rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , ,

Chyba nigdy nie czytałam książki na tak fascynujący temat pokazującej go w tak beznamiętny sposób. W zasadzie to nawet nie jest zarzut. Autor przyjął taką właśnie strategię: kronikarski sposób dokumentowania zdarzeń o różnym charakterze: od komercyjnych zastosowań promieniotwórczości, przez leczenie i sprzęty domowego użytku, aż po wycieki, wypadki i celowe narażenie na ekspozycję.

To dobry wstęp do zainteresowania się szeroko pojętym zagadnieniem promieniotwórczości i skondensowane źródło wiedzy o najpopularniejszych radioaktywnych izotopach. Natomiast jeśli szukasz pozycji, które naprawdę oddają powagę tematu, to polecam zdecydowanie kapitalną „Plutopię” Kate Brown czy kultową „Czarnobylską modlitwę” Swietłany Aleksijewicz.

Książka wysłuchana w formie audiobooka, więc na szczęście ominęły mnie literówki, o których pisało wiele osób przede mną. Wyłapałam jednak sporo błędów stylistycznych, łącznie z nieuzgodnieniem przypadków w zdaniach złożonych, a to spora wtopa.

Tym niemniej książka całkiem ciekawa i warta uwagi, zwłaszcza ze względu na swoją kompleksowość i przekrojowe podejście do tematu.

Chyba nigdy nie czytałam książki na tak fascynujący temat pokazującej go w tak beznamiętny sposób. W zasadzie to nawet nie jest zarzut. Autor przyjął taką właśnie strategię: kronikarski sposób dokumentowania zdarzeń o różnym charakterze: od komercyjnych zastosowań promieniotwórczości, przez leczenie i sprzęty domowego użytku, aż po wycieki, wypadki i celowe narażenie na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Mit Detroit dawno już sforsował granicę Atlantyku i zagnieździł się w głowach Europejczyków. Smutne miasto pustostanów – reliktów dawnej wielkości. Beznadziejne miasto bezrobotnych i bezdomnych, których nie stać na chleb ale stać na fentanyl. Straszne miasto brutalnych zbrodni i bezkarnych zbrodniarzy, portretowane w najdrastyczniejszych filmach klasy B. Romantyczne miasto muzyków i artystów, przedziwnie czerpiących z tych gruzów inspirację.

Tego się spodziewałam, sięgając po tę książkę. Czy to dostałam? I tak i nie – bo chyba nie da się zawrzeć pełnego obrazu na kilkuset stronach. Jest tu dużo o zbrodni i korupcji, o braku pieniędzy i nadziei. Trudno wyłuskać pojedyncze pozytywne aspekty. Dlaczego więc autor postanowił wrócić do tego strasznego miejsca, skoro już ułożył sobie dobre życie gdzieś indziej? Dlaczego ściągnął tutaj żonę i małą córeczkę? I czego się spodziewał, skoro na końcu jednak był zawiedziony?

Opisywane w książce wydarzenia są intrygujące. Wiele historii czyta się z niedowierzaniem. A może już w sumie z dowierzaniem? Co jeszcze jest w stanie naprawdę nas zdziwić – że politycy kłamią i kradną? Że korporacje nie szanują pracowników? Że banki żerują na biednych i naiwnych? Że łatwiej się stoczyć ze wszystkimi niż stawić opór? Że znana beznadzieja i oswojone niebezpieczeństwo wydają się przyjaźniejsze, niż podjęcie ryzyka i wykorzystanie szansy?

Pomimo zaangażowania w samą historię, nie mogłam jednak pozbyć się antypatii do autora/narratora. Jawi się on jako pozbawiony skrupułów dziennikarz poszukujący sensacji, który nawet intymne rodzinne dramaty potrafi sprzedać jako medialne historie. Na dodatek bardzo stara się być błyskotliwy i zabawny – co kilka zdań rzuca bon motem – czasami celnie, częściej – niezręcznie. Nie przekonuje mnie jego rozpacz po śmierci „przyjaciela”, którego dopiero co poznał i opisał w gazecie, robiąc mu tym wiele problemów. Nie przekonuje mnie jego żałoba po bliskich zmarłych, z którą obnosi się jak z medalem kupionym na bazarze.

Ani to reportaż, ani powieść, ani true crime. Nie jest to zła książka, ale mnie nie przekonała.

Mit Detroit dawno już sforsował granicę Atlantyku i zagnieździł się w głowach Europejczyków. Smutne miasto pustostanów – reliktów dawnej wielkości. Beznadziejne miasto bezrobotnych i bezdomnych, których nie stać na chleb ale stać na fentanyl. Straszne miasto brutalnych zbrodni i bezkarnych zbrodniarzy, portretowane w najdrastyczniejszych filmach klasy B. Romantyczne miasto...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Zastanów się, czy chcesz to przeczytać, bo gdy to zrobisz, nic nie będzie już takie samo. Zakupy spożywcze staną się koszmarem. Każdy posiłek w restauracji uznasz za podejrzany. Zaczniesz pouczać swoich bliskich o tym, co powinni a czego nie powinni jeść – i nikt ci za to nie podziękuje. Twoja niechęć do korporacji jeszcze wzrośnie i zaczniesz bać się Big Food bardziej niż Big Pharmy.

O wielu książkach mówi się, że zmieniają życie – i najczęściej jest to sformułowanie na wyrost. W przypadku tej książki faktycznie tak jest. Co ciekawe, autor w ani jednym miejscu nie pisze „przestań to jeść”, „nie powinieneś”, „lepiej zjedz to”. Nie poucza, nie ocenia, nie próbuje być siedzącym w brzuchu sumieniem. Ale otrzymując taki ogrom wiedzy w tak przystępny i zapadający w pamięć sposób, nie da się po prostu przejść nad tym do porządku dziennego i kultywować starych nawyków. Nie bez wstrętu do siebie i do tych produktów przemysłu spożywczego, które od tej pory przestaniesz nazywać „jedzeniem”.

To powinna być lektura obowiązkowa – dla wszystkich. Zwłaszcza dla tych, którzy tyją z powietrza pomimo katorżniczych treningów i wymiany wszystkiego w lodówce na „light”, „diet” i „sugar-free”. Dla tych, którzy latami cierpią na niezdiagnozowane schorzenia i nie mogą znaleźć pomocy u żadnego lekarza. Dla tych, którzy planują dzieci albo już je mają i chcą im zapewnić zdrowe, szczęśliwe życie. Dla tych, którzy uważają, że wolny rynek reguluje się sam a nakładanie restrykcji na korporacje i wymaganie od nich odpowiedzialności to działania niezgodne z interesem publicznym. Dla tych, którzy dają się oczarować wesołemu klaunowi otwierającemu szpitale przyjazne dzieciom i którzy czują sympatię do staruszka-pułkownika, którego przepis na kurczaka nie ma sobie równych. Dla tych wszystkich, którzy jeszcze się łudzą, że wielkie korporacje spożywcze różnią się czymś od koncernów tytoniowych i alkoholowych.

O tej książce powinien zrobić się hałas, żeby trafiła w jak najwięcej rąk i dostarczyła nam narzędzi niezbędnych do zawalczenia o swoje zdrowie.

Jeśli miałabym się do czegoś doczepić, to trochę w niej było za dużo wycieczek osobistych. Na szczęście przeważają rzetelne dane a badania, jak rzadko kiedy, autor sprawdza także pod kątem konfliktu interesów autorów.

Zastanów się, czy chcesz to przeczytać, bo gdy to zrobisz, nic nie będzie już takie samo. Zakupy spożywcze staną się koszmarem. Każdy posiłek w restauracji uznasz za podejrzany. Zaczniesz pouczać swoich bliskich o tym, co powinni a czego nie powinni jeść – i nikt ci za to nie podziękuje. Twoja niechęć do korporacji jeszcze wzrośnie i zaczniesz bać się Big Food bardziej niż...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Fascynująca, inspirująca, otwierająca głowę i zmieniająca sposób patrzenia na rzeczywistość. Autor posiada nie tylko rozległą wiedzę, ale też wyjątkowy dar jej przekazywania w atrakcyjnej i zrozumiałej formie. A co jeszcze ważniejsze, pisze z zaangażowaniem i pasją, z ciekawością świata i miłością do życia w całej jego barwnej złożoności. Z radością, z ekscytacją, z naukowym zacięciem i z pokorą człowieka, któremu każde odkrycie uświadamia nie ogrom jego wiedzy, ale niezgłębioną bezdnię tego, co wymyka się pojmowaniu.

Sheldrake to nie teoretyk klikający w klawisze laptopa przy wygodnym biurku w klimatyzowanym biurze. To naukowiec, artysta, a trochę nawet filozof i poeta, który odpowiedzi na pytania szuka przede wszystkim poprzez doświadczenie. Raz jest to wyprawa do tropikalnej dżungli, innym razem – psylocybinowy trip.

Książka wpisuje się w nurt zupełnie nowego i bardzo mi bliskiego pisania o Naturze. To już nie „survival of the fittest”, ale zapoczątkowana miliony lat temu współpraca, symbioza – „survival of the kindest”. Przez całe dziesięciolecia uczono nas, że życie to walka i wygra najsilniejszy. Sheldrake i naukowcy dzielący jego wizję pokazują inną, piękniejszą, lepszą drogę, której możemy się nauczyć od grzybów. Ja to kupuję.

Fascynująca, inspirująca, otwierająca głowę i zmieniająca sposób patrzenia na rzeczywistość. Autor posiada nie tylko rozległą wiedzę, ale też wyjątkowy dar jej przekazywania w atrakcyjnej i zrozumiałej formie. A co jeszcze ważniejsze, pisze z zaangażowaniem i pasją, z ciekawością świata i miłością do życia w całej jego barwnej złożoności. Z radością, z ekscytacją, z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Zawsze przykro wystawiać niezbyt przychylną opinię dziełu widząc, że autor się napracował. A jednak ta książka była rozczarowująca.

Nie ulega wątpliwości, że autorka przyłożyła się do zbierania materiału źródłowego. Sięgnęła do literatury przedmiotu, do archiwalnych artykułów prasowych, odbyła wiele rozmów ze świadkami omawianych wydarzeń albo z historykami, którzy zajmują się tymi dawniejszymi. Za tę skrupulatność duży plus.

Na korzyść przemawia też spora ilość smaczków, ciekawostek, mało znanych detali.

Bardzo słaba jest jednak warstwa językowa. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że czytam szkolne wypracowanie. Po dziennikarce oczekiwałam jednak znacznie większego kunsztu. Na dodatek książka zawiera rażące błędy gramatyczne. Trudno zrozumieć, że pomyłek w deklinacji nie zauważyła ani autorka, ani redakcja i korekta.

Książka jest ładnie wydana. Idealna do sprzedawania w tych namiotach przy plażach, dla znudzonych turystów.

Zawsze przykro wystawiać niezbyt przychylną opinię dziełu widząc, że autor się napracował. A jednak ta książka była rozczarowująca.

Nie ulega wątpliwości, że autorka przyłożyła się do zbierania materiału źródłowego. Sięgnęła do literatury przedmiotu, do archiwalnych artykułów prasowych, odbyła wiele rozmów ze świadkami omawianych wydarzeń albo z historykami, którzy zajmują...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Bardzo wymagająca lektura, ale warta podjętego wysiłku.

Niepokojąca wiwisekcja ludzkiej kondycji i ludzkiej duszy, pozostawiająca wiele pytań, na które boimy się odpowiadać: o granice doświadczenia. O potrzebę ekspresji. O chęć zmiany, jej pozorność i ostateczną niemożność jej dokonania. O sens wspinania się na szczyt i o to, jak rozczarowujące jest to, co z niego widać.

Poszczególne opowiadania nie mają jednego bohatera. A może właśnie mają? Czy człowiek gotowy na podróż życia, ale nie umiejący obrać kierunku, oraz człowiek, który pragnie zobaczyć wodospad ale nigdy się do niego nie wybiera, to nie ta sama osoba? A ten, który chce być szybszy od Ziemi – czy nie jest tym samym, który pragnie wzbić się ponad nią?

Być może Krasznahorkai robi to celowo, być może to przypadek a być może moja nadinterpretacja, ale widzę w tych wersach Wittgensteina, Adorno, Fukuyamę, nawet T.S. Elliota. Niespokojny, pędzący rytm porywa, historie zdają się nie mieć początku i końca – ale przecież takie właśnie są i nasze historie. Kto z nas potrafi odpowiedzieć na pytanie: „Od czego się to zaczęło?”. Które wydarzenie w życiu jest wyłącznie końcem, a nie tylko początkiem czegoś nowego? Bo nawet nie śmierć. Ostatecznie nawet „początek” i „koniec” to tylko konstrukty umysłu, którym staramy się objąć to, czego zrozumieć nie sposób i czego można tylko doświadczać.

Książka do spokojnej, uważnej lektury, nie do czytania na kolanie, ze scrollowaniem w przerwach.

Bardzo wymagająca lektura, ale warta podjętego wysiłku.

Niepokojąca wiwisekcja ludzkiej kondycji i ludzkiej duszy, pozostawiająca wiele pytań, na które boimy się odpowiadać: o granice doświadczenia. O potrzebę ekspresji. O chęć zmiany, jej pozorność i ostateczną niemożność jej dokonania. O sens wspinania się na szczyt i o to, jak rozczarowujące jest to, co z niego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Adopcja i piecza zastępcza to delikatne i trudne tematy. Skoro już doszło do przeprowadzki dziecka w miejsce inne niż dom rodzinny, to musiała wydarzyć się tragedia. Rzadko jednak chodzi o śmierć obojga rodziców – w Polsce większość dzieciaków umieszczonych w ośrodkach czy w rodzinach zastępczych to sieroty społeczne, których rodzice nie chcą lub nie umieją rzetelnie zająć się wychowaniem.

Ten reportaż stara się być bezstronny. Jego bohaterami są zawodowe i niezawodowe rodziny zastępcze, rodziny adopcyjne, dorośli wychowani bez biologicznych rodziców. Nie brakuje też wypowiedzi specjalistów, zajmujących się zawodowo zagadnieniem adopcji, pieczy zastępczej oraz innymi formami wspierania dzieci i młodzieży z rodzin dysfunkcyjnych. Czasami są to historie z happy endem. Innym razem nowi rodzice przyznają, że nie poradzili sobie w roli, którą sami dla siebie wybrali.

Ton książki nie jest jednak oskarżycielski wobec rodziców adopcyjnych, zastępczych a nawet biologicznych, którzy z różnych powodów nie wywiązali się ze swojej roli. Jako problem numer jeden ukazane jest państwo i jego instytucje. Pewnie nikogo nie zaskoczy konkluzja, że niemal wszystko z tej strony wygląda nie tak, jak powinno: szkolenia przyszłych rodzin zastępczych odbywają się na odwal, procedury mające chronić biologiczne i niebiologiczne dzieci zawodzą, rodziny zastępcze nie mają wystarczającego wsparcia finansowego, psychologicznego, prawnego.

Trochę cichaczem przeszedł jednak pewien wątek, który mnie szczególnie interesuje: jak dwoje rodziców zastępczych, z których jedno na dodatek pracuje na etacie a tylko jedno jest w domu, może poradzić sobie z szóstką czy ósemką dzieci, z których każde ma naprawdę ogromne problemy i wymaga bardzo indywidualnego podejścia? Autorka reportażu zaprzecza, aby chodziło o pieniądze. Podaje wyliczenia, podkreśla altruistyczne pobudki. Pewnie w jakimś stopniu tak właśnie jest. Z drugiej strony chyba nie ma miesiąca, aby do opinii publicznej nie wyciekła kolejna historia o patologicznej rodzinie zastępczej, która z nieszczęśliwych dzieci zrobiła sobie źródło dochodu – więc chyba jednak problem nie jest aż tak marginalny.

Na forum pojawiają się głosy, że po ten reportaż powinni sięgnąć przede wszystkim ludzie rozważający adopcję. Ja uważam, że to lektura dla wszystkich – zwłaszcza dla tych, którym łatwo przychodzi ocenianie „niewychowanych” dzieci tarzających się w sklepie po podłodze albo „nieudolnych” rodziców, którzy nie potrafią twardą ręką ukrócić wagarów u nastolatka. Nie znając wszystkich okoliczności, nikt nie ma prawa się wypowiadać. Nie wiemy, kto jakie traumy nosi i jak wiele trudu kosztuje każde małe, codzienne zwycięstwo.

Adopcja i piecza zastępcza to delikatne i trudne tematy. Skoro już doszło do przeprowadzki dziecka w miejsce inne niż dom rodzinny, to musiała wydarzyć się tragedia. Rzadko jednak chodzi o śmierć obojga rodziców – w Polsce większość dzieciaków umieszczonych w ośrodkach czy w rodzinach zastępczych to sieroty społeczne, których rodzice nie chcą lub nie umieją rzetelnie zająć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Wciągająca od pierwszych zdań. Bardzo ciekawe, nieszablonowe połączenie historii, filmoznawstwa, socjologii a nawet filozofii. Mnóstwo smaczków i nieznanych detali, z kolei znane historie przedstawione są z innej strony niż zwykle.

Podejście do każdego tematu jest naprawdę oryginalne. Niech Cię nie zwiodą tytuły rozdziałów, odpowiadające słynnym filmom – każdy z nich jest przede wszystkim pretekstem do poruszenia dylematu moralnego, który był aktualny w momencie kręcenia filmu i najczęściej pozostał taki do dziś.

Z pewnym niedowierzaniem a może nawet przerażeniem czytelnik odkrywa, że lata lecą a społeczeństwo w zasadzie stoi w miejscu. Rasizm, ksenofobia, mizoginia, bezkarność bogatych i potężnych – może i przebrały się w nowe szaty, ale w swoim jądrze pozostały niezmienione. Ciężko czuć się bezpiecznie w świecie, w którym wystarczy iskra, żeby na nowo rozpalić nigdy niewygasłą nienawiść. Może kiedyś ktoś nakręci o tym film – o kolejnym dzieciaku z getta, który przecież nie jest niewolnikiem ale nie jest też wolny. O kolejnej kobiecie, która nie powiedziała „nie” wystarczająco głośno. O kolejnym koncernie kupującym sobie przychylność polityków i mediów, dla których zera na koncie są ważniejsze od cierpienia jakichśtam obcych, biednych ludzi.

Póki co napisał o tym Maciej Jarkowiec – i zrobił to z pomysłem, z polotem, z wizją, z wrażliwością. Odważnie, mądrze, miejscami nawet dowcipnie, często ironicznie.

Wspaniale spędzony czas. Słuchałam audiobooka – lektor również spisał się świetnie.

Wciągająca od pierwszych zdań. Bardzo ciekawe, nieszablonowe połączenie historii, filmoznawstwa, socjologii a nawet filozofii. Mnóstwo smaczków i nieznanych detali, z kolei znane historie przedstawione są z innej strony niż zwykle.

Podejście do każdego tematu jest naprawdę oryginalne. Niech Cię nie zwiodą tytuły rozdziałów, odpowiadające słynnym filmom – każdy z nich jest...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Inspirująca podróż po światach, które na co dzień są nam niedostępne. Autor wykonał fantastyczną pracę, docierając do dziesiątek naukowców, którzy badają najróżniejsze zwierzęta – od owadów po walenie. I gdyby to była po prostu kolejna, dobra książka popularnonaukowa, to na tym recenzję można by w sumie zamknąć.

Ale dzieło Yonga to coś znacznie więcej. Książka przepełniona jest wrażliwością, miłością, pasją, radością życia. Każde stworzenie traktowane jest z szacunkiem, każde odkrycie z zachwytem, każdemu badaczowi oddany jest hołd za jego pracę – najczęściej niezrozumianą i niedocenianą.

Yong stara się przyjąć perspektywę zwierzęcia, o którym akurat pisze, wychodząc poza wąski kadr antropocentryzmu. Robi to z rozmachem ale i z pokorą – świadom, że zmiennokształtni istnieją tylko w baśniach i żaden człowiek nigdy nie dowie się, jak to jest być psem, nietoperzem czy węgorzem.

Jednocześnie przez cały tekst przewija się wątek odpowiedzialności. Najwyższy czas porzucić mistyczny nakaz czynienia sobie ziemi poddaną – niezależnie od tego, czy wynika on z przesłanek religijnych, z uwielbienia dla technologii, z wygodnictwa czy po prostu z ignorancji. Mamy to tej planety takie samo prawo, jak wszystkie inne zamieszkujące ją istoty. Równowaga ekologiczna jest krucha i właśnie trwa szóste wymieranie. Aby je powstrzymać, potrzeba skoordynowanych wysiłków wszystkich państw, współpracy nigdy dotąd w dziejach niezaistniałej. Szanse są marne ale stawką jest przetrwanie – nie Ziemi, tylko zamieszkujących ją gatunków, z homo sapiens włącznie.

Inspirująca podróż po światach, które na co dzień są nam niedostępne. Autor wykonał fantastyczną pracę, docierając do dziesiątek naukowców, którzy badają najróżniejsze zwierzęta – od owadów po walenie. I gdyby to była po prostu kolejna, dobra książka popularnonaukowa, to na tym recenzję można by w sumie zamknąć.

Ale dzieło Yonga to coś znacznie więcej. Książka przepełniona...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Wow! Niesamowita książka! Czytałam z wypiekami na twarzy, jak dobry thriller. Nie tylko dostarcza sporo wiedzy nieznanej ze szkoły (i w ogóle znikąd), ale też trzyma w napięciu, bo obfituje w zwroty akcji i dramatyczne momenty. Przede wszystkim jest to jednak naprawdę rzetelna pozycja popularnonaukowa. Terminów fachowych jest w niej w sam raz – tyle, żeby wyjaśnić zawiłe zagadnienia ale nie tyle, by zarzucić nimi czytelnika.

Dzieła, w których autor łączy rozważania historyczne i ekonomiczne, to standard. Ale gdy dołożymy do tego jeszcze epidemiologię, nagle uzupełnione zostają luki pozostałe po standardowej edukacji. Zamiast okrągłych opowieści o odwadze wielkich mężów czy o upadku obyczajów, widzimy jednego z głównych graczy historii: patogen, który może bez wysiłku i bez wyrzutów sumienia zmieść z powierzchni ziemi większość populacji jakiegoś kraju, który uważał się za hegemona.

Podobnie jak wiele dzieł tej klasy, także i ta książka niesie wyraźne przesłanie: nasze wzajemne animozje na tle politycznym, religijnym czy światopoglądowym są śmieszne, bo jesteśmy taaacy malutcy wobec potęg, które naprawdę rządzą światem (i naszymi ciałami, a nawet poniekąd umysłami).

Serdecznie polecam! Właściwie uważam, że to powinna być lektura obowiązkowa – zwłaszcza dla nauczycieli historii, którzy mogliby przy zawartych w niej informacji ożywić lekcje, zainteresować uczniów i przekazać im dla odmiany trochę prawdy zamiast uproszczonych formułek.

Wow! Niesamowita książka! Czytałam z wypiekami na twarzy, jak dobry thriller. Nie tylko dostarcza sporo wiedzy nieznanej ze szkoły (i w ogóle znikąd), ale też trzyma w napięciu, bo obfituje w zwroty akcji i dramatyczne momenty. Przede wszystkim jest to jednak naprawdę rzetelna pozycja popularnonaukowa. Terminów fachowych jest w niej w sam raz – tyle, żeby wyjaśnić zawiłe...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

W kwestii zrozumienia dla niepełnosprawności jako społeczeństwo nadal raczkujemy. Włodarze większości miejscowości nadal nie rozumieją sensu budowy szerokich, płaskich chodników, przejezdnych dla wózków inwalidzkich – a to przecież tylko jeden, najbardziej stereotypowy rodzaj niepełnosprawności. Na udogodnienia dla osób niewidomych, głuchoniemych, autystycznych, z otyłością czy z chorobami, których nie widać na pierwszy rzut oka, zapewne przyjdzie nam długo czekać. Na szarym końcu tego zestawienia znajduje się natomiast umiarkowana i głęboka niepełnosprawność intelektualna. Dotknięci nią ludzie stanowią nadal tabu. Ich codzienne potrzeby czy seksualność wywołują co najwyżej uśmiech zażenowania. Potrzeba szeroko zakrojonych akcji edukacyjnych, aby to się zmieniło – i zapewne nie nastąpi to szybko.

Książki takie jak ta mają potencjał oddolnego oddziaływania na społeczeństwo. Osoby z niepełnosprawnością przedstawione są nie jak masa wymagająca ściśle fizycznej opieki, ale jak jednostki – ze swoimi preferencjami, charakterem i emocjonalnością. Pod tym względem książka się broni i za to duży plus.

Bardzo ciekawa jest możliwość obserwowania niuansów systemu opieki nad dorosłymi z niepełnosprawnością intelektualną w innym (niewskazanym konkretnie) państwie. Zdaje się, że już kilkadziesiąt lat temu stała ona na znacznie wyższym poziomie, niż u nas obecnie. Powszechnie dostępne domy stałe z możliwością pracy w warsztatach, z zapleczem sportowym, z opieką medyczną, z regularnymi wyjściami do restauracji czy nawet ze zorganizowanymi wakacjami – o tym wszystkim możemy tylko pomarzyć na rodzimym gruncie.

Mam jednak dwa bardzo wyraźne „ale”. Pierwsze zastrzeżenie jest mocno subiektywne i dotyczy języka. Rozumiem zabieg stylizacji (archaizacji? barokizacji?) zastosowany przez autora, ale zupełnie go nie kupuję. W moim odczuciu brzmi sztucznie i efekciarsko. Jest to jednak wyłącznie moje odczucie i być może dla innego czytelnika będzie to zaleta, co doskonale rozumiem.

Drugie zastrzeżenie nadal wywodzi się z subiektywnego podłoża, ale chyba jest ogólniejsze. Chodzi o rolę, jaką w książce odgrywa alkohol. Niezliczoną ilość razy widzimy bohaterów przy „piweczku” czy wręcz „piweńku” (już same te zdrobnienia są irytujące). Autor nie kryje też swoich sympatii. Otwarcie pisze o tym, jak sam sączy „piweczko” podczas pełnienia swoich obowiązków a podczas zagranicznej wycieczki kupuje wódkę i wino, które następnie popija równocześnie. Co najmniej jeden z bohaterów zdradza wszelkie oznaki alkoholizmu i nigdzie nie ma wzmianki o tym, że otrzymał on pomoc. Autor wręcz opisuje, jak sam popija wspólnie z uzależnionym, niepełnosprawnym intelektualnie podopiecznym. Na alkoholowe ekscesy pedagoga, nauczyciela i wychowawcy trudno znaleźć usprawiedliwienie, dlatego ten wątek pozostawia duży niesmak.

Lektor dobrze sobie radzi z karkołomną składnią – za to duży plus.

Ogólnie uważam, że książka jest warta przeczytania, ale prostszy język i mniejszy akcent na picie bardzo by jej pomogły.

W kwestii zrozumienia dla niepełnosprawności jako społeczeństwo nadal raczkujemy. Włodarze większości miejscowości nadal nie rozumieją sensu budowy szerokich, płaskich chodników, przejezdnych dla wózków inwalidzkich – a to przecież tylko jeden, najbardziej stereotypowy rodzaj niepełnosprawności. Na udogodnienia dla osób niewidomych, głuchoniemych, autystycznych, z otyłością...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Przeczytałam kilka chłodnych opinii o tej książce i zastanawiałam się, czy w ogóle po nią sięgnąć. Cieszę się, że ostatecznie to zrobiłam.

To nie jest żadne kompendium historii czy socjologii USA. Autor bazuje na własnych przeżyciach i swojej pracy dziennikarskiej, a także na tekstach źródłowych i rekonstrukcjach zdarzeń. W ten sposób przedstawia pewne zagadnienia z różnych perspektyw – od pierwszych kolonizatorów po współczesnych imigrantów. Stosuje przy tym zabieg polegający na łączeniu w jednej opowieści kilku narracji. Rozumiem, że może to być trudne w obiorze, ale mi właśnie bardzo się podobało – dzięki temu historie były żywe, nie pozostawiały miejsca na nudę.

Nie można powiedzieć, że książka obala jakieś mity – te obaliły się same już dawno. Haniebna narracja o dzielnych odkrywcach nieznanych lądów niosących boga i cywilizację biednym dzikusom na szczęście upadła i wierzy w nią tylko garstka zniewolonych, przesiąkniętych megalomanią i nienawiścią umysłów. Tym niemniej w trakcie lektury nieraz wilgotniały mi oczy – to, co człowiek jest zdolny zrobić człowiekowi, nadal mnie szokuje, choć żyję już dość długo.

Podsumowując: książka ciekawa, barwna, wielowątkowa, o wartkiej i wciągającej narracji. Duży plus również za świetnego lektora.

Przeczytałam kilka chłodnych opinii o tej książce i zastanawiałam się, czy w ogóle po nią sięgnąć. Cieszę się, że ostatecznie to zrobiłam.

To nie jest żadne kompendium historii czy socjologii USA. Autor bazuje na własnych przeżyciach i swojej pracy dziennikarskiej, a także na tekstach źródłowych i rekonstrukcjach zdarzeń. W ten sposób przedstawia pewne zagadnienia z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Zbiór kilkunastu reportaży rozprawiających się z mitem matki polki i bezwarunkowej macierzyńskiej miłości. Książka podzielona jest na dwie części – w pierwszej poznajemy historie matek, które opuściły swoje dzieci. W drugiej części głos otrzymują ci, którzy pozostali – partnerzy i krewni matek, które odeszły, a także same dzieci.

Nie można oprzeć się wrażeniu, że książka jest mimo usilnych prób autorki mocno stronnicza. Zdecydowana większość bohaterek przedstawiana jest jako ofiary, które nie miały innego wyjścia, niż tylko porzucić swoje dzieci. Czasami jest to obraz prawdziwy, czasami naciągany – zwłaszcza w historii o kobiecie, która „dla dobra dziecka” wyprowadziła się z domu do chorego kochanka.

A jednak ze zbioru wyłania się obraz znacznie prawdziwszy, niż z cukierkowej telenowelowej rzeczywistości. Matka nie zawsze kocha swoje dziecko bezwarunkowo. Nie zawsze może i chce się dla niego poświęcać. Nie zawsze przedkłada jego dobro nad własne.

Czy to szokujące? Chyba tylko dla osób, które jakimś cudem jeszcze uchowały się w wierze w patriarchalne stereotypy, które na całe stulecia uczyniły z kobiet darmowe opiekunki, sprzątaczki, praczki i kucharki – bo rzekomo nadają się do tego lepiej, bo mają jakiś tajemny „instynkt macierzyński”.

Autorka przedstawia nie tylko historie rodzin, ale też wypowiedzi specjalistów oraz statystyki – a te pokazują wyraźnie, że powoli trend się wyrównuje. Coraz częściej przy rozwodzie orzeka się opiekę naprzemienną. Coraz więcej jest matek płacących alimenty ojcom i samotnych ojców. A jednak nadal mamy tendencję do usprawiedliwiania mężczyzn – on odszedł bo nie dał sobie rady, bo żona była jędzą, bo sytuacja go przerosła. Zostawił dziecko? No cóż, to chyba normalne, że dziecko ma większą więź z matką. Na szczęście z roku na rok przez tę narrację zaczyna przebijać się prawda: relacje nie biorą się z instynktu tylko z ogromu pracy. Nadal wiele pozostaje do zrobienia – choćby z zakresie sprawiedliwego podziału opieki nad dzieckiem po porodzie, wymuszonego prawem (nie każda kobieta CHCE 14-tygodniowego urlopu macierzyńskiego a obecnie ma taki OBOWIĄZEK nałożony przez prawo).

Ta książka to kolejny głos w coraz potężniejszym chórze matek i ojców, którzy pragną równości – tak pod względem odpowiedzialności, jak i praw.

Zbiór kilkunastu reportaży rozprawiających się z mitem matki polki i bezwarunkowej macierzyńskiej miłości. Książka podzielona jest na dwie części – w pierwszej poznajemy historie matek, które opuściły swoje dzieci. W drugiej części głos otrzymują ci, którzy pozostali – partnerzy i krewni matek, które odeszły, a także same dzieci.

Nie można oprzeć się wrażeniu, że książka...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Opis nieco wprowadza w błąd: to nie powieść ale zbiór opowiadań, przy czym w niektórych pojawiają się ci sami bohaterowie i świat z różnych perspektyw.

Lubię zabawy językiem, kampowy styl i surrealistyczne zabiegi – ale tylko do czasu. W nadmiarze są nużące i pretensjonalne. W tej książce bywa z tym bardzo różnie – są opowiadania naprawdę świetne, które czytałam z przyjemnością, jest kilka słabszych, przez które trudniej się było przebić. Większość jest po prostu ok – i mam wrażenie, że taka chłodna ocena jest najgorszym, co może spotkać tego typu książkę, którą powinno się kochać lub nienawidzić.

Dlaczego właśnie tak? Na plus – bardzo trafna diagnoza rzeczywistości, czasami przemycana naprawdę zabawnie i wręcz subtelnie. Na minus – estetyka, która już mocno się zużyła i przejadła. 15-20 lat temu to było świeże i wow. Dziś jest spoko i ok.

Ogólnie książka pozostawia jednak pozytywne wrażenie – czyta się szybko, fabuła wciąga, język jest mięsisty, figury retoryczne na ogół trafne. Z jednej strony to taka lekka lektura na luźne popołudnie, z drugiej jednak pozostawia jakiś niepokój i niesmak – i ta właśnie nieokreśloność jest jej główną zaletą.

Opis nieco wprowadza w błąd: to nie powieść ale zbiór opowiadań, przy czym w niektórych pojawiają się ci sami bohaterowie i świat z różnych perspektyw.

Lubię zabawy językiem, kampowy styl i surrealistyczne zabiegi – ale tylko do czasu. W nadmiarze są nużące i pretensjonalne. W tej książce bywa z tym bardzo różnie – są opowiadania naprawdę świetne, które czytałam z...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Nie do końca czuję się kompetentna do recenzowania poezji, więc może ograniczę się do odczuć.

Lubię wracać do tego poematu, bo za każdym razem znajduję w nim coś, czego obecność wcześniej przeoczyłam. W wieku 20+ była to przede wszystkim mistyka – symbole, śmierć w wodzie, ten trzeci. Po 30 wyraźniej objawiły się motywy dotyczące związków – ich powierzchowność ale przede wszystkim nienasycenie, pod którym staramy się nieudolnie ukrywać pustkę. Im bliżej 40 tym bardziej koncentruję się na destruktywnej mocy codzienności, ale też zaczęłam dostrzegać promyki nadziei – nie muszę „myśleć o kluczu, utwierdzając więzienie”.

Wspaniały, kompletny, nieoczywisty, nienachalny. A że nieco pretensjonalny? Być może, nie przeszkadza mi to.

Ogromną zaletą jest możliwość porównywania oryginału i przekładu w wersji dwujęzycznej.

Nie do końca czuję się kompetentna do recenzowania poezji, więc może ograniczę się do odczuć.

Lubię wracać do tego poematu, bo za każdym razem znajduję w nim coś, czego obecność wcześniej przeoczyłam. W wieku 20+ była to przede wszystkim mistyka – symbole, śmierć w wodzie, ten trzeci. Po 30 wyraźniej objawiły się motywy dotyczące związków – ich powierzchowność ale przede...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Króciutka powieść, właściwie nowela. Konstrukcją, fabułą, rysem postaci – niemal wszystkim przypomina dziełka XIX-wieczne. Jest przy tym równie łatwa w odbiorze i w sumie czyta się ją bardzo przyjemnie – może bez ekscytacji ale na pewno z zaciekawieniem.

Nie podobają mi się fragmenty opisowe – brzmią mocno sztucznie, jak wyuczone na zajęciach z ładnego pisania. Być może jest to tylko moje odczucie, ale ciężko mi było umiejscowić fabułę w połowie lat 80-tych, tak bardzo archaiczna wydawała mi się forma. Za jej sukcesem niewątpliwie stoi bardzo chodliwy dziś temat straszliwych nadużyć, do jakich dochodziło w klasztorach na terenie Irlandii a które to ostatecznie zadecydowały o wielkim odwrocie od religii w tym niegdyś ultrakatolickim kraju.

Mając to wszystko na uwadze nadal uważam, że książeczka jest godna uwagi i warto poświęcić na nią te 1,5 godziny, bo tyle mniej-więcej zajmuje jej przeczytanie. Miła miniaturka, w sam raz na zimowe popołudnie.

Króciutka powieść, właściwie nowela. Konstrukcją, fabułą, rysem postaci – niemal wszystkim przypomina dziełka XIX-wieczne. Jest przy tym równie łatwa w odbiorze i w sumie czyta się ją bardzo przyjemnie – może bez ekscytacji ale na pewno z zaciekawieniem.

Nie podobają mi się fragmenty opisowe – brzmią mocno sztucznie, jak wyuczone na zajęciach z ładnego pisania. Być może...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Ewolucja jest racjonalna – dyktuje wszystkim gatunkom dążenie do przyjemności (jak jedzenie) i unikanie cierpienia (jak ból). No chyba że akurat nie.

Autor rozważa właśnie tę drugą opcję. Dlaczego z różnych powodów wybieramy nie to, co sprawia przyjemność, ale właśnie trud, smutek, fizyczną lub emocjonalną udrękę? Czy kieruje nami unikatowy na planecie Ziemia, rozwinięty umysł, który umożliwia przeciwstawienie się instynktom, czy może to właśnie instynkt każe nam raz za czas porzucić to, co przyjemne, na rzecz tego, co korzystne dla społeczności?

Bardzo ciekawe studium, które każe się zastanowić nad własnymi motywacjami i sposobami odbierania rzeczywistości. Nie udziela jednoznacznych odpowiedzi ale ukierunkowuje na wyjaśnienia bliskie autorowi. Do mnie przemawia. Ciekawa, refleksyjna lektura bez truizmów i banałów, odpowiednia na niełatwe czasy. Nie jest to dzieło przełomowe i wybitne, ale dobry początek do dalszego zgłębiania tematu.

PS: Autor tak często zarzeka się, że nie rozumie przyjemności z BDSM, że Freud miałby tu zapewne wiele do powiedzenia ;)

Ewolucja jest racjonalna – dyktuje wszystkim gatunkom dążenie do przyjemności (jak jedzenie) i unikanie cierpienia (jak ból). No chyba że akurat nie.

Autor rozważa właśnie tę drugą opcję. Dlaczego z różnych powodów wybieramy nie to, co sprawia przyjemność, ale właśnie trud, smutek, fizyczną lub emocjonalną udrękę? Czy kieruje nami unikatowy na planecie Ziemia, rozwinięty...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Wybrałam tę książkę w postaci audiobooka do samochodu. To był błąd – cały czas prowadziłam przez załzawione oczy. Na początku zdziwiłam się, że jest taka krótka. Teraz już wiem, że tyle wystarczyło.

Zaglądamy do różnych przybytków, które człowiek – korona stworzenia, najwyższy stopień na drabinie ewolucji – zbudował dla racjonalizacji cynicznego wykorzystywania tych, którzy nie umieją się przed nim obronić. Dostajemy krótkie migawki na życie krowy mlecznej i mięsnej, świni, gęsi, karpia, ale także ukochanego domowego chomiczka, śmiesznej małpki, pociesznego delfinka, słodkiego pieska z płaską mordką. I nagle wszystkie nasze problemy przestają być ważne – bo doświadczamy codzienności wypełnionej cierpieniem od pierwszych do ostatnich chwil życia, dzień i noc.

Czy łudzę się, że ta książka kogoś przekona? Absolutnie nie. No może tego, kto i tak skłania się w stronę kotleta z ciecierzycy i kurtki z eko-skóry, więc potrzebuje tylko ostatniego utwierdzenia w tym wyborze. Ci, którzy uważają, że zostali powołani do czynienia sobie ziemi poddaną, nie zaryzykują dysonansu poznawczego.

Nie chcę przy tym sprawić wrażenia, że kogoś potępiam – uważam, że wegetarianizm/weganizm czy po prostu wejście do ciuchlandu zamiast do markowego sklepu to wybór, do którego każdy musi dojść sam. Ta książka nie jest więc po to, żeby zmieniać czyjś pogląd na świat – raczej żeby utwierdzać ludzi takich jak ja w naszych wyborach, gdy w wielu miejscach spotykamy się z wyśmianiem i niezrozumieniem.

Jeśli więc za nic nie oddasz przyjemności zjedzenia skwierczącej kiełbaski z grilla – odpuść sobie lekturę. Nie dlatego, że jesteś złym człowiekiem, tylko dlatego, że to jeszcze nie Twój czas.

Z kwestii technicznych – bardzo mnie ucieszyło, że książkę czyta autorka. Lubię jej nieco zadziorny, sugestywny ton, a i do dykcji nie można mieć zastrzeżeń.

Wybrałam tę książkę w postaci audiobooka do samochodu. To był błąd – cały czas prowadziłam przez załzawione oczy. Na początku zdziwiłam się, że jest taka krótka. Teraz już wiem, że tyle wystarczyło.

Zaglądamy do różnych przybytków, które człowiek – korona stworzenia, najwyższy stopień na drabinie ewolucji – zbudował dla racjonalizacji cynicznego wykorzystywania tych,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Książki bywają irytujące z wielu powodów – jedne dlatego, że są kiepsko napisane i nie oddają rzeczywistości. Inne – odwrotnie. „Pod śniegiem należy do tych drugich”.

To co robi autorka to nie analiza rodziny, ale jej wiwisekcja. Operowanie interpunkcją typowe dla strumienia świadomości pozwala naprawdę głęboko wejść w głowę osoby, której dotyczy dany fragment. Ale tylko w kilku miejscach jest to dłuższy monolog – na ogół przeskakujemy z jednej bohaterki na drugą bez zapowiedzi. Co ciekawe, ten poszarpany i niegramatyczny styl nie utrudnia czytania, które idzie bardzo płynnie.

Zupełnie inną kwestią jest warstwa fabularna. Bardzo starałam się polubić chociaż jedną z postaci, ale do każdej przez cały czas czułam niechęć. A jednocześnie wiedziałam, że gdybym spotkała którąś z nich w realnym życiu, pewnie z każdą bym się dogadała. Bo trzy siostry zostały przedstawione tak, że rozszczepiają moją jaźń jak pryzmat. Jedna symbolizuje ambicję i dążenie do sukcesu. Druga potrzebę miłości i ciepła. Trzecia tęsknotę za wolnością i niezależnością. Dopiero po ich sklejeniu mógłby się objawić cały, realny człowiek, złożony z wszystkich tych komponentów.

W tej książce pełno jest zwykłego, codziennego cierpienia, które tak nam spowszedniało, że przestaliśmy niemal je dostrzegać. Może czasami, gdy jeszcze przed wschodem słońca już pędzimy do pracy, albo gdy zasypiamy obok siebie ale nie razem, ten ból nas dopada i dławi – ale jesteśmy dorośli i mówimy, że to zgaga albo migotanie przedsionków.

Książki bywają irytujące z wielu powodów – jedne dlatego, że są kiepsko napisane i nie oddają rzeczywistości. Inne – odwrotnie. „Pod śniegiem należy do tych drugich”.

To co robi autorka to nie analiza rodziny, ale jej wiwisekcja. Operowanie interpunkcją typowe dla strumienia świadomości pozwala naprawdę głęboko wejść w głowę osoby, której dotyczy dany fragment. Ale tylko w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Sięgając po tę książkę spodziewałam się raczej studium marketingu kierowanego do dzieci. W rzeczywistości to zagadnienie było omówione właściwie w jednym rozdziale. Pozostałe dotyczyły innych kwestii, które w moim odczuciu są ważne ale raczej luźno powiązane stricte z dziećmi (nadużywanie środków farmakologicznych, nieuczciwe praktyki korporacji, zanieczyszczenie środowiska). Temat dzieci wraca pod koniec książki – najpierw w rozdziale dot. pracy nieletnich, później w miażdżącej krytyce edukacji.

Przystępując do lektury warto więc mieć na uwadze kilka ważnych kwestii:
a) Książka ma bardzo szeroki kontekst, co może i jest ciekawe, ale powoduje, że większość treści jest potraktowana bardzo powierzchownie i wybiórczo (sprowadzają się one np. do 1-2 case study, i to też bez dogłębnej analizy).
b) Osadzenie w amerykańskiej i kanadyjskiej kulturze oraz warunkach prawnych nie przekłada się najczęściej na europejską rzeczywistość (nota bene, UE wypada w tym porównaniu jak kraina mlekiem i miodem płynąca, ze szlachetnymi politykami i rozsądnymi prawami).
c) Data wydania robi swoje – na to autor nic nie poradzi. Ważnym zagadnieniem są gry i media społecznościowe, ale już widać ogromną przepaść między doświadczeniem autora a aktualną sytuacją.

Mimo wszystko zaryzykuję stwierdzenie, że książka jest warta przeczytania, choć daleko jej do klasyka serii, który do dziś się broni, czyli do „Makdonaldyzacji społeczeństwa” Ritzera.

Sięgając po tę książkę spodziewałam się raczej studium marketingu kierowanego do dzieci. W rzeczywistości to zagadnienie było omówione właściwie w jednym rozdziale. Pozostałe dotyczyły innych kwestii, które w moim odczuciu są ważne ale raczej luźno powiązane stricte z dziećmi (nadużywanie środków farmakologicznych, nieuczciwe praktyki korporacji, zanieczyszczenie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to