
Plon

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- Powieść [Wydawnictwo Czarne]
- Tytuł oryginału:
- The Yield
- Data wydania:
- 2023-02-15
- Data 1. wyd. pol.:
- 2023-02-15
- Data 1. wydania:
- 2019-07-02
- Liczba stron:
- 400
- Czas czytania
- 6 godz. 40 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788381916400
- Tłumacz:
- Karolina Iwaszkiewicz
Dhaganhu ngurambang? Gdzie jest twój kraj? Burral. Miejsce narodzin, ta ziemia. Warraa-nha. Krzyczeć. Nuganirra. Serce uderza regularnie. Durrur-buwulin. Zawsze. Ngulagambilanha. Wracać do domu.
Dwudziestokilkuletnia August wraca po latach z Wielkiej Brytanii do Australii na pogrzeb dziadka. Albert Gondiwindi wychował się w domu dla aborygeńskich chłopców założonym przez chrześcijańską misję. Oddzielony od rodziny, doskonale wiedział, czym grozi wykorzenienie. Całe życie tworzył słownik języka swojego ludu – Wiradjuri – i to z ułożonych alfabetycznie haseł zbudowana jest jego historia.
Po jego śmierci, gdy na ziemię Gondiwindich wjeżdżają buldożery, słownik Alberta staje się dla jego dzieci i wnuków niczym testament. Jest ich łącznikiem z przeszłością, dowodem istnienia, wezwaniem, by zachować pamięć, nadzieją, że jeszcze nie wszystko stracone.
Plon to powieść totalna. Autorka opowiada w niej historię swojego ludu, mierzy się z barbarzyństwem i krzywdami, jakich zaznali jej należący do rdzennych Australijczyków przodkowie. To jedna z najgłośniejszych książek australijskich ostatnich lat, nagrodzona prestiżową Nagroda im. Miles Franklin.
Kup Plon w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Plon
Najsmutniejsze miejsce na świecie
Podchodziłam do tej książki jak pies do jeża. Naprawdę! Odkąd przyszła do mnie paczka, przeszłam przez całe spektrum emocji, od zaciekawienia począwszy, bo niewiele australijskiej prozy mam już za sobą, a jeśli już czytałam, to mi się nie podobała (z tego miejsca chciałabym przeprosić wszystkich fanów Richarda Flanagana). Potem trochę kręciłam nosem, bo znowuż nie sprawdziłam liczby stron, a akurat miałam ochotę na coś krótkiego. Ostatecznie sama sobie zadałam kopniaka w leniwy recenzencki tyłek i przewróciłam pierwszą stronę. I przepadłam.
Młoda August wraca po latach na rodzinne ziemie. Opuszcza mglistą i deszczową Wielką Brytanię na rzecz spieczonej słońcem Australii. Jej wyprawa nie jest jednak podyktowana tęsknotą za domem, a pogrzebem jej ukochanego dziadka – aborygeńskiego chłopca, który wychowywał się w domu założonym przez chrześcijańską misję. Swoje życie poświęcił nie tylko pielęgnacji ziemi, którą otrzymał, ale również tworzeniu słownika języka swojego ludu. Jego historia zbudowana została z pojedynczych haseł, które zapisywał i tłumaczył na język Wiradjuri.
Po śmierci Alberta Gandiwinchi na australijskie ziemie wjeżdżają buldożery. Tereny, na których odkryto złoża cynku, zostają wykupione lub siłą odebrane. Mieszkańcy przygotowują się do przeprowadzek, w tym pogrążona w żałobie rodzina August. Słownik jej dziadka staje się dla rodziny nie tyle przewodnikiem po zapomnianej kulturze, co swoistym testamentem. Staje się ich łącznikiem z utraconą kulturą, a jednocześnie nadzieją, że może wszystko da się jeszcze uratować.
„Plon” wziął mnie z całkowitego zaskoczenia. Nie ukrywam, wybierając tę powieść spośród wielu, które chciałabym przeczytać i wam przybliżyć, myślałam: „o, może być super, ale pewnie skończy się na takiej 5–6-gwiazdkowej książce, no, w porywach 7”. Rozminęłam się z moją pierwszą opinią o setki kilometrów. Bo gdy weszłam już w jej rytm i poczułam australijski gorąc, to świat mógłby się palić, a ja i tak siedziałabym na tej kanapie i powiedziałabym: „nie teraz, ja naprawdę muszę to dokończyć”.
To powieść niepozorna na pierwszy rzut oka, którą pewnie miniecie parę razy, zanim po nią sięgniecie. Ale gwarantuję wam wszystkimi kończynami, nie będziecie rozczarowani. To hołd złożony rdzennym mieszkańcom Australii, ich tradycjom i więziom. To też opowieść o powrocie do domu i porządkowaniu spraw. W pewien sposób mamy tu również miłość. Ale głównie jest to historia o przemocy, która nigdy nie ustępuje, która jest jak zamknięte koło, z którego nie można uciec.
Autorka specjalnie rolę narratorki powierza młodej wnuczce, która razem z czytelnikiem odkrywa swoje dawno zapomniane korzenie. Mamy więc tu przekazanie historii, obyczajów i tradycji, swoisty dowód, że pielęgnowane nigdy nie znikną, nieważne, jakiej siły użyją jej przeciwnicy.
„Z dłońmi na piasku, z oczami ślepymi od łez August poczuła, że wróciła do domu, wróciła na ziemię, do której należy. I w tej samej chwili pomyślała, że jest to najsmutniejsze miejsce na świecie”.
Niezwykle frustrujące jest, gdy tak bardzo chce się pochwalić jakąś książkę i nie jest się w stanie zrobić tego dobrze. Bo nieważne jak wiele o niej napiszę, ciągle mam wrażenie, że za mało. Że zachęciłam was niedostatecznie, że mogłam zrobić więcej. Zróbcie więc przysługę zmęczonemu recenzentowi i sięgnijcie po „Plon”. Nie pożałujecie, nie bójcie się jej tak jak ja. Mam nadzieję, że więcej australijskiej prozy ukaże się na polskim rynku. Ha! Może nawet dam kolejną szansę Flanaganowi, bo a nuż mnie zaskoczy. A ja czekam na kolejne powieści od Wydawnictwa Czarne, bo to już drugi mój klejnot od nich w tym roku, obok „Ja śpiewam, a góry tańczą”.
Kinga Kolenda
Oceny książki Plon
Poznaj innych czytelników
428 użytkowników ma tytuł Plon na półkach głównych- Chcę przeczytać 305
- Przeczytane 118
- Teraz czytam 5
- Posiadam 22
- 2023 11
- 2024 5
- Legimi 3
- Chcę w prezencie 3
- Literatura australijska 3
- Australia 2































OPINIE i DYSKUSJE o książce Plon
Bohaterowie to członkowie rodziny Gondiwindi, należącej do rdzennej ludności Australii, których losy splatają się wokół postaci zmarłego nestora rodu, Alberta „Maku” Gondiwindi. To on, przeczuwając nadchodzący koniec, postanawia spisać słownik swojego języka, wiradjuri, by ocalić od zapomnienia nie tylko słowa, ale całą historię i tożsamość swojego ludu. Główną bohaterką jest jego wnuczka, August, która po latach spędzonych na emigracji w Europie powraca do rodzinnego miasteczka na pogrzeb dziadka. Fabuła „Plonu” Tary June Winch to wielowarstwowa, bolesna i zarazem uzdrawiająca podróż przez pokoleniowe traumy, kolonialną przemoc oraz walkę o ziemię, którą chciwe korporacje próbują odebrać prawowitym właścicielom.
Moja ocena tej książki to solidne 7/10. Szybki werdykt brzmi: to przejmująca i literacko wysmakowana opowieść o tym, że język jest ostatnim szańcem wolności, a jego odzyskanie to jedyny sposób na scalenie rozbitej duszy narodu. Tara June Winch napisała powieść ważną, która w równej mierze jest rodzinną sagą, co politycznym manifestem ubranym w szaty pięknej prozy.
Największym atutem książki jest jej unikalna struktura. Autorka przeplata współczesną narrację o August z rozdziałami słownika wiradjuri tworzonego przez dziadka Alberta oraz listami misjonarza z początku XX wieku. Ta mozaika pozwala czytelnikowi zrozumieć, że język nie jest tylko narzędziem komunikacji, ale naczyniem przechowującym duchowość, historię i relację z ziemią. Słowa w „Plonie” mają wagę fizyczną – bolą, gdy są odbierane, i leczą, gdy wracają do ust prawowitych spadkobierców.
Tożsamość i dziedzictwo: Winch z ogromną wrażliwością opisuje poczucie wykorzenienia August i jej powolne wrastanie z powrotem w kulturę przodków.
Krytyka kolonializmu: Listy wielebnego Greenleafa stanowią fascynujące, choć przerażające świadectwo „dobrych chęci”, które niszczyły rdzenne społeczności skuteczniej niż otwarta przemoc.
Związek z naturą: Opisy australijskiego krajobrazu są nasycone metafizyką – ziemia w tej powieści żyje, pamięta i cierpi razem z ludźmi.
Ciężar dziedzictwa
Warsztatowo jest to proza bardzo ambitna, choć momentami jej polifoniczna struktura może wydawać się nieco rwana. Wprowadzenie słownika, choć koncepcyjnie genialne, niekiedy spowalnia dynamikę śledztwa August dotyczącego zaginionej siostry i walki o dom, co sprawia, że tempo lektury bywa nierówne. Mimo to, siła emocjonalna zakończenia i piękno języka autorki rekompensują te drobne przestoje.
Myśl przewodnia tej książki mogłaby brzmieć: Naród, który traci swój język, traci klucz do własnej przyszłości, ale dopóki żyje choć jedno słowo, nadzieja na plon pozostaje żywa.
Plon” to lektura dla tych, którzy szukają w literaturze czegoś więcej niż tylko rozrywki. To książka, która wymaga skupienia, ale w zamian oferuje głęboki wgląd w duszę współczesnej Australii i uniwersalną prawdę o sile korzeni. To hołd dla przodków i przestroga przed światem, który w imię zysku chce zrównać z ziemią wszystko, co święte i niewymierne.
Bohaterowie to członkowie rodziny Gondiwindi, należącej do rdzennej ludności Australii, których losy splatają się wokół postaci zmarłego nestora rodu, Alberta „Maku” Gondiwindi. To on, przeczuwając nadchodzący koniec, postanawia spisać słownik swojego języka, wiradjuri, by ocalić od zapomnienia nie tylko słowa, ale całą historię i tożsamość swojego ludu. Główną bohaterką...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPlon” Tary June Winch, to opowieść o losie Autochtonów Australijskich, ich walce o zachowanie własnej ziemi i tradycji.
Narracja powieści jest prowadzona na trzy sposoby:
1. Opowieść współczesna, przedstawiająca losy August, powracającej z Anglii do swojej ojczyzny. Dziewczyna jest w połowie Aborygenką, szuka swojego miejsca na ziemi. Dzięki powrotowi na nowo odkrywa swoją tożsamość poprzez poznanie losów swoich przodków. Podejmuje walkę o swoje dziedzictwo i dzięki zagłębieniu w historię, odnajduje siebie.
2. To słownik słów aborygeńskich, które dziadek August, Albert, spisał przed śmiercią. Zrobił to, aby zachować dziedzictwo kulturowe i odzyskać ziemię, którą im bezprawnie odebrano.
W tłumaczeniu słów zawiera również swoją opowieść o jego młodości, dyskryminacji rasowej w Australii oraz rozwiewa tajemnicę zaginięcia starszej siostry August.
3. List Wielebnego Ferdinanda Greenleafa, który opisuje jak wyglądała prowadzona przez niego misja „ratunku” aborygenów i chęć nawrócenia ich na wiarę chrześcijańską. List zawiera również opisy krzywd jakie dotykały rdzenną ludność Australii oraz przemyślenia wielebnego dotyczące pozbawiania Autochtonów ich dziedzictwa kulturowego.
✅Powieść „Plon” jest napisana przez aborygeńką autorkę. Tara Winch chciała przybliżyć światu z czym zmagali się jej przydkowie oraz zwrócić uwagę, że segregacja rasowa ma miejsce również obecnie. Mimo, że wydarzenia przedstawione w książce są fikcyjne, autorka zaczerpnęła inspirację ze źródeł autentycznych, gdzie rdzeni Australijczycy opowiadali swoje przeżycia. Jak sama autorka wspomina, Aborygenów spotykały dużo gorsze rzeczy, niż te zawarte w jej powieści i zachęca do samodzielnego pogłębienia tego tematu.
✅Oprócz problemów rasowych i dyskryminacji, lektura porusza również wątek wykorzystywania dzieci, przez osoby z rodziny.
✅Czytając tę powieść, miałam wiele przemyśleń. Przede wszystkim, jak ważna jest ochrona naszych pociech, wychowanie ich w tolerancji do drugiego człowieka, bez względu na pochodzenia oraz jak ważne jest pielęgnowanie tradycji i znajomość naszych korzeni.
Plon” Tary June Winch, to opowieść o losie Autochtonów Australijskich, ich walce o zachowanie własnej ziemi i tradycji.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNarracja powieści jest prowadzona na trzy sposoby:
1. Opowieść współczesna, przedstawiająca losy August, powracającej z Anglii do swojej ojczyzny. Dziewczyna jest w połowie Aborygenką, szuka swojego miejsca na ziemi. Dzięki powrotowi na nowo odkrywa...
To kolejna przeczytana książka z cyklu jak to nazywam rozliczeniowego. Dlaczego tak nazwałem? Ponieważ rozlicza z mitem dobrego białego, kolonizatora, który "uczy i pokazuje co jest dobre", a co należy wyplenić. czytaj w tym wypadku kulturę i wierzenia Aborygenów w Australii.
Akcja dzieje się na trzech płaszczyznach i przez to jest trudna do czytania. To moje pierwsze spotkanie z australijskim pisarstwem.
Tak to biali zgotowali autochtonom piekło. Społeczne, kulturalne, religijne. I po prostu ludzkie.
Polecam bardzo.
To kolejna przeczytana książka z cyklu jak to nazywam rozliczeniowego. Dlaczego tak nazwałem? Ponieważ rozlicza z mitem dobrego białego, kolonizatora, który "uczy i pokazuje co jest dobre", a co należy wyplenić. czytaj w tym wypadku kulturę i wierzenia Aborygenów w Australii.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja dzieje się na trzech płaszczyznach i przez to jest trudna do czytania. To moje pierwsze...
Bez głębi, która powinna być.
Bez głębi, która powinna być.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoruszająca opowieść o tym jak nowa cywilizacja niszczy i zabija starą kulturę. Australijska historia walki o tożsamość i poszukiwaniu korzeni.
Poruszająca opowieść o tym jak nowa cywilizacja niszczy i zabija starą kulturę. Australijska historia walki o tożsamość i poszukiwaniu korzeni.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to(#planetaksiążek)
Przedostatnim reprezentantem Australii jest zarazem najnowsza książka w zestawieniu, bo wydana w Polsce zaledwie przed kilkoma miesiącami. Wcześniej jednak zdążyła zrobić sporo zamieszania w świecie anglojęzycznym, z nagrodą dla najlepszej australijskiej książki roku na czele. I trudno się tym wszystkim wyróżnieniom dziwić, „Plon” jest bowiem przykładem książki totalnej – podobnie jak choćby wspomniana przy okazji Armenii „Księga szeptów” - czyli takiej, która ma ambicje objąć cały opisywany świat na wielu poziomach. Tym światem w powieści Winch jest niemal bezpowrotnie utracone dziedzictwo Aborygenów, rdzennych mieszkańców kontynentu, reprezentowanych przez lud Wiradjuri i ziemię rodziny Gondiwindich. Te metonimiczne uproszczenia pozwalają Winch stworzyć opowieść niezwykle intymną i zbudowaną według sprawdzonego schematu. Osią powieści jest bowiem próba zrekonstruowania nieistniejącego już świata seniora rodu, Alberta Gondiwindi, i to w oparciu o rzecz bardzo niezwykłą – tworzony przez niego mozolnie słownik języka swojego ludu, zbudowany z alfabetycznie ułożonych haseł. Znamienne zresztą, że słownik ten wypełnia znaczną część powieści, łącznie z obszernym indeksem na jej końcu. Taka nieoczywista konstrukcja narracyjna i kompozycja książki pozwalają Winch na epicki rozmach i dotknięcie niemal każdego aspektu życia opisywanego przez nią świata: od codziennych rytuałów, przez świat przyrody, po relacje społeczne. Tak wskrzeszana kultura Aborygenów mogłaby się jawić jako encyklopedyczny relikt, ale przed zamknięciem jej w skansenowym wypisie ratuje ją ożywienie opisywanych haseł przez wprowadzenie ich do świata współczesnej Australii, w której żyją potomkowie Alberta. I te kontrasty są najciekawszym punktem książki – Australia, podobnie jak Kanada w reportażowej książce Gierak-Onoszko, nie jest ziemią obiecaną i krajem powszechnej szczęśliwości, ale państwem z krwawą przeszłością, z którą wciąż się nie rozliczono, a która coraz mocniej odbija się na współczesności i woła o sprawiedliwość. Tę zaś, choć częściowo, oddaje rdzennym mieszkańcom Winch, dzięki czemu literacki obraz kraju zyskuje ważny, brakujący element.
(#planetaksiążek)
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzedostatnim reprezentantem Australii jest zarazem najnowsza książka w zestawieniu, bo wydana w Polsce zaledwie przed kilkoma miesiącami. Wcześniej jednak zdążyła zrobić sporo zamieszania w świecie anglojęzycznym, z nagrodą dla najlepszej australijskiej książki roku na czele. I trudno się tym wszystkim wyróżnieniom dziwić, „Plon” jest bowiem przykładem...
Bardzo dobra książka, ciekawie skonstruowana. Fabuła rozgrywa się w trzech warstwach. Dwudziestoletnia Aborygenki August wraca do Australii na pogrzeb dziadka Gondiwindi, który był wychowankiem chrześcijańskiej misji dla chłopców. Gondiwindi zdaje sobie sprawę, że prawdziwym celem oderwania go od rodziny jest wykorzenienie kultury rdzennej ludności. Tworzy więc słownik swojego ludu Wiradjuri. Słownik dla bohaterki książki i jej dzieci jest źródłem pamięci o ginącej kulturze, a także przypomina im o ich pochodzeniu. Kolejnym planem są listy dziewiętnastowiecznego pastora założyciela misji.
Można powiedzieć, że kolejna książka z cyklu rozliczeń co biały człowiek przyniósł światu. Niemniej jednak dramatyzm, jaki rozgrywał się na antypodach, a ukazany w każdej warstwie książki zmusza do zastanowienia; jaki plon zasiał biały człowiek. Z historii wiemy, że tak w rzeczywistości to do połowy XIX wieku białych odkrywców, należy kojarzyć z raczej z piratami, dla których liczył się przede wszystkim zysk z wypraw. Pod pozorem niesienia cywilizacji europejskiej, niesiono śmierci z Bogiem na ustach. Godiwindi należał to pokolenia straconego. W lutym 2008 roku premier Australii w parlamencie wygłosił następujące słowa „Matkom i ojcom, braciom i siostrom mówimy, przepraszam. I za zniewagę, i za zniszczenie dumy ludzi oraz ich kultury mówimy jeszcze raz, przepraszam”. Ta książka jest głosem rdzennej ludności, aby pamięć nie ulotniła się w pyle buldożerów, które niszczył misję założonej w celu reedukacji chłopców Aborygeńskich.
Gorąco polecam
Bardzo dobra książka, ciekawie skonstruowana. Fabuła rozgrywa się w trzech warstwach. Dwudziestoletnia Aborygenki August wraca do Australii na pogrzeb dziadka Gondiwindi, który był wychowankiem chrześcijańskiej misji dla chłopców. Gondiwindi zdaje sobie sprawę, że prawdziwym celem oderwania go od rodziny jest wykorzenienie kultury rdzennej ludności. Tworzy więc słownik...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWyzwanie LC kwiecień 2024 - Przeczytam książkę, która przeniesie mnie w inne miejsce
Historia spisana trójgłosem teraźniejszości przeplatanej zapiskami misjonarza z początku XXw. i słownikiem ludu Wiradjuri.
Marzyła mi australijska saga z mocnym rysem antropologicznym i historycznym. Coś w formie fabularnej spinające „Wytępić całe to bydło” i luźne informacje wyłapane z filmów. „Plon” to nie do końca to. Plasuje się już oczko wyżej. Nie tyle opowiada co rozlicza, sporo z historii pozostawiając w domyśle.
Fascynujący jest słownik Wiradjuri. Przy tak dużym przesunięciu kulturowym szczególnie wyraźnie widać jak różne rzeczy są istotne dla różnych społeczności.
Wyzwanie LC kwiecień 2024 - Przeczytam książkę, która przeniesie mnie w inne miejsce
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria spisana trójgłosem teraźniejszości przeplatanej zapiskami misjonarza z początku XXw. i słownikiem ludu Wiradjuri.
Marzyła mi australijska saga z mocnym rysem antropologicznym i historycznym. Coś w formie fabularnej spinające „Wytępić całe to bydło” i luźne informacje wyłapane z...
📖🐲
Kolejna tragiczna w wymowie powieść pokazująca skalę zniszczenia rdzennych kultur przez białych kolonizatorów. Mam nawet cytat: "Jak daleko musieliśmy jechać, żeby odwiedzić samych siebie, żeby znowu poczuć dumę z własnej kultury".
Siła tej powieści polega na tym, że pewien dydaktyzm pojawia się w zasadzie dopiero pod sam koniec, ale z drugiej strony jest przecież cala masa białych potomków osadników, którzy w ogóle nie czują się "gośćmi" i kompletnie nie rozumieją, o co ten cały hałas, albo wypierają tę wiedzę, bo inaczej musieliby zaakceptować fakt, że ich przodkowie to złodzieje i mordercy.
Ostatnio też natrafiłam na artykuł, że Mieszko I pozyskiwał pieniądze państwowe m.in. przez handel niewolnikami sprzedawanymi do krajów arabskich. Wspominam o tym, żebyśmy się nie poczuli czasem zbyt komfortowo jako biali teoretycznie bez kolonii. Ale przecież emigracja Polaków do Ameryki i Australii w epoce osadnictwa również miała miejsce i nasi przodkowie również przyczyniali się do eksterminacji Pierwszych Narodów. Mnie ta świadomość zawsze mocno uwiera, a systemowy rasizm mnie frustruje.
Co do samej książki poznajemy ją w niejako trzech warstwach: przez słownik Alberta, w którym znajdziemy sporo opowieści o kulturze jego plemienia, następnie przez opowieść współczesną o Aborygence, która wyemigrowała do Wielkiej Brytanii, a następnie wróciła do domu, ale na ziemi ojczystej spotyka ją rasizm ze strony zasiedziałych najeźdźców oraz list dziewiętnastowiecznego pastora, który jest świadkiem najczarniejszych kart historii stosunków białych Australijczyków i Aborygenów. Razem wszystkie te nurty narracji spinają się w całość z kulminacją w końcowych scenach książki i bardzo konkretnym zderzeniem "racji" wszystkich stron konfliktu, nie dającym jednak żadnego łatwego rozwiązania czy łzawego happy endu. Ja bardzo polecam.
📖🐲
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejna tragiczna w wymowie powieść pokazująca skalę zniszczenia rdzennych kultur przez białych kolonizatorów. Mam nawet cytat: "Jak daleko musieliśmy jechać, żeby odwiedzić samych siebie, żeby znowu poczuć dumę z własnej kultury".
Siła tej powieści polega na tym, że pewien dydaktyzm pojawia się w zasadzie dopiero pod sam koniec, ale z drugiej strony jest przecież cala...
Ziemia na której przeszłość splata się z teraźniejszością - opowieść o "wykorzeniającej" historii pokolenia dziadków i bolesnym odnajdywaniu tradycji/swojego miejsca pokolenia wnuków. Dziadek tworzy słownik języka swojego klanu a rebours (zaczyna od ostatniej litery),tłumacząc znaczenie słów opowiada także historię swojego życia i próbuje wyjaśnić, jak jego przodkowie tłumaczyli sobie i postrzegali świat.
Walka przeciwko mającej powstać kopalni (złoża cyny) wyzwala w rodzinie Aborygenów, zebranej z okazji pogrzebu i stypy dziadka, ogromne emocje i wolę odnalezienia skrzętnie niszczonych (lub przekazywanych do muzeum) przez białych Australijczyków zabytków kultury rdzennych mieszkańców, by udowodnić swoje prawa do ziemi i zapobiec budowie kopalni.
Poczucie wyższości "zachodniej" cywilizacji wyczuwalna jest nawet w przypadku prawdziwego współczucia i chęci pomocy. Chwilami wstrząsające.
Ziemia na której przeszłość splata się z teraźniejszością - opowieść o "wykorzeniającej" historii pokolenia dziadków i bolesnym odnajdywaniu tradycji/swojego miejsca pokolenia wnuków. Dziadek tworzy słownik języka swojego klanu a rebours (zaczyna od ostatniej litery),tłumacząc znaczenie słów opowiada także historię swojego życia i próbuje wyjaśnić, jak jego przodkowie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to