
Kompleks 7215

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Cykl:
- Opowieści z postapokaliptycznej aglomeracji (tom 1)
- Seria:
- Fabryczna Zona
- Data wydania:
- 2014-08-27
- Data 1. wyd. pol.:
- 2014-08-27
- Liczba stron:
- 400
- Czas czytania
- 6 godz. 40 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788375749878
Warszawskie metro dwie dekady po wojnie atomowej.
Po globalnym konflikcie termonuklearnym w podziemiach zrujnowanej aglomeracji warszawskiej żyją ludzie. Chowają się przed, radiacją, mutantami i innymi zagrożeniami, które sprawiły, że życie na powierzchni przestało być już możliwe.
Borka, najemnik-intelektualista z sojuszu Kryształowy Pałac, dowódca oddziału stalkerów, podejmuje absurdalną misję odnalezienia Atomowej Kwatery Dowodzenia w Puszczy Kampinoskiej i wyrusza ze swoją drużyną w podróż na północ pierwszej linii metra, do ostatniej stacji i dalej…
Prawdziwa gratka dla miłośników ZONY, literatury wojennej i militariów.
Kup Kompleks 7215 w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oficjalne recenzje książki Kompleks 7215
W świecie metra i wyżej
Każdy, kto choć w minimalnym stopniu śledzi współczesny rynek wydawniczy, widząc debiutancką powieść Bartka Biedrzyckiego, bez mrugnięcia okiem zaklasyfikuje ją do popularnej dziś literatury ZONY, budującej futurystyczną wizję świata po zagładzie nuklearnej. Nie trzeba zaglądać do środka „Kompleksu 7215”, by takiego przyporządkowania dokonać – wystarczy rzut oka na szatę graficzną okładki i sam wymowny tytuł. Nikomu nieznany polski autor w swoich postapokaliptycznych wyobrażeniach nie jest odosobniony na literackiej arenie. Zagłada świata i życia w postaci, którą znamy z autopsji to temat niepokojący twórców z różnych biegunów literatury; na owym motywie Stephen King oparł jedną ze swoich najlepszych powieści – „Bastion”, podobnie uczynił wybitny Cormac McCarthy, tworząc fenomenalną „Drogę”, pełnymi garściami czerpią z niej współcześni twórcy słowiańscy. Biedrzycki w „Kompleksie 7215” nie miał takiego rozmachu fabularno-wizjonerskiego jak King, nie zawarł w nim również takiej emocjonalnej głębi, czego dokonał McCarthy; czy zbliżył się czymkolwiek do „Metra 2033” (i jemu podobnych pozycji) nie mnie oceniać, gdyż powieść Glukhovskiego dopiero przede mną. Moje polekturowe refleksje skłoniły mnie do wysnucia wniosku o pewnej nieporadności polskiego pisarza w konsekwentnym i pogłębionym budowaniu opowieści rodem z rzeczywistości warszawskiego metra, niemniej „Kompleks 7215” broni się ciekawie zarysowanym środowiskiem tak ludzi, jak i wszelkiej maści zmutowanych organizmów egzystujących po nuklearnej eksterminacji.
W perspektywie makro fabuła „Kompleksu 7215” skupia się na odtworzeniu warunków, jakie zapanowały w polskiej stolicy i jej okolicach (miejsce akcji) w dwudziestym pierwszym roku po Zagładzie (to czas akcji). Najdogodniejszym, bo ukrytym głęboko pod ziemią, przez co chroniącym przed zabójczą radiacją i mutantami miejscem ocalenia okazuje się warszawskie metro, gdzie z czasem ocalała ludzkość zaczyna tworzyć małe społeczności, których kształt i „ustrój” podporządkowane zostają specyfice wchodzących w jej skład członków. Wśród sojuszy i organizacji determinujących funkcjonowanie poszczególnych ludzkich zbiorowisk, wchodzących w ich skład, najważniejszą rolę w powieści pełni Kryształowy Pałac – bastion intelektualizmu, technologii i wzorowego współżycia opartego na wzajemnej pomocy, ochronie ocalałych zbiorów Biblioteki Narodowej i takiego urządzania podziemnego życia, by w jak największym stopniu przypominało ono to z zapomnianej przeszłości. Na czele społecznego porządku w Kryształowym Pałacu stoi garstka odważnych, świetnie przeszkolonych stalkerów, systematycznie dozorujących tunele, wychylających się od czasu do czasu na skażoną powierzchnię oraz zbrojnie wypuszczających się w mniej spokojne miejsca metra. Dowódcą stalkerów jest nieustraszony Borka o rudej czuprynie i męskiej postawie, któremu na oczach czytelnika przyjdzie się zmierzyć nie tyle z niebezpieczną wyprawą do tytułowej Atomowej Kwatery Dowodzenia ukrytej gdzieś w lasach Puszczy Kampinoskiej, co z osobistymi demonami przeszłości. Szkoda, że ambitny cel wyprawy stalkerów – dotarcie do Kompleksu 7215, czyli tajnej bazy wojskowej, potencjalnej ostoi cywilizacji w prawdziwym tego słowa znaczeniu – został potraktowany przez autora trochę po macoszemu, zagubił się w wielu innych fikcjonalnych sprawach i wątkach, by finale… zbić jednak czytelnika z tropu. Niestety, nawet niespodziewany koniec fabuły nie jest w stanie uratować całej historii. Tym, czego „Kompleksowi 7215” brakuje, jest przede wszystkim spójna, dynamiczna, wsysająca bez reszty akcja, bez niej nie sposób mówić o porządnej gratce dla miłośników gatunku. W powieści podoba się sposób skrojenia głównych bohaterów: są komiksowi, wzbudzający sympatię, choć trochę zbyt płascy psychologicznie i małomówni, ale gdy już ciągły tekst rozerwie dialog, to jest on kwintesencją męskiego gadania, bynajmniej nie charakteryzuje go subtelność, a oszczędność i soczystość. Biedrzycki trafnie i z pomysłem zasiedlił metro. Obok tych prawomocnych przewijają się bohaterowie wynaturzeni, fanatycy religijni, wszelkiej maści artyści, prostytutki, cyrkowcy, blade dzieci, niedobitki pamiętające czasy sprzed „dnia zero”, neonaziści, inżynierowie i brudni łachmaniarze. Przekrój społeczny metra jest jednocześnie odbiciem warunków życiowych, jakie poszczególne grupy stworzyły w wybranych odcinkach tuneli; stąd elektryczność i czyste posłania w obrębie Kryształowego Pałacu oraz brud, smród i ubóstwo w rejonach zamieszkiwanych przez damy lekkich obyczajów i sponiewieranych artystów. Wilgotne, ciemne rejony metra to wbrew pozorom również zamieszkałe miejsca. Mnożą się tam dziwaczne stworzenia i choć są rzadko spotykane, dają wyobrażenie tego, co może istnieć poza ochronnym betonem podziemnej aglomeracji.
Fani fantastyki lubią się bać. Czym jest bowiem dobra literatura spod znaku postapo bez wszelkiego rodzaju organicznych hybryd, mutantów i zdziczałych, humanoidalnych plemion egzystujących na krawędzi śmierci? „Kompleks 7215” i dwa uzupełniające go, choć z fabułą związane pośrednio, opowiadania udowadniają, że przestrzenie skażone radiacją i bronią biologiczną tylko z pozoru zieją pustką. Ekstremalnie pojęty dobór naturalny wyprodukował liczne dziwadła, co rusz zasiedlające kartki powieści. Latający zegarowy, który zamieszkuje Pałac Kultury i Nauki, biegające w sforach lupiny czy najbardziej przerażające: hekatonchejr – człekopodobny twór o trzech parach ramion oraz bytujący na cmentarzu, przypominający olbrzymiego kreta władca marionetek to potwory przemierzające zlodowaciałe, zrujnowane miasto i śmiało atakujące ludzi. Twórcza wyobraźnia Bartka Biedrzyckiego podziałała w tym punkcie i na moją. Na uwagę zasługuje również jego artystyczna wizja postnuklearnej powierzchni ziemi, choć nie jest ona niczym nowatorskim. Dominuje tu sypiący z nieba szary śnieg, przejmujący wiatr i dojmujący ziąb, ścinający zwały brudnego opadu w naturalne przeszkody, ale i potencjalne schrony. Wszystkie moje analityczno-interpretacyjne spostrzeżenia płynące z lektury „Kompleksu 7215” zbiegają się w jednym fakcie: zmutowane potwory i ludzie żyjący nie tylko w metrze, ale i poza (opowiadanie „I tak warto żyć”) w świecie postatomowym stoją na jednym szczeblu, przyszłość bowiem nie ma im nic więcej do zaoferowania.
„Kompleks 7215” to moje pierwsze spotkanie z literaturą tego pokroju, które traktuję jako miły przedsmak do powieści już aspirujących do miana kultowych. Wierzę, że Bartek Biedrzycki skreśli jeszcze co nieco z przygód odważnych stalkerów, wiele wątków zostało przecież otwartych… To, co najlepsze w „Kompleksie 7215” zaznaczyłam powyżej, na deser pozostawiłam wyrazy zachwytu nad stroną edytorską książki. Chyba jeszcze nigdy nie miałam w ręce pozycji wydanej przez Fabrykę Słów, ale jeśli wydawnictwo taką wagę przykłada do każdej swojej publikacji, to jestem mile zaskoczona. „Kompleks 7215” to książka w standardowym formacie ze skrzydełkami, na których umieszczono plan postapokaliptycznego metra z najważniejszymi dla fabuły miejscami (czytelnik nieznający Warszawy z pewnością nie zgubi się, podążając za stalkerami) oraz podobiznę i notkę biograficzną autora. Okładka jest matowa z elementami błyszczącymi, co zawsze przyciąga moją uwagę. Ponadto powieść ilustrowana jest genialnymi, czarno-białymi rysunkami Roberta Adlera, choć uważam, że jest ich o wiele za mało, bo niesamowicie wzbogaciły treść. Mam nadzieję, że przekonałam wszystkich zainteresowanych, iż debiut naszego polskiego twórcy postapo godnie, choć jeszcze z pewnym drżeniem rąk, dźwiga ciężar tworzącej się literackiej subkultury, rosnącej w zawrotnym tempie od czasu ukazania się „Metra 2033”.
Justyna Anna Zanik
Oceny książki Kompleks 7215
Poznaj innych czytelników
1771 użytkowników ma tytuł Kompleks 7215 na półkach głównych- Przeczytane 1 017
- Chcę przeczytać 736
- Teraz czytam 18
- Posiadam 358
- Ulubione 20
- Fabryczna Zona 18
- Fantastyka 13
- Chcę w prezencie 11
- Postapokalipsa 11
- Postapo 10







































OPINIE i DYSKUSJE o książce Kompleks 7215
Przyznam, że jest to dosyć dobra powieść. Poszczególne opisy są barwne, zaś akcja dynamiczna. Mamy tu przedstawioną skrajnie odrealnioną wizję post apokaliptycznego świata. Brakło mi jednak opisów różnych dziwnych stworzeń (mutantów),jakie to niby miałby powstać. Wprawdzie jest to również i tu uwzględnione, ale w innych powieściach z tej serii jest to znacznie bardziej zaakcentowane.
Mocną wadą tej książki jest słaba spójność. Autor w posłowiu podaje, że początkowo chciał napisać opowiadanie. Stąd dodał później dodatkowe fragmenty i tak powstała powieść. Są tu więc wątki zarówno sprzed zagłady, jak i z jej początków oraz akcja późniejsza.
Przyznam, że jest to dosyć dobra powieść. Poszczególne opisy są barwne, zaś akcja dynamiczna. Mamy tu przedstawioną skrajnie odrealnioną wizję post apokaliptycznego świata. Brakło mi jednak opisów różnych dziwnych stworzeń (mutantów),jakie to niby miałby powstać. Wprawdzie jest to również i tu uwzględnione, ale w innych powieściach z tej serii jest to znacznie bardziej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka miała dobre założenia i oparto ją na dobrym (chociaż nieco zużytym) pomyśle. Ale jednak czegoś zabrakło.
Zapowiada się bardzo dobrze: poznajemy głównego bohatera i jego bandę. Mimo paru podobieństw do Artema z oryginalnego Metra ani on ani jego towarzysze nie są fajnymi chłopakami. To Szturmowcy - banda wyszkolonych stalkerów i najemników którzy oprócz samodzielnych wypraw podejmują się też brudnych robót dla innych. Nie wybrzydzają, nie obchodzi ich moralna strona zadań które wykonują, nie zastanawiają się długo nad cierpieniami i śmiercią które powodują - ważna jest przede wszystkim odpowiednia zapłata.
Drużyna Borki nie jest nieśmiertelna, w trakcie przygody poniosą sporo ofiar (czasem ponoszonych w bardzo głupich okolicznościach - życie...) i wdepną w paskudne sytuacje. Nie ma tu nudnych bitew w których bohaterowie kładą trupem dziesiątki wrogów za cenę urwanego guzika i dwóch zadrapań.
Metro zbudowano według zasad zdefiniowanych przez Głuchowskiego - stacje zostały przejęte przez przedstawicieli rozmaitych opcji i wyznań oraz urządzone na ich modłę. Znajdziemy tu faszystów, naukowców, fanatyków religijnych, technokratów, policjantów, wojskowych... W sumie chyba tylko komuchów nie zauważyłem.
Drobnym odstępstwem są okoliczności zejścia do metra: na Warszawę nie spadła bomba atomowa tylko broń biologiczna. To celowa zmiana, ponieważ warszawskie metro nie jest dostosowane do roli schronu. Pozwoliło też wyjaśnić obecność mutantów: promieniowanie spowodowało mutację broni, która zamiast zabijać ludzi zaczęła przekształcać florę i faunę niczym Wirus Wymuszonej Ewolucji (FEV) ze świata Fallouta.
W takich okolicznościach zawiązuje się główna fabuła - nie chcę spojlerować, ale nie jest ona ani zbytnio oryginalna i nietrudno się domyślić że główny autor będzie wędrował i czegoś szukał.
To wszystko brzmi fajnie, prawda? Szkoda tylko że jest sporo elementów które tą fajność skutecznie psują.
Pierwszym jest potworna płycizna której doświadczamy na każdym kroku. Borka ma fajną kompanię - ale prawie niczego się o nich nie dowiadujemy i poza Strażakiem nie zapadają w pamięć. Przez to ich śmierć nie budzi żadnych emocji. Wędrujemy przez stacje z bogatą przeszłością, ale poznajemy ją tylko po łebkach - ogromna szkoda, bo potencjał jest olbrzymi i można było go pięknie rozwinąć.
Akcja jest czasami tak strasznie pocięta, doświadczamy tak dużych i nagłych przeskoków czasowych, że miałem wrażenie jakby brakowało całych rozdziałów. Widać że sporo się działo - ale dostajemy z tego tylko krótkie podsumowanie. Autor nie miał czasu albo umiejętności żeby to odpowiednio rozpisać, więc po prostu to pominął. Szkoda.
Kolejna wada to karygodne braki w opisach świata i mutantów. Nie dowiadujemy się co to właściwie jest "łupin" ani co dokładnie potrafi "telep" - polecam od razu zajrzeć na ostatnią stronę do indeksów, tam jest szczątkowy opis. Albo frakcja "słoików". Pomysł świetny, nazwa bardzo trafiona - ale poza nią prawie niczego się o nich nie dowiadujemy! Sprowadzono ich do roli zwykłego, zmarnowanego zapychacza...
Jest sporo urwanych i niekompletnych wątków których autor nie wyjaśnia ani nie rozwija. Może w kolejnych tomach?
Już nawet nie wspominam o bogatej dostępności żywności i amunicji - nauczyłem się to po prostu ignorować. Spadło z nieba, ufoludki się zlitowały nad upadającym gatunkiem ludzkim, koniec tematu.
Podsumowując: gdyby to był debiut - to powiedziałbym że nie jest źle, po prostu autor musi trochę nad sobą popracować i się rozwinąć. Widzę jednak że pan Biedrzycki trochę już napisał. I nie mam dobrych przeczuć co do kolejnych części.
Książka miała dobre założenia i oparto ją na dobrym (chociaż nieco zużytym) pomyśle. Ale jednak czegoś zabrakło.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapowiada się bardzo dobrze: poznajemy głównego bohatera i jego bandę. Mimo paru podobieństw do Artema z oryginalnego Metra ani on ani jego towarzysze nie są fajnymi chłopakami. To Szturmowcy - banda wyszkolonych stalkerów i najemników którzy oprócz...
Jako książka z serii Metro - 6/10, jako że nie podobało mi się to, że poszczególne stacje na drodze protagonistów są najczęściej po prostu mijane, jednak u Głuchowskiego każda miała jakąś historię.
Jednakże jako warszawiak od dziecka związany z metrem, jak i osoba, która miała okazję odwiedzić tytułowy Kompleks 7215, skłaniam się ku ósemce, bo jednak sporo tu smaczków i sam obiekt jest fajnie opisany, a i sama akcja trzyma w napięciu.
Sumarycznie więc 7/10. Czytam książkę drugi raz, po upływie 10 lat, tym razem także z kolejnymi tomami, zobaczymy.
Dodatkowe opowiadania też siódemkowe.
Jako książka z serii Metro - 6/10, jako że nie podobało mi się to, że poszczególne stacje na drodze protagonistów są najczęściej po prostu mijane, jednak u Głuchowskiego każda miała jakąś historię.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJednakże jako warszawiak od dziecka związany z metrem, jak i osoba, która miała okazję odwiedzić tytułowy Kompleks 7215, skłaniam się ku ósemce, bo jednak sporo tu smaczków i sam...
Książka cięta według recepty zastosowanej przez Głuchowskiego w "Metro 2033", nie ma co więc liczyć na większą oryginalność. Warte uwagi jest tylko to, że akcja dzieje się w tunelach warszawskiego metra. I czyta się to całkiem dobrze. Ale.
Oczywiście, że są "ale". Na przykład umowna psychologia postaci. Albo stwory, które - poza kilkoma będącymi ważnym elementem fabuły - nie są wcale opisane. Sama ich nazwa nic konkretnego nam nie mówi, trudno więc sobie wizualizować świat i odczuwać ewentualne zagrożenia płynące z hipotetycznych spotkań z mutantami bądź sympatyzować z postaciami, które niby twardo walczą o przetrwanie, ale akurat nie w chwilach, które nam zaserwowano. Po dotarciu do końca książki okazuje się jednak, że opisy tychże stworów – takie jednolinijkowe – autor mimo wszystko podał, tyle że w rozdzialiku pod tytułem „Indeksy”. Ale że coś takiego w książce w ogóle jest, i że zawiera przydatne do czegokolwiek informacje, to się dowiadujemy dopiero po dotarciu do owych „Indeksów”. A wtedy nam to już po nic, bo nie pamiętamy, ani kiedy, ani w jakich okolicznościach wspomniano o tym czy tamtym stworze.
Odrębna kwestia to nijakie, mocno pospieszne zamknięcie przygód Borki, niczego nie wyjaśniające, ani niczego nie koronujące. Co więcej, jeśli się wcześniej nie sprawdziło spisu treści – a wygląda jak reklama, więc da się go przeoczyć – można się niemile zaskoczyć, bo „Kompleks 7215” kończy się na stronie 247, podczas gdy książka ma tychże stron 332. Sęk w tym, że pozostałe miejsce zajmują dwa odrębne opowiadania z uniwersum, czyli „I tak warto żyć” o bezdomnym dającym przez kilka lat schronienie kilkorgu ocalałych ludzi, oraz „Ostatnia posługa” o nieletniej telepatce. Oba teksty niby jakoś tam poszerzają świat powieści, ale chyba więcej czytelniczej frajdy dałaby rozbudowa tytułowego tekstu i dopracowanie jego finału. Zwłaszcza że drugi tom trylogii wcale nie jest kontynuacją przygód Borki.
Jako że lubię książki postapo i generalnie fantastykę osadzoną w Warszawie, to sięgnę po kolejne dwa tomy cyklu, ale nie liczę raczej na bogate czytelnicze doznania...
Książka cięta według recepty zastosowanej przez Głuchowskiego w "Metro 2033", nie ma co więc liczyć na większą oryginalność. Warte uwagi jest tylko to, że akcja dzieje się w tunelach warszawskiego metra. I czyta się to całkiem dobrze. Ale.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOczywiście, że są "ale". Na przykład umowna psychologia postaci. Albo stwory, które - poza kilkoma będącymi ważnym elementem fabuły -...
Ciekawa koncepcja przerobienia Metra na rodzime realia. Brakuje polotu i głębi, ale na tle polskich postapo wypada dobrze. Trochę krótka, przez co autor dołączył dodatkowe opowiadania z uniwersum, nie wnoszą one jednak nic do głównego wątku i jak dla mnie są zbędne. Mimo wszystko historia warta poznania.
Ciekawa koncepcja przerobienia Metra na rodzime realia. Brakuje polotu i głębi, ale na tle polskich postapo wypada dobrze. Trochę krótka, przez co autor dołączył dodatkowe opowiadania z uniwersum, nie wnoszą one jednak nic do głównego wątku i jak dla mnie są zbędne. Mimo wszystko historia warta poznania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrudno mi nawet powiedzieć coś konkretnego o tej pozycji. Z jednej strony Bartek Biedrzycki ma bardzo dobre pióro, operuje bardzo bogatym, ale przy tym przystępnym językiem i wykreował atrakcyjny obraz postapokaliptycznej Warszawy i okolic. Z drugiej strony napisał dziwne dzieło, będące kombinacją przeciętnej mikropowieści i kilku doklejonych do niej opowiadań, tworząc z tego dziwny amalgamat treści nierównej, pospiesznej, urywanej.
Świat przedstawiony jest kombinacją wielu znanych dzieł opowiadających o świecie po wojnie atomowej. Najwięcej w tym osobiście widzę STALKERa (z czym autor się nie kryje, postacie same na siebie tak mówią) oraz Metra od Głuchowskiego. Dostajemy w sumie fajny pomysł na fabułę, która ostatecznie, bez wchodzenia w szczegóły, zdaje się nie dochodzić donikąd. Akcja momentami gna, a momentami się ciągnie, wiele wątków jest urwanych, a pojawia się, można by powiedzieć, tylko jako zapychacze w tej krótkiej jednak książce. W momencie, w którym czytelnik spodziewa się finału, ten nie nadchodzi, a właściwa powieść kończy się, by dać pola opowiadaniom, które, znowu, wciśnięte tam są chyba tylko po to, by przedłużyć całość, a w których podbudowy jest więcej niż samej akcji.
Ta książka wprowadza w świat, daje obietnice wartkiej akcji, poznawania sekretów post-nuklearnej rzeczywistości, a potem tych obietnic nie realizuje. Ostatecznie książkę od bycia marną ratuje bardzo atrakcyjna forma podania, ale tylko tyle. Traktować jako przeciętne czytadło do zabicia czasu dla fanów realiów postapokaliptycznych.
Trudno mi nawet powiedzieć coś konkretnego o tej pozycji. Z jednej strony Bartek Biedrzycki ma bardzo dobre pióro, operuje bardzo bogatym, ale przy tym przystępnym językiem i wykreował atrakcyjny obraz postapokaliptycznej Warszawy i okolic. Z drugiej strony napisał dziwne dzieło, będące kombinacją przeciętnej mikropowieści i kilku doklejonych do niej opowiadań, tworząc z...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMożna powiedzieć, że to kopia Metro 2033 Dmitryia Glukhovskiego. Tak, oczywiście zachowuje pewne wzorce. Jednak, czy nie jest fajnie mieć swoje "polskie Metro"? Historia jest całkiem fajnie opowiedziana. Nie jest to powieść pokroju Tolkiena, czy innych wielkich autorów. Natomiast bardzo przyjemnie się czyta.
Można powiedzieć, że to kopia Metro 2033 Dmitryia Glukhovskiego. Tak, oczywiście zachowuje pewne wzorce. Jednak, czy nie jest fajnie mieć swoje "polskie Metro"? Historia jest całkiem fajnie opowiedziana. Nie jest to powieść pokroju Tolkiena, czy innych wielkich autorów. Natomiast bardzo przyjemnie się czyta.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKarwa fa!
No i nie doczytałam do końca.... A zapowiadało sie tak pięknie! Tak fantastycznie, tak jak na Zone przystało.
Tym czasem totalnie znudziły mnie rozdziały poświęcone klanom, wewnętrznym wojnom i rozlewie krwi tunelowego pokolenia... Jakież to ludzkie....
Gdzie ci Stalkerzy? Gdzie te atomowe kwiaty nowego polenia....???
Na chwilę załapię drugi tom, ale po tym co tu zastałam, nie spodziewam po nim się zbyt wiele....
Karwa fa!
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNo i nie doczytałam do końca.... A zapowiadało sie tak pięknie! Tak fantastycznie, tak jak na Zone przystało.
Tym czasem totalnie znudziły mnie rozdziały poświęcone klanom, wewnętrznym wojnom i rozlewie krwi tunelowego pokolenia... Jakież to ludzkie....
Gdzie ci Stalkerzy? Gdzie te atomowe kwiaty nowego polenia....???
Na chwilę załapię drugi tom, ale po tym co...
Kojarzycie te filmy na polsacie? Pierwsze 10 minut fabuły wgniata w fotel i biegniesz robić popcorn bo ho ho ale będzie.... No i okazuje się, że te 10 minut było świetne, a reszta to takie rozmyte pitu pitu i walka na pięści obowiązkowo w fabryce na zadupiu o północy. Dokładnie tak wygląda zarys książki kompleks.
Kojarzycie te filmy na polsacie? Pierwsze 10 minut fabuły wgniata w fotel i biegniesz robić popcorn bo ho ho ale będzie.... No i okazuje się, że te 10 minut było świetne, a reszta to takie rozmyte pitu pitu i walka na pięści obowiązkowo w fabryce na zadupiu o północy. Dokładnie tak wygląda zarys książki kompleks.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNawet nie zauważyłam kiedy skończyłam audiobooka, niestety w tym nie poztywnym znaczeniu. Fabuła nie przyciągała mojej uwagi. Wydarzenia nudnawe, było kilka ciekawszych momentów, ale za mało. Zero przywiązania do bohaterów czy jakichkolwiek względem nich uczuć. Byli miałcy, nieinteresujący.
Ze wszystkich na ten moment przeczytanych przeze mnie książek o tematyce Stalkerów, ta jest najgorsza.
Nawet nie zauważyłam kiedy skończyłam audiobooka, niestety w tym nie poztywnym znaczeniu. Fabuła nie przyciągała mojej uwagi. Wydarzenia nudnawe, było kilka ciekawszych momentów, ale za mało. Zero przywiązania do bohaterów czy jakichkolwiek względem nich uczuć. Byli miałcy, nieinteresujący.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZe wszystkich na ten moment przeczytanych przeze mnie książek o tematyce Stalkerów,...