rozwińzwiń

Rzeczpospolita Dubrownicka

Okładka książki Rzeczpospolita Dubrownicka autora Joanna Rapacka, 9788386872725
Okładka książki Rzeczpospolita Dubrownicka
Joanna Rapacka Wydawnictwo: Pogranicze Seria: Meridian publicystyka literacka, eseje
238 str. 3 godz. 58 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Seria:
Meridian
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1977-01-01
Liczba stron:
238
Czas czytania
3 godz. 58 min.
Język:
polski
ISBN:
9788386872725
Średnia ocen

7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Rzeczpospolita Dubrownicka w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Rzeczpospolita Dubrownicka

Średnia ocen
7,5 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Rzeczpospolita Dubrownicka

avatar
12
10

Na półkach:

Najlepsza książka o Durbowniku. Żaden przewodnik dostępny w Polsce się z nią równać nie może.

Mam jedno zastrzeżenie: Pani Prof. Rapacka urywa opowieść w 1809 roku, gdy Francuzi dekretem zakończyli historię Rzeczypospolitej Dubrownickiej.
Jednakże w czasie mojego ostatniego pobytu w Dubrowniku mieszkałem przy ul. Divo Natali. Zainteresowało mnie, kto to był. Okazuje się, że w 1812 roku Dubrowniczanie podjęli próbę wyzwolenia się spod francuskiej okupacji i to im się nawet udało. Dowodził płk. Divo Natali. Royal Navy udzieliła wsparcia z portu w Grużu i francuski garnizon skapitulował. Radość jednak była krótka, gdyż Anglicy na mocy tajnych traktatów zawartych 1000 km od Dubrownika przekazali miasto Austriakom.
Nie wiem, dlaczego ani w książce (mam oba wydania),ani w posłowiu, nie ma o tym ważnym zdarzeniu ani słowa.

Najlepsza książka o Durbowniku. Żaden przewodnik dostępny w Polsce się z nią równać nie może.

Mam jedno zastrzeżenie: Pani Prof. Rapacka urywa opowieść w 1809 roku, gdy Francuzi dekretem zakończyli historię Rzeczypospolitej Dubrownickiej.
Jednakże w czasie mojego ostatniego pobytu w Dubrowniku mieszkałem przy ul. Divo Natali. Zainteresowało mnie, kto to był. Okazuje się,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
517
321

Na półkach:

Joanna Rapacka, wybitna warszawska slawistka, ekspert w dziedzinie literatury dubrownickiej, od czasow studenckich obdarzala to magiczne miasto wielka miloscia. Pragnela napisac historie Dubrownika. Miasta - jak zanotowala - 'jako dziela sztuki rozumianej, rzecz jasna, bardzo szeroko, a wiec sztuki dyplomatycznej, politycznej, kupieckiej, zeglarskiej, sztuk pieknych wreszcie'.
'Rzeczpospolita Dubrownicka' miala byc szkicem do tego wymarzonego dziela.
Powstala wspaniala ksiazka, pelna erudycji, z ogromem wiedzy podanej w sposob fascynujacy. Porywajaca opowiesc zaczyna sie od najdawniejszych mieszkancow Dubrownika - Ilirow, a konczy w XIX wieku. Epilog/poslowie dopisal po smierci autorki jej maz, Andrzej Mandalian (na uwage zasluguja niezwykle losy jego rodzicow).
Znakomite ilustracje, bibliografia i slownik biograficzny sa doskonalym dopelnieniem.
Ze wszech miar godne polecenia !

Joanna Rapacka, wybitna warszawska slawistka, ekspert w dziedzinie literatury dubrownickiej, od czasow studenckich obdarzala to magiczne miasto wielka miloscia. Pragnela napisac historie Dubrownika. Miasta - jak zanotowala - 'jako dziela sztuki rozumianej, rzecz jasna, bardzo szeroko, a wiec sztuki dyplomatycznej, politycznej, kupieckiej, zeglarskiej, sztuk pieknych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1273
1372

Na półkach: , , ,

Krótka i bogato ilustrowana książka o historii Dubrownika od czasu powstania miasta we wczesnym średniowieczu aż po likwidację Republiki Dubrownickiej przez Napoleona w roku 1808 (zagadnienia XIX- i XX-wieczne są tylko lekko zarysowane). Historia przeplata się tu z literaturą, bowiem zainteresowania badawcze Autorki skupione były przede wszystkim wokół XVII-wiecznej poezji dubrownickiej, której najświetniejszym przedstawicielem był Ivan Gundulić. Moim zdaniem w wielu punktach książka mogłaby być bardziej szczegółowa, za to mniej by w niej mogło być podkreślania walk klasowych oraz rzekomego antagonizmu słowiańsko-włoskiego. Przystępne popularyzatorskie opracowanie tematu.

Krótka i bogato ilustrowana książka o historii Dubrownika od czasu powstania miasta we wczesnym średniowieczu aż po likwidację Republiki Dubrownickiej przez Napoleona w roku 1808 (zagadnienia XIX- i XX-wieczne są tylko lekko zarysowane). Historia przeplata się tu z literaturą, bowiem zainteresowania badawcze Autorki skupione były przede wszystkim wokół XVII-wiecznej poezji...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

67 użytkowników ma tytuł Rzeczpospolita Dubrownicka na półkach głównych
  • 34
  • 31
  • 2
14 użytkowników ma tytuł Rzeczpospolita Dubrownicka na półkach dodatkowych
  • 8
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Rzeczpospolita Dubrownicka

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Albania - wolność zagrożona: wybór publicystyki z lat 1991-2002 Fatos Lubonja
Albania - wolność zagrożona: wybór publicystyki z lat 1991-2002
Fatos Lubonja
Zbiór 30 esejów czołowego albańskiego pisarza, publicysty i działacza społecznego Fatosa Lubonji to fascynująca lektura dla każdego, który chciałby poznać Albanię nie tylko przez pryzmat jej literatury i przefiltrowanych przez literaturę wspomnień tych, którym przyszło żyć w tym niezwykłym kraju, ale z perspektywy kogoś, kto nie obawia się zdekonstruować narodowych mitów i wsadzić publicystycznego kija w sam środek mrowiska sporów o to, czym była, jest i powinna być Albania. Jak pisze w posłowiu Zygmunt Krylowski: „Dzięki takim ludziom jak Fatos, pokazującym mękę wydobywania się własnego kraju z dyktatury, wzbogaca się nasze wspólne doświadczenie postkomunistycznych transformacji. Mało który z krajów postkomunistycznych dokonał takiej wiwisekcji jak Albania.” Przyznać trzeba, że żeby się w tej wiwisekcji odnaleźć, dobrze jednak coś już o Albanii wiedzieć – i tu moje lekturowe doświadczenia bardzo się przydały, siłą książki – zwłaszcza z perspektywy polskiego czytelnika – jest jednak to, że dzięki uniwersalnemu sposobowi myślenia Lubonji jest to opowieść o właściwie każdym narodzie wychodzącym spod totalitarnego jarzma, które musi się rozliczyć z demonami przeszłości i na nowo uporządkować swoją rzeczywistość. Lubonja prowadzi nas więc zarówno do początków istnienia Albanii jako kraju, omawia trudy transformacji, by na koniec poruszyć dwie szczególnie drażliwe kwestie – relacje z Kosowem oraz spór z narodowym pisarzem Albanii, Ismailem Kadare. Lubonja jest w tej kwestii bezkompromisowy i przyznaję, że dla mnie, fana twórczości Kadarego, była to lektura niełatwa, kolejny raz jednak okazuje się, że wielkość dzieł pisarza nie musi przekładać się na jego moralną nieskazitelność, ważne jednak, że dzięki finałowemu komentarzowi do całej sprawy dostajemy jej wszechstronny obraz, a całość składa się na świetną metaforę skomplikowanych losów Albanii na przełomie wieków. „Wolność zagrożona” to lektura niełatwa, wymagająca rozeznania w historii i kulturze Albanii, ale zainteresowanym tematem dająca ogromną satysfakcję z obcowania z czymś bardzo autentycznym i dotykającym sedna sprawy.
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na81 rok temu
Bałkany – terror kultury Ivan Čolović
Bałkany – terror kultury
Ivan Čolović
Chyba nigdzie pojęcie kultury nie zostało tak zdemaskowane, jak na Bałkanach. Kompleksy i potrzeba „przypomnienia” sobie własnej tożsamości po rozpadzie Jugosławii sprawiły, że przedstawiciele krajów bałkańskich mierzą się z nadprodukcją kultury. Prześcigają się one w wynajdowaniu własnych korzeni, miejsc świętych i metafor. Najlepszym rezerwuarem tychże jest niezmiennie religia i nacjonalizm. Serbia przykładowo przyjęła bliską nam drogę mesjanistyczną, mając za założycielski mit klęskę na Kosowym Polu. To ona uosabia na Bałkanach „autentyczną” kulturę europejską, jednocześnie sprzeciwiając się zachodniemu zepsuciu. Pomaga w tym prawosławie i język państwowy, które są ostoją kultury i jej fundamentem. Problem w tym, że podobny model przyjęły też inne państwa byłej Jugosławii. Čolović stawia arcyciekawą tezę, wedle której konflikt na Bałkanach powstał nie przez różnice, ale zbyt wielkie podobieństwo. Bohater zbiorowy – Naród Serbski – jest postacią tragiczną. Jednocześnie baśń, w której bierze udział, zdejmuje odpowiedzialność z wodzów, a sama opowieść jest nie tyle celem, ile środkiem zjednoczenia politycznego i terytorialnego. Stąd mowa o „przestrzeni duchowej”, która, mimo że poza granicami terytorialnymi, przynależy do kulturowej granicy pozostającej we wspólnotowej wyobraźni. Pozwala to na zbrojną interwencję. W końcu zamieszkują ją albo „bracia”, którzy chcieliby powrócić do ojczyzny, albo wrogowie, którzy ich stamtąd wypędzili. Czasem służy ona też radykalnemu odróżnieniu się od innych – przykładowo Chorwaci poszukiwali swoich początków wśród Awarów na Kaukazie, aby oddzielić się od Serbów, którzy z kolei wywodzić się mieli z afrykańskich niewolników Rzymian. Duchowość zastąpiła ideowość, która w Jugosławii miała konotacje komunistyczne. Čolović celnie wskazał, że Rosja zmierzała (bo już dotarła) w podobnym kierunku. Obie kultury są tyle samo pociągające i odmienne, co przerażające i brutalne. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na711 miesięcy temu
Inna Wenecja Predrag Matvejević
Inna Wenecja
Predrag Matvejević
Świetny esej chorwackiego naukowca o nieoczywistej, mniej znanej Wenecji, którą „turyści” zalewają jednak bardziej nieubłaganie niż bezlitosna woda… Krótka w sumie książeczka, która w efekcie swoistej „archeologii pamięci” pozwala zrozumieć fenomen Wenecji lepiej niż opasłe przewodniki wyliczające wszystkie atrakcje do obowiązkowego „zaliczenia” („Czy sama Wenecja winna jest zalewowi literatury o niej. Czy mogła coś zrobić, by temu zapobiec” - pyta Autor). Do tego doszła teraz konieczność obfotografowania tych miejsc (koniecznie z własnym obliczem na pierwszym planie – inaczej któż uwierzy, że dana osoba naprawdę jest na placu św. Marka?). Autor z rozrzewnieniem wspomina zaś czasy, gdy „ważniejsza była Wenecja niż obraz Wenecji”…. Szczególnie odpowiada mi, że Matvejević skupia się na peryferiach turystycznych atrakcji, bagatelizowanych przez innych szczegółach, np. miejskich roślinach, zewnętrznych rzeźbach, piekarniach, fryzjerniach, a nawet studniach. A propos: zawsze się zastanawiałem nad problemem czystej wody w Wenecji, bo to co wokół – jak wiedzą ci, co byli – lekko „oddaje” (jak to kiedyś mówiono o nieprzyjemnych zapachach). Z tej książki dowiedziałem się, że każda dzielnica miała swoją – dobrze pilnowaną i doglądaną - publiczną studnię, czynną dwa razy na dobę. Takie np. piękne zdania: ”Wilgoć przenika wszystko: mur i kamień, drzewo, żelazo, cegłę i duszę”. „Wszystkie ilustracje w książce są anonimowe. Autorzy ich nie podpisali. Sławę pozostawili innym. Taka skromność zawstydza. Takie poświęcenie powinno być nagrodzone”. „Między tymi wysepkami, przez mgiełkę, zobaczyłem najpiękniejszy zmierzch, cichy i uroczysty jak śmierć w Wenecji". A zupełnie niezwykły jest tu cmentarz San Michele na wyspie, „na którą, jak w mitologii, płynie się łodzią” (leżą tam m.in. James Joyce, Igor Strawiński, Josip Brodski). W swych erudycyjnych wywodach Autor pisze: ”Czy pierwotni mieszkańcy tych okolic rzeczywiście przybyli znad dalekich rzek, przynosząc ze sobą obrazy i zwyczaje ze swej praojczyzny, gdzieś z północy, znad Wisły czy Morza Bałtyckiego, kto wie? Istnieją przypuszczenia na ten temat, a wspomnienia dawno się już zatarły (...) na pewno wiadomo tylko tyle, że starzy Weneci, nim stali się Wenecjanami, wybrali właściwe morze – Adriatyk” (dodam od siebie, że nie przypadkiem wenecjanka z reguły była blondynką – nie tylko na obrazie Dürera…) Dlatego nie powinien się nasz Autor dziwić, gdy wkrótce potem pyta: ”Kto by przypuszczał, że ostatnimi obrońcami Wenecji będą Schiavoni (po chorwacku Szciavuni, czyli Słowianie),których przodkowie-niewolnicy wiosłowali na weneckich galerach”. Czytamy, że „Wenecjanie, podobnie jak Holendrzy, musieli wyrywać morze po kawałku ziemi, aby pozostać na lądzie”. Oni zwyciężyli nad żywiołem, nie tylko dzięki właściwej im, typowej dla protestantów, mrówczej pracowitości - Wenecja jest raczej skazana ( i to z powodów pozareligijnych). Szczególnie uwodzący jest przepiękny esej o roli chleba w Wenecji na przestrzeni dziejów. W ogóle, jak to we Włoszech, wiele tu o jedzeniu. Matvejević m.in. przypomina, a być może i uświadamia, że „60 lat okupacji austriackiej zmieniło kartę potraw i napojów, na której znalazły się: Gulasch, Strudel, Würstel, Knödel, Spritzer”. Podsumowując: w całym tekście odnajdowałem znajome klimaty - niczym w esejach Herberta czy w niezapomnianej „Pamięci Włoch” Pawła Muratowa. Przyczepić się mogę tylko do jednego zdania: że „z daleka łatwo pomylić” mewy z kormoranami. Dziwne, skoro wszystkie mewy są białe jak śnieg (oprócz niektórych młodocianych – buro kreskowanych) a kormorany – czarne i to opalizująco... I jeszcze pretensja: ale do tłumacza, a na pewno do tak cenionego przeze mnie wydawnictwa (ileż to książek serii Meridian mnie bez reszty zachwyciło!). Każdy w miarę wykształcony człowiek, a już zwłaszcza redaktor, powinien jednak wiedzieć, że polskim egzonimem nazwy dawnej tureckiej stolicy jest Stambuł, a nie żaden „Istambuł”, kalka z oryginału...
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na83 lata temu
Dunaj Claudio Magris
Dunaj
Claudio Magris
Książka podpatrzona u co najmniej dwóch moich tutejszych znajomych, a będąca erudycyjnym i rozbudowanym esejem sławiącym właściwie nie tytułową rzekę, a biorącym ją sobie za pretekst do budowania wielkiej opowieści o Europie Środkowej, zwłaszcza owej Mitteleurope, której już dziś nie ma ani w sensie czasowym, ani geograficznym, ani - zwłaszcza - społeczno-narodowościowym. Autor przemieszcza się więc od źródeł rzeki do jej ujścia w delcie i obserwuje własne impresje, jakie rodzą w nim kolejne mijane miasta i okolice. Sięga zwłaszcza do czasów potęgi Habsburskiej i jej poświęca wiele z mini-esejów poszczególnych, widząc - pars pro toto - jak przez soczewkę czy dziurkę od klucza świat (czy słusznie?) miniony. Kilka esejów - mimo skromnych rozmiarów - zaskakuje ogromem treści i głębią obserwacji (jak ten choćby o mundurze Arcyksięcia Ferdynanda) czy zaskakują po prostu pięknem literackim, jak ten o myśliwych zatrudnionych do redukcji pogłowia zwierzyny na wiedeńskim cmentarzu. Zresztą autor posłużył się wspaniałą figurą pomijania głośnych miejsc, budowli i wydarzeń, a “głos” oddając wydarzeniom i miejscom peryferyjnym i z nich budując obraz Mitteleuropy licznych i zniuansowanych odcieni. Nie rości więc sobie książka prawa do bycia kompedium wiedzy o kontynencie czy choćby świecie post-habsburskim, a jedynie do bycia kroniką pewnej podróży i impresyjnym jej zapisem. Jeśli by podróż geograficzną od niepewnych i nieco rozmywających się (geograficznie!) źródeł rzeki ku jej w pełni zdefiniowanej i uobecnionej delcie potraktować nieco historycznie i oś odległości przemienić w oś czasu, to mamy oto wędrówkę od drgającej jak w gorącym powietrzu Europy historycznej do w pełni ukształtowanej (czyżby? a ileż jeszcze przemian tego kontynentu dzieje się za naszych żywotów?) Europy współczesnej. A zaznaczyć należy - i ważne jest to dla samej książki - że za wielkie dla dorzecza Dunaju przemiany dziejowe uznaje autor rozpad świata habsburskiego, podział Europy żelazną kurtyną w okresie po II Wojnie, a w ogóle (z racji czasu jej powstania) nie sięga poza wydarzenia roku 1989 w tej części Europy. Sam autor uznaje, że innym byłoby to dzieło, gdyby na rejon spoglądać przez pryzmat pięknych ale też i okrutnych wydarzeń końca XX wieku. Zaskakuje, jak popularną okazała się ta książka na przestrzeni piętnastu lat od jej napisania, na jak wiele języków ją przetłumaczono. Choć jeśli my możemy z prawdziwym zainteresowaniem czytać o boliwijskiej górze, która “zjada ludzi”, to i mieszkańcy Ameryki Południowej (w Północnoamerykańczyków jakoś mniej wierzę) mogą chcieć czytać o Dunaju w swych starych europejskich językach, nad Dunajem wszak nie występujących. Zapłodniła też książka wielu do podjęcia prób przełożenia jej na własne języki geograficzne; w dniu przeczytania ostatniej strony “Dunaju” na półce księgarni dostrzegłem pozycję “Wisła. Biografia rzeki”, a jest jeszcze i “Odrzania” w moich książkach do przeczytania. Długo się czyta, wiele błądzi po Internecie, sporo myśli. Cholerna - angażująca - lektura! Z genialną okładką, wspaniale stapiającą się z wielkością treści książki.
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na82 lata temu
Praga magiczna Angelo Maria Ripellino
Praga magiczna
Angelo Maria Ripellino
Rozwlekły esej włoskiego slawisty i miłośnika grodu nad Wełtawą. Pisany w latach siedemdziesiątych minionego stulecia, po zdławieniu praskiej wiosny, w trakcie komunistycznej „normalizacji” ekipy Husaka. Co ciekawe, Ripellino nie kryje swojego negatywnego stosunku do tej ekipy w sytuacji, gdy we Włoszech elity intelektualne w tym czasie były zdecydowanie prokomunistyczne. To duży plus. Należy jednak zaznaczyć, że książka posiada niesamowicie wysoki próg wejścia. Czytelnik powinien znać historię Czech i Pragi, lokalną literaturę oraz przede wszystkim … dzieła niemieckojęzycznych mieszkańców tego miasta. Tymczasem u progu I wojny światowej stanowili oni tylko 7,5% mieszkańców miasta, z czego 72% stanowiła ludność żydowskiego pochodzenia. No ale oczywiście w każdym zachodnim kraju wydano więcej tłumaczeń z niemieckiego niż z któregokolwiek z języków słowiańskich, więc są oni w „Pradze magicznej” nadreprezentowani. O ile w przypadku Kafki jest to zrozumiałe (aczkolwiek teza o znaczeniu jego praskości jest dyskusyjna),o tyle różni Weinerowie, Adlerowie, Meyrinkowie nie zasługują na przyćmienie braci Čapków czy Vladislava Vančury. Lepiej wygląda poezja, gdzie często są cytowani Vítězslav Nezval czy Jaroslav Seifert (późniejszy noblista). No i duży plus za streszczenie i omówienie „Labirynty świata” Jana Amosa Komensky’ego (nam pozostaje zazdrość, że w tym czasie nie mieliśmy równie dobrego pisarza). Nic nie wnosi cytowanie fragmentów lub omówień dzieł twórców w Polsce (i pewnie wszędzie poza Czechami i Niemcami jeśli chodzi o niemieckojęzycznych) nieznanych i nie tłumaczonych. Taki zwyczajny snobizm. Do najciekawszych rozdziałów należą te o Hašku i Szwejku i o klęsce pod Białą Górą. Najnudniejszy jest początek i poniekąd koniec. Ripellino lubi się powtarzać i przekazywać te same treści kilkukrotnie. Zajmuje się tylko tym, co go interesuje i imponuje mu. I okresami w dziejach i ludźmi oraz ich dziełami. Książka stanowi zbiór impresji i w zasadzie powinna być zatytułowana – „co w Pradze może zaciekawić przybysza zza żelaznej kurtyny”. Okazuje się, że zdecydowanie zbyt mało. Można powiedzieć, ze to, co ukazało się oryginalnie lub w tłumaczeniu po niemiecku, co jest bardzo smutne – chronologicznie są to Rudolf II, rabbi Löw i Golem, Josefuv, czyli praskie getto, Kafka i jego krąg, niemieckojęzyczni pisarze z Pragi, wizyta w Pradze Apolinaire’a oraz Hašek i Szwejk. I magia, czyli … to samo. Ani słowa o czeskim odrodzeniu narodowym, o dylematach z tym związanych (język, rewizja historii, antyniemieckość i antyaustriackość (jedna uwaga, że w odróżnieniu od Schulza i Rotha u Czechów nie ma tęsknoty za C.K. monarchią),panslawizm i rusofilia (widoczna np. u Haška),historia budowy Teatru Narodowego (Narodni Divadlo),Masaryk i przywiązanie do wartości demokratycznych, egalitaryzm, kultura ludowa, wspaniałą sztuka pierwszej połowy XX wieku od Muchy poprzez kubizm i rondokubizm do czeskich fotografów (wspomniana jest jedynie Toyen oraz krąg Devetsil) czy wreszcie praska wiosna, gdzie odwilż w polityce została zapoczątkowana odwilżą w kulturze (Kundera, Hrabal, Fuks w literaturze, Miloš Forman, Jaroslav Papoušek, Jiri Menzel, Jan Kadar i Elmar Klos, Juraj Herz i inni w filmie). Poza nieśmiertelnym autorem Szwejka i Seifertem oraz wyjątkowo Vančurą z tłumaczonych na polski autorów wspominani są Hrabal oraz Ladislav Fuks, a konkretnie jego znakomity „Palacz zwłok”. No i wstyd dla wydawnictwa i jego właściciela,znanego czechofila Mariusza Szczygła i redaktora książki, jeśli takowy był - autorka przekładu - Halina Kralowa - przetłumaczyła niemieckie słowo Moldau jako rzekę ... Mołdawę (nie ma takiej). Tymczasem Moldau to po niemiecku ... Wełtawa! Dobrze, że Czesi nie pisali o Genui - po czesku Janov - wówczas tłumaczka wraz z wydawcą wysłaliby czytelników do jakiegoś Janowa. Jednym słowem rzecz co najwyżej dobra, mocno zdezaktualizowana i niewiele wnosząca nowego dla czechofili. Lepiej czytać Piotra M. Majewskiego, Mariuszy Surosza i Szczygła (alfabetycznie),Petra Jokeša, a nawet (poza fragmentami autopromocyjnymi) Aleksandra Kaczorowskiego. No i przede wszystkim czeską literaturę. Dodatkowa gwiazdka za sprzeciw autora (wtedy we Włoszech był to akt odwagi) wobec komunistycznej normalizacji po zdławieniu praskiej wiosny. Przeczytane w ramach listopadowego wyzwania – książka z pomarańczową okładką (obejmującą kopułę kościoła św. Mikołaja na Malej Stranie).
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na61 rok temu
Rumun goni za happy endem Bogumił Luft
Rumun goni za happy endem
Bogumił Luft
Książka z 2015 roku (wyd. II rozszerzone),w rzece Dymbowicy upłynęło od tego czasu sporo wody. Czy w 2026 r. Rumun jest bliżej happy endu? W 2025 roku w wieku 95 lat zmarł Ion Iliescu - polityk, który zaczął karierę tuż po wyginięciu dinozaurów jeszcze jako komunista, i który trzymał się polityki i życia tak długo, że opowiadano już o nim dowcipy ("nadzieja umiera przedostatnia..."). Co by nam Autor napisał o wydarzeniach z 2024, kiedy to w Rumunii miały miejsce 4 różne wybory, w tym prezydenckie. Kiedy to pierwszą turę wygrał Stan Tymi... Calin Georgescu, co uznano za cud wyczarowany wrażymi kliknięciami i I turę unieważniono już w trakcie II tury, a ówczesny prezydent- etniczny Niemiec, który już ogłosił, że zostanie na urzędzie do czasu rozstrzygnięcia nowych wyborów musiał ustąpić wobec niezadowolenia społecznego. A w 2017 roku "mamałyga wybuchła" i setki tysięcy Rumunów wyszły na ulice w masowych protestach. Ciekawy kraj ta Rumunia.... Ale powróćmy do książki. Dużo Mołdawii w tej Rumunii, a Rumunii w Mołdawii, szczególnie na początku. W ogóle jest dużo o tym, jak nieoczywiste i pokręcone bywają w tej części świata kwestie etniczne, językowe, polityczne, religijne... I to mimo tego, że Rumuni są nawet bardziej prawosławnymi, niż Polacy są katolikami (przynajmniej stereotypowo). Przy okazji - bardzo mnie wciągnęła historia rumuńskiego kościoła greckokatolickiego, jego rola w budowaniu tożsamości narodowej Rumunów na drodze ku niepodległości, delegalizacja i podziemna działalność za komuny oraz późniejsze odrodzenie. Bardzo ciekawe rozdziały o: języku; o duchownym, który nie poprzestał na rozdawaniu ulotek pro-life w proteście przeciw aborcji, ale stworzył organizację dającą nowy dom niechcianym dzieciom; o bolesnym czasie komunistycznego zamordyzmu i równie bolesnych wydarzeniach 1989-1990; o zaskakująco nowoczesnych rozwiązaniach technicznych, jakie w swoim nowym pałacu kazał zastosować król Karol I i o skandalach, jakie wywoływał Karol II. Warto przeczytać. Najsłynniejsza rumuńska ballada ludowa, uznawana za jeden z fundamentów rumuńskiej kultury i tożsamości narodowej ("Jagniątko") mówi o pasterzu, który pogodzony z losem pokornie wychodzi naprzeciw swoim mordercom, a rumuńskie powiedzenie mówi, że "mamałyga nie wybucha", ale jednak czasem wybucha. Dlaczego w tej Rumunii wszystko jest takie pokręcone? Dzięki książce pana Lufta znacznie lepiej to rozumiem i już nie mogę się doczekać wyjazdu do Rumunii, by przekonać się o tym naocznie. PS. Polecam posłuchać pieśni Valeriu Steriana "Nopți" o przejmującym tekście, którego fragment cytowany był w książce, a w nadziei na tytułowy "Happy end" innego utworu Steriana - "Cântec de oameni" ("Pieśń o ludziach").
Warmiaczka - awatar Warmiaczka
oceniła na725 dni temu

Cytaty z książki Rzeczpospolita Dubrownicka

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Rzeczpospolita Dubrownicka