rozwińzwiń

Nie ma Albertyny

Okładka książki Nie ma Albertyny autora Marcel Proust, 9788377793510
Okładka książki Nie ma Albertyny
Marcel Proust Wydawnictwo: Wydawnictwo MG Cykl: W poszukiwaniu straconego czasu (tom 6) klasyka
Kategoria:
klasyka
Format:
e-book
Cykl:
W poszukiwaniu straconego czasu (tom 6)
Tytuł oryginału:
À la recherche du temps perdu. Albertine disparue/ La fugitive
Data wydania:
2016-01-19
Data 1. wyd. pol.:
2016-01-19
Język:
polski
ISBN:
9788377793510
Tłumacz:
Maciej Żurowski
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nie ma Albertyny w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nie ma Albertyny

Średnia ocen
8,0 / 10
3 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nie ma Albertyny

Sortuj:
avatar
63
63

Na półkach:

Rozumu zimne postrzeżenia i serca gorzkie notaty.

Rozumu zimne postrzeżenia i serca gorzkie notaty.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
223
174

Na półkach:

Stały kontakt z Proustem jest dla mnie jak haust świeżego powietrza. Znakomity tom, dorównujący pierwszemu i bardzo przystępny, a w tym przypadku, w doskonałym tłumaczeniu. Może za bardzo nęka nas smutek, który przeziera z każdej stronicy, lecz refleksyjność i dygresyjność autora, bardzo nam pomaga. Pozwala przebrnąć przez to doświadczenie w spokoju i z wielkim zadowoleniem.

Stały kontakt z Proustem jest dla mnie jak haust świeżego powietrza. Znakomity tom, dorównujący pierwszemu i bardzo przystępny, a w tym przypadku, w doskonałym tłumaczeniu. Może za bardzo nęka nas smutek, który przeziera z każdej stronicy, lecz refleksyjność i dygresyjność autora, bardzo nam pomaga. Pozwala przebrnąć przez to doświadczenie w spokoju i z wielkim zadowoleniem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
92
10

Na półkach:

Bardzo dobra książka opisująca szczegółowo proces zapominania. W porównaniu z innymi częściami "W poszukiwaniu straconego czasu" (oprócz - jeszcze nie przeczytanej - siódmej części) w tej książce szczególnie dobrze wyeksponowany jest główny temat całej serii, czyli rola czasu w życiu człowieka. Proust zawarł tu rozważania o tym jak wraz z upływem czasu zmienia się postrzeganie świata i podejście do różnych rzeczy. Zwlaszcza refleksje, w których główny bohater porównuje swoje aktualne reakcje na zdarzenie, z tymi które mogłyby nastąpić, gdyby to samo zdarzenie nastąpiło w innym momencie życia pokazują tę istotną rolę czasu.

Momentami książka wydawała się wydłużać refleksje (zwłaszcza w pierwszej połowie książki) lub powtarzać je, co było czasem nużące. Poza tym jednak zdecydowanie jest warta polecenia. Nawet fakt, że Proust nigdy nie skończył poprawiać tej części i zdarzały się urwane fragmenty nie wpływał istotnie na ciągłość czytania, a wręcz intrygował do rozmyślań, co w tych fragmentach mogłoby się znaleźć.

Zdecydowanie jest to jedna z najlepszych części "W poszukiwaniu straconego czasu".

Bardzo dobra książka opisująca szczegółowo proces zapominania. W porównaniu z innymi częściami "W poszukiwaniu straconego czasu" (oprócz - jeszcze nie przeczytanej - siódmej części) w tej książce szczególnie dobrze wyeksponowany jest główny temat całej serii, czyli rola czasu w życiu człowieka. Proust zawarł tu rozważania o tym jak wraz z upływem czasu zmienia się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1137
1137

Na półkach:

"Nie ma Albertyny" to Proust w trybie bez filtra. Zero kurtuazji, zero rozpraszających pobocznych scenek – tylko czysta, skondensowana opowieść o tym co dzieje się w głowie człowieka po stracie kogoś bliskiego. Już od pierwszych stron czuć, że to inny tom niż poprzednie: mniej blichtru salonów, więcej dusznego monologu wewnętrznego, w którym narrator próbuje zrozumieć co właściwie czuł i co mu zostało.

To też chyba najodważniejsze obnażenie narratora w całym cyklu. Proust nie boi się pokazać go jako zazdrośnika, egoistę a czasem wręcz manipulatora. Miłość okazuje się tu nie tyle słodką tęsknotą, ile mieszanką potrzeby kontroli, wyobrażeń i lęku przed byciem zapomnianym. Najciekawsze, że Albertyna – choć fizycznie nieobecna – w tych stronach żyje mocniej niż kiedykolwiek.

Język pozostaje typowo proustowski, z tymi legendarnymi, długimi jak fale zdaniami ale jest bardziej skupiony. Nie ma tu rozgałęzionych wątków pobocznych, więc cała energia idzie w analizę emocji. To sprawia, że książkę czyta się trochę jak zapis obsesji – intensywnie, czasem przytłaczająco, ale wciągająco. Każda strona jest jak kolejny krąg w głąb psychiki narratora.

"Nie ma Albertyny" to tom, który potrafi człowieka przycisnąć emocjonalnie, bo mówi o rzeczach, o których wolelibyśmy zapomnieć – o tym, jak bardzo potrafimy uwikłać się w przeszłość i jak trudno pozwolić odejść wyobrażeniu kogoś, kogo kochaliśmy. Nie jest to lektura lekka, ale daje w zamian brutalnie szczerą prawdę o miłości i stracie. Dla mnie – najmocniejszy punkt całego cyklu.

"Nie ma Albertyny" to Proust w trybie bez filtra. Zero kurtuazji, zero rozpraszających pobocznych scenek – tylko czysta, skondensowana opowieść o tym co dzieje się w głowie człowieka po stracie kogoś bliskiego. Już od pierwszych stron czuć, że to inny tom niż poprzednie: mniej blichtru salonów, więcej dusznego monologu wewnętrznego, w którym narrator próbuje zrozumieć co...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
393
393

Na półkach:

Dramat i to wielopoziomowy, i w sumie równia pochyła. Liczyłem, że ten cykl mnie ubogaci i po pierwszych tomach nadzieje na to były niemałe. Liczyłem też, że im dalej w las tym będzie ciekawiej autor bowiem nie pisał przecież swojego cyklu od końca a i nie był coraz młodszy a to zazwyczaj daje spore nadzieje na ciekwsze psychologicznie dzieło pisane. Te nadzieje w przypadku tego cyklu okazały się płonne, ach jakże się okazały. Gdyby nie fakt oryginalnego i wyszukanego stylu autora ten tom, przy całym szacunku dla pań i moim dystansie względem stereotypów, nazwałbym literaturą kobiecą, która najzwyczajniej w świecie jest nie dla mnie. Autor umęczył mnie nią strasznie nie dając praktycznie nic w zamian. Zanurza się w niej też fabularnie w rejony najbliższe jego sercu czyli miłości homoseksualnej, której charakter też, delikatnie pisząc, nie zajmuje mnie za specjalnie. Na odcinku treści jest więc niemożebna nuda, egzaltowane porywy uczuć i nieustający, od pewnego czasu tej epopei, magiel towarzyski, równie dla mnie nużący jak cała reszta. Plusy? Budząca szacunek forma i długość tej części. Tylko tyle. Z trwogą i deficytem nadziei wyczekując na ostatnią część cyklu.

Dramat i to wielopoziomowy, i w sumie równia pochyła. Liczyłem, że ten cykl mnie ubogaci i po pierwszych tomach nadzieje na to były niemałe. Liczyłem też, że im dalej w las tym będzie ciekawiej autor bowiem nie pisał przecież swojego cyklu od końca a i nie był coraz młodszy a to zazwyczaj daje spore nadzieje na ciekwsze psychologicznie dzieło pisane. Te nadzieje w przypadku...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
53
53

Na półkach: ,

Książka przepełniona bólem od pierwszych stron. Jakże prawdziwy obraz cierpienia, rozterek, naszej niewiedzy o nas samych przedstawił Marcel Proust. Dobitnie prawdziwa, rozdzierająca serce na pół, między rozumem a miłością.

Książka przepełniona bólem od pierwszych stron. Jakże prawdziwy obraz cierpienia, rozterek, naszej niewiedzy o nas samych przedstawił Marcel Proust. Dobitnie prawdziwa, rozdzierająca serce na pół, między rozumem a miłością.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
97
97

Na półkach:

Ból rozbity na tysiące atomów, wędrówki myśli w różnych kierunkach, wahania uczuć oraz wnikliwe analizy wszelkiego za i przeciw. Brnie się przez to dość mozolnie, ale jak najlepiej opisać ból po stracie kogoś bliskiego,
jeśli nie rozciągnąć tego na pół książki?
Dla równowagi końcowe trzy rozdziały są wystarczająco zaskakujące.

Ból rozbity na tysiące atomów, wędrówki myśli w różnych kierunkach, wahania uczuć oraz wnikliwe analizy wszelkiego za i przeciw. Brnie się przez to dość mozolnie, ale jak najlepiej opisać ból po stracie kogoś bliskiego,
jeśli nie rozciągnąć tego na pół książki?
Dla równowagi końcowe trzy rozdziały są wystarczająco zaskakujące.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1
4

Na półkach:

Usłyszałem w latach liceum, zobaczyłem w księgarni na początku studiów, kupiłem w 1996, zacząłem czytać ale przynudzało.
Solidnie zabrałem się za czytanie po 'półkowaniu' przez ponad ćwierć wieku, po ukończeniu dwóch fakultetów humanistycznych, w okolicy 50 urodzin, dając sobie rok, po pięć-osiem stron dziennie.
Czytałem wielopłaszczyznowo, dyktując sobie niemal 150 stron cytatów bądź ważnych bądź fin-de-siecle'owo poetyckich, bądź też finezyjnie żartobliwych, a dzięki potędze Internetu oglądając wspominane dzieła sztuki rzeźbiarsko-malarskiej, czytając streszczenia utworów literackich pojawiających się w powieści, słuchając omawianych utworów muzycznych na YouTube, zapoznając się ze szczegółami opisywanych wydarzeń politycznych we Francji (Wikipedia),zwiedzając miejscowości z poziomu Google Street View (przecudna Normandia!) i w międzyczasie wizytując Paryż i jego główne muzea wczesną, deszczową wiosną, próbując kremu Brulee w La Perouse.
Lektura, tak czytana, niewiarygodnie poszerzyła moje horyzonty i wiedzę o Francji, nie tylko przełomu XIX/XX wieku, ale i współczesnej.
Wspaniałe opisy salonów, zabawy "światowej", wreszcie wreszcie nieuniknionego, powodowanego przez zmiany społeczne starzenia się i zanikania tychże.
I te zdania kwitnące od wielowątkowych komentarzy do wtrąceń między aluzjami, rojące się od przecinków co dwa-trzy słowa.
Dla mnie Arcydzieło, również w przekładzie trzech tłumaczy, w tym nieodżałowanego wirtuoza języka, Tadeusza Boya-Żeleńskiego!

Usłyszałem w latach liceum, zobaczyłem w księgarni na początku studiów, kupiłem w 1996, zacząłem czytać ale przynudzało.
Solidnie zabrałem się za czytanie po 'półkowaniu' przez ponad ćwierć wieku, po ukończeniu dwóch fakultetów humanistycznych, w okolicy 50 urodzin, dając sobie rok, po pięć-osiem stron dziennie.
Czytałem wielopłaszczyznowo, dyktując sobie niemal 150 stron...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
264
90

Na półkach:

Mimo iż od początku czytania towarzyszyła mi świadomość, że Proust pisał ten cykl w prawie całkowitej samotności, jak pisał Józef Czapski – „w pokoju korkiem wybitym”, to jednak wydawało się, że na początku cyklu zanurzenie autora w swojej wyobrażonej, pięknej, quasi-autobiograficznej narracji było niemal całkowite. Wtedy w czytaniu był tylko zachwyt, niemalże inny stan świadomości. Wtedy rzeczywiście można było zachwycić się za okładkowym opisem „pięknem niektórych zdań…” Pierwszy poważny zgrzyt nastąpił w części trzeciej (Strona Guermantes),kiedy harmonia frazy ustąpiła zgiełkowi obrzydliwego życia politycznego paryskiego salonu, płytkiego i pustego, wypełnionego mnóstwem nieznaczących intryg. Wciąż jednak umysł Prousta wydaje się być TAM, w miejscu i czasie wydarzeń, które opisywał. Jeszcze piąta część (Uwięziona) przynosi reminiscencje chłodnego i lekkiego, a zarazem poetyckiego stylu znanego czytelnikowi z plaż Balbec z drugiego tomu pod wdzięcznym tytułem „W cieniu zachwytających dziewcząt.”

W części szóstej następuje zasadnicza zmiana. Zamiast kreowanych przez autora wrażeń i obrazów widzę już tylko pustą ścianę wygłuszoną korkiem. W pewnym sensie czytanie o tym, jak „Nie ma Albertyny” wydało mi się z początku bardzo komiczne. Bo rzeczywiście nie było jej ustawicznie, z tym, że ze zmieniającą się intensywnością, tak samo jak w poprzedniej części sytuacja nie zmieniała się prawie od pierwszej do ostatniej strony. Z tym, że w „Uwięzionej” rozterki głównego bohatera, wychodzące wciąż od tych samych błędów, można było jeszcze tłumaczyć z jednej strony przez ułomność natury ludzkiej, a z drugiej poprzez pozór symetrycznego uczestnictwa drugiej strony konfliktu. Wobec nieobecności Albertyny bohater został sam, ale gorączka jego myśli pędzi nadal. Marcel coraz mniej zwraca uwagę na brak odpowiedzi od świata zewnętrznego. Czytanie części szóstej przypomina trochę czuwanie przy umierającym przyjacielu, który co prawda ma nadal mój szacunek ze względu na swoje przeszłe dokonania, ale właśnie w swojej ostatniej godzinie stał się budzącym śmieszność, żałosnym egotykiem, który do zaoferowania nie ma już nic.

Czy jednak ostatnie słowa przyjaciela, słowa, nad którymi już nie może panować, nie pomogą mi zrozumieć lepiej sensu jego życia?

Mimo iż od początku czytania towarzyszyła mi świadomość, że Proust pisał ten cykl w prawie całkowitej samotności, jak pisał Józef Czapski – „w pokoju korkiem wybitym”, to jednak wydawało się, że na początku cyklu zanurzenie autora w swojej wyobrażonej, pięknej, quasi-autobiograficznej narracji było niemal całkowite. Wtedy w czytaniu był tylko zachwyt, niemalże inny stan...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
152
152

Na półkach:

Spontanicznie kultywowany i chwalebnie cyniczny eksperyment z dziedziny psychologii subiektywnej zapisany w postaci algebraicznych pierwiastków zwróconej wstecz matematyki zazdrości, z tym samym współczynnikiem natręctwa i przesady co wcześniej, ale ze znakiem minusa zamiast plusa, który nakazuje czytelnikowi przeżywać budowany z mozołem system niepokojów narratora jeszcze raz, ale od końca.

Spontanicznie kultywowany i chwalebnie cyniczny eksperyment z dziedziny psychologii subiektywnej zapisany w postaci algebraicznych pierwiastków zwróconej wstecz matematyki zazdrości, z tym samym współczynnikiem natręctwa i przesady co wcześniej, ale ze znakiem minusa zamiast plusa, który nakazuje czytelnikowi przeżywać budowany z mozołem system niepokojów narratora jeszcze...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1881 użytkowników ma tytuł Nie ma Albertyny na półkach głównych
  • 1 198
  • 670
  • 13
344 użytkowników ma tytuł Nie ma Albertyny na półkach dodatkowych
  • 225
  • 50
  • 21
  • 20
  • 17
  • 6
  • 5

Tagi i tematy do książki Nie ma Albertyny

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Nie ma Albertyny

Więcej
Marcel Proust Nie ma Albertyny Zobacz więcej
Marcel Proust Nie ma Albertyny Zobacz więcej
Marcel Proust Nie ma Albertyny Zobacz więcej
Więcej