-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać11 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać436 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
Recenzja z cyklu #MamaDropsaCzyta
„Świąteczny abonament” to pierwsza powieść zimowo-świąteczna Marty Nowik, fanki książek świątecznych i ekspertki od relacji międzyludzkich. Święta Bożego Narodzenia mają dla Pisarki ogromne znaczenie. W jednym z wywiadów wyznała, że „to dobry i owocny czas zatrzymania się i pochylenia się nad tym, co ważne. Czas poszukiwania drugiego człowieka, który być może, gdzieś tam po drodze, się zagubił. Czas miłości i pokoju w sercu”.
Bohaterką tej poruszającej serce opowieści jest Irena Chojnowska, fryzjerka i właścicielka salonu fryzjerskiego, który jest dla niej azylem, przystanią, miejscem ucieczki od psującej się relacji z apodyktycznym, egoistycznym mężem, doktorantem. Tu może się spotkać z klientami, których traktuje jak przyjaciół. Mogą się zwierzyć ze swoich problemów, podzielić się radościami i troskami, znaleźć wsparcie. Zbliżają się święta Bożego Narodzenia, które w tym roku będą smutne, ale może kiedyś zdarzy się cud i zmieni życie Irenki i Krzysztofa na lepsze. Ich małżeństwo wisiało na włosku. Jedyną radością kobiety był pies Karmel. Miłość, niestety, bywa ślepa. Czas odpuścić. I wtedy w salonie Irenki pojawiła się Apolonia, jej asystentka. Pola to jakby spełnienie jej marzenia o córce, nawiązuje się między bohaterkami przyjacielska nić. Salon je połączył. Z Ireną skontaktował się Rysiek, ukochany z młodości, który kiedyś złamał jej serce. Wrócił, bo chciał się rozliczyć z przeszłością. A w domu pojawiły się babcia Hania, anioł nie kobieta i Tekla, teściowa z piekła rodem. Szalone kobiety obmyśliły plan ratunkowy- świąteczny abonament na szczęście wraz z listą postanowień. Za wszelką cenę postanowiły je wcielić w życie skłóconych małżonków, nie pytając ich o zdanie. Jak się okazało, świąteczny abonament nie był przepisem na szczęście. To każdy człowiek jest kowalem swojego losu, a jeśli dokona w życiu dobrych wyborów, wówczas może liczyć na cud.
Krzysztof wreszcie dzięki swojej mamie i Ryśkowi zrozumiał, jakim był naprawdę nieczułym mężem dla Irenki. Stali się za wcześnie zupełnie obcymi ludźmi. Życie potrafi jednak zaskoczyć! Tekla namówiła swojego syna, żeby wcielił się w jasełkach organizowanych przez Klub wesołego Emeryta w rolę zagubionego osiołka, który nie może znaleźć drogi do swojej stajenki. Zagrał profesjonalnie, czym zdobył serce żony. Co więcej, polubił święta Bożego Narodzenia. Rozmowa z Ryśkiem zmobilizowała go do szczerej rozmowy z żoną. Misją ostatniej szansy dla zagubionych małżonków była romantyczna wycieczka do Werony śladami Romea i Julii.
Klienci przygotowali świąteczną niespodziankę dla Ireny. Udekorowali salon fryzjerski i przygotowali spotkanie wigilijne, prezenty. Irena to kobieta, która budowała mosty łączące ludzkie serca.
Zapragnęli się jej odwdzięczyć za to, że im pomagała, wspierała. A zapomniała w tym wszystkim o sobie. Musiała się przede wszystkim nauczyć żyć dla siebie. Tak jak umiała doradzić Poli, żeby łapała swoje marzenia i robiła w życiu to, co kocha, tak zapomniała o sobie. Jej apteczka nie na wszystko pomagała.
Marta Nowik uświadomiła czytelnikom, że szczera rozmowa, obecność, bliskość drugiego człowieka, normalna codzienność, zwyczajność, drobne gesty rozjaśnione życzliwością i wzajemna troską są piękne. Liczy się relacja między ludźmi a nie racja. Warto zatem na nią postawić. Ważna jest sztuka odpuszczania i wybaczenia. Każdy bowiem ma prawo do drugiej szansy. Nigdy nie jest za późno na zmiany. Nie ma chodzących ideałów! Dziarskie staruszki i Ryszard początkowo w roli nieproszonych gości odmienili przyszłość bohaterów. Postacie są autentyczne. Można je spotkać wśród nas.
Dziękuję szczególnie Autorce za rozczulający psi wątek. Karmel jest słodkim psem, który wniósł dużo radości, miłości i dobrej energii w życie Ireny. Doskonale wyczuwał ludzi i wiedział, komu można zrobić na złość. Karmel osłodził i moją codzienność od paru miesięcy bez Dropsika, który przez siedemnaście lat był kochanym członkiem naszej rodziny, przyjacielem.
Powieść jest napisana lekkim stylem, emocjonalnym i obrazowym językiem okraszonym dużą dawka humoru. Podczas czytania przed oczami przesuwały się obrazy jak w filmie. Stanowi doskonały scenariusz na film świąteczny. To idealna książka na czas przedświąteczny, zwraca bowiem uwagę na to, co ważne i może komuś naprawdę pomóc w dobrym przeżyciu świąt. Życie nasze jest zbyt krótkie i kruche, więc cieszmy się nim i czerpmy pełnymi garściami. I nie zapominajmy o sobie.
Polecam Wam z całego serca tę powieść, otulającą nadzieją jak milutki kocyk. Historia Marty Nowik podniesie na duchu, dostarczy wzruszeń i radości, ukoi jak balsam pachnący choinką i mandarynką, zainspiruje i da siłę do dobrych zmian, wprowadzi w świąteczną aurę.
Dziękuję Autorce i Wydawnictwu za zaufanie i powierzenie mi patronatu medialnego nad powieścią.
Recenzja z cyklu #MamaDropsaCzyta
„Świąteczny abonament” to pierwsza powieść zimowo-świąteczna Marty Nowik, fanki książek świątecznych i ekspertki od relacji międzyludzkich. Święta Bożego Narodzenia mają dla Pisarki ogromne znaczenie. W jednym z wywiadów wyznała, że „to dobry i owocny czas zatrzymania się i pochylenia się nad tym, co ważne. Czas poszukiwania drugiego...
„Apetyt na miłość” Marty Nowik… Ileż smaków kryje w sobie ten tytuł! 🥰 Ile sposobów podania miłości! Ile przypraw, ile nut zapachowych! To powieść, którą pisało samo życie. To historia Magdy, w której wiele z nas, kobiet, może przeglądać się jak w lustrze. Nie będę Wam w tym wpisie, w tej recenzji, opowiadać o fabule. Opowiem Wam o wartościach. O tym, że nigdy nie wolno tracić nadziei. Ale po kolei!
Magda, główna bohaterka książki, traci nadzieję już na pierwszych stronach. Rozpada się jej związek. W dodatku przez telefon. Jest załamana. Myśli, że to koniec. Nie wie, że to początek nowego, lepszego rozdziału w jej życiu. Czasu, w którym zacznie smakować życia.
Magda uczy się, że apetyt na miłość do drugiego człowieka, zaczyna się od apetytu na miłość do samej siebie. Brak poczucia własnej wartości, kompleksy, trudne relacje z mamą - to wszystko sprawia, że źle się czuje sama ze sobą. Uważa, że nie zasługuje na to, co dobre i piękne. Na szczęście ma obok siebie przyjaciółkę. Kaśka uczy ją radości z drobiazgów i dostrzegania promieni słońca nawet na pochmurnym niebie. Ich relacja to przykład miłości wręcz siostrzanej.
Magda może liczyć na wsparcie przyjaciela na czterech łapach. Ten wątek jest szczególnie bliski mojemu sercu. Sama niedawno po kilkunastu latach pożegnałam ukochanego psa. Pożegnać musi się też Magda. Te sceny powodowały ogromną gulę w gardle i łzy w oczach. Ale Marta Nowik nie byłaby sobą, gdyby nie nakarmiła Czytelnika nadzieją. Tak więc w życiu Magdy pojawiają się dwaj szczekający przyjaciele.
Magda poznaje smak miłości. Prawdziwej miłości. Opartej na zaufaniu. Rozwijającej się powoli. Ogromnie doceniam, że relacja damsko-męska rozwija się niespiesznie, naturalnie. Nie ma namiętnych uniesień. Są długie rozmowy, spacery, poznawanie. Drugiego człowieka i samego siebie w tej konkretnej relacji. Apetyt na miłość rośnie z każdym spotkaniem.
„Apetyt na miłość” to powieść nieodkładana, na jeden, góra dwa wieczory. Pierwszoosobowa narratorka prowadzi czytelników przez swój świat. Magda nie ma przed nami żadnych sekretów. Za to wspólnie odkrywamy tajemnice, które ukrywają przed nią najbliżsi, współpracownicy, po prostu świat. W tej mieszance zdrowych relacji i tych, które przypominają fast foody, staramy się odnaleźć to, co niezbędne do odzyskania apetytu. Na miłość i w rezultacie na życie.
Wydawnictwo Szara Godzina, z którym współpracę reklamowo przy tym tytule, zaproponowało mi prowadzenie spotkania z autorką. Wczorajszy live (do odsłuchania w poprzednim poście) był ucztą dla ducha. Marta Nowik podzieliła się z nami swoim przepisem na życie. Co robić, by mieć na nie apetyt? Warto doceniać drobiazgi, drobnostki w codzienności. Warto wybaczać. Warto podążać za głosem serca. Posłuchajcie sami! Wtedy najlepiej zrozumiecie, dlaczego tytułowy apetyt na miłość, warto pobudzać od miłości do samego siebie.
Marto, jeszcze raz dziękuję Ci za nasze spotkanie - także to lekturowe, a Wydawnictwu za zaufanie 😍 A Was zachęcam serdecznie do czytania. Rozsmakujcie się w tej jakże pysznej powieści obyczajowej. Powieści o miłości. Powieści kobiecej. Zapraszam do książkowego stołu 😊
„Apetyt na miłość” Marty Nowik… Ileż smaków kryje w sobie ten tytuł! 🥰 Ile sposobów podania miłości! Ile przypraw, ile nut zapachowych! To powieść, którą pisało samo życie. To historia Magdy, w której wiele z nas, kobiet, może przeglądać się jak w lustrze. Nie będę Wam w tym wpisie, w tej recenzji, opowiadać o fabule. Opowiem Wam o wartościach. O tym, że nigdy nie wolno...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Opinia Mamy Dropsa - współwłaścicielki bloga Recenzje Dropsa Książkowego.
Rumunia i miłość - co mają wspólnego? anna_ziobro_autorka udowadnia, że wiele 🥰 Oto recenzja patronacka Mamy Dropsa w ramach współpracy reklamowej z Wydawnictwo Szara Godzina ✍️
1 lipca 2025 roku to dzień premiery jubileuszowej dziesiątej powieści Anny Ziobro „Miłość niczyja”, ale pierwszej w nowym Wydawnictwie. Na każde literackie dziecko Autorki czekam z niecierpliwością, ponieważ ciekawi mnie nad jakim nieoczywistym tematem, trudnym problemem się w niej pochyliła.
Na okładce znajdujemy rekomendację agata_sawicka_autorka:
„Głęboka, wielowymiarowa i autentyczna! Przejmujący obraz Rumunii, o jakiej nie miałam pojęcia i ludzi, którzy mieli odwagę marzyć i patrzeć w przyszłość z nadzieją”.
Tym razem Anna Ziobro zabiera czytelnika w niełatwą podróż do Rumunii jako fascynującego różnorodnością kraju o dość burzliwej historii. Ta podróż dostarczy wielu emocji. Zwykle nazwa tego kraju kojarzy mi się z dyktatorem, biedą, ludzkimi dramatami, szczególnie w 2.połowie ub. wieku. Należy podkreślić, że Autorka doskonale zgłębiła temat, przeprowadziła dobry research, by powstała wartościowa publikacja. Na końcu książki jest podana lista szeregu reportaży i lektur poświęconych realiom historii tego kraju. Inspiracją do powstania powieści stał się wpis na blogu Historia jednej fotografii, poświęcony „dzieciom z dekretu”, czyli dzieciom rumuńskim urodzonym i porzuconym w okresie dyktatury Nocolae Ceausescu. Dla nich dyktator stworzył sieć sierocińców, strasznych miejsc, tak jakby Bóg i ludzie o nich zapomnieli. Tytuł powieści sugeruje, że trudno było adoptowane z sierocińca dziecko obdarzyć miłością i je nauczyć innego życia. To wymagało czasu. Znacznie łatwiej można było nawiązać z nimi kontakt i je otoczyć opieką lekarską, kochać wszystkie jako kolektyw. Dyktator i jego żona rozpętali piekło na ziemi, a piekło ma to do siebie, że nie zamarza od razu. Rumunia, kraj biedy i chaosu, po upadku reżimu zasługiwała na lepszy los..
Bardzo ciekawa i dobrze skrojona fabuła, świetnie wykreowane portrety psychologiczne postaci, wartko tocząca się akcja – to atuty tej powieści. Joanna Malicka po rozwodzie podjęła decyzję o wyjeździe z Nowego Targu na pół roku do Rumunii, do Bukaresztu, gdzie potrzebowano pediatrów. Wyrwała się z marazmu z nadzieją na nowy początek. Tam poznała Andreia, lekarza o rumuńsko-francuskich korzeniach, pozytywnego człowieka, emanującego optymizmem, nadzieją i pogodą ducha, który po latach emigracji wrócił do ukochanej ojczyzny. To on pokazał Joannie nie tylko Bukareszt, ale i Rumunię, jej różne oblicza, poznał z ciekawymi ludźmi, pod wpływem których bohaterka zaczyna się zmieniać, inaczej patrzeć na świat a przede wszystkim na siebie. Szpital pediatryczny miał pod opieką jeden z sierocińców. To tu wśród sierot lekarka odzyskała sens życia i jej misji lekarskiej. Rozczulił mnie do łez obrazek, w którym pani doktor zaplatała warkoczyki dziewczynkom. Wzruszyła beznadzieja lekarzy, gdy brakuje im sposobów leczenia niektórych chorób u dzieci. Ze śmiercią dziecka jakże trudno się oswoić!
W powieści poznajemy też Ralucę, lekarkę, skrytą kobietę, historię jej rodziny i jej skomplikowane losy. Bohaterka nie potrafiła się wciąż uporać z przeszłością, nosiła ją w sobie, pielęgnowała nienawiść do reżimu, bo nie mogła się pogodzić ze śmiercią taty, wspaniałego człowieka, patrioty. Została lekarzem, by pomagać ludziom skrzywdzonym przez reżim. Jej mąż nie doczekał upadku reżimu. Krzyże w Bukareszcie przez lata symbolizowały stracone życia w walce o lepsze jutro.
Andrei, człowiek z gór pokazał Joannie, góralce góry. Często z mężem wyjeżdżali w tatry. Joanna odczuwała potrzebę obcowania z górami, bo dostarczały jej przypływu pozytywnej energii. Tu zobaczyła też innego Andreia, którym się zauroczyła. On też łapał tu oddech od bolesnych wspomnień z minionej epoki podczas wspinaczki czy podziwiania ruin zamku związanego z Draculą lub spotkań z przyjaciółmi w pensjonacie. Dzięki ich wyprawie poznajemy folklor rumuński na pokazie tańców ludowych, delektujemy się pysznym lokalnym jedzeniem i winem.
Zatraceni w pracy, oddani swojej misji zapomnieli o tym , co ważne – jak to jest być człowiekiem, że trzeba i o siebie zadbać, być silnym dla siebie, żeby być silnym dla innych. Raluce przypominały o tym dzieci. Ona miała kogo kochać, w dzieciach widziała cząstkę nieżyjącego męża. Natomiast Andrei i Joanna byli samotni.
Anna Ziobro uświadomiła nam, jak trudno zmieni mentalność ludzi po obaleniu reżimu. Pokazała to na przykładzie rodziny Stefana. Nadal bowiem rodziły się dzieci niczyje, „dzieci z dekretu”, które oddawano do sierocińca. Mężczyzna jako głowa rodziny, pan i władca, człowiek bez głębszych uczuć decydował w rodzinie o wszystkim i pilnował, żeby matka nie okazywała uczuć dzieciom. Relacje polegały na bezwzględnym posłuszeństwie wobec ojca, i męża. Gdy jego czternastoletnia Elena zaszła w ciążę, miała za zadanie „urodzić, oddać zapomnieć”. Ciąża nastolatki okryła rodzinę wielkim wstydem. Dziewczyna znalazła się w szpitalu, wówczas Joanna wpadła na szalony pomysł… Nie zdradzę, co za pomysł. To dla zaostrzenia apetytu czytelniczego na jubileuszową powieść Anny Ziobro.
Polecam z całego serca tę powieść o różnych obliczach miłości, o relacjach międzyludzkich, o dzieciach niczyich obdarzonych miłością niczyją z sierocińców, o sytuacji kobiet w Rumunii, wiele z nich nosiło tajemnice i sekrety w swoich sercach, przeżywało dramaty. Zdumiewała wręcz ich nieufność wobec siebie. Odnosiło się wrażenie, że one bały się własnego cienia. Radko kiedy można było zaobserwować miedzy nimi więzi przyjacielskie, wzajemne zwierzenia, dzielenie się troskami i radościami ze sobą. Jakże poruszyła moje serce i wywołała wiele emocji historia Flavii, mądrej, wrażliwej dziewczyny.
Piękne opisy Rumunii, bohaterki powieści, spacer po Bukareszcie – Paryżu Wschodu, mieście pełnym kontrastów o wyjątkowej architekturze, która łączy w sobie elementy różnych stylów i epok, wypad do Branu i Braszowa, wyprawa w góry, pozwalają złapać oddech podczas lektury od trudnych tematów.
Anna Ziobro znana jest z tego, że lubi fascynować się tym, co nieoczywiste. Wykreowała kolejną historię, która łamie serce, ale mimo wszystko da się ono posklejać nadzieją. To opowieść o miłości niczyjej, o miłości do Rumunii, miłości do dziecka, miłości iście romantycznej. To ona dała siłę Joannie, bo wróciła do Polski zupełnie odmieniona. Rumunia okazała się doskonałym miejscem dla rozbitków życiowych. Powieść od pierwszych stron zawojowała moim czytelniczym sercem.
Dziękuję Autorce i Wydawnictwu za powierzenie patronatu medialnego nad powieścią.
Sięgnijcie po książkę, może was zainspiruje do wakacji w Rumunii. Przyjmijcie ją ciepło! Większe litery zapewnią komfort czytania. Zajrzyjcie też na stronę autorską, by obejrzeć zdjęcia z wizyty Anny Ziobro w tym pięknym kraju z burzliwą historią.
Opinia Mamy Dropsa - współwłaścicielki bloga Recenzje Dropsa Książkowego.
Rumunia i miłość - co mają wspólnego? anna_ziobro_autorka udowadnia, że wiele 🥰 Oto recenzja patronacka Mamy Dropsa w ramach współpracy reklamowej z Wydawnictwo Szara Godzina ✍️
1 lipca 2025 roku to dzień premiery jubileuszowej dziesiątej powieści Anny Ziobro „Miłość niczyja”, ale pierwszej w nowym...
Opinia Mamy Dropsa - całość na www.dropsksiazkowy.pl
Magdalena Mikutel to znana autorka powieści chrześcijańskich. Od kilku dni świętujemy premierę najnowszej „Chcę, żebyś żył”, trzeciego tomu trylogii. Do tej pory ukazały się „Mój syn” i „Gdzie jesteś, bracie?”. I znowu po kilku latach mogłam z radością wrócić do grupy wspaniałych przyjaciół, Bożych szaleńców, do ich wspólnoty, by się dowiedzieć, co u nich dzieje się dobrego i złego, z czym się zmagają, jakie trudności ich dopadły.
Aniela, Jurek i Witek oczekują dziecka, radość miesza się tu z troską, czy będzie zdrowe. Marta i Paweł z kolei zmagają się z problemem niepłodności, nie tracą mimo to wiary i nadziei, że i w ich życiu pojawi się mały chłopiec. Jest z nimi przekochana, wspierająca, zatroskana babcia Laura. Rodziny te łączą braterskie i siostrzane więzi, ta sama wspólnota, kroczenie Bożą drogą, dostrzeganie w zabieganej codzienności Bożej obecności, małych cudów. Pisarka pokazuje, że każdy z nas jest stworzony do wspólnoty z Nim i z drugim człowiekiem. On jest Najważniejszy!
– Marta, spójrz na nas wszystkich. Nie łączą nas żadne więzy krwi – powiedziała Aniela, jakby czytając w jej myślach. – Ale ty jesteś dla mnie jak rodzona siostra. Kocham Cię, Martuś. Paweł z Witkiem już bez krępacji oznajmiają wszystkim, że są braćmi i wiesz, że to nie tylko gadanie dla jaj, ale naprawdę tak to czują. Poszli by za sobą w ogień. Laura jest niestandardową babcią nas wszystkich, a Piotruś naszym kochanym, dobrym dziadkiem. Wreszcie mam adoptowanego synka. I to jest prawda, co mówił dziś brat na kazaniu. Nie ma różnicy, czy to dziecko jest zrodzone z nas, czy przybrane. Miłość tworzy się w duchu.
Chcę, żebyś żył/żyła – On ma taki zamysł wobec nas. On chce. On dał nam życie. Czy ja tego chcę? Czy zawsze otwieram się na Jego działanie, by się narodzić od nowa i znaleźć Bożą obecność w swoim życiu? Jeśli nie rozumiemy jego Słów, to w powieści tak pięknie się realizuje Boży plan pełen miłości w życiu bohaterów. Aniela została uzdrowiona, Witek się nawrócił, razem z Pawłem bożym szaleńcem modlą się o uzdrowienia. Oni się zmienili, krocząc Bożą drogą i ludzie wokół nich także. Chociaż nie jest im łatwo, nie jest idealnie, ale Boża obecność daje im siłę. Marta i Paweł pragną dziecka, więc Bóg przygotowuje ich do roli rodziców adopcyjnych, stawiając na ich drodze Michałka. „A mali chłopcy potrafią dać początek całkiem dobrym historiom” – wspiera ich babcia Laura. Marta, położna w kościele słyszy Słowo i homilię o adoptowanym synu. Miała możliwość obserwowania, jak Aniela pokochała i stała się matką adopcyjną Jerzyka, synka Witka. Ona była dla chłopca kochającą ciocią. Mocna relacja z Bogiem zaowocowała wspaniałymi relacjami z drugim człowiekiem – piękna przyjaźń Kochanowskich z Żakami. U Maryi też pojawił się mały Chłopiec, który nie był do końca ich. A jednak mieli to szczęście, ze mogli Mu towarzyszyć w jego codzienności, patrzeć jak się rozwija i jak Bóg napełnia go swoją łaską.
Poruszyła we mnie serce i wzruszyła do łez relacja Pawła i Witka, a potem dołączyli inni ze wspólnoty, z gangsterem Jarkiem, postrachem dzielnicy. Podczas napadu Paweł jako charyzmatyk rozeznał u Jarka chorobę nowotworową. Czy poprzez modlitwę i nałożenie rąk wydarzy się cud całkowitego uzdrowienia? Czy gangster zacznie na nowo żyć? Bóg jest zawsze dobry i chce działać, ale ludzie mają ochotę z Nim współpracować. Doczekał się od Jarka słów: „Chcę żyć”. Musiał się mocno Go teraz uchwycić, bo był ważny dla niego jako adoptowany syn.
„Kładziesz na mnie swą rękę” tym wersetem z psalmu 139 pocieszał Witek swoją zatroskaną żonę w ciąży. Oboje zaznawali poczucia bezpieczeństwa i spokoju. „Stworzyłeś mnie tak cudownie”, zabrzmiało w sercu Witka zdanie, przez tyle lat budujące jego poczucie wartości i tożsamości w Bogu. Dziś mówiło też o ich dziecku, które rzeczywiście „w ukryciu nabierało kształtów”.
Jerzyk, synek Witka, dziecko z zespołem downa, wniósł do rodziny i wspólnoty dużo dobra. Wzruszające i jakże budujące są piękne relacje Jerzyka z tatą. Natomiast Witkowi wciąż było trudno dążyć do nawiązania relacji z ojcem. I tu pomógł wnuczek, nawiązując coraz głębsze więzi z dziadkiem. Tak jakby chłopiec miał świadomość, jakiej wielkiej misji się podjął. Ryszard Kochanowski, znany i wzięty adwokat uświadomił sobie, że za pieniądze nie kupi relacji z synem i jego rodziną czy z byłą żoną. A samotność dawała mu się mocno we znaki. Ale zjawił się u niego w odpowiednim czasie Paweł, któremu pomógł i od tego czasu wiele się w nim zmieniło, co przełożyło się na konkretne kroki na drodze nawrócenia. To był kolejny cud. Bóg jest dobry i wciąż zaskakuje swoim działaniem wśród tych, których drogi skrzyżował z Pawłem i Martą.
Magdalena Mikutel podarowała czytelnikom swoją najlepszą powieść, której lektura jest wspaniałą przygodą o tym, jak mali chłopcy potrafią dać początek całkiem dobrym historiom. Dla mnie jej lektura stała się swoistymi rekolekcjami o wierze, nadziei i miłości. Wywołała wiele refleksji. Będę do niej wracać. Autorka pokazuje nam poprzez historie bohaterów, że Bóg jest najważniejszy w naszym życiu, uczy nas dostrzegać Go w naszej codzienności. Bóg jest dobry i wszystko, co stwarza jest dobre. Jest to także powieść o różnych obliczach miłości i tej najważniejszej, która zakrywa wiele grzechów i wszystko może. Ważne też są więzi, biologiczne i duchowe oraz relacje z Bogiem drugim człowiekiem.
Atutem powieści jest także bardzo ciekawa fabuła, świetnie wykreowane portrety psychologiczne bohaterów. Pojawiła się cała ich plejada. Trudne wątki, dużo się dzieje, wartka akcja i jej nagle zwroty trzymające w napięciu i chwile oddechu, które łapiemy z bohaterami na modlitwie, adoracji, rozmowach o Najważniejszym, najukochańszym Ojcu, który nas bardzo kocha i jest obok nas. Dla mnie to także uczta językowa, czyta się lekko, jest napisana język emocjonalnym i obrazowym.
Pani Magdaleno, Psalm 139 jest jednym z moich ulubionych psalmów. Jakże mnie ucieszyły odwołania się do tekstu. Chcę żyć i radować się w Panu!
Opinia Mamy Dropsa - całość na www.dropsksiazkowy.pl
Magdalena Mikutel to znana autorka powieści chrześcijańskich. Od kilku dni świętujemy premierę najnowszej „Chcę, żebyś żył”, trzeciego tomu trylogii. Do tej pory ukazały się „Mój syn” i „Gdzie jesteś, bracie?”. I znowu po kilku latach mogłam z radością wrócić do grupy wspaniałych przyjaciół, Bożych szaleńców, do ich...
recenzja Mamy Dropsa
Marta Nowik należy do grona moich ulubionych Autorek. Tworzy pełne emocji powieści z potrzeby serca. Pochyla się w nich nad trudnymi społecznie tematami. Zawierają ważne wartości i przesłanie. Są pełne jakże przydatnych drogowskazów życiowych. Co ważne , daje w nich nadzieję na lepsze jutro. Zapraszam na garść refleksji po lekturze najnowszej powieści „Nowe życie Kariny”. Już piękna okładka – regał pełen książek w kolorowych okładkach, piękny i wygodny fotel, dwie lampki nocne rzucające ciepłe światło na stolikach zachęcają, by wziąć książkę do ręki i zagłębić się w lekturze. Tytuł z kolei kryje w sobie nadzieję, że po bolesnych i trudnych doświadczeniach, kiedy świat się wali, można się podźwignąć, by zacząć nowe życie i zawalczyć o siebie. Nie jest to łatwe, ale możliwe. Jakie będzie to nowe życie? Czy to zależy tylko i wyłącznie od nas?
Marta Nowik pracowała przez pewien czas w domu dziecka. Po zakończonej pracy często spotykała wychowanków, którzy opowiadali jej o swoim życiu. Ich historie umieściła w swoim sercu. A zainspirowało ją spotkanie w grudniu z jedną z wychowanek, którą przepełniał ogromny smutek. Postanowiła napisać powieść – kompilację historii życia wychowanków domu dziecka. Zadedykowała im książkę : „Dzieciom, które miały w życiu pod górkę…”
W pierwszej części poznajemy prawdziwe życie utkane z bolesnych doświadczeń Kariny i wychowanków domu dziecka. Ich historie utworzyłyby kilkutomową sagę. Pragną, marzą, by wyrwać się z traumy dzieciństwa spędzonego w „bidulu”. Brakowało im otulenia ciepłem, serdecznością, zrozumieniem, dobrocią. Zabraniano im wielu rzeczy, karano, straszono, upominano, grożono, ale mimo to czuli się wolni. Pozornie się nie przejmowali i nie martwili. Ale to była tylko poza, by zagłuszyć wewnętrzny ból, że gorzej już im być nie może. Nikomu nie ufali. Bardzo wrażliwej Karinie pomogła przetrwać trudny czas w bidulu przyjaźń z Rozalką, czas spędzony z przyszywaną babcią Krysią, zauroczenie Bartkiem…
Tak, dla wielu byliśmy złym gruntem. Glebą, na której nie dało się nic zasiać. Niezależnie jednak od tego, co mówili o nas inni i jak bardzo zaleźliśmy im za skórę, nie byliśmy aż tak źli. Przypięto im łatki zdeprawowanych dzieciaków z bidula, które na ulicy czy w szkole lepiej omijać z daleka. I bez względu na to, co ktokolwiek z nas zrobił i ile stron zawierały nasze akta, dla siebie nawzajem byliśmy ważni.
Jest to wzruszająca powieść o pięknej, budującej przyjaźni, dzięki której można uwierzyć w marzenia o nowym życiu. Rozalka zawsze powtarzała Karinie, że osiągnie coś w życiu i świat o niej usłyszy, bo w niej tkwi potencjał. „Będziesz mierzyć wysoko, bo jesteś ulepiona z zupełnie innej gliny niż my”. Trudne doświadczenia i przeżycia dadzą jej siłę, by się pozbierać i zacząć nowe życie. Ale konieczny jest rozrachunek z przeszłością. To niezwykle trudne, ale konieczne, by stanąć na nogi i pójść dalej.
„Nowe życie” jest także przestrogą przed toksyczną miłością. Praca w księgarni, obcowanie z książkami i ich czytelnikami dawały bohaterkom dużo radości. Ale z życiem osobistym było gorzej. Toksyczna relacja z Maurycym odcisnęła na Karinie swego rodzaju piętno i wyryła w sercu niegojącą się, krwawiącą ranę. W pewnym momencie niemalże zagroziła jej życiu. Jej poukładany z nadzieją świat znowu runął. Wszystko się zawaliło. Bała się zaufać jakiemuś mężczyźnie.
Czasami życie płata różne psikusy i nie pyta nas o zdanie. Daje nam prezenty, o które zupełnie nie prosiliśmy. My je przyjmujemy lub odrzucamy. Mamy wybór, co z nimi zrobić. W takiej właśnie kategorii postrzegałam niespodziewane pojawienie się Jacka w moim życiu. Dar od losu, na który, jak uważałam, nie zasługuję. Mały cud, jakiego dane mi było doświadczyć po toksycznej relacji z Maurycym, kiedy myślałam, że się już nie podźwignę, bo mój świat się zawalił.
Karina potrafiła z każdej sytuacji, dzięki Paulinie- „mentorce” i przyjaciółce, wyprowadzić dobro, znaleźć jasną stronę życia. Nauczyła się, „że po każdej burzy kiedyś wychodzi słońce, a po każdej nocy przychodzi zawsze kolejny nowy dzień”.
Marta Nowik poruszyła też ważny temat dawania drugiej szansy. To odwieczny dylemat, który dotyka każdego z nas. Mówi się powszechnie, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ale przecież jest to niemożliwe, bo woda, do której wejdziemy po raz drugi, jest już inną wodą. To działa jedynie w toksycznych relacjach, związkach. Każdy człowiek popełnia błędy, z których często wyciąga lekcje życiowe. W takiej sytuacji zasługuje na drugą szansę, na szczerą rozmowę, na wyjaśnienie. Nie można się unosić gniewem, zazdrością, bo to nie prowadzi do niczego dobrego. Wybaczenie to jedna z podstawowych wartości w relacjach międzyludzkich. Powinniśmy zacząć od wybaczenia sobie, aby zagościł spokój w naszych sercu i byśmy mogli obiektywnie, bez złych emocji spojrzeć na drugiego człowieka. Nie można całe życie uciekać przed przeszłością. Trzeba się z nią skonfrontować nie rozpamiętywać, trzeba żyć dalej. A my tak często ulegamy stereotypom.
Kiedy Karina stanęła po raz kolejny mocno na nogach, w jej życiu znowu po ośmiu latach pojawił się Bartek, przyjaciel, a potem miłość z czasów bidula. Kto się przyczynił do rozstania zakochanych? Czy Bartek otrzyma drugą szansę od Kariny? Tego dowiecie się podczas lektury.
Pisarka pochyliła się w powieści nad problemem nieuleczalnej i podstępnej choroby. Paulina, dzielna i silna dziewczyna, walczy z SM (stwardnieniem rozsianym). Nie jest w tym sama, ma przyjaciół, a przede wszystkim Karinę, na której wsparcie i pomoc może zawsze liczyć. Gdy życie zachichotało okrutnie z dziewczyny, na jej drodze Ktoś postawił Patryka, który się okazał prawdziwym przyjacielem. Przyjaźń między kobietą a mężczyzną jest możliwa!
Powieść czyta się bardzo szybko, jest napisana lekkim stylem, emocjonalnym i obrazowym językiem. Ogromnym atutem są świetnie wykreowane portrety psychologiczne bohaterów i ich historie. Postacie wielowymiarowe, prawdziwe, wyzwalające w czytelniku multum emocji. To nie jest tylko powieść obyczajowa, mix gatunkowy: trochę psychologiczna, trochę w niej thrillera.
Moim zdaniem jest to najlepsza powieść pisarki – wartościowa, z mądrym przesłaniem, pełna emocji, chwilami magii, skłaniająca do refleksji.
Marta Nowik podarowała swoim czytelnikom jakże potrzebną kolejną powieść, która dodaje odwagi, wiary i nadziei, że niezależnie od tego, co się wydarzyło w naszym życiu, można się po tym otrząsnąć i stanąć ponownie na nogi. Trzeba uwierzyć w siebie i w swoje możliwości. Powtarzać sobie: „Mam potencjał”. Pisarka pokazała, jak ważni są w naszym życiu przyjaciele. Są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapominają, jak latać. Powieść, jak wspomniałam, jest przestrogą przed toksycznymi relacjami, przed zawiścią i ludzką zazdrością. Podłych ludzi można spotkać wszędzie, niezależnie od miejsca, okoliczności, sytuacji. Uświadamia nam, jak wielka siła drzemie w nas. Siła zrodzona z bolesnych doświadczeń i motywująca do nowego życia.
Polecam z całego serca!
recenzja Mamy Dropsa
Marta Nowik należy do grona moich ulubionych Autorek. Tworzy pełne emocji powieści z potrzeby serca. Pochyla się w nich nad trudnymi społecznie tematami. Zawierają ważne wartości i przesłanie. Są pełne jakże przydatnych drogowskazów życiowych. Co ważne , daje w nich nadzieję na lepsze jutro. Zapraszam na garść refleksji po lekturze najnowszej powieści...
2024-01-07
To pierwsza premiera 2024 roku, którą w ramach współpracy z wydawcą mam przyjemność Wam polecać. Moją słabość do powieści z historią w tle znacie od lat. Cieszę się, że kolejne spotkanie z bohaterami literackimi, którym przyszło żyć w piekle XX wieku, zapadnie w mojej pamięci i sercu.
Zanim przejdę do polecania książki, pozwólcie, że przedstawię autorkę. Gosia Nealon mieszka i tworzy w Nowym Jorku. Pochodzi z Polski. Dorastając w Łomży, słyszała wiele relacji z pierwszej ręki na temat wojny. Wtedy postanowiła, że w przyszłości opowie zasłyszane historie. Tak powstała postać Wandy i Finna, młodych ludzi zakochujących się w środku jednego z najbardziej przerażających konfliktów naszych czasów. Obecnie ma na swoim koncie kilka powieści, dzięki którym zrobiła w Nowym Jorku karierę, o której marzy wiele kobiet. Jest nagradzaną autorką.
Kiedy nie pisze, często spaceruje po ulicach Nowego Jorku. Wraz z mężem i trzema małymi synami szukają najlepszych pierogów, których smak przenosi ją z powrotem do polskich uliczek jej dzieciństwa.
Na polskie ulice zabiera swoich czytelników. „Kochając wroga. Tajemnice łączniczki” to romans z historią w tle, którego akcja w większości rozgrywa się podczas II wojny światowej. Warszawa 1944 roku szykuje się do walki. Główna bohaterka Wanda, łączniczka, toczy wewnętrzną walkę. Chce pomścić śmierć ojca, którego na jej oczach zastrzelili nazistowscy żołnierze. Doskonale pamięta twarz tego, który pociągnął za spust. Nie wie, że oficer ma brata bliźniaka. Jeszcze wtedy nie wie, że go pokocha, a ich romans zgaszą płomienie powstańczej Warszawy… Czy uczucie odrodzi się wraz z miastem? Czy mur zbudowany przed niedomówienia, zostanie zburzony? Tego dowiecie się podczas lektury…
W powieści mamy trzech narratorów – Wandę, Finna oraz Gerdę. Czytelniczo było to niesamowitym doświadczeniem. Nie chodzi mi tylko o wyłaniający się z rozdziałów obraz uczuć i emocji – miłości i zazdrości, tęsknoty i chęci zemsty, które wręcz kipią z poszczególnych fragmentów. Bardziej w mojej pamięci zapisały się te części, które pokazują diametralnie inne podejście do wojny i inny system wyznawanych wartości. Dla Wandy II wojna światowa to synonim tragedii, pogrzebania młodości i marzeń. Dla Gerdy, córki niemieckiego oficera, to szansa na zaprezentowania potęgi Rzeszy. Czy wyobrażacie sobie, że ta dziewczyna doniosła na własną matkę do Gestapo?! By być wierną zasadom Hitlera?! To dla mnie niepojęte. A jednocześnie, co wręcz paraliżuje serce, bardzo prawdopodobne…
Dobry czy zły? Jaki jest człowiek, któremu patrzymy w oczy? W jakim rytmie bije serce osoby, której oddajemy swoje serce? Czy można wybaczyć zapomnienie? Kto tak naprawdę jest przyjacielem, a kto wrogiem? Gosia Nealon stawia przed czytelnikiem pytania, na które nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Weryfikuje je serce. I historia.
„Kochając wroga. Tajemnice łączniczki” – kto powinien sięgnąć po tę książkę?
Czytelniczki romansów historycznych
Miłośniczki narracji pierwszoosobowej
Osoby interesujące się II wojną światową
Opinia pojawiła się na stronie internetowej: https://dropsksiazkowy.pl/2024/01/07/kochajac-wroga-tajemnice-laczniczki-gosia-nealon/
To pierwsza premiera 2024 roku, którą w ramach współpracy z wydawcą mam przyjemność Wam polecać. Moją słabość do powieści z historią w tle znacie od lat. Cieszę się, że kolejne spotkanie z bohaterami literackimi, którym przyszło żyć w piekle XX wieku, zapadnie w mojej pamięci i sercu.
Zanim przejdę do polecania książki, pozwólcie, że przedstawię autorkę. Gosia Nealon...
Małgorzata Brodzik zdobyła moje czytelnicze serce swoją pierwszą książką „Walcząc z przeszłością”. To trudna powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, którą Autorka zaapelowała do sumień czytelników, abyśmy nie byli obojętni na los krzywdzonych dzieci. Czekałam więc na kolejną, która ukazała się na rynku wydawniczym pod koniec listopada.
Zapraszam na garść moich refleksji po lekturze.
Główna bohaterka Anastazja wiedzie życie, jakiego można pozazdrościć: wspaniali rodzice – zawsze ją wspierający, najlepsza od dzieciństwa przyjaciółka Paulina, którą traktowała jak siostrę, idealny, nieziemsko przystojny narzeczony Paweł, z którym przygotowują się do ślubu, fajna praca i wolontariat. I to wszystko prysnęło jak bańka mydlana w najpiękniejszym dniu jej życia. Została okrutnie zraniona przez dwie najważniejsze osoby w jej życiu. Anastazja nie mogła się z tym pogodzić. Ale to nie wszystko! Los znowu ją doświadczył, zsyłając na nią tragiczny wypadek i dotknął kolejną bardzo bolesną stratą. Życie już nigdy nie będzie takie samo. Czytelnik poznaje historię znajomości Anastazji i Pawła oraz dzieje przyjaźni bohaterki z Paulą. To niesamowicie życiowa historia. Czy mimo wszystko Anastazja poradzi sobie z ogromnym psychicznym bólem, pustką i dzięki ogromnemu wsparciu rodziców zacznie nowy rozdział swego życia? Czy będzie mogła dzięki terapii jeszcze normalnie żyć? Czy będzie w stanie wybaczyć?
Życie jednak potrafi nas zaskakiwać, gdy się tego najmniej spodziewamy. Na drodze Anastazji postawiło Marcina, faceta również po bolesnych przejściach. Czy to przypadek? Nie sądzę. Czytelnik jest świadkiem, jak dwoje nieufnych dorosłych wychodzi ze swej skorupy i na nowo otwiera się na drugiego człowieka. Historię ich znajomości Małgorzata Brodzik zaprawiła nutką erotyzmu, ale nie przekroczyła granicy dobrego smaku.
Główny problem utworu poznajemy z perspektywy wszystkich bohaterów. Pozwala to na wielopłaszczyznowe poznanie bohaterów i ich punktów widzenia. Autorka wykreowała prawdziwych bohaterów, takich z krwi i kości, z wadami i zaletami jak każdy z nas. Stworzyła ich ciekawe portrety psychologiczne. A wszystko to napisała językiem pełnym emocji, które udzielają się czytelnikowi podczas lektury.
"Uwierz w siebie, bo jeśli ty nie będziesz w siebie wierzył, to nikt inny tego nie uczyni".
Życie nas często boleśnie doświadcza, ale to wszystko jest po coś. Nie należy się poddawać, warto dać sobie następną szansę. Pamiętajmy, że w tworzeniu i naprawianiu relacji ogromną rolę odgrywa szczera rozmowa.
Chcesz wiedzieć, jaką lekcję daje bohaterom przeznaczenie, sięgnij po najnowszą powieść Małgorzaty Brodzik.
- recenzja Mamy Dropsa Książkowego
Małgorzata Brodzik zdobyła moje czytelnicze serce swoją pierwszą książką „Walcząc z przeszłością”. To trudna powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, którą Autorka zaapelowała do sumień czytelników, abyśmy nie byli obojętni na los krzywdzonych dzieci. Czekałam więc na kolejną, która ukazała się na rynku wydawniczym pod koniec listopada.
Zapraszam na garść moich...
#MamaDropsaCzyta
24 listopada ukazała się pod szyldem Kobiecej Strony Literatury pierwsza antologia „Pocałunki pod jemiołą” a wydana przez Wydawnictwa Videograf. Dziewięć polskich Autorek: Ewelina Nawara Małgorzata Falkowska, Maria Zdybska, Magdalena Jarząbek, Agnieszka Nikczyńska-Wojciechowska, Katarzyna Grabowska, Agnieszka Zawadka, Marta Matulewicz, Agnieszka Zakrzewska napisało dziewięć historii.
Znajdują się wśród nich różnorodne opowiadania: romantyczne, z lekką nutą erotyzmu, obyczajowe, fantastyczne. Każdy Czytelnik znajdzie tu coś dla siebie. Dzięki lekturze tej przepięknie wydanej książki zimowe i świąteczne nastroje będą pełne magii i miłości, bo właśnie magia świąt łączy te różnorodne historie. I jeszcze jedno - jemioła oraz wiara, że pocałunki pod jemiołą mogą zdziałać cuda. Na pierwszy rzut oka książka zachwyca piękną oprawą: różowa okładka z grafiką świąteczną, na skrzydełkach Autorki zamieściły rekomendacje opowiadań, są zamieszczone ich fotografie, zapowiedzi wydawnicze a każde opowiadanie jest również opatrzone notką biograficzną i… pewną niespodzianką 😉
Opowiadania te z pewnością wprowadzą czytelników w zimowo-świąteczny nastrój. Mimo że z niektórych wyziera smutek, to jednak świąteczny klimat go łagodzi. Jak już wspomniałam, są one różnorodne, ale łączy je motyw jemioły, pocałunków pod jemiołą. Nie zawsze święta ociekają jak pierniczki lukrem. Nie zawsze przecież cała rodzina może się zgromadzić przy wspólnym wigilijnym stole, który mami nasze zmysły dwunastoma potrawami a które najbardziej smakują właśnie w ten magiczny wieczór. Powinniśmy jednak pamiętać, aby nie zatracić w sobie ducha świąt Bożego Narodzenia i mieć świadomość, że najważniejsza, magiczna jest bliskość rodziny oraz najcenniejszy podarunek - czas, który możemy poświęcić sobie i kochanym ludziom. Przestać gonić, zwolnić, celebrować, cieszyć się każdą wspólną chwilą.
Zachęcam gorąco do sięgnięcia po różową, pięknie wydaną antologię. Nawet najlepsze zdjęcie nie odda jej prawdziwego uroku. A dziewięć cudownych historii pomoże nam niewątpliwie w przygotowaniach do świąt, w podróży w głąb siebie, by przypomnieć sobie tradycje świąteczne z dzieciństwa, ulubione potrawy, nastrój świąteczny, choinkę, może udekorujesz ją w tym roku schowanymi gdzieś w pudełku ozdobami z domu rodzinnego. Pamiętaj też o zakupie gałązki jemioły i żeby miała dużo białych kuleczek. Jednak najważniejsza jest obecność kogoś a nie ważne to , co jest na stole. Nie dajmy się zwariować.
Zwróćmy swą twarz ku rodzinie. Świąteczny żar niech w nas płonie. Niech trwa i nigdy nie zginie!
Wydawnictwom Videograf dziękuję z całego serca za śliczną antologię do recenzji.
Małgorzata Falkowska, „Budka miłości”
Pomoc chorej studentce, jemiołowa całuśna budka, wyścig z czasem…
Katarzyna Grabowska, „Świąteczne obietnice”
Magia siły miłości – ponad wszystko. Mimo wszystko. Świąteczne śniadanie, które zmienia wszystko…
Magdalena Jarząbek, Wigilijna e-randka
Perspektywę samotnej wigilii zmienia pewna aplikacja i balkonowy włamywacz…
Marta Matulewicz, Świąteczna podróż
Jemioła w Orient Expresie? Proszę wsiadać!
Ewelina Nawara, Grzeszny Mikołaj
Czy przyjaciel brata z dzieciństwa to najlepszy kandydat na chłopaka? A co z obietnicą, że Iris nigdy nikogo nie pocałuje pod jemiołą…?
Agnieszka Zakrzewska, W tym roku świąt nie będzie!
Wigilia bez choinki? To może się udać tylko pod jednym warunkiem…
Agnieszka Nikczyńska-Wojciechowska, Święta na Maderze
Czy wymarzone święta zagranicą okażą się tymi idealnymi?
Agnieszka Zawadka, Urok
Co czarownice mogą powiedzieć o… pocałunkach pod jemiołą?
Maria Zdybska, Prawda o twoich oczach.
Święta w szkockim zamku? Pułapki z jemioły w najmniej oczekiwanych miejscach. To tylko brzmi romantycznie…
#MamaDropsaCzyta
24 listopada ukazała się pod szyldem Kobiecej Strony Literatury pierwsza antologia „Pocałunki pod jemiołą” a wydana przez Wydawnictwa Videograf. Dziewięć polskich Autorek: Ewelina Nawara Małgorzata Falkowska, Maria Zdybska, Magdalena Jarząbek, Agnieszka Nikczyńska-Wojciechowska, Katarzyna Grabowska, Agnieszka Zawadka, Marta Matulewicz, Agnieszka Zakrzewska...
Jakiś czas temu przeczytałam powieść Magdaleny Kordel „Zanim wyznasz mi miłość”. Swoją premierę ma dopiero 30 czerwca, ale już dziś musicie wiedzieć, że tę książkę trzeba przeczytać. Trzeba wejść do domu, który buduje swoją historię. Trzeba poznać dwie kobiety, które przeżyły piekło wojny. Trzeba poznać młodą dziewczynę o bardzo wrażliwym sercu. Trzeba poznać przystojnego mężczyznę, który nosi w sercu tajemnicę.
Wszystko zaczyna się od ocalenia szczeniąt. Mam taką refleksję, że książka „Zanim wyznasz mi miłość” to historia ocalenia. Nie tylko życia psiaków, ale i ludzkiego. Wyrazu troski o drugiego człowieka. Ocalenia wspomnień, ocalenia więzi rodzinnych, ocalenia wartości, ocalenia człowieczeństwa. Magdalena Kordel pod płaszczykiem humoru i pozornie niespiesznej, lekkiej fabuły, opowiada o tym, co w życiu najważniejsze. O tym, co trzeba ocalać, by do człowieka przyszła miłość.
Ewelina, mimo braku rodziców, dorastała w domu pełnym miłości. Babcia Adela i jej towarzyszka Muszka dały dziewczynie miłość, poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości. Teraz Ewelina sama szuka miłości, choć nie chce się do tego głośno przyznać. Jednak zanim ją wyzna, zanim usłyszy wyznanie, przed nią długa droga…
Zanim wyznasz mi miłość, musimy się poznać.
Zanim wyznacz mi miłość, musimy uratować ludzkie i szczenięckie życie.
Zanim wyznasz mi miłość, stanę się elementem intrygi.
Zanim wyznasz mi miłość, przeprowadzisz własne śledztwo.
Zanim wyznasz mi miłość, uczynimy dom gwarnym.
Zanim wyznasz mi miłość, babcia Adela i Muszka znowu się uśmiechną.
Zanim wyznasz mi miłość, nadleci nietoperz.
Zanim wyznasz mi miłość, przyjaciółka oszuka mnie w imię miłości.
Zanim wyznasz mi miłość, inni zakochają się w tej historii.
Zanim Ewelina usłyszy wyznanie miłości od mężczyzny, czuje troskę i opiekę babci. Nie jest tajemnicą, że w powieściach rozczula mnie wątek relacji babcia-wnuczka, ze względu na prywatne doświadczenia. Adela to babcia jak z marzeń. Jej dom jest zawsze otwarty dla wnuczki, jej znajomych i przyjaciół. Daje schronienie życiowym rozbitkom. Dom, który Adela sama wybrała, by wspólnie z nią budował nową historię i przyszłość, bo przeszłość, osnuta mgłą tajemnicy ściśle wiąże się z okresem II wojny światowej. Czekam na rozwinięcie tego wątku w kolejnym tomie!
Akcja powieści, jak to u Kordelli bywa, rozgrywa się w małym, otoczonym górami miasteczku. Tam życie biegnie własnym, leniwym torem. Wszyscy się znają (czasem to niestety bohaterom bokiem wychodzi, o czym od razu donoszą uczynne sąsiadki), wszyscy szanują się wzajemnie. Ale wszyscy noszą też w sercach mniejsze lub większe tajemnice. Tajemnicę w sercu nosi Adela i tajemnica przyjdzie do Adeli. Tajemniczy jest Janek – jeden z wybawicieli szczeniaczków. On doskonale wie, dlaczego pojawił się w miasteczku. Mieszkańcy miasteczka zupełnie o tym nie wiedzą… Ale czy wszyscy?
Znaków zapytania jest wiele, bo Autorka nie rozwiązuje wszystkich wątków, o nie! Pewne zaczyna dopiero na ostatniej stronie, a to zobowiązuje. Zobowiązuje do niecierpliwego czekania i obcierania łzy wzruszenia. Bo pochylając się nad tak pięknymi historiami o różnych odcieniach miłości, nie sposób nie zapłakać. Ze wzruszenia, z żalu i tęsknoty. Jednocześnie z kart książki płynie wręcz całe morze nadziei i miłości. Magdalena Kordel wlewa je do serc czytelników, przypominając, że zawsze jest nadzieja, a miłość przychodzi w najbardziej odpowiednim momencie.
Tej książki się nie czyta. Ją się smakuje. Kawałek po kawałku. Delektowałam się pięknym językiem i historią. Nową historią. Początkiem nowej serii. Och, jak się cieszę, że wrócę do miasteczka! Jak się cieszę, że znowu z Adelą i Muszką usiądę przy stole pełnym miłości, żartu i dobrego słowa. Jak się cieszę, że popatrzę na dorastające szczeniaczki.
Obiecałam we wstępie do recenzji opublikowanym w mediach społecznościowych, słowa dotrzymuję. Magdaleno Kordel, kocham Panią, Szanowna Kordello! Za ten spokój, którym mnie obdarzasz. Za nadzieję, o istnieniu której przypominasz. Za miłość, którą się dzielisz. Za bohaterów, z którymi się nie nudzę. Za pióro, które odzwierciedla Twój szacunek do języka. Za poczucie humoru, które wyróżnia Twoich bohaterów. Za wątek babci, który jest ta bliski mojemu sercu. Za to, że swoimi książkami wyznajesz światu miłość.
Recenzja znalazła się także na moim blogu: https://dropsksiazkowy.pl/2021/06/20/zanim-wyznasz-mi-milosc-magdalena-kordel-recenzja-przedpremierowa/
Jakiś czas temu przeczytałam powieść Magdaleny Kordel „Zanim wyznasz mi miłość”. Swoją premierę ma dopiero 30 czerwca, ale już dziś musicie wiedzieć, że tę książkę trzeba przeczytać. Trzeba wejść do domu, który buduje swoją historię. Trzeba poznać dwie kobiety, które przeżyły piekło wojny. Trzeba poznać młodą dziewczynę o bardzo wrażliwym sercu. Trzeba poznać przystojnego...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Ta książka do mnie przyszła sama. Nie spodziewałam się jej. Nie planowałam lektury. Przyszła. Cichutko zapukała do serca, obiecując, że czas z nią spędzony, będzie niezapomniany. Poprosiła duszę, by otworzyła się na to, co ma do opowiedzenia. Cóż mogłam zrobić? Od razu po otrzymaniu paczki zaczęłam czytać, skończyłam kolejnego dnia. Siła rzeczy – nowa książka Romy Ligockiej – to opowieść o sile i radości, które płyną z codzienności. O woli przetrwania w przededniu wojny i podczas pierwszych tygodni pandemii. Sile, którą paradoksalnie można otrzymać od tylko pozornie zwykłych rzeczy.
Ponad rok temu, w Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich, Roma Ligocka gościła swoich czytelników online, we Francji. Już wtedy zdradziła plany dotyczące „Siły rzeczy”:
„Chciałabym napisać chociaż jeszcze jedną książkę, w której zawarte byłoby zarówno doświadczenie wojny i mojej babci, tego pogodnego i spokojnego Krakowa i w ogóle świata, na który spadła katastrofa wojny. Połączyć to w jakiś sposób z moim doświadczeniem dzisiejszym, połączyć z tym, jak spadło na nas to straszne doświadczenie, bądźmy szczerzy – ono jest straszne. I jeżeli jakoś z niego wyjdziemy, to na pewno silniejsi, ale na razie musimy z niego wyjść. Połączyć te dwie rzeczy, te dwa kataklizmy w jednym życiu. Bo pierwsze doświadczenie, które opisuję, działo się w momencie, w którym się urodziłam, natomiast to, o którym piszę teraz, jest w momencie, w którym już trochę na tym świecie jestem i chciałabym jeszcze trochę na nim pobyć…” .
Udało się. Książka powstała i jest już w rękach czytelników. Czerwona, w twardej oprawie, pachnąca. Słowo pisane przeplatają zdjęcia – świadectwa końcówki lat pokoju – z archiwum prywatnego Autorki oraz fundacji i zbiorów państwowych. Podpisane, opisane, także mówią do czytelnika. Są utrwaleniem tego, co bezpowrotnie minęło. A słowo pisane? Dotyczy lat 1938-39 oraz wiosny 2020 r. Roma Ligocka wraca do historii swoich przodków – dziadków, matki, ciotek i wuja.
Akcja książki rozgrywa się dwutorowo. Mamy dwie narratorki – Romę Ligocką i jej babkę, Annę.
Rok 1938. Anna Abrahamer zajmuje się domem, ogrodem, wyczekuje narodzin swojej wnuczki Romy. Latem wyrusza w pierwszą w życiu podróż na Lazurowe Wybrzeże. Jeszcze cieszy się codziennością, urokami świata, jeszcze wierzy w przyszłość swoją i swoich bliskich. Jednocześnie czuje już narastającą wokół niepewność, zbliżającą się katastrofę…
Rok 2020. Roma Ligocka, wnuczka Anny, wyrusza w podróż do Nicei. Zamierza wrócić do opowieści o swojej rodzinie, dopisać do niej ostatnie karty. Chce pójść śladami babci, napisać za nią pamiętnik, przywrócić czas, który przeminął, piękny, tajemniczy, przedwojenny… Tam właśnie, w Nicei, zaskakuje ją pandemia i nagle jej los i losy Anny Abrahamer w zdumiewający i nieoczekiwany sposób splatają się ze sobą.
I Anna, i Roma mierzą się z realnym zagrożeniem. Dla babci zagrożenie miało symbol SS, głos Hitlera i huk wystrzałów. Dla Romy zagrożenie to wirus, który, zdaniem epidemiologów, pochłonie miliony ludzkich istnień. Dziewczynka, która po likwidacji getta ukrywała się wraz z matką przed Niemcami, to kobieta ukrywa się przed wirusem. Nie wychodzi z bezpiecznej kryjówki, choć widmo kwarantanny wydaje się nie do zniesienia. Opuszczanie nicejskiego mieszkania pod pretekstem sprawunków to jedyna nić, którą łączy ją ze znanym jej dotąd światem.
"Jakże szybko ja, wychowana w getcie, dorastająca w komunizmie, uczę się nowej legalności: chodzenie z bagietką czy bochenkiem chleba jest legalne, bez bagietki już nie".
Losy Anny i Romy stają się podobne. Łączy je tęsknota za zwyczajną codziennością, tęsknota za spokojnym światem. Łączy je chęć ocalenia wspomnień. Łączy je siła rzeczy, która staje się motorem w wykonywaniu zwyczajnych czynności.
"Dziś widzę, jak rzeczy z pozoru nieważne odrywają nad od smutnych myśli, dodają nam spokoju, dodają sił".
Pamięć, więzi pokoleń – czytelnicy stają się świadkami, wręcz towarzyszami Autorki w spacerze śladami rodziny. Kroczymy Lazurowym Wybrzeżem, celebrując codzienność i wspominając czasy, które zostały brutalnie przerwane prze Zagładę. Przemierzamy Kraków – upalny, letni, zapraszający do wspólnej zabawy i relaksu na Plantach. Ale wspominamy też wydarzenia sprzed roku – marzec 2020, w którym wszyscy stanęliśmy oko w oko z zagrożeniem zdrowia i życia.
Poznaj, jak wielka może być siła rzeczy. Chwyć za rękę Annę, chwyć za rękę Romę. Rusz z nimi w wyjątkową podróż. Krocz wspomnieniami, podążaj śladami rodziny. Ocalaj od zapomnienia codzienność, celebruj to, co wydaje się stałe, bo jak wszyscy wiemy po doświadczeniu pandemii, normalność w sekundzie potrafi zamienić się w niedostępność.
Ta książka do mnie przyszła sama. Nie spodziewałam się jej. Nie planowałam lektury. Przyszła. Cichutko zapukała do serca, obiecując, że czas z nią spędzony, będzie niezapomniany. Poprosiła duszę, by otworzyła się na to, co ma do opowiedzenia. Cóż mogłam zrobić? Od razu po otrzymaniu paczki zaczęłam czytać, skończyłam kolejnego dnia. Siła rzeczy – nowa książka Romy Ligockiej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2021-06-26
Barbara Wysoczańska, Narzeczona nazisty, Wydawnictwo Filia 2021.
Premiera: 30 czerwca
Historia wielkiej wojny z wielką miłością w tle. Historia wielkiej miłości z wielką wojną w tle. Historia wojny o miłość.
Perełka. Zjawiskowa. Porażająca. Historia, która powinna zostać sfilmowana. Debiut roku. Wytrawne pióro dojrzewającego pisarza. Mogłabym tak w nieskończoność, a i tak żadne słowa nie oddadzą mojego zachwytu. „Narzeczona nazisty” to książka, która stała się moim numerem 1 w kategorii powieści fabularno-historycznych.
Kilka lat temu II wojna światowa weszła na „salony literatury popularnej”. Okrągłe rocznice, społeczne inicjatywy pogłębiały zainteresowanie historią Polski – stąd też popularność gatunku, który określam mianem powieści fabularno-historycznych. Przyznam, że z chęcią sięgałam po tego typu książki – w końcu także naukowe (z punktu widzenia języka) badania nad „Czasem honoru” zobowiązują. W pewnym momencie, szczerze pisząc, poczułam przesyt. Wydaje się, że wątki skupione wokół wielkiej wojny z perspektywy Polaków zostały już przedstawione na wszelkie możliwe sposoby – i na ekranie, i na stronicach książek. Jednak nie. Swoim debiutem Barbara Wysoczańska udowadnia, że II wojna światowa ma tyle odcieni szarości, ile ludzi było w środku jej piekła. Bo nic nie jest tylko czarne lub białe. Bo nikt nie jest tylko dobry lub tylko zły. I ludzie, i świat są malowani różnymi odcieniami szarości. Szarości, która w czasie wojennej zawieruchy, splamiona jest krwią i mokra od łez.
Ta miłość nie miała prawa być odwzajemniona. Ta miłość nie miała prawa zostać pobłogosławiona. Ta miłość przedzielona jest przecież granicą. Tę miłość dzieli pochodzenie, wiara. Miłosne westchnienia ogłusza krzyk Hitlera, lament jego ofiar. Serce wypełnione miłością plami krew. Zarumienione od miłosnych uniesień policzki moczą łzy. A jednak ta miłość się zdarzyła. Niczym gwałtowny wicher wtargnęła do serc Hani i Johanna. Nie dało się zamknąć drzwi, nie udało się uciec pożądaniem i głębokimi uczuciami. Zresztą… Czy oni chcieli uciekać? Czy to świat oczekiwał, że uciekną…?
Czy był żołnierzem? Nie! Był zbolałym wrakiem dawnego młodziana, który naiwnie myślał, że świat stoi przed nim otworem. […] Kim był teraz? Potworem? Przecież nigdy w tę wojnę nie wierzył.
Jak już wspomniałam, w powieści „Narzeczona nazisty” nikt i nic nie jest czarno-białe. Nie każdy Niemiec jest zbrodniarzem. Nie każdy Niemiec ślepo wierzył w wizje Hitlera. Nie każdy Polak walczył w podziemiu. Nie każdy dzielnie znosił tortury, by nie wydać kolegów. Barbara Wysoczańska rysuje różne portrety – bo przecież różni są ludzie. Wnika w ludzkie umysły i dusze. Nie ocenia, nie potępia, nie chwali. Po prostu pisze. Niesie czytelnika przez historię, której nie da się smakować. Tę powieść się pożera. Apetyt rośnie z każdą stroną.
Z rozważnego czytelnika, z takiego, który chce sobie dawkować radość z literackiego spotkania, przemieniłam się w zachłanną bestię, dla której nie istniał limit czasu, dla której traciło znaczenie to, co wokół. Ta książka ogromnie mnie poruszyła i wzruszyła. Przeniosła w inny wymiar. Rozdarła serce na kawałeczki, by je posklejać i od nowa - rozdzierać, kleić, rozdzierać... Nie znała umiaru. Do końca, do samiutkiego końca targała moją duszą, by pozostawić ją w poczuciu spełnienia, zachwytu i wrażenia, że stała się częścią czegoś absolutnie wyjątkowego.
Wciąż nie mogę uwierzyć, że „Narzeczona nazisty” to debiut. Nie wierzę, że to pierwsza książka autorki, która ujrzała światło dzienne. Pierwsza książka, która otulona klimatyczną i wymowną okładką, zachwyca dojrzałością języka. Szacunkiem i starannym doborem słów. Tam nie ma przesady. I dialogi, i narracja prowadzone są w sposób niemal doskonały. Obrazy – i te przepełnione miłością, i te przepełnione wojennym okrucieństwem przesuwają się jak film, zostawiając trwały ślad pod powiekami czytelnika.
Miasto żyło, odradzało się jak feniks z popiołów. […] Warszawiacy cieszyli się, kiedy choć jeden dom został odbudowany, kiedy choć jedna ulica przestawała straszyć ruinami po dawnych bombardowaniach, po upadku powstania. Mieszkańcy stolicy uparcie chcieli żyć i budować swoje miasto na nowo.
Opisy są szczególnie ważne we fragmentach poświęconym miastom. Monachium i Warszawa jak dwa przeciwległe bieguny. Miasto wojny i miasto pokoju, które zostanie zburzone. Miasto skupione na wielkich balach i miasto przygotowujące się do obrony. Stolica nazizmu i stolica, która powoli podnosi się ze zgliszcz. Miasto pozornych zwycięzców i miasto poległych. Miasto dumne ze zwycięstwa i miasto rozpaczające wśród swojej samotności i bezbronności.
Napisać, że polecam, to za mało, ale cóż więcej mogę? „Narzeczona nazisty” to coś absolutnie zachwycającego. Książka, której nie da się odłożyć. Książka, która zostaje w sercu na zawsze. Wiecie, mam taką refleksję, że właśnie dla takich powieści warto pasjonować się literaturą. Debiut Barbary Wysoczańskiej to gwarancja doskonałej uczty, po której czytelnicze kubki smakowe na zawsze zostaną wybredne.
Pani Barbaro, dziękuję za zaproszenie do stołu zastawionego literami i emocjami. Nie muszę życzyć powodzenia, bo powodzenie sobie sama Pani zapewniła. Trzymam kciuki za ekranizację tej historii. Bo ona musi trafić do szerszego grona. Po prostu musi.
Recenzja została opublikowana także na moim blogu: https://dropsksiazkowy.pl/2021/06/26/narzeczona-nazisty-barbara-wysoczanska-recenzja-przedpremierowa/
Barbara Wysoczańska, Narzeczona nazisty, Wydawnictwo Filia 2021.
Premiera: 30 czerwca
Historia wielkiej wojny z wielką miłością w tle. Historia wielkiej miłości z wielką wojną w tle. Historia wojny o miłość.
Perełka. Zjawiskowa. Porażająca. Historia, która powinna zostać sfilmowana. Debiut roku. Wytrawne pióro dojrzewającego pisarza. Mogłabym tak w nieskończoność, a i tak...
Są książki, które się po prostu czyta, ale to nie ten przypadek... Są książki, które się pochłania, a jednocześnie smakuje – zachwycając się każdym słowem, postacią, zwrotem akcji. Są powieści, które czyta się z zapartym tchem, jednocześnie nie chcąc przekręcić ostatniej stronie. To TAKA książka. Właściwie mogłabym skończyć recenzję na jednym zdaniu: „jest przepiękna”. Mam nadzieję, że umiejętnie rozwinę tę myśl i zachęcę Was do sięgnięcia po „Czas tajemnic” – tom rewelacyjnie zapowiadającej się sagi o Karli Linde.
Marzena Rogalska nie tylko pyta w porze śniadaniowej
Dla wielu z Was Marzena Rogalska to dziennikarka. Fantastyczna prowadząca poranny program, gospodyni audycji radiowych. Dla mnie to także utalentowana pisarka. Z zainteresowaniem przeczytałam jej debiutancką trylogię o Agacie, którą z czystym sumieniem polecam. Cieszę się ogromnie, że Wydawnictwo Znak powtórnie mi zaufało i powierzyło do przedpremierowej lektury nowy rozdział w literackim dorobku Marzeny. Początek nowej sagi. Inną niż dotychczas powieść. Równie piękną, a może jeszcze piękniejszą niż jej starsze siostry.
„Czas tajemnic” – I tom sagi o Karli Linde
Akcja powieści „Czas tajemnic” rozgrywa się w latach 30. ubiegłego wieku w Krakowie a także Zakopanem, Juracie, Byszewie, Lwowie, Lublinie… O literackich podróżach, jakie odbędziemy za sprawą pióra Marzeny Rogalskiej za chwilę. Teraz poznajcie główną bohaterkę.
Kim jest Karla Linde? Karla, a właściwie Karolina, to nastoletnia córka lekarza. Wychowywana wśród dorosłych, którzy dbali o jej wykształcenie, obycie i nienaganne maniery, mimo „trudnego wieku”, nie sprawia kłopotów. Ambitna, kulturalna. Chciałoby się napisać – ułożona młoda dama z dobrego krakowskiego domu. W dniu 16. urodzin otwierają się przed nią nowe możliwości – zyskuje przyjaciółkę, z którą spędza najpiękniejsze wakacje życia, podejmuje decyzję o wcześniejszym przystąpieniu do matury i… No właśnie, dziewczyna nie jest świadoma, że jej w życiu rozpoczął się tytułowy czas tajemnic, a właściwie ich odkrywania. Krok po kroku, sekret po sekrecie… Kolejne (podsłuchane) poważne rozmowy, wizyty, wyjazdy, rodzinne dramaty, poznane osobistości i przyjaciele domu – Karla innym okiem zaczyna patrzeć na matkę i ojca; ich związek; relacje między krewnymi i… samą siebie.
Córeczka tatusia w dobrym tego słowa znaczeniu
Co jest głównym wątkiem w powieści „Czas tajemnic”? Dorastanie Karli i odkrywanie wspomnianych sekretów ściśle wiążą się z postacią jej ojca. Emil to… no właśnie – dość tajemniczy bohater. Lekarz. Mąż Barbary. Ulubiony zięć Aleksandry – pani na Byszewie. W oczach Karli ideał. Ojciec, o którym marzy wiele dziewcząt – także współcześnie. Kochający, wspierający, opiekuńczy, dający poczucie bezpieczeństwa, a jednocześnie nie trzymający pod kloszem. Potrafi powiedzieć „kocham”, potrafi skarcić i naprowadzić na właściwą ścieżkę. Emil ostrożnie wprowadza jedyną córkę w świat dorosłych:
„Świat dorosłych jest bardziej bolesny i skomplikowany, niż ci się wydaje. I licz się z tym, że jeszcze nieraz cię zaskoczy”.
Wydaje się, że między nimi nie ma niedomówień. Faktycznie, Emil zdaje się wiedzieć wszystko o Karli. Ale czy to działa w dwie strony? Jakie sekrety trzyma w swoim lekarskim kufrze ojciec idealny? Ojciec szanowany, obyty, wyczekiwany z honorami, gdziekolwiek się pojawi? Czy to możliwe, że ma wady?
Jedno jest pewne – w roi przewodnika po skomplikowanym świecie dorosłych zastępuje, mam wrażenie, Karli matkę. Barbara jest niemal niewidoczna w procesie wychowania i kształtowania dziewczyny. Nie ma jej przy boku córki, gdy z dziewczęcia staje się kobietą. Barbara, zajęta sobą i romansami, zdaje się nie doceniać jedynaczki i relacji, jaką mogłoby stworzyć. Stosunki matki i córki to z pewnością ciemna, a jednocześnie niezwykle prawdziwa część tej historii. Najważniejszą kobietą w życiu Karli jest babcia. Aleksandra, matka Barbary, to dla niej uosobienie klasy, dobrych manier i umiejętnego zarządzania rodzinnym majątkiem. Nauczycielka życia – szczególnie w czasie ciężkiej choroby. Jej odchodzenie to dla Karli prawdziwy egzamin dojrzewania.
Podróż w czasie, podróż po Polsce
Jak już wspomniałam, akcja powieści rozgrywa się na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej. Losy rodziny Linde są osadzone w ówczesnych realiach. Śmierć marszałka Piłsudskiego, obecność Witkiewicza w Zakopanem, rozrywkowe szlaki Kornela Makuszyńskiego, znajomości zawarte na frontach I wojny… Marzena Rogalska nie oddaje w ręce czytelników płytkiego czytadła. Wręcz przeciwnie, dzięki wiedzy i dokładnemu researchowi maluje słowem portret mieszczan oraz właścicieli majątków tamtych lat. Wprowadza nas do krakowskiego mieszkania ze służbą oraz do byszewskiego, szlacheckiego dworu, w którym niczym królowa Elżbieta panuje babka Aleksandra. I w mieście, i na wsi panują zasady, zwyczaje i relacje, które stopniowo poznaje się podczas lektury.
Pełna tajemnic saga Marzeny Rogalskiej
Ach, jakże się cieszę, że to dopiero początek! Że przede mną jeszcze dwa tomy, kolejne spotkania z Karlą, Kathy, Emilem… Książkę przeczytałam w kilka wieczorów, chłonąc każdy rozdział, każdy fragment. Marzena Rogalska pisze lekko, ale nie płytko. Posługuje się, a właściwie robią to jej bohaterowie, nienaganną, „dostosowaną” do tamtych czasów polszczyzną. W powieści nie ma zbędnych opisów, zapychających stronę dialogów. Wszystko jest po coś. Każdy jest po coś. Postaci odgrywają swoje role, a kolejne słowa malują historię, która zostaje w sercu czytelnika na długo. Uczucie, emocje, atmosfera lat 30… To wszystko czuć i widać.
„Czas tajemnic” to przepiękna powieść o życiu. O jego blaskach i cieniach. O ludzkich sukcesach i porażkach na wielu płaszczyznach. Uczucia, emocje, rodzinne powiązania - odkryjcie je, kierowani piórem Marzeny Rogalskiej. Razem z Karlą wjedźcie do świata dorosłych, który zachwyca i rozczarowuje. Zachłyśnijcie się artystyczną bohemą, atmosferą mieszczan i odpocznijcie w szlacheckim dworze.
Są książki, które się po prostu czyta, ale to nie ten przypadek... Są książki, które się pochłania, a jednocześnie smakuje – zachwycając się każdym słowem, postacią, zwrotem akcji. Są powieści, które czyta się z zapartym tchem, jednocześnie nie chcąc przekręcić ostatniej stronie. To TAKA książka. Właściwie mogłabym skończyć recenzję na jednym zdaniu: „jest przepiękna”. Mam...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Kristy Cambron, Wróbel w getcie, Wydawnictwo Znak 2021.
Recenzja przedpremierowa
Mniej więcej rok temu, także dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak, miałam okazję czytać powieść „Motyl i skrzypce”, tej samej Autorki. Do dziś pamiętam rozterki, jakie odczuwałam, pisząc recenzję. Z jednej strony chciałam Was zachęcić do lektury tej książki, z drugiej zaś… No właśnie. Nie byłam pewna, czy temat Auschwitz był potraktowany przez Kristy Cambron z należytym szacunkiem. Mimo to z radością przyjęłam propozycję przeczytania i napisania kilku słów o „Wróblu w getcie”. Tym razem nie mam wątpliwości, co napisać – książka, w moim odczuciu oczywiście, jest po prostu lepsza od poprzedniczki.
Zacznijmy od odpowiedzi na pytanie, które coraz częściej pojawia się w sieci: tak, chcąc przeczytać „Wróbla w getcie”, warto sięgnąć wcześniej po „Motyla i skrzypce”. Pozwoli to na lepsze zrozumienie wątków współczesnych. Dlaczego piszę współczesnych? Ponieważ i tym razem Kristy Cambron zabiera czytelnika w rozgrywające się na dwóch przestrzeniach czasowych literackie podróże – zarówno do Kalifornii, londyńskich uliczek i Paryża XXI wieku; jak i do Londynu i Pragi podczas II wojny światowej.
"Gdy Kaja Makovsky dowiaduje się, że niemiecki terror dociera do Pragi, opuszcza Wielką Brytanię, żeby ratować swoją żydowską rodzinę. Kiedy jest już u celu, ucieczka okazuje się niemożliwa, a piekło wojny staje się jej bolesną codziennością. Kobieta trafia do getta w Terezinie, gdzie poznaje dziewczynkę, która niespodziewanie odmieni jej życie.
Kilkadziesiąt lat później Sera James i William Hanoverowie, bohaterowie „Motyla i skrzypiec”, w trakcie bajkowego ślubu zostają brutalnie rozdzieleni – mężczyzna zostaje oskarżony o przestępstwo, którego nie popełnił, a teraz grozi mu dziesięć lat więzienia. Sera postanawia zrobić wszystko, aby uratować swojego męża i ich wspólną przyszłość.
Losy dwóch kobiet, które dzielą dziesiątki lat, zostaną niespodziewanie połączone historią tajemniczej dziewczynki ocalonej z Holokaustu" (opis wydawcy).
„Wróbel w getcie” to nie jest powieść wojenna, nie tylko ze względu na towarzyszący wątek współczesny. Choć Autorka, jak sama pisze, inspirowała się prawdziwymi wydarzeniami, książki nie można traktować jako źródła wiedzy historycznej. To przede wszystkim romans, którego akcja, częściowo, rozgrywa się na tle tragicznych wydarzeń i w miejscach, które do dziś pamiętają ludzką krew, łzy i śmierć. Motywy wojenne na kartach tej książki to przede wszystkim ukłon w stronę małych artystów, którzy trafili do przejściowego obozu koncentracyjnego w Terezinie. Fikcyjne losy Kai, którą poznajmy na praskim dworcu, by potem towarzyszyć jej w stawianiu pierwszych dziennikarskich kroków w londyńskiej prasie, to pretekst do przedstawienia zaledwie wycinku dziecięcych losów podczas Holokaustu. Obrazki, rysunki, wierszyki – „Wróbelki”, kilku- i kilkunastoletni więźniowie, na różne sposoby zostawiały po sobie ślad w niemieckich obozach zagłady.
Jeśli czasem czytujecie moje recenzje, to wiecie, że uwielbiam narracje dwutorowe – mieszanie przeszłości i teraźniejszości, stopniowe zazębianie się miejsc, bohaterów, wydarzeń… Co, oprócz wspomnianej dziewczynki uratowanej przed zagładą, łączy bohaterki? Ucieczka, chęć ocalenia bliskich i pragnienie miłości. Zarówno Kaja, jak i Sera podejmują decyzje kierowane miłością. Decydują się na dalekie podróże po to, by ocalić tych których kochają. Kaja chroni rodziców, Sera walczy o swojego męża. Nieświadomie, po kilkudziesięciu latach, ich drogi krzyżują się na ulicach Londynu i Paryża za sprawą rodzinnych tajemnic. Właśnie ze względu na to warto poznać „Motyla…”.
„Wróbel w getcie” to książka, którą czyta się szybko i z ogromnym zaciekawieniem. Podobnie jak „Motyl i skrzypce” to propozycja dla tych, którzy boją się brutalnych opisów wojny i Holokaustu. Autorka skupia się w powieści przede wszystkim na losach Kai i jej kilkuletniej podopiecznej. Ukazuje także różne twarze niemieckich oficerów – przecież nie każdy z nich niósł strach i śmierć… Nawet tam, za drutami i murami obozu, nie wszystko było czarno-białe.
Mam wrażenie, że Kristy Cambron na kartach „Wróbla…” zostawiła jeszcze więcej serca niż na stronicach poprzedniej powieści. Tym razem nie czułam, by których z wątków – zarówno ten dotyczący Sery i jej męża, jak i wojenny, był potraktowany po macoszemu. Tym razem nie mam pretensji o to, że zestawiła ze sobą wydarzenia z XX i XXI wieku. Wreszcie, nie czuję, by wątek Holokaustu został tutaj pozbawiony swoistego sacrum.
Pamiętajcie jednak, że „Wróbel w getcie” to nie tylko wydarzenia rozgrywające się na tle koszmaru II wojny światowej. To także towarzyszące bohaterom z Kalifornii miłosne rozterki i problemy, także z prawem. To poznawanie rodziny, tajemnic i zapomnianych ścieżek. „Wróbel w getcie” to przede wszystkim historia o miłości i nadziei, której nigdy nie może zabraknąć. Nawet w największym mroku.
www.dropsksiazkowy.pl
Kristy Cambron, Wróbel w getcie, Wydawnictwo Znak 2021.
Recenzja przedpremierowa
Mniej więcej rok temu, także dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak, miałam okazję czytać powieść „Motyl i skrzypce”, tej samej Autorki. Do dziś pamiętam rozterki, jakie odczuwałam, pisząc recenzję. Z jednej strony chciałam Was zachęcić do lektury tej książki, z drugiej zaś… No właśnie. Nie byłam...
2021-01-01
„Otwórz się na miłość” Natalii Sońskiej to pierwsza przeczytana przeze mnie książka w tym roku. Właściwie to doczytana – zaczęłam ją na początku tego tygodnia. Terminy nieistotne – liczy się treść, którą króciutko opiszę poniżej.
Bohaterką powieści jest Ania, chorobliwie nieśmiała i zamknięta w sobie 30-letnia programistka. Taki trochę Kopciuszek. Przypadkiem poznaje Aleksa, przystojniaka, któremu wpada w oku od pierwszego spotkania. Wydaje się, że to typowy romans? Tak, to świetny materiał na zimowo-świąteczną komedię romantyczną. Ona i on, Zakopane, śnieg, Wigilia…
Znacie te klimaty z niejednego filmu i niejednej książki zapewne. Ale Natalia nie ogranicza się jedynie do wątku damsko-męskiego. Moim zdaniem tytuł „Otwórz się na miłość” dotyczy dwóch odcieni miłości – tej między partnerami i tej między matką a córką.
Relacja Ani i jej mamy jest bardzo ważna dla akcji. Ich stosunki tylko pozornie są idealne. Dobry kontakt? Aż za dobry, chciałoby się napisać. Matka Ani ingeruje w życie córki. I to bardzo. Kontroluje każdy jej krok, każde wyjście, spotkanie… Wyprowadzka Ani z domu nie pomaga, wręcz przeciwnie. Codzienne wizyty, telefony… Wydaje się, że Ania nie może oddychać bez ingerencji rodzicielki. Trudne rozmowy nie oczyszczają sytuacji, a generują jeszcze większe napięcie i złość. Czy mama pozwoli 30-letniej córce dorosnąć i zajmie się własnym życiem, zanim będzie za późno – dla każdej z nich…?
Książkę czyta się bardzo szybko, wystarczą właściwie dwa spokojne wieczory. To typowa powieść o miłości dla romantycznych dusz i wiernych widzek „Listów do M.”, „Planety Singli”, itp. Zaskakuje? Nie. Czy to źle? Nie, przynajmniej dla mnie. Od historii romantycznych nie oczekuję wiele. Mają mi dać rozluźnienie, wzruszyć i zabrać do nieco oderwanego od rzeczywistości świata. „Otwórz się na miłość” to dobre otwarcie mojego roku czytelniczego.
Więcej na www.dropsksiazkowy.pl
„Otwórz się na miłość” Natalii Sońskiej to pierwsza przeczytana przeze mnie książka w tym roku. Właściwie to doczytana – zaczęłam ją na początku tego tygodnia. Terminy nieistotne – liczy się treść, którą króciutko opiszę poniżej.
Bohaterką powieści jest Ania, chorobliwie nieśmiała i zamknięta w sobie 30-letnia programistka. Taki trochę Kopciuszek. Przypadkiem poznaje...
Mówi się, że kocha się bez względu na miejsce, czas i okoliczności. Myślę, że to zdanie idealnie oddaje klimat powieści „Miłość warta wszystkiego”. Agnieszka Jeż wystawia uczucia swoich bohaterów na niejedną próbę i to w niełatwych czasach.
Uwielbiam książki, których akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Uwielbiam książki, które treścią nawiązują do II wojny światowej. Od lat zaczytuję się w powieściach o miłości. Można więc napisać, że historia Agnieszki Jeż jest jak najpiękniejsza kreacja szyta na miarę. Szyta dla mnie. W dodatku, co dla mnie jako polonistki jest szczególnie ważne, Autorka wszystkie powyższe cechy łączy pięknym językiem. Sposób prowadzenia narracji dialogi, opisy – wszystko kreślono z najwyższą starannością. Ta lektura była prawdziwą ucztą!
Lektura powieści „Miłość warta wszystkiego” chwyta za serce 💔 Wzrusza do łez i porusza do głębi serca. Wywołuje uśmiech i drżenie warg. Każdy kolejny rozdział był wyjątkową literacką ucztą. Poruszał strunami wrażliwego, romantycznego serca, któremu bliskie są czasy wojenne.
Razem z Autorką zapraszam Was do świata kobiet, w którym rządzą miłość i przyjaźń. Jestem pewna, że tak jak i ja nie będziecie potrafili oderwać się od tej książki. 😍
Taka proza jest warta wszystkiego. Jak miłość opisana w powieści. Pani Agnieszko, dziękuję za tę wyjątkową podróż – w czasy minione i w głąb własnego serca. 🙏
Cieszę się, że będę mogła jeszcze raz spotkać się z bohaterami. 16 września premierę ma bowiem kontynuacja tej książki, pt. „Spotkajmy się po wojnie”. 📚
Całą recenzję znajdą Państwo na stronie www.dropsksiazkowy.pl
Mówi się, że kocha się bez względu na miejsce, czas i okoliczności. Myślę, że to zdanie idealnie oddaje klimat powieści „Miłość warta wszystkiego”. Agnieszka Jeż wystawia uczucia swoich bohaterów na niejedną próbę i to w niełatwych czasach.
Uwielbiam książki, których akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Uwielbiam książki, które treścią nawiązują do II wojny...
Piękna okładka książki i opis wydawnictwa kuszą, aby po nią sięgnąć i się zatracić w lekturze. „Czas leczy rany” to świetnie napisana powieść obyczajowa z przesłaniem. Powszechnie wiadomo, że czas jest najlepszym lekarzem, bo leczy, zabliźnia i goi rany, jakie skrywamy w sercu. Czy zawsze się tak dzieje?
Możemy sie o tym przekonać, poznając historię rodziny z Podlasia. Helena jest żoną Roberta, matką Dawida i Kamili, współwłaścicielką niewielkiej cukierni. Stara się ogarnąć wszystko wzorowo, chociaż nie zawsze się jej to udaje, ale nadchodzące wakacje, urlop dodają jej siły. Nie wszytko bowiem toczy się tak, jakby chciała. Zawsze może liczyć na pomoc rodziców. Mama Iwona bije sie z myślami, czy to dla niej odpowiednia pora, aby przejść na emeryturę. Co wtedy zrobi z czasem? Czy tak łatwo pozwoli dogonić się starości? Mąż Leszek, niepoprawny łasuch, był już emerytem i jego czas płynął spokojnie. Jedynie brakowało mu cierpliwości do wnuków, a szczególnie do żywiołowego Dawida. Póki co przed nimi lato i czas mile spędzony z całą rodziną na działce…
Akcja początkowych rozdziałów powieści toczy się niespiesznie, poznajemy bohaterów, ich wzajemne relacje, troski, kłopoty i radości z perspektywy każdego bohatera. Łatwo jest nam wkroczyć do ich świata. Nagle sielankę rodziny przerywa pojawienie się pięknej Małgorzaty z tajemnicami z przeszłości, które krok po kroku wychodzą na światło dzienne. Czy warto było je ukrywać przed rodziną aż tyle lat i wieść spokojne życie z kłamstwem ukrytym na dnie serca ? Czy możliwy będzie dla tej rodziny powrót do normalnego życia, do stanu „przed Małgorzatą” – stanu ogólnej harmonii, wzajemnego zrozumienia i niepowtarzalnej atmosfery w rodzinnym domu.
Całą recenzję znajdą Państwo na stronie www.dropsksiazkowy.pl
Piękna okładka książki i opis wydawnictwa kuszą, aby po nią sięgnąć i się zatracić w lekturze. „Czas leczy rany” to świetnie napisana powieść obyczajowa z przesłaniem. Powszechnie wiadomo, że czas jest najlepszym lekarzem, bo leczy, zabliźnia i goi rany, jakie skrywamy w sercu. Czy zawsze się tak dzieje?
Możemy sie o tym przekonać, poznając historię rodziny z Podlasia....
Droga Romantyczna Duszo!
Na początku mojego listu, zgodnie z tym, czego uczono mnie jeszcze w szkole podstawowej, pragnę Cię serdecznie pozdrowić. Piszę do Ciebie, ponieważ za kilka dni – 29 stycznia – premierę będzie miała wyjątkowa książka. Powieść, którą jak przystało na Romantyczną Duszę, powinnaś przeczytać. Rudowłosa ze Starych Babic autorstwa Janusza Niżyńskiego. To o niej będzie mowa w moim liście. Usiądź wygodnie i przeczytaj te kilka słów polecenia.
Janusz Niżyński a początki polskiego Internetu
Pozwól, że pokrótce przybliżę Ci sylwetkę Autora. Janusz Niżyński z wykształcenia jest inżynierem. Literatura to jego pasja, której wierny jest od kilkudziesięciu lat. Pewnie nie wiesz, ale prowadzi jedną z najstarszych polskich stron internetowych – od początku lat 90. XX wieku publikuje pod adresem http://janusz.nizynski.pl/. W dorobku Niżyńskiego są m.in. takie formy jak: powieści, netowiska i bajki, w tym także dla dorosłych. Publikował też liczne felietony w prasie ogólnopolskiej i korporacyjnej.
Rudowłosa ze Starych Babic dziewczyną taką jak Ty!
Pora, byś teraz poznała Rudowłosą ze Starych Babic. Główną bohaterką, jak się pewnie domyślasz, jest rudowłosa dziewczyna. Dziewczyna taka jak Ty. Chmurka, a właściwie Olga Błoczek, marzy o wielkiej miłości. O księciu na białym koniu. O mężczyźnie, który pokocha ją mimo szramy na policzku, pozwoli się wyrwać z domu Kowalczuków i uwolni od toksycznej relacji. To właśnie tam znalazła schronienie po śmierci rodziców. Choć uniknęła pobytu w ukraińskim domu dziecka, nie odnalazła ciepła ani miłości. Wręcz przeciwnie – została Kopciuszkiem. Macochą i złą siostrą w jednym stała się dla niej Stella, córka bogatego przedstawiciela miejskiej elity. Olga może liczyć na wsparcie Dobrej Wróżki, którą w powieści jest Maria, gosposia. Kto okaże się Królewiczem z bajki? Tego, Romantyczna Duszo, nie mogę Ci zdradzić. Szepnę tylko, że w życiu Chmurki ważną rolę odegrają dwaj mężczyźni – biznesmen Sebastian oraz ogrodnik Wojtek. Dwaj… A może tak naprawdę jeden? Sama ocenisz po lekturze.
Współczesny Kopciuszek zaprasza na bal
Zastanawiasz się pewnie Duszo, jak to było z balem, z zagubionym pantofelkiem, z ucieczką o północy… Skoro mówimy o Kopciuszku, pewnie sądzisz, takie akcenty musiały się pojawić. Nie musiały, choć… Olga niczym baśniowa postać, do której i Autor, i ja – jako czytelnik, ją porównuję, z pomocą Marii (Dobrej Wróżki), przechodzi przemianę w… Magdalenę. Brzmi intrygująco, prawda?
Dlaczego warto przeczytać „Rudowłosą ze Starych Babic”?
Jestem pewna, Droga Romantyczko, że powieści, w których to miłość i tęsknota za nią grają pierwsze skrzypce, przeczytałaś już wiele. Dlaczego więc powinnaś sięgnąć akurat po Rudowłosą ze Starych Babic? Powodów jest wiele. Po pierwsze, miejsce akcji. Rozgrywa się ona nie w Warszawie czy innej metropolii, we wnętrzach wprost z katalogu popularnych sklepów meblowych. Stare Babice to mała gmina, którą Autor ukazuje w krzywym zwierciadle. Miejscowa elita biznesu i intelektu tylko pozornie zasługuje na ten tytuł, ale sama się o tym przekonasz. Po drugie, język. Tak między nami – na początku mi przeszkadzał. Nie potrafiłam się wgryźć w styl Janusza Niżyńskiego. Ale później… Polubiłam jego nie do końca współczesne powiedzonka czy zwroty, zamiłowanie do wielokropków, inwersje… Daj mu szansę, Romantyczko! Przecież prawda jest taka, że czytamy głównie książki kobiet. Sparks, od niedawna na polskim rynku Kieres i… No właśnie, mężczyźni to rzadki okaz w zbiorach literatury kobiecej. Bądź więc łaskawa i się nie zniechęcaj! Przecież – to po trzecie – lektura Rudowłosej… pozwoli Ci na poznanie męskiego punktu widzenia na sprawy damsko-męskie. Warto z tej szansy skorzystać.
Pierwszy patronat medialny Dropsa Książkowego
Rudowłosa ze Starych Babic to mój pierwszy patronat medialny w 2020 roku. Cieszę się, że logo Dropsa Książkowego spogląda na Ciebie i inne Czytelniczki z okładki. Nie wstydzę się tego, wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że po książkę sięgną dziewczęta i kobiety w różnym wieku. To nie jest powieść dla wszystkich, myślę, że podbije serca przede wszystkim romantyczek właśnie.
Romantyczno Duszo, mam nadzieję, że Rudowłosa ze Starych Babic trafiła na listę powieści, które musisz przeczytać w tym roku. Liczę, że nie będziesz żałować.
Pozdrawiam Cię serdecznie
Drops Książkowy
Droga Romantyczna Duszo!
Na początku mojego listu, zgodnie z tym, czego uczono mnie jeszcze w szkole podstawowej, pragnę Cię serdecznie pozdrowić. Piszę do Ciebie, ponieważ za kilka dni – 29 stycznia – premierę będzie miała wyjątkowa książka. Powieść, którą jak przystało na Romantyczną Duszę, powinnaś przeczytać. Rudowłosa ze Starych Babic autorstwa Janusza Niżyńskiego. To...
Jak spotkania z Chrystusem zmieniają życie ludzi?
Jesteś ciekawa, co kryje w sobie książka „Spotkania. Ekspert biblijny wyjaśnia The Chosen”?
SERIAL THE CHOSEN
Serial „The Chosen” nie jest dokumentem ani dosłowną ekranizacją Ewangelii. To, jak pisze ks. Rosik, opowieść wierna biblijnej narracji, która ma pomóc widzom zrozumieć historię zbawienia.
Scenariusz zawiera elementy fikcyjne, niesprzeczne z Ewangelią, które służą rozwinięciu tła postaci biblijnych.
Chyba nawet twórcy nie przypuszczali, że serial „The Chosen” podbije serca milionów widzów na całym świecie. Mnie ten sukces wcale nie dziwi. Myślę, że kryje się w tym, jak pokazani się bohaterowie - wybrani, uczniowie Jezusa Chrystusa. To ludzie tacy jak my. Każdego dnia przeżywają rozterki związane z wiarą i codziennością. Ich wątpliwości i emocje, relacje - widzowie łatwo mogą utożsamiać się z postaciami. Choć znamy ich z kart Pisma Świętego, choć są naszymi świętymi patronami - byli tacy, jak my. Serial pokazuje kontekst psychologiczny i rozwój duchowych bohaterów, zmiany w życiu tych, którzy dopiero wkraczali na ścieżki świętości. Upadali, ale podnosili się. Gubili, ale zawracali. Do Niego. Do Pana Jezusa. Czy my nie czynimy podobnie dzisiaj…?
SPOTKANIA WEDŁUG BIBLISTY KS. MARIUSZA ROSIKA
Przewodnik dla miłośników serialu „The Chosen” skupia się na pierwszych trzech sezonach produkcji. Na spotkaniach Jezusa z bohaterami i pierwszego planu (Jego Matka, Maria Magdalena, Szymon Piotr), i drugiego planu (Samarytanka, kobieta cierpiąca na krwotok). Twórcą przewodnika jest biblista, ks. Mariusz Rosik. Wykłada na Papieskim Wydziale Teologicznym we Wrocławiu. Jego pasją, oprócz Biblii, są podróże.
FIKCJA LITERACKA A PRAWDA PISMA ŚWIĘTEGO
Co jest prawdą, a co fikcją w serialu? Analizując kilka dialogów i kilka spotkań, ksiądz Rosik próbuje konkretnie odpowiedzieć na te pytania. Odpowiada tekstami Ewangelii i publikacji teologicznych, których tytuły znajdziemy w bibliografii. Zdanie po zdaniu porównuje to, co widzimy na ekranie i to, co możemy przeczytać w Piśmie Świętym. Cytuje, przypomina, interpretuje. Czasem w sposób nieoczywisty.
Nie krytykuje twórców serialu, nie to jest celem tej książki. W swoim przewodniku konfrontuje scenariusz z Ewangelią, ale w taki sposób, byśmy my, ludzie żyjący w 2025 roku, mogli znaleźć wskazówki i przesłania dotyczące relacji z Chrystusem.
Codzienność - jej blaski i cienie. Praca i życie w małżeństwie, w rodzinie. Choroba. Żałoba. Miłość. Poszukiwanie Boga każdego dnia, życie Jego Słowem. Na tym skupia się serial. Wokół tego toczy się nasze życie tu i teraz.
SPOTKANIE Z JAKUBEM MNIEJSZYM
Największe wrażenie zrobiła na mnie interpretacja sceny z trzeciego sezonu. Sceny, na której płakałam jak bóbr. W „The Chosen” apostoł Jakub Mniejszy jest osobą niepełnosprawną - tak jak ja utyka na jedną nogę. Kiedy Pan Jezus jego i innych uczniów posyła, by uzdrawiali chorych, Jakub pyta: Dlaczego mnie nie uzdrowiłeś? Pyta on, a za nim wielu wierzących. Co odpowiada Jezus? Odpowiedź na to pytanie czeka w 2. odcinku 3. sezonu. Jak ten moment interpretuje ks. Rosik?
Powołując się na publikacje księży i zakonników, doktorów Kościoła i fragmenty Starego i Nowego Testamentu, przytaczając własne rozważania, zaprasza widzów serialu i czytelników książki do rozmowy o cierpieniu. O źródle cierpienia. O wpływie tym, że Bóg nie patrzy na nie bezczynnie.
OGLĄDAM, WIERZĘ, PYTAM
O przewodnik po serialu „The Chosen” poprosiłam Wydawnictwo eSPe sama. Oglądam tę produkcję od kilku tygodni, aktualnie 4. sezon. Zawsze towarzyszy mi notatnik, Pismo Święte i łzy w oczach. Po każdym odcinku pojawiają się pytania, a odpowiedzi na nie szukam u mojego brata (księdza). Od teraz, wracając do pierwszych sezonów, odpowiedzi będę szukać w przewodniku…
Jak spotkania z Chrystusem zmieniają życie ludzi?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJesteś ciekawa, co kryje w sobie książka „Spotkania. Ekspert biblijny wyjaśnia The Chosen”?
SERIAL THE CHOSEN
Serial „The Chosen” nie jest dokumentem ani dosłowną ekranizacją Ewangelii. To, jak pisze ks. Rosik, opowieść wierna biblijnej narracji, która ma pomóc widzom zrozumieć historię zbawienia.
Scenariusz zawiera...