
Co ma być, to będzie.

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Cykl:
- Simon Snow (tom 3)
- Tytuł oryginału:
- Any Way the Wind Blows
- Data wydania:
- 2022-06-08
- Data 1. wyd. pol.:
- 2022-06-08
- Data 1. wydania:
- 2021-01-01
- Liczba stron:
- 592
- Czas czytania
- 9 godz. 52 min.
- Język:
- polski
- Tłumacz:
- Danuta Fryzowska
W Nie poddawaj się Simon Snow i jego przyjaciele zrozumieli, że ich wiedza o świecie może być błędna. W Zbłąkanym synu zastanawiali się, czy błędne nie jest to, co wiedzą o sobie.
W Co ma być, to będzie Simon, Baz, Penelope i Agatha muszą zdecydować, jak ma wyglądać ich dalsze życie.
Simon powinien rozważyć, czy nadal chce należeć do Świata Magów – a jeśli nie, jak to wpłynie na jego relacje z Bazem. Tymczasem Baz jest rozdarty między dwoma rodzinnymi kryzysami i nie ma nawet czasu podzielić się z kimkolwiek swoją nowo zdobytą wiedzą o wampirach. Penelope bardzo chciałaby pomóc, ale ukradkiem przemyciła z Ameryki do Londynu Normalsa i teraz nie wie, co z nim zrobić. A Agatha? Cóż, Agatha Wellbelove ma już po prostu dość.
W Co ma być, to będzie cała paczka wraca do Anglii, do Watford i do swoich rodzin, by przeżyć najdłuższą i jak dotąd najbardziej wyczerpującą emocjonalnie przygodę.
Ta książka to finał. Odkrywa tajemnice, udziela odpowiedzi na nurtujące pytania i rozprawia się z upiorami przeszłości. Nie poddawaj się stanowi początek serii o przygodach Wybrańca. Co ma być, to będzie jest zakończeniem o zakończeniach – o katharsis i uldze, jaką daje zamknięcie pewnego rozdziału. A także o tym, że czasem lepiej odciąć się od traum i triumfów, które próbują nas zdefiniować.
Kup Co ma być, to będzie. w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Wyróżniona opinia
Co ma być, to będzie.
Rainbow Rowell powraca z trzecią odsłoną swojej serii, która zdobyła serca fanów na całym świecie. Długo przyszło nam czekać na kontynuację, która jednocześnie miała wynagrodzić trochę słabszą część drugą. Na szczęście autorka tym razem pokazała się z najlepszej strony i udowodniła, że historia Simona oraz Baza to oryginalna i ponadczasowa miłość z przygodą w tle. Pamiętam jak wielkie wrażenie wywarła na mnie pierwsza część przygód bohaterów. Wówczas zupełnie nie spodziewałam się, że ten pomysłowy świat tak mnie wciągnie a wyczuwalna pomiędzy bohaterami chemia nie da o sobie zapomnieć nawet po zamknięciu ostatniej strony. Z przyjemnością więc śledzę dalsze potyczki bohaterów, którzy wciąż nie mają przed sobą łatwej drogi, bo Rowell nie sięga po proste rozwiązania i pokazuje swoim czytelnikom, że osiągnąć można coś tylko poprzez działanie oraz zaangażowanie. W trzeciej części Baz, Simon i ich przyjaciele ponownie staną w obliczu prywatnych wyzwań. W twórczości autorki bardzo doceniam fakt, że sięga ona po aktualne tematy, pokazuje na przykładzie bohaterów, że każdy musi radzić sobie z trudnościami i jednocześnie zyskujemy pocieszenie, że nie jesteśmy w tym sami. Dojrzewamy wraz postaciami, obserwujemy jak zmieniają się pod wpływem przeżytych doświadczeń, jak kształtują swoje charaktery oraz postawy i chyba to w tej serii doceniam najbardziej - poczucie, że nic nie stoi w miejscu. Baz zdobył nową wiedzę o wampirach, ale jeszcze nikomu jej nie wyjawił, bo dzieli swój czas pomiędzy dwie rodziny wypełnione po brzegi dramatami. Simon mierzy się z decyzją czy chce należeć do Świata Magów a Penelope próbuje za wszelką cenę ukryć Normalsa przemyconego z Ameryki. Agatha jak to Agatha, sama sobie rzuca wyzwania i znów odcina się od przyjaciół a ten misz-masz pojedynczych wątków łączy się z biegiem wydarzeń w jedną kompletną całość i sprawia, że od lektury trudno się oderwać, ponieważ nieustannie coś się dzieje, akcja jest dynamiczna, pełna emocji i wiarygodnych wydarzeń a bohaterowie zyskują w naszych oczach poprzez trudne, ale racjonalnie podejmowane decyzje. Niemalże sześćset stron dojrzałej, wartościowej opowieści o magii, trudach życia oraz przyjaźni stawiającej czoła wyzwaniom. "Co ma być, to będzie" to zakończenie serii, odpowiedź na wszystkie pytania oraz przygoda, która chwyta za serce. Spędziłam cudowne chwile w towarzystwie Baza, Simona i pozostałych bohaterów, więc bardzo trudno było mi się z nimi rozstać, ale zakończenie jakie zaserwowała mi Rainbow Rowell w pełni mnie usatysfakcjonowało, więc mogę śmiało napisać, że była to jedna z najlepszych lektur przeczytanych przeze mnie w tym roku.
Oceny książki Co ma być, to będzie.
Poznaj innych czytelników
369 użytkowników ma tytuł Co ma być, to będzie. na półkach głównych- Przeczytane 192
- Chcę przeczytać 177
- Posiadam 63
- 2022 12
- Ulubione 10
- Chcę w prezencie 9
- 2023 7
- 2021 6
- Po angielsku 6
- Literatura młodzieżowa 5





































OPINIE i DYSKUSJE o książce Co ma być, to będzie.
[ANG]
This review focuses more on the entire trilogy, than the final instalment. Proceed with caution.
There is a discussion to participate in, whether a transgressive work like fanfiction, has a place in mainstream literature – and if it does, on what terms. It is a debate with little meat so far, and no definitive answer, as publishing market gets flooded by a second wave of published fanfics. First, it was the rpf, usually about boysbands' members romancing either each other or some heroine, or modern AUs for popular parings from otherwise more fantastical universes. Now it's time for Dramione, Reylo, Zutara and other wildly popular enemies to lovers, to have their turn in the romantasy genre, with worldbuilding that can be summed up as "what do you mean, this isn't someone else's inteletcual property *nervous laughter*".
And still, no one fails worse in this discourse than Rainbow Rowell, who at least tried to do something original. Unfortunately, in the worst way possibile.
"Simon Snow" is one of the most full-of-itself, entirely in its own head, and self-righteous book series I've come across. Rowell can shield herself with "oh, it's based on multiple young adult books with chosen one", but everyone and their mother knows the truth. The only thing more vivid than Rowling's influence on the series are Rowell's attempts at pointing out AND fixing the problems of the original. One of the two would be annoying enough, but both at the same time makes you look not only like an insufferable person unfamiliar with the concept of suspention of disbelief, but also, simply, incompetent. Especially if you're creating problems for yourself, as Rowell's mages are xenophobic in ways that og Harry Potter wizards never even dreamed of, leaving main characters in no position to ever fix the general consensus. And honestly, it speaks more for the author of an actual book, rather than the 'source' material, if you make the mentor figure not even secretly, but openly and laughably evil, with no good decisions – even if one of them was to make the world of mages less xenophobic.
As for the "Any Way the Wind Blows" specifically, I've already complained twice that Rowell's characters are unsympathetic, mean-spirited jerks, with the exception of Simon, whose IQ is equal to the number of volumes in this series, and Agatha, who the author clearly hates. But here, it still gets worse, when all subplots are centered around ships – and I can only wonder, whether I remember "Fangirl" very differently from what it really was, or was it one hit wonder, and Rowell is incapable of writing a relationship you can root for. Simon and Baz are still where the second part left them, only more toxic, which would be fine if done on purpose, but I doubt that in a series filled with dialogues where one of the characters turns randomly into a professional therapist. Then, all of their problems magically disappear after the long-awaited sex scene. And don't get me started, how all of the sudden half of their plot, MAIN PLOT, was edging smut. It really sowa read like fanfiction, but in a bad way.
Anyways, I don't have much to say about Penelope and Shepard, except that he doesn't deserve to put up with her bullshit, and she seems borderline emotionally abusive, while seeing it as banter. I believe I already said that Penelope makes Hermione Granger looks sympathetic, but I can only double that. And for Agatha and Niamh, never in my life have I felt more against sapphic ship. First, because for two books Agatha was set up to be somewhere in the grey area of sexual and romantic orientation, only to make her happy ending dependent on relationship in the end, and second – because, much like everything else that happens to Agatha, it felt like another punishment for being too proud. She was already punched down for wanting to leave magic behind, and now Rowell doubles down by pairing her with someone nice to her ONLY offscreen, while all their interactions we see are unpleasant and circling around the theme of calling Agatha out for being vain or mean. She should be meaner actually, all those characters treat her like shit. Her author treats her like shit, because for all three books I've read, placing her as a goat keeper really seems more like a punishment than making her find inner peace or something.
Apart from the romance, there's little meat here, not enough to write about honestly. The cult plot was more interesting than in the second book, but it's still the same plot in a different font, and not enough screentime too. The resolution of Lucy's plot was kinda loving but also, mostly, underwhelming. Brushed-off. Afterthought. It literally came back in the last three or four chapters, as if Rowell finished writing and realised leaving it on the note from "Carry On" wasn't enough. But honestly, I'd prefer leaving the characters in the dark, with only readers connecting the dots, from what I've got.
Overall, Rowell suceeded in recreating the air of a fanfiction, although this isn't a compliment, despite me being an avid ff reader and writer for almost two decades. While the first book, weak as it is, stands its ground, it's then followed by two pointless sequels, each less plot-driven than the last, each less commited to developing the characters than the last. It reads like there was no plan, just vibes, which maybe could even work – but in fanfiction only. Published novels need more focus. Some goddamn goal to achieve narratively. Nothing in here feels like it was written to utilize some narrative purpose. It's just here, in its best moments. In worse, you can already foresee that it goes nowhere.
A terrible waste of time, only proving the point of people against fanfiction in publishing world. And it's not even a fanfic itself.
[ANG]
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toThis review focuses more on the entire trilogy, than the final instalment. Proceed with caution.
There is a discussion to participate in, whether a transgressive work like fanfiction, has a place in mainstream literature – and if it does, on what terms. It is a debate with little meat so far, and no definitive answer, as publishing market gets flooded by a second...
Po dwóch częściach, gdzie bohaterowie są idiotami głównie przez wiek dojrzewania i absolutną zmianę perspektywy, bo w ich życiu zmienia się wszystko (w końcu chodziło o pokazanie bezsensu, jaki uderza w bohatera po tym jak uratował świat i oddał swoją moc) w końcu dostajemy część, gdzie bohaterowie sięgają dna i mogą się od niego odbić. Wspaniale było czytać jak bohaterowie w końcu dojrzewają i robią pierwsze kroki, aby odzyskać siebie. Chciałabym, żeby ten cykl był o Simonie i Bazie bardziej, ale cóż, byli tylko jednym z wątków, bo autorka lubi pisać damskie pov i chciała wyeksponować też bohaterki. Mamy też motyw fałszywych proroków, przywoływania demona (epicka scena),akceptacji osób z problemami psychicznymi czy fizycznymi. Temat pierwszych zbliżeń też mi się podobał, chyba najlepiej dla mnie napisane sceny bez opisywania co się dzieje. To skupianie się na tym co bohater czuje, co myśli, bez łopatologicznego pokazywania co w danej chwili robią bohaterowie wygrywa wszystko.
Po dwóch częściach, gdzie bohaterowie są idiotami głównie przez wiek dojrzewania i absolutną zmianę perspektywy, bo w ich życiu zmienia się wszystko (w końcu chodziło o pokazanie bezsensu, jaki uderza w bohatera po tym jak uratował świat i oddał swoją moc) w końcu dostajemy część, gdzie bohaterowie sięgają dna i mogą się od niego odbić. Wspaniale było czytać jak bohaterowie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSimon Snow, najgorszy Wybraniec w historii Świata Magów, nie jest już Wybrańcem. Na horyzoncie pojawia się jednak zupełnie nowy Wybraniec. Bynajmniej nie pomaga to w sytuacji, gdzie każdy z trójki naszych głównych bohaterów już przeżywa poważny osobisty kryzys. Wszystkie związki, przyjaźnie i więzi rodzinne zostają wystawione na poważną próbę, nawet te, które wydawały się idealne – a Świat Magów znów drży w posadach.
Po wyrwanym ze Świata Magów „Zbłąkanym synu”, wreszcie wracamy na stare śmieci. Na początku myślałam, że przez to spodoba mi się mniej, bo uwielbiałam ten powiew świeżości, który wniosła sobą druga część, ale czekało mnie tutaj spore zaskoczenie. Właściwie – ten tom oceniam najwyżej ze wszystkich trzech.
Nie ukrywam, jedna rzecz od samego początku się nie zmieniła – tym, na czym zależy mi najbardziej, są Baz i Simon. Bardzo doceniam to, jak zeksplorowana została tu ich relacja. Po słodyczy „Nie poddawaj się” i burzliwości „Zbłąkanego syna”, wreszcie docieramy do momentu, w którym naprawdę zaczynają ze sobą rozmawiać, próbować się zrozumieć. Czytając „Co ma być, to będzie” czułam się tak, jakbym obserwowała, jak dzieciaki dorastają na moich oczach, a ja sama nie mogę zrobić nic innego, jak tylko zdusić łzy i mocno trzymać za nich kciuki.
Podobne uczucia towarzyszyły mi też przy innych bohaterach, nawet jeśli tamta dwójka zdecydowanie posiada największą część mojego serca. Wątek Sheparda i Penelope jest przezabawny, a Agathy – wręcz kojący. Ze wszystkimi bardzo trudno mi się rozstać.
Autorka domyka wątki, które nie dawały mi spokoju od pierwszego tomu (bardzo to frustrujące, kiedy wie się znacznie więcej od bohaterów…) oraz wątki, o których zupełnie zdążyłam już zapomnieć. I chwilami jest pompatycznie, chwilami potrząsa się głową z niedowierzaniem, ale myślę, że to godne zakończenie serii.
Nigdy wcześniej nie dotarłam do tej części, chociaż była wydana już kilka lat temu – to faktycznie moja pierwsza przygoda z nią. I nie potrafiłam się od niej oderwać, naprawdę świetne uczucie, dokładnie takie, za jakim w ostatnich latach bardzo tęskniłam. Mam wrażenie, że „Simon Snow” to seria, do której trzeba podejść trochę z przymrużeniem oka, niezbyt poważnie. I pozwolić, żeby w pełni cię porwała. U mnie zadziałało to wręcz (uwaga…) magicznie, bawiłam się doskonale aż do ostatniej strony.
Simon Snow, najgorszy Wybraniec w historii Świata Magów, nie jest już Wybrańcem. Na horyzoncie pojawia się jednak zupełnie nowy Wybraniec. Bynajmniej nie pomaga to w sytuacji, gdzie każdy z trójki naszych głównych bohaterów już przeżywa poważny osobisty kryzys. Wszystkie związki, przyjaźnie i więzi rodzinne zostają wystawione na poważną próbę, nawet te, które wydawały się...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiby zakończenie trylogii, a czułem od pierwszych stron, że oprócz romansu głównych bohaterów, autorka znowu nie ma pomysłu na fabułę. I co ciekawsze wątki rzucone zostały w ostatnich rozdziałach, co tym bardziej sprawia wrażenie serii nieukończonej. Rozdziały z narracją Agathy i Penelope w większości pomijałem, zupełnie zbędna wata.
Pierwsza część pozostaje jednak w serduszku jako przewrotny komediowy okołopotterowy fanfick i można ją traktować jako standalone, bo kolejne części tylko rozczarowują.
Niby zakończenie trylogii, a czułem od pierwszych stron, że oprócz romansu głównych bohaterów, autorka znowu nie ma pomysłu na fabułę. I co ciekawsze wątki rzucone zostały w ostatnich rozdziałach, co tym bardziej sprawia wrażenie serii nieukończonej. Rozdziały z narracją Agathy i Penelope w większości pomijałem, zupełnie zbędna wata.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza część pozostaje jednak w...
Bardzo dobre zakończenie trylogii. Bardzo oczyszczająca dla bohaterów i czytelnika.
Piękna.
Monika Karolina
https://www.instagram.com/malinowe_historie/
Bardzo dobre zakończenie trylogii. Bardzo oczyszczająca dla bohaterów i czytelnika.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękna.
Monika Karolina
https://www.instagram.com/malinowe_historie/
6,5
6,5
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTen finał nie bardzo sprawia wrażenie finału. Mam odczucie, że nie wszystkie wątki zostały zamknięte, a rozwiązania niektórych wydają się napisane pośpiesznie i chaotycznie, byle było. Ogromny niedosyt.
Drugiego tomu w zasadzie mogłoby nie być, poza wprowadzeniem płytkiej, nudnej postaci Sheparda, w ogóle nie wpłynął na fabułę.
Ten finał nie bardzo sprawia wrażenie finału. Mam odczucie, że nie wszystkie wątki zostały zamknięte, a rozwiązania niektórych wydają się napisane pośpiesznie i chaotycznie, byle było. Ogromny niedosyt.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDrugiego tomu w zasadzie mogłoby nie być, poza wprowadzeniem płytkiej, nudnej postaci Sheparda, w ogóle nie wpłynął na fabułę.
płakałam
płakałam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo już ostatni dzień Książkowej Agencji Podróżniczej. Dziękuję wszystkim za tą wspólną podróż. Mam nadzieję, że podobała się Państwu taka inicjatywa i do zobaczenia w sezonie zimowym. Nie przedłużając, zapraszam na ostatnią prelekcję, którą wygłosi Simon Snow wraz z przyjaciółmi. Z tego co widzę to mamy jeszcze chwilę do rozpoczęcia.
Pokusiłabym się o stwierdzenie, że ich wspólna historia, to trzy opowieści, łączące się później w całość. Simon wraz z Bazem próbowali rozwiązać zagadkę samozwańczego Wybrańca. Penny i Shepard zajęli się jego “narzeczoną”. Dalej twierdzę, że chłopak jest lekkomyślny i na miejscu dziewczyny w życiu bym mu nie pomogła. Nie zmieniłam też co do niego zdania. Po prostu nie umiem go polubić, przez jego nieprzemyślane decyzje. No bo czy obiecywanie swojego pierworodnego jakimś magicznym istotom podczas gry jest rozsądne? Aghata natomiast szuka swojego miejsca na ziemi i poznaje magiczne kozy ze skrzydłami, mieszkające w pobliżu jej dawniej szkoły. Podobno jest z nimi związana pewna legenda…
Podczas każdej swojej przygody cała piątka mierzyła się z różnymi problemami - od potworów, poprzez wewnętrzne rozterki po poszukiwanie własnego ja. Czasem rozwiązania ich kłopotów były naprawdę proste, co też miało swój urok. Niestety jak wiadomo, każda historia kiedyś musi mieć swój koniec, jednak z chęcią w przyszłości ponownie wrócę do dzisiejszych bohaterów. Mimo wszystko darzę ich pewną sympatią.
Bardzo nie chcę się z nimi rozstawać, ale cóż zrobić? Ja ze swojej strony dziękuję Państwu za wszystko, a teraz oddaję głos gościom.
To już ostatni dzień Książkowej Agencji Podróżniczej. Dziękuję wszystkim za tą wspólną podróż. Mam nadzieję, że podobała się Państwu taka inicjatywa i do zobaczenia w sezonie zimowym. Nie przedłużając, zapraszam na ostatnią prelekcję, którą wygłosi Simon Snow wraz z przyjaciółmi. Z tego co widzę to mamy jeszcze chwilę do rozpoczęcia.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPokusiłabym się o stwierdzenie, że ich...
„To właśnie robią ludzie. [...] Starają się trwać przy sobie, choć to, jak mi się wydaje, właściwie niemożliwe”, czyli wielki finał trylogii.
Gdy otworzyłam paczkę z Co ma być, to będzie byłam bardzo zaskoczona tym, jaka to cegiełka. Książka liczy prawie 600 stron. Jeśli nie czytaliście poprzednich tomów, to odsyłam do nich, ponieważ myślę, czytanie tej części jest pozbawione sensu.
Simon powinien rozważyć, czy nadal chce należeć do Świata Magów – a jeśli nie, jak to wpłynie na jego relacje z Bazem. Tymczasem Baz jest rozdarty między dwoma rodzinnymi kryzysami i nie ma nawet czasu podzielić się z kimkolwiek swoją nowo zdobytą wiedzą o wampirach. Penelope bardzo chciałaby pomóc, ale ukradkiem przemyciła z Ameryki do Londynu Normalsa i teraz nie wie, co z nim zrobić. A Agatha? Cóż, Agatha Wellbelove ma już po prostu dość.
W Co ma być, to będzie cała paczka wraca do Anglii, do Watford i do swoich rodzin, by przeżyć najdłuższą i jak dotąd najbardziej wyczerpującą emocjonalnie przygodę.
Ta książka to finał. Odkrywa tajemnice, udziela odpowiedzi na nurtujące pytania i rozprawia się z upiorami przeszłości. Nie poddawaj się stanowi początek serii o przygodach Wybrańca. Co ma być, to będzie jest zakończeniem o zakończeniach – o katharsis i uldze, jaką daje zamknięcie pewnego rozdziału. A także o tym, że czasem lepiej odciąć się od traum i triumfów, które próbują nas zdefiniować.
Jest to zakończenie trylogii z Simonem Snowem. Do pierwszego tomu miałam kilka uwag m.in. to, jak wiele jest nawiązań do Harry'ego Pottera. Ogólnie cała książka wydawała mi się jak historia rodem z fanfiction z uniwersum Pottera. Sama jestem wielką fanką serii J. K. Rowiling, dlatego w niektórych momentach było dla mnie za dużo tego podobieństwa. Potem w drugim tomie było ich już trochę mniej, ale nadal czuć, że Rainbow Rowell inspirowała się Wybrańcem. Autorka dużo miejsca poświęciła tutaj depresji Simona i jego relacji z Bazem. Obserwujemy jego zmagania i to jak bardzo pogrąża się w smutku. Cała historia to taki trochę odgrzewany kotlet Nie poddawaj się.
Przeszkadzało mi też to, jak wiele czasu Rowell poświęca bohaterom pobocznym. Szczególnie jak akcja z Simonem i Bazem mnie wciągnęła, aż tu nagle dostajemy Agathę i jej kozy. Wyrywało to z rytmu i irytowało. Niektóre wątki nie zostały poprowadzone dalej (jakby zapomniane). Jest to finał tej historii i myślę, że to jest dobry czas na zakończenie przygód Simona i Baza. I choć mam wrażenie, że ta książka jest o niczym, to jako cała seria to miło spędziłam czas podczas jej czytania. Książkę czyta się błyskawicznie, dzięki dużej ilości dialogów i krótkich oraz treściwych opisów.
Myślę, że Co ma być, to będzie to dobre zakończenie trylogii. Ja spędziłam z tymi książkami kilka przyjemnych godzin i mogę je polecić fanom powieści młodzieżowych z wątkami fantasy. Potterheads na pewno zauważą wiele nawiązań do HP, ale sądzę, że będziecie się dobrze z nią bawić. Jest to lektura idealna na wakacje i relaks. Na pewno nie raz się uśmiechniecie, będziecie współczuć Simonowi czy też po prostu dacie się porwać magicznego światu, który wykreowała Rainbow Rowell.
„To właśnie robią ludzie. [...] Starają się trwać przy sobie, choć to, jak mi się wydaje, właściwie niemożliwe”, czyli wielki finał trylogii.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdy otworzyłam paczkę z Co ma być, to będzie byłam bardzo zaskoczona tym, jaka to cegiełka. Książka liczy prawie 600 stron. Jeśli nie czytaliście poprzednich tomów, to odsyłam do nich, ponieważ myślę, czytanie tej części jest...