Niezwyciężony. Tom I

Okładka książki Niezwyciężony. Tom I autora Peter Englund, 8389929988
Okładka książki Niezwyciężony. Tom I
Peter Englund Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza Finna Seria: Złota Seria [FINNA] historia
616 str. 10 godz. 16 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Seria:
Złota Seria [FINNA]
Tytuł oryginału:
Den oövervinnerlige
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
616
Czas czytania
10 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
8389929988
Tłumacz:
Wojciech Łygaś
Średnia ocen

8,5 8,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Niezwyciężony. Tom I w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Niezwyciężony. Tom I

Średnia ocen
8,5 / 10
36 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Niezwyciężony. Tom I

avatar
341
75

Na półkach:

(opis dotyczy obu tomów) Jedna z najciekawszych książek historycznych, jakie przeczytałem. Nie jest to tylko biografia Karola X Gustawa, tylko obraz epoki przemian: przemian miast, które po upowszechnieniu armat przestały być niezależne od władców (mury kruszały),zmian w prowadzeniu wojen (wzrost znaczenia piechoty i mas ludzi),zmian po wynalezieniu druku (upowszechnienie reformacji i nowych nurtów religijnych) i wiele innych. Słowem: wjeżdżamy w galobem w nowoczesność jak na stronie tytuowej. Ciekawe spojrzenie na Rzeczpospolitą i jej problemy, ale takżde na podobieństwa RP z Danią czy Szwecją, brawurowe akcje (przejście po lodzie!),historia oczami zwykłych i niezwykłych ludzi.

(opis dotyczy obu tomów) Jedna z najciekawszych książek historycznych, jakie przeczytałem. Nie jest to tylko biografia Karola X Gustawa, tylko obraz epoki przemian: przemian miast, które po upowszechnieniu armat przestały być niezależne od władców (mury kruszały),zmian w prowadzeniu wojen (wzrost znaczenia piechoty i mas ludzi),zmian po wynalezieniu druku (upowszechnienie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1306
1262

Na półkach: , , , , , , , ,

Pierwszy tom nietypowej biografii Karola X Gustawa, króla Szwecji z dynastii Wittelsbachów (z Wazów po kądzieli),tego władcy, który najechał Rzeczpospolitą w 1655 rozpoczynając tzw. „potop”. Ale ten opis nie wyczerpuje tematu książki.
Szwedzki historyk, obdarzony niewątpliwym talentem literackim, świetnie opisuje kulisy działań dyplomatycznych i militarnych. Sam zaś opis wojen jest daleki od znanego z prac naszych historyków. Zero szwedzkiego odpowiednika narracji bogoojczyźnianej, pokazywania wojny w kontekście walk narodowowyzwoleńczych (w sytuacji, gdy nie istniała jeszcze świadomość narodowa w dzisiejszym tego słowa rozumieniu, a jedynie pojęcie „narodu szlacheckiego”) czy romantyczne wizje przygodowego bohaterstwa. Peter Englund widzi w wojnie przede wszystkim „krew, pot i łzy” a także choroby i epidemie, dezercje, napady i rekwizycje żywności i zwierząt, bunty w oblężonych miastach. Nie brak bardzo ciekawych informacji o organizacji armii, zaciągach, uzbrojeniu, aprowizacji, strukturze poszczególnych związków taktycznych, przemieszczaniu się, obozowaniu, taktykach wojny oblężniczej z obu stron. Do tego jeszcze Englund jest bezstronny. Opisuje zalety i wady (w tym zbrodnie) obu stron. Pokazuje, że w czasie potopu polska husaria była już bezsilna wobec dobrze zorganizowanej zachodniej artylerii i piechoty, aczkolwiek cały czas wystarczająca do walki z najeźdźcami ze wschodu (Moskale, Kozacy) orz południa (Tatarzy, Turcy). Widać przy tym, że nasi historycy chętnie deprecjonują szwedzkie zwycięstwo pod Warszawą, wyolbrzymiając znaczenie takich potyczek jak bitwa pod Warką czy Prostkami. Ale Szwed pokazuje, że wojna nie sprowadzała się do bitew i oblężeń, a więcej ofiar pociągały za sobą choroby i epidemie niż starcia na polu walki.
Autor umie przy tym świetnie wyważyć proporcje pomiędzy faktami a ich analizą, historią polityczno-wojskowa a społeczną, a nadto świetnie pokazuje historie pojedynczych osób, które los rzucił w odmęty historii (jak szkocki najemny żołnierz i szwedzka córka wybitnego dowódcy).
Do tego jeszcze pokazuje, że sytuacja Szwedów była w tym czasie równie niebezpieczna jak Rzeczpospolitej. Cały czas istniało ryzyko wojny z Danią, a nawet Brandenburgią i tak jak w przypadku naszego kraju (a raczej jego poprzedniczki) kraj Trzech Koron padł ofiarą agresji ze strony Moskali.
Tylko, tak jak w przypadku książki „Lata wojny”, tłumaczenie jest słabe jeśli chodzi o ogólną wiedzę humanistyczną tłumacza. Greko-katolicy są pomyleni z prawosławnymi, czasami używa polskich egzonimów nazw własnych (np. Szczecin) a czasami zapomina (Oland zamiast Olandii),podobnie z niektórymi nazwiskami, Brünn to nic innego jak morawskie Brno, a "Dyna" to po polsku Dźwina.
Tak czy inaczej znakomita i bardzo interesująca lektura, pokazująca to, co niby znamy, ale z innej perspektywy. A do tego niezwykle ciekawie napisana.
Przeczytane w ramach listopadowego wyzwania – książka z pomarańczową okładką.

Pierwszy tom nietypowej biografii Karola X Gustawa, króla Szwecji z dynastii Wittelsbachów (z Wazów po kądzieli),tego władcy, który najechał Rzeczpospolitą w 1655 rozpoczynając tzw. „potop”. Ale ten opis nie wyczerpuje tematu książki.
Szwedzki historyk, obdarzony niewątpliwym talentem literackim, świetnie opisuje kulisy działań dyplomatycznych i militarnych. Sam zaś opis...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
555
379

Na półkach: ,

Mogła to być przeładowana nazwiskami, datami i miejscowościami biografia tylko dla fascynatów. Mogła. Ale za ocenę szwedzkiego króla wziął się wybitny pisarz Peter Englund. Dodał mnóstwo serca, olbrzymią dawkę historii i wyszło epickie arcydzieło.
Bardzo ciekawe spojrzenie na to, jak, powiązany z rodziną królewską, watażka z wojny trzydziestoletniej, gubernator jakiejś, zapomnianej szwedzkiej wyspy, został wielkim królem.

Jest też dużo o Polsce. Jestem dość surowym recenzentem, ale ta opowieść mnie porwała.

Mogła to być przeładowana nazwiskami, datami i miejscowościami biografia tylko dla fascynatów. Mogła. Ale za ocenę szwedzkiego króla wziął się wybitny pisarz Peter Englund. Dodał mnóstwo serca, olbrzymią dawkę historii i wyszło epickie arcydzieło.
Bardzo ciekawe spojrzenie na to, jak, powiązany z rodziną królewską, watażka z wojny trzydziestoletniej, gubernator jakiejś,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

149 użytkowników ma tytuł Niezwyciężony. Tom I na półkach głównych
  • 107
  • 40
  • 2
40 użytkowników ma tytuł Niezwyciężony. Tom I na półkach dodatkowych
  • 23
  • 4
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Niezwyciężony. Tom I

Inne książki autora

Peter Englund
Peter Englund
Absolwent archeologii, filozofii i historii, z której doktoryzował się na Uniwersytecie w Uppsali. Specjalizuje się w okresie świetności Szwecji w wieku XVII. Jego książki sprzedają się w Szwecji w dużych nakładach (ponad 200 tys. egzemplarzy) i są tłumaczone na wiele języków. W 2002 Peter Englund został członkiem Akademii Szwedzkiej, od 1 czerwca 2009 jest jej sekretarzem.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Karol XII Zbigniew Anusik
Karol XII
Zbigniew Anusik
Bardzo dobra biografia i bardzo dobrze napisana książka historyczna. Opis dzieciństwa jest dość krótki, ale też niewiele się wtedy wydarzyło w życiu króla. Od momentu natomiast sprzed wybuchu III-ciej wojny pólnocnej, książka opisuje życie Karola niemal miesiąc po miesiącu. Pozycja pokazuje także losy wielu postaci towarzyszących królowi w jego tułaczkach (między innymi Stanisława Poniatowskiego, ojca przyszłego króla Polski). Wyszczególnione są arkana ówczesnej dyplomacji, sztuki wojennej. Kwestią pierwszorzędną jest natomiast tytułowy władca: jego zwycięstwa, porażki, niepowodzenia. Autor próbuje odmalować, w najdrobniejszych szczegółach, charakter tego człowieka, także poprzez przytaczanie osobistych relacji innych osób, w tym pamiętników. Ciekawy jest nasz wątek narodowy, a rozdziału na ten temat nie można chyba było lepiej zatytułować - ,,W Polskim labiryncie". Nietrwałość i chwiejność stanowisk polskiej szlachty oraz mozaika magnackich ,,państw w państwie" przyprawiły Karola XII o niemały ból głowy. Dużym plusem są także, chyba nie dość dobrze znane, losy króla w Turcji. Refleksja nasuwa się sama, - Turcja od początku XVIII wieku do dnia dzisiejszego pozostaje państwem, z którym, ze względu na jej położenie, trzeba się ciągle dogadywać, licząc na jej pomoc w jakimś międzynarodowym przedsięwzięciu. Jedynym drobnym minusikiem jest pozostawienie dość dużego niedosytu w kwestii śmierci Karola XII. Autor dobitnie ukazuje pewną teorię, której nie nazwałbym spiskową i, która do mnie przemawia. Temat nie jest jednak rozwinięty, a szkoda. Polecam zdecydowanie.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na98 lat temu
Lata wojen Peter Englund
Lata wojen
Peter Englund
Modelowa historyczna książka popularnonaukowa. Autor przedstawia kluczowy okres w historii Szwecji, czyli lata 1625 – 1656, wybierając sobie za bohatera Erika Jönssona Dahlberga, późniejszą ważną postać z historii tego kraju. Nie jest to przy tym biografia czy podręcznik historii politycznej, czy nawet esej bądź publicystyka historyczna. Najlepszą definicją byłoby określenie tej pozycji, jako popularnonaukowej monografii XVII-wiecznej wojny, sposobów jej prowadzenia i konsekwencji. Pokazując losy bohatera, Erika - na razie Jönssona, autor wyjaśniając tło wydarzeń omawia genezę i przyczyny wojny trzydziestoletniej, jej przebieg, główne bitwy, rokowania pokojowe, a przede wszystkim wojenne realia, z lubością pomijane przez historyków. Gdy Erik lub inne postacie bądź wydarzenia historyczne stykają się z jakimś problemem, autor opisuje jak sobie radzono z nim w XVII wieku (np. edukacja dzieci, ówczesne zwyczaje żywieniowe, stroje, działanie poczty, logistyka transportów wojskowych etc.). Zasadniczo kulisy treści ograniczają się do basenu Morza Śródziemnego oraz krajów zaangażowanych w wojnę trzydziestoletnią (i Rzeczpospolitej Obojga Narodów),ale są krótkie wypady do Nowego Świata, Stambułu czy wybrzeży Afryki. Książka rozpoczyna się odpisu bitwy pod Warszawą, niezbyt miłego oczom czytelników przyzwyczajonych do bogoojczyźnianego stylu pisania o wojnach naszych przodków (ani naszym wikipedystom, którzy nie chcą się przyznać do przegranej w tej batalii). Pokazuje archaiczność ówczesnego modelu polskiej wojskowości, w tym husarii, wielbionej przez fanów polityki historycznej. Autor trafnie zauważył, że zarówno ta formacja,jak i reszta polskiej kawalerii sprawdzała się w walkach z wrogami ze wschodu (Tatarzy, Turcy, Moskwa),ale już nie z zachodnimi (i istotnie, poza Kircholmem i małą bitwą pod Trzcianą nasza konnica nie radziła sobie ze Szwedami). Wbrew niektórym opiniom Englund nie oszczędza swoich rodaków. System polityczno-ekonomiczny Szwecji był delikatnie mówiąc daleki od ideału. Armia wcale tak dobrze nie wyekwipowana ani zorganizowana (aczkolwiek lepiej od naszej oraz habsburskiej),a jej dowódcy byli przede wszystkim pazerni na łupy. Opis wygranych bitew nie pokazuje „chwały szwedzkiego oręża”, tylko „krew pot i łzy” na polu walki oraz ogromną niekompetencję dowódców stron przeciwnych. Zamiast zalewu nazw i nazwisk mnóstwo łatwo przyswajanych informacji – np. o tym, że większość strat wśród żołnierzy była spowodowana chorobami i dezercjami, a nie śmiercią na polu bitwy, trupy były odzierane z odzieży i wszystkiego co wartościowe, w szwedzkiej armii tylko 1 na 12 żołnierzy pochodził z terenu tego kraju (w którym nota bene nie było pańszczyzny),a w riksdagu swoje przedstawicielstwo mieli nawet chłopi, królowa Krystyna nie była ani ładna ani romantyczna, ani cnotliwa, geneza szwedzkiego pieczywa chrupkiego miała bardzo przyziemny charakter, zdobyte armaty często były bezwartościowe z uwagi na inny kaliber kul, a Wiedeń był wówczas dużo mniejszy od Pragi. Natomiast, o czym autor nie pisze wprost, jednym w czym ówczesna Szwecja górowała nad resztą krajów europejskich był stosunkowo łatwy awans do elity. I dla ludzi wywodzących się z chłopstwa, jak bohater książki jak i dla obcych oficerów (głównie Niemców),kupców i przemysłowców (głównie Holendrów),później przeważnie uszlachcanych. I te różnice w kompetencjach m.in. dowódców czy organizatorów funkcjonowania armii były tak naprawdę siłą ówczesnego kraju Trzech Koron. To wszystko pokazuje bardzo dobre rozłożenie akcentów pomiędzy historię elit, a całej reszty ówczesnych społeczeństw. Ale w beczce miodu jest i łyżka dziegciu. Przekład tragiczny pod względem kulturowym i fatalna redakcja. Tłumacz nie wiedział, a wydawca nie sprawdził, że m.in. Brünn to nic innego jak morawskie Brno. Trier to Trewir, a Regensburg to Ratyzbona. Lewobrzeżna Praga to Mala Strana, a nie Małe Miejsce, a "Dyna" to po polsku Dźwina, uchodząca do Bałtyku w Rydze (i bitwa nad Dźwiną a nie pod Dyną). Źle wygląda nie stosowanie imion i nazwisk części panujących zgodnie z obowiązująca u nas tradycją. Czyli jest jeszcze cesarz Ferdynand II i III, ale zamiast Jerzego Rakoczego pojawia się … Georg (jeśli już to powinien występować jako György) Rakoczi, zamiast elektora saskiego Jana Jerzego – Johan Georg von Sachsen, a w miejsce elektora brandenburskiego Jerzego Wilhelma – Georg Wilhelm von Brandenburg. Książęta Kolonii i Moguncji byli arcybiskupami tych archidiecezji, a nie władcami. W husarii służyli husarze, a nie huzarzy, którzy posługiwali się nie lancami, a znacznie dłuższymi kopiami itd. Nie wystarczy znać język, trzeba bardzo dobrze rozumieć treść tłumaczonego dzieła. Brakuje też objaśnień wielu terminów czy wyjaśnień związanych z nazwami geograficznymi czy poszczególnymi postaciami historycznymi. To wszystko wpływa niestety na ocenę całości. Tym niemniej książkę, mimo jej solidnej objętości (800 storn) pochłania się szybko i z dużą satysfakcją. Tym bardziej, że odbrązawia dawne „sztuki” – zarówno wojenną, jak i dyplomatyczną.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na83 lata temu
Dezerterzy. Ostatnia nieopowiedziana historia II wojny światowej Charles Glass
Dezerterzy. Ostatnia nieopowiedziana historia II wojny światowej
Charles Glass
Niesłychanie ciekawa książka, co zresztą jest charakterystyczne dla pozycji omawiających problemy nad którymi nigdy wcześniej się nie zastanawialiśmy... "Szeregowy Stephen James Weiss z kompanii "C" 1. batalionu 143. pułkowej grupy bojowej 36. Dywizji Piechoty drżał wraz z każdym wstrząsem ziemi. Jego płytki okop nie chronił przed lawiną ognia i stali. Wokół niego umierali ludzie. To było więcej niż mógł znieść.Dlatego po prostu poszedł sobie stamtąd". Jaka jest ogólna wiedza przeciętnego Kowalskiego, nawet takiego, który interesuje się historią, o dezerterach? Ot, tchórze dla których tylko kulka w łeb... a jednak zjawisko było przecież dużo głębsze, bardziej skomplikowane i często wręcz tragiczne. Autor najpierw omawia ogólnie dezercje na frontach różnych wojen (przede wszystkim I Wojna Światowa),potem jednak skupia się na przypadkach w armiach amerykańskiej i brytyjskiej podczas II Wojny Światowej. 1% - to wydaje się tak niewiele, jednak 150 tys - to już liczba poważna. Przekonanie, że kara śmierci była normą za ten postępek - runie w gruzach po przeczytaniu już pierwszych kilkunastu kartek - okazuje się, że wykonano ją tylko na jednym żołnierzu, którego przypadek jest w książce dokładnie omówiony. W trzech księgach, na które książka jest podzielona ("Chłopcy stają się żołnierzami", "Żołnierze stają się dezerterami", "Sąd wojenny") znajdujemy m.in. omówienie sposobów unikania poboru lub wysłania na front oraz przyczyn dezercji , czasem zupełnie zrozumiałych jak: bezustanny strach, widok ginących i masakrowanych towarzyszy (a czasem nawet potrzeba ich dobicia),kiepskie dowództwo, któremu nie można ufać, poczucie niesprawiedliwości (na 3mln żołnierzy realnie walczyło ok 325tys, reszta siedziała na tyłach, często obijając się i kombinując na czarnym rynku!),kłopoty zaopatrzeniowe (nawet bym nie pomyślała, że żołnierz amerykański, tak często pokazywany w filmach jako dobroczyńca rozdający dzieciom czekoladę, sam mógł cierpieć głód),tęsknota za bliskimi, brak kobiet i problemy psychiczne związane m.in. z wyczerpaniem bojowym. Autor omawia również przypadki dezercji zupełnie odmiennych, jak ucieczka z bezpiecznych tyłów na pierwszą linię frontu lub przyłączenie się do Resistance ...Pokazuje, że często głównym zajęciem dezertera wcale nie było ciągłe ukrywanie się (jak to sobie przecież zazwyczaj wyobrażamy),lecz spędzał on czas bardzo "kreatywnie i produktywnie" w różny, nieraz niechlubny sposób: udzielając się na czarnym rynku czy zostając gangsterem. Dowiemy się jakie były sposoby zapobiegania ucieczkom,wyłapywania dezerterów, jak wyglądało życie żołnierzy poza walką , a także w więzieniu (już po złapaniu),pobyt w ośrodku szkolenia karnego ,"niezawisłe" sądy wojskowe oraz jakie były "kompetencje" obrońców . Autor poruszył również ciekawy temat kłopotów z wykonywaniem wyroków śmierci na żołnierzach skazanych za inne przestępstwa (w przeciwieństwie do dezercji, w takich przypadkach jak morderstwo lub gwałt, kary śmierci były orzekane i wykonywane) oraz jak sobie z nimi poradzono (był np.problem ze znalezieniem odpowiednio wykwalifikowanego kata). Bogactwo zagadnień omówione na przykładach konkretnych osób (oprócz trzech głównych postaci, wiele innych) i okoliczności. Razem z nimi znajdujemy się w północnej Afryce potem w Normandii i Prowansji, uczestniczymy w działaniach, wzruszając się, przerażając,oburzając a czasem mocno dziwiąc. Oprócz żołnierskich losów- kawał historii II Wojny Światowej i, co najważniejsze , kolejna luka w wiedzy o tym konflikcie - wypełniona.
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na84 lata temu
1453. Upadek Konstantynopola Roger Crowley
1453. Upadek Konstantynopola
Roger Crowley
Biegu dziejów nie da się oszukać. Trąci to trochę historycznym determinizmem, ale pewne rzeczy prędzej czy później muszą nadejść. Gdy naprzeciwko siebie staje połykająca kolejne terytoria wschodząca potęga i dogorywające państewko, ograniczone praktycznie do murów jednego miasta, wynik starcia może być tylko jeden. Jak w ewolucji – silniejszy byt wypiera słabszy. Cesarstwo Bizantyńskie znikło w mrokach dziejów, by zrobić miejsce dla nowego dominatora w tej części świata – Imperium Osmańskiego. Jak doszło do tego, że po jednym z najświetniejszych organizmów państwowych średniowiecza pozostały tylko mury wiekowych świątyń i mające wybitnie pejoratywne znaczenie określenia „bizantynizm” i „bizantyński”? Musimy się cofnąć w czasie o sześć wieków, a pomoże nam w tym lektura książki Rogera Crowleya „1453. Upadek Konstantynopola”. Roger Crowley to angielski pisarz (urodzony w 1951 roku),nie historyk, ale absolwent literatury angielskiej na uniwersytecie w Cambridge. Jego dorobek jest skromny, ale każda z trzech książek tego Autora spotykała się z uznaniem środowiska. Życie, praca i podróże po krajach śródziemnomorskich określiły teren jego zainteresowań. „1453. Upadek Konstantynopola” to jego druga po „Morskich imperiach”książka, która ukazuje się w naszym kraju. Na wydanie czeka jeszcze historia Wenecji „City of Fortune”. Polski czytelnik otrzymuje do ręki „Upadek…” osiem lat po premierze. Książka Crowleya to opowieść „o odwadze i okrucieństwie, technicznej przemyślności i szczęściu, tchórzostwie, uprzedzeniach i tajemnicach”, a przede wszystkim o mieście, które muzułmanie nazywali „Czerwonym Jabłkiem”, „kością w gardle Allacha”, „miastem, którego pożąda świat”. Już Mahomet przewidywał, że przyjdzie taki dzień, że wyznawcy wiary narodzonej na arabskiej pustyni zdobędą Konstantynopol. Próbowali kilkukrotnie. Zawsze bezskutecznie. Mieszkańcy Konstantynopola – Rzymianie, jak sami siebie nazywali – liczyli na to, że i wiosną 1453 roku obronią swoje miasto. Nie bez podstaw, bo jak dotąd tylko raz udało się je zająć wrogom, i to najmniej oczekiwanym, bo członkom IV krucjaty (w 1204 roku. Bizancjum było oblegane ponad dwadzieścia razy, ale murów cesarza Teodozjusza z V wieku od strony lądu nikomu nie udało się sforsować. Zdobycie miasta przez Turków osmańskich poprzedził wiek epidemii, katastrof naturalnych, postępującej biedy. Nic więc dziwnego, że morale ludności było niskie. Ale w rodzącym się Imperium Osmańskim też nie było idealnie. Państwem wstrząsały wewnętrzne konflikty, sporo energii pochłaniały też walki z Węgrami. W końcu sułtan Murad II doszedł do wniosku, że jego państwo nie będzie bezpieczne, dopóki Konstantynopol pozostanie enklawą chrześcijaństwa na jego terytorium. W testamencie dla syna, Mehmeda II, przekazał mu, aby w końcu zdobył to miasto. Oblężenie było też starciem wybitnych osobowości – Mehmeda i cesarza Konstantyna XI Paleologa. Przyszło im jednak działać w zupełnie innych okolicznościach. Jeden rządził państwem w przeddzień szczytu potęgi; drugi praktycznie już tylko odliczał czas do końca panowania. Obaj skończyli też zupełnie inaczej: Mehmed otrzymał tytuł Fatih (Zdobywca),z kolei wypchaną słomą głowę cesarza obwożono po państwie Turków na dowód zwycięstwa nad niewiernymi. Autorów należą się pochwały za plastyczne i drobiazgowe – ale nie nużące – przedstawienie opisu oblegania stolicy cesarstwa wschodniorzymskiego. Crowley przyznaje, że „raport z oblężonego miasta” może być niedokładny, a miejscami zawierać może i błędy. Autor korzystał z nielicznych źródeł z epoki, głównie powstałych w obozie chrześcijańskim. Musiał więc odrzucić skłonność do przesady średniowiecznych kronikarzy, oddzielić fakty od legend. Udało mu się to, choć przyznaje, że nie w pełni poradził sobie z rekonstrukcją wydarzeń. Jednak te niedociągnięcia – nawet jeśli komuś uda się je uchwycić – nie zabierają przyjemności płynącej z lektury. To też interesująca nauka technik oblężniczych późnego średniowiecza i zapowiedź nowej – masowego ostrzału artyleryjskiego. Przyznam, że podczas czytania książki migały mi przed oczami obrazki z trzeciej części „Władcy Pierścieni” – scen oblegania stolicy Gondoru, Minas Tirith… „Upadek…” ukazał się nakładem Domu Wydawniczego Rebis. To rękojmia, że otrzymujemy do rąk książkę wydaną na bardzo dobrym poziomie. W tym konkretnym przypadku – w twardej oprawie, z licznymi ilustracjami, po świetnej robocie edytorskiej i redakcyjnej.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na72 lata temu
Minnesota 1862 Jarosław Wojtczak
Minnesota 1862
Jarosław Wojtczak
WRAŻENIA Z LEKTURY 'MINNESOTA 1862' Muszę przyznać, że to chyba najlepszy 'habek' od Wojtczaka, jaki czytałem od długiego czasu. Narracyjnie i konstrukcyjnie jest o wiele bardziej przejrzysty i przyjemny niż inne 'indiańskie' pozycje spod jego pióra, jak Sand Creek, czy jego ostatnie monografie o innych bataliach i regionach, jak Bosworth, Filipiny itd. Jedyny minus i utrudnienie to te ciągłe wywody na temat rodowodów poszczególnych Indian i nagroda Nobla należy się temu kto zapamięta coś z tekstów pokroju: "wódz Wintapa zwany Małym Wyżłem lub Dużym Orłem, który był synem Oliviera Guerre zwanego Dużym Niedźwiedziem lub Ryczącym Kogutem, półmetysa, z wioski Garłakiti szczepu Tikitiki, plemienia Górnych Sisetonów, z odłamu Dolnych Sisetonów, którego żoną była matka siostry kuzynki Siedzącego Koczkodana, zwanego Fajczącym Henrykiem, który walczył u boku Louisa i Clarka w wojnie przeciw Czipewejom i Brytyjczykom, choć sam był pół Czipewejem i ćwierć Brytyjczykirm i potem zmienił strony... itd itd" ;) Zresztą sam autor zdaje się momentami w tym gubić skoro np jeden z największych zbrodniarzy wśród czerwonoskórych, Przecięty Nos, na zdjęciu jest już podpisany jako 'Ucięty Nos". Natomiast same opisy powstania Siuksów są już jak najbardziej strawne i nie ma problemu ze zorientowaniem się w przebiegu poszczególnych starć. Nazwałbym Minnesotę naprawdę "przyjemną" lekturą, gdyby nie oczywista brutalna treść, to jest mrożące krew w żyłach morderstwa na niewinnych osadnikach, kobietach, dzieciach, chorych, ciężarnych i starcach, ba, mieszańcach i nawet ludziach wychowanych wśród Indian, wyrzynanie całych rodzin i miasteczek, stosowanie forteli celem wybicia uciekinierów na wozach, itd itd, które to sceny niestety trwają praktycznie do samego końca :( Tutaj zabrakło mi zresztą pewnego podsumowania ze strony autora, oceny dlaczego powstanie przybrało tak potworny obrót, przypominający raczej planową eksterminację białych na masową skalę, i oceny w jakim stopniu był za to odpowiedzialny wódz Mała Wrona. Wojtczak zdaje się go tłumaczyć, tym, że on "nie chciał, ale musiał", choć trudno nie zauważyć, że postać ta zrobiła niewiele by ograniczyć rozlew niewinnej krwi, a i biali ginęli spod ręki jego ludzi do niemal ostatnich chwil jego życia, nawet gdy zostało mu niewiele ponad tuzin podwładnych. Brak tu także stwierdzenia czy winnych mordów udało się w większości złapać i ukarać, bo jest co prawda dokładny opis iluś procesów i egzekucji, a na końcu także aneks z wykazem powieszonych Siuksów, ale na logikę wydaje mi się, że w rzezi 500-800 białych musiało uczestniczyć dużo więcej niż tych 40-kilku znanych z imienia lub nazwiska. Tak samo rzecz się tyczy gwałcicieli. Zresztą, widząc w warstwie ilustracyjnej zdjęcia zrekonstruowanego fortu i pomnika "ku czci powstańców" miałem nadzieję, że autor jakoś odniesie się do pamięci o tamtych wydarzeniach w kulturze, wśród dzisiejszych białych i dzisiejszych Indian, niestety tego również brak. Jest za to sporo map, choć trudno mi ocenić ich przydatność, bo nie każda z nich jest czytelna. Pewnym minusem może być także brak opisu uzbrojenia Siuksów, bo choć potrafię sobie wyobrazić ich oręż dzięki dziesiątkom obejrzanych westernów, to jednak po lekturze nadal tak do końca nie wiem czym i w jaki sposób Indianie walczyli i mordowali podczas pamiętnego 1862 roku... PS. Mam mieszane uczucia co do okładki, z jednej strony w całości, gdy się ją rozłoży, to jest naprawdę ładny obrazek, ale wydaje mi się, że kadrowanie mogłoby być lepsze i niebieskie kurtki powinny znaleźć się na pierwszym planie, a nie stać w ścisku na grzbiecie i tyle okładki. przyznam też, że dopiero ostatnio zorientowałem się, że na koniu na pierwszym planie jest Indianin, nie studiowałem nigdy tej okładki z bliska, więc wydawało mi się, że wierzchowiec pędzi sobie samotnie, a to co jest schowanym Siuksem brałem po prostu za siodło i derkę :)
Mazin82 - awatar Mazin82
ocenił na77 lat temu

Cytaty z książki Niezwyciężony. Tom I

Więcej
Peter Englund Niezwyciężony. Tom I Zobacz więcej
Peter Englund Niezwyciężony. Tom I Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne