Radio Noc

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Радіо Ніч
- Data wydania:
- 2023-02-25
- Data 1. wyd. pol.:
- 2023-02-25
- Liczba stron:
- 488
- Czas czytania
- 8 godz. 8 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788307035468
- Tłumacz:
- Jerzy Czech
W czasie pewnej rewolucji zamaskowany pianista daje koncerty na barykadach. Jest nim Josyp Rotski, klawiszowiec licznych zespołów rockowych i dawny aktor porno. Rewolucja upada, a Rotski ucieka z kraju, tropiony przez reżimowe służby specjalne. Trafia jako muzyk do eleganckiego szwajcarskiego hotelu, a stamtąd wkrótce do więzienia za zamach na dyktatora własnego kraju. Zdobywa zaufanie i przyjaźń współosadzonego miliardera, dzięki któremu odzyskuje wolność, ale nie spokój. Niespodziewanie przytrafia mu się prawdziwa miłość do ekscentrycznej Anime. Razem z nią ucieka przez całą Europę, a towarzyszy im mądry kruk Edgar.
Pełne zwrotów losy bohatera powieści "Radio Noc" są dla autora pretekstem do zaprezentowania aktualnych wydarzeń politycznych i ich konsekwencji – przemian społecznych, mentalnych, gospodarczych. Jurij Andruchowycz parodiuje mass media, ale też z przenikliwością komentuje najważniejsze współczesne problemy. Historia Rotskiego, na wpół fantastyczna, spleciona jest z licznych (pop)kulturowych i literackich odniesień, których tropienie zachwyci czytelniczki i czytelników.
A w tle gra jego ulubiona muzyka.
Kup Radio Noc w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Radio Noc
Poznaj innych czytelników
162 użytkowników ma tytuł Radio Noc na półkach głównych- Chcę przeczytać 128
- Przeczytane 34
- Posiadam 9
- Z autografem 2
- 2023 2
- Lit. piękna 1
- 📚︎ Posiadam 1
- Fabuła 1
- Beletrystyka 1
- Z polecenia 1



































OPINIE i DYSKUSJE o książce Radio Noc
„Kiedy świat płonie, a sprawiedliwość zapada się pod ziemię, ostatnim bastionem wolności staje się głos płynący z eteru – głos, który nie pozwala zasnąć sumieniom”.
🎭 Sylwetka bohatera: Josip Rotsky, czyli DJ apokalipsy
Głównym protagonistą „Radia Noc” jest Josip Rotsky – postać tragiczna, fascynująca i wielowymiarowa, będąca uosobieniem losu środkowoeuropejskiego intelektualisty rzuconego w wir historii. Rotsky to wieczny banita, pianista i rewolucjonista, którego znakiem rozpoznawczym jest gra na barykadach podczas ukraińskich zrywów narodowych. Po upadku kolejnej rewolucji Josip zostaje zmuszony do ucieczki, stając się koczownikiem krążącym między tajemniczymi miastami Europy.
Jego sytuacja to egzystencja w cieniu – prowadzi nocne audycje radiowe, które są połączeniem muzyki, filozofii i politycznego manifestu. Rotsky to „radio-diabeł” i „radio-święty” w jednym; człowiek, który stracił wszystko oprócz swojego głosu i integralności. Andruchowycz kreuje go na nowoczesnego Orfeusza, który zamiast do Hadesu, schodzi w mroczne zakamarki współczesnej polityki, służb specjalnych i globalnego chaosu. Josip jest uosobieniem melancholii zmieszanej z ironią, bohaterem, który wie, że przegrał, ale mimo to odmawia poddania się dyktatowi milczenia.
Moja ocena to entuzjastyczne 9/10, ponieważ „Radio Noc” to arcydzieło współczesnej prozy, które wymyka się gatunkowym ramom. Największą zaletą powieści jest jej niesamowita rytmika i muzyczność. Andruchowycz nie pisze zdań – on komponuje partyturę. Narracja płynie niczym nocna audycja, w której rockowe riffy przeplatają się z klasycznym fortepianem, a wulgaryzmy z wysoką poezją.
Rzetelność tej prozy objawia się w proroczym niemal zmyśle autora. Andruchowycz z bolesną precyzją opisuje mechanizmy władzy, inwigilację i poczucie osaczenia, które towarzyszy każdemu, kto odważy się myśleć samodzielnie. Kolejnym atutem jest mistrzowskie połączenie gatunków: mamy tu thriller szpiegowski, powieść łotrzykowską, traktat filozoficzny i głęboko poruszający romans. To książka totalna, która pulsuje energią buntu i głębokim smutkiem nad kondycją Europy. Andruchowycz udowadnia, że jest jednym z najważniejszych głosów kontynentu, a jego styl – barokowy, nasycony metaforami i czarnym humorem – jest w szczytowej formie.
⚠️ Wady i drobne niedociągnięcia
Przy tak wysokiej nocie trudno mówić o znaczących wadach, jednak dla niektórych wyzwaniem może być fragmentaryczność i nadmiar intertekstualnych gier. Czytelnik nieznający kontekstu politycznego Ukrainy czy historii muzyki rockowej może poczuć się momentami zagubiony w gąszczu odniesień, którymi autor żongluje z wielką swobodą. Momentami surrealistyczne zwroty akcji wymagają od odbiorcy pełnego zawieszenia niewiary, co w zestawieniu z rzetelnym opisem brutalnej polityki może tworzyć pewien dysonans poznawczy.
„Radio Noc” to lektura obowiązkowa dla każdego, kto wierzy, że literatura wciąż ma moc zmieniania świata. To hołd dla wolności, sztuki i odwagi bycia „przeciw”. Jurij Andruchowycz stworzył literacki monument, który jest jednocześnie intymnym wyznaniem i potężnym krzykiem w stronę głuchej nocy. To książka, która zostaje w czytelniku długo po wybrzmieniu ostatniego akordu.
„Kiedy świat płonie, a sprawiedliwość zapada się pod ziemię, ostatnim bastionem wolności staje się głos płynący z eteru – głos, który nie pozwala zasnąć sumieniom”.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to🎭 Sylwetka bohatera: Josip Rotsky, czyli DJ apokalipsy
Głównym protagonistą „Radia Noc” jest Josip Rotsky – postać tragiczna, fascynująca i wielowymiarowa, będąca uosobieniem losu środkowoeuropejskiego...
To miała być jazda przez mrok i chaos współczesności, literacka audycja nadawana z pogranicza snu, rewolucji i groteski. I rzeczywiście — „Radio Noc” Jurija Andruchowycza jest właśnie tym. Problem w tym, że ta intensywność, ten miód ogromnego zapału, który autor wlał w każdą stronę, ostatecznie mnie umęczył.
Andruchowycz stworzył powieść pełną językowych fajerwerków, politycznych aluzji, kulturowych tropów i symboli, które wymagają od czytelnika stałej czujności. Momentami miałem jednak wrażenie, że tej czujności oczekuje zbyt wiele, a jego opowieść zamiast angażować — przytłacza. Każdy rozdział to osobny mikroświat, pełen nadmiaru znaczeń i barokowych ozdobników, przez które trudno się przedrzeć, jeśli nie masz akurat w sobie wystarczająco literackiej cierpliwości.
Główny bohater, operator radiowego pirackiego eteru, mógłby być przewodnikiem po tym nocnym świecie absurdu i buntu, ale nawet on czasem ginie w gęstwinie wielopiętrowych zdań i zagadek. Zamiast poczuć się uczestnikiem tej dziwnej podróży, zostałem zmuszony do bycia biernym obserwatorem, próbującym nadążyć za zmieniającymi się planami rzeczywistości.
To książka dla wytrwałych. Dla tych, którzy lubią, gdy proza nie podaje niczego na tacy, a każde zdanie trzeba rozgryzać jak twardy orzech. Ja tym razem nie miałem na to siły. Może w innym czasie, z innym nastawieniem. Na teraz zostało mi tylko zmęczenie i uznanie dla literackiej odwagi Andruchowycza.
To miała być jazda przez mrok i chaos współczesności, literacka audycja nadawana z pogranicza snu, rewolucji i groteski. I rzeczywiście — „Radio Noc” Jurija Andruchowycza jest właśnie tym. Problem w tym, że ta intensywność, ten miód ogromnego zapału, który autor wlał w każdą stronę, ostatecznie mnie umęczył.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAndruchowycz stworzył powieść pełną językowych fajerwerków,...
Książkę kupiłam w tamtym roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie przy okazji zwiedzania wystawy innej ukraińskiej artystki - Mariji Prymaczenko. Co mnie skusiło? Przede wszystkim opis. Rewolucjonista? Rockman? Pianista? Uciekinier pędzący przez Europę ze swoją partnerką oraz gotyckim krukiem Edgarem? Wydawałoby się, że te wszystkie składniki stworzą książkę wybitną...
Sam styl jest świetny - widać tu duży nakład pracy po stronie autora, tłumacza oraz edytora. Pierwsza połowa książki też jest solidna, chociaż skakanie narracyjne pomiędzy wydarzeniami nie zawsze są od razu zrozumiałe a wstawki w postaci monologu Josypa po prostu nużące, to mimo wszystko pracę czyta się dobrze.
Więc co się stało? Co poszło źle?
Autor książki w pewnym momencie za bardzo skupił się na penisie Josypa Rotskiego oraz morzu kobiet, od których nie mógł się odpędzić. Ile razy można czytać o dziewczynie, która się w nim zakochała, o piersiach tej dziewczyny, o spuszczaniu się, etc.? Jest to po prostu nudne. Najlepsze momenty książki to te, w których jedynym kompanem Rotskiego jest Edgar, jego przynajmniej autor nie jest w stanie seksualizować.
Ostatnie sto-coś stron książki to rozwleczona nijaka historia podróży po Europie, która bardziej skupia się na tym, że Anime i Rotski ze sobą sypiają niż na niczym inny.
Dodatkową rzeczą, której nie da się przetrawić to wiek Rotskiego a jego fanklubu. Wszystkie partnerki Rotskiego oczywiście są o wiele młodsze od niego, ledwo pełnoletnie. A Rotski? Ma coś ponad 40 lat. Chyba nie ma bardziej nudnego i oklepanego motywu.
Zgwałcona nastoletnia Anime (no bo oczywiście czym byłaby książka zawierająca ciekawą postać kobiecą bez motywu gwałtu?) zamierza pomścić swoich oprawców, wstępuje do Mobu (iksde) i po jakichś dwóch latach, ledwo pełnoletnia, zajmuje się sprawą Rotskiego - włamuje się do jego mieszkania, walczy z nim a z walki przechodzą bezpośrednio do seksu. A potem jak to komentują? Parafrazuję: "jeżeli mnie zgwałciłeś, to ja cię też zgwałciłam. Obydwoje jesteśmy gwałcicielami." Tak głębokie, że wypiera jedzenie z żołądka.
Książkę kupiłam w tamtym roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie przy okazji zwiedzania wystawy innej ukraińskiej artystki - Mariji Prymaczenko. Co mnie skusiło? Przede wszystkim opis. Rewolucjonista? Rockman? Pianista? Uciekinier pędzący przez Europę ze swoją partnerką oraz gotyckim krukiem Edgarem? Wydawałoby się, że te wszystkie składniki stworzą książkę...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo pierwsza powieść, jaką przeczytałam w całości po ukraińsku. Czytałam ją dwa lata, ze wzlotami i upadkami, kilkumiesięcznymi przerwami, kiedy żal nad pogrążoną w wojnie Ukrainą nie pozwalał mi czytać powieści napisanej w innych, lepszych czasach, i nagłymi zrywami, kiedy jednego wieczoru pochłaniałam i po kilkadziesiąt stron, czytając na głos do utraty tchu, łamiąc język na co trudniejszych słowach i rozpływając się w melodii najpiękniejszego języka Europy. Andruchowycz utkał tę powieść ze słów, historii swojej ojczyzny, marzeń, pragnień, splatając ze sobą najróżniejsze gatunki w jedną, spójną całość. Aż żal było przewracać ostatnią stronę, wiedząc, że moja podróż, podobnie jak podróż Rotskiego, właśnie dobiegła końca. Na szczęście zaraz, za chwilę, rozpocznie się następna - i oby zakończyła się w piękniejszym świecie, gdzie pisarze piszą książki, a czytelnicy je czytają, nie martwiąc się, co przyniesie jutro, i nie wzragając się na każdy, najdrobniejszy nawet, niepokojący odgłos dobiegający zza okien.
To pierwsza powieść, jaką przeczytałam w całości po ukraińsku. Czytałam ją dwa lata, ze wzlotami i upadkami, kilkumiesięcznymi przerwami, kiedy żal nad pogrążoną w wojnie Ukrainą nie pozwalał mi czytać powieści napisanej w innych, lepszych czasach, i nagłymi zrywami, kiedy jednego wieczoru pochłaniałam i po kilkadziesiąt stron, czytając na głos do utraty tchu, łamiąc język...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRadio Noc dobrze się zaczyna, pomysł wydaje się fajny i zabawy formą też ciekawe. Niestety dominująca, męska perspektywa jest tak nachalna, że z czasem trudno przebrnąć przez kolejne rozdziały. Ileż można czytać o seksualnych podbojach starszego faceta - szybko robi się to nudne.
Radio Noc dobrze się zaczyna, pomysł wydaje się fajny i zabawy formą też ciekawe. Niestety dominująca, męska perspektywa jest tak nachalna, że z czasem trudno przebrnąć przez kolejne rozdziały. Ileż można czytać o seksualnych podbojach starszego faceta - szybko robi się to nudne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest ciekawa formalnie. Momentami to zapis audycji radiowej, częściowo zapiski biografa głównego bohatera, a i eksperymenty typu strumień świadomości się znajdą. Główny bohater jest interesujący, idea grania muzyki na rewolucyjnych barykadach - pociągająca. Postać kruka Egdara, trochę przyjaciela, trochę ducha opiekuńczego, wprowadza do całości lekko transcendentalny klimat. Wydawałoby się, że to przepis na sukces, jednak książka jest bardzo męcząca, seksistowska i nie wnosi nic, co chciałoby się zatrzymać przy sobie na dłużej.
Książka jest ciekawa formalnie. Momentami to zapis audycji radiowej, częściowo zapiski biografa głównego bohatera, a i eksperymenty typu strumień świadomości się znajdą. Główny bohater jest interesujący, idea grania muzyki na rewolucyjnych barykadach - pociągająca. Postać kruka Egdara, trochę przyjaciela, trochę ducha opiekuńczego, wprowadza do całości lekko...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPod koniec stycznia 2014 roku w Kijowie na ulicy Hruszewskiego trwały brutalne starcia między aktywistami z Majdanu a milicją. Siarczysty mróz i agresja obu stron nie przeszkodziły młodemu chłopakowi w kuloodpornej kamizelce, zagrać utworu Ludovico Einaudiego na pianinie pomalowanym w barwy ukraińskiej flagi. Fortepian znajdował się nieopodal budynku Kijowskiej Miejskiej Administracji Państwowej. Film z tego wydarzenia, nazwany w popularnym serwisie z wideo jako „Ekstermista dorwał pianino”, stał się symbolem ukraińskiego zrywu. Kilka dni po tym wydarzeniu, na innym instrumencie można było usłyszeć „Atlantique Nord” Yanna Tiersena. Niebawem fortepiany pomalowane na niebiesko-żółto pojawiły się na centralnych placach innych ukraińskich miast.
Cztery lata i jeden miesiąc po tych wydarzeniach, dokładnie 10 lutego 2017 roku w Berlinie, miała miejsce premiera filmu „Dusza i ciało”. Ildikó Enyedi przedstawiła w nim relację Márii (pracownicy działu kontroli mięsa w rzeźni) oraz Endre (jej dyrektora). Jednym z przełomowym zdarzeń, definitywnie zbliżających parę, było śnienie tego samego snu, w którym są jeleniami.
Z kolei w 1961 roku w zbiorze „Czarodziejska księga” pojawiła się baśń Janiny Porazińskiej pod tytułem „Szewczyk Dratewka”. Bohater opowieści wędrował po świecie i łatał stare obuwie. Miał dobre serce i każdemu chciał pomóc. Pewnego razu dotarł do wielkiego zamku z wieżą, na którą prowadziło 777 schodów. Ta liczba nie jest przypadkowa, bo zgodnie z utrwaloną tradycją ludową oznacza bycie na dobrej drodze.
Co z tym wszystkim wspólnego ma „Radio Noc”, najnowsza książka Jurija Andruchowycza? Być może niewiele. Czytając ją miałem wiele skojarzeń z realnymi wydarzeniami bądź dziełami kultury, a część z nich przywołałem powyżej. Bohater powieści, Josip Rotsky, przemierzając Europę doświadczał radości i smutku, bólu i rozkoszy, wstręt i dumę. Na jego drodze pojawiły się fortepiany ustawione na ulicach i placach, wspólne sny z Anime, jego partnerką i towarzyszką podróży, 777 schodów, ale także dwustuletni kruk imieniem Edgar (kto pamięta wiersz autora „Zabójstwa przy rue Morgue”, ten od razu skojarzy symbolikę postaci) czy co najmniej kilka aluzji do „Przechadzki” Roberta Walsera. To w tym ostatnim utworze czytamy „Gdy tak patrzyłem na ziemię, powietrze i niebo, naszła mnie przejmująca, nieodparta myśl, pod której wpływem musiałem sobie powiedzieć, że jestem oto uwięziony między niebem i ziemią, że wszyscy jesteśmy biednymi więźniami, że nie ma dla nas żadnej drogi do innego świata, oprócz tej, która prowadzi do czarnego lochu, do ziemi, do grobu”. To zdanie idealnie oddaje specyfikę i miejsce, w którym znajduje się Rotsky. Zresztą czarne lochy też się w książce pojawiają.
„Radio Noc” zawiera w sobie wiele odniesień. Ich znajdowanie jest jedną z kilku przyjemności towarzyszących lekturze (nawet jeśli czasem możemy się mylić). Inną jest ścieżka dźwiękowa. Nowa powieść Jurija Andruchowycza została wypełniona po brzegi licznymi utworami muzycznymi: od piosenek zespołu Karbido, z którym sam autor nagrał trzy płyty, przez Johny’ego Casha i Toma Waitsa, aż na „Always look on the bright side of life” kończąc. Rytmiczne są nie tylko audycje nadawane przez zesłanego na mroźną wyspę Rotsky’ego, ale też język powieści – to opierający się na długich, idealnie przyporządkowanych słowach, to znów układający się w znaleziony przez bohatera dramat, niepokojący, popowy sen czy audycje nadawane w samotności. Czyta się to dobrze, choć w pewnych fragmentach można też czuć przesyt tych postmodernistycznych zabaw.
„Radio Noc” Jurija Andruchowycza to opowieść o człowieku, który został zmuszony do opuszczenia swojego kraju. Josip Rotsky był pianistą, kochał to co robi. Muzyka dawała mu poczucie wolności, a właśnie ta wartość wyznaczała jego sens istnienia. Wolność reprezentowana jest tu poprzez swobodny dobór partnerek, miejsca zamieszkania czy nawet niezależność od pracy. Rotsky mógł bowiem grać, ale wcale nie musiał (miał zapewniony kapitał na życie). Wolność pomagała bohaterowi utrzymywać samotność, brak zobowiązań, poczucie, że nikt go nigdy nie zawiedzie. Ten wygodny stan prędzej czy później musiał się jednak zakończyć. I tak się właśnie dzieje. Najpierw zjawia się kruk, który jako jedyny element otoczenia rozumie potrzebę bliskości i przyjaźni. Chwilę później Rotsky poznaje Anime. To spotkanie definitywnie otworzyło w nim pokłady uczuć, o które sam by siebie nie podejrzewał.
Definitywnym zburzeniem poczucie wolności jest jednak uszczerbek na zdrowiu. Wspomniałem wcześniej o ekstremiście, który dorwał pianino. W powieści Jurija Andruchowycza pod tą postacią kryje się właśnie Rotsky. Uczestnictwo w rewolucji bardzo często kończy się tragicznie. Szczególnie jeśli po drugiej stronie barykady znajdują się brutalni żołnierze. Tak stało się w tym wypadku. Wyłamane palce zabrały bohaterowie to, co miał najcenniejszego – zdolność do kreowania dźwięków. Od tej chwili nie mógł on już tworzyć, a jedynie odsłuchiwać to, co nagrali inni. Właśnie tak powstało tytułowe Radio Noc.
Książka Jurija Andruchowycza to poważna rzecz. Poważna w tym sensie, że traktuje o wojnie. Jest to równocześnie tekst w wielu fragmentach humorystyczny, przygodowy, zawierający elementy romansu. Autor za nic ma gatunkowe przykazy. Meandruje między różnymi stylistykami, czasami, przestrzeniami geograficznymi. W tym sensie „Radio Noc” jest kontynuacją metody twórczej, którą znamy z innych dzieł ukraińskiego pisarza. Książka powinna spodobać się tym, którzy lubią literackie zabawy, nie boją się braku linearności, cenią sobie piękny język.
Recenzja ukazała się pod adresem http://melancholiacodziennosci.blogspot.com/2023/06/recenzja-radio-noc-jurij-andruchowycz.html
Pod koniec stycznia 2014 roku w Kijowie na ulicy Hruszewskiego trwały brutalne starcia między aktywistami z Majdanu a milicją. Siarczysty mróz i agresja obu stron nie przeszkodziły młodemu chłopakowi w kuloodpornej kamizelce, zagrać utworu Ludovico Einaudiego na pianinie pomalowanym w barwy ukraińskiej flagi. Fortepian znajdował się nieopodal budynku Kijowskiej Miejskiej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJurij Andruchowycz zdążył nas już przyzwyczaić do tego, że jego proza jest nieoczywista, nielinearna, niełatwa i… niezwykła, jak i on sam, pisarz, poeta i muzyk, odważnie formułujący swoje opinie w tych jakże burzliwych dla Ukrainy czasach. Taki też jawi nam się bohater najnowszej książki, „Radio Noc”, Josyp Rotski, człowiek orkiestra, dźwigający na swoich szczupłych barkach kilka bogatych życiorysów, my zaś i tak nie jesteśmy w stanie zweryfikować, który z nich jest tym prawdziwym, żaden, wszystkie po trosze… Ale też w końcu nie o to chodzi. Powieść jest dość postmodernistyczna, więc też musi posiadać wiele pięter, zaułków i odnóg, z których sporo urwie się nagle, bez wyjścia, niczym ślepe korytarze, pozostałe zaś stworzą stabilną konstrukcję.
Josypa poznajemy jako prezentera zagadkowego radia, którego playlistę możemy uzyskać bez trudu, skanując kod QR z okładki książki. I tak rozpoczynamy naszą przygodę z mocnym rockiem, który wybrzmiewa w tle wspomnień Rotskiego snutych na antenie. To na wpół realistyczny, na wpół fantastyczny portret pokolenia. Dlatego nie dziwimy się wielości płaszczyzn, tylko cieszymy tą szeroką perspektywą i próbujemy odgadywać, jakie wydarzenia, zjawiska, elementy kultury i popkultury ukrył autor zmyślnie w treści książki, dając nam możliwość zabawienia się w detektywów i podążenia ich tropem. Odniesień do literatury nie zliczymy i wątpię, byśmy je wszystkie rozszyfrowali. Wsłuchajmy się jednak w słowa, jakich potok płynie z ust bohatera, który „(…) w potrójnej, gigantycznej pełni (…) uświadomił sobie, że faktycznie (fucktycznie!) zajmuje się teraz ni mniej, ni więcej, tylko dożywaniem swoich lat” na wygnaniu, gdzieś na jakiejś bliżej nieokreślonej mroźnej i wietrznej wyspie. Jest bowiem jednym z czterdziestu czterech z listy tych, których planuje się zlikwidować. „Emigracja to taki kraj, w którym zazwyczaj sypia się źle”, więc można przekazać jak najwięcej od siebie słuchaczom nocnej audycji, którzy z różnych przyczyn również zmuszeni są czuwać.
W międzyczasie Josyp odbywa spacery w towarzystwie nieodłącznego przyjaciela, kruka Edgara, zdającego się doskonale go rozumieć na zasadzie jakichś podświadomych fal. Bardzo wyraźne skojarzenie literackie z poematem Edgara Allana Poe, w którym nie brak mroku i przeczucia szaleństwa, które towarzyszą także samotnemu Josypowi. Czyżby faktycznie miał wieleset lat, za sobą kilka żyć, przed sobą jeszcze więcej? Czy to ważne? Istotne jest to, co ma do opowiedzenia sam Josyp w Radiu Noc czy też jego biograf, zdążający śladem Rotskiego trochę po omacku, gubiąc tropy. A tropów jest wiele. My, czytelnicy także początkowo próbujemy dociec ich chronologii. Czy najpierw była piwnica Xata Morgana czy koncert w zrujnowanym mieście, a może Radio Noc z wyspiego studia, albo luksusowe więzienie w Szwajcarii, a może zamach na dyktatora, chociaż nie, więzienie było przecież karą za zabójstwo – tak z początku zmagamy się z materią powieści.
To powieść wielu nadszarpniętych wątków, których bohaterem zawsze jest Josyp w jakiejś swojej kolejnej odsłonie. Mamy tu bardzo prawdziwie, uniwersalnie zarysowany etap żegnania się z dziecięcą ufnością i bohaterami dzieciństwa, gdy wszystkie iluzje ulatują i odsłaniają nagą prawdę bez odrobiny magii, gdy zarówno bóg, jak i przyjaciel tracą swoje atrybuty. Jest i warstwa przygodowa, rozpoczynająca się niespodziewaną fortuną niczym w Hrabim Monte Christo, której kontynuacja przypomina z kolei wędrowną, obfitującą w niespodziane wydarzenia powieść łotrzykowską. Miasta, w którym osiadł Josyp, próżno by szukać na mapach, a jego krótka charakterystyka nie pomaga w odnalezieniu drogi do niego. To zlepek wielu miast i historii. „(…) kraj w środku Europy i Karpat, bezpretensjonalny i przez to spokojny. Plus Nosorogi jako miasto otwartych bram, dokąd napływało pełno freaków i samotników z całego świata. Miasto, w którym przez ostatnie dziesięciolecia w wyborach nieodmiennie zwyciężała koalicja jajogłowych i libertarian, a merem już czwartą kadencję był na wpół czarnoskóry karpacki gej – separatysta.” Cóż za szalony, nieokiełznany zlepek wszystkiego!
Miłość zwykle towarzyszy muzyce, a może odwrotnie, muzyka miłości? Tak więc nawet zaprzysięgły poligamiczny singiel, za jakiego uważał się Josyp, w końcu się zakochał. Erotyka towarzyszy tu zarówno uczuciu, jak też zupełnie dobrze miewa się bez niego.
Wątek reżimowy nabiera w powieści, zwłaszcza w obecnej chwili, szczególnie mocnej wymowy. To stopniowe odbieranie praw, ograniczanie wolności, znikanie ludzi nie wiadomo kiedy i gdzie…”Stawało się zupełnie jasne, że do następnych wyborów reżim pousuwa wszystkich niewygodnych osobników i zostawi urzędującego prezydenta sam na sam z fikcyjnymi agentami Zachodu i na wpół obłąkanymi pajacami. Człowiek, który dla zwycięstwa w poprzednich wyborach wykorzystał jak mógł ciągle jeszcze marną i nie całkiem ukształtowaną dziewuszkę-demokrację, tę samą, co wyniosła go na szczyt władzy, teraz cynicznie wymawiał się od jej dalszych usług i zachęcany przez zgraję feerycznie opłacanych kombinatorów i siłowików, pewnie zmierzał do dyktatury, powołując się na fejkową wolę narodu.” Prawda, że wszyscy to znamy, mieliśmy okazję widzieć, a niektórzy może także uczestniczyć w tym fałszywym politycznym tańcu? Przypomina to wiele ruchów, które odchodzą w naszym rejonie od demokracji, po której plecach się wspięły i tworzą jakieś dziwaczne hybrydy niby demokratycznych reżimów, co samo w sobie jest sprzecznością.
Późniejsze zaś strony, opowiadające o wzmagającym i rozszerzającym się buncie, jaki wkrótce zaczęto zwać „revolution” to już Ukraina z Euromajdanem i rewolucją godności. I uliczne pianina jako odpowiedź na przemoc, których przekorna idea porwała Josypa i odtąd za jego sprawą „Smęty Toma Waitsa w niewymuszony sposób przechodziły, powiedzmy, w radioheadowe potpourri, As Time Goes By – w As Tears Go By.”
Radio Noc kojarzy mi się z „Blaszanym bębenkiem” Guntera Grassa, trochę też z „Doliną Radości” Stefana Chwina. Wszystkie je łączy przemieszanie elementów fantastycznych i realistycznych, co przekłada się na bardzo ponadczasowy, symboliczny przekaz. Losy bohaterów sprzęgnięte są z historią przełomów, biegną wielotorowo, są kompletnie nieprzewidywalne, niekiedy nawet mało prawdopodobne, do narracji wpleciono romans, przygodę, ideę, postacie historyczne i fikcyjne. W przypadku Radia Noc nic niemal nie jest oczywiste, ani miejsce, ani czas akcji, bo to wędrówka od Karpat przez Szwajcarię, Grecję… trochę w wiek XV, później w jakąś bliżej nieokreśloną przyszłość, zwracając przy okazji uwagę na wagę i powagę ekologii i zmian klimatu. W międzyczasie kręcimy się w okołoteraźniejszości i odgadujemy, jakie wydarzenia i jakie związki Ukrainy z Zachodem autor opisuje.
To także wszystkie fazy rodzenia się i dławienia buntów społeczno-politycznych, kroczącego umacniania się dyktatur. No i oczywiście fascynacja muzyką, tą, która nigdy nie przeminie. Z jednej strony wyraża ludzkie uczucia i kontestację, z drugiej pomaga przetrwać trudny czas i dodaje odwagi. Tom Waits, Nick Cave, Radiohead, Elton John – stare, dobre kawałki, do których żywimy sentyment.
O intertekstualności już pisałam, bawcie się więc odszukiwaniem zapożyczeń, nawiązań i przeinaczeń, podobnie jak ja dałam się wciągnąć w tę grę. Sama zaś forma powieści to również, jak reszta, kompilacja, wykorzystanie najlepszych, w danym momencie najbardziej odpowiednich form. Raz będzie to trzecioosobowa opowieść narratora, innym razem wspomnienia Anity, odnaleziony między teatralnymi rekwizytami egzemplarz dramatu, bajka o wędrownych muzykantach, słowa prowadzącego audycję radiową bohatera, mówiącego wprost do nas… Nie sposób tu się nudzić, również poczucie humoru, z ironicznym mrugnięciem, nawiązania do popkultury i jej języka na to nie pozwalają. Jednak trzeba skupić całą uwagę, gdyż narracja jest zmienna, porozdzierana, fragmentaryczna, a poszczególne elementy dopiero po pewnym czasie zaczynają tworzyć większe całości, by wreszcie scalić się w opowieść. Zapewniam, że to nasze intensywne skupienie zostanie hojnie wynagrodzone.
Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
Jurij Andruchowycz zdążył nas już przyzwyczaić do tego, że jego proza jest nieoczywista, nielinearna, niełatwa i… niezwykła, jak i on sam, pisarz, poeta i muzyk, odważnie formułujący swoje opinie w tych jakże burzliwych dla Ukrainy czasach. Taki też jawi nam się bohater najnowszej książki, „Radio Noc”, Josyp Rotski, człowiek orkiestra, dźwigający na swoich szczupłych...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to