zakurzone_strony

Profil użytkownika: zakurzone_strony

Nie podano miasta Kobieta
Status Czytelniczka
Aktywność 4 dni temu
62
Książek na półce
przeczytane
62
Książek
w biblioteczce
44
Opinii
96
Polubień
opinii
Nie podano
miasta
Kobieta
Dodane| Nie dodano
Ta użytkowniczka nie posiada opisu konta.

Opinie


Na półkach: , , , ,

„Magia, ta najbardziej tajemnicza i kapryśna z nauk, podziwiana za udzielaną przez siebie moc, wyśmiewana z powodu swej frywolności, jest w największym skrócie sztuką opowiadania kłamstw na temat świata.”

Moja najbardziej wyczekiwana pozycja zeszłego roku… nie do końca dorosła do nadziei, które w niej pokładałam. Nie zrozumcie mnie źle, nadal cieszyłam się tą książką i nie oceniam jej źle. Nie da się jednak ukryć, że po „Babel” poprzeczka ustawiona była naprawdę wysoko i „Katabaza” nawet się do niej nie zbliżyła.

Zdaję sobie sprawę z tego, że patrzenie na wszystko przez pryzmat „Babel” jest skrajnie niesprawiedliwe, bo to jednak moje ukochane dziecko i wszystko inne wypada w porównaniu blado. Trochę trudno jednak tego nie robić, bo w wielu momentach „Katabaza” uderza w podobne tony – i nie sięga swojej starszej siostrze do pięt.

Nie jest jednak tak, że skreślam ją i każdemu odradzam. Nie, wręcz przeciwnie. W „Katabazie” kryje się wiele motywów, których jestem stuprocentową target audience i które nadal niezwykle mnie uwiodły. Kocham akademicki setting i szaleńczą, desperacką pogoń za wiedzą, akademicki wyścig szczurów, niewyobrażalne poświęcenia w imię nauki. Palce lizać. To, co zdecydowanie mnie ujęło, to także magia wprowadzona w świat rzeczywisty jako zupełnie naturalna dziedzina, tak przyziemna, że przez część społeczeństwa wręcz traktowana z góry. A jednocześnie przedstawiona na równi z innymi dziedzinami naukowymi, studiowana na uniwersytetach, pisane z niej prace naukowe? Cudowne, przychodzi mi do głowy bardzo mało dzieł kultury, które potrafią mnie w ten aspekt faktycznie podrapać i zrobić to satysfakcjonująco. Bardzo też lubię taką formułę opowieści, gdzie w teraźniejszości przedstawiona jest nam jedna linia czasowa, główna akcja, a po drodze powoli wypełniają ją flashbacki i to dopiero przez nie zaczyna się tak naprawdę rozumieć motywacje bohaterów, ich decyzje i irracjonalne dotąd zachowania. Główna bohaterka, Alice, jest postacią wręcz antypatyczną. Idzie do celu po trupach, nie ogląda się za siebie, rzadko kiedy widzi cokolwiek poza czubkiem własnego nosa – uwielbiałam jej nie znosić.

Mój największy zarzut to to, że otrzymaliśmy tak mało piekła w piekle. Przez kilka kręgów prześlizgnęliśmy się bez żadnych szczegółów. Zapowiadało się to bardzo dobrze, niesamowicie ukochałam koncept wykorzystywania różnego rodzaju poetyckich przedstawień piekła i mitów jako faktycznych źródeł naukowych – uważam, że to bardzo fun. Po prostu samo zobrazowanie piekła przez Kuang nie do końca dowiozło, a jestem przekonana, że wiele osób spodziewało się, że to ono będzie tutaj daniem głównym, powodem, czemu w ogóle zebraliśmy się w tym miejscu. Nie dostajemy zatem szczegółowego przedstawienia piekła, nie dostajemy też wartkiej akcji, obsada bohaterów jest bardzo okrojona i specyficzna, momentami trudno więc znaleźć punkt zaczepienia, by brnąć dalej. Żałuję, że nie była to kolejna 5-gwiazdkowa lektura, na którą po cichu liczyłam. Momentami czytało się ją tak, jakby Kuang w rzeczywistości chciała napisać wywód filozoficzny i trochę zapominała, że pisze książkę fabularną, więc powinna pisać też... cóż, fabułę i konflikt. Pozostaję jednak miłośnikiem jej pióra i, mimo wszystko, wciąż znajduję mnóstwo uroku w jej pretensjonalności.

„Magia, ta najbardziej tajemnicza i kapryśna z nauk, podziwiana za udzielaną przez siebie moc, wyśmiewana z powodu swej frywolności, jest w największym skrócie sztuką opowiadania kłamstw na temat świata.”

Moja najbardziej wyczekiwana pozycja zeszłego roku… nie do końca dorosła do nadziei, które w niej pokładałam. Nie zrozumcie mnie źle, nadal cieszyłam się tą książką i nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , , ,

„– Myślę, że pewnego dnia mnie znienawidzisz. – W głosie Thomasa pobrzmiewała samotność, jakiej Andrew nigdy wcześniej nie słyszał. – Rozetniesz mnie i znajdziesz ogród zgnilizny tam, gdzie powinno być moje serce (...).
– Kiedy cię rozetnę, okaże się, że do siebie pasujemy (...).”

„Nie wpuszczaj lasu” okazało się perfekcyjnym antidotum na mój końcoworoczny reading slump. Czaiłam się na tę książkę już naprawdę długo – pierwszy raz złapała moją uwagę jeszcze przed premierą angielskiego wydania i momentami już traciłam nadzieję na to, że doczekam się polskiego. Trzymam ją w dłoniach z niemałą satysfakcją, że się co do niej nie pomyliłam.

Jest to jedna z tych pozycji, którym naprawdę niewiele brakuje do ideału. Jej klimat jest niesamowity – łączy w sobie tajemniczość i intymność odosobnionej szkoły z internatem z pięknem i grozą nieokiełznanego lasu i kryjących się w jego ciemnościach sił natury. Natura właśnie jest bardzo silną stroną tej pozycji – upersonifikowana, gnijąca i plugawa, a opisana przy tym przepięknie i obrzydliwie jednocześnie. Uwielbiam wykorzystywanie jej jako elementu horroru, także wtedy, gdy jest to body horror. Były momenty, kiedy narracja i symbolika stawały się odrobinę przerysowane i wtedy wywracałam oczami, ale zgaduję, że pisanie takim stylem i zanurzanie się w metaforykę zawsze wiąże się z takim ryzykiem. Nie razi to mocno. Książka jest sama w sobie chaotyczna, myląca i zagmatwana, stale miesza czytelnikowi w głowie i zalewa sprzecznymi obrazami, ale w tym tkwi jej urok.

Żałuję odrobinę, że dość łatwo jest rozgryźć główny plot twist. Spodziewałam się go tak długo, że nie był w stanie niczym już mnie zaskoczyć. Pod tym względem – część wskazówek podsuwana jest uważnemu czytelnikowi pod nos dość topornie. Chciałabym też, żeby postacie poza Andrew były trochę bardziej pogłębione. Czarne charaktery są w większości stereotypowo płytkie. Do tego uczciwie pragnęłam zakochać się w Thomasie, który jest ogromną częścią życia głównego bohatera (i do którego uczucia opisane są w sposób dotykający do żywego – już na pierwszych stronach czytamy, że „Gdy zabierali Thomasa, [Andrew] głodował”). Do samego końca pozostał mi jednak dość obojętny. Mam wrażenie, że czegoś w jego kreacji mi brakowało, żebym miała poczucie, że faktycznie jest prawdziwym człowiekiem, a nie wypełnieniem funkcji fabularnej. Z drugiej strony – trudno mi oczekiwać więcej po tak krótkiej, szybkiej książce. A ta kompaktowość wyjątkowo okazała się dla mnie ogromną jej zaletą, bo pochłonęłam całość błyskawicznie.

Można wręcz powiedzieć, że zapuściła we mnie swe korzenie – nie byłam w stanie się od niej oderwać.

„– Myślę, że pewnego dnia mnie znienawidzisz. – W głosie Thomasa pobrzmiewała samotność, jakiej Andrew nigdy wcześniej nie słyszał. – Rozetniesz mnie i znajdziesz ogród zgnilizny tam, gdzie powinno być moje serce (...).
– Kiedy cię rozetnę, okaże się, że do siebie pasujemy (...).”

„Nie wpuszczaj lasu” okazało się perfekcyjnym antidotum na mój końcoworoczny reading slump....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

„– Dlaczego teraz mi o tym mówisz?
– Bo popełniłam błąd. Byłam samolubna i zdesperowana. Postąpiłam źle.
– I w taki sposób chcesz to naprawić? Każąc mi odejść? Bo czujesz się winna, że pokazałaś mi świat, o którym nawet nie śniłem? Jeśli tak jest, to bardzo mi przykro, ale wcale nie znasz się na ludziach tak dobrze, jak ci się zdaje. Nie podziałałaś na moją ciekawość ani dobroć, Hano. Podziałałaś na moją zachłanność. – Keishin gestem ogarnął wnętrze lombardu. – To miejsce… twój świat… czegoś takiego szukałem przez całe życie.
– Kolejnej zagadki do rozwiązania?
– Nie zagadki. Czegoś więcej. Czegoś ponad to, co znane i dostępne. Kwiatu w lustrze. Księżyca w stawie.”

Prawdopodobnie oceniam tę książkę nieco wyżej niż na to zasługuje, bo jako książka sama w sobie jest… po prostu średnia, żeby nie powiedzieć słaba. Ma jednak w sobie tak wiele ciekawych pomysłów i jest niezwykle malownicza, co sprawia, że na swój sposób mnie ujęła. Były chwile, kiedy czułam się „chwycona”. W tym jednak leży też główna część mojego problemu z tą pozycją.

Wielokrotnie podczas lektury przechodziło mi przez myśl, że „Water Moon” czyta się tak, jakby nigdy nie było jej przeznaczone być książką. Zadziałałaby pięknie w formie urokliwej, nieco surrealistycznej animacji, gdzie nic, co widzisz, nie ma zbyt wiele sensu, ale właśnie w tym tkwi cały jej czar. W formie tekstu… jest trochę tak, jakby ktoś z pasją opowiadał ci swój sen, ale z każdym kolejnym zdaniem zapominał coraz więcej szczegółów, więc nikt oprócz niego samego nie jest w stanie się w tym bałaganie odnaleźć. Jeśli chce się być trochę mniej miłym – jakby napisał ją ktoś, kto ma dużo interesujących pomysłów, ale sam nie jest pisarzem i nie umie ich przelać na papier.

Brakuje tu głębi. Nie ma build-upu do prawie niczego, rzeczy się po prostu dzieją z akapitu na akapit, narracja skacze jak szalona. Część postaci zapowiada się bardzo ciekawie, ale koniec końców ich charakteryzacja mieści się w łyżeczce do herbaty i czytelnik jest pozostawiony z nieprzyjemnym niedosytem. Książka ma momentami piękne metafory, jednak kiedy próbuje bawić się w bycie głęboką z premedytacją, zupełnie to nie wychodzi i wydaje się wręcz – właśnie – płytkie. Jej największym grzechem w moich oczach pozostaje to, że najciekawsze momenty (w tym praktycznie wszystkie sceny akcji) dzieją się kompletnie off-page, a my tylko słyszymy o tym, że się wydarzyły, kiedy nas nie było. Wiadomo, że nie każda pozycja musi być koniecznie akcyjniakiem, ale nie cierpię tego zabiegu. Nie cierpię czuć się, jakbym podglądała toczącą się historię przez dziurkę od klucza, bo nie jestem w stanie otworzyć drzwi. Wątek romantyczny też pozostawia wiele do życzenia, jednak tutaj to już definitywnie kwestia moich preferencji i tego, że bardzo mnie odrzuca, kiedy bohaterowie zakochują się w sobie błyskawicznie.

Trochę mi szkoda, że nie podobała mi się bardziej. Podróż po innym świecie, w którą zabiera nas główna bohaterka, jest taka malownicza i abstrakcyjna, że siłą rzeczy chciałoby się naprawdę ją pokochać. W innych okolicznościach „Water Moon” mogłaby być filmem studia Ghibli, który został przepięknie zanimowany, tylko z jakiegoś powodu scenariusz wyjątkowo kuleje.

„– Dlaczego teraz mi o tym mówisz?
– Bo popełniłam błąd. Byłam samolubna i zdesperowana. Postąpiłam źle.
– I w taki sposób chcesz to naprawić? Każąc mi odejść? Bo czujesz się winna, że pokazałaś mi świat, o którym nawet nie śniłem? Jeśli tak jest, to bardzo mi przykro, ale wcale nie znasz się na ludziach tak dobrze, jak ci się zdaje. Nie podziałałaś na moją ciekawość ani...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Więcej opinii

Aktywność użytkownika zakurzone_strony

z ostatnich 3 m-cy
2026-01-06 16:12:18
zakurzone_strony bierze udział: "Wyzwanie na czytanie 2026"
0 %
Przeczytane 0 z 30 książek
zakurzone_strony
2026-01-06 15:40:39
zakurzone_strony oceniła książkę Katabaza na
7 / 10
i dodała opinię:
2026-01-06 15:40:39
zakurzone_strony oceniła książkę Katabaza na
7 / 10
i dodała opinię:

„Magia, ta najbardziej tajemnicza i kapryśna z nauk, podziwiana za udzielaną przez siebie moc, wyśmiewana z powodu swej frywolności, jest w największym skrócie sztuką opowiadania kłamstw na temat świata.”

Moja najbardziej wyczekiwana pozycja zeszłego roku… nie do końca dorosła do nadziei,...

Rozwiń Rozwiń
Katabaza Rebecca F. Kuang
Średnia ocena:
6.7 / 10
821 ocen
zakurzone_strony
2026-01-06 15:38:39
zakurzone_strony i maniek_czyta są teraz znajomymi
2026-01-06 15:38:39
zakurzone_strony i maniek_czyta są teraz znajomymi

statystyki

W sumie
przeczytano
62
książki
Średnio w roku
przeczytane
10
książek
Opinie były
pomocne
96
razy
W sumie
wystawione
62
oceny ze średnią 7,3

Spędzone
na czytaniu
442
godziny
Dziennie poświęcane
na czytanie
15
minut
W sumie
dodane
0
cytatów
W sumie
dodane
0
książek [+ Dodaj]