-
Artykuły
Czytamy w weekend. Książki Roku 2025. 20 marca 2026
LubimyCzytać297 -
Artykuły
Za nami Gala Książka Roku 2025 – rekordowe głosy i zwycięzcy 11. edycji Plebiscytu Lubimyczytać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać6
Biblioteczka
2026-03-02
2026-03-01
Chciałam sięgnąć po jakiś polski kryminał i mam wrażenie, że 15-letnia ja byłaby tą książką zachwycona — głównie dlatego, że połowa narracji prowadzona jest z perspektywy kota. Dziś jednak był on dla mnie momentami zwyczajnie drażniący. Co ciekawe, i tak wypadał lepiej niż główna bohaterka.
Największy problem tej powieści to niespójność postaci. Bohaterka jest przedstawiana jako dobra, zaangażowana matka i empatyczna weterynarz, która zmaga się z problemami finansowymi i chorobą syna, a jednocześnie jeździ terenówką i wszędzie chodzi w szpilkach. Niby nie ma pieniędzy na leczenie dziecka, ale podkreślane jest, że nosi torebki od projektantów. Trudno złożyć to w wiarygodny portret psychologiczny. Mam wrażenie, że autorka sama nie do końca wiedziała, kim ta postać ma być — a ponieważ bardzo mocno skupiła się na jej konstrukcji, samo morderstwo i śledztwo zeszły na dalszy plan.
Zbrodnia dzieje się gdzieś w tle, napięcia właściwie brak, a sposób, w jaki sprawa zostaje „wyjaśniona”, jest mało satysfakcjonujący. W fabule niewiele elementów trzyma się kupy, a rozwiązanie sprawia wrażenie pospiesznego i naciąganego. Fakt, że mąż bohaterki — policjant — nie orientuje się, że jego żona nie śpi w domu, może tłumaczyć końcowy cliffhanger, ale raczej nie ratuje całości.
Postaci drugoplanowe, jak sąsiadka czy córki, pojawiają się bez większej logiki i konsekwencji. Są zarysowane pobieżnie i trudno się do nich przywiązać, bo funkcjonują raczej jako elementy tła niż realni uczestnicy historii.
Ostatecznie to dla mnie kryminał, w którym intryga jest jedynie dodatkiem do chaotycznego portretu bohaterki, a nie jego osią. Jako bardzo niezobowiązująca, wakacyjna lektura może komuś wystarczyć, ale jeśli ktoś szuka spójnej fabuły i dobrze poprowadzonego śledztwa, może poczuć niedosyt.
Chciałam sięgnąć po jakiś polski kryminał i mam wrażenie, że 15-letnia ja byłaby tą książką zachwycona — głównie dlatego, że połowa narracji prowadzona jest z perspektywy kota. Dziś jednak był on dla mnie momentami zwyczajnie drażniący. Co ciekawe, i tak wypadał lepiej niż główna bohaterka.
Największy problem tej powieści to niespójność postaci. Bohaterka jest...
2026-02-18
Książka pięknie ukazuje lokalny folklor – świetnie czytało mi się o Kurpiach. Postaci są sympatyczne i wyraźnie zarysowane. Fabuła długo się rozkręca, żeby w finale szybko się zakończyć – mimo to całość jest przyjemna i wciągająca.
Książka pięknie ukazuje lokalny folklor – świetnie czytało mi się o Kurpiach. Postaci są sympatyczne i wyraźnie zarysowane. Fabuła długo się rozkręca, żeby w finale szybko się zakończyć – mimo to całość jest przyjemna i wciągająca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-10
2026-02-05
2026-01-25
2026-01-23
Po Gości weselnych sięgnęłam bez czytania opisu, więc zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Na początku książka mocno mnie drażniła – główna bohaterka jest bardzo wiarygodnie i trafnie sportretowaną osobą zmagającą się z depresją. I właśnie dlatego narracja bywa trudna w odbiorze, zwłaszcza jeśli samemu nie jest się w podobnym stanie. Jako czytelnik łatwo łapałam się na myśleniu: „dlaczego ona po prostu nie weźmie sterów swojego życia w swoje ręce?”, co – jak się później okazuje – jest dokładnie tym uproszczeniem, przed którym ta historia przestrzega.
Wraz z rozwojem fabuły pojawia się wiele ciekawych wątków i postaci, a jednym z najmocniejszych elementów jest pokazanie, jak wiele historii można poznać, jeśli naprawdę zacznie się słuchać innych – uważnie i bez oceniania. Podobało mi się, że to nie jest opowieść skupiona wyłącznie na jednej osobie, ale mozaika doświadczeń różnych ludzi.
Na plus również to, że książka nie popada w tani patos ani nie próbuje na siłę wzruszać. Z drugiej strony zakończenie jest dość przewidywalne, a całość bardzo „amerykańska” – różnice kulturowe są wyraźnie wyczuwalne, szczególnie w dialogach.
Mimo tych zastrzeżeń to ciekawie skomponowana i zdecydowanie warta przeczytania powieść. Nie jest jednak tak lekka, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka – zupełnie jak panna młoda, wokół której wszystko się kręci.
Na marginesie: odejmuję jedną gwiazdkę za używanie formy „świadkini” zamiast „świadkowa”. Wiem, że to kwestia tłumaczenia, a nie samej książki, ale jednak.
Po Gości weselnych sięgnęłam bez czytania opisu, więc zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać. Na początku książka mocno mnie drażniła – główna bohaterka jest bardzo wiarygodnie i trafnie sportretowaną osobą zmagającą się z depresją. I właśnie dlatego narracja bywa trudna w odbiorze, zwłaszcza jeśli samemu nie jest się w podobnym stanie. Jako czytelnik łatwo łapałam...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-01-18
2026-01-18
2025-12-28
2025-12-18
2025-12-07
2025-11-26
Druga część zakończyła się w taki sposób, że miałam naprawdę duże oczekiwania co do trzeciej. Niestety… coś tu nie zagrało. Crossover był niesamowitym pomysłem, który mógł wnieść wiele do obu światów, jednak tutaj wypada jak film, w którym reżyser planuje epickie połączenie uniwersów, ale przez ograniczenia budżetowe może zaprosić tylko jednego czy dwóch aktorów z innej serii. Tak samo było tu — potencjał ogromny, wykonanie rozczarowujące. Nadal nie rozumiem, dlaczego akurat Nesta pojawia się w tej roli, skoro dostała już całą książkę. W kontekście Asteri o wiele więcej mogłaby wnieść Amrena. Autorka też jakby bardzo pilnowała, aby wszystkie wydarzenia wpływały głównie na świat Bryce, a dużo mniej na ten drugi.
Największym problemem pozostaje jednak narracja. Do tej pory Maas świetnie radziła sobie ze zmianą perspektyw między bohaterami, często co rozdział. Tutaj jednak zmiany POV następują niemal co akapit, co wprowadza chaos, rozbija tempo i sprawia, że trudno się w pełni zanurzyć w historii.
Jeśli chodzi o bohaterów, również mam wrażenie, że autorka się pogubiła. Zamiast Bryce dostajemy… Aelin w owczej skórze. Te same schematy zachowań, ta sama chłodna kalkulacja, to samo „wszystko zaplanowane z wyprzedzeniem”. To już nie subtelne podobieństwo — to kopia. Rozumiem, że Maas lubi motyw silnych kobiecych postaci, ale dobrze byłoby dostać coś świeższego niż kolejny wariant „pyskatej królowej walczącej o koronę i zjednoczenie mimo przeciwności”. Ten motyw został już przez autorkę całkowicie wyeksploatowany i aż prosi się o nową jakość, a nie powtarzanie tej samej formuły w innym świecie. Natomiast Tharion i Ithan miotają się między decyzjami, jakby Maas sama nie wiedziała, dokąd zmierza ich rozwój. Momentami wygląda to tak, jakby pomiędzy pisaniem drugiego a trzeciego tomu zmieniła zdanie co do ich relacji i na szybko próbowała to posklejać.
W książce jest też zaskakująco dużo błędów — pomylone imiona, niespójności, rzeczy, które po prostu nie trzymają się logiki. Nie wiem, czy to kwestia tłumaczenia, czy oryginału, ale wybija to z rytmu. Denerwujące są też szczegóły, np. fakt, że Bryce i Hunt mówią o sobie jak o małżeństwie, mimo że… ślubu nigdy nie było. W drugim tomie żartowali na ten temat, a w trzecim nagle cała narracja zakłada, że to oficjalne, choć nigdy do tego nie doszło.
O ile dwie poprzednie części czytało mi się naprawdę dobrze, tak ta była zwyczajnie męcząca. Dłużyła się i w pewnym momencie bardziej chciałam po prostu dobrnąć do końca, niż faktycznie czerpałam radość z lektury. Zakończenie było dobre i emocjonujące, jak na Sarah przystało, ale książka zdecydowanie mogła być bardziej skondensowana.
Druga część zakończyła się w taki sposób, że miałam naprawdę duże oczekiwania co do trzeciej. Niestety… coś tu nie zagrało. Crossover był niesamowitym pomysłem, który mógł wnieść wiele do obu światów, jednak tutaj wypada jak film, w którym reżyser planuje epickie połączenie uniwersów, ale przez ograniczenia budżetowe może zaprosić tylko jednego czy dwóch aktorów z innej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-16
Jak wielu czytelników liczyłam na powrót do wspaniałego, dobrze znanego świata… a zamiast tego miałam wrażenie, że zamiast konkretnego pomysłu czy wizji autora dostajemy jedynie próbę komercyjnego „wyciśnięcia ile się da” z popularnej serii.
Książka jest po prostu nudna, a tempo i rozwój akcji zupełnie nie pasują do pozostałych tomów. Narracja jest szarpana i niespójna — czytanie momentami było dla mnie męczące, a zamiast radości powrotu do ukochanego uniwersum pojawiała się frustracja.
Szczerze mówiąc, najlepiej nie zestawiać tej części z resztą cyklu, bo wypada przy nich bardzo słabo.
Jak wielu czytelników liczyłam na powrót do wspaniałego, dobrze znanego świata… a zamiast tego miałam wrażenie, że zamiast konkretnego pomysłu czy wizji autora dostajemy jedynie próbę komercyjnego „wyciśnięcia ile się da” z popularnej serii.
Książka jest po prostu nudna, a tempo i rozwój akcji zupełnie nie pasują do pozostałych tomów. Narracja jest szarpana i niespójna —...
2025-11-19
„Funny Story” to dla mnie książka przede wszystkim… pocieszna.
Nie ma w sobie tej magii i emocji, które oferowały Beach Read czy Book Lovers, ale jednocześnie stoi wyżej niż pozostałe tytuły autorki — więc odwołuję swoje wcześniejsze przekonanie, że jej książki to albo hit, albo kit. Funny Story idealnie wpasowuje się pośrodku.
To prosta, przewidywalna historia, ale broni się nieidealnymi, normalnymi bohaterami, którzy przez to wypadają autentycznie i sympatycznie. Czyta się ją lekko, z uśmiechem, i zdecydowanie potrafi poprawić nastrój.
„Funny Story” to dla mnie książka przede wszystkim… pocieszna.
Nie ma w sobie tej magii i emocji, które oferowały Beach Read czy Book Lovers, ale jednocześnie stoi wyżej niż pozostałe tytuły autorki — więc odwołuję swoje wcześniejsze przekonanie, że jej książki to albo hit, albo kit. Funny Story idealnie wpasowuje się pośrodku.
To prosta, przewidywalna historia, ale broni...
2025-11-03
2025-11-02
2025-10-23
2025-10-16
2025-10-11
Po innych seriach Sarah J. Maas to było naprawdę dziwne doświadczenie — ten świat nie przypomina żadnego z poprzednich, a ja miałam spory problem, żeby ogarnąć wszystkie polityczne struktury i niezliczone tytuły. Na początku miałam wrażenie, że autorka po prostu stwierdziła: „Chcę napisać coś bardziej dla dorosłych” — i wrzuciła seks, narkotyki, przekleństwa i sporo alkoholu. Początek był powolny i trochę chaotyczny, więc nie byłam pewna, czy w ogóle się wciągnę.
A potem przyszedł zwrot akcji — taki, że prawie odłożyłam książkę — i niezapomniana scena w bibliotece, która zmieniła wszystko. Od tego momentu historia zamieniła się w emocjonalny rollercoaster, taki, jaki tylko Sarah J. Maas potrafi stworzyć.
Prawdziwymi gwiazdami tej książki są postaci drugoplanowe — zwłaszcza Lehabah, ale polubiłam też Fury i Hypaxię. Główni bohaterowie nie skradli mi serca, choć z czasem się do nich przekonałam. Romans nie jest tak pięknie rozwinięty jak między Feyre a Rhysem, ale też nie tak frustrujący jak między Aelin a Rowanem. Tutaj stanowi raczej tło — i dobrze, bo siła tej książki leży gdzie indziej.
Mamy tu tajemnicę, morderstwo, śledztwo, bunt, nierówne bitwy, a przede wszystkim poruszającą opowieść o miłości w każdej formie — romantycznej, przyjacielskiej i rodzinnej. Gdy już zrozumie się strukturę tego świata, historia naprawdę wciąga i daje satysfakcję. A ten drobny motyw z dniami tygodnia jako klamra kompozycyjną? Niby detal, a sprawił, że się uśmiechnęłam.
Książka niepozbawiona wad,ale ostatecznie cała podróż była tego warta.
Po innych seriach Sarah J. Maas to było naprawdę dziwne doświadczenie — ten świat nie przypomina żadnego z poprzednich, a ja miałam spory problem, żeby ogarnąć wszystkie polityczne struktury i niezliczone tytuły. Na początku miałam wrażenie, że autorka po prostu stwierdziła: „Chcę napisać coś bardziej dla dorosłych” — i wrzuciła seks, narkotyki, przekleństwa i sporo...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Chciałam sięgnąć po tę książkę od dłuższego czasu, uwielbiam latać i interesuje mnie lotnictwo. Spodziewałam się garści ciekawostek, ale dostałam przede wszystkim przemądrzałego autora.
Niby chce czytelnikowi wyjaśnić pewne kwestie prostym językiem, ale wiele zagadnień bagatelizuje w dość pretensjonalny i nieprzyjemny sposób. Pojawiają się teksty w stylu: „o tym nie będę mówił”, „sami sobie sprawdźcie”, „szkoda strzępić pióra” czy „pisanie o tym byłoby nudne dla czytelnika, a jeszcze nudniejsze dla mnie”.
Do tego książka jest bardzo amerykańska — i to czuć. Wiele przykładów nie ma przełożenia na europejskie realia, sporo jest też rozważań o tym, jak zdaniem autora coś powinno wyglądać, a niekoniecznie jak wygląda w rzeczywistości.
No i niestety — od pierwszego wydania minęło już 13 lat, więc część treści zwyczajnie się zdezaktualizowała (np. gdy autor pisze o lotniskowym Wi-Fi jako okazji do wysłania maila do ukochanej albo zadzwonienia przez Skype’a).
Chciałam sięgnąć po tę książkę od dłuższego czasu, uwielbiam latać i interesuje mnie lotnictwo. Spodziewałam się garści ciekawostek, ale dostałam przede wszystkim przemądrzałego autora.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiby chce czytelnikowi wyjaśnić pewne kwestie prostym językiem, ale wiele zagadnień bagatelizuje w dość pretensjonalny i nieprzyjemny sposób. Pojawiają się teksty w stylu: „o tym nie będę...