-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać28 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
Przyznam, że od lat mam problem z książkami Alison Weir, bo z jednej strony są one chwalone nawet na jej rodzimym podwórku i naprawdę dobrze się je czyta, a z drugiej niestety zawierają przekłamania i nieścisłości. Czytając jej książki, szczególnie te biograficzne (beletrystyka historyczna to zupełnie inna sprawa), odnoszę wrażenie, że Alison Weir za wszelką cenę chce udowodnić swoją „prawdę” i wmówić ją czytelnikowi, aby ten również przyjął ją za swoją, podczas gdy fakty temu przeczą. Wiadomo, że Ryszard III od wieków budzi szereg kontrowersji zarówno z środowisku naukowym, jak i wśród zwykłych pasjonatów historii. Towarzystwo Ryszarda III składające się zarówno z historyków, jak i pasjonatów historii, od ponad 100 lat, czyli od czasu swojego powstania, prowadzi krucjatę mającą na celu przywrócenie dobrego imienia Ryszardowi III. Ich działania są naprawdę imponujące, choć nierzadko wyśmiewane przez naukowców, którzy uważają, że nie ma sensu już niczego badać, bo wszak Ryszard III to tyran, dzieciobójca, uzurpator i generalnie potwór, jakich mało. No ale oni w tym Towarzystwie są niezłomni i nie poddają się, a wręcz idą pod prąd i doprowadzają do podejmowania konkretnych działań nawet przez najbardziej zagorzałych przeciwników Ryszarda III, tak jak było to w przypadku wszczęcia poszukiwań szkieletu króla.
Wracając jednak do książki zastanawiam się, w jakim celu zrobiono w tym roku jej wznowienie w Polsce, skoro informacje, jakie podaje w niej Alison Weir są z jednej strony nieaktualne, bo książka ma już swoje lata, a z drugiej autorka – pomimo zapewnień na okładce – niczego tak naprawdę nie udowadnia, a jedynie na ponad 300 stronach pastwi się nad Ryszardem, powtarzając między wierszami w kółko to samo: Winny! Winny! Winny! Celowo robi to też w ostatnim zdaniu, które bez wątpienia zapadnie w pamięci czytelników na bardzo długo i tylko namiesza im w głowach. Alison Weir w głównej mierze opiera się na pracy sir Tomasza More’a – dodam, że z jakiegoś powodu niedokończonej. Dzieło to zatytułowane „Historia króla Ryszarda III” nie jest bowiem uznawane za wiarygodne źródło historyczne. To raczej tekst literacko‑polityczny, mocno nacechowany propagandą Tudorów, niż rzetelna biografia. Dlaczego uznaje się je za niewiarygodne? More napisał swoją „Historię króla Ryszarda III” około 1513-1518 roku, czyli trzy dekady po śmierci Ryszarda. Z kolei światło dzienne biografia ta ujrzała dużo, dużo później. More był wówczas urzędnikiem w Londynie, a jego dzieło powstało w atmosferze dworu Tudorów, którzy mieli interes w przedstawianiu Ryszarda jako tyrana. Tekst More’a jest jednym z głównych źródeł czarnej legendy Ryszarda III – to właśnie stąd pochodzi obraz króla jako garbatego uzurpatora, mordercy „Książąt z Tower” i uosobienia zła. Historycy podkreślają, że wiele z tych opisów to literackie zabiegi, a nie fakty. Jak już wspomniałam wyżej, dzieło jest niedokończone i niejednolite. Poza tym istnieje w kilku wersjach, różniących się szczegółami. To dodatkowo podważa jego wartość jako źródła historycznego. Historycy tacy jak Michael Hicks czy Charles Ross wskazują, że dzieło More’a jest bardziej moralnym traktatem niż kroniką. Badacze określają je jako „propaganda Tudorów” i „jedno z najbardziej nieokiełznanych tekstów humanistycznych” – pełne literackich ozdobników, ale mało rzetelne.
Drugim źródłem, na którym Alison Weir w głównej mierze opiera swoją książkę jest „Wielka kronika Londynu” (ang. The Great Chronicle of London), która z kolei jest źródłem historycznym o umiarkowanej wiarygodności – cenionym jako świadectwo miejskiej perspektywy XV i XVI wieku, ale obciążonym lokalnymi plotkami, stronniczością i późniejszymi dopiskami. Główna jej część została spisana pod koniec XV wieku i kontynuowana do 1512 roku przez kilku autorów. Autorstwo jest więc anonimowe, związane z londyńskimi mieszczanami i urzędnikami miejskimi. Obejmuje wydarzenia od 1189 do 1512 roku, ze szczególnym naciskiem na życie miasta, uroczystości, pogrzeby, koronacje i lokalne reakcje na wydarzenia polityczne. Jej mocnymi stronami jest to, że daje unikalny wgląd w perspektywę londyńskich obywateli, odmienną od dworskich kronik, zawiera szczegóły dotyczące życia codziennego, uroczystości miejskich i nastrojów społecznych i jest jednym z najważniejszych świadectw miejskiej kultury kronikarskiej w Anglii XV i XVI wieku. Niestety posiada i słabe strony, które związane są właśnie z omawianym tematem, a mianowicie zawiera plotki i pogłoski, np. relacje o śmierci „Książąt z Tower” w 1483 roku, które nie są potwierdzone innymi źródłami. Tekst był wielokrotnie poprawiany i uzupełniany, m.in. przez Johna Stowa w XVI wieku, co wprowadza element wtórności i interpretacji. Kronika ma charakter lokalny i stronniczy – skupia się na interesach Londynu, czasem pomijając szerszy kontekst polityczny.
Oczywiście Alison Weir cytuje też inne źródła, jak np. Croyland Chronicle, których nie sposób tutaj wymienić. Autorka mija się z prawdą w kwestii chociażby takich informacji, jak kolor włosów Edwarda IV (Weir pisze, że miał ciemne, a w rzeczywistości miał jasnobrązowe, a wręcz uważane za blond - szczególnie w młodości - co pokazała ekshumacja szczątków Edwarda IV w roku 1789; jasne pukle jego włosów znajdują się obecnie w zbiorach Society of Antiquaries of London oraz Science Museum Group). A zatem według autorki Edward IV miał ciemne włosy, ale w kolejnym fragmencie to właśnie Ryszard był najbardziej podobny do ojca, księcia Yorku, bo… uwaga(!)… miał ciemne włosy! Autorka myli też Małgorzatę York, siostrę Edwarda i Ryszarda, z Małgorzatą Warwick. Wiem, że może za bardzo się czepiam, bo to tylko niuanse, ale na kartach książki takich szczegółów jest kilka, a mnie akurat one bardzo rażą.
Zastanawia mnie też fakt, dlaczego polski wydawca nawet słowem nie wspomniał we wznowieniu o tym, co obecnie dzieje się w Anglii w kontekście Ryszarda i jego bratanków. Jest jedynie sucha wzmianka o tym, że odnaleziono szkielet króla. A gdzie informacja o dalszych badaniach? Bo na odnalezieniu szkieletu Ryszarda wcale ta sprawa się nie zakończyła. Badania poprowadzono dalej, tworząc kolejny projekt i wykorzystując w nim zaawansowane współczesne techniki kryminalistyczne. Badania prowadziło kilka grup naukowców pochodzących z różnych krajów w kilku państwach europejskich, co do których uznano, że właśnie w ich archiwach mogą znajdować się nowe informacje. Dokonano naprawdę ciekawych odkryć, które rzucają zupełnie inne światło na sprawę Ryszarda III i jego bratanków. Odkrycia te mają posłużyć do dalszych badań i analiz, które już wkrótce się rozpoczną. Ale polski wydawca o tym milczy jak zaklęty, ponieważ – jak mniemam – poinformowanie o tym czytelników poważnie kłóciłoby się z tym, co oferuje nam Alison Weir w swojej książce, choć wielokrotnie sama sobie zaprzecza. Mam wrażenie, że pani Weir trochę się w tym wszystkim pogubiła, ale jedno wie na pewno: Ryszard był mordercą dzieci!
Czy polecam tę książkę? No cóż. Jeśli sięgnie po nią czytelnik początkujący, czyli taki, który nie posiada nawet elementarnej wiedzy w temacie Ryszarda III i Wojny Róż, to przyswoi sobie informacje, które tylko utwierdzą go w błędnym przekonaniu, że sprawa kontrowersyjnego króla została zakończona, a tak nie jest. Owszem, można ją było za taką uznać, ale przed rokiem 2012. Teraz to wszystko wygląda zupełnie inaczej, a w Anglii coraz częściej i coraz głośniej mówi się o napisaniu biografii Ryszarda III na nowo. Uwierzcie mi, że w Anglii to jest naprawdę gorący temat. Tam Ryszard traktowany jest jak celebryta, o którym wciąż się mówi. Z kolei jeśli sięgną po tę książkę czytelnicy mający rozległą wiedzę historyczną, to mogą się trochę zirytować, bo treść książki poważnie kłóci się z tym, co wiemy dziś. Osoba, która posiada konkretną wiedzę natychmiast wyłapie nieścisłości i przekłamania. Pamiętajmy, że biografia po raz pierwszy została wydana na rynku anglosaskim jeszcze w 1992 roku, a wznowiona – z nieznaczną korektą - w 2014. Do Polski trafiła po raz pierwszy w 2015 roku. Od tamtego czasu wiele się zmieniło, ale u nas o tym cisza. Gdybym nie miała konkretnej wiedzy w tym temacie, to czułabym się oszukana jako czytelniczka. A tak jedyne, co czuję, to dystans, bo tak naprawdę po roku 2012 wiemy już, że w kwestii Ryszarda III niczego jeszcze nie udowodniono na sto procent, a każdy, kto tak twierdzi, myli się.
Przyznam, że od lat mam problem z książkami Alison Weir, bo z jednej strony są one chwalone nawet na jej rodzimym podwórku i naprawdę dobrze się je czyta, a z drugiej niestety zawierają przekłamania i nieścisłości. Czytając jej książki, szczególnie te biograficzne (beletrystyka historyczna to zupełnie inna sprawa), odnoszę wrażenie, że Alison Weir za wszelką cenę chce...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Magdalena Zimniak od lat umacnia swoją pozycję na polskiej scenie literackiej, konsekwentnie pokazując, że potrafi jak mało kto zaglądać w ciemniejsze zakamarki ludzkiej psychiki. Choć jej książki zwykle trafiają na półkę z thrillerami psychologicznymi i domestic noir, trudno je zamknąć w jednej kategorii, ponieważ zawsze niosą ze sobą coś więcej niż tylko solidną dawkę napięcia. Jej najnowsza powieść, "Ostatni upadek", wygląda jak naturalne zwieńczenie pewnego etapu twórczości i jednocześnie efektowne domknięcie historii rozpoczętych w bestsellerowych "Kształcie demona" i "Pękniętej krze". To doskonale skonstruowana opowieść, w której przeszłość nieustannie odbija się echem, rodzinne więzi plączą się w skomplikowane układy, a bohaterowie zmagają się z pytaniem o to, kim właściwie są. Autorka po raz kolejny pokazuje, że świetnie czuje klimat dusznej, niepokojącej atmosfery. W jej literackim świecie prawda i kłamstwo leżą tak blisko siebie, że łatwo je pomylić. I właśnie to sprawia, że trudno oderwać się od lektury.
W "Ostatnim upadku" w centrum wydarzeń ponownie znajduje się Adrianna Leman – bohaterka dobrze znana fanom twórczości Magdaleny Zimniak, choć w jej przypadku "znać” to pojęcie wyjątkowo niepewne. Autorka świetnie bawi się motywem tożsamości, traktując ją jak kostium, który można zmieniać, ale którego zdjęcie zawsze kosztuje więcej, niż się nam wydaje. Gdy Adrianna orientuje się, że całe jej dotychczasowe życie opierało się na fałszu, musi podjąć decyzję, która wywraca wszystko do góry nogami. Porzucenie nazwiska, kariery i rodzinnego Gdańska to dla niej nie tylko odcięcie się od przeszłości, lecz przede wszystkim desperacka próba zrozumienia, kim naprawdę jest. To pragnienie rozpoczęcia wszystkiego praktycznie od zera jest bardzo ludzkie i łatwo wzbudza sympatię, ale w powieściach Magdaleny Zimniak takie momenty spokoju nigdy nie trwają długo. Miejsce, które miało być bezpieczną przystanią, szybko okazuje się kolejną pułapką. Informacja o znalezieniu zwłok kobiety na budowie i tajemnicze zniknięcie jej dziecka błyskawicznie podkręcają atmosferę, wrzucając czytelnika w wir niepokoju i napięcia.
Wyjątkowość "Ostatniego upadku" wynika z tego, jak sprytnie autorka nawiązuje do własnego literackiego uniwersum, szczególnie do historii opowiedzianej w "Pękniętej krze". Aby w pełni poczuć wagę nowej powieści, dobrze jest wrócić myślami do losów bliźniaczek – Agnieszki i Ady. Autorka stworzyła tam duet oparty na kontrastach: jedna była żywiołowa i nieokiełznana, druga spokojna i uporządkowana. W tamtej opowieści tożsamość stała się czymś, co można było niemal wymienić jak element garderoby, a dramat, który rozegrał się w Tatrach, w starym, złowieszczym domu, odcisnął trwałe piętno na życiu tej, która przeżyła. "Ostatni upadek" wraca do tego motywu i stawia pytanie, czy da się naprawdę porzucić rolę, którą kiedyś przyjęliśmy – z własnej woli albo pod presją okoliczności. Adrianna, próbując odciąć się od dawnych wydarzeń, nie zauważa, że przeszłość ma to do siebie, iż prędzej czy później i tak dopomina się o uwagę. A tajemnice, zwłaszcza te najmroczniejsze, lubią wypływać na powierzchnię wtedy, kiedy najmniej tego chcemy. Magdalena Zimniak z dużą lekkością splata więc dwie płaszczyzny: bolesną, rodzinną historię i pełne napięcia śledztwo, tworząc opowieść, która wciąga zarówno emocjonalnie, jak i kryminalnie.
Centralną postacią, która łączy wszystkie wątki "Ostatniego upadku", jest nadkomisarz Krystyna Farkas. Czytelnicy mieli okazję poznać ją już w "Kształcie demona", gdzie prowadziła śledztwo w sprawie tajemniczych zniknięć w warszawskim kościele. Farkas to bohaterka bardzo "ludzka” – świetna w swoim fachu, ale jednocześnie obdarzona słabościami, przeczuciami i intuicją, która pozwala jej dostrzec to, co umyka innym. W nowej powieści Magdalena Zimniak stawia ją przed zadaniem wymagającym nie tylko policyjnej precyzji, lecz także wniknięcia w psychikę osób zamieszanych w sprawę. Dochodzenie dotyczące śmierci pisarki i zaginięcia jej małej córeczki jest prowadzone z dużą dbałością o realia pracy policji, co sprawia, że całość brzmi wiarygodnie i mocno osadza czytelnika w świecie przedstawionym w powieści. Autorka nie stosuje skrótów – każdy ruch śledczych ma sens, a kolejne tropy stopniowo zmieniają sposób, w jaki patrzymy na Adriannę Leman. W tle cały czas pulsuje kluczowe pytanie: czy pisarka zginęła w nieszczęśliwym wypadku, czy ktoś celowo doprowadził do jej śmierci, znając prawdę o jej dawnym życiu? To właśnie ta niepewność napędza fabułę i sprawia, że trudno odłożyć książkę choćby na chwilę.
Na kartach powieści unosi się atmosfera tak ciężka i lepka, że niemal można ją kroić nożem – to już znak firmowy Magdaleny Zimniak. Autorka ma wyjątkowy talent do tworzenia przestrzeni, które nie są jedynie dekoracją, lecz pełnoprawnym elementem opowieści. Plac budowy, na którym odnaleziono ciało, nie funkcjonuje tu jako zwykłe tło, ale jako metafora wszystkiego, co w życiu bohaterki zostało porzucone, rozbite albo nigdy niedokończone. Podobnie jak w "Kształcie demona", gdzie sacrum zderzało się z mrocznymi zakamarkami ludzkiej natury, tak i tym razem Magdalena Zimniak gra kontrastami. Marzenie o próbie zaczęcia wszystkiego od początku zostaje brutalnie zderzone z surowością miejsca, które zamiast dawać nadzieję, przypomina o chłodzie, brudzie i niepewności. Dzięki temu książkę odbiera się niemal fizycznie – czuć napięcie towarzyszące odkryciu ciała, chłodne powietrze poranka nad miejscem zbrodni oraz narastający lęk bliskich, którzy nie wiedzą, co stało się z zaginionym dzieckiem. To właśnie ta zmysłowość i umiejętność budowania nastroju sprawiają, że Ostatni upadek wciąga nie tylko fabułą, ale i emocjami.
Warstwa psychologiczna "Ostatniego upadku" to bez wątpienia jeden z najmocniejszych elementów prozy Magdaleny Zimniak. Autorka stawia czytelnikowi pytania, które trafiają w samo sedno: kim właściwie jesteśmy, jeśli odrzeć nas z nazwiska, sukcesów i historii, którą nosimy na barkach? Los Adrianny Leman staje się tu opowieścią o rozpadzie tożsamości i desperackiej próbie jej odbudowania. Pojawia się też niepokojące pytanie – czy kłamstwo powtarzane latami może stać się czymś, co traktujemy jak własną prawdę? Magdalena Zimniak pokazuje, że nie da się uciec od siebie, a odcięcie się od przeszłości, nawet tej najbardziej toksycznej, często prowadzi do bolesnych konsekwencji. Tytułowy "upadek” można zatem czytać na wiele sposobów: jako załamanie moralne, rozpad złudzeń, ale też jako wydarzenie, które dosłownie kończy pewien etap życia albo zmienia je nieodwracalnie. Przemiana Ady, jej wewnętrzne zmagania i konfrontacja z tym, co próbowała ukryć, zostały opisane w prologu z niezwykłą dokładnością – taką, która sprawia, że czytelnik czuje każdy jej krok, zawahanie i pęknięcie.
Magdalena Zimniak ponownie sięga po tematy, które wielu autorów omija szerokim łukiem i robi to z taką samą odwagą, jak w "Kształcie demona". Tam weszła w przestrzeń sacrum, pokazując, że mrok potrafi wślizgnąć się nawet w miejsca, które mają dawać ukojenie. W "Ostatnim upadku" ten mrok przybiera jednak bardziej osobistą formę. Nie ma tu potworów z mitów ani sił nadprzyrodzonych, natomiast jest zazdrość, niespełnienie, toksyczne relacje i emocje, które potrafią zatruć całe życie. Autorka jasno sugeruje, że najgroźniejsze "demony” to te, które sami w sobie pielęgnujemy. A prowadzone przez Krystynę Farkas śledztwo przypomina momentami oczyszczający rytuał, który krok po kroku odsłania to, co poszczególni bohaterowie próbowali ukryć przed światem, i to, co miało nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Struktura narracyjna "Ostatniego upadku" została dopracowana w najmniejszych detalach. Magdalena Zimniak niezwykle świadomie odsłania kolejne elementy historii, przeplatając teraźniejsze wydarzenia z powrotami do przeszłości i subtelnymi nawiązaniami do wcześniejszych tomów. Dzięki temu czytelnicy, którzy pamiętają "Pękniętą krę", mają dodatkową przyjemność z układania w głowie coraz pełniejszego obrazu, a osoby sięgające po twórczość autorki po raz pierwszy, dostają wystarczająco dużo informacji, by bez problemu zanurzyć się w fabule. To właśnie ta konsekwencja i umiejętne rozwijanie motywów na przestrzeni kilku książek sprawiają, że Ostatni upadek wyróżnia się na tle wielu polskich kryminałów i thrillerów. Widać tu literacką dojrzałość Magdaleny Zimniak i jej szacunek dla odbiorcy, który oczekuje od powieści nie tylko łatwej rozrywki, ale też głębszej, wielowarstwowej opowieści.
Styl Magdaleny Zimniak łączy subtelność z pewną ostrością, która pojawia się dokładnie wtedy, gdy fabuła tego potrzebuje. Autorka nie rozprasza czytelnika nadmiarem opisów – stawia na emocje i dialogi, żywe, naturalne i podszyte napięciem. Wrażenie jest takie, jakby każde zdanie było starannie przemyślane, a każda scena miała swój konkretny cel, prowadząc nas krok po kroku do finału, który potrafi zaskoczyć i zostawić po sobie mocne wrażenie. "Ostatni upadek" to z całą pewnością historia o tym, że przeszłość zawsze upomina się o swoje, a nierozwiązane sprawy z przeszłości, które kiedyś zignorowaliśmy, potrafią wrócić do nas w najmniej oczekiwanym momencie i to z ogromną siłą. To również opowieść o macierzyństwie – takim, które w sytuacji zagrożenia potrafi być jednocześnie destrukcyjne i niezwykle potężne. Motyw zaginionego dziecka może wydawać się dobrze znany, ale Magdalena Zimniak nadaje mu nowy wymiar i emocjonalną głębię, unikając ckliwości i tanich chwytów.
"Ostatni upadek" to książka, po którą powinni sięgnąć nie tylko miłośnicy thrillerów, ale przede wszystkim ci, którzy w literaturze szukają psychologicznej głębi i emocjonalnej prawdy. Magdalena Zimniak stworzyła historię duszną, intensywną i pełną mroku, a jednocześnie niezwykle wciągającą. To finał, który spina wątki szczególnie z "Pękniętej kry", ale też i poniekąd "Kształtu demona" z imponującą precyzją, dając czytelnikowi poczucie obcowania z pełną, choć niepokojącą opowieścią. Krystyna Farkas ponownie udowadnia, że jest jedną z najciekawszych bohaterek we współczesnym polskim kryminale, a los Adrianny Leman zostaje w pamięci na długo, zmuszając do refleksji nad tym, ile odwagi potrzeba, by zmierzyć się z własną przeszłością i co może się wydarzyć, gdy zabraknie sił, by utrzymać równowagę.
Magdalena Zimniak nie podaje prostych odpowiedzi, ale droga, którą prowadzi czytelnika, jest tak intensywna, że trudno oderwać się od książki choćby na chwilę. To proza dojrzała, świadoma i pokazująca, że polski thriller psychologiczny nie tylko trzyma poziom, ale potrafi śmiało konkurować z zagranicznymi tytułami. Autorka przypomina też, że mrok, o którym pisze, nie znika wraz z zamknięciem książki, lecz zostaje z nami, zmuszając do przyjrzenia się własnym lękom i słabościom. "Ostatni upadek" to dowód na ogromny talent Magdaleny Zimniak: jej umiejętność budowania napięcia, empatia wobec bohaterów i wyczucie psychologiczne tworzą mieszankę, która działa jak literacki ładunek wybuchowy. Niniejsza powieść to także jedna z najciekawszych premier tego miesiąca w swoim gatunku – wielowarstwowa, emocjonalna i intelektualnie satysfakcjonująca. Powieść działa jak precyzyjnie skonstruowany mechanizm, gdzie każdy element ma znaczenie i prowadzi do finału, który potrafi wstrząsnąć. Magdalena Zimniak udowadnia, że potrafi opowiadać historie, które bolą, fascynują i zostają z czytelnikiem na długo. "Ostatni upadek" to nie tylko jej twórczy sukces, ale również książka, którą naprawdę warto znać.
źródło tekstu: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2026/01/magdalena-zimniak-ostatni-upadek.html
Magdalena Zimniak od lat umacnia swoją pozycję na polskiej scenie literackiej, konsekwentnie pokazując, że potrafi jak mało kto zaglądać w ciemniejsze zakamarki ludzkiej psychiki. Choć jej książki zwykle trafiają na półkę z thrillerami psychologicznymi i domestic noir, trudno je zamknąć w jednej kategorii, ponieważ zawsze niosą ze sobą coś więcej niż tylko solidną dawkę...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to