Najnowsze artykuły
ArtykułyCzytamy w weekend. 1 maja 2026
LubimyCzytać425
ArtykułyLiteracki fenomen z Zurychu. „Lázár” hitem roku i międzynarodowym sukcesem!
LubimyCzytać1
ArtykułyNajpierw książka, później film - nadchodzące ekranizacje (30.04)
LubimyCzytać3
ArtykułyPrzeczytaj fragment nowej powieści szpiegowskiej Roberta Michniewicza!
LubimyCzytać2
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Tini Howard

Pisze książki: komiksy
Tini Howard autorka książki Wampir: Maskarada – Kły zimy w kategorii komiksy.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autorki.
Skontaktuj się z Bibliotekarzami serwisu, jeśli chcesz uzupełnić opis autorki.
6,7/10 średnia ocena książek autora
335 przeczytało książki autora
200 chce przeczytać książki
autora
0 obserwujących autora
Obserwuj autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Najnowsze opinie o książkach autora
Carnage: Czerń, Biel i Krew John McCrea 
6,5

Udana pozycja zwłaszcza jeśli chodzi o warstwę graficzną - obrazy są skromne w barwie (jak sama nazwa wydawnictwa wskazuje),ale są bardzo różnorodne w zależności od artysty.
Same historie są różnorodne - od kosmosu, po wątki marynistyczne (?) na Comi-Conie kończąc - ale też krótkie, mało rozbudowane, za to jest ich sporo. Taki już urok tego wydawnictwa.
Postać Carnage'a idealnie się nadaje się do tego wydawnictwa gdyż nie jest ona rozbudowana pod względem psychologicznym ale zwyczajnie jest cool i sprawdza się w widowiskowej nomen omen rzezi.
Batman: Wojna w Gotham Chip Zdarsky 
6,5

„Batman” pisany przez Chipa Zdarsky’ego jest komiksem przyzwoitym. Co prawda raczej nie przejdzie do historii gatunku jako jedna z najlepszych interpretacji postaci Nietoperza, ale nie zmienia to faktu, że dwa pierwsze tomy tej serii (z naciskiem na „Failsafe”) były całkiem angażujące. Trzecia odsłona to crossover z „Catwoman”, swego rodzaju mini-event. Tego typu albumy mają swoją specyfikę – zazwyczaj dużo w nich akcji, a nieco mniej sensu. Czy tak jest też tym razem?
Batman wraca z alternatywnego Gotham City i zastaje je w zastanawiającej sytuacji. Miasto wydaje się wolne od przestępczości, a wszystko jest zasługą niecodziennej koncepcji Catwoman. Jednak czy inicjatywa swoistego przekwalifikowania rzeszy pomagierów superzłoczyńców ma prawo przetrwać w dłuższej perspektywie czasowej? Założenie jest kontrowersyjne i moralnie dwuznaczne, a to kreuje tarcia na linii Kotka-Nietoperz.
Punkt wyjścia fabuły „Wojny w Gotham” szyty jest dość grubymi nićmi, ale generalnie przyciąga uwagę. Scenarzyści (Zdarsky, Howard i Rosenberg) opowiadają o ideologicznym konflikcie w Bat-rodzinie wokół tematu szkolenia drobnych kryminalistów, by swoją działalność prowadzili w sposób bezpieczny dla postronnych osób. Prowadząca tę inicjatywę Catwoman przyciąga do niej wielu pomocników Batmana, co wywołuje zrozumiały rozdźwięk między nimi a ich mentorem. Jeśli przymkniemy oko na ogólną zasadność i logikę pomysłu wyjściowego (a nie ukrywajmy – to oko naprawdę przydaje się przymknąć),to okazuje się, że ta historia jest autentycznie wciągająca.
Autorom „Wojny w Gotham” udało się dobrze zarysować motywacje wszystkich stron konfliktu. Każda postać ma swoje racje, co do których jest głęboko przekonana, i których wszystkimi siłami stara się bronić. Nie ma tu jednak próby dialogu między bohaterami. Albo inaczej – jest, ale każdy zamaskowany heros stara się przekonać drugiego do swojego punktu widzenia nie tylko przemocą, lecz także z siłą kafara. Paradoksalnie, to także jest całkiem wiarygodne. W momencie silnych emocji racjonalizm często chowa się gdzieś daleko z tyłu głowy, więc ten aspekt komiksu robi pozytywne wrażenie. Utrzymuje się ono mniej więcej do połowy historii, potem niestety jest już znacznie gorzej.
W pewnym momencie scenarzyści zaczęli pisać zupełnie inny komiks. Nie da się tego inaczej opisać, bo dysonans między pierwszą połową albumu a drugą jest bardzo duży. Na arenie wydarzeń pojawia się Vandal Savage, a fabuła zamienia się w absurdalny ciąg potyczek, motywowany wyjątkowo durnym pomysłem powiązanym z nieśmiertelnością (nie będę się zagłębiał w szczegóły, bo jednak lepiej, żeby te “wspaniałości” odkryć podczas lektury samodzielnie). Całość staje się strasznie chaotyczna, a osie sporu w toczonym w Gotham City sporze tracą pozory wiarygodności. Komiks staje się wtedy po prostu kolejną superbohaterską nawalanką, a takich akurat każdy z nas czytał już na pęczki. Kolejna nie jest szczególnie potrzebna.
Graficznie album wypada przynajmniej przyzwoicie. Pracowało przy nim kilku różnych artystów i choć różnice w ich stylach siłą rzeczy są widoczne, to kolejne zeszyty wcale nie sprawiają wrażenia, jakby pochodziły z różnych parafii (a to się jednak czasami w eventach tego typu zdarza). Jest dość ponuro, ale przy okazji dynamicznie i efektownie. Na znacznej przestrzeni tego tytułu pozytywnie oddziałują zarówno sceny statyczne, jak kadry szybkie, pełne akcji. Jasne, mamy tu też fragmenty narysowane zdecydowanie gorzej (ostatni, podwójny zeszyt),ale jest to na szczęście wyjątek.
Jeśli cały album utrzymany byłby w takim stylu jak jego pierwsza połowa, wtedy śmiało mógłbym powiedzieć, że mamy do czynienia z najlepszą odsłoną runu Zdarsky’ego w „Batmanie”. Niestety, absurdalna druga część „Wojny w Gotham” skutecznie niweluje tę atrakcyjność i ciągnie całość wyraźnie w dół. W rezultacie dostajemy komiks, który można określić jako przeciętny. To jednak spore rozczarowanie.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/09/batman-tom-3-wojna-w-gotham-recenzja.html













































