Prowincja grzechu Monika Magoska-Suchar 6,9

ocenił(a) na 11 tydz. temu Podeszłam do tej książki z ogromną ciekawością, bo sam opis zapowiadał coś mrocznego, mocnego i przede wszystkim kontrowersyjnego. Liczyłam na historię, która będzie odważna, może nawet niewiarygodna, ale jednocześnie dobrze poprowadzona. Niestety im dalej brnęłam w tę książkę, tym bardziej uświadamiałam sobie, że zamiast dark romansu autorka napisała chaotyczny, przerysowany twór, który bardziej odpycha niż przyciąga uwagę. Ta książka nie była ani trochę odważna czy szokująca, tylko obrzydliwa, niesmaczna i napisana tak, jakby sama kontrowersja miała być czymś, co zastąpi fabułę i jej sens.
Pierwszą z absurdalnych rzeczy jest to, jak fatalnie zostały przedstawione kobiety. Jest tutaj pięć bohaterek, ale zamiast pięciu różnych osobowości dostałam właściwie pięć wariacji na ten sam schemat - kobieta traci rozum, bo Javier dobrze wygląda, pachnie drogimi perfumami, ma pieniądze i imponujące przyrodzenie. I na tym kończy się ich cała osobowość. Nie myślą logicznie, nie analizują sytuacji, nie wyciągają wniosków ze swoich decyzji, są zaprogramowane na jedno. To było wręcz krzywdzące, bo autorka sprowadziła wszystkie z nich do poziomu napalonych kukiełek, które można kupić, uwieść albo omamić byle czym. Ciężko czytało mi się książkę, w której kobiece postaci są aż tak spłycone i tak konsekwentnie pozbawione rozsądku. Rozumiałabym, gdyby w trakcie trwania akcji przeszły przemianę, ale nie, tak się nie stało. One były głupie i pozostały głupie.
Dodajmy do tego jeszcze język, który momentami był nie do zniesienia. Te wszystkie obrzydliwe zwroty, prymitywne określenia, wulgarny sposób opisywania scen i ciał - to nie budowało erotycznej atmosfery, tylko wywoływało niesmak. Czułam jedynie zmęczenie i zażenowanie. Określenia w stylu "maczuga", "Nabijał mnie jak na pal" itd. nie brzmiały odważnie, tylko tandetnie i odpychająco. Wydawało mi się, że autorka za wszelką cenę chciała wywołać szok, ale zabrakło tutaj smaku i subtelności. Przez to sceny, które miały być mocne, wypadały nienaturalnie i karykaturalnie.
Jeśli szukacie książki z fabułą - jesteście w złym miejscu. Wszystko podporządkowane jest seksualizacji Javiera i reakcjom kobiet na jego ciało. Z tego pomysłu, który przedstawiła autorka, można byłoby zrobić coś naprawdę genialnego - zakazany romans, osadzony wśród manipulacji i intryg. Problem był taki, że ani przez moment nie czułam żadnego napięcia między bohaterami, wszystko było zwyczajnie puste. Javier jako postać właściwie nie istnieje poza swoją seksualnością, pieniędzmi, aurą niebezpiecznego samca. Gdyby usunąć z jego otoczki całe porno, zostałby bohater bez charyzmy, bez niczego - byłby nikim.
Najbardziej obrzydliwa była dla mnie jedna z końcowych scen i to, w jaki sposób autorka po raz kolejny przedstawiła główne bohaterki. Kiedy dotarłam do końca i był moment, w którym on siedział związany na krześle, naprawdę myślałam, że wreszcie dostanę scenę, w której kobieta zachowa się choć odrobinę logicznie i okaże godność. Tymczasem autorka zaserwowała coś, co mnie totalnie zniesmaczyło. Dziewczyna, która miała się zemścić, postanawia go przelecieć. I to nie jako akt desperacji pokazany w tragiczny sposób, tylko praktycznie jak coś z czego jest zadowolona, bo mogła "skorzystać z usług jego wielkiego kutasa". Na dodatek, kiedy po chwili dołączają do niej inne bohaterki, pojawia się wręcz rozpacz, że taki dobry kutas (drągal) ma się zmarnować i że z pewnością nie znajdą drugiego takiego samego. Dla mnie to było już dno tej książki. Naprawdę nie mogłam uwierzyć, że autorka poszła w tę stronę.
Mówimy o mężczyźnie, który dopuszcza się potwornych rzeczy, który wykorzystuje kobiety, handluje nimi, a mimo to narracja co chwilę wraca do tego, że przecież ma "potężnego kutasa" więc bohaterki miękną. Nie umiem zrozumieć historii, w której tak ciężkie zło zostaje rozmyte przez zachwyt nad jego ciałem.
To było obrzydliwe nie tylko przez samą treść tej sceny, ale przez to, co ona mówi o całej książce. Znowu zauważyłam ten sam komunikat - nieważne, że ten mężczyzna jest zły, że manipuluje, wykorzystuje, krzywdzi, handluje kobietami i szuka im nowych panów - skoro ma odpowiednie ciało i przyrodzenie, to wszystko można zrelatywizować. I to najbardziej mnie zdenerwowało. Ta książka momentami wygląda tak, jakby próbowała wmówić, że atrakcyjność seksualna bohatera unieważnia jego potworne czyny lub sprawia, że mamy na chwilę o nich zapomnieć. Dla mnie to było nie tylko głupie, ale też odrażające.
Nie byłam w stanie polubić żadnej z tych kobiet, bo ich decyzje były tak niewiarygodne, pozbawione podstawowej logiki. Sandra była nie do zniesienia - zapatrzona w siebie, płytka, egoistyczna, wiecznie rozżalona i irytująca już od pierwszych stron. Łucja nie wzbudziła we mnie sympatii, bo jej zachowanie w obliczu niepokojących wydarzeń było po prostu absurdalne. Maria i Weronika były nijakie i ledwo je od siebie rozróżniałam. Izabela przez moment dała mi nadzieję, że będzie to chociaż trochę mądra bohaterka, ale to też zostało zaprzepaszczone. Zamiast kobiet, które myślą dostałam coś, co reaguje głównie ciałem, a nie głową.
Najbardziej szkoda mi tego, że powieść naprawdę miała potencjał. Gdyby skupić się na zakazanej relacji, na pozycji księdza, manipulacji i uzależnieniu, można było stworzyć historię mocną i niepokojącą. Zamiast tego wyszło coś, co pozostawia niesmak i frustrację. Rzadko aż tak bardzo odczuwam, że coś było po prostu źle napisane na każdym poziomie. Jestem zwyczajnie zawiedziona i zniesmaczona tym, co wydarzyło się w tej książce.
0.5/5