-
Artykuły
Czytamy w weekend. 17 kwietnia 2026
LubimyCzytać313 -
Artykuły
"Malarz" Piotra Chomczyńskiego - mamy dla Was 30 egzemplarzy książki
LubimyCzytać4 -
Artykuły
Wiosenne porządki w księgarni Matras. Setki hitów już od 5 złotych!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jak dobrze znasz Katarzynę Bondę? Alfabet pisarki.
LubimyCzytać12
Biblioteczka
2018-01-07
2017-07-27
Dobrze być razem w dojrzałym związku, ale ta baza, która pozwala przejść w życiu kolejne straty, polega również na siedzeniu w kącie i mierzeniu się z tym w samotności. Umieramy sami. Niezależnie od tego, jak bardzo bliska była czy nadal jest druga osoba. W każdym z nas jest dość istotny obszar tajemnicy i odrębności. Nawet jakby się bardzo chciało, to się nie wpuści tam drugiej osoby. W hiszpańskim jest na to słowo "incommunicado" - obszar nieprzekazywalny.
Dobrze być razem w dojrzałym związku, ale ta baza, która pozwala przejść w życiu kolejne straty, polega również na siedzeniu w kącie i mierzeniu się z tym w samotności. Umieramy sami. Niezależnie od tego, jak bardzo bliska była czy nadal jest druga osoba. W każdym z nas jest dość istotny obszar tajemnicy i odrębności. Nawet jakby się bardzo chciało, to się nie wpuści tam...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Ludziom zdaje się, że zakochując się, uzyskują pełnię? Platoniczne zjednoczenie dusz? Szczerze wątpię. Uważam, że właśnie do tego momentu trwamy w pełni. Miłość powoduje w nas pęknięcie. Byłeś całością - i nagle pękasz, otwierasz się. Ona była tym obcym ciałem wprowadzonym w twoją pełnię. A ty przez półtora roku usiłowałeś to obce ciało przyswoić. Ale nigdy nie odzyskasz pełni, dopóki go z siebie nie wyrzucisz. Albo się go pozbędziesz, albo wchłoniesz je przez własne wynaturzenie. I to właśnie uczyniłeś, i to własnie doprowadziło cię do obłędu. [...]
Przywiązanie rujnuje nas, jest naszym wrogiem. Joseph Conrad: Kto tworzy więzy, jest zgubiony. To absurd, żebyś tu siedział i wyglądał, jak wyglądasz. Zakosztowałeś tego. Nie wystarczy? Wszystkiego można jedynie zakosztować. Tylko to jest nam dane w życiu, tylko to jest nam dane z życia. Posmak. Nic więcej.
Ludziom zdaje się, że zakochując się, uzyskują pełnię? Platoniczne zjednoczenie dusz? Szczerze wątpię. Uważam, że właśnie do tego momentu trwamy w pełni. Miłość powoduje w nas pęknięcie. Byłeś całością - i nagle pękasz, otwierasz się. Ona była tym obcym ciałem wprowadzonym w twoją pełnię. A ty przez półtora roku usiłowałeś to obce ciało przyswoić. Ale nigdy nie odzyskasz...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Myślę, że dla artysty złudzenie zjednoczenia z wszechświatem, pochłonięcie uwagi znaczeniem każdego przedmiotu w jego otoczeniu oraz przepajająca go aura spokoju i spełnienia nie są pożądanym stanem. Taki stan usypia twórczą osobowość, która żywi się konfliktem, zderzaniem się, fermentem idei. Transcendencja artysty musi znajdować się w jego sztuce - nie powinien wnosić żadnych sztucznych barier pomiędzy sobą a siłą napędową swojej podświadomości. (...) Zdają się wówczas kompletnie tracić swój zmysł krytyczny i odcinać od pewnych niezwykle inspirujących sfer życia. Być może, gdy wszystko jest piękne, nic nie jest już piękne."
"Myślę, że dla artysty złudzenie zjednoczenia z wszechświatem, pochłonięcie uwagi znaczeniem każdego przedmiotu w jego otoczeniu oraz przepajająca go aura spokoju i spełnienia nie są pożądanym stanem. Taki stan usypia twórczą osobowość, która żywi się konfliktem, zderzaniem się, fermentem idei. Transcendencja artysty musi znajdować się w jego sztuce - nie powinien wnosić...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
W związku iskrzy. Ona o nim: "mimoza". On do niej: "w tobie brak kobiecości".
"Dziś siedzę w spelunie portowej, w ręku czuję obrzydliwy kształt kieliszka i czuję odór alkoholu. Topię resztki swego romantyzmu. (...) A moglibyśmy być razem, moglibyśmy się z siebie cieszyć, moglibyśmy wyjeżdżać nad morze, iść przez góry, mógłbym Cię trzymać teraz za rękę, mógłbym Cię całować. A tymczasem czas ucieka, wspomnienia się zacierają, między nami setki kilometrów. Ty tam, ja tu - bo ty kaktus, a ja mimoza?"
"Kiedy rok temu - szedłem do Ciebie do Liliputki, nie zastanawiałem się nad niczym. Wszystko było mi całkowicie obojętne. To samo, kiedy - posyłałem bzy...Tak wtedy musiało być. I to miało szalony urok, to było zgodne z moim własnym ja. I dziś ten urok nie przeminął - może się nawet spotęgował - tylko przybrał inne, zupełnie inne barwy, które trzeba umieć rozróżnić."
Wieczory spędza samotnie: "I przyznam Ci się szczerze, że czuję się źle. Piszesz mi, że Ci smutno za nami, wierzę Ci. Mnie jakoś pusto tu bez Ciebie. Miasto straciło urok i po Karmelickiej już nie ma sensu chodzić - więc jeżdżę tramwajem."
Inauguracja roku akademickiego 1949/1950 odbywa się z wielką pompą. Krakowska Państwowa Szkoła Dramatyczna uzyskuje status wyższej uczelni. Od teraz nazywa się Państwowa Wyższa Szkoła Aktorska. Naukę wydłużono o rok - z trzech do czterech lat. W uroczystości biorą udział władze miejskie, krakowscy notable i artyści, dyrekcja szkoły i grono pedagogiczne.
Zgodnie z duchem czasu przemówienie wygłasza też murarz sprowadzony z budowy Nowej Huty.
Kończy mowę: "Wiemy, że trzeba mieszkań, bo kraj jest zrujnowany. Jak się do tego weźmiemy - my, murarze i wy, cyrkowcy - to razem zbudujemy wspaniałą Polskę".
"Cyrkowcy" starszego pokolenia zachowują powagę. Młodzi tłumią śmiech, zwłaszcza gdy murarz wyciąga pęto kiełbasy i dorzuca: "Wiem, że wam ciężko w tym mieście. Ja jestem ze wsi, w mieście zarabiam, a w domu świnkę sobie jeszcze odchowam".
Czyta jej Małego Księcia. Zastanawiają się, czy na planecie B-612 baranek zjadł różę i czy rzeczywiście człowiek staje się na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoił. Oglądają razem włoskie filmy - Cud w Mediolanie i Złodziei rowerów Vittoria De Siki. W baśniowych włoskich filmach biedacy potrafią cieszyć się drobnymi rzeczami, takimi jak zachód słońca, melodia katarynki i kolorowe baloniki. Barbara Lerczak: "Kiedyś Zbyszek odprowadził mnie, pożegnał się i odszedł. Poszłam do pokoju, umyłam i zakręciłam włosy, włożyłam szlafrok i wtedy weszła portierka, mówiąc, że ktoś na mnie czeka na dole. Zbiegłam szybko w tym niezbyt reprezentacyjnym stroju. Okazało się, że to Zbyszek: >Słuchaj, zapomniałem ci powiedzieć, że cię kocham.< I odszedł, już go nie było."
"Byliśmy potwornie, nieludzko sentymentalni sentymentalnością nie do podrobienia. Ozdobna rzewność panowała między kobietami i mężczyznami, a także między przyjaciółmi. (...) dorosły mężczyzna, który nie miał pluszowego misia, po prostu nie mógł się pokazać w towarzystwie."
- Nie mieliśmy prawdziwego dzieciństwa, no bo kiedy? - tłumaczy mi Mieczysław Kochanowski, urbanista, członek Bim-Bomu. - Najpierw była wojna, potem parę lat powojennej biedy i stalinizm. Kiedy się skończył, młodość była wprawdzie przed nami, ale dzieciństwo minęło. Być może Zbyszek miał czulsze receptory. Ale nie >Stary Polak z tako nisko dużo dupo<,bo nie wymawiał samogłosek nosowych. Był wspaniały, pięknie spontanicznie przemawiał, trudno było go nie lubić. Miał takie słynne powiedzenie, gdy coś mu się podobało, ktoś dobrze zagrał: >Ja cię o dwunastej w południe pod kościołem Mariackim w dupę za to pocałuję<. Ten komplement to był największy zaszczyt. Mnie udało się go usłyszeć kilka razy".
W związku iskrzy. Ona o nim: "mimoza". On do niej: "w tobie brak kobiecości".
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Dziś siedzę w spelunie portowej, w ręku czuję obrzydliwy kształt kieliszka i czuję odór alkoholu. Topię resztki swego romantyzmu. (...) A moglibyśmy być razem, moglibyśmy się z siebie cieszyć, moglibyśmy wyjeżdżać nad morze, iść przez góry, mógłbym Cię trzymać teraz za rękę, mógłbym Cię całować....