Główne nurty marksizmu, t. 1

Okładka książki Główne nurty marksizmu, t. 1 autora Leszek Kołakowski, 9788301157593
Okładka książki Główne nurty marksizmu, t. 1
Leszek Kołakowski Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN filozofia, etyka
434 str. 7 godz. 14 min.
Kategoria:
filozofia, etyka
Format:
papier
Data wydania:
2009-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1989-01-01
Liczba stron:
434
Czas czytania
7 godz. 14 min.
Język:
polski
ISBN:
9788301157593
Średnia ocen

8,4 8,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Główne nurty marksizmu, t. 1 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Główne nurty marksizmu, t. 1

Średnia ocen
8,4 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Główne nurty marksizmu, t. 1

avatar
535
360

Na półkach: , , ,

pierwsza pełna (w sensie głównych nurtów),krytyczna i filozoficznie kompletna historia marksizmu... tom I - dialektyka od starożytności do Marksa i Engelsa...

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/63378/glowne-nurty-marksizmu-powstanie-rozw...

pierwsza pełna (w sensie głównych nurtów),krytyczna i filozoficznie kompletna historia marksizmu... tom I - dialektyka od starożytności do Marksa i Engelsa...

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/63378/glowne-nurty-marksizmu-powstanie-rozw...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1938
1938

Na półkach:

Jeśli jesteś erudytą i osobą inteligentną to bez wątpienia zapoznałeś/aś się, przynajmniej, z " Zarysem historii filozofii " W. Tatarkiewicza !!!
Nadszedł więc czas przejść dalej.
Rekomendowane dzieło to kompleksowa i uporządkowana historia marksizmu, jego rozwój w europejskiej filozofii i kulturze, powiązania z wcześniejszymi nurtami filozoficznymi, od starożytności po czasy współczesne, analizuje odłamy i niuanse doktrynalne.
Pokazuje jego genezę, rozwój i w ostateczności jego rozkład.
To największe dzieło autora ( 3 t. ),miało ogromny wpływ na światową filozofię !!!
Jego największą zasługą jest ukazanie wewnętrznych sprzeczności w idei marksistowskiej i jest uznawane za jedno z najwybitniejszych wkładów w krytykę marksizmu, a w szczególności marksizmu - leninizmu !!!
Ukazuje jak system filozoficzny stał się ideologią o niszczycielskim wpływie na historię, mająca na celu wyzwolenie staje się źródłem zniewolenia.
Autor udowadnia, że nowe wizje, mimo swego odwoływania się do wolności, demokracji, dobrobytu itd. często prowadzą do powstania nowych form ucisku !!!
Czyżby autor przewidział powstanie UE ???

Czy to dzieło muszę rekomendować ?
Sam nie wiem.
Jeśli jesteś osobą światłą i otwartą na coś czego nie znasz, to książek nie muszę polecać !!!

Jeśli jesteś erudytą i osobą inteligentną to bez wątpienia zapoznałeś/aś się, przynajmniej, z " Zarysem historii filozofii " W. Tatarkiewicza !!!
Nadszedł więc czas przejść dalej.
Rekomendowane dzieło to kompleksowa i uporządkowana historia marksizmu, jego rozwój w europejskiej filozofii i kulturze, powiązania z wcześniejszymi nurtami filozoficznymi, od starożytności po...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
728
687

Na półkach:

RosarioVex „bardzo trudna i wymagająca” OZM „okrutnie mnie wymęczyło w partiach poświęconych Kantowi i Heglowi, ale to już chyba bardziej wina Kanta i Hegla niż Kołakowskiego” nic dziwnego
„Filozofia Hegla jest ... wniknięciem w myśl tak głębokim, że w przeważającej części niezrozumiałym ...” (James Hutchison Sterling, w: „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie” część 2 motto do rozdziału 12)
Ogrom wiadomości, lecz jak dla mnie za trudny do przyswojenia. Wedle wstępu „Kołakowskiego krytyka marksizmu uderza zatem zasadnie przede wszystkim we wbudowaną weń prometejsko – faustyczną wizję. Przy czym nie poprzestaje bynajmniej na pokazaniu katastrofalnych skutków, jakie spowodowały próby jej zrealizowania. Sięga znacznie głębiej, kwestionuje bowiem samą jej racjonalność.” (s. XXIX)

„Plotyn ciągnie wątek zaszczepiony w myśli greckiej przez Parmenidesa i chociaż stara się wspiąć w swojej konstrukcji na piętro wyższe jeszcze aniżeli Byt parmenidesowski (traktowany przezeń jako wtórny względem Jednego czy absolutu) to jednak podstawowa jego intuicja filozoficzna jest taka sama. Plotyn nie rozumuje jak arystotelicy ex contingente ad necessarium, to jest nie usiłuje wykazać, że realność Jednego może być lconkluzywnie wywiedziona z obserwacji bytów skończonych jako ich niezbędny logicznie warunek. Jedno ma realność niewysłowioną wprawdzie, niemniej oczywistą, albowiem "być" po prostu w najbardziej ostatecznym znaczeniu słowa, to być niezmiennym bezwzględnie, więc także niezłożonym bezwzględnie, więc pozaczasowym. To, co jest prawdziwie, nie może być poddane czasowości, nie może żyć tak, by różnicowało swe życie na przeszłość i przyszłość. Byty skończone i warunkowe, przeciwnie, żyją w ciągłej ucieczce od przeszłości, której już nie ma, ku przyszłości, której nie ma jeszcze, zmuszone są zatem same siebie ujmować przez pośrednictwo wspomnienia lub antycypacji, nie są same sobie dane bezpośrednio, lecz tylko w nieuchronnej mediatyzacji, stwarzanej przez odróżnienie między tym, co było i tym, co będzie. Nie są tożsame same z sobą, bo nie są "całe naraz", lecz żyją tylko w teraźniejszości, która w tym momencie, gdy jest, już znika i jawi się "później" tylko przez pośrednictwo pamięci. Jedno jest prawdziwie samotożsame i stąd również nie może być rozumiane należycie w swojej opozycji względem świata przemijalnego, ale tylko same przez się.” (s. 16) A to drobnym kawałkiem jeno.

Hegel zaś jeszcze twardszy do zgryziemia.

„Hegel tedy – w opozycji do idealizmu Schellinga – nie chciał redukować bytu do niezróżnicowanej identyczności absolutu, w którym zatraca się lub za złudę musi uchodzić cała rozmaitość i wielość form rzeczywistości skończonej, i nie chciał zarazem – w opozycji do Kanta – by podmiot myślący zdany był niejako bezradnie na doświadczenie owej wielości i rozmaitości, która by wiecznie przedstawiała mu się jako dana po prostu, pozbawiona racji i sensu. (…) Jeśli bowiem przedmiot jest czymś obcym względem podmiotu, to jest tym samym jego ograniczeniem, jego negacją; ograniczona świadomość jest skończona, a więc przedmiot, jako obcy, jest jej również wrogi. Dopiero wtedy, kiedy duch rozpozna w przedmiocie samego siebie, zniesie więc jego obcość i zniesie samą przedmiotowość, pozbywa się ograniczeń, dochodzi do nieskończoności; tym samym różnorodność bytu przestaje być przypadkowa. Po to jednak, by mogła ona zachować się w swoim bogactwie, ruch znoszenia obcości i przedmiotowości świata nie może polegać na unicestwianiu stworzonego świata lub ogłaszaniu go za iluzję, która topi się w końcu w jedności wszechpochłaniającego absolutu, ale musi przetrwać w swoim ginięciu, to znaczy jej negowanie przez ducha musi być negowaniem asymilującym. Termin "znoszenie" (Aufheben) oznacza właśnie ten szczególny rodzaj negacji przechowującej, w której potrafimy ocalić zarówno samoistność ducha, jak wielorakość bytu.” (s. 56n) Jak poprzednio. Przychodzi na myśl „napełniłeś mi uszy oceanu szumem” Kordiana, gdy Doktor Diabeł coś „wyjaśnia”.

Mym zdaniem, może niesłusznym, praca zyskałaby na skróceniu tych wywodów. Druga część chyba wypadła lepiej.

W przeciwieństwie do „Społeczeństwa otwartego” Poppera „Główne nurty” poświęcają „Państwu” Platona dwie krótkie wzmianki, łatwe do przeoczenia (a szkoda). „Ukucie nazwy "socjalizm" przypisuje sobie saintsimonista Pierre Leroux, który użył jej w 1832 roku w piśmie "Globe". Była ona również w użyciu w 30 – tych latach u owenistów angielskich. Upowszechnienie zarówno nazwy samej, jak idei, naturalnym biegiem rzeczy, zwróciło uwagę myślicieli i propagatorów ku jej historycznym antecendencjom; w republice Platona, w komunistycznych ruchach średniowiecznych sekciarzy, u utopistów renesansu – nade wszystko Morusa i Campanelli, u ich naśladowców XVII – wiecznych i oświeceniowych śledzono pojawianie się wątków wspólnych, inspirowanych przez najróżniejsze filozofie. Jeśli hierarchiczna organizacja platońska była odległa od wyobrażeń egalitarnych, wspólnych większości socjalistów nowoczesnych, jeśli ascetyczne ideały średniowiecznych doktrynerów zbyt były uwikłane w swoiście religijne treści, to jednak utopia Morusa wyrastała już z refleksji nad pierwotną akumulacją kapitalistyczną i w jej ideałach (…) widzieli propagatorzy socjalizmu wiele bliskich sobie pomysłów.” (s. 180)

W przeciwieństwie do „Komunizmu” Pipesa, pominięty wątek „Diggerów” (chociaż może i pozbawiony większego znaczenia) z przejsciem od razu do „Równych”: „Stworzyli za Dyrektoriatu organizację konspiracyjną, która miała przemocą obalić istniejącą władzę. Postanowili, że lud, dziś jeszcze niewyzwolony z wpływu duchowego wyzyskiwaczy nie może od razu sam sprawować władzy iż więc w pierwszym okresie sami spiskowcy będą go musieli prowadzić. Dopiero z czasem, dzięki upowszechnieniu oświaty, lud sam będzie zdolny sprawować władzę przez instytucje wyborcze. Spisek Babeufa został w 1796 roku wykryty, a jego przywódca ścięty. Jego idee odżyły do pewnego stopnia w działalności Blanqui'ego. Babuwiści nie operowali jeszcze w swoich programach wyraźnymi kategoriami klasowymi zadowalając się przeciwstawieniem ubogich i bogaczy albo ludu i tyranów (…) przejęli z jakobinizmu styl myślenia o społeczeństwie w kategoriach władzy politycznej, zdobywanej przemocą i przekazali go francuskiemu ruchowi socjalistycznemu (socjalizm angielski od początku był zdominowany przez tendencję reformistyczną, nie wyrósł historycznie z rewolucji politycznej, ale z procesów industrializacji). W Manifeste des egaux napisanym w 1796 roku przez Pierre'a Sylvaina Marechala rewolucja francuska określona jest jako zapowiedź następnej, o wiele większej i już ostatniej rewolucji. Kierownictwo spisku nie zgodziło się na publikację tego manifestu, gdyż zakwestionowało w nim dwa charakterystyczne wyrażenia: jedno głosiło "niech przepadną, jeśli trzeba, wszystkie sztuki, byle została nam rzeczywista równość"; drugie żądało, by zniknęły wszystkie różnice nie tylko między bogatymi i biednymi, panami i sługami, ale także między rządzącymi i rządzonymi. Pierwsze zdanie, choć odrzucone, zdradza niemniej tendencję, która powtarzać się będzie wielokrotnie w ruchach komunistycznych: równość jest wartością najwyższą, mianowicie równość w korzystaniu z dóbr materialnych. Hasło to, jeśli jest zastosowane z doskonałą konsekwencją, zakłada, że mniej jest ważna ilość dóbr, z których ludzie mogą korzystać niż fakt, że wszyscy mają w nich ten sam udział, czyli że w wypadku alternatywy: poprawić los upośledzonych, lecz pozostawić nierówność dochodu albo ściągnąć wszystkich do obecnego poziomu upośledzonych, należałoby optować za tym drugim rozwiązaniem. Oczywiście, żadna grupa komunistyczna lub socjalistyczna nie rozważała nawet możliwość i takiej alternatywy, gdyż wszystkie przyjmowały za rzecz pewną, że równy podział dóbr oznacza automatycznie, jeśli nie obfitość, to względny dostatek dla wszystkich. Większość przyjmowała też naiwne założenie, że niedostatek klas pracujących ma źródło w luksusowym spożyciu bogaczy i że gdyby rozdzielić między lud dobra konsumowane przez uprzywilejowanych, wszyscy żyliby w dobrobycie. W pierwszej fazie rozwoju idei socjalistycznych moralne oburzenie przeciw nędzy i nierównościom nie oddzieliło się jeszcze od ekonomicznej analizy produkcji kapitalistycznej, albo raczej zastępowało taką analizę. (…) Co do drugiego hasła żądającego zniesienia różnic między rządzonymi i rządzącymi, to jeśli je rozumieć jako bezpośrednie żądanie rewolucyjne, należy ono raczej do tradycji anarchizmu; babuwiści nie przyjęli go, gdyż przewidywali epokę dyktatury, która sprawowana być musi dla dobra ludu przez czas tak długi, jaki będzie niezbędny dla unieszkodliwienia wrogów równości.” (s. 181 – 183)

Co do owej „analizy ekonomicznej”: „wkład” marksizmu polegał na zastąpieniu wysokości dochodów rozróżnieniem własności, pracownik najemny, nawet gdyby zarabiał więcej, chociaż wedle założeń nie powinien więcej, wciąż będzie wyzyskiwanym, bowiem pozbawionym narzędzi pracy, rzemieślnik, nawet zarabiający mniej, pracuje własnymi narzędziami, zatem wyzyskiwanym nie jest … O tym w części 3.

„Liberalna demokracja i socjalizm przez czas długi występowały w różnych formach mieszanych i pośrednich; dopiero rok 1848 ustalił pod tym względem wyraźne granice. Również nazwy "komunizm" i "socjalizm" przez długi czas nie były jasno rozgraniczone, chociaż już w latach 30 – tych komunistami nazywali się na ogół ci radykalni reformatorzy i utopiści, którzy domagali się całkowitego zniesienia własności prywatnej (najpierw głównie gruntów, potem także fabryk) doskonałej równości spożycia i nie liczyli na dobrą wolę rządów lub posiadaczy lecz na walkę samych wyzyskiwanych. Po 1830 roku zarówno we Francji, jak w Anglii (…) myśl socjalistyczna i zalążkowy ruch robotniczy występują już w różnego rodzaju związkach. Jednakże już wcześniej idee radykalnej reformy społeczeństwa w duchu socjalistycznym, lecz nie komunistycznym (tj. niewyrosłym z tradycji Babeufa) pojawiły się w obu tych krajach jako teoretyczna refleksja nad skutkami rozwoju przemysłowego. Ten właśnie socjalizm, znaczony nade wszystko nazwiskami Saint – Simona, Fouriera i Owena, miał największe znaczenie jako bodziec, zarówno pozytywny, jak negatywny, myśli Marksa. Socjalizm ten nie powstał z protestu klas upośledzonych, ale z intencji badawczych, inspirowanych obserwacją społecznych nieszczęść, nędzy, wyzysku i bezrobocia.” (s. 183n)

„Pierre Proudhon zajmuje wśród teoretyków socjalizmu szczególne miejsce dzięki osobliwej wielorakości swojego wpływu; wielorakość ta pochodzi głównie ze zdumiewającej inkoherencji jego pism oraz licznych sprzeczności tam zawartych.” (s. 201) „Hasło "własność to kradzież" wydawać by się mogło wezwaniem do zniesienia wszelkiej własności prywatnej. W rzeczywistości Proudhon jest jak najdalszy od idei komunistycznych.” (s. 203) Miał na myśli, o ile można coś z tego pojąć, własność „niezapracowaną”. „Proudhon (podobnie jak Fourier, chociaż opierając się na całkiem innych przesłankach) dąży nie do zniesienia własności, ale do jej upowszechnienia. Komunizm jego zdaniem (ma na myśli głównie Cabeta i Blanca w swojej krytyce) nigdy nie da się pogodzić z godnością jednostki i z wartościami życia rodzinnego; zmierza on do uniwersalizacji nędzy i do zdławienia życia ludzkiego w powszechnej koszarowej miernocie. Jego rzecznikami są fanatycy władzy, którzy dążą do zaprowadzenia wszechmocy państwa, opartej na własności publicznej. W rzeczywistości komunizm nie tylko nie znosi własności i jej niszczących skutków, ale ideę własności doprowadza do absurdu: jednostki, w tym systemie, nie mają wprawdzie żadnej własności, ale całe prawo własności (a raczej bezprawie) przeniesione jest na państwo, które staje się posiadaczem nie tylko dóbr materialnych, ale również swoich obywateli. Osoby ludzkie, ich pragnienia, ich talenty, ich życie wszystko to zostaje za jednym zamachem upaństwowione; zasada monopolu, która jest źródłemwszystkich społecznych nieszczęść, zostaje spotęgowana do najwyższego stopnia; komunizm nie jest niczym innym niż zapowiedzią skrajnego despotyzmu policyjnego. (…) Z niektórych pism Proudhona można by wnosić, że jego ideałem jest społeczeństwo drobnych indywidualnych producentów, upowszechnienie drobnomieszczaństwa jako statusu jedynie zgodnego z zasadami sprawiedliwości. Skądinąd jednak można się przekonać, że nie chce on bynajmniej likwidacji maszynowego przemysłu i powrotu do rzemieślniczej produkcji. Chodzi mu raczej o demokrację przemysłową, by kontrola nad środkami produkcji pozostawała w ręku robotników.” (s. 205n) Marks wyśmiał te pomysły, rzeczowo odpowiedzieć nie umiał.

Dotyczy to także innego „myśliciela” (celowo w cudzysłowiu). „Rozważania Bakunina o Rosji nie układają się zresztą w spójną całość.” (s. 252) „Bakunin miał nader prymitywne wyobrażenia na temat ekonomii politycznej. (…) Bakunin podniósł kwestię, której Marks nie rozważał, a która bynajmniej nie była urojona: w jaki sposób można sobie wyobrazić scentralizowaną władzę ekonomiczną bez przymusu politycznego? A jeśli społeczeństwo przyszłości zachowa podział na rządzących i rządzonych w jaki sposób mogłoby ono nie wytwarzać na nowo systemu przywilejów, skoro wiadomo, że przywilej władzy ma naturalną tendencję do samouwieczniania? Pytania te miały się odtąd często powtarzać w krytykach, jakie anarchiści i syndykaliści zwracali przeciwko marksizmowi. Ze Marks nie wyobrażał sobie socjalizmu jako despotycznej władzy, w której aparat polityczny będzie utrzymywał swe przywileje opierając się na monopolu zarządzania środkami produkcji jest aż nadto oczywiste. A jednak Bakunin postawił mu w tej sprawie pytania, na które Marks nie odpowiedział. Można powiedzieć, że Bakunin był pierwszym, który jak gdyby wydedukował leninizm z marksizmu, w czym objawił nadzwyczajną przenikliwość.” (s. 254)

Bakunin wypadł korzystniej niż zasłużył. Nazywanie go anarchistą jest nieporozumieniem, jak utrzymuje Kucharzewski (na ile ściśle nie wiem) „czyż programem Bakunina jest istotnie stan anarchii, bezwładztwa, życie społeczne, organizujące się od dołu według praw harmonii przyrodzonej bez przymusu zewnętrznego? Czy rzeczywiście ma on instynktowną głęboką odrazę do przemocy, do przymusu, do władzy arbitralnej człowieka nad człowiekiem? Wiemy, że tak nie jest, ma on skłonności despotyczne i jest programowym zwolennikiem władzy nieograniczonej. Program przyszłego ustroju, który wyznaje w roku 1848, składa się z anarchii, czyli obalenia w gruzy istniejących państw i całego w nich porządku prawnego i z etapu następnego, a nawet już w dobie burzenia dzisiejszych ustrojów przewidywanego, z władzy nieograniczonej, z dyktatury. Anarchizm jest tu tylko jednym fragmentem działalności rewolucyjnej, wstępem do niej, środkiem rozsadzania starego świata, lecz skoro świtać się zdaje brzask nowego świata, wówczas Bakunin, w przewidywaniu przyszłości, piorunować zaczyna przeciwko objawom anarchii. (…) Jedyną konkretną rzeczą, jakiej się dowiadujemy od Bakunina o porewolucyjnej przyszłości, to owa dyktatura. Arnold Ruge, który tak blisko stał Bakunina w roku 1848, nadmienia w swych wspomnieniach, że "Bakunin majaczył o jakimś caryzmie rewolucyjnym, panslawizmie". Słyszymy wprawdzie od Bakunina, że on pragnie wolności ludów i że obmyślił ustrój, dający najlepsze, jedyne rękojmie tej wolności. Gdy jednak zaczyna mówić o tym ustroju, widzimy, iż stoimy wobec umysłu, organicznie niezdolnego do zrozumienia, co to jest wolność człowieka i obywatela. Stoimy wobec człowieka, który przewertował cały stos książek europejskich, traktujących zagadnienia polityczne i socjalne, lecz dla którego duch rozwoju kultury nowoczesnej politycznej pozostaje niezrozumiały. Chce on wolności, wolności absolutnej, jakiej jeszcze nie było w dziejach, a na straży tej wolności stać będzie... władza nie ograniczona przez nikogo; będzie to wolna republika... pod dyktaturą; drukowane słowo będzie tchnęło wolnością, a nie będzie... wolności druku. Opozycja, krytyka będzie bezwzględnie zakazana, opozycja taka mogłaby być tylko szkodliwa dla wolności ludu, bo dyktatura będzie sprawowana przy pomocy ludzi o duchu wolnościowym, jednomyślnych, i ci ludzie obsadzą wszystkie stanowiska. Czy nie są to spiżowe rękojmie wolności? (…) Mając sam program despotycznego ustroju w przyszłości, Bakunin nie może szczerze i konsekwentnie potępić despotyzmu jako metody rządzenia, wszystko zależy od celu, jakiemu despotyzm służy; jeśli celem tym jest zachowanie dzisiejszego ustroju, despotyzm jest wrogiem ludzkości, gdy o obalenie dzisiejszego ustroju chodzi, dobrodziejstwem ludzkości. (…) Lecz podstawy państwa nowoczesnego zachodniego to rzecz zbyt zawiła dla Bakunina, za chytrze spleciona ("chitro spletionnyj katiechizis zapadnych liberałow"). Idąc za jego zdaniem, można by dojść do wniosku, że droga, odbyta przez Francję od Ludwika XI do Ludwika Filipa lub przez Anglię od Henryka VIII do Wiktorii, wytknięta została fałszywie, przez manowce, wprowadziła Europę na ślepy tor bezwładu parlamentarnego i nigdy nie doprowadzi do mety wolności. Bakunin obrał drogę daleko prostszą. Wywołuje się rewolucję "stanowczą, radykalną", burzy się dzisiejsze państwo wraz z całym współczesnym stanem prawnym, stając zwycięską stopą na gruzach, dekretuje się w o l n o ś ć ludów. (…) Obowiązujący dla wszystkich regulamin istnienia "wolnościowy z kierunku i ducha", nad którego spełnieniem czuwa dyktatura, oparta o siłę zbrojną. Dla większej rękojmi wolności, zakazane wygłaszanie niezgodnych z regulaminem opinii. Żadnego ograniczenia władzy, żadnej krytyki, żadnego parlamentu. Oto wolność.” („Geneza maksymalizmu” 1925 s. 197 – 201) „Bolszewicki biograf Bakunina, Stiekłow, nie bez słuszności twierdzi, że plan Bakunina zbliża się do organizacji władz sowieckich (…) Dyktatura z etykietą republiki, czyli bez koronowanego monarchy, sprawowana w łączności z ludźmi jednomyślnymi, przepisująca ustrój w o l n y, na którego straży stoi władza przez nikogo nie ograniczona, (…) z przewidzianą z góry przez proroka wolności cenzurą myśli, gwarantująca jednomyślność: czy to nie proroczy program? A i sama różnica między tą r e p u b l i k ą a despotyzmem monarchicznym określona typowo, na modłę tego czerwonego bizantynizmu, którego Bakunin jest pierwowzorem; dyktatura trwać będzie aż do osiągnięcia "wolności, samodzielności i dojrzałości" ludu.” (tamże, s. 189) „Widać jasno, anarchizm, propagowany przez Bakunina w łonie Międzynarodówki, to metoda taktyczna, mająca na celu dezorganizację instytucji, uważanej przezeń za zbyt powolne, zbyt półśrodkowe narzędzie rewolucji, równolegle z akcją dezorganizacyjną idzie akcja jego, organizująca własny związek rewolucyjny, na zasadach tajności, absolutyzmu i centralizacji. (…) Organizację marksowską rozsadza Bakunin, głosząc w niej hasło absolutnej wolności samorządnych sekcji i zupełnego zaniku władzy i dyscypliny. Własną organizację tworzy na zasadach wyłączających wolność; arbitralność tajnej grupy rządzącej, despotyzm, centralizacja, ślepy posłuch oto podstawy tej organizacji. Że Marks był zwolennikiem centralizmu w ustroju i absolutyzmu w rządzeniu Międzynarodówką, to prawda. Że Bakunin był przeciwnikiem absolutyzmu, centralizmu, że był zwolennikiem skrajnej wolności, szczerym federalistą, a nawet anarchistą, zwolennikiem bezwładztwa, to legenda (…) spór Bakunina z Marksem to spór ducha III Międzynarodówki, mającego prekursora w Bakuninie, z duchem I i II Międzynarodówki. Międzynarodówka Trzecia, występująca w imię Marksa, z większą słusznością mogłaby się legitymować imieniem Bakunina. Stiekłow, urzędowo i formalnie biorący stronę Marksa w jego historycznej walce z Bakuninem, zmuszony jest przyznać, że skoro chodzi o pogląd na organizację międzynarodowego związku rewolucyjnego i metody taktyczne, to Bakunin jest w większym stopniu, niż Marks, poprzednikiem dzisiejszych komunistów.” („Wyzwalanie ludów” 1931 s. 361n)

Wracając do „Głównych nurtów”: „Marksowi zależało na tym, by wykryć w kapitalizmie nieuchronną tendencję do degradacji robotnika i że opierał się on przyjmowaniu do wiadomości faktów świadczących o poprawie jego losu. Zwrócono uwagę na to (Bertram Wolfe) że w pierwszym wydaniu Kapitału różne dane statystyczne doprowadzone są do roku 1865 lub 1866 oprócz danych dotyczących ruchu płac, które zatrzymują się na roku 1850, zaś w wydaniu drugim (1873) statystyki są uzupełnione nowymi danymi oprócz – znowu – ruchu płac roboczych. Istotnie, ruch ten był niekorzystny dla teorii zubożenia! Jest to rzadki, lecz istotny, przykład niesumienności Marksa w kwestiach faktycznych.” (s. 289)

Czy rzeczywiście rzadki ?
Marksistowskie założenia o kolejnych coraz lepszych ustrojach społeczno – gospodarczych (niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm) wykazały ograniczoność, skoro Marks odróżniał też ustrój „azjatycki” pasujący do tego nijak, jego osobliwości „wyjaśniają się, wedle Marksa, szczególnymi cechami środowiska geograficznego. Przy tym założeniu nie jest jasne, w jaki sposób ocalić wiarę w absolutny "prymat" technologii w rozwoju społecznym i w podrzędną tylko rolę warunków naturalnych; okazuje się, że same warunki naturalne na znacznych połaciach globu ziemskiego wyznaczyły ludziom zupełnie inne drogi rozwojowe niż w innych częściach.” (s. 352) „Samo istnienie walki klasowej w formie politycznej nie jest jednak, zdaniem Marksa, wyraźnym warunkiem rzeczywistości podziału klasowego. "W starożytnym Rzymie walka klas toczyła się wyłącznie wewnątrz uprzywilejowanej mniejszości, między wolnymi bogaczami a wolną biedotą, gdy natomiast wielka produkująca masa ludności, niewolnicy, stanowiła jedynie bierny piedestał dla walczących". Jednak Marks uważa niewolników za klasę.” (s. 358n) Powstania Spartakusa nie było?

Książka nie porusza innych sprzeczności, gospodarka i prawo państw barbarzyńskich powstałych po upadku Cesarstwa Rzymskiego były mniej rozwinięte od niego, choć powinny być bardziej, co więcej ustrój feudalny wygląda na wcześniejszy od niewolnictwa. Przykładem Sparta (chociaż Ryszard Kulesza w pracach o niej odrzuca tę myśl, mym zdaniem raczej bezzasadnie) czy wczesny Rzym z podzialem na patronów i klientów.

„Jednakże to przekonanie, iż proletariat musi wytworzyć świadomość rewolucyjną, nie jest przewidywaniem naukowym, ale proroctwem bez żadnego uzasadnienia. Marks pierwotnie wydobył swoją teorię misji historycznej proletariatu z filozoficznej dedukcji, potem jednak starał się ją oprzeć na bardziej empirycznych przesłankach. Przesłankami tymi była, po pierwsze, jego wiara, iż polaryzacja klasowa nieuchronnie musi postępować. Jest to przesłanka, która wprawdzie okazała się fałszywa, lecz z pewnością nadaje się do empirycznego sprawdzenia. Ale gdyby była prawdziwa, nie jest jeszcze jasne, w jaki sposób miałaby z niej wynikać nieuchronność globalnej rewolucji socjalistycznej. Nieuchronność ta nie wynika także stąd, że klasa robotnicza jest wcieleniem maksimum dehumanizacji i że zarazem jest klasą produkcyjnie czynną – pod tymi dwoma względami bowiem nie różni się ona od niewolników antycznych.” (s. 376)

„Marks nie uważał istotnie, by rewolucja proletariacka miała być wynikiem nędzy. Nie przyjął też nigdy do wiadomości, by poprawa losu robotników miała wpływać na ich "naturalną" tendencję rewolucyjną. Nie przyjął tego również nikt z późniejszych ortodoksów, chociaż wielu pisało pogardą o arystokracji robotniczej, czyli tych warstwach, które z racji stabilności życiowej i wyższych dochodów poddają się ideologicznym wpływom burżuazji – co wszakże, na mocy teorii, nie powinno zachodzić. Gdyby dwie empirycznie dające się potwierdzić lub obalić przesłanki Marksa: że społeczeństwo będzie się zbliżać do dwuklasowego modelu i że sytuacja proletariatu nie może się w istotny sposób poprawić – były prawdziwe, nadal nie mielibyśmy dowodu, że klasa robotnicza "z natury" swego położenia musi wytworzyć świadomość rewolucyjną, ale mielibyśmy przesłanki do przypuszczenia, iż rewolucyjne wrzenie wśród proletariatu będzie się pojawiać i że może doprowadzić do obalenia istniejącego systemu własności. Bez tych przesłanek proroctwo to jest gołosłowne, co bynajmniej nie znaczy, że jest społecznie bezskuteczne. Jednak sukcesy ruchów politycznych, które powołują się na doktrynę Marksa nie są żadnym dowodem prawdziwości tej doktryny (i to bez względu na to, czy i do jakiego stopnia doktrynę tę deformują)” (s. 376n)

„Gdyby jednak prawdą było, że kapitalizm nie może trwać nieograniczenie długo z przyczyn ekonomicznych, to nadal nie mielibyśmy racji do przypuszczania, że będzie on zastąpiony socjalizmem w Marksowskim rozumieniu. Może być zastąpiony przez ogólny rozkład cywilizacji (i alternatywa "socjalizm albo barbarzyństwo" zdaje się przemawiać za tym, że Marks nie zawsze wierzył stanowczo w historyczną konieczność socjalizmu) albo przez społeczeństwo kapitalistyczne odmienione, mianowicie stagnacyjne pod względem technologicznym albo przez inną formę społeczną, która nie będzie nastawiona na stały postęp techniczny, a nie będzie także socjalizmem. Uwagi Marksa z których wynika, że kapitalizm upadnie, gdyż stracił lub rychło utraci zdolność do rozwijania techniki, zakładają co najmniej dwie przesłanki: po pierwsze, że postęp techniczny musi z natury rzeczy się dokonywać, po wtóre, że klasa robotnicza jest tego postępu nosicielem. Żadna z tych dwóch przesłanek nie jest wszelako wiarygodna. Pierwsza z tej racji, że jest po prostu ekstrapolacją pewnego faktu (nie zaś prawa) historycznego: iż ludzie w ciągu wielu znanych nam epok usprawniali swoje narzędzia wytwarzania; nie brak jednak regresów i zastojów; nie ma też powodu sądzić, że muszą oni to czynić zawsze i nieograniczenie. Druga przesłanka także jest nader wątpliwa. W społeczeństwie kapitalistycznym klasa robotnicza nie jest nosicielem żadnej wyższej techniki. Jest, przeciwnie, zjawiskiem pospolitym, że robotnicy współcześni, nie tylko legendarni luddyści, opierają się postępowi technicznemu, który w bezpośrednich skutkach przeważnie zwiększa bezrobocie w danej gałęzi przemysłu i anachronizuje w okamgnieniu różne tradycyjne zawody. Wedle kryteriów rozwoju cywilizacji Marksa robotnicy (mianowicie rzeczywiści robotnicy, nie zaś proletariat wydedukowany z filozofii historii) powinni uchodzić za klasę reakcyjną.” (s. 377n)

Wywód ten możnaby uzupełnić, iż ustrój nazywany przez Marksa „kapitalizmem” nie istniał za jego czasów, tym bardziej później, przynajmniej opis nie odpowiada rzeczywistości, skoro społeczeństwo tak nazwane nie składa się wyłącznie z wielkiej rzeszy pracowników najemnych i garstki wyzyskiwaczy, więcej o tym w „Społeczeństwie otwartym”.

RosarioVex „bardzo trudna i wymagająca” OZM „okrutnie mnie wymęczyło w partiach poświęconych Kantowi i Heglowi, ale to już chyba bardziej wina Kanta i Hegla niż Kołakowskiego” nic dziwnego
„Filozofia Hegla jest ... wniknięciem w myśl tak głębokim, że w przeważającej części niezrozumiałym ...” (James Hutchison Sterling, w: „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie” część 2...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

77 użytkowników ma tytuł Główne nurty marksizmu, t. 1 na półkach głównych
  • 46
  • 30
  • 1
15 użytkowników ma tytuł Główne nurty marksizmu, t. 1 na półkach dodatkowych
  • 5
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Główne nurty marksizmu, t. 1

Inne książki autora

Leszek Kołakowski
Leszek Kołakowski
Leszek Kołakowski - filozof zajmujący się głównie historią filozofii, historią idei politycznych oraz filozofią religii, eseista, publicysta i prozaik. Do 1966 roku był jednym z najbardziej znanych ideologów marksizmu, członkiem PZPR od 1947 do 1966 roku, współtwórcą warszawskiej szkoły historyków idei. W 1966 roku odebrano mu katedrę i usunięto z PZPR za zbyt radykalną krytykę władz i odchodzenie w nauczaniu studentów od oficjalnego kanonu marksizmu (m.in. za wystąpienie z okazji 10. rocznicy „Październikowej Odwilży”). W 1968, za udział w Wydarzeniach Marcowych, odebrano mu prawo wykładania i publikowania, co zmusiło go do emigracji. Po krótkim pobycie w Paryżu Profesor Kołakowski osiadł ostatecznie w Anglii, gdzie zmarł w lipcu 2009 r. Jego słynny esej "Tezy o nadziei i beznadziejności", opublikowany w paryskiej „Kulturze” w 1971, stworzył intelektualny fundament dla strategii opozycji antykomunistycznej, inspirując powstanie KOR-u i Uniwersytetu Latającego. W latach 1977-1980 Profesor był oficjalnym przedstawicielem KOR-u za granicą i odpowiadał za kontakty między środowiskiem KOR-u i emigracją. W Anglii Profesor Kołakowski na stałe związał się z Uniwersytetem Oksfordzkim, gdzie w latach 1972–1991 był wykładowcą w All Souls College, a po przejściu na emeryturę przyznano mu tytuł Honorary Member of Staff. Oprócz tego wykładał m.in. w Yale University, Univeristy of New Heaven, Berkeley University, oraz Chicago University, gdzie otrzymał oficjalną pozycję visiting profesor. W 1991 został członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk. Był członkiem Fundacji im. Stefana Batorego oraz Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Profesor Leszek Kołakowski został pierwszym laureatem nagrody im. Johna Klugego, przyznawanej przez Bibliotekę Kongresu Stanów Zjednoczonych. Nagroda, nazywana amerykańskim Noblem, jest przyznawana za osiągnięcia w naukach humanistycznych.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Główne nurty marksizmu, t. 1

Więcej
Leszek Kołakowski Główne nurty marksizmu, t. 1 Zobacz więcej
Leszek Kołakowski Główne nurty marksizmu, t. 1 Zobacz więcej
Leszek Kołakowski Główne nurty marksizmu, t. 1 Zobacz więcej
Więcej