORTNĄ I STWORZENIE ŚWIATA. WE WCZESNYCH PISMACH ODRZUCAŁ PYTANIA METAFIZYCZNE EXPLICITE, A JSET ZGOŁA CZYM INNYM ODRZUCIĆ PYTANIE O STWORZENIE ŚWIATA, A CZYM INNYM - ODPOWIEDZIEĆ NA NIE NEGATYWNIE. Z PEWNOŚCIĄ, JEŚLI SŁOWU NADAĆ SENS TAK SZEROKI, IŻ 'MATERIALISTĄ' NAZWIE SIĘ KAŻDEGO, KTO NIE PRZYJMUJE ISTNIENIA 'DUCHA' WYPRZEDZAJĄCEGO PRZYODĘ (W WIĘC KTO RÓWNIEŻ SAMO PYTANIE ODRZUCA JAKO WADLIWIE POSTAWIONE),MARKS PODPADA POD TO MIANO. NA OGÓŁ JEDNAK SŁOWU TEMU ZWYKŁO SIĘ NADAWAĆ SENS MOCNIEJSZY, KIEDY MIANOWICIE OZNACZA ONO SUBSTANCJALISTYCZNY PUNKT WIDZENIA, WIARĘ W 'MATERIĘ' JAKO SUBSTRAT WSZYSTKIEGO, O CZYM Z SENSEM MOŻNA POWIEDZIEĆ, ŻE ISTNIEJE, ALBO ŚCIŚLEJ, TWIERDZENIE, ŻE WSZYSTKIE PRZEDMIOTY MAJĄ TE WŁASNOŚCI, KTÓRE DOŚWIADCZENIE POTOCZNE I NAUKOWE PRZYPISUJĄ CIAŁOM FIZYCZNYM. W TYM SENSIE MATERIALIZM TRUDNO MARKSOWI PRZYPISAĆ, A SAM ENGELS, JAK BYŁA O TYM MOWA, WAHA SIĘ MIĘDZY FENOMENALISTYCZNYM SCJENTYZMEM (KTÓRY NIE JEST DOKTRYNĄ METAFIZYCZNĄ, ALE METODĄ POSTEPOWANIA UMYSŁOWEGO) I MATERIALIZMEM WŁAŚCIWYM [SUBSTANCJALISTYCZNYM] (KTÓRY WYKRACZA POZA RYGORY NAUKOWE I JEST, ZALEŻNIE OD INTERPRETACJI, ALBO NIEJASNY, ALBO NIEDOWODLIWY" (492-493).
"MOŻNA BY NIEZGODNOŚCI MIĘDZY DIALEKTYKĄ A MATERIALIZMEM DOSZUKIWAĆ SIĘ W INNYM PUNKCIE. MIANOWICIE ENGELS WYRAŹNIE WIERZY W TO, ŻE SPRZECZNOŚĆ LOGICZNA JEST WŁASNOŚCIĄ PEWNYCH ZJAWISK NATURALNYCH. OTÓŻ TWIERDZENIE, ŻE PEWIEN STOSUNEK LOGICZNY ZACHODZI W NATURZE, MOŻE BYĆ UZGODNIONE Z DOKTRYNĄ HEGLA, LEIBNIZA ALBO SPINOZY [...] ALE ŻADNA Z NICH NIE MOŻE BYĆ UZGODNIONA Z MATERIALIZMEM W SENSIE ENGELSA. [...] WYDAJE SIĘ, ŻE LEKKOMYŚLE FORMUŁY ENGELSA, KTÓRE WYRAŹNIE UTOŻSAMIAJĄ STOSUNKI LOGICZNE ZE STOSUNKAMI FIZYCZNYMI, SĄ BARDZIEJ WYNIKIEM JEGO FILOZOFICZNEGO NIEDOKSZTAŁCENIA NIŻ OWOCEM PRZEMYŚLANEJ TEORII. ENGELS, MIMO OGROMNEGO ZASOBU WIEDZY I RUCHLIWOŚCI INTELEKTUALNEJ, BYŁ POD WZGLĘDEM FILOZOFICZNYM DYLETANTEM; JEGO KRYTYKA 'AGNOSTYCYZMU' KANTA JEST ZDUMIEWAJĄCO NAIWNA: WYNIA Z NIEJ, ŻE WEDLE KANTA NIEMOŻLIWE JEST ODKRYCIE NIEZNANYCH UPRZEDNIO SUBSTANCJI CHEMICZNYCH, GDYŻ ODKRYCIE TAKIE PRZEOBRAŻA RZECZ SAMĄ W SOBIE W RZECZ POZNANĄ. JEST TO PRZYKŁAD WIBITNIE JASKRAWY ZUPEŁNEGO NIEZROZUMIENIA KRYTYKOWANYCH TEORII. NIE WIADOMO TAKŻE, W JAKI SPOSÓB ENGELS MÓGŁBY UZGODNIĆ SWOJĄ PSYCHOLOGISTYCZNĄ INTERPRETACJĘ LOGIKI [...] ZE SWOIM PRZEŚWIADCZENIEM, ŻE WIEDZA NASZA JEST ODZWIERCIEDLENIEM PRZYRODY TAKIEJ, JAKA JEST ONA NAPRAWDĘ, NIEZALEŻNIE OD NASZEJ WIEDZY. JEŚLI BOWIEM REGUŁY NASZEGO MYŚLENIA, TO JEST LOGIKA, NIE SĄ NAKAZAMI NIEZALEŻNYMI OD DOŚWIADCZENIA I ISTNIENIA RZECZY, ALE PO PROSTU SPOSOBAMI FUNKCJONOWANIA NASZEGO MÓZGU I POSZCZEGÓLNYMI PRZYPADKAMI JAKICHŚ GENERALNYCH PRAW NATURY, TO PYTANIE O PRAWDĘ WIEDZY W TRADYCYJNYM SENSIE SŁOWA NIE MOŻE W OGÓLE SENSOWNIE BYĆ POSTAWIONE. CZYNNOŚCI POZNAWCZE MUSZA BYĆ POJĘTE JAKO SZCZEGÓLNA FORMA REAKCJI BIOLOGICZNEJ I OCENIANE BYĆ MOGĄ TYLKO Z PUNKTU WIDZENIA POŻYTKU BIOLOGICZNEGO NIE ZAŚ PRAWDY" (494).
"Samo pojęcie nadprzyrodzonego nie daje się skonstruować w myśli Plotyna" (26). Podział na rzeczywistość przyrodzoną i nadprzyrodzoną byłby pozbawiony sensu w plotyńskiej konstrukcji" (30).
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOświecenie. "Dwa hasła najbardziej sztandarowe [dla Oświecenia], 'natura' i 'rozum' nie układały się, przy bliższej analizie, w koherentną całość. Jak [...] uzgodnić kult rozumu jako...
Książka godna polecenia dla każdego, kto jest zainteresowany myślą Marksa. Książka przedstawia jego poglądy, kluczowe momenty z życia, które wpłynęły na rozwój jego myśli. Autor poddaje dokładnej analizie myśl tego filozofa, a także konsekwencje z niej wynikające.
Warto zapoznać się z tą pozycją by odpowiedzieć sobie na pytanie czy Marks naprawdę "chciał dobrze tylko mu nie wyszło, a przez późniejszych interpretatorów został wypaczony".
Książka godna polecenia dla każdego, kto jest zainteresowany myślą Marksa. Książka przedstawia jego poglądy, kluczowe momenty z życia, które wpłynęły na rozwój jego myśli. Autor poddaje dokładnej analizie myśl tego filozofa, a także konsekwencje z niej wynikające.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWarto zapoznać się z tą pozycją by odpowiedzieć sobie na pytanie czy Marks naprawdę "chciał dobrze tylko mu...
We wstępie książki czytamy, iż "dzisiejszego świata, a pozostanie to zapewne prawdą przez najbliższych kilkadziesiąt lat, nie sposób zrozumieć bez uwzględnienia roli, jaką marksizm odegrał od lat siedemdziesiątych XIX wieku."
Z tym stwierdzeniem nie sposób się nie zgodzić. Jednak należy powiedzieć więcej - marksizmu nie sposób zrozumieć bez przeczytania "Głównych nurtów marksizmu" Leszka Kołakowskiego.
Oczywiście, można podejmować naiwne próby bezpośredniego czytania tekstów, jednak można dojść do wniosku podobnego jak Lenin, iż "nikt kto nie zna Hegla nie zrozumie marksizmu".
Tom I zawiera genezę marksizmu. Koncentruje się na pierwotnej myśli Marksa, który był neoheglistą. W sporym zakresie porusza również dialektykę heglowską i filozofię samego Hegla.
We wstępie książki czytamy, iż "dzisiejszego świata, a pozostanie to zapewne prawdą przez najbliższych kilkadziesiąt lat, nie sposób zrozumieć bez uwzględnienia roli, jaką marksizm odegrał od lat siedemdziesiątych XIX wieku."
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ tym stwierdzeniem nie sposób się nie zgodzić. Jednak należy powiedzieć więcej - marksizmu nie sposób zrozumieć bez przeczytania "Głównych nurtów...