Ludzkość zachowuje się, jakby chciała, żeby ten świat już się skończył. Wywiad z Marcinem Kiszelą

LubimyCzytać
17.03.2020

Rzeczywistość zawsze była czymś w rodzaju gry. Wiele misji ktoś nam ustawia na level hard, mamy survival horror na rynku pracy i przygodowo-zręcznościową codzienność – mówi Marcin Kiszela, autor porywającego thrillera psychologicznego „Reputacja”.

Ludzkość zachowuje się, jakby chciała, żeby ten świat już się skończył. Wywiad z Marcinem Kiszelą

Okładka książki [Opis wydawcy] Milena Bilkiewicz, youtube'owa sensacja ostatniej dekady, znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Jej specjalistka od zarządzania wizerunkiem a zarazem najbliższa przyjaciółka Alicja postanawia zająć się sprawą. Nie przeczuwa jednak, że prywatne śledztwo zaprowadzi ją w miejsca, w których przyjdzie jej się zmierzyć także z bolesną prawdą o sobie samej i o ludziach, którym dotąd ufała.

Czy Alicja będzie miała jakiekolwiek szanse w starciu z nieprzewidywalnym i groźnym porywaczem? Czy zdoła odróżnić fakty od elementów artystycznej kreacji, którą przecież sama każdego dnia uwiarygodniała?

Bartek Zdunek: Co pan chciał opowiedzieć poprzez Reputację?

Marcin Kiszela: W „Reputacji” kluczowe znaczenie ma termin kayfabe, wzięty z artykułu pt. „Is Everything Wrestling?”. Mówiąc skrótowo: rzeczywistość medialna i polityczna – tak jak wrestling – opiera się na odgrywaniu ról. Największy sukces odnosi się, sprzedając odbiorcom nie tyle siebie, co wymyśloną historię na swój temat. Odbiorcy nie chcą prawdy, chcą rozrywki. Chciałem napisać książkę o tym, że wykreowana wizja świata jest dziś ważniejsza od rzeczywistości.

Zdjęcie z Marcinem Kiszelą

A prywatność? Jest jeszcze dzisiaj wartością czy wszyscy jesteśmy gotowi się publicznie obnażać?

Kiedy w swojej pierwszej powieści pisałem, że ludzie zamontują sobie kamery w głowach, to była to zamierzona groteska. Teraz myślę, że to nieuniknione, każdy staje się telewizorem i chce nadawać siebie na cały regulator. I z coraz większym podziwem myślę o twórcach takich jak Philip K. Dick czy David Cronenberg, którzy przewidywali obecne zagrożenia.

Reklama

Pańska bohaterka Milena jest wielka gwiazdą. Dużo pisze pan o zapleczu celebryckiego życia – menedżerowie, kreatorzy wizerunku, używki, nałogi, przestronne domy wypełnione samotnością, ale i bezgraniczne uwielbienie fanów. Zna pan ten świat czy to czysta wyobraźnia?

Znam go głównie z filmów dokumentalnych i biografii swoich ulubionych gwiazd. No i większość tych, którzy są bardzo znani, zmaga się z samotnością, niedopasowaniem. Sukces wyrwał ich z tłumu, ale też odebrał element ludzki. Może stąd właśnie wzięło się powiedzenie, że trzeba sprzedać duszę, żeby zostać gwiazdą.

Social media święcą triumfy. To w nich odbywa się dziś „życie publiczne”. Jakie wskazałby pan główne zagrożenia takiego stanu rzeczy?

Dominacja rozrywki nad nudną prawdą. Śmieszny tweet ma większą siłę rażenia niż wieloakapitowe eseje na temat istoty rzeczy. To po pierwsze. A po drugie, tworzy się coraz większa ilość rozpraszaczy, które robią nam z mózgami to, co niszczarki z dokumentami.

A jakie widziałby pan plusy, obietnice, nadzieje?

Na przykład w wielu starciach czy konfliktach telefon z kamerą okazuje się równie silny, co karabiny. Samo zagrożenie upublicznieniem czegoś, zrobieniem streamu z zamieszek, sprawia, że ludzie zaczynają zachowywać się inaczej. Lepsza komunikacja pozwala ludziom szybciej organizować protesty. Ofiary przemocy, wyzysku czy molestowania mogą powiedzieć o tym publicznie i liczyć nie tylko na komentarze czy udostępnienia, ale też na to, że inne ofiary zabiorą głos.

Jest pan związany ze światem gier. Pisał pan scenariusze do nich. Na ile nasza rzeczywistość zamienia się w grę?

Rzeczywistość zawsze była czymś w rodzaju gry. Jesteśmy tutaj z jednym wyjątkowo kruchym życiem i różnymi absurdalnymi elementami wokół, które wymyślić musieli jacyś nie całkiem kompetentni twórcy. Obecnie ta gra jest coraz bardziej skomplikowana. Wiele misji ktoś nam ustawia na level hard, mamy survival horror na rynku pracy i przygodowo-zręcznościową codzienność.

Zdjęcie Marcina Kiszeli

Myśli pan, że zmierzamy, wzorem Chin, do czegoś na kształt wdrażanego u nich właśnie systemu „kredytu społecznego”, w którym nasze życie będzie zależało do tego, jak dobrze „gramy w obywatela”?

Pewnie tak, tyle że Chiny robią to otwarcie, a inne kraje dłużej będą udawały, że cały czas mamy demokrację i wolność.

Sprawnie porusza się pan po tematyce psychologicznej. Traumy, depresja, nawet obłęd. Skąd ma pan tę wiedzę?

Najlepiej byłoby powiedzieć, że z własnego doświadczenia, prawda? (śmiech) Zawsze się tym bardzo interesowałem. Czytałem Antoniego Kępińskiego i Olivera Sacksa, nie stroniłem od prozy psychologicznej oraz filmów wnikających w psychikę bohaterów.

Reklama

W kontekście powyższych schorzeń, na które cierpi coraz więcej osób – myśli pan, że jesteśmy gotowi na oczekiwane przez wielu przeniesienie się do wirtualnego świata?

Na tego typu wniebowzięcie nigdy nie będziemy gotowi. Ale coś w tym jest, że obecnie atmosfera gęstnieje, wszędzie wokół zaburzenia psychiczne, coraz większa nerwowość i coraz głębsze rozkojarzenie. Ludzkość zachowuje się tak, jakby chciała, żeby ten świat już się skończył. Porzućmy wreszcie nasze zmęczone ciała i stańmy się w pełni cyfrowi, wtedy sami zdecydujemy o naszym wyglądzie, kolorze i płci, stworzymy sobie miejsca, w których będziemy egzystować.

I co pan na to?

Mnie wizja życia wiecznego w jakiejkolwiek formie zwyczajnie przeraża. Choć gdyby ktoś powiedział mi – od jutra będziesz jednorożcem galopującym po tęczowej planecie, gdzie nie ma nic oprócz szczęścia, to kto wie. (śmiech)

Czy w ogóle podział na wirtualne/realne ma jeszcze sens?

Coraz mniejszy. Zdolność autokreacji i chęć ubarwiania wszystkiego, co prezentujemy na własny temat w sieci czy poza nią, sprawia, że nie różnimy się za bardzo od osób ślęczących godzinami przy kreatorze postaci w grach. Szkoda tylko, że życiowe questy nie są odrobinę ciekawsze. (śmiech)

Zdjęcie Marcina Kiszeli

Alicja – menedżerka Mileny, Michał – wielkomiejski samiec alfa, Szymon – zmagający się z urojeniami, sama Milena – gwiazda z tajemniczą przeszłością, a może były zawodnik MMA Sebastian? Ma pan swoją ulubioną postać Reputacji?

Może to zabrzmieć dziwnie, bo część recenzentów uważa, że celowo tworzę niesympatycznych bohaterów, ale ja ich naprawdę lubię. W „Reputacji” najważniejsi są dla mnie Szymon i Alicja. Ten pierwszy walczy z traumami z dzieciństwa, ta druga musi zmierzyć się z bolesną prawdą, choć zarabia na ukrywaniu prawdy. To są duże wyzwania, wymagające pewnego heroizmu.

Reklama

Większość pana książki to właściwie wewnętrzne monologi głównych bohaterów. Chciał pan, żebyśmy „weszli” do głów bohaterów? Zobaczyli ich od wewnątrz?

Tak, ja zawsze staram się pisać tak, żeby skupić się na tym, co dzieje się w głowach bohaterów, a nie na zewnątrz. Nie mam wielkiego rozeznania w powieściach porywających od pierwszego akapitu, pełnych pościgów, strzelanin i zwrotów akcji, natomiast bardzo mnie ciekawi, co dzieje się w czyjejś psychice, że staje się zabójcą, porywaczem czy choćby kontrowersyjną artystką, jak Milena, milcząca gwiazda „Reputacji”.

Marcin Kiszela – rocznik 1981. Absolwent prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim i podyplomowego edytorstwa na Uniwersytecie Pedagogicznym. Pisarz, tłumacz, redaktor, scenarzysta gier komputerowych. Czas spędza głównie w wirtualnej rzeczywistości. Mieszka w Krakowie.

Książkę można kupić w księgarniach online.

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [7]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2550
4
16.03.2020 15:37

Zapraszamy do dyskusji.


1714
226
17.03.2020 19:40

No i natura się zbuntowała i przeniosła nas głównie do wirtualnej rzeczywistości. Bo realna jest niebezpieczna... A jaka woda w kanałach Wenecji teraz czysta! Za dużo się ludzie widocznie przemieszczali i zbyt masowo. Niech teraz siedzą na d. przed komputerem. Ale co będzie, jak sieć padnie?


1111
184
18.03.2020 08:37

O tym masz wiele innych książek. Być może nie taka odległa postapokaliptyczna przyszłość? ;)


1714
226
18.03.2020 13:36

Dzięki, Johnson za wypowiedź. Tutaj od czasu,jak najbardziej aktywni użytkownicy się wynieśli, nikt nie bierze udziału w dyskusjach.


1111
184
19.03.2020 08:46

No cóż. Wiesz jak jest, ja raczej też tutaj okazyjnie już tylko i z doskoku.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

3848
3610
18.03.2020 19:49

Melduje się .


1714
226
18.03.2020 21:54

Tak, tylko Ty zawsze na posterunku :)


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

zgłoś błąd