Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Magdalena Zimniak od lat umacnia swoją pozycję na polskiej scenie literackiej, konsekwentnie pokazując, że potrafi jak mało kto zaglądać w ciemniejsze zakamarki ludzkiej psychiki. Choć jej książki zwykle trafiają na półkę z thrillerami psychologicznymi i domestic noir, trudno je zamknąć w jednej kategorii, ponieważ zawsze niosą ze sobą coś więcej niż tylko solidną dawkę napięcia. Jej najnowsza powieść, "Ostatni upadek", wygląda jak naturalne zwieńczenie pewnego etapu twórczości i jednocześnie efektowne domknięcie historii rozpoczętych w bestsellerowych "Kształcie demona" i "Pękniętej krze". To doskonale skonstruowana opowieść, w której przeszłość nieustannie odbija się echem, rodzinne więzi plączą się w skomplikowane układy, a bohaterowie zmagają się z pytaniem o to, kim właściwie są. Autorka po raz kolejny pokazuje, że świetnie czuje klimat dusznej, niepokojącej atmosfery. W jej literackim świecie prawda i kłamstwo leżą tak blisko siebie, że łatwo je pomylić. I właśnie to sprawia, że trudno oderwać się od lektury.

W "Ostatnim upadku" w centrum wydarzeń ponownie znajduje się Adrianna Leman – bohaterka dobrze znana fanom twórczości Magdaleny Zimniak, choć w jej przypadku "znać” to pojęcie wyjątkowo niepewne. Autorka świetnie bawi się motywem tożsamości, traktując ją jak kostium, który można zmieniać, ale którego zdjęcie zawsze kosztuje więcej, niż się nam wydaje. Gdy Adrianna orientuje się, że całe jej dotychczasowe życie opierało się na fałszu, musi podjąć decyzję, która wywraca wszystko do góry nogami. Porzucenie nazwiska, kariery i rodzinnego Gdańska to dla niej nie tylko odcięcie się od przeszłości, lecz przede wszystkim desperacka próba zrozumienia, kim naprawdę jest. To pragnienie rozpoczęcia wszystkiego praktycznie od zera jest bardzo ludzkie i łatwo wzbudza sympatię, ale w powieściach Magdaleny Zimniak takie momenty spokoju nigdy nie trwają długo. Miejsce, które miało być bezpieczną przystanią, szybko okazuje się kolejną pułapką. Informacja o znalezieniu zwłok kobiety na budowie i tajemnicze zniknięcie jej dziecka błyskawicznie podkręcają atmosferę, wrzucając czytelnika w wir niepokoju i napięcia.

Wyjątkowość "Ostatniego upadku" wynika z tego, jak sprytnie autorka nawiązuje do własnego literackiego uniwersum, szczególnie do historii opowiedzianej w "Pękniętej krze". Aby w pełni poczuć wagę nowej powieści, dobrze jest wrócić myślami do losów bliźniaczek – Agnieszki i Ady. Autorka stworzyła tam duet oparty na kontrastach: jedna była żywiołowa i nieokiełznana, druga spokojna i uporządkowana. W tamtej opowieści tożsamość stała się czymś, co można było niemal wymienić jak element garderoby, a dramat, który rozegrał się w Tatrach, w starym, złowieszczym domu, odcisnął trwałe piętno na życiu tej, która przeżyła. "Ostatni upadek" wraca do tego motywu i stawia pytanie, czy da się naprawdę porzucić rolę, którą kiedyś przyjęliśmy – z własnej woli albo pod presją okoliczności. Adrianna, próbując odciąć się od dawnych wydarzeń, nie zauważa, że przeszłość ma to do siebie, iż prędzej czy później i tak dopomina się o uwagę. A tajemnice, zwłaszcza te najmroczniejsze, lubią wypływać na powierzchnię wtedy, kiedy najmniej tego chcemy. Magdalena Zimniak z dużą lekkością splata więc dwie płaszczyzny: bolesną, rodzinną historię i pełne napięcia śledztwo, tworząc opowieść, która wciąga zarówno emocjonalnie, jak i kryminalnie.

Centralną postacią, która łączy wszystkie wątki "Ostatniego upadku", jest nadkomisarz Krystyna Farkas. Czytelnicy mieli okazję poznać ją już w "Kształcie demona", gdzie prowadziła śledztwo w sprawie tajemniczych zniknięć w warszawskim kościele. Farkas to bohaterka bardzo "ludzka” – świetna w swoim fachu, ale jednocześnie obdarzona słabościami, przeczuciami i intuicją, która pozwala jej dostrzec to, co umyka innym. W nowej powieści Magdalena Zimniak stawia ją przed zadaniem wymagającym nie tylko policyjnej precyzji, lecz także wniknięcia w psychikę osób zamieszanych w sprawę. Dochodzenie dotyczące śmierci pisarki i zaginięcia jej małej córeczki jest prowadzone z dużą dbałością o realia pracy policji, co sprawia, że całość brzmi wiarygodnie i mocno osadza czytelnika w świecie przedstawionym w powieści. Autorka nie stosuje skrótów – każdy ruch śledczych ma sens, a kolejne tropy stopniowo zmieniają sposób, w jaki patrzymy na Adriannę Leman. W tle cały czas pulsuje kluczowe pytanie: czy pisarka zginęła w nieszczęśliwym wypadku, czy ktoś celowo doprowadził do jej śmierci, znając prawdę o jej dawnym życiu? To właśnie ta niepewność napędza fabułę i sprawia, że trudno odłożyć książkę choćby na chwilę.

Na kartach powieści unosi się atmosfera tak ciężka i lepka, że niemal można ją kroić nożem – to już znak firmowy Magdaleny Zimniak. Autorka ma wyjątkowy talent do tworzenia przestrzeni, które nie są jedynie dekoracją, lecz pełnoprawnym elementem opowieści. Plac budowy, na którym odnaleziono ciało, nie funkcjonuje tu jako zwykłe tło, ale jako metafora wszystkiego, co w życiu bohaterki zostało porzucone, rozbite albo nigdy niedokończone. Podobnie jak w "Kształcie demona", gdzie sacrum zderzało się z mrocznymi zakamarkami ludzkiej natury, tak i tym razem Magdalena Zimniak gra kontrastami. Marzenie o próbie zaczęcia wszystkiego od początku zostaje brutalnie zderzone z surowością miejsca, które zamiast dawać nadzieję, przypomina o chłodzie, brudzie i niepewności. Dzięki temu książkę odbiera się niemal fizycznie – czuć napięcie towarzyszące odkryciu ciała, chłodne powietrze poranka nad miejscem zbrodni oraz narastający lęk bliskich, którzy nie wiedzą, co stało się z zaginionym dzieckiem. To właśnie ta zmysłowość i umiejętność budowania nastroju sprawiają, że Ostatni upadek wciąga nie tylko fabułą, ale i emocjami.

Warstwa psychologiczna "Ostatniego upadku" to bez wątpienia jeden z najmocniejszych elementów prozy Magdaleny Zimniak. Autorka stawia czytelnikowi pytania, które trafiają w samo sedno: kim właściwie jesteśmy, jeśli odrzeć nas z nazwiska, sukcesów i historii, którą nosimy na barkach? Los Adrianny Leman staje się tu opowieścią o rozpadzie tożsamości i desperackiej próbie jej odbudowania. Pojawia się też niepokojące pytanie – czy kłamstwo powtarzane latami może stać się czymś, co traktujemy jak własną prawdę? Magdalena Zimniak pokazuje, że nie da się uciec od siebie, a odcięcie się od przeszłości, nawet tej najbardziej toksycznej, często prowadzi do bolesnych konsekwencji. Tytułowy "upadek” można zatem czytać na wiele sposobów: jako załamanie moralne, rozpad złudzeń, ale też jako wydarzenie, które dosłownie kończy pewien etap życia albo zmienia je nieodwracalnie. Przemiana Ady, jej wewnętrzne zmagania i konfrontacja z tym, co próbowała ukryć, zostały opisane w prologu z niezwykłą dokładnością – taką, która sprawia, że czytelnik czuje każdy jej krok, zawahanie i pęknięcie.

Magdalena Zimniak ponownie sięga po tematy, które wielu autorów omija szerokim łukiem i robi to z taką samą odwagą, jak w "Kształcie demona". Tam weszła w przestrzeń sacrum, pokazując, że mrok potrafi wślizgnąć się nawet w miejsca, które mają dawać ukojenie. W "Ostatnim upadku" ten mrok przybiera jednak bardziej osobistą formę. Nie ma tu potworów z mitów ani sił nadprzyrodzonych, natomiast jest zazdrość, niespełnienie, toksyczne relacje i emocje, które potrafią zatruć całe życie. Autorka jasno sugeruje, że najgroźniejsze "demony” to te, które sami w sobie pielęgnujemy. A prowadzone przez Krystynę Farkas śledztwo przypomina momentami oczyszczający rytuał, który krok po kroku odsłania to, co poszczególni bohaterowie próbowali ukryć przed światem, i to, co miało nigdy nie ujrzeć światła dziennego.

Struktura narracyjna "Ostatniego upadku" została dopracowana w najmniejszych detalach. Magdalena Zimniak niezwykle świadomie odsłania kolejne elementy historii, przeplatając teraźniejsze wydarzenia z powrotami do przeszłości i subtelnymi nawiązaniami do wcześniejszych tomów. Dzięki temu czytelnicy, którzy pamiętają "Pękniętą krę", mają dodatkową przyjemność z układania w głowie coraz pełniejszego obrazu, a osoby sięgające po twórczość autorki po raz pierwszy, dostają wystarczająco dużo informacji, by bez problemu zanurzyć się w fabule. To właśnie ta konsekwencja i umiejętne rozwijanie motywów na przestrzeni kilku książek sprawiają, że Ostatni upadek wyróżnia się na tle wielu polskich kryminałów i thrillerów. Widać tu literacką dojrzałość Magdaleny Zimniak i jej szacunek dla odbiorcy, który oczekuje od powieści nie tylko łatwej rozrywki, ale też głębszej, wielowarstwowej opowieści.

Styl Magdaleny Zimniak łączy subtelność z pewną ostrością, która pojawia się dokładnie wtedy, gdy fabuła tego potrzebuje. Autorka nie rozprasza czytelnika nadmiarem opisów – stawia na emocje i dialogi, żywe, naturalne i podszyte napięciem. Wrażenie jest takie, jakby każde zdanie było starannie przemyślane, a każda scena miała swój konkretny cel, prowadząc nas krok po kroku do finału, który potrafi zaskoczyć i zostawić po sobie mocne wrażenie. "Ostatni upadek" to z całą pewnością historia o tym, że przeszłość zawsze upomina się o swoje, a nierozwiązane sprawy z przeszłości, które kiedyś zignorowaliśmy, potrafią wrócić do nas w najmniej oczekiwanym momencie i to z ogromną siłą. To również opowieść o macierzyństwie – takim, które w sytuacji zagrożenia potrafi być jednocześnie destrukcyjne i niezwykle potężne. Motyw zaginionego dziecka może wydawać się dobrze znany, ale Magdalena Zimniak nadaje mu nowy wymiar i emocjonalną głębię, unikając ckliwości i tanich chwytów.

"Ostatni upadek" to książka, po którą powinni sięgnąć nie tylko miłośnicy thrillerów, ale przede wszystkim ci, którzy w literaturze szukają psychologicznej głębi i emocjonalnej prawdy. Magdalena Zimniak stworzyła historię duszną, intensywną i pełną mroku, a jednocześnie niezwykle wciągającą. To finał, który spina wątki szczególnie z "Pękniętej kry", ale też i poniekąd "Kształtu demona" z imponującą precyzją, dając czytelnikowi poczucie obcowania z pełną, choć niepokojącą opowieścią. Krystyna Farkas ponownie udowadnia, że jest jedną z najciekawszych bohaterek we współczesnym polskim kryminale, a los Adrianny Leman zostaje w pamięci na długo, zmuszając do refleksji nad tym, ile odwagi potrzeba, by zmierzyć się z własną przeszłością i co może się wydarzyć, gdy zabraknie sił, by utrzymać równowagę.

Magdalena Zimniak nie podaje prostych odpowiedzi, ale droga, którą prowadzi czytelnika, jest tak intensywna, że trudno oderwać się od książki choćby na chwilę. To proza dojrzała, świadoma i pokazująca, że polski thriller psychologiczny nie tylko trzyma poziom, ale potrafi śmiało konkurować z zagranicznymi tytułami. Autorka przypomina też, że mrok, o którym pisze, nie znika wraz z zamknięciem książki, lecz zostaje z nami, zmuszając do przyjrzenia się własnym lękom i słabościom. "Ostatni upadek" to dowód na ogromny talent Magdaleny Zimniak: jej umiejętność budowania napięcia, empatia wobec bohaterów i wyczucie psychologiczne tworzą mieszankę, która działa jak literacki ładunek wybuchowy. Niniejsza powieść to także jedna z najciekawszych premier tego miesiąca w swoim gatunku – wielowarstwowa, emocjonalna i intelektualnie satysfakcjonująca. Powieść działa jak precyzyjnie skonstruowany mechanizm, gdzie każdy element ma znaczenie i prowadzi do finału, który potrafi wstrząsnąć. Magdalena Zimniak udowadnia, że potrafi opowiadać historie, które bolą, fascynują i zostają z czytelnikiem na długo. "Ostatni upadek" to nie tylko jej twórczy sukces, ale również książka, którą naprawdę warto znać.

źródło tekstu: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2026/01/magdalena-zimniak-ostatni-upadek.html

Magdalena Zimniak od lat umacnia swoją pozycję na polskiej scenie literackiej, konsekwentnie pokazując, że potrafi jak mało kto zaglądać w ciemniejsze zakamarki ludzkiej psychiki. Choć jej książki zwykle trafiają na półkę z thrillerami psychologicznymi i domestic noir, trudno je zamknąć w jednej kategorii, ponieważ zawsze niosą ze sobą coś więcej niż tylko solidną dawkę...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Przyznam, że od lat mam problem z książkami Alison Weir, bo z jednej strony są one chwalone nawet na jej rodzimym podwórku i naprawdę dobrze się je czyta, a z drugiej niestety zawierają przekłamania i nieścisłości. Czytając jej książki, szczególnie te biograficzne (beletrystyka historyczna to zupełnie inna sprawa), odnoszę wrażenie, że Alison Weir za wszelką cenę chce udowodnić swoją „prawdę” i wmówić ją czytelnikowi, aby ten również przyjął ją za swoją, podczas gdy fakty temu przeczą. Wiadomo, że Ryszard III od wieków budzi szereg kontrowersji zarówno z środowisku naukowym, jak i wśród zwykłych pasjonatów historii. Towarzystwo Ryszarda III składające się zarówno z historyków, jak i pasjonatów historii, od ponad 100 lat, czyli od czasu swojego powstania, prowadzi krucjatę mającą na celu przywrócenie dobrego imienia Ryszardowi III. Ich działania są naprawdę imponujące, choć nierzadko wyśmiewane przez naukowców, którzy uważają, że nie ma sensu już niczego badać, bo wszak Ryszard III to tyran, dzieciobójca, uzurpator i generalnie potwór, jakich mało. No ale oni w tym Towarzystwie są niezłomni i nie poddają się, a wręcz idą pod prąd i doprowadzają do podejmowania konkretnych działań nawet przez najbardziej zagorzałych przeciwników Ryszarda III, tak jak było to w przypadku wszczęcia poszukiwań szkieletu króla.

Wracając jednak do książki zastanawiam się, w jakim celu zrobiono w tym roku jej wznowienie w Polsce, skoro informacje, jakie podaje w niej Alison Weir są z jednej strony nieaktualne, bo książka ma już swoje lata, a z drugiej autorka – pomimo zapewnień na okładce – niczego tak naprawdę nie udowadnia, a jedynie na ponad 300 stronach pastwi się nad Ryszardem, powtarzając między wierszami w kółko to samo: Winny! Winny! Winny! Celowo robi to też w ostatnim zdaniu, które bez wątpienia zapadnie w pamięci czytelników na bardzo długo i tylko namiesza im w głowach. Alison Weir w głównej mierze opiera się na pracy sir Tomasza More’a – dodam, że z jakiegoś powodu niedokończonej. Dzieło to zatytułowane „Historia króla Ryszarda III” nie jest bowiem uznawane za wiarygodne źródło historyczne. To raczej tekst literacko‑polityczny, mocno nacechowany propagandą Tudorów, niż rzetelna biografia. Dlaczego uznaje się je za niewiarygodne? More napisał swoją „Historię króla Ryszarda III” około 1513-1518 roku, czyli trzy dekady po śmierci Ryszarda. Z kolei światło dzienne biografia ta ujrzała dużo, dużo później. More był wówczas urzędnikiem w Londynie, a jego dzieło powstało w atmosferze dworu Tudorów, którzy mieli interes w przedstawianiu Ryszarda jako tyrana. Tekst More’a jest jednym z głównych źródeł czarnej legendy Ryszarda III – to właśnie stąd pochodzi obraz króla jako garbatego uzurpatora, mordercy „Książąt z Tower” i uosobienia zła. Historycy podkreślają, że wiele z tych opisów to literackie zabiegi, a nie fakty. Jak już wspomniałam wyżej, dzieło jest niedokończone i niejednolite. Poza tym istnieje w kilku wersjach, różniących się szczegółami. To dodatkowo podważa jego wartość jako źródła historycznego. Historycy tacy jak Michael Hicks czy Charles Ross wskazują, że dzieło More’a jest bardziej moralnym traktatem niż kroniką. Badacze określają je jako „propaganda Tudorów” i „jedno z najbardziej nieokiełznanych tekstów humanistycznych” – pełne literackich ozdobników, ale mało rzetelne.

Drugim źródłem, na którym Alison Weir w głównej mierze opiera swoją książkę jest „Wielka kronika Londynu” (ang. The Great Chronicle of London), która z kolei jest źródłem historycznym o umiarkowanej wiarygodności – cenionym jako świadectwo miejskiej perspektywy XV i XVI wieku, ale obciążonym lokalnymi plotkami, stronniczością i późniejszymi dopiskami. Główna jej część została spisana pod koniec XV wieku i kontynuowana do 1512 roku przez kilku autorów. Autorstwo jest więc anonimowe, związane z londyńskimi mieszczanami i urzędnikami miejskimi. Obejmuje wydarzenia od 1189 do 1512 roku, ze szczególnym naciskiem na życie miasta, uroczystości, pogrzeby, koronacje i lokalne reakcje na wydarzenia polityczne. Jej mocnymi stronami jest to, że daje unikalny wgląd w perspektywę londyńskich obywateli, odmienną od dworskich kronik, zawiera szczegóły dotyczące życia codziennego, uroczystości miejskich i nastrojów społecznych i jest jednym z najważniejszych świadectw miejskiej kultury kronikarskiej w Anglii XV i XVI wieku. Niestety posiada i słabe strony, które związane są właśnie z omawianym tematem, a mianowicie zawiera plotki i pogłoski, np. relacje o śmierci „Książąt z Tower” w 1483 roku, które nie są potwierdzone innymi źródłami. Tekst był wielokrotnie poprawiany i uzupełniany, m.in. przez Johna Stowa w XVI wieku, co wprowadza element wtórności i interpretacji. Kronika ma charakter lokalny i stronniczy – skupia się na interesach Londynu, czasem pomijając szerszy kontekst polityczny.

Oczywiście Alison Weir cytuje też inne źródła, jak np. Croyland Chronicle, których nie sposób tutaj wymienić. Autorka mija się z prawdą w kwestii chociażby takich informacji, jak kolor włosów Edwarda IV (Weir pisze, że miał ciemne, a w rzeczywistości miał jasnobrązowe, a wręcz uważane za blond - szczególnie w młodości - co pokazała ekshumacja szczątków Edwarda IV w roku 1789; jasne pukle jego włosów znajdują się obecnie w zbiorach Society of Antiquaries of London oraz Science Museum Group). A zatem według autorki Edward IV miał ciemne włosy, ale w kolejnym fragmencie to właśnie Ryszard był najbardziej podobny do ojca, księcia Yorku, bo… uwaga(!)… miał ciemne włosy! Autorka myli też Małgorzatę York, siostrę Edwarda i Ryszarda, z Małgorzatą Warwick. Wiem, że może za bardzo się czepiam, bo to tylko niuanse, ale na kartach książki takich szczegółów jest kilka, a mnie akurat one bardzo rażą.

Zastanawia mnie też fakt, dlaczego polski wydawca nawet słowem nie wspomniał we wznowieniu o tym, co obecnie dzieje się w Anglii w kontekście Ryszarda i jego bratanków. Jest jedynie sucha wzmianka o tym, że odnaleziono szkielet króla. A gdzie informacja o dalszych badaniach? Bo na odnalezieniu szkieletu Ryszarda wcale ta sprawa się nie zakończyła. Badania poprowadzono dalej, tworząc kolejny projekt i wykorzystując w nim zaawansowane współczesne techniki kryminalistyczne. Badania prowadziło kilka grup naukowców pochodzących z różnych krajów w kilku państwach europejskich, co do których uznano, że właśnie w ich archiwach mogą znajdować się nowe informacje. Dokonano naprawdę ciekawych odkryć, które rzucają zupełnie inne światło na sprawę Ryszarda III i jego bratanków. Odkrycia te mają posłużyć do dalszych badań i analiz, które już wkrótce się rozpoczną. Ale polski wydawca o tym milczy jak zaklęty, ponieważ – jak mniemam – poinformowanie o tym czytelników poważnie kłóciłoby się z tym, co oferuje nam Alison Weir w swojej książce, choć wielokrotnie sama sobie zaprzecza. Mam wrażenie, że pani Weir trochę się w tym wszystkim pogubiła, ale jedno wie na pewno: Ryszard był mordercą dzieci!

Czy polecam tę książkę? No cóż. Jeśli sięgnie po nią czytelnik początkujący, czyli taki, który nie posiada nawet elementarnej wiedzy w temacie Ryszarda III i Wojny Róż, to przyswoi sobie informacje, które tylko utwierdzą go w błędnym przekonaniu, że sprawa kontrowersyjnego króla została zakończona, a tak nie jest. Owszem, można ją było za taką uznać, ale przed rokiem 2012. Teraz to wszystko wygląda zupełnie inaczej, a w Anglii coraz częściej i coraz głośniej mówi się o napisaniu biografii Ryszarda III na nowo. Uwierzcie mi, że w Anglii to jest naprawdę gorący temat. Tam Ryszard traktowany jest jak celebryta, o którym wciąż się mówi. Z kolei jeśli sięgną po tę książkę czytelnicy mający rozległą wiedzę historyczną, to mogą się trochę zirytować, bo treść książki poważnie kłóci się z tym, co wiemy dziś. Osoba, która posiada konkretną wiedzę natychmiast wyłapie nieścisłości i przekłamania. Pamiętajmy, że biografia po raz pierwszy została wydana na rynku anglosaskim jeszcze w 1992 roku, a wznowiona – z nieznaczną korektą - w 2014. Do Polski trafiła po raz pierwszy w 2015 roku. Od tamtego czasu wiele się zmieniło, ale u nas o tym cisza. Gdybym nie miała konkretnej wiedzy w tym temacie, to czułabym się oszukana jako czytelniczka. A tak jedyne, co czuję, to dystans, bo tak naprawdę po roku 2012 wiemy już, że w kwestii Ryszarda III niczego jeszcze nie udowodniono na sto procent, a każdy, kto tak twierdzi, myli się.

Przyznam, że od lat mam problem z książkami Alison Weir, bo z jednej strony są one chwalone nawet na jej rodzimym podwórku i naprawdę dobrze się je czyta, a z drugiej niestety zawierają przekłamania i nieścisłości. Czytając jej książki, szczególnie te biograficzne (beletrystyka historyczna to zupełnie inna sprawa), odnoszę wrażenie, że Alison Weir za wszelką cenę chce...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

W świecie, który nieustannie przyspiesza, hołdując młodości i spychając starość na margines, pojawiają się książki, które z odwagą i czułością przełamują utarte schematy. Jedną z takich literackich pereł jest "Apetyt na życie. Kornelia od serca" autorstwa Renaty Czarneckiej — powieść, która nie tylko ogrzewa serce, lecz staje się prawdziwym manifestem życia, empatii i niegasnącego ducha, niezależnie od wieku. To opowieść o Kornelii, osiemdziesięcioletniej kobiecie, która z niezwykłą siłą udowadnia, że apetyt na życie nie ma terminu ważności, a ludzkie serce potrafi bić pełnią mocy, oferując ciepło i zrozumienie w świecie coraz bardziej obojętnym. Już od pierwszych stron Renata Czarnecka z wyjątkową subtelnością i wrażliwością wprowadza nas w codzienność Kornelii — emerytowanej bibliotekarki, dla której wiek to tylko liczba. W jej duszy wciąż tli się nieskończona ciekawość świata i głęboka potrzeba dzielenia się dobrem. Kornelia uosabia to, co w człowieku najpiękniejsze: autentyczną radość z istnienia, otwartość na drugiego człowieka i zdolność dostrzegania uroku w najdrobniejszych gestach i chwilach. Jej życzliwość i gotowość do działania, nawet u progu dziewiątej dekady życia, czynią z niej bohaterkę, której nie sposób nie pokochać.

Kornelia to bohaterka, która z wdziękiem przełamuje stereotypy związane ze starością. W świecie, gdzie od osób w podeszłym wieku często oczekuje się wycofania, pasywności i cichego godzenia się z przemijaniem, Kornelia jawi się jako ich pełna antyteza. Jej życie to nieustanne odkrywanie, aktywne uczestnictwo w codzienności i, co najważniejsze, nieprzerwane dawanie siebie innym. Jednym z najbardziej urokliwych i symbolicznych momentów w fabule jest epizod z przypadkowym ufarbowaniem włosów na różowo. Ten pozornie drobny incydent staje się metaforą jej życiowej postawy — spontanicznej, otwartej na eksperymenty, niebojącej się małych, nieoczekiwanych ekscesów. Różowe włosy Kornelii nie świadczą o braku rozsądku, lecz o odwadze bycia sobą, o młodzieńczym duchu, który nie pozwala zamknąć się w ciasnych ramach społecznych konwenansów. To wyraz wolności, wewnętrznego luzu i pogodzenia się z tym, co przynosi los, a także zdolności do czerpania z tego radości. Ten drobny epizod mówi o Kornelii więcej niż niejedna strona opisu: to kobieta, która z uśmiechem przyjmuje niespodzianki, nawet te, które innych mogłyby wprawić w zakłopotanie.

Jednak Kornelia to nie tylko uosobienie beztroskiej radości. Jej „apetyt na życie” idzie w parze z głęboką wrażliwością i autentycznym sercem dla innych. Przykładem jest jej świadoma, przemyślana troska o sąsiada. Renata Czarnecka pokazuje, że aktywność Kornelii nie jest powierzchownym eskapizmem, lecz wynika z potrzeby kontaktu, empatii i realnej chęci niesienia pomocy. To działanie wymagające zaangażowania, uważności i gotowości do wyjścia poza własną strefę komfortu. W świecie, gdzie relacje sąsiedzkie często sprowadzają się do anonimowości, Kornelia staje się wzorem budowania wspólnoty. Jej troska nie jest nachalna, lecz subtelna — oparta na obserwacji, zrozumieniu i cichej obecności tam, gdzie jest naprawdę potrzebna. Najbardziej poruszającym, a zarazem bolesnym aspektem empatii Kornelii jest jej próba pomocy młodemu bezdomnemu. Ten epizod wnosi do powieści Renaty Czarneckiej wyjątkową głębię i realizm. Nie mamy tu do czynienia z cukierkową wizją świata, w której dobra wola jednostki rozwiązuje wszystkie problemy. Wręcz przeciwnie — autorka nie boi się ukazać, że dobroć i chęć niesienia pomocy nie zawsze wystarczają, że życie bywa okrutne, a cierpienie nie zawsze daje się ukoić prostym gestem. To trudne doświadczenie nie załamuje jednak Kornelii, lecz przeciwnie — ujawnia jej wewnętrzną siłę i niezachwianą wiarę w wartość empatii, nawet jeśli niesie ona ze sobą ból. Dzięki temu Kornelia staje się postacią jeszcze bardziej wiarygodną i ludzką — nie jest naiwną idealistką, lecz realistką, która mimo wszystko wybiera dobro. I właśnie w obliczu takich porażek jej „apetyt na życie” oraz „serce” lśnią najjaśniej, dowodząc, że prawdziwa siła tkwi w nieuleganiu rozpaczy.

Jednym z kluczowych momentów w życiu Kornelii jest decyzja o sprzedaży domu i przeprowadzce do pobliskiego miasteczka — krok podjęty za namową córek. Dla wielu osób w starszym wieku opuszczenie znanych kątów, pełnych wspomnień i emocjonalnych zakorzenień, bywa doświadczeniem niezwykle trudnym, a nierzadko wręcz nie do przyjęcia. Kornelia, choć zapewne z pewnym sentymentem, decyduje się jednak na ten ruch, dając wyraz swojej niezwykłej elastyczności i otwartości na nowy etap życia. Ta przeprowadzka nie jest jedynie zmianą adresu, ale staje się metaforą wewnętrznej gotowości do adaptacji, porzucenia rutyny na rzecz nowych doświadczeń. Kornelia nie zamyka się w sobie, nie rozpamiętuje utraconej przeszłości, lecz z odwagą i ciekawością otwiera się na to, co przed nią. To właśnie w tej decyzji najpełniej ujawnia się jej „apetyt na życie” — gotowość do przyjęcia zmian i aktywnego współtworzenia nowej codzienności. Córki, które ją do tego zachęcają, odgrywają tu istotną rolę — symbolizują międzypokoleniowe wsparcie i więź, która daje siłę do podejmowania śmiałych decyzji. Nowe miasteczko staje się dla Kornelii nie tylko miejscem zamieszkania, ale nową sceną, na której może kontynuować swój niepowtarzalny spektakl życia — z tą samą czułością, energią i otwartością, które definiują ją od pierwszych stron powieści.

Życie Kornelii w nowym otoczeniu wydaje się na pierwszy rzut oka zwyczajne, a jednak Renata Czarnecka potrafi wydobyć z tej codzienności niezwykły urok. Emerytowana bibliotekarka z wyjątkową wnikliwością obserwuje swoich sąsiadów — nie z ciekawskim zacięciem, lecz z empatyczną uwagą, przypominającą antropologiczne studium ludzkich gestów, emocji, drobnych radości i smutków. Jej życiowe i zawodowe doświadczenie bez wątpienia ukształtowało w niej umiejętność „czytania ludzi” — dostrzegania historii ukrytych za fasadą codzienności. W oczach Kornelii każdy człowiek jest jak otwarta księga, warta poznania. Wyprawa do pobliskiego marketu czy księgarni nie jest dla niej jedynie obowiązkiem — to małe ekspedycje, podróże w świat zapachów, przedmiotów, a przede wszystkim innych ludzi. W księgarni Kornelia czuje się jak w swoim dawnym królestwie. Choć dziś stoi po drugiej stronie lady, nadal z pasją przegląda nowe tytuły, dotyka okładek, zanurza się w literackie światy. To dowód, że jej intelektualna ciekawość i miłość do kultury nie wygasły.

Kornelia z upodobaniem dzierga na drutach. Jest to czynność, która w dzisiejszym świecie bywa postrzegana jako anachroniczna, lecz w powieści nabiera głębokiego znaczenia. Dzierganie to forma medytacji, cierpliwości, tworzenia czegoś z niczego, a także symbol troski i ciepła, które Kornelia tak chętnie ofiarowuje innym. Każdy splot to metafora życia — misterny, wymagający uwagi, a w efekcie przynoszący coś pięknego i użytecznego. To również wyraz spokoju i zwolnienia tempa, które w świecie nieustannego pośpiechu stają się luksusem i sposobem na kontemplację. A gdy Kornelia z miłością wyczekuje odwiedzin ukochanych córek, odsłania się jej głębokie zakorzenienie w rodzinie. To właśnie te relacje są dla niej kotwicą, źródłem siły i radości. Oczekiwanie nie jest bierne, ale pełne ciepła, przygotowań, drobnych gestów, które emanują serdecznością. Kornelia, choć niezależna i silna, potrafi czerpać szczęście z bliskości innych. I właśnie to czyni ją tak pełną, tak bardzo ludzką.

"Apetyt na życie. Kornelia od serca" to książka, która z pozoru snuje prostą opowieść, lecz pod jej powierzchnią kryje się bogactwo uniwersalnych tematów, poruszających najgłębsze struny ludzkiego doświadczenia. Jednym z najważniejszych przesłań powieści jest ukazanie starości nie jako schyłku życia, lecz jako stanu ducha. Renata Czarnecka z odwagą odrzuca stereotypowe postrzeganie wieku jako granicy aktywności czy sensu życia. Kornelia staje się żywym dowodem na to, że prawdziwa witalność tkwi w umyśle i sercu. Jej postawa przypomina, że osoby starsze wciąż mają wiele do zaoferowania — mądrość, empatię, radość życia i gotowość do uczestnictwa w życiu społecznym. Książka staje się tym samym wyrazistym głosem sprzeciwu wobec ageizmu i zaproszeniem do refleksji nad wartością doświadczenia. Autorka z czułością i precyzją ukazuje również, jak fundamentalne dla ludzkiego szczęścia są autentyczne relacje. Kornelia nieustannie buduje mosty — z sąsiadami, z przypadkowymi przechodniami, z rodziną. Jej otwartość, brak osądu i uważność tworzą przestrzeń, w której inni mogą poczuć się bezpieczni i zauważeni. W świecie cyfrowych interakcji i samotności w tłumie, ta powieść przypomina o bezcennej wartości prawdziwych kontaktów międzyludzkich.

Empatia w ujęciu Kornelii to nie bierne współczucie, lecz aktywne działanie. Jej „serce” nie jest jedynie metaforą, ale realną siłą napędową jej codziennych wyborów. Nawet gdy próby pomocy kończą się niepowodzeniem, Kornelia nie zamyka się w sobie. Przeciwnie, jej gotowość do otwierania się na innych, mimo ryzyka zranienia, świadczy o niezwykłej odwadze bycia wrażliwym w świecie, który często premiuje obojętność i twardość. Powieść nie unika trudnych tematów. Wątek bezdomnego wprowadza element tragizmu i głębokiej refleksji nad kruchością ludzkiego losu. To przypomnienie, że nawet największe dobro nie zawsze wystarcza, by przezwyciężyć wszystkie przeciwności. A jednak Kornelia nie traci nadziei. Jej filozofia życia obejmuje zarówno światło, jak i cień — uczy, że nawet w obliczu straty można odnaleźć siłę, by iść dalej i nadal otwierać się na innych. Wreszcie, esencją Apetytu na życie jest radość z małych rzeczy. Kornelia pokazuje, że szczęście nie zależy od wielkich wydarzeń czy materialnych osiągnięć, lecz od umiejętności dostrzegania piękna w codzienności: w promieniach słońca, zapachu świeżego chleba, nowej książce, rozmowie z córkami, czy kolejnym oczku na drutach. To opowieść o tym, że spowolnienie tempa i uważne życie mogą przynieść niezwykłe bogactwo doznań — i że prawdziwy apetyt na życie nie zna wieku.

Renata Czarnecka pisze językiem, który działa jak ciepły koc — otula, koi i zaprasza do zaszycia się w lekturze. Jej styl jest niezwykle przystępny, a zarazem pełen subtelności i poetyckiej delikatności. Zdania płyną miękko, tworząc spokojny, niemal medytacyjny rytm, doskonale współgrający z charakterem głównej bohaterki i tempem jej życia. Autorka unika zbędnych udziwnień, wyszukanych metafor czy skomplikowanych konstrukcji, dzięki czemu tekst trafia prosto do serca i pozostaje bliski czytelnikowi. Autorka posiada wyjątkową zdolność tworzenia żywych obrazów i oddawania emocji. Poprzez drobne detale, przemyślenia Kornelii i jej codzienne interakcje z otoczeniem, buduje postać głęboko autentyczną, która porusza swoją prawdą. Jej opisy są pełne empatii i czułości, sprawiając, że czytelnik nie tylko śledzi wydarzenia, ale przeżywa je razem z bohaterką. Delikatne, inteligentne poczucie humoru przeplata się z momentami refleksji, tworząc narrację, która potrafi zarówno rozbawić, jak i wzruszyć. Renata Czarnecka posługuje się prostotą, by przekazać głębokie prawdy o człowieku i świecie. Jej styl nie epatuje formą, lecz skupia się na treści — na tym, co najważniejsze: emocjach, relacjach, codziennych gestach. To właśnie ta literacka prostota, połączona z wrażliwością, czyni jej prozę tak poruszającą i prawdziwą.

W dzisiejszym świecie, zdominowanym przez pośpiech, cynizm i coraz częściej doskwierającą samotność, "Apetyt na życie. Kornelia od serca" Renaty Czarneckiej jawi się jako książka niezwykle potrzebna. To prawdziwy balsam dla duszy — czułe przypomnienie o wartościach, które tak łatwo giną w zgiełku codzienności. Powieść ta działa niczym pigułka optymizmu, podana w przystępnej, a zarazem literacko wyrafinowanej formie. To lektura dla każdego, kto szuka ukojenia, inspiracji i potwierdzenia, że życie — nawet w jego późnym etapie — może być pełne barw, sensu i radości. To książka skierowana zarówno do tych, którzy czują się zmęczeni i zagubieni, jak i do tych, którzy pragną pogłębić swoją empatię i spojrzeć na świat oczami osoby pełnej mądrości i miłości. Ta powieść to także ważny głos w debacie o godności starości i o tym, jak budować społeczeństwo, w którym każda generacja czuje się wartościowa i potrzebna. Kornelia to nie tylko bohaterka literacka, lecz także wzór. Wzór człowieka, który niezależnie od wieku potrafi cieszyć się każdym dniem, okazywać serce innym i znajdować siłę do życia, nawet gdy los nie szczędzi przeszkód. To opowieść, która zostaje z czytelnikiem na długo po przewróceniu ostatniej strony, inspirując do większej uważności, empatii i — przede wszystkim — do odkrywania własnego apetytu na życie.

Reasumując, "Apetyt na życie. Kornelia od serca" Renaty Czarneckiej to wyjątkowa podróż w świat autentycznych emocji, subtelnych obserwacji i głębokiej życiowej mądrości. To książka, która z czułością i lekkością opowiada o sile ludzkiego ducha, o niegasnącej ciekawości świata i o tym, że wiek to tylko liczba, a prawdziwy apetyt na życie, podobnie jak serce zdolne do kochania, może bić pełnią mocy przez całe życie. Kornelia, z różowymi włosami i niezachwianą wiarą w dobro, staje się przewodniczką po świecie, w którym nawet najmniejsze gesty mają ogromne znaczenie, a każda chwila zasługuje na celebrację. To powieść, która nie tylko bawi i wzrusza, ale przede wszystkim uczy. Pokazuje, jak żyć pełnią życia, jak pielęgnować relacje międzyludzkie, jak radzić sobie z trudnościami i odnajdywać piękno w codzienności. Renata Czarnecka stworzyła dzieło będące literackim balsamem dla duszy — przypomnieniem o tym, co najważniejsze, i inspiracją do tego, by z odwagą i otwartym sercem przyjmować każdy nowy dzień. To książka, którą warto polecić każdemu, kto pragnie poczuć ciepło, wzruszyć się i na nowo odkryć swój własny, niepowtarzalny apetyt na życie.

źródło tekstu: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2025/10/renata-czarnecka-apetyt-na-zycie.html

W świecie, który nieustannie przyspiesza, hołdując młodości i spychając starość na margines, pojawiają się książki, które z odwagą i czułością przełamują utarte schematy. Jedną z takich literackich pereł jest "Apetyt na życie. Kornelia od serca" autorstwa Renaty Czarneckiej — powieść, która nie tylko ogrzewa serce, lecz staje się prawdziwym manifestem życia, empatii i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Na początku XX wieku, w świecie europejskiej arystokracji, gdzie wartość rodu mierzono rozległością majątków, a małżeństwa zawierano z pobudek politycznych i ekonomicznych, nie zaś z miłości, pojawiła się postać, która odważyła się przeciwstawić obowiązującym normom – księżna Daisy. W swojej najnowszej powieści "Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej" Dorota Ponińska zaprasza czytelnika do świata pełnego luksusu, dworskich intryg i głęboko poruszających dramatów, kreśląc portret kobiety niezwykłej – olśniewającej, a zarazem doświadczonej przez los. Już na pierwszych stronach książki autorka wprowadza nas w kluczowy moment życia Daisy – scenę zaręczyn z Hansem Heinrichem XV von Pless, starszym od niej o dwanaście lat arystokratą. Jej szczere słowa: „Ale ja pana prawie nie znam… I mówiąc prawdę, nie kocham”, spotykają się z pobłażliwym uśmiechem przyszłego męża i jego zapewnieniem, że uczucie pojawi się po ślubie. Ta deklaracja staje się jak cień, który towarzyszy Daisy przez całe życie – pytanie, czy pustka w sercu zostanie kiedyś wypełniona, i jeśli tak, to przez kogo? Czy będzie to sam cesarz Wilhelm II – potężna, choć kontrowersyjna postać, obecna zarówno w historii, jak i w osobistym świecie księżnej?

Mary Theresa Olivia Cornwallis-West, znana szerzej jako Daisy, przyszła na świat w 1873 roku w Anglii, w rodzinie arystokratycznej, która choć zamożna, znajdowała się już w fazie schyłkowej. Od najmłodszych lat wyróżniała się wyjątkową urodą, bystrością umysłu i niezależnością, cechami, które jednych zachwycały, innych zaś wprawiały w zakłopotanie w konserwatywnym środowisku, w którym dorastała. Jej związek małżeński z Hansem Heinrichem XV, spadkobiercą jednej z najzamożniejszych rodzin w Cesarstwie Niemieckim, dla wielu był spełnieniem marzeń – Daisy poślubiła księcia von Pless, stając się księżną Pszczyńską i panią na rozległych dobrach obejmujących Pszczynę oraz słynny zamek Książ na Śląsku. To małżeństwo łączyło nie tylko dwa wpływowe rody, ale również dwie odmienne kultury – swobodny, angielski styl życia i rygorystyczną pruską etykietę. Wchodząc w tę nową rzeczywistość, Daisy musiała sprostać licznym oczekiwaniom związanym z jej statusem – od roli reprezentacyjnej, przez obowiązki matki przyszłych dziedziców, po funkcję opiekunki lokalnej społeczności.

Los księżnej Daisy był nierozerwalnie spleciony z majestatycznym zamkiem Książ (niem. Schloss Fürstenstein), który stał się centrum jej nowej rzeczywistości. Ta architektoniczna perła Dolnego Śląska, wznosząca się dumnie na skalnym cyplu, stanowi świadectwo wielowiekowej historii i władzy. Początki zamku sięgają XIII stulecia, kiedy to książę Bolesław I Surowy ze Świdnicy i Jawora zbudował tu warownię mającą strzec granic księstwa. Przez kolejne wieki twierdza przechodziła z rąk do rąk – należała do Piastów, Czechów, Węgrów, Habsburgów – aż w XVII wieku znalazła się w posiadaniu rodu Hochbergów, z którego wywodził się mąż Daisy. To właśnie pod ich opieką zamek zyskał swój barokowy, a później neorenesansowy charakter, stając się jedną z najokazalszych rezydencji na Śląsku, symbolem prestiżu i potęgi. Gdy Daisy zamieszkała w Książu, rezydencja tętniła życiem – odbywały się tu wystawne bale, dyplomatyczne przyjęcia, polowania oraz spotkania z najważniejszymi osobistościami epoki, w tym z cesarzem Wilhelmem II. Choć życie w zamku pełne było przepychu, wiązało się również z surowym protokołem i licznymi oczekiwaniami, które dla młodej, niezależnej Angielki okazywały się często trudne do zniesienia. Dorota Ponińska w swojej powieści z dużą wrażliwością oddaje atmosferę tego świata – pełnego blasku, lecz dla kobiet często zamkniętego niczym złota klatka.

Autorka, łącząc skrupulatność historyczną z artystyczną swobodą, tworzy portret Daisy jako kobiety, która mimo otaczającego ją luksusu, zmagała się z głębokimi osobistymi dramatami. Powieść przenosi czytelnika w epokę, gdy arystokratyczny porządek chylił się ku upadkowi, a nad Europą gromadziły się złowrogie chmury nadchodzącej wojny. W tym kontekście historycznym Dorota Ponińska ukazuje Daisy jako osobę odważną, gotową kwestionować ustalone zasady, dążącą do miłości i osobistego spełnienia – nawet jeśli oznaczało to złamanie konwenansów i wystawienie się na krytykę. Jej życie, pełne zwrotów akcji i dworskich intryg, w którym zdrady i romanse nie są jedynie elementem sensacyjnym, lecz wyrazem głębokiej potrzeby bliskości i zrozumienia, staje się opowieścią o kobiecie szukającej własnego miejsca w świecie, który nie zawsze pozwalał jej być sobą.

Książka Doroty Ponińskiej to nie tylko pasjonująca powieść biograficzna, ale również wnikliwe studium kobiecej psychiki wplecionej w burzliwy nurt historii. Czytelnik z zainteresowaniem śledzi przemiany w relacjach Daisy – zarówno z jej mężem i dziećmi, jak i z mężczyznami, których obecność przynosi jej nie tylko szczęście, ale też ból. Autorka z wyjątkową wprawą łączy historyczne fakty z literacką fikcją, tworząc spójną i poruszającą narrację. Nie stroni od trudnych tematów: samotności w małżeństwie, społecznych oczekiwań, utraty oraz poszukiwania sensu w świecie, który ulega gwałtownym przemianom. Książka staje się zwierciadłem, w którym odbijają się złożone emocje i namiętności, a pytania o miłość i szczęście nabierają uniwersalnego wymiaru, poruszając czytelnika niezależnie od tego, w jakim gatunku literackim gustuje.

Jednym z najważniejszych walorów tej powieści jest sposób, w jaki Dorota Ponińska ożywia postaci historyczne. Daisy nie jawi się jako schematyczna bohaterka z kart podręcznika, lecz jako pełnokrwista kobieta – pełna sprzeczności, jednocześnie delikatna i silna. Jej nieustanne dążenie do autentyczności, do realizacji własnych pragnień w świecie zdominowanym przez męskie ambicje i sztywne reguły, czyni ją postacią fascynującą i godną podziwu. Autorka nie popada w idealizację – ukazuje zarówno jasne, jak i ciemne strony Daisy, jej momenty chwały i bolesne porażki. To właśnie ta złożoność sprawia, że bohaterka staje się bliska czytelnikowi, a jej historia rezonuje z osobistymi doświadczeniami. Dorota Ponińska umiejętnie buduje napięcie, prowadząc czytelnika przez meandry dworskich intryg, zakazanych relacji i politycznych zależności. Każda strona tej książki to wyprawa w głąb minionej epoki, gdzie za fasadą elegancji i bogactwa kryły się brutalność i obłuda.

"Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej" to nie tylko opowieść o uczuciach – miłości, zdradzie, nadziei i rozczarowaniu – lecz także rozbudowana saga rodzinna osadzona w czasach wielkich przemian, gdy stare imperia traciły grunt pod nogami, a znany porządek świata nieuchronnie chylił się ku upadkowi. Dorota Ponińska nie ogranicza się do przedstawienia losów jednej z najbardziej intrygujących arystokratek swojej epoki, lecz podejmuje refleksję nad istotą ludzkiego szczęścia, nad ceną, jaką płaci się za niezależność, oraz nad tym, czy miłość może rzeczywiście pojawić się po ślubie, czy też musi być odnaleziona w innych, często bardziej złożonych przestrzeniach życia. Powieść przypomina misternie utkaną tkaninę, w której osobiste dramaty splatają się z wielką historią, tworząc narrację jednocześnie kameralną i monumentalną.

Autorka zasługuje na szczególne uznanie za wyjątkową lekkość i precyzję językową, dzięki której kreuje sugestywne, niemal malarskie obrazy dawnej epoki. Czytelnik ma wrażenie, że niemal fizycznie odczuwa atmosferę pałacowych wnętrz, słyszy szelest jedwabnych sukien i echa wystawnych balów. Ten zmysłowy sposób przedstawienia świata Daisy sprawia, że lektura staje się nie tylko poznaniem historii, ale wręcz intensywnym doświadczeniem. Dorota Ponińska z dużą wprawą posługuje się słowem, by oddać głębię emocji, skomplikowane relacje i wewnętrzne rozdarcia bohaterów, pozwalając czytelnikowi całkowicie zanurzyć się w opowieści. Powieść oparta jest na rzetelnych badaniach historycznych, co nadaje jej wiarygodności i autentyczności, lecz nigdy nie odbywa się to kosztem wartkiej, angażującej fabuły.

"Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej" autorstwa Doroty Ponińskiej to powieść, która z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom historii, romansów oraz pełnych dramatyzmu sag rodzinnych. Autorka stworzyła dzieło będące jednocześnie wiernym obrazem epoki i poruszającą narracją o złożonym, pełnym sprzeczności życiu wyjątkowej kobiety. To opowieść o tęsknocie za miłością i poszukiwaniu sensu w świecie, który oferował wszystko – z wyjątkiem tego, czego Daisy pragnęła najbardziej. Dorota Ponińska umiejętnie podsyca ciekawość, pozostawiając czytelnika z pytaniami, które prowokują do głębszych przemyśleń nad losem bohaterki i nad tym, jak wielkie wydarzenia historyczne wpływają na indywidualne wybory. Czy uczucie, które miało pojawić się po ślubie, rzeczywiście nadeszło? Czy więź z cesarzem Wilhelmem II wykraczała poza ramy dyplomatycznej uprzejmości? Jak potoczyły się losy kobiety, która jako Angielka w Niemczech musiała zmierzyć się z wojną, która odmieniła oblicze Europy? Odpowiedzi na te pytania kryją się na kartach powieści – książki, która z powodzeniem zaspokaja głód historii, dworskich intryg i autentycznych emocji. To lektura, którą warto polecić każdemu, kto pragnie zanurzyć się w świat minionej arystokracji, pełen pałacowego przepychu, skandali i namiętności, które – mimo upływu czasu – wciąż budzą fascynację.


źródło tekstu: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2025/09/dorota-poninska-daisy-i-cesarz.html

Na początku XX wieku, w świecie europejskiej arystokracji, gdzie wartość rodu mierzono rozległością majątków, a małżeństwa zawierano z pobudek politycznych i ekonomicznych, nie zaś z miłości, pojawiła się postać, która odważyła się przeciwstawić obowiązującym normom – księżna Daisy. W swojej najnowszej powieści "Daisy i cesarz. Wszystkie namiętności księżnej" Dorota...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Historia zwykle przemawia głosem powagi – zapisana atramentem pietyzmu, z uwagą śledzi losy wielkich postaci, ich wzloty i upadki. Ale bywają chwile, gdy ciężar rzeczywistości staje się zbyt przytłaczający, a okrucieństwo losu domaga się innego spojrzenia. Wtedy pojawia się potrzeba dystansu, odrobiny szaleństwa i fantazji, która pozwala przekroczyć granice możliwego. Właśnie taką podróż – balansującą między faktami a fikcją – proponuje Renata Czarnecka w swojej najnowszej powieści. To nie jest typowa powieść historyczna. To śmiała gra z przeszłością, pełna humoru, intrygi i literackiej swobody, która pozwala na chwilę zapomnieć o melancholii dawnych epok.

Autorka zaprasza nas do Białegostoku, w styczniu roku 1796. Sceneria jest surowa: mroźna zima, skrzypiący pod butami śnieg, a drogą sunie dyliżans eskortowany przez rosyjskich żołnierzy. W jego wnętrzu siedzi Stanisław August Poniatowski – zdetronizowany król, pozbawiony korony i godności, wieziony do Grodna przez tych, którzy przypieczętowali upadek Rzeczypospolitej. To obraz głęboko melancholijny, w którym odbija się nie tylko koniec epoki, lecz także osobista tragedia monarchy. W jego oczach czai się widmo klęski i bezsensu dalszej egzystencji. Trudno wyobrazić sobie większy smutek – ostatnia podróż, która zamyka rozdział historii i życia. Zanim jednak Stanisław August dotrze do Grodna, los – a właściwie serdeczność jego siostry, Izabeli Branickiej – postanawia podarować mu chwilę wytchnienia. Księżna, kobieta o wielkim sercu i wyjątkowej intuicji, dostrzegając przygnębienie brata, podejmuje próbę rozweselenia go. Jej magnacka rezydencja w Białymstoku staje się tymczasową przystanią, a pałac Branickich, zwany „polskim Wersalem”, otwiera swe podwoje dla znamienitych gości. To właśnie tutaj rozpoczyna się tytułowa „awantura” – literacka gra z historią, która zmienia jej oblicze… przynajmniej w wyobraźni czytelnika.

Wśród gości pojawia się postać, która zelektryzuje każdego miłośnika tajemnic i mistyki – hrabia Alessandro Cagliostro. Enigmatyczny alchemik, uzdrowiciel i iluzjonista, owiany legendą mistrza okultystycznych nauk, wnosi do pałacu nową, niepokojącą energię. Jego obecność działa niczym kamień wrzucony do spokojnego stawu – wywołuje falę zdarzeń, które wymykają się racjonalnemu pojmowaniu. W otoczeniu króla zaczynają dziać się rzeczy dziwne, wręcz paranormalne, a sam Stanisław August niespodziewanie podupada na zdrowiu. Czy to przypadek? Fatum? A może efekt działań Cagliostra, który – świadomie lub nie – uchyla wrota do innego wymiaru? I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa uczta dla wyobraźni. W tym samym miejscu i czasie, w Białymstoku roku 1796, pojawia się postać z zupełnie innej epoki – królowa Bona Sforza. Tak, ta sama Bona, której włoski temperament i polityczne ambicje odcisnęły trwały ślad na dziejach Polski Jagiellonów. Jak to możliwe? Renata Czarnecka z literacką swobodą ignoruje granice czasu i przestrzeni, tworząc najbardziej nieprawdopodobny, a zarazem najbardziej intrygujący duet w polskiej powieści historycznej.

Wyobraźmy sobie to spotkanie: Stanisław August – król-filozof, esteta, racjonalista, pogrążony w rozpaczy po utracie królestwa. I Bona – królowa-przedsiębiorczyni, wizjonerka, silna i nieustępliwa, uciekająca do Bari w poszukiwaniu spokoju po latach walki o władzę. Jej pragnienie wolności zderza się z desperacką próbą Stanisława Augusta, by odwrócić jej los. Król, który z niewyjaśnionych powodów zna przyszłość Bony – a przecież wiemy, że jej koniec w Italii był tragiczny – postanawia ją zatrzymać i zmienić bieg historii. Bona, zdezorientowana nagłym przeskokiem w czasie i nieświadoma królewskich intencji, zrobi wszystko, by mu się to nie udało. Chce uciec i odzyskać niezależność, czyli swoją najcenniejszą wartość.

Serce powieści Renaty Czarneckiej bije w rytmie zderzenia dwóch niezwykłych osobowości – Stanisława Augusta i Bony Sforzy. Choć dzieli ich wszystko: epoka, temperament, doświadczenia, to właśnie ich spotkanie staje się osią tej brawurowej opowieści. Autorka z wyczuciem humoru i literacką śmiałością kreśli ich dialogi – pełne błyskotliwych ripost, wzajemnego niezrozumienia, ale też fascynacji. Czy oświeceniowy król i renesansowa intrygantka znajdą wspólny język? Czy zdołają zrozumieć swoje motywacje i cele? Ta niecodzienna interakcja staje się źródłem nieustannego zaskoczenia i zabawy. Bo czy może być coś bardziej absurdalnie zabawnego niż monarcha-filozof próbujący przekonać Bonę, by nie uciekała do słonecznej Italii?

Ale "Awantura o królową Bonę" to nie tylko pojedynek charakterów. Na scenę wkracza również Pappacoda – przebiegły dworzanin Bony, mistrz dworskich intryg i spisków. Jego obecność dodaje fabule pikanterii i dramaturgii. Czy król i królowa, mimo dzielących ich różnic, zdołają połączyć siły i przeciwstawić się jego knowaniom? To pytanie, które trzyma czytelnika w napięciu aż do ostatniej strony. Renata Czarnecka udowadnia, że historia nie musi być poważna ani przewidywalna. Z przymrużeniem oka igra z konwencjami, tworząc powieść będącą jednocześnie hołdem dla wielkich postaci i inteligentną satyrą na ich wizerunki. To lektura dla miłośników beletrystyki historycznej, którzy nie boją się odrobiny fantastyki, dla czytelników ceniących lekki styl, dowcipne dialogi i fabułę, która śmiało wychodzi poza utarte schematy.

Autorka porywa już od pierwszej strony. Jej styl łączy lekkość z precyzją w oddawaniu historycznego klimatu – choć mocno przeplatanego elementami fantastycznymi. Postacie są żywe, pełnokrwiste, zbudowane z dbałością o szczegóły. Stanisław August i Bona Sforza, mimo absurdalności sytuacji, stają się bohaterami, z którymi naprawdę można się związać. Ich ambicje, lęki, wady i zalety czynią ich niezwykle ludzkimi. "Awantura o królową Bonę" to literacki balsam dla duszy – szczególnie w czasach, gdy tak bardzo potrzebujemy ucieczki od codzienności. To inteligentna rozrywka, która skłania do refleksji: co by było, gdyby historia mogła się zmienić? Gdybyśmy mogli spotkać naszych przodków, zrozumieć ich decyzje, a może nawet je odwrócić?

Pierwszy tom zostawia czytelnika z niedosytem i ogromną ciekawością, co przyniesie kolejny. Jeśli szukacie książki, która rozświetli Wasze wieczory i pozwoli zapomnieć o całym świecie – Renata Czarnecka i jej niezwykła "Awantura o królową Bonę" czekają na Was z otwartymi ramionami. Dajcie się porwać tej fantastycznej podróży!

Źródło tekstu: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2025/09/renata-czarnecka-awantura-o-krolowa.html

Historia zwykle przemawia głosem powagi – zapisana atramentem pietyzmu, z uwagą śledzi losy wielkich postaci, ich wzloty i upadki. Ale bywają chwile, gdy ciężar rzeczywistości staje się zbyt przytłaczający, a okrucieństwo losu domaga się innego spojrzenia. Wtedy pojawia się potrzeba dystansu, odrobiny szaleństwa i fantazji, która pozwala przekroczyć granice możliwego....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

"Pęknięta kra" Magdaleny Zimniak to powieść, która porusza złożony i często trudny temat siostrzanych więzi, odkrywając mroczne aspekty namiętności, zazdrości i kruchej tożsamości. Osadzona w realiach malowniczych Tatr, powieść przedstawia fascynującą historię bliźniaczek, Agnieszki i Ady, których życie, niegdyś nierozerwalnie ze sobą związane, nagle zostaje wplątane w sieć nieporozumień na skutek tragicznego wydarzenia. Patrząc przez pryzmat ryzykownego przejęcia przez Agnieszkę tożsamości Ady, autorka po mistrzowsku analizuje kruchość poczucia własnej wartości, atrakcyjność bycia kimś innym i potencjalnie katastrofalne konsekwencje wkroczenia w cudze życie. Siłą powieści jest nie tylko trzymająca w napięciu fabuła, ale także wnikliwa analiza psychologicznego obrazu kształtowanego przez oczekiwania rodziny i nieustanną pogoń za samorealizacją.

Na początku portrety Agnieszki i Ady pokazują wyraźną sprzeczność wobec siebie nawzajem. Agnieszka, opisana jako „dzika” i „ekstrawagancka”, stanowi zdecydowane przeciwieństwo Ady, przedstawionej jako „łagodna” i „opanowana”. Ta początkowa rozbieżność wskazuje na istniejące między nimi napięcie. Bliźniaczki są często postrzegane jako lustrzane odbicia, ale Magdalena Zimniak natychmiast obala to przekonanie, podkreślając ich fundamentalne różnice w charakterze i życiowych wyborach. Agnieszka odrzuca schematy – rezygnuje ze studiów i odcina się od rodziny – co świadczy o jej buntowniczym usposobieniu i chęci podążania własną ścieżką, nieobciążoną społecznymi oczekiwaniami. Z drugiej strony Ada wybiera bardziej tradycyjną drogę, osiągając sukces jako pisarka, pozornie uosabiając stabilność i porządek, które odrzuca Agnieszka.

Jednakże od samego początku narracja subtelnie kwestionuje tę uproszczoną różnicę. Ich spotkania w tajemniczym domu w Tatrach, o których nikt tak naprawdę nie wie, sugerują istnienie trwałej więzi i wspólnego miejsca, w którym ich odmienne osobowości mogą choć przez pewien czas przenikać się wzajemnie lub – być może – w którym mroczne cechy ich osobowości zaczynają się ujawniać. To ustronne miejsce staje się dla nich pewnego rodzaju bolesnym i symbolicznym tyglem, w którym granice wyznaczonych dla nich ról zacierają się, przygotowując grunt pod tragedię, która nieodwracalnie odmieni ich życie. Przełomowy moment powieści, którym jest śmierć Ady, staje się dla Agnieszki impulsem do podjęcia odważnej decyzji o przyjęciu tożsamości siostry. Ten krok nie jest jedynie próbą ucieczki od odpowiedzialności za tragedię, ale raczej manifestacją głębszej tęsknoty – pragnienia doświadczenia innego życia, wcielenia się w kogoś pozornie bardziej spełnionego i odnoszącego sukcesy. Agnieszka, która zawsze stawiała siebie w opozycji do Ady, teraz stara się zrozumieć siostrę niejako od środka i rozwikłać tajemnice jej pozornie idealnego życia.

Kiedy Agnieszka próbuje skrupulatnie odtworzyć życie Ady, powieść zmienia się w thriller psychologiczny, analizujący problemy i kłamstwa związane z przejęciem tożsamości innej osoby. Podszywanie się pod Adę wymaga dokładnego przestudiowania jej sposobu zachowywania się, jej relacji i życia zawodowego. Agnieszka musi przekonująco wcielić się w pisarkę, wchodząc w interakcje ze znajomymi Ady, utrzymując jej kontakty towarzyskie, a nawet kontynuując jej pracę literacką. Zadanie to jest obarczone dużym ryzykiem, gdyż każde potknięcie może zdemaskować jej grę i zburzyć starannie budowaną fasadę. Jednakże najbardziej przekonującym elementem przemiany Agnieszki jest stopniowe odkrywanie przez nią, że rzeczywistość Ady wcale nie była tak „uporządkowana”, jak się początkowo wydawało. Wejście w buty siostry zmusza Agnieszkę do konfrontacji z ukrytymi zawiłościami i wewnętrznymi konfliktami w życiu jej siostry. Odkrywa sekrety, skrywane urazy, a może nawet ciemniejszą stronę Ady, której nigdy wcześniej o to nie podejrzewała. To odkrycie podważa uprzednie wyobrażenia Agnieszki i zmusza ją do zakwestionowania własnej tożsamości, zacierając granice między jej pierwotnym „ja” a osobowością, w którą próbuje się wcielić.

Postawione w powieści pytanie: „Kim naprawdę była Ada?” staje się głównym wątkiem. W miarę jak Agnieszka zagłębia się w życie Ady, zdaje sobie sprawę, że obraz jej siostry był starannie skonstruowaną iluzją. Ada, odnosząca sukcesy pisarka, opanowana i łagodna bliźniaczka, skrywała wiele tajemnic i lęków. To odkrycie pozwala nadać Adzie bardziej realny wizerunek, przekształcając ją z pozornie nieosiągalnego ideału w złożoną i pełną wad jednostkę. Rodzi również pytania o naturę samej tożsamości. Na ile to, kim jesteśmy, jest określane przez nasz zewnętrzny wizerunek, a na ile jest to ukryte gdzieś głęboko pod powierzchnią? Powieść staje się ponadto głosem w sprawie tożsamości, która w tym przypadku jest po prostu sztuczna. Podszywanie się pod Adę pokazuje, w jakim stopniu ludzie tworzą i pokazują światu swój własny wizerunek. Ada również mogła wcielać się w określoną rolę, dostosowując się do oczekiwań społecznych i ukrywając swoje prawdziwe „ja”. To ciągłe odgrywanie jakiejś roli może w konsekwencji prowadzić do poczucia wyobcowania i oderwania od rzeczywistości, ponieważ każdy stara się dopasować swój zewnętrzny wizerunek do tego, jaki jest w rzeczywistości.

Wybrana przez autorkę sceneria Tatr nadaje powieści kolejną warstwę intrygi. Góry, ze swoim surowym terenem i budzącą respekt naturą, pełnią rolę swego rodzaju metafory dla wyzwań i trudności, jakie Agnieszka napotyka w swoim dążeniu do zrozumienia Ady i kontynuowaniu oszustwa. Nawiedzony dom, będący powracającym motywem, ma symbolizować duchy przeszłości, tajemnice, które prześladują siostry, oraz psychologiczne brzemię ich wspólnej historii. Z drugiej strony, odizolowanie od świata potęguje poczucie zagrożenia i bezradności, którego Agnieszka doświadcza, poruszając się po pełnym tajemnic życiu Ady. Nie ulega wątpliwości, że zakończenie "Pękniętej kry" pozostawia czytelnika z refleksją nad konsekwencjami poczynań Agnieszki i ostatecznym losem jej pękniętej osobowości. Czy będzie w stanie w nieskończoność z powodzeniem wieść życie Ady? Czy zostanie zdemaskowana, a jeśli tak, to jakie będą tego następstwa? Co więcej, czy Agnieszka kiedykolwiek naprawdę zrozumie samą siebie, czy też na zawsze pozostanie uwięziona w cieniu swojej siostry? Te pytania nie dają spokoju jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony, skłaniając do przemyśleń nad naturą tożsamości, siłą więzi rodzinnych i nieprzemijającym urokiem zakazanych pragnień.

"Pęknięta kra" to coś więcej niż tylko mroczny thriller; to pełna szczegółów analiza ludzkiej psychiki, poświęcona zawiłościom siostrzanych relacji, a także mrożąca krew w żyłach analiza tego, jak daleko człowiek jest w stanie się posunąć, by uciec od rzeczywistości, w jakiej żyje. Magdalena Zimniak po mistrzowsku tworzy narrację, która jest zarówno pełna napięcia, jak i skłaniająca do myślenia, pozostawiając czytelnikom możliwość refleksji nad rozdartym obrazem tożsamości i nieprzemijającą siłą tajemnic, które kryją się pod jej powierzchnią. Atutem powieści jest dodatkowo jej zdolność do wzbudzania niepokoju i wciągania w intrygę, co zmusza nas do konfrontacji z niewygodnymi faktami o nas samych i maskach, które nosimy na co dzień.

źródło eseju: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2025/02/magdalena-zimniak-peknieta-kra.html

"Pęknięta kra" Magdaleny Zimniak to powieść, która porusza złożony i często trudny temat siostrzanych więzi, odkrywając mroczne aspekty namiętności, zazdrości i kruchej tożsamości. Osadzona w realiach malowniczych Tatr, powieść przedstawia fascynującą historię bliźniaczek, Agnieszki i Ady, których życie, niegdyś nierozerwalnie ze sobą związane, nagle zostaje wplątane w sieć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Na stronie 249 jest rażący błąd! Jedyny prawowity syn króla Ryszarda III Yorka miał na imię Edward, a nie Ryszard. Na kartach historii został zapamiętany jako Edward z Middleham. Zmarł w kwietniu 1484 roku i wtedy świat Ryszarda i Anny Neville zawalił się, bo stracili jedynego legalnego i w linii prostej następcę tronu. Ponadto na stronie 676 również jest poważny błąd merytoryczny. Otóż, w 1494 roku owszem aranżowano małżeństwo Katarzyny Aragońskiej z Tudorem, ale nie z Henrykiem, jak to jest w książce, tylko z jego starszym bratem, Arturem, który wkrótce po ślubie zmarł, zostawiając Katarzynę osamotnioną i bez perspektyw. Rodzice, a szczególnie matka - Izabela Kastylijska - kazała jej nawet wrócić do Hiszpanii, bo uznała, że sytuacja Katarzyny w Anglii jest dla niej upokarzająca. Katarzyna i Henryk pobrali się dopiero w 1509 roku, czyli po śmierci Henryka VII Tudora, gdy jego syn - również Henryk - objął po nim tron. Reszty nie będę komentować.

Na stronie 249 jest rażący błąd! Jedyny prawowity syn króla Ryszarda III Yorka miał na imię Edward, a nie Ryszard. Na kartach historii został zapamiętany jako Edward z Middleham. Zmarł w kwietniu 1484 roku i wtedy świat Ryszarda i Anny Neville zawalił się, bo stracili jedynego legalnego i w linii prostej następcę tronu. Ponadto na stronie 676 również jest poważny błąd...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Porachunki" autorstwa Iwony Kienzler – pisarki znanej polskim czytelnikom przede wszystkim z biografii historycznych i serii książek o brytyjskiej rodzinie królewskiej – to trzymająca w napięciu powieść kryminalna, która mistrzowsko łączy suspens z doskonałym opisem miejsca akcji. Dodatkowo jest to historia z jednej strony intrygująca, a z drugiej wyrafinowana. Córki znanego szwedzkiego polityka rozkoszują się pięknem skąpanej w słońcu Alanyi, aby nagle zostać wrzuconymi w świat mroku i tajemnic, gdy ich wakacje okazują się tragiczne w skutkach. Zestawienie idyllicznej wakacyjnej atmosfery z niewyjaśnionymi zgonami i kolejnymi zaginięciami jest uderzające i przygotowuje grunt pod fabularnie skomplikowany thriller.

Poszczególne postacie są znakomicie wykreowane, zwłaszcza siostry, których wzajemne relacje zostają wystawione na próbę na skutek dramatycznych wydarzeń. Tragiczny koniec starszej siostry i następujący po nim chaos nie tylko stanowią katalizator narracji, ale także podkreślają, jak szybko czyjś świat może zostać wywrócony do góry nogami, co jest namacalnie odczuwalne w całej powieści. Jan Wetterberg, zdruzgotany ojciec, staje się ucieleśnieniem rodzicielskiej desperacji, gdy wyrusza na poszukiwanie prawdy i sprawiedliwości, co – w trakcie lektury thrillera – ukazuje niezwykłą umiejętność autorki do tworzenia emocjonalnie rezonujących postaci.

Przeniesienie narracji z Turcji na Gotlandię wprowadza do opowieści kolejną fascynującą warstwę, tworząc poczucie dyslokacji i intrygi. Autorka znakomicie wykorzystuje swoje doświadczenia zdobyte podczas pobytu na Gotlandii, nadając scenerii kolorytu i głębi, jednocześnie wskazując na mroczne aspekty tego miejsca. Wyspa, często kojarzona z bogactwem, stanowi wyraźny kontrast z kryjącymi się na niej tajemnicami, dzięki czemu tworzy fascynujące tło dla rozwijającej się historii.

Pisarstwo Iwony Kienzler jest wyraziste i wciągające, co sprawia, że czytelnik wpada w sieć intryg, z której trudno się wydostać. Zwroty akcji trzymają odbiorcę w napięciu, a duet śledczych Klaudii Jassem i Erika Lindberga zapewnia znane, ale skuteczne ramy dla gatunku detektywistycznego. Ich pogoń za prawdą wprowadza do fabuły uczucie napięcia, szczególnie gdy przeplata się ona z osobistą zemstą Wetterberga.

O ile powieść porusza tematy straty, poczucia winy i poszukiwania odpowiedzi, to jednocześnie skłania czytelników do refleksji nad konsekwencjami nierozwiązanych tajemnic – wciąż obecnych cieni przeszłości. Iwona Kienzler zręcznie porusza się po tych tematach bez przyćmiewania fabuły, pozwalając historii rozwijać się w tempie, które pozwala czytelnikom zaangażować się w nią aż do ostatniej strony.

Krótko mówiąc, "Porachunki" to wyjątkowa powieść kryminalna, która pokazuje talent Iwony Kienzler do tworzenia skomplikowanych fabuł z bogatym w szczegóły opisem postaci i klimatyczną scenerią. To historia, która rezonuje na wielu poziomach, równoważąc osobisty żal z nieustannym dążeniem do sprawiedliwości. Przeznaczona dla fanów gatunku i tych, którzy szukają wciągającej lektury, zdecydowanie podkreśla pozycję autorki jako godnego uwagi głosu we współczesnym kryminale.

W 2023 roku powieść w oryginale została wydana w języku szwedzkim, natomiast obecnie ma swoją premierę w języku angielskim.

źródło recenzji: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2024/12/iwona-kienzler-porachunki.html

"Porachunki" autorstwa Iwony Kienzler – pisarki znanej polskim czytelnikom przede wszystkim z biografii historycznych i serii książek o brytyjskiej rodzinie królewskiej – to trzymająca w napięciu powieść kryminalna, która mistrzowsko łączy suspens z doskonałym opisem miejsca akcji. Dodatkowo jest to historia z jednej strony intrygująca, a z drugiej wyrafinowana. Córki...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Najnowsza książka Marcina Brzostowskiego to wciągająca opowieść, która zanurza czytelnika w surrealistycznym świecie przesiąkniętym groteskowym absurdem, tworząc narrację równie zabawną, co skłaniającą do myślenia. Fabuła powieści koncentruje się na perypetiach ponad trzydziestoletniego prezentera telewizyjnego, który w wyniku serii nieprawdopodobnych wydarzeń zostaje wybrany na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Ten fakt już sam w sobie rozpoczyna w życiu głównego bohatera komiczną, ale też niepokojącą przygodę w świecie tajnych agentów, korporacji dzierżących potężną władzę i społeczeństwa wołającego o zbawienie. Ponadto wydarzenie to otwiera drogę do satyrycznej wizji władzy, wpływu mediów i słabości demokratycznych instytucji.

Główny bohater stanowi ucieleśnienie współczesnego rozczarowania. I chociaż jego powierzchowna charyzma przyniosła mu sławę jako prezenterowi telewizyjnemu, to jednak teraz odkrywa, że jest nieprzygotowany do przytłaczającej roli przywództwa. Jest zatem postacią, która początkowo czuje się zagubiona, lecz z czasem coraz bardziej zdaje sobie sprawę z machinacji tajnych służb i korporacji, które manipulują społeczeństwem zza kulis. Autor zręcznie operuje humorem, łącząc absurd z ostrym komentarzem społecznym, który głęboko rezonuje ze współczesnymi odbiorcami. Wykorzystuje głównego bohatera do eksploracji tematów tożsamości, władzy i skuteczności samozwańczych zbawców w sferze politycznej. Absurd całej tej sytuacji jest spotęgowany przez jego brak doświadczenia zestawiony z ciężarem nowej roli, co może rzucać czytelnikom wyzwanie, by zakwestionować naturę autorytetu i często absurdalne machinacje tych, którzy sprawują władzę w państwie. Ponadto przemiana bohatera z zaabsorbowanego sobą celebryty w niepewnego przywódcę, który musi stawić czoła zawiłościom rządzenia i ratowania społeczeństwa, jest zarówno zabawna, jak i skłaniająca do refleksji.

Styl pierwszoosobowej narracji powieści jest zaskakująco dynamiczny, co odzwierciedla chaos politycznego świata, który stara się skrytykować. Umiejętne wykorzystanie przez Marcina Brzostowskiego groteskowych obrazów służy tylko wzmocnieniu absurdalności rozgrywających się wydarzeń. Czytelnicy otrzymują zatem kuriozalne scenariusze i osobliwe postacie, które przesuwają granice rzeczywistości, prowadząc do momentów wywołujących zarówno śmiech, jak i dyskomfort. Ta mieszanka humoru i niekiedy również grozy budzi natychmiastową reakcję, zachęcając czytelników do refleksji nad absurdami, jakie często definiują dyskurs polityczny.

Jako nowo wybrany prezydent, główny bohater wyrusza z misją wdrożenia swojego wielkiego planu ratunkowego dla polskiego społeczeństwa. Jest to zadanie równie szlachetne, co naiwne. W tym kontekście Marcin Brzostowski maluje żywy obraz wyzwań, przed którymi staje jego bohater, gdzie każda inicjatywa spotyka się z biurokratyczną machiną, korporacyjną chciwością i manipulacyjnymi działaniami służb specjalnych. Absurdalność tego biurokratycznego koszmaru stanowi odzwierciedlenie współczesnego świata polityki, co często bardziej przypomina mroczne komedie, niż poważne rządy.

Kluczowym zagadnieniem powieści jest bez wątpienia to, czy jednostka może dokonać znaczących zmian w wadliwym systemie. Pełne pasji, choć naiwne próby realizacji wielkiej wizji polskiego społeczeństwa przez głównego bohatera przypominają zmagania wielu rzeczywistych liderów. Marcin Brzostowski pozostawia czytelnikowi zastanowienie się nad tym, czy takie aspiracje są szlachetne, czy może tylko zwyczajnie głupie. Jest to doskonała decyzja, która wzmacnia treść książki i zachęca do krytycznego myślenia.

Niniejsza powieść to bez wątpienia wciągająca i niekonwencjonalna lektura rzucająca wyzwanie ogólnie przyjętym standardom, jednocześnie ujawniając perypetie władzy i przywództwa. To nie tylko humorystyczny komentarz społeczny, ale przede wszystkim głęboka eksploracja ludzkich ambicji, absurdu władzy i złożoności oczekiwań społecznych. Autor stworzył narrację, która jest równie zabawna, co wnikliwa, a przy tym doskonale łączy absurd z trafną krytyką społeczną. To, czy ktoś uważa plan głównego bohatera za sprawiedliwy lub wykonalny, może zależeć od osobistych przekonań, ale jedno jest pewne – ta powieść sprawi, że czytelnik będzie zastanawiał się nad rolą jednostek w ramach szerszych konstrukcji społecznych jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony.

Czytelnicy, którzy zdecydują się na tę chaotyczną podróż, z pewnością znajdą w niej wiele tematów skłaniających do refleksji i momenty pełne humoru. Ta powieść spodoba się tym, którzy cenią sobie satyryczną fikcję mającą odwagę odkrywać absurdalne realia naszego politycznego ducha czasu. Ostatecznie fabuła powieści zachęca każdego z nas do refleksji nad społeczeństwem, w którym żyjemy na co dzień, i rolami, jakie w nim odgrywamy – czy to jako zwykli obserwatorzy, czy aktywni uczestnicy trwającej sagi, jaką jest życie.

źródło: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2024/11/marcin-brzostowski-wwwhusariapl.html

Najnowsza książka Marcina Brzostowskiego to wciągająca opowieść, która zanurza czytelnika w surrealistycznym świecie przesiąkniętym groteskowym absurdem, tworząc narrację równie zabawną, co skłaniającą do myślenia. Fabuła powieści koncentruje się na perypetiach ponad trzydziestoletniego prezentera telewizyjnego, który w wyniku serii nieprawdopodobnych wydarzeń zostaje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Ta książka jest jak poradnik pt. "Jak skutecznie zepsuć wszystko, co się da?", począwszy od napisania, a skończywszy na tłumaczeniu. Zawiera mnóstwo błędów merytorycznych, a przekład wygląda tak, jakby robiła go sztuczna inteligencja. Jestem rozczarowana.

Ta książka jest jak poradnik pt. "Jak skutecznie zepsuć wszystko, co się da?", począwszy od napisania, a skończywszy na tłumaczeniu. Zawiera mnóstwo błędów merytorycznych, a przekład wygląda tak, jakby robiła go sztuczna inteligencja. Jestem rozczarowana.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Najnowsza powieść Magdaleny Zimniak to trzymający w napięciu kryminał, który umiejętnie łączy elementy psychologicznego suspensu i gotyckiego klimatu, a wszystko to rozgrywa się na tle wyjątkowo pięknego warszawskiego kościoła. Od pierwszej strony autorka wciąga czytelników w labirynt śledztwa, które płynnie przeplata to, co święte z tym, co złowieszcze. Powieść rozpoczyna się niepokojącym zniknięciem Julii podczas pozornie zwyczajnej mszy, od razu przykuwając uwagę czytelnika. Nadinspektor Krystyna Farkas, zdeterminowana i głęboko złożona bohaterka, zajmuje centralne miejsce w tej trzymającej w napięciu opowieści, mając za zadanie rozwikłać tajemnicę, która ma związek nie tylko z samą Julią i jej zniknięciem, ale także z mrocznie skrywaną historią kościoła. Teoretycznie kościół ma być przestrzenią sprzyjającą pogłębianiu wiary, czyli innymi słowy czymś na kształt azylu, a zamiast tego staje się miejscem, w którym rządzą strach i kłamstwa. Umiejętność autorki w budowaniu napięcia jest godna pochwały; odbijająca się echem kojąca cisza kościoła szybko przeradza się w miejsce owiane niepokojem, prawie tak, jakby to same mury miały do wyjawienia skrywane do tej pory tajemnice.

Warstwowe opisy postaci są jedną z głównych zalet tej opowieści. Życie Julii jest odsłaniane kawałek po kawałku, co sprawia, że ujawniane są nie tylko jej własne ukryte zmagania, ale także złożoność i ciemne strony jej najbliższych. Każda z postaci skrywa jakieś tajemnice, a Magdalena Zimniak zręcznie bada, jak daleko posuną się poszczególne osoby, by chronić swoją przeszłość. Ponadto narracja umiejętnie podkreśla, że ​​nie jest to pierwszy raz, kiedy Julia zostaje złapana w widmową sieć Kościoła; raczej jej zniknięcie jest częścią mrożącego krew w żyłach wzorca. Gdy Farkas konfrontuje się z każdym podejrzanym, psychologiczna głębia ich motywów tylko dodaje bogactwa tajemniczości. Czytelnicy będą zastanawiać się, kto jest prawdziwym demonem, ponieważ zaciera się granica między ofiarą a złoczyńcą. Napięcie jeszcze bardziej narasta, gdy każda z postaci powoli ujawnia swoje prawdziwe „ja”, a jej własne lęki i motywacje zostają obnażone. Dodatkowo umiejętność autorki do tworzenia wielowymiarowych bohaterów sprawia, że każde nowe odkrycie jest tak samo niepokojące jak poprzednie, co zmusza czytelników do zastanowienia się, kto tak naprawdę może mieć złowrogie zamiary.

Cechą charakterystyczną tej trzymającej w napięciu opowieści kryminalnej jest eksploracja strachu — strachu przed nieznanym, strachu przed zdradą i strachu przed konfrontacją z własnymi demonami. Kościół, tradycyjnie będący azylem, przekształca się w klaustrofobiczny labirynt sekretów, gdy ciemne siły wydają się manipulować narracją. Przeciwstawienie wiary i moralnej ambiwalencji jest przekonująco przedstawione, skłaniając czytelników do zbadania motywów działania poszczególnych postaci i ich zdolności do czynienia zła. Niepokojącą atmosferę wzmacniają żywe opisy i poczucie strachu, które przenika każdy rozdział, sprawiając, że czytelnik czuje się, jakby on również błąkał się pośród złowrogich murów kościoła, czując płynący zewsząd chłód i ciężar ukrytych prawd zakopanych pod wypolerowaną fasadą. Zgłębianie przez autorkę wiary, winy i mroków ludzkiego umysłu stanowi dodatkową warstwę filozoficzną, która wykracza poza ramy standardowego kryminału.

Chociaż akcja jest ogólnie dobrze skonstruowana, są momenty, w których fabuła lekko grzęźnie z powodu natłoku informacji. Jednak generalnie są to drobiazgi, które nie wpływają znacząco na napięcie całej opowieści. Kształt demona stawia głębokie pytania o ludzką odwagę i zdolność do trwania w mroku. W miarę jak Farkas zbliża się do prawdy, musi nie tylko stawić czoło fizycznemu niebezpieczeństwu stwarzanemu przez tych, którzy chcą ukryć swoje tajemnice, ale także zmagać się z własnymi lękami – zarówno osobistymi, jak i egzystencjalnymi. Pojawiają się też pytania o to, jak daleko posuną się ludzie, aby chronić swoje sekrety i jak wiele odwagi potrzeba, by stawić czoło nie tylko zewnętrznym demonom, lecz także ciemności tkwiącej w umysłach bohaterów. Te pytania dodają głębi fabule, która już i tak jest pełna napięcia i suspensu.

Podsumowując, Magdalena Zimniak stworzyła duszną, klimatyczną powieść kryminalną, która ośmiela się odkrywać demony zarówno jednostek, jak i instytucji. Kształt demona to wciągająca lektura dla tych, którzy cenią sobie opowieści skłaniające do refleksji nad moralnością, wiarą i cieniami rzucanymi przez skrywane prawdy. Z drugiej strony, to nie tylko kryminał, lecz mrożąca krew w żyłach eksploracja strachu, poświęcenia i ludzkiej kondycji. Dzięki zawiłej fabule i niepokojąco bliskim postaciom, książka trzyma czytelników w napięciu jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. Dlatego też powieść z pewnością pozostanie w pamięci czytelników, pozostawiając ich w zadumie nad złożonością ludzkiej natury i odwagą wymaganą do konfrontacji z własnymi demonami. Jeśli więc szukacie emocjonującej powieści kryminalnej, która zagłębia się w mroki ludzkiej natury, to ta książka jest lekturą obowiązkową.

Źródło: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2024/09/magdalena-zimniak-ksztat-demona.html

Najnowsza powieść Magdaleny Zimniak to trzymający w napięciu kryminał, który umiejętnie łączy elementy psychologicznego suspensu i gotyckiego klimatu, a wszystko to rozgrywa się na tle wyjątkowo pięknego warszawskiego kościoła. Od pierwszej strony autorka wciąga czytelników w labirynt śledztwa, które płynnie przeplata to, co święte z tym, co złowieszcze. Powieść rozpoczyna...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

(...) Maria Konopnicka bez wątpienia zapisała się w polskiej historii literatury wielkimi literami i grzechem byłoby o niej zapomnieć. Miała naprawdę bogate życie, zarówno to zawodowe, jak i prywatne. Dlatego też nie dziwi fakt, iż tak wielu pisarzy i pisarek żyjących po niej sięgało do jej życiorysu i odtwarzało go na nowo najczęściej w formie biograficznej. Dorota Ponińska postanowiła zrobić coś innego, coś nowego. Otóż poświęcając swoją najnowszą książkę Marii Konopnickiej, zamiast czystej i suchej biografii stworzyła powieść, na kartach której poetka – jak żywa – wspomina swoje prawie siedemdziesięcioletnie życie. Wszystko to dzieje się w Żarnowcu, czyli miejscu, które Maria Konopnicka otrzymała jako dar od narodu. Poetka jest już bardzo chora, ma coraz mniej siły i nawet najmniejszy ruch sprawia jej ogromną trudność; szybko się męczy. Konopnicka wie, że jej życie zbliża się do nieuniknionego końca, choć mentalnie tak wiele mogłaby jeszcze zdziałać i osiągnąć. W dodatku ogromnym ciosem staje się dla niej śmierć Elizy Orzeszkowej, z którą od młodości potrafiła znaleźć wspólny język i z którą – oprócz Marii Dulębianki – rozumiały się praktycznie bez słów.

Na kartach powieści Maria Konopnicka wraca myślami do czasów swojego nieudanego małżeństwa i do początków pracy twórczej, która w miarę upływu czasu stała się całym jej życiem, choć nie zawsze pozwalała jej żyć na poziomie, jakiego pragnęła. Wie, że nierzadko postępowała niewłaściwie, szczególnie wobec tych, dla których powinna być wsparciem, na przykład dla swoich dzieci, szczególnie dla jednej z córek. Niemniej, wstyd i uniknięcie skandalu za wszelką cenę, okazały się dla poetki ważniejsze, niż matczyne uczucia. Maria przypomina sobie nie tylko ludzi, którzy przewinęli się przez jej życie, ale również miejsca, które zwiedziła i które pokochała. Niektóre z nich stały się jej bardzo bliskie i chętnie znów wróciłaby do nich fizycznie, gdyby nie ta przeklęta choroba i brak sił. Gdyby można było cofnąć czas, to pewnie Maria wiele rzeczy zrobiłaby inaczej; podjęłaby inne decyzje. Ale niestety musi pogodzić się z tym, co jest i zaakceptować nieuniknione. Ten swego rodzaju życiowy bilans i liczenie zysków oraz strat staje się dla Konopnickiej impulsem do tego, aby móc przygotować się na śmierć najlepiej, jak tylko można, nie raniąc przy tym Dulębianki, dla której ostateczne odejście przyjaciółki zapewne będzie trudne do zniesienia.

Najnowsza powieść Doroty Ponińskiej jest niezwykle klimatyczna. Bogata treść przeplatana jest wybranymi utworami Konopnickiej, które całej tej historii nadają jeszcze więcej autentyczności. Poetka ukazana jest nie jako kobieta, którą należy stawiać na piedestale, lecz jako osoba posiadająca uczucia, przeżywająca życiowe rozczarowania, ale też i chwile prawdziwego szczęścia. W tej powieści Maria Konopnicka jest przede wszystkim kobietą, która nie pragnie być jedynie żoną i matką, bo tak wymaga od niej społeczeństwo, lecz chce czegoś więcej; chce prawdziwej wolności, szczególnie tej mentalnej. Konopnicka nie chce zamykać się w granicach przyjętych zasad i konwenansów, ale pragnie swobody. W miarę upływu czasu staje się feministką, choć raczej tego nie planowała. Jej feminizm nie jest jednak agresywny i nikogo na siłę nie zmusza, aby podzielał jej poglądy. Ona po prostu pokazuje kobietom inną drogę. Mówi, że kobieta to samodzielny byt i może z powodzeniem prowadzić swobodne życie bez oglądania się na mężczyzn i bez ciągłego szukania w ich oczach potwierdzenia, czy robi dobrze. Przecież sama doświadczyła swego rodzaju małżeńskiego zniewolenia – przynajmniej na początku – gdy jeszcze żyła pod jednym dachem z Jarosławem Konopnickim (1830-1905). Z drugiej strony jednak można zastanawiać się, kto tak naprawdę „nosił spodnie” w tym małżeństwie. Zdaniem Konopnickiej kobieta wcale nie musi pytać mężczyznę, z którym żyje, o zdanie i pozwolenie na zrobienie czegoś, na co akurat ma ochotę. To ona sama powinna decydować.

"Maria. Dziesięć dni z życia Konopnickiej" to bez wątpienia powieść, na którą należy, a nawet trzeba zwrócić uwagę. To nie tylko opowieść o wybitnej poetce i kobiecie o niezwykle bogatej osobowości. To przede wszystkim historia narodzin feminizmu, który w miarę upływu lat przeszedł szereg przeobrażeń. Maria Konopnicka i podobne do niej kobiety walczyły wówczas głównie o to, żeby wyrwać się spod wpływu mężczyzn i wreszcie móc aktywnie uczestniczyć w życiu publicznym, z naciskiem na życie polityczne. Mowa oczywiście o walce o prawa wyborcze kobiet. Najnowsza książka Doroty Ponińskiej ukazuje kobietę silną, która musiała stawić czoło wielu przeciwnościom. I choć czasami było naprawdę trudno, to jednak przeciwności te jej nie złamały, lecz dodały jeszcze więcej siły. Polecam zatem tę powieść, jak i pozostałe książki Doroty Ponińskiej. Sięgając po nie czytelnik nigdy się nie rozczaruje, ponieważ ma gwarancję niepowtarzalności tematu. Autorka nie powiela schematów, a to, w jaki sposób przedstawia swoich bohaterów zawsze jest oryginalne i godne uwagi. Podczas lektury czytelnik odnosi wrażenie, że tworząc tę czy inną historię autorka naprawdę zżywa się z postacią, o której pisze, dopracowując ją w każdym elemencie.

Cały esej dostępny pod linkiem: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2024/06/dorota-poninska-maria-dziesiec-dni-z.html

(...) Maria Konopnicka bez wątpienia zapisała się w polskiej historii literatury wielkimi literami i grzechem byłoby o niej zapomnieć. Miała naprawdę bogate życie, zarówno to zawodowe, jak i prywatne. Dlatego też nie dziwi fakt, iż tak wielu pisarzy i pisarek żyjących po niej sięgało do jej życiorysu i odtwarzało go na nowo najczęściej w formie biograficznej. Dorota...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Na każdą nową książkę Magdaleny Zimniak czekam z ogromną niecierpliwością, co w moim przypadku, czyli osoby, która zajmuje się praktycznie wyłącznie historią, może wydawać się niepojęte. Fakt ten świadczy o tym, że autorka pisze tak dobrze, iż jest w stanie zainteresować swoją prozą nawet kogoś, kto na co dzień pasjonuje się zamierzchłą przeszłością. Powieści Magdaleny Zimniak już od pierwszej strony zawierają w sobie ogromny ładunek emocjonalny, który w miarę, jak czytelnik zagłębia się w lekturę, jest jeszcze bardziej rozbudowywany. Nie inaczej jest w przypadku "Czarciego lustra". Tutaj linia fabularna poprowadzona jest w niebywale tajemniczy sposób, a kiedy czytelnikowi wydaje się, że rozgryzł zakończenie tej historii, okazuje się, iż tak naprawdę nadal niczego nie wie i nie rozumie. Zaskakujące i nieoczekiwane zwroty akcji sprawiają, że emocje przybierają na sile, natomiast pierwiastek psychologiczny skłania do zadawania pytań o meandry ludzkiej psychiki, a także zachowania, które są nie tylko niezrozumiałe, ale z gruntu złe.

Historia opowiadana w "Czarcim lustrze" przedstawiona jest z perspektywy kilku bohaterek, z których każda widzi ją w innym świetle, lecz mimo to wszystkie one mają wspólny cel. To opowieść o niewyobrażalnej krzywdzie, kłamstwie, zdradzie i zemście. Nawet tam, gdzie narracja prowadzona jest w trzeciej osobie doskonale widać, jakie demony drzemią w zdradzonej kobiecie. Każda z bohaterek posiada bowiem swój punkt widzenia i swoją rację, której twardo się trzyma, widząc jedynie cel, jaki ma przed sobą, uparcie dążąc do niego. Jest to opowieść niezwykle mroczna i wciągająca czytelnika w zło popełniane przez poszczególnych bohaterów. Poruszane są w niej naprawdę trudne problemy, z którymi mamy do czynienia w realnym świecie, ale które bardzo często zamiatane są pod przysłowiowy dywan, a ludzie udają, że nic się nie stało i żyją dalej, okłamując przede wszystkim siebie samych, bo przecież wszystko należy załatwić w czterech ścianach, aby przypadkiem nikt obcy nie dowiedział się o tym, co dzieje się w domu i z jakim potworem przyszło żyć pod jednym dachem. Czasami też ludzie są głusi i ślepi na sygnały, które są coraz wyraźniejsze, lecz dla świętego spokoju i własnego dobrego samopoczucia są przez nich ignorowane.

"Czarcie lustro" nie jest bynajmniej powieścią rozrywkową, której zadaniem jest oderwanie czytelnika od ponurej, szarej i nierzadko też niebezpiecznej rzeczywistości. W przypadku tej historii jest wręcz przeciwnie. Jest to bowiem powieść nie tylko skłaniająca do myślenia, ale też do zastanowienia się nad tym, wśród jakich ludzi my sami żyjemy. Zło może wszak czaić się wszędzie. Ktoś, kto na pierwszy rzut oka wygląda sympatycznie wcale nie musi takim być. Oczywiście nie należy popadać w skrajności. Niemniej trzeba być czujnym, ponieważ zło nigdy nie zasypia i może dać o sobie znać w najmniej spodziewanym momencie.

Polecam "Czarcie lustro" każdemu, kto gustuje w powieściach niebanalnych i trudnych tematycznie. Polecam tym czytelnikom, którzy nie boją się rzucić wyzwania złu, jak również tym, dla których ważna jest strona psychologiczna fabuły; tym, dla których ważni są oryginalni bohaterowie, którzy mają nam naprawdę coś konkretnego i ważnego do powiedzenia. Tacy bohaterowie będą bowiem komunikować się z nami na każdej stronie powieści i pokazywać nam, jak bardzo życie może boleć, jeśli wkroczy w nie choćby tylko jeden zły człowiek.

_________________

Cały tekst znajdziecie tutaj: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2024/01/magdalena-zimniak-czarcie-lustro.html

Na każdą nową książkę Magdaleny Zimniak czekam z ogromną niecierpliwością, co w moim przypadku, czyli osoby, która zajmuje się praktycznie wyłącznie historią, może wydawać się niepojęte. Fakt ten świadczy o tym, że autorka pisze tak dobrze, iż jest w stanie zainteresować swoją prozą nawet kogoś, kto na co dzień pasjonuje się zamierzchłą przeszłością. Powieści Magdaleny...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

[...] jest rok 1348, a król Ludwik Węgierski wraca do domu po – co tu dużo mówić – nieudanej wyprawie na Neapol. Nie ukarał znienawidzonej Joanny, tak jak planował. W dodatku jeszcze nie zdążył przekroczyć progu zamku w Budzie, a już dowiaduje się o śmierci ukochanej żony, Małgorzaty Luksemburskiej. Ale wszak jest królem, więc nie wolno mu zbyt długo rozpaczać nad grobem małżonki, bo trzeba myśleć o spłodzeniu następcy tronu, a przecież bez nowej żony nie zdoła tego dokonać. Lecz od czego ma zaradną matkę, która już doskonale wie, kim będzie jej przyszła synowa. To Elżbieta Bośniaczka, w której żyłach płynie krew polskich Piastów. I choć królowa wdowa szybko sprowadza pod swój dach młodziutką Elżbietę, to jednak jej syn raczej nie wykazuje nią zainteresowania. W głowie i w sercu Ludwika wciąż wielkim ogniem płonie żądza zemsty na Joannie Andegaweńskiej. Tym razem Ludwik ma nieco inny plan. Chce pojmać Joannę i poślubić jej siostrę, Marię. Czy uda mu się osiągnąć swój cel? Czy król tak mocno zżyty z matką będzie w stanie przeciwstawić się jej planom związanym z jego małżeństwem z kobietą, którą ta wybrała mu na kolejną żonę i królową Węgier? Czy Ludwik, zmuszony do zawarcia pokoju z Joanną Andegaweńską, będzie w stanie przełknąć tę gorzką pigułkę? A jak w tej sytuacji zachowa się sama Joanna, skoro nawet na własnym dworze nie może czuć się bezpieczna?

W kontynuacji opowieści o Andegawenach Renata Czarnecka znów potwierdza swój ogromny talent do pisania historii na nowo. Postacie, które ożywia na kartach książki są niezwykle autentyczne, co sprawia, że czytelnik odnosi wrażenie, iż wraz z nimi przeżywa każde wydarzenie będące ich udziałem. Akcja powieści jest niezwykle dynamiczna; wciąż bowiem coś się dzieje. Czytelnik ma możliwość podglądania życia toczącego się na dwóch dworach. Raz jest to dwór węgierski, a raz neapolitański. Nie brak też dworu polskiego. Bo trzeba pamiętać, że Elżbieta Łokietkówna była siostrą Kazimierza III Wielkiego, a zatem nie sposób pominąć i tej postaci, zważywszy że król Kazimierz także musi zmagać się ze swoimi problemami, nie tylko na płaszczyźnie politycznej, ale też prywatnej. Generalnie jednak wszystko rozgrywa się wokół konfliktu pomiędzy Ludwikiem Węgierskim a Joanną Andegaweńską. Poza tym ani król Węgier, ani królowa Neapolu nie doczekali się jeszcze męskiego potomka, który mógłby kiedyś objąć po nich tron. Wprawdzie Joanna urodziła syna, ale nie może go wychowywać i tym samym nie może mu wpajać własnych zasad i poglądów, aby kiedyś uczynić z niego króla Neapolu. W dodatku Karol Martel jest zbyt mały, aby móc myśleć o nim jak o potencjalnym królu jednego, czy drugiego państwa, biorąc pod uwagę również fakt, że śmiertelność wśród dzieci średniowiecza jest naprawdę wysoka.

Oprócz wysuwającego się na pierwszy plan wspomnianego powyżej konfliktu, niezwykle istotne są również wydarzenia rozgrywające się gdzieś w jego tle. Pamiętajmy, że Joanna Andegaweńska była kobietą, dla której liczyła się nie tylko władza, ale też mężczyźni stojący u jej boku. Aby osiągać swoje cele potrzebowała przede wszystkim silnych mężczyzn, którzy byliby w stanie pomóc jej wspiąć się na sam szczyt. Była też kobietą namiętną, posiadającą własne potrzeby. Choć może wydawać się, że była bezwzględna i szła do celu po trupach i to w dosłownym tego słowa znaczeniu, to jednak nie była pozbawiona uczuć tak bardzo charakterystycznych dla każdej kobiety. Nie obca była jej nie tylko miłość do mężczyzny, ale też do dzieci, które urodziła. I choć nie potrafiła dać swojemu drugiemu mężowi upragnionych synów, to jednak nie gardziła córkami, które oficjalnie przyszły na świat z tego związku. Do dziś nie wiemy bowiem, kto tak naprawdę był ojcem Karola Martela. Jedni przypisują ojcostwo księciu Andrzejowi Andegaweńskiemu, zaś inni drugiemu mężowi Joanny, Ludwikowi z Tarentu.

Tak jak w poprzednim tomie, tak i tutaj fabuła nie jest wolna od intryg i spisków. Bezustannie można zastanawiać się, kto tym razem straci życie; kto zostanie usunięty z drogi; kto popełni błąd, którego nie da się już naprawić i jedynym wyjściem będzie śmierć. Nikt, kto znajduje się w otoczeniu Joanny Andegaweńskiej nie może czuć się bezpieczny i pewny siebie, nawet ona sama. Myślę, że osoba królowej Neapolu jest zbyt mało znana w Polsce, dlatego niniejszy cykl powieściowy to prawdziwy skarb dla polskich czytelników. Na chwilę obecną mamy do dyspozycji dylogię. Marzy mi się jednak, żeby powstał kolejny tom, ponieważ opowieść o Joannie tak naprawdę jeszcze się nie kończy. Po zdarzeniach zamykających Koronę w złocie i krwi następuje szereg pasjonujących wydarzeń, które – jestem przekonana – przykułyby czytelnika do lektury na bardzo długo. A zatem z pełną odpowiedzialnością polecam zarówno pierwszy, jak i drugi tom historii Andegawenów. Historii, o której trudno zapomnieć i która dostarcza czytelnikowi wciąż nowych emocji.

Cały esej do przeczytania tutaj: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2023/03/renata-czarnecka-korona-w-zocie-i-krwi.html

[...] jest rok 1348, a król Ludwik Węgierski wraca do domu po – co tu dużo mówić – nieudanej wyprawie na Neapol. Nie ukarał znienawidzonej Joanny, tak jak planował. W dodatku jeszcze nie zdążył przekroczyć progu zamku w Budzie, a już dowiaduje się o śmierci ukochanej żony, Małgorzaty Luksemburskiej. Ale wszak jest królem, więc nie wolno mu zbyt długo rozpaczać nad grobem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

[...] Za każdym razem, kiedy sięgam po książkę Magdaleny Zimniak jestem przekonana, że autorka mnie nie zawiedzie. Już od pierwszych stron czytelnik doświadcza skrajnych emocji, jakie towarzyszą poszczególnym bohaterom. Wiadomo, że niebawem wydarzy się coś naprawdę złego, o czym świadczy niezwykle mroczny klimat i stopniowo budowane napięcie. Opisywane przez autorkę wydarzenia przedstawione są z perspektywy kilku bohaterów, z których każdy postrzega je inaczej. Każdego z nich łączą też z Bianką innego rodzaju więzi, co nie jest tutaj bez znaczenia. Niemniej, podczas gdy Biankę czytelnik poznaje bardzo dobrze, życie pozostałych bohaterów owiane jest swego rodzaju tajemniczością. W książce ogromną rolę odgrywa przede wszystkim psychologia, co – oprócz wspomnianych już sekretów z przeszłości – jest kolejnym znakiem rozpoznawczym twórczości Magdaleny Zimniak.

Fabuła powieści dotyka różnych zawiłych relacji międzyludzkich, jak małżeńskie, rodzicielskie czy zwykłe sąsiedzkie, a tytułowa prywatna gra stanowi klucz do rozwiązania zagadki i odkrycia, kto tak naprawdę kryje się za porwaniem Bianki. A ponieważ nie ma jednego podejrzanego, czytelnik wciąż trzymany jest w niepewności i zastanawia się kto miał najbardziej realny powód, aby po latach wrócić do wydarzeń, które już dawno powinny pójść w zapomnienie. Kto zatem najbardziej boi się, że Bianka w końcu przypomni sobie o czymś, co nigdy nie powinno ujrzeć światła dziennego? Na razie jednak porywacz może czuć się bezpieczny. Uważa bowiem, że ma nad kobietą przewagę, a dopóki jej umysłem będzie rządził strach, nic złego mu nie grozi; może prowadzić podwójne życie i nikt tak naprawdę niczego się nie domyśli.

"Nasza prywatna gra" to bez wątpienia doskonały thriller psychologiczny pokazujący między innymi to, jak wielką krzywdę może wyrządzić najbliższa osoba, którą powinno darzyć się bezwarunkowym zaufaniem. Zapewne czytelnikowi trudno będzie zrozumieć motywy jej postępowania. Jest to również opowieść o stopniowym poznawaniu zarówno siebie, jak i drugiej osoby, z którą dzieli się życie od lat. Jest to historia ludzi, którzy zagubili się gdzieś po drodze, będąc jeszcze młodymi ludźmi i nie zdając sobie sprawy z tego, że przeszłość nigdy nie umiera. Ona zawsze wraca w najmniej spodziewanym momencie, aby uderzyć ze zdwojoną siłą. Przeszłość bowiem nigdy nie pozwoli o sobie zapomnieć. Może zrobić to jedynie wtedy, gdy każdy jej element zostanie włożony we właściwe miejsce, a wszystkie skrywane dotąd tajemnice wreszcie ujrzą światło dzienne.

Jak zawsze, tak i tym razem również polecam książkę Magdaleny Zimniak. Jest ona doskonałą lekturą dla tych czytelników, którzy nie stronią od trudnych tematów w literaturze i dla których kwestie psychologiczne są równie ważne, jak te stricte fabularne.

Całość tekstu tutaj: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2023/02/magdalena-zimniak-nasza-prywatna-gra.html

[...] Za każdym razem, kiedy sięgam po książkę Magdaleny Zimniak jestem przekonana, że autorka mnie nie zawiedzie. Już od pierwszych stron czytelnik doświadcza skrajnych emocji, jakie towarzyszą poszczególnym bohaterom. Wiadomo, że niebawem wydarzy się coś naprawdę złego, o czym świadczy niezwykle mroczny klimat i stopniowo budowane napięcie. Opisywane przez autorkę...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

[...] "Piwnica" to powieść, na którą czekałam w ogromną niecierpliwością. A to z kilku powodów. Po pierwsze, jej akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, czyli innymi słowy posiada w sobie element, bez którego nie wyobrażam sobie konstrukcji fabuły, gdzie przeszłość ma tak bardzo znaczący wpływ na teraźniejszość. Po drugie, obecność wątku nadprzyrodzonego sugeruje, że mamy do czynienia nie tylko z thrillerem psychologicznym, ale też z powieścią gotycką tak bardzo popularną w minionych wiekach, a zapoczątkowaną przez angielską pisarkę Ann Radcliffe (1764-1823). I wreszcie po trzecie, wiedziałam, że jeśli za książką stoi Magdalena Zimniak to na pewno nie będzie to lektura lekka, łatwa i przyjemna, ale oryginalna, ambitna i – jak zawsze – dająca do myślenia z uwagi na pierwiastek psychologiczny.

Wszyscy bohaterowie – zarówno ci obecni, jak i ci z przeszłości – doskonale uzupełniają się wzajemnie, pomimo że ich życie wygląda inaczej z powodu realiów, w jakich przyszło im żyć. Wszystkie postacie są na swoim miejscu, nawet te drugoplanowe dokładnie wiedzą, z jakiego powodu znalazły się w tej historii. Choć jedne wydarzenia od drugich oddziela kilkadziesiąt lat i życie kilku pokoleń, to bardzo wiele je łączy. Okazuje się, że nawet po tylu latach rodzinne tajemnice mogą niespodziewanie wydostać się na światło dzienne, a ten, kto niegdyś przysięgał zemstę, teraz może łatwo skorzystać z okazji i zaatakować. Wygląda też na to, że bariera pomiędzy światem żywych a światem zmarłych jest znacznie cieńsza, niż może się wydawać. Czasami bowiem duchy zmarłych domagają się od żywych doprowadzenia spraw do końca w ich imieniu, aby tym samym one mogły spokojnie spoczywać tam, gdzie trafiły po śmierci.

Magdalena Zimniak ponownie nie zawodzi swoich czytelników. Piwnica to powieść, którą czyta się z ogromnym zainteresowaniem. Jej akcja wciąga już od pierwszych stron, natomiast z każdą kolejną zatapiamy się w fabule coraz głębiej, aż w końcu zdajemy sobie sprawę z tego, że nie możemy oderwać się od książki dopóki nie poznamy jej zakończenia. Jest to historia z jednej strony o zdradzie, a z drugiej o wielkiej miłości momentami graniczącej z szaleństwem; historia o poświęceniu dla bliskiej osoby i zrobieniu praktycznie wszystkiego, aby tylko zapewnić jej bezpieczeństwo; historia o marzeniach, które nie zawsze można spełnić; i wreszcie jest to też opowieść o odnajdywaniu spokoju i ostatecznym zamknięciu drzwi przeszłości i rozpoczynaniu nowego etapu w życiu.

Pisząc tę powieść autorka nie zapomniała również o otaczającej nas rzeczywistości. Mamy zatem zarys pandemii, z którą jeszcze nie tak dawno musieliśmy się zmagać, jak również wojny w Ukrainie, która wciąż budzi strach. W twórczości Magdaleny Zimniak najbardziej cienię to, że nie jest schematyczna. Pomimo że autorka generalnie łączy dwa gatunki, czyli powieść obyczajową z thrillerem psychologicznym, to jednak każda z opowiadanych przez nią historii jest na swój sposób inna i oryginalna. Nie można ich porównywać ze sobą. Polecam zatem najnowszą powieść Magdaleny Zimniak, mając nadzieję, że podobnie jak ja, również nie będziecie mogli się od niej oderwać, a po przeczytaniu jeszcze długo będziecie mieć ją w pamięci.



Całość recenzji znajdziecie tutaj: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2022/11/ksiazke-przeczytaam-dzieki-uprzejmosci.html

[...] "Piwnica" to powieść, na którą czekałam w ogromną niecierpliwością. A to z kilku powodów. Po pierwsze, jej akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych, czyli innymi słowy posiada w sobie element, bez którego nie wyobrażam sobie konstrukcji fabuły, gdzie przeszłość ma tak bardzo znaczący wpływ na teraźniejszość. Po drugie, obecność wątku nadprzyrodzonego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

[...] Filomaci i Filareci, a także dekabryści pozostający na zesłaniu, są bohaterami trzeciego tomu trylogii "Romantyczni" autorstwa Doroty Ponińskiej. Ci drudzy to rosyjscy wojskowi i szlachta będący członkami różnych antyrządowych tajnych stowarzyszeń. Ich los został przypieczętowany w pewną grudniową noc 1825 roku. To właśnie wtedy zorganizowali rewoltę wymierzoną przeciwko carowi. Wśród dekabrystów na pierwszy plan wysuwa się książę Siergiej Grigoriewicz Wołkoński (1788-1865), który w 1825 roku żeni się z Marią Rajewską (1805-1863). Książę to niesamowicie zamożny bohater wojen napoleońskich. W dniu ich ślubu nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że już niebawem przystojny małżonek stanie się jednym z dekabrystów, którzy wezmą udział w spisku i w konsekwencji zostaną skazani na wieloletnią katorgę i dożywotnie zesłanie na Syberię, podczas gdy inni swój bunt przypłacą życiem. Sama Maria również nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielka siła w niej drzemie. Kiedy jej małżonek, którego chyba nie za bardzo darzy uczuciem, zostaje skazany, ona rusza w ślad za nim, nie słuchając głosów sprzeciwu płynących ze strony rodziny. W tamtym momencie to mąż jest dla niej najważniejszy. Zresztą nie tylko ona podejmuje taką decyzję. Takich odważnych dekabrystek jest więcej. Kobieta jest bowiem w stanie opuścić nawet maleńkiego synka i pozostawić go pod opieką bliskich, nie bacząc na konsekwencje swojego postępowania. Maria jeszcze nie wie, że kiedyś historia zapamięta ją jako niezłomną kobietę, której będą wystawiać pomniki i którą będą podawać za przykład. Czy w chwili wyjazdu na Syberię Maria naprawdę wie, co robi? Czy uda jej się przeżyć w warunkach, do których nie jest przyzwyczajona i które nie są godne jej stanu?

Podczas gdy akcja pierwszego tomu trylogii rozpoczyna się w 1815 roku, a drugiego po upadku Powstania Listopadowego w 1832, tak w trzeciej części musimy cofnąć się do roku 1825 i towarzyszyć bohaterom w ich zsyłce na Syberię, czyli innymi słowy poznać historię o tym, co działo się na Wschodzie po wydarzeniach opisanych w pierwszym tomie. Jak widać z powyższego, są to czasy naprawdę trudne i niewielu jest w stanie poradzić sobie w nowej rzeczywistości. Można śmiało rzec, że Romantyczni zesłańcy odzierają epokę romantyzmu z mitu nadmiernej egzaltacji, dramatyzmu i cierpiętniczej egzystencji, do czego przyzwyczaiły nas szkolne lekcje języka polskiego. Pomimo że młodzi ludzie nie przestają marzyć o wolności i wyrwaniu się spod buta zaborcy, to jednak nie zapominają też o własnym życiu. Pragną kochać, zdobywać wiedzę, tworzyć i prowadzić normalne życie, a przede wszystkim pozostawić po sobie ślad na tej ziemi dla przyszłych pokoleń. Fabuła powieści skonstruowana jest w taki sposób, że poznajemy losy poszczególnych bohaterów rozchodzące się w różnych kierunkach. Postacie są niezwykle autentyczne, o których wcale nie musimy myśleć z jakimś szczególnym pietyzmem. Bohaterowie pokazani są bowiem jako zwykli ludzie zmagający się ze swoim losem, pomimo że nie dla wszystkich okazał się on tak tragiczny, jak mogłoby się wydawać. Są i tacy, którym nie dzieje się zbyt wielka krzywda na zesłaniu, co jednak nie zmienia faktu, że powrót do kraju wciąż stanowi dla nich priorytet.

"Romantyczni zesłańcy" to nie tylko doskonałe zakończenie trylogii, ale także zakończenie roku poświęconego epoce polskiego romantyzmu. Gdy kilka lat temu – jeszcze przed wydaniem – dowiedziałam się o powstaniu pierwszego tomu Romantycznych, od razu pomyślałam, że będzie to naprawdę oryginalne dzieło, które na długo zapadnie w pamięć czytelników. Tak więc kibicowałam temu projektowi od samego początku i teraz mogę śmiało powiedzieć, że się nie myliłam. To jest genialna trylogia, która pokazuje naszych romantyków od zupełnie innej strony. Czyni z nich ludzi z krwi i kości, a te wszystkie enigmatyczne nazwiska, które padały i padają na lekcjach języka polskiego, nie są już wcale tajemnicze. Z każdą kolejną stroną książki stają się czytelnikowi coraz bliższe, sprawiając, że budzi się w nim chęć do lepszego poznania i analizy nie tylko utworów, które stworzyli, ale także ich życiorysów.

Kiedy lata temu zaczynałam swoją przygodę z twórczością Doroty Ponińskiej, czytając równie niepowtarzalną trylogię zatytułowaną "Podróż po miłość", byłam zachwycona nie tylko samymi książkami, ale przede wszystkim kreatywnością i warsztatem autorki i miałam przeczucie, że na polski rynek książki właśnie wchodzi pisarka z ogromnym potencjałem i talentem; pisarka, która w przyszłości wniesie wiele dobrego do polskiej literatury. I tak też się stało. Dorota Ponińska nie powiela schematów, nie idzie za modą, nie pozwala się zaszufladkować, lecz tworzy tak, jak czuje, i choć do swoich książek wybiera bohaterów powszechnie znanych z kart historii, to jednak ukazuje ich z tak innej perspektywy, niż ogólnie przyjęta, iż czytelnik chce poznawać ich na nowo. Polecam całą trylogię. Naprawdę warto po nią sięgnąć. Nie przeczytacie dziś nic bardziej oryginalnego i wciągającego, niż "Romantyczni".

Całość eseju do przeczytania tutaj: http://wkrainieczytania.blogspot.com/2022/11/dorota-poninska-romantyczni-zesancy.html

[...] Filomaci i Filareci, a także dekabryści pozostający na zesłaniu, są bohaterami trzeciego tomu trylogii "Romantyczni" autorstwa Doroty Ponińskiej. Ci drudzy to rosyjscy wojskowi i szlachta będący członkami różnych antyrządowych tajnych stowarzyszeń. Ich los został przypieczętowany w pewną grudniową noc 1825 roku. To właśnie wtedy zorganizowali rewoltę wymierzoną...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Uwaga!

W książce znajdują się fragmenty jeszcze dwóch powieści Santy Montefiore, tj. "Letni dom" (w dosłownym tłumaczeniu) i "Tajemnice morskiej latarni". "Letni dom" wbrew informacji, która znajduje się w książce, został już wydany w Polsce przez Wydawnictwo Świat Książki, a było to w 2016 roku. Wtedy powieść ta ukazała się pod tytułem "Paryska nieznajoma", a tłumaczeniem zajęła się inna osoba, niż przekładem "Miłości matki". W książce jest poważny błąd. A zatem, jeśli ktoś chciałby przeczytać "Letni dom", to proszę sięgnąć po "Paryską nieznajomą". Natomiast "Tajemnice morskiej latarni" ukazały się w Polsce po raz pierwszy w 2014 roku również nakładem Wydawnictwa Świat Książki, a w 2021 roku wydawca zrobił wznowienie.

Uwaga!

W książce znajdują się fragmenty jeszcze dwóch powieści Santy Montefiore, tj. "Letni dom" (w dosłownym tłumaczeniu) i "Tajemnice morskiej latarni". "Letni dom" wbrew informacji, która znajduje się w książce, został już wydany w Polsce przez Wydawnictwo Świat Książki, a było to w 2016 roku. Wtedy powieść ta ukazała się pod tytułem "Paryska nieznajoma", a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Moim zdaniem Magda Puzio to obiecująca młoda autorka, która swoim debiutem wzbogaca polską literaturę obyczajową, z lekką domieszką fantastyki, o naprawdę oryginalną pozycję. Autorka proponuje czytelnikowi ciekawą i niezwykle emocjonalną historię opartą na aktualnych wydarzeniach. Fabuła powieści jest tak skonstruowana, że odkrywa przed czytelnikiem to, co może się wydarzyć, choć wcale nie musi. Obok głównych bohaterek, autorka wprowadza do powieści również bohaterów drugiego planu, którzy są nie mniej interesujący i warci uwagi, a ich portrety psychologiczne wnoszą do fabuły książki wiele dobrego. Każdy z nich ma coś do powiedzenia, w co warto się uważnie wsłuchać. To swego rodzaju przesłanie na przyszłość.

"Nowa rzeczywistość" to opowieść nie tylko o przyjaźni, miłości i relacjach międzyludzkich, ale także o tym, jak nie dać sobą manipulować i jak nie zatracić w sobie umiejętności samodzielnego myślenia, albowiem nie wszystko, co narzucane jest naszym bohaterom z góry jest automatycznie dla ich dobra. Pod przykrywką troski o ich bezpieczeństwo i zdrowie stopniowo zabierana jest im wolność, przez co z łatwością mogą stracić swoją prywatność, a nawet swobodę w sytuacjach stricte intymnych, a na to nie można przecież pozwalać w nieskończoność. To także opowieść o tym, jak odnaleźć się w nowym i nieznanym dotąd świecie i nie zwariować. To również historia o przeciwstawianiu się tym, którzy mają władzę, dzięki której chcą stłamsić społeczeństwo, a ono za nic nie może zgadzać się na takie traktowanie. Jedynym rozwiązaniem jest zatem działalność… w podziemnym ruchu oporu, czyli w czymś, co większości z nas kojarzy się z wojną. Czy w związku z tym nasi bohaterowie wypowiedzą władzy wojnę? A jeśli tak, to która strona ją wygra? Oprócz powyższego, w powieści nie brakuje również zaskakujących zwrotów akcji i humoru. To naprawdę oryginalna historia napisana na potrzeby aktualnej sytuacji.

"Nowa rzeczywistość" to powieść przeznaczona przede wszystkim dla młodzieży studenckiej, ale z powodzeniem mogą sięgać po nią zarówno starsi, jak i nieco młodsi czytelnicy. Autorka zapowiada dalszy ciąg, więc nie grozi nam szybkie pożegnanie się z bohaterami. Polecam tę książkę każdemu, kto ma ochotę na zanurzenie się w nowej rzeczywistości. Naprawdę warto przeczytać!

Cała recenzja tutaj: https://wkrainieczytania.blogspot.com/2022/06/magda-puzio-nowa-rzeczywistosc-1.html

Moim zdaniem Magda Puzio to obiecująca młoda autorka, która swoim debiutem wzbogaca polską literaturę obyczajową, z lekką domieszką fantastyki, o naprawdę oryginalną pozycję. Autorka proponuje czytelnikowi ciekawą i niezwykle emocjonalną historię opartą na aktualnych wydarzeniach. Fabuła powieści jest tak skonstruowana, że odkrywa przed czytelnikiem to, co może się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Najnowszy thriller Magdaleny Zimniak nie jest zwykłą powieścią dotykającą problemu aborcji. Takie rozwiązanie byłoby zbyt proste, a nie do tego autorka przyzwyczaiła swoich czytelników przez lata twórczości. Już sam tytuł Protest nie jest jednoznaczny. Ma on bowiem kilka wymiarów, a Strajk Kobiet i wyrok Trybunału Konstytucyjnego są tylko jednym z nich; czymś w rodzaju przysłowiowej pierwszej kostki domina, która pociąga za sobą kolejne, aż w końcu cała konstrukcja, tak mozolnie budowana, ulega zniszczeniu, pokazując to, co do tej pory było ukryte gdzieś bardzo głęboko. Wiele rzeczy zostaje brutalnie obnażonych. Na jaw wychodzą hipokryzja i zakłamanie tych, którzy w oczach opinii publicznej chcą uchodzić za nieskazitelnych i kierujących się w życiu najwyższymi wartościami moralnymi. Tytułowy protest to także brak zgody na wiele spraw, które do tej pory były tolerowane i przemilczane nie tylko w życiu publicznym, ale przede wszystkim w życiu osobistym bohaterów. To powiedzenie DOŚĆ temu wszystkiemu, co jeszcze do niedawna było tematem tabu. To wyjście naprzeciw problemom, które przez długie lata niszczyły od środka poszczególnych bohaterów. To wreszcie podjęcie próby zakończenia trwających latami niedopowiedzeń i tajemnic.

Protest to powieść niezwykle autentyczna. Co ważne i na co należy zwrócić szczególną uwagę, autorka nie występuje tutaj w roli moralizatorki. Nikogo nie poucza, nikomu nie narzuca swoich poglądów. Stoi jak gdyby z boku i przygląda się bohaterom, których sama stworzyła. Można odnieść wrażenie, że Magdalena Zimniak również jest ciekawa końca tej historii. Jej bohaterowie są wolnymi ludźmi i ta wolność może sprawić, że w każdej chwili są w stanie zaskoczyć czytelnika, a sama autorka świadomie im na to pozwala, nie pociągając za sznurki. Są to postacie, którym nieobce są ból, cierpienie, okrucieństwo, zemsta, ale też miłość, przyjaźń czy skłonność do wybaczania, natomiast konsekwencje podejmowanych decyzji prędzej czy później dadzą o sobie znać. Autentyczność tej powieści polega również na tym, że opowiedziana w niej historia jest taka typowo polska. Nikt obcy nam jej nie zabierze i nikt nie będzie w stanie wpasować się w nią tak dobrze, jak Polacy. Stanowi lustro, w którym wielu z nas zapewne dostrzegłoby również swoje odbicie. Czy jest emocjonalna? Poniekąd tak, choć nie jest to typowa gra na ludzkich emocjach, aby tylko wywołać sensację czy wzbudzić negatywne uczucia u którejkolwiek ze stron.

Myślę, że ta książka bardzo długo będzie wyróżniać się na tle innych powieści. Jest odważna i niepozwalająca o sobie zapomnieć. To historia nie tylko dla kobiet. Polecam.

Cały tekst dostępny pod tym linkiem: http://wkrainieczytania.blogspot.com/2022/02/magdalena-zimniak-protest.html

Najnowszy thriller Magdaleny Zimniak nie jest zwykłą powieścią dotykającą problemu aborcji. Takie rozwiązanie byłoby zbyt proste, a nie do tego autorka przyzwyczaiła swoich czytelników przez lata twórczości. Już sam tytuł Protest nie jest jednoznaczny. Ma on bowiem kilka wymiarów, a Strajk Kobiet i wyrok Trybunału Konstytucyjnego są tylko jednym z nich; czymś w rodzaju...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to