Angolska sprawiedliwość – „Tajny agent Jaime Bunda”

Wojciech_Chmielarz
25.02.2018

Pomysł na te felietony jest dość prosty. Nasz rynek kryminałów jest zdominowany przez książki autorów ze Skandynawii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Czasami pojawiają się powieści z Hiszpanii, Francji, Niemiec i Włoch. Ale to jest właściwie wszystko, co możemy znaleźć na półkach.

Szeroko pojmowanego kryminału azjatyckiego właściwie nie ma. W Polsce z głośniejszych ostatnio premier zauważyłem tylko Przeczucie Tetsuyo Hondy. Gdzie autorzy indyjscy? Chińscy? Koreańscy? Brakuje zupełnie kryminału arabskiego. O ile kojarzę, w naszym kraju pojawił się tylko jedna pozycja z tego kręgu kulturowego. Bardzo mało jest autorów afrykańskich, chociaż w miarę nieźle reprezentowana jest Republika Południowej Afryki. Relatywnie dobrze jest z krajami Ameryki Łacińskiej oraz Ameryki Południowej, ale i tak liczba tytułów, które do nas trafiają z tamtych stron jest zaskakująca niska. Ale żeby aż tak daleko nie szukać, mamy sporą liczbę białych plam na mapie Europy. Co z kryminałami rumuńskimi? Bułgarskimi? Greckimi? Nie wierzę, że nie ma tam dobrych książek i wartościowych autorów. Osobiście mnie to boli, bo chciałbym przekonać się, jakie powieści tam powstają. Jakie historie tworzą pisarze z tamtych stron? Jak wykorzystują narzędzia, które daje im kryminał? Postanowiłem się o tym przekonać. Będę wyszukiwać te nieliczne przykłady wydanych w Polsce „egzotycznych” kryminałów i przybliżać je Państwu. Postaram się również dotrzeć do książek i autorów w naszym kraju jeszcze nie opublikowanych. Spróbujemy się przekonać, czy da się pisać inaczej niż robią to autorzy skandynawscy i anglojęzyczni, a także, co z tego wychodzi.

A zaczniemy od Angoli i Tajnego agenta Jaime’ego Bundy Pepetela. Książka została wydana w Polsce w 2010 roku przez wydawnictwo Claroscuro. Była to chyba pierwsza powieść z tego kraju opublikowana u nas. Co zaskakujące, Angola ma swoje trwałe miejsce w polskiej literaturze. A to dzięki Ryszardowi Kapuścińskiemu i jego reportażowi „Jeszcze jeden dzień życia”. Legendarny reporter opisał w nim ostatnie miesiące wojny o niepodległość. To w tej książce znajduje się wstrząsający opis odpływającego miasta, kiedy mieszkający w Luandzie Portugalczycy pakowali swój dobytek na statki, żeby odpłynąć do Lizbony czy Porto. Sama Angola uzyskała niepodległość w roku 1975 roku, żeby potem pogrążyć się w trwające dekady wojnie domowej, który zakończyła się dopiero w 2002 roku. Zaliczana jest do najbiedniejszych krajów świata.

Pepetela to autor szczególny. Potomek kolonialistów, którzy przyłączył się do ruchu antykolonialnego i działał w rządzącej do dziś krajem partii MPLA (Ludowy Ruch Wyzwolenia Angoli – Partia Pracy). Przez kilka lat walczył na froncie, na którym zresztą zdobył przydomek, którym dzisiaj posługuje się w pracy literackiej. Oznacza on „rzęsa”. Przez wiele lat pisał powieści historyczne, poświęcone dziejom Angoli, szczególnie okresowi wojny partyzanckiej. „Tajny agent Jaime Bunda” to jego pierwszy kryminał.

Zacznijmy od uwag. Na okładce można przeczytać, że powieść jest satyrą, a nawet „parodią Jamesa Bonda”, a także, że elementy kryminalne są „tylko pretekstem do ukazania realiów współczesnej Angoli”. Zacznijmy od tego pierwszego. Głównym bohaterem jest Jaime Bunda, policjant z elitarnej angolskiej jednostki, który tę pracę dostał tylko dzięki temu, że ma kuzyna na odpowiednio wysokim stanowisku. Cechuje go ogromny tyłek, skłonność do jedzenia, pewna fajtłapowatość oraz miłość do amerykańskich kryminałów. W sumie mocno przypomina mi ćwirlejowego Teofila Olkiewicza, tyle, że Bundę przepełnia autentyczna ambicja i naprawdę dąży do rozwikłania powierzonego mu śledztwa. Podsumowując, na pewno są tutaj elementy satyryczne, ale parodią bym tego nie nazwał. Nie wiem też, dlaczego w kontekście książki Pepetela w ogóle pojawiło się nazwisko Jamesa Bonda. Co do drugiej sprawy, to powiem szczerze, że naprawdę nie znoszę, kiedy ktoś twierdzi, że „ kryminał to tylko pretekst do pokazania czegokolwiek…”. Mam wtedy wrażenie, że autor szuka jakiejś wymówki, wytłumaczenia, dlaczego napisał powieść gatunkową. Bo tak naprawdę się tego wstydzi. Albo zdaje sobie sprawę, że intryga się nie broni, więc szuka jak najlepszego usprawiedliwienia dla własnej nieudolności. Tym razem jednak muszę przyznać, że dla Pepetela wątki kryminalne to naprawdę tylko pretekst, żeby odpowiedzieć kilka gorzkich słów o swoim kraju. Rozliczyć się z porządkiem, który sam pomógł zbudować.

Zaczyna się obiecująco. Czternastoletnia uczennica wsiada do eleganckiego samochodu i znika. Jej ciało zostaje odnaleziono pod miastem. Została zamordowana i zgwałcona. Rozpoczyna się śledztwo, które z jakiegoś, niewiadomego powodu powierzono Jaime’emu Bundzie. Jest to o tyle dziwne, że policjant do tej pory tylko siedział przy biurku i obserwował bardziej doświadczonych kolegów. Zabiera się więc do pracy z dzikim entuzjazmem i szybko wpada na obiecujący, chociaż wątpliwy trop. Prowadzi on do wysoko postawionych policyjnych dygnitarzy. I tutaj pojawia się dzieje się coś zaskakującego, co jednak wszyscy bohaterowie książki przyjmują jako coś naturalnego. Nieletnia ofiara przestaje się liczyć. Po prostu znika z książki, żeby tylko na moment pojawić się na jej końcu. Od śmierci dziecka ważniejsze okazują się zakulisowe przepychanki, bezlitosna walka o stanowiska, próby podlizywania się przełożonym. Angola jest więc wg Pepetela, a więc człowieka, który przez wiele lat był znaczącym politykiem rządzącego ugrupowania oraz bohaterem wojny o niepodległość, państwem dogłębnie i krańcowo skorumpowanym. I nawet nie tyle chodzi tutaj o wręczenie sobie nawzajem walizek wypełnionych pieniędzmi czy diamentami, ale o system głębokich wzajemnych zależności, gdzie każdy każdemu jest winien przysługę, od kwalifikacji ważniejsze są rodzinne koneksje, a prawo jest tylko dla tych, którzy nie mają rodziców na odpowiednich, niespecjalnie nawet wysokich, stanowiskach. I co ciekawe, wydaje się, że nikomu to nie przeszkadza. Dla wszystkich jest to stan zupełnie naturalny i nawet nie przyjdzie im do głowy, że mogłoby być inaczej. W takich warunkach prowadzić śledztwo można tylko wtedy jeśli ma się odpowiednie plecy, a robi się to nie dla jakiejś tam sprawiedliwości czy nawet pomszczenia ofiary, ale po to, żeby pomóc własnej karierze. Bunda staje się więc bohaterem na miarę tego kraju. Oportunistą z problemami z nadwagą, który czasami budzi sympatię, czasami zaimponuje jakąś błyskotliwą uwagą, ale w gruncie rzeczy budzi jednak odrazę.

Gdybym chciał opisać sam przebieg akcji, wyglądałoby to mniej więcej tak – Bunda śledzi podejrzanego, Bunda je, Bunda śledzi podejrzanego, Bunda je, Bunda śledzi podejrzanego, finał. Ale jakby to dziwacznie nie zabrzmiało, ten schemat się sprawdził. Nie powiem, że czytałem „Tajnego agenta…” z wypiekami na twarzy i niecierpliwie przewracałem kolejne kartki, żeby dowiedzieć co się dalej stało, ale faktycznie powieść mocno mnie zainteresowała. Samo zaś rozwiązanie zagadki było takie, jakie można się było spodziewać – gorzkie i nieprzyjemne.

Można więc dużo opowiadać o tym, że „Tajny agent Jaime Bunda” to satyra czy parodia, ale w gruncie rzeczy to powieść mocno pesymistyczna. Przełamująca tą podstawową dla kryminału obietnicę, jaką gatunek składa czytelnikowi – że winny zawsze zostanie ukarany. W Angoli Pepeteli stanie się tak tylko wtedy, jeśli będzie się to komuś opłacać.
Wojciech Chmielarz

P.S. Jeśli trafiliście Państwo/znacie jakieś „egzotyczne” kryminały, to podzielcie się proszę tytułami w komentarzach!

Reklama

komentarze [15]

Sortuj:
2060
44
01.03.2018 10:10

Z bardziej egzotycznych kryminałów znam tylko serię Roberta van Gulika o Sędzim Di. Wprawdzie Robert van Gulik był Holendrem, ale akcja toczy się w Chinach :) Chętnie poznam inne, dziękuję za ten artykuł.
(Nie chcę się czepiać, ale Ameryka Łacińska = Ameryka Środkowa + Ameryka Południowa).


9
2
28.02.2018 23:42

Oczywiście, że James Clavell oraz Carter Brown pisali lepiej,
ale warto iść ich drogą ... i okolica znacznie ciekawsza.
Polecam moją ostatnią książkę "NA PÓŁNOC OD OKINAWY",
której akcja, jak wszystkich poprzednich, rozgrywa się na Dalekim Wschodzie.

 Na północ od Okinawy Na północ od Okinawy

więcej

1641
218
25.02.2018 22:14

Jedną z najlepszych książek/kryminałów azjatyckich jakie przeczytałem jest Ostateczne wyjście Natsuo Kirino. Książka zaczyna się jak zwykła obyczajówka ale rozwija się potem w tak dramatycznym kierunku i w tak ciemnym klimacie, że człowiekowi opada po prostu szczęka. Polecam.
Ps. Dzięki za spotkanie autorskie w Milanówku. Miło jest posłuchać o pisaniu książek :)


45
34
25.02.2018 22:46

Dzięki za cynk! Poszukam tej pozycji, bo zapowiada się bardzo ciekawie.
P.S. to ja dziękuję za obecność. Bardzo fajnie było w Milanówku. Mam nadzieję, że uda się to kiedyś powtórzyć.


957
32
25.02.2018 17:22

"Była to chyba pierwsza powieść z tego kraju opublikowana u nas."

Gwoli uściślenia, wspomnieć należy, że w 1983 roku ukazała się Martwa ziemia autorstwa Castro Soromenho.


45
34
25.02.2018 22:43

Nie wiedziałem. Dzięki za informację.


1100
142
25.02.2018 15:34

No to ja podam, skoro nikt nie podał, choć coś z pogranicza egzotyki,
bo wkrada się do nich pierwiastek amerykański (tak trochę kompromisowo, ze świadomością, że to jednak nie "to", czego p. Chmielarz w swym nader interesującym - bez ironii z mej strony - felietonie poszukuje, a czego znalezienia nie jestem w stanie się podjąć, bo wątpię, abym kiedyś coś z "czystej"...

więcej

45
34
25.02.2018 22:42

Dzięki!


4052
3812
25.02.2018 12:31

Ja niestety padam w rutynę.Czytam głównie kryminły,tego głównego nurtu.
Czyli Stany,Niemcy czy UK.Ale owszem chętnie bym spróbował czegoś z Ekwadoru,Mongolii czy Mołdawii.Problem jest taki,gdzie je znaleść.


45
34
25.02.2018 22:42

Mongolia! Kurczę, to by było coś! Ekwador tak samo. Mołdawię postaram się zdobyć, bo mam dojście. Zobaczymy.


0
0
25.02.2018 12:09

Fajny cykl, taki trochę dla konesera;) Jako fan egzotycznych lig piłkarskich, niszowych emocji i egzotyki jako takiej, z całego serca dziękuję za przybliżanie czytelnikowi podobnych "dziwów", chociaż po lekturze artykułu nachodzi mnie myśl, że był on lepszy niż powieść sama w sobie :)


45
34
25.02.2018 22:41

:) Artykuł lepszy od książki? No nie wiem :D Książka naprawdę fajna. Ciekawa. Ale nie wybitna.


586
262
25.02.2018 11:26

Choć kryminały to nie moja bajka to pomysł na promowanie niszowej literatury z dosyć egzotycznych literacko (dla polskiego czytelnika) krajów to świetny pomysł. Na świecie jest jakieś 200 krajów i w każdym z nich są wartościowi pisarze (muszą być), a my znamy twórczość ludzi z jakiś kilkunastu, może 20 paru.


1007
132
25.02.2018 11:06

Bardzo dobry pomysł!! Zgadzam się ze stwierdzeniem, że rynek polski jest zdominowany przez kilka krajów- głównie rzuca mi się w oczy Skandynawia i w pewnym momencie nawet polscy autorzy mieli problem z przebiciem się na rynku książki. Mówi się, że w kryminale ciężko coś nowego/ innowacyjnego wymyślać, są już schematyczne, i może właśnie spojrzenie na ten gatunek oczami...

więcej

45
34
25.02.2018 10:55

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd