
Czas odnaleziony

- Kategoria:
- klasyka
- Format:
- e-book
- Cykl:
- W poszukiwaniu straconego czasu (tom 7)
- Tytuł oryginału:
- À la recherche du temps perdu. Le temps retrouvé
- Data wydania:
- 2016-09-26
- Data 1. wyd. pol.:
- 2016-09-26
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788377792827
- Tłumacz:
- Maciej Żurowski
- Ekranizacje:
- Czas odnaleziony (1999)
- Inne
„Czas odnaleziony” to ostatni, siódmy tom quasi-autobiograficznego cyklu Marcela Prousta „W poszukiwaniu straconego czasu, a jednocześnie klamra spinająca wszystkie poprzednie tomy: „W stronę Swanna”, „W cieniu zakwitających dziewcząt”, „Strona Guermantes”, „Sodoma i Gomora”, „Uwięziona”, „Nie ma Albertyny”.
Na szczęście Autor mylił się przepowiadając śmierć swoich książek po stu latach. To prawda, że niewiele utworów potrafi przetrwać próbę czasu. „W poszukiwaniu straconego czasu” jest niezwykłym wyjątkiem.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Czas odnaleziony w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Czas odnaleziony
Poznaj innych czytelników
2559 użytkowników ma tytuł Czas odnaleziony na półkach głównych- Chcę przeczytać 1 843
- Przeczytane 696
- Teraz czytam 20
- Posiadam 220
- Ulubione 57
- Chcę w prezencie 25
- Literatura francuska 21
- Klasyka 18
- Do kupienia 8
- Literatura piękna 5








































OPINIE i DYSKUSJE o książce Czas odnaleziony
Zdecydowanie najlepsza część jak dla mnie. Klucz do poprzednich tomów i wyjaśnienie wszystkich zagadek. Cieszę się, że się nie poddałem po drodze. Często w trakcie czytania zastanawiałem się czy ja też nie będę potem szukał tych godzin straconych na Prousta, ale chyba nic nie straciłem.
Zdecydowanie najlepsza część jak dla mnie. Klucz do poprzednich tomów i wyjaśnienie wszystkich zagadek. Cieszę się, że się nie poddałem po drodze. Często w trakcie czytania zastanawiałem się czy ja też nie będę potem szukał tych godzin straconych na Prousta, ale chyba nic nie straciłem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW ostatnim tomie "W poszukiwaniu straconego czasu" Proust analizuje jak czas wpływa na postrzeganie przez człowieka innych ludzi. Ponownie główną rolę (zwłaszcza w trzeciej części książki) odgrywa czas, który zmienia każdego człowieka, przy czym różni obserwatorzy inaczej tę zmianę odczują.
Co jest w tej książce genialnego to podsumowanie w ostatnim rozdziale całej opowieści - nie tylko "Czasu odnalezionego", ale całej serii. Przy czym Proust nie opisuje tutaj na sucho wydarzeń, a raczej szuka powiązań między nimi i próbuje zrozumieć całą opowieść z perspektywy przyczyny i skutku. Mamy wspomnienia ze strony Swanna, a następnie strony Guermantes, wspomnienia Gilberty i Albertyny, rozważania, że wszystkie te zdarzenia składają się jak puzzle w jedną historię, a kulminacją jest spotkanie głównego bohatera z córką Gilberty i Roberta - symboliczne, bo łączące obie strony, w które bohater się udał.
Poznajemy też źródło inspiracji głównego bohatera do wyboru czasu, jako tematu dzieła, które chciał napisać, a który to wątek przewijał się w każdym z poprzednich tomów. Było to wspomnienie z dzieciństwa, z czasów opisanych jeszcze w pierwszym tomie, co w bardzo dobry sposób zamyka całą opowieść.
Książka godna polecenia.
W ostatnim tomie "W poszukiwaniu straconego czasu" Proust analizuje jak czas wpływa na postrzeganie przez człowieka innych ludzi. Ponownie główną rolę (zwłaszcza w trzeciej części książki) odgrywa czas, który zmienia każdego człowieka, przy czym różni obserwatorzy inaczej tę zmianę odczują.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCo jest w tej książce genialnego to podsumowanie w ostatnim rozdziale całej...
To była piękna przygoda, czytając końcowe strony, byłem zaskoczony tym, jak bardzo mój osobisty feeling, który mi towarzyszył przez wszystkie tomy, był zgodny z tym, jak to widział Marcel. Światotwórstwo, jak i wielostronicowe przerwy poświęcone przemyśleniom autora w danej scenie, były czymś zarówno nowym, jak i dziwnie znajomym. W pewnym momencie wręcz zbudowałem jakąś metafizyczną więź z autorem. Całe to dzieło to tak naprawdę zaproszenie do głowy autora i jeśli się w niej nie udomowisz, to będzie ciężko przez to przebrnąć, ale jeśli jednak się uda, to będzie to bardzo cenna pozycja, która posłuży za lustro na twoje własne doświadczenia czy obawy.
To była piękna przygoda, czytając końcowe strony, byłem zaskoczony tym, jak bardzo mój osobisty feeling, który mi towarzyszył przez wszystkie tomy, był zgodny z tym, jak to widział Marcel. Światotwórstwo, jak i wielostronicowe przerwy poświęcone przemyśleniom autora w danej scenie, były czymś zarówno nowym, jak i dziwnie znajomym. W pewnym momencie wręcz zbudowałem jakąś...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Czas odnaleziony” to godne, poruszające zwieńczenie monumentalnego cyklu "W poszukiwaniu straconego czasu". Proust domyka tu wszystkie wątki z finezją godną arcymistrza a jednocześnie daje czytelnikowi poczucie, że całe to literackie przedsięwzięcie miało od początku precyzyjny plan. Refleksje o pamięci, przemijaniu i roli sztuki nabierają szczególnej głębi bo widzimy jak wszystkie wcześniejsze motywy splatają się w spójną całość. To nie jest tylko książka – to ostatni akt wielkiego literackiego koncertu.
Cały cykl zachwyca tym, jak potrafi z mikroskopijnych obserwacji codzienności wydobyć uniwersalne prawdy o człowieku. W „Czasie odnalezionym” ten talent Prousta wydaje się jeszcze pełniejszy, dojrzalszy. Autor pokazuje, że pamięć nie jest jedynie przechowalnią przeszłości ale narzędziem odkrywania sensu teraźniejszości. Czytając miałem poczucie uczestniczenia w czymś niezwykle intymnym a jednocześnie ponadczasowym – jakby sam czas na chwilę zwolnił, by dać miejsce słowu.
Muszę jednak przyznać, że miejscami książka (i cykl jako całość) bywa przesadnie rozwlekła. Długie, wielostronicowe zdania, choć piękne, wymagają od czytelnika żelaznej koncentracji i cierpliwości. Rozumiem, że to świadomy zabieg mający oddać strumień myśli ale momentami miałem wrażenie, że Proust zbyt długo zatrzymuje się przy szczegółach, przez co dynamika finału lekko się rozmywa. Dla czytelnika, który przeszedł już przez poprzednie tomy nie jest to problem nie do pokonania ale wymaga dodatkowego wysiłku.
Mimo tych drobnych zastrzeżeń, „Czas odnaleziony” to literackie pożegnanie najwyższej próby. To książka, która nie tylko zamyka pewien epokowy projekt ale też zachęca by spojrzeć na własne życie z nowej perspektywy. Cały cykl Prousta jest jak wymagająca lecz fascynująca podróż – czasem trudna, czasem nużąca ale ostatecznie niezwykle satysfakcjonująca. Po odłożeniu ostatniego tomu pozostaje uczucie straty… i chęć, by zacząć od początku.
„Czas odnaleziony” to godne, poruszające zwieńczenie monumentalnego cyklu "W poszukiwaniu straconego czasu". Proust domyka tu wszystkie wątki z finezją godną arcymistrza a jednocześnie daje czytelnikowi poczucie, że całe to literackie przedsięwzięcie miało od początku precyzyjny plan. Refleksje o pamięci, przemijaniu i roli sztuki nabierają szczególnej głębi bo widzimy jak...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie ma w literaturze nowożytnej dzieła, które w tak dojmująco intymny sposób pochylałoby się nad ulotnością czasu, jak monumentalna heptalogia Marcela Prousta W poszukiwaniu straconego czasu. Jednak dopiero w ostatnim tomie — „Czas odnaleziony” — odnajdujemy właściwy klucz do tej ogromnej katedry pamięci, wspomnień i subtelnych, ledwo dostrzegalnych niuansów istnienia. Ten finałowy segment cyklu nie tyle dopełnia dzieła, co wręcz uświęca je i nadaje mu wieczną aktualność.
Już od pierwszych stron „Czasu odnalezionego” czuje się, że stąpamy po zupełnie innej materii niż w poprzednich tomach. Proust, świadomy nieuchronnego końca, przestaje być chłonnym, melancholijnym obserwatorem paryskich salonów i miłosnych perypetii, staje się przede wszystkim filozofem czasu. Owszem, znajdziemy tu wciąż pełne ironii i bystrości opisy dawnych znajomych narratora, ale są one niejako przesiane przez filtr refleksji o starzeniu się, rozpadzie społecznych masek i nieubłaganym przemijaniu form życia towarzyskiego.
Zaskakujące jest to, jak Proust wykorzystuje czas wojny jako tło dla wewnętrznej rewolucji narratora. Czas wojny staje się niemal alegorią dla potyczek ludzkiego ducha z pamięcią i zapomnieniem. Opisy zrujnowanego Paryża, zmienionych twarzy dawnych bywalców salonów, dekadencji dawnych elit — wszystko to staje się nie tyle tłem, co symbolem rozkładu i, paradoksalnie, oczyszczenia. Autor pokazuje, że dopiero gdy świat zewnętrzny się kruszy, człowiek może zwrócić się ku sobie i dostrzec prawdziwy sens.
Centralnym momentem całego tomu — i w istocie całego cyklu — jest seria epifanii narratora. Proust od zawsze wierzył w moc nieświadomych wspomnień wywołanych zmysłowymi impulsami: smak magdalenki, dotyk nierównego chodnika, odgłos łyżeczki uderzającej o talerzyk. Jednak w „Czasie odnalezionym” te olśnienia przybierają niemal sakralny wymiar. Narrator, potykając się o nierówną płytę, słysząc brzęk sztućców czy dotykając fałd sukni, doświadcza momentalnego zanurzenia w czas miniony.
Nie jest to jednak powrót sentymentalny ani nostalgiczny; przeciwnie, jest to triumf nad czasem, moment, w którym przeszłość przestaje być utracona, a staje się tworzywem dla sztuki. Z tych fragmentarycznych, spontanicznych wizji narrator wyciąga wniosek fundamentalny: czas nie jest linearny, lecz spiralny, i tylko literatura jest w stanie zatrzymać jego esencję.
Szczególnie przejmująca jest scena balu u księżnej de Guermantes. Narrator, który po latach pojawia się w dawnym kręgu, nagle widzi znajome twarze, lecz zdeformowane, zmienione przez czas, osłabione i zwiotczałe. To doświadczenie staje się obrazem zmartwychwstania i śmierci jednocześnie — jednocześnie groteskowe i tragiczne. Oto ludzie, którzy byli kiedyś bogami towarzyskiej śmietanki, teraz przypominają cienie, żywe widma, które niepostrzeżenie przekroczyły granicę starości. Ten moment stanowi nie tylko symboliczne pożegnanie z dawnym światem, ale także akceptację nieodwołalności przemiany.
„Czas odnaleziony” jest także momentem, w którym narrator podejmuje decyzję o napisaniu książki. To wydarzenie ma wymiar niemal mistyczny: oto człowiek, który przez tysiące stron analizował swoje namiętności, lęki, żądze, rozczarowania i ekstazy, odnajduje ostateczny sens swojego istnienia w akcie twórczym. Literatura staje się dla niego aktem ocalenia, a zarazem jedyną formą życia wiecznego, dostępną człowiekowi śmiertelnemu.
Nie sposób nie zauważyć, że Proust tworzy w tym tomie metafizyczny traktat, który wykracza poza granice powieści. Jego rozważania o czasie, pamięci, trwaniu i przemijaniu mają w sobie coś z filozofii Bergsona, ale są zarazem głęboko osobiste. Gdy narrator mówi o tym, że tylko „czas odzyskany” może być prawdziwy, daje nam do zrozumienia, że najpełniejsze życie możliwe jest nie w teraźniejszości, ale w akcie świadomego przeżywania wspomnień i ich przetwarzania w formie artystycznej.
Proust nieustannie pokazuje kruchość ludzkiej tożsamości. Postacie, które kiedyś wydawały się monolitami — Swann, Charlus, Odeta, księżna de Guermantes — zostają odarte ze złudzeń i ukazane w swojej fizycznej i moralnej degradacji. Paradoksalnie jednak, ta dekonstrukcja nie jest nihilistyczna. Wręcz przeciwnie: dopiero w chwili rozkładu odsłania się prawdziwa, ukryta warstwa piękna, pełna drżenia i nieoczywistości.
Fenomenalne jest również to, jak Proust bawi się formą. Styl, który u jednych budzi zachwyt, a u innych zniecierpliwienie, osiąga tu swoje apogeum. Długie, wielokrotnie złożone zdania rozrastają się jak misterne arabeski, wymagając od czytelnika pełnego oddania. Lektura „Czasu odnalezionego” przypomina wchodzenie do ciemnej katedry, w której każdy krok i każdy promień światła ma znaczenie rytualne.
Nie bez znaczenia jest także warstwa społeczna. Wojna, która w poprzednich tomach pozostawała raczej cieniem, tu wybucha pełną mocą, ujawniając bankructwo dawnych wartości. Masy społeczne mieszają się, elity upadają, przywileje stają się groteską. Proust pokazuje, że to, co przez dekady stanowiło o sensie istnienia towarzyskiej arystokracji, ostatecznie okazuje się pustą maskaradą. Jednak to właśnie w tej masce autor dostrzega możliwość prawdziwego odkupienia — w formie świadomego przeżycia własnej fikcji.
Jedną z największych zasług „Czasu odnalezionego” jest to, że Proust unika moralizowania. Nawet kiedy obnaża zakłamanie elit, ich snobizmy i sztuczność, robi to z głębokim współczuciem. Dostrzega w nich ofiary tego samego nielitościwego wroga: czasu.
Jest w tym tomie coś głęboko terapeutycznego. Każdy, kto zmaga się z poczuciem utraty, przemijania, z nostalgią za młodością i dawnymi ideałami, znajdzie tu rodzaj literackiego ukojenia. Proust pokazuje, że choć nie da się przywrócić tego, co minęło, można zbudować coś nowego z okruchów wspomnień, można zyskać nowy wymiar egzystencji — w sztuce, w refleksji, w pisaniu.
Narrator w finale cyklu niejako scala się z autorem. Widzimy, jak przez cały czas przygotowywał się do aktu stworzenia — każdy epizod miłosny, każde cierpienie i każdy zachwyt były kamieniami milowymi w drodze do tej jednej decyzji: pisać. To nie jest zwykła autobiograficzna decyzja; to niemal kosmiczne przeznaczenie.
Warto podkreślić, że „Czas odnaleziony” jest także traktatem o możliwości przemiany. Proust uświadamia, że człowiek nigdy nie jest skończony, że nawet w ostatnim etapie życia może nagle odkryć sens i wyłonić się w nowej formie. Nie ma tu taniego optymizmu, ale jest głęboka wiara w duchowe odrodzenie.
Ta książka wymaga od czytelnika cierpliwości, wrażliwości i gotowości na całkowite zanurzenie. To nie jest powieść, którą można czytać w autobusie między jednym przystankiem a drugim. To raczej rodzaj rekolekcji — intymnego spotkania z samym sobą, z własnym cieniem, z własną przeszłością.
Sama końcówka tomu, pełna milczenia, niemal liturgiczna, jest jak wyjście z labiryntu. Narrator dochodzi do miejsca, w którym rozumie, że każda porażka, każda strata i każdy rozpad były przygotowaniem do ostatecznego triumfu ducha. Nie triumfu nad innymi, ale nad własnym zapomnieniem.
„Czas odnaleziony” jest więc czymś znacznie więcej niż ostatnią częścią cyklu. To swoiste metadzieło, komentarz do samej literatury i jej misji. Proust przekracza tu granice powieści, przekracza też granice samego siebie, pokazując, że pamięć nie jest tylko archiwum, ale żywym organizmem, w którym ukryta jest nasza największa wolność.
W tym tomie objawia się geniusz Prousta jako obserwatora nie tyle społeczeństwa, co tajemnic ludzkiego serca. Czytając „Czas odnaleziony”, ma się wrażenie, że obcuje się z tekstem ostatecznym, tekstem, który nie potrzebuje epilogów ani kontynuacji, bo sam w sobie zawiera wszystko: miłość, śmierć, czas i odkupienie.
Nie ma w literaturze współczesnej dzieła równie totalnego i jednocześnie tak kameralnego. To monumentalny poemat o chwilach, które pozornie są niczym, a jednak w nich ukrywa się całe nasze istnienie.
Po lekturze tego tomu świat wydaje się już inny: bardziej kruchy, ale zarazem bardziej prawdziwy. Zostaje w nas świadomość, że każda filiżanka herbaty, każdy zapach i każdy dotyk mogą być bramą do wieczności.
Tak oto „Czas odnaleziony” staje się nie tylko zakończeniem wielkiej powieści, ale także duchowym testamentem. Proust przekazuje nam nie tylko historię własnych obsesji i doświadczeń, ale także mapę, dzięki której każdy może odnaleźć swój własny, intymny czas — ten jedyny, który naprawdę istnieje
Nie ma w literaturze nowożytnej dzieła, które w tak dojmująco intymny sposób pochylałoby się nad ulotnością czasu, jak monumentalna heptalogia Marcela Prousta W poszukiwaniu straconego czasu. Jednak dopiero w ostatnim tomie — „Czas odnaleziony” — odnajdujemy właściwy klucz do tej ogromnej katedry pamięci, wspomnień i subtelnych, ledwo dostrzegalnych niuansów istnienia. Ten...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOstatni tom już za mną. Zajęło mi to około dziewięciu miesięcy, chociaż odnoszę wrażenie, że przeżyłem całe życie wraz z autorem.
Byłem z nim kiedy był dzieckiem, byłem kiedy poznawał pierwsze miłosne doznania, byłem gdy był dojrzałym mężczyzną i byłem z nim u schyłku jego życia.
Ostatni tom już za mną. Zajęło mi to około dziewięciu miesięcy, chociaż odnoszę wrażenie, że przeżyłem całe życie wraz z autorem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toByłem z nim kiedy był dzieckiem, byłem kiedy poznawał pierwsze miłosne doznania, byłem gdy był dojrzałym mężczyzną i byłem z nim u schyłku jego życia.
Po męczarniach wątku z Albertyną w poprzednich 2 częściach, w "Czasie odnalezionym" Proust wraca do tego, co zauroczyło mnie w jego twórczości, uczynienia czasu głównym bohaterem powieści i pokazaniu czytelnikom jego druzgocącej siły na przykładach bohaterów cyklu, obnażając przy tym styl życia elit Paryża. Tym razem ukazuje zmiany, jakie w nim zaszły w trakcie Wielkiej Wojny. Historia barona de Charlus, Saint Loup i innych, doprowadzona jest do końca. W tej części narrator jest już starzejącym się mężczyzną i, jak każdy narcyz, źle to znosi. Pomimo oczywistego niedopracowania tej książki, wydanej na podstawie rękopisu, którego Proust nie zdążył z właściwym sobie pietyzmem wycyzelować, mamy wrażenie klamry, domknięcia tej historii. Ostatnio akapit, który w zasadzie tłumaczy cel autora w napisaniu tego cyklu, jest naprawdę pięknie napisany, jest jak ostatnia oktawa we frazie Vintuela, którą serwuje nam Proust.
Po męczarniach wątku z Albertyną w poprzednich 2 częściach, w "Czasie odnalezionym" Proust wraca do tego, co zauroczyło mnie w jego twórczości, uczynienia czasu głównym bohaterem powieści i pokazaniu czytelnikom jego druzgocącej siły na przykładach bohaterów cyklu, obnażając przy tym styl życia elit Paryża. Tym razem ukazuje zmiany, jakie w nim zaszły w trakcie Wielkiej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZabierając się do lektury najbardziej zaintrygowało i zainteresowało mnie znalezienie odpowiedzi na jakże filozoficzne pytanie, które pojawiło się w moim umyśle zaraz po przeczytaniu tytułu tejże powieści: czym jest czas utracony i jak go odnaleźć?
Niczym ciężka lokomotywa ruszyłem mozolnie i nabierałem rozpędu, zatrzymując się na stacjach siedmiu tomów, a gdy dotarłem do końcowego przystanku odpowiedź stanęła tuż przede mną.
Niby pierwszy oddech świeżej morskiej bryzy, tuż po nim kolejny i kolejny, a żaden następny nie jest tak piękny jak poprzedni, ten pierwszy. Każdy kolejny tracący na swoim pięknie, a uświadamiający znaczenie i wyjątkowość tego pierwszego. I kiedy znów po długim czasie weźmiemy taki oddech lub dla innego przykładu, spróbujemy potrawy, trunku, ukazuje się smak, poczujemy jakiś zapach, usłyszymy dźwięk, daje on nam wrażenie przeżycia doznania po raz kolejny, które było za pierwszym razem najprawdopodobniej nieświadome, lub które mogło przytrafić się nam mimochodem, a było wtedy tak niezwykle piękne, o czym w tamtej chwili nie koniecznie musieliśmy wiedzieć, wydawało się błahostką. Kiedy takie doznanie miało wystarczająco czasu aby w nas dojrzeć, czasu pomiędzy istotnymi przeżyciami, kolejnym zaznaniem przyjemności. Czasu, który mijał jakby obojętnie lecz był konieczny, aby właśnie to doznanie do nas dotarło, by się skrystalizowało.
Ten czas właśnie oznacza dla mnie czas utracony, a reminiscencja pozwala go nam sobie uświadomić i odnaleźć, zaznać esencji pierwotnego przeżycia.
Mimo wszystko reminiscencja nie jest tak piękna jak owe pierwotne doświadczenie, którego ona dotyczy, ponieważ tylko ono robi na nas tak wielkie wrażenie. Tylko raz można przeżyć coś pierwszy raz, a to przeżycie umiera wewnątrz nas, zostaje utracone. "Tylko raj utracony może być rajem"
Wedle Pana Prousta powieść miała mieć konstrukcję katedry lub kościoła. Osobiście sam tego nie zauważyłem, może jest to ponad moje zdolności, mimo to uważam, że całokształt powieści jest arcydziełem, od przepięknych opisów najmniejszych szczegółów, uczuć, rozważań estetycznych, filozoficznych i wielu innych, aż po niezwykle niesamowitą spójność całej powieści, która daje możliwość spojrzenia na życie autora z jakby innej perspektywy, jakbyśmy my byli na jego miejscu.
Zabierając się do lektury najbardziej zaintrygowało i zainteresowało mnie znalezienie odpowiedzi na jakże filozoficzne pytanie, które pojawiło się w moim umyśle zaraz po przeczytaniu tytułu tejże powieści: czym jest czas utracony i jak go odnaleźć?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiczym ciężka lokomotywa ruszyłem mozolnie i nabierałem rozpędu, zatrzymując się na stacjach siedmiu tomów, a gdy dotarłem do...
Usłyszałem w latach liceum, zobaczyłem w księgarni na początku studiów, kupiłem w 1996, zacząłem czytać ale przynudzało.
Solidnie zabrałem się za czytanie po 'półkowaniu' przez ponad ćwierć wieku, po ukończeniu dwóch fakultetów humanistycznych, w okolicy 50 urodzin, dając sobie rok, po pięć-osiem stron dziennie.
Czytałem wielopłaszczyznowo, dyktując sobie niemal 150 stron cytatów bądź ważnych bądź fin-de-siecle'owo poetyckich, bądź też finezyjnie żartobliwych, a dzięki potędze Internetu oglądając wspominane dzieła sztuki rzeźbiarsko-malarskiej, czytając streszczenia utworów literackich pojawiających się w powieści, słuchając omawianych utworów muzycznych na YouTube, zapoznając się ze szczegółami opisywanych wydarzeń politycznych we Francji (Wikipedia),zwiedzając miejscowości z poziomu Google Street View (przecudna Normandia!) i w międzyczasie wizytując Paryż i jego główne muzea wczesną, deszczową wiosną, próbując kremu Brulee w La Perouse.
Lektura, tak czytana, niewiarygodnie poszerzyła moje horyzonty i wiedzę o Francji, nie tylko przełomu XIX/XX wieku, ale i współczesnej.
Wspaniałe opisy salonów, zabawy "światowej", wreszcie wreszcie nieuniknionego, powodowanego przez zmiany społeczne starzenia się i zanikania tychże.
I te zdania kwitnące od wielowątkowych komentarzy do wtrąceń między aluzjami, rojące się od przecinków co dwa-trzy słowa.
Dla mnie Arcydzieło, również w przekładzie trzech tłumaczy, w tym nieodżałowanego wirtuoza języka, Tadeusza Boya-Żeleńskiego!
Usłyszałem w latach liceum, zobaczyłem w księgarni na początku studiów, kupiłem w 1996, zacząłem czytać ale przynudzało.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSolidnie zabrałem się za czytanie po 'półkowaniu' przez ponad ćwierć wieku, po ukończeniu dwóch fakultetów humanistycznych, w okolicy 50 urodzin, dając sobie rok, po pięć-osiem stron dziennie.
Czytałem wielopłaszczyznowo, dyktując sobie niemal 150 stron...
NIE MA ALBERTYNY i CZAS ODNALEZIONY. Ostatnią część przeczytałem w tł. J. Rogozińskiego. Moja opinia nie może się różnić od większości zamieszczonych na LC. Czuję się zmęczony i wiem, ze to szybko nie minie. No i bardzo dobrze. Tak miało być. Tego się spodziewałem. To jest zmęczenie które wielokrotnie odczuwałem po przejściu jakiejś długiej trasy wiodącej graniami mich ukochanych Beskidów, kiedy po każdym wejściu na wierzchołek miałem nadzieje, że to już koniec, widząc jednocześnie kolejny szczyt którego ominąć nie sposób. W tej wędrówce CZAS ODNALEZIONY był ostatnim już wysiłkiem, kierującym mnie ku dolinom. jakby Pan Proust chciał powiedzieć: -a teraz patrz jak to wygląda i co o tym myślę. Naprawdę.
To tyle o książkach. Słowo jeszcze tylko o tłumaczeniu. poprzednich sześć przeczytałem w przekładzie K. Przerwy-Tetmajera. Jakoś jakby lepiej się to czytało. Mię rzecz jasna. Osobiście.
Na koniec mam , na szczęście, maleńki deserek. Książkę, o której już tutaj pisałem. PAN PROUST autorstwa Celeste Albaret. Jakos nie wyobrażam sobie, że mógłbym do niej, książki rzecz jasna, nie wrócić.
NIE MA ALBERTYNY i CZAS ODNALEZIONY. Ostatnią część przeczytałem w tł. J. Rogozińskiego. Moja opinia nie może się różnić od większości zamieszczonych na LC. Czuję się zmęczony i wiem, ze to szybko nie minie. No i bardzo dobrze. Tak miało być. Tego się spodziewałem. To jest zmęczenie które wielokrotnie odczuwałem po przejściu jakiejś długiej trasy wiodącej graniami mich...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to