Opowieść (nie tylko) o traumie i cierpieniu. Catriona Ward o „Ostatnim domu na zapomnianej ulicy”

Anna Sierant Anna Sierant
27.07.2021

„Ostatni dom na zapomnianej ulicy”, najnowsza powieść Catriony Ward, niejeden raz Was zaskoczy. Nie tylko licznymi zwrotami akcji, ale przede wszystkim sposobem prowadzenia narracji, tym, w jaki sposób autorka książki pokazuje, że nadal w dużym stopniu niezbadane są sposoby, za pomocą których ludzki umysł próbuje radzić sobie z traumą, cierpieniem. Zapraszamy do lektury rozmowy z autorką „Ostatniego domu na zapomnianej ulicy”.

Opowieść (nie tylko) o traumie i cierpieniu. Catriona Ward o „Ostatnim domu na zapomnianej ulicy” Materiały prasowe wydawnictwa Czwarta Strona

[Opis wydawcy] Oto historia seryjnego mordercy, ale nie tylko. To także opowieść o porwanym dziecku, zemście i śmierci. Oraz o pewnym zwyczajnym domu na końcu zupełnie przeciętnej ulicy. Wszystkie te historie są prawdziwe, a jednocześnie w każdej z nich kryje się kłamstwo…

Jedno jest pewne – pod ciemnym lasem na końcu zapomnianej ulicy czają się z dawna pogrzebane tajemnice. Być może uznaliście już, że dobrze wiecie, co mieści się w ostatnim domu na tamtej zwyczajnej ulicy.

Myślicie, że znacie już tę historię. I tu się mylicie.

Anna Sierant: W reklamach czy recenzjach różnych książek możemy przeczytać, że „ta powieść jest inna niż wszystkie” lub „czegoś takiego jeszcze nie czytaliście”. W przypadku Twojej powieści to, moim zdaniem (i pewnie każdego, kto przeczytał już „Ostatni dom na zapomnianej ulicy”), prawda. Muszę przyznać, że nie lada wyzwaniem było stworzenie takiej listy pytań do Ciebie, by przypadkiem nie zdradzić, jak kończy się książka. Jak napisałaś w posłowiu, powieść, która początkowo miała opowiadać po prostu o kocie, zamieniła się z czasem w zupełnie inne dzieło? Jej ostateczny kształt uformował się dopiero w trakcie pisania, nie na etapie planowania?

Catriona WardMyślą, która towarzyszyła mi na początku pisania powieści, była ta o więzi łączącej seryjnych morderców z ich zwierzętami. Dennis Nilsen [zamordował co najmniej dwunastu chłopców i młodych mężczyzn – przyp. red.] kochał przecież swojego psa Bleepa, który był jedyną istotą, na której mu zależało, o którą martwił się, gdy został aresztowany. Teza, że ktoś, kto nie jest zdolny do współczucia wobec innych ludzi, może jednocześnie nawiązać silną więź ze zwierzęciem, była dla mnie fascynująca. Przecież ten zwierzak, nie znając nic lepszego, na nic innego nie licząc, odwzajemnia miłość. Wydawało mi się, że w ten sposób powstaje pewna forma niewoli, zaczęłam więc pisać swoją opowieść właśnie z perspektywy tego „zniewolonego” zwierzęcia. Kotka Olivia to przecież naiwna narratorka, która opowiada czytelnikowi o tych wszystkich dziwnych rzeczach, więc i czytelnik w trakcie lektury zaczyna podejrzewać, że nie wszystko jest takie, jakim się na początku wydawało. Taki był zamysł powieści, jednak z tej prostej historii rozwinęło się coś znacznie większego. Zdałam sobie sprawę, że muszę opowiedzieć o traumie, cierpieniu. Z czasem pomysł ten zaczął mi się wydawać tak ambitny, że każdego dnia, zasiadając do pisania, zadawałam sobie pytanie: „Czy naprawdę jestem w stanie to zrobić?”. To było jak balansowanie nad przepaścią.

Jak wspomniałam w pierwszym pytaniu, jedną z bohaterek „Ostatniego domu na zapomnianej ulicy” jest kotka Olivia. Ba! To nie tylko bohaterka, ale i jedna z narratorek książki – jak pisało się powieść nie tylko o kocie, ale z kociego punktu widzenia?

Na początku było to bardzo trudne. Zastanawiałam się: „Co myślą koty?”. Przecież nie wyrażają uczuć, emocji, swoją twarzą, jej mimiką, w taki sposób, jak to robią ludzie. Dlatego wydają się nam dumne i pełne pogardy. Jest w nich jakiś obcy urok, któremu nie możemy się oprzeć, a przecież one w chwili, gdy na nie patrzymy, zapewne nie myślą o końcu świata, tylko o serze! Wiedziałam na pewno, że nie chcę, by głos Olivii był słodki, sentymentalny. Bawiłam się różnymi pomysłami, wiedziałam, że jestem na dobrej drodze, gdy wyobraziłam sobie, że tym, czego ten kot chciałby najbardziej, jest oglądanie (ze zrozumieniem) programów TV i możliwość opisywania różnych rodzajów swoich drzemek. Olivia jest więc i zabawna, i zgryźliwa, ale również pełna miłości i współczucia. Staje się niejako moralnym centrum książki. Gdy tylko zdałam sobie z tego sprawę, mogłam pisać dalej.

Reklama

Porozmawiajmy i o drugim bohaterze – Tedzie, dziwnym i samotnym mężczyźnie, odludku, którego czytelnik poznaje jako potencjalnego mordercę. Chociaż nastawienie czytelnika do tego bohatera może zmieniać się wraz z lekturą, czy dopuszczalnym byłoby stwierdzenie, że Ted z początku powieści to niemal potwór?

Ted jest zagadką. Chciałam, by czytelnik był jednocześnie i przerażony tym, o co go podejrzewa, ale i zafascynowany tą postacią. Eksperymentowanie z jedzeniem, tajemnicze ciemne istoty w lesie, więź z Olivią, składają się na osobowość tego mężczyzny. Czytelnicy mogą się czuć wręcz klaustrofobicznie, „siedząc w głowie” Teda-narratora, są zmuszeni patrzeć na świat tak, jak on, a to może nie być przyjemnym doświadczeniem. Ale jednocześnie, będąc tak blisko niego, trudno myśleć o nim wyłącznie jako o potworze. Zależało mi, by czytelnicy czuli się rozdarci, próbując ocenić Teda.

Jak się okazuje wraz z lekturą książki, Ted może nie być jedynym z „potworów”, umieszczonych na jej łamach. Czy postaci trudne do polubienia tworzy się łatwiej niż bohaterów pozytywnych?

Postaci zainteresują czytelnika lub czytelniczkę tylko wtedy, gdy ten lub ta może się w jakiś sposób do nich odnieść. Bez względu na to, jak potworne mogą być. Myślę, że strach przed staniem się jednym z nich jest równie przerażający jak sam potwór. A przecież nikt nie chce być potworem. Człowiek staje się nim krok po kroku, a gdy zorientuje się, dokąd zaszedł, jest już za późno. Tak więc punkt wyjścia do tworzenia każdej „potwornej” postaci stanowi dla mnie przyjęcie ich sposobu widzenia świata. A oni zawsze mają swoje racje, czują się w jakiś sposób usprawiedliwieni. Być może widzą swoje potrzeby nie jako potworne, ale ważniejsze niż potrzeby, uczucia, życie innych. Jak powiedział mi kiedyś przyjaciel-psycholog, to błędne przekonanie, że psychopaci nie mają uczuć. Mają bardzo wiele różnych uczuć, po prostu nie wierzą, że inni też je mają.

Można by powiedzieć, że na kartach „Ostatniego domu na zapomnianej ulicy” czai się zło (choć oczywiście nie tylko!). Czy Twoim zdaniem istnieją ludzie z natury źli? Przecież np. wspomniany Ted uwielbia swoją kotkę Olivię, kocha ptaki, czyli jest w stanie obdarzyć żywą istotę uczuciem, wykazać wobec niej empatię.

Myślę, że złe uczynki są popełniane na świecie bez przerwy, jednak trudno je przypisać czystemu złu. W pewnym sensie to też łatwa wymówka – kiedy pytamy, dlaczego ktoś coś robi, najłatwiej odpowiedzieć: „ponieważ jest zły”. Wtedy już nie trzeba patrzeć na to, jak wyglądało życie osobiste, dzieciństwo, pociągnąć tę osobę do odpowiedzialności. Niektórzy ludzie mają kontrolę nad swoimi działaniami, a niektórzy nie. Np. w Stanach Zjednoczonych, w których nie ma krajowej opieki zdrowotnej, choroby psychiczne i ubóstwo są czynnikami, które decydują o losach wielu ludzi. Za czynem danego człowieka często stoi szerszy kontekst niż po prostu jego „wybór”. Przykładem jest choćby Lisa Montgomery [skazana w 2004 roku na karę śmierci za zabójstwo ciężarnej kobiety – przyp. red.]. Trump szybko podpisał na nią wyrok, na chwilę przed tym, jak ustąpił i kobieta otrzymała śmiertelny zastrzyk w styczniu 2021roku. Jej zbrodnia była odrażająca, tak samo jak tortury, psychiczne i fizyczne, którym była poddawana przez całe życie. Zło to szeroka kategoria, nie da się objąć mnogości okoliczności, stojących za ludzkim działaniem.

Kolejną z bohaterek książki jest Dee, siostra zaginionej Lulu. Powiedziałaś w jednym z wywiadów, że sama masz ze swoją siostrą bardzo bliską relację. Czy to pomogło Ci w pisaniu o tęsknocie jednej siostry za drugą, determinacji w chęci jej odnalezienia?

Tak, to było straszne! Bardzo kocham swoją siostrę, więc dostęp do tych uczuć był trudny. Moja siostra, podobnie jak siostra Dee, też jest ode mnie młodsza, więc dobrze potrafiłam wczuć się w położenie mojej bohaterki, choć nienawidziłam tego wyobrażania sobie siebie w jej sytuacji. Potrzebowałam tego jednak, by jak najrealniej oddać intensywność uczuć tej postaci, dać jej motywację do podróży, w którą w końcu wyrusza.

Reklama

Muszę również zapytać o tajemniczą Lauren. Mam nadzieję, że nie zdradzę za dużo, jeśli powiem, że czytanie o jej losach, o tym, czego doświadcza, może budzić w czytelniku coraz większe przerażenie, smutek. Czy jej postać jest wzorowana na rzeczywistych osobach, które naprawdę mają za sobą tak trudne przeżycia?

Żaden bohater w „Ostatnim domu na zapomnianej ulicy” nie jest wzorowany na jednej konkretnej osobie, choć niektóre doświadczenia Lauren są niestety zaczerpnięte z opisów prawdziwych przypadków. Przed pisaniem książki i już w jego trakcie przeprowadziłam ogromny research, czytałam badania na temat tego, jak człowiek radzi sobie z traumą, jak umysł radzi sobie z cierpieniem, rozmawiałam z osobami, które doświadczyły okrutnych rzeczy. Byłam zdumiona ich odpornością – jesteśmy niesamowitymi, elastycznymi zwierzętami, które przystosowują się do najgorszego i później próbują sobie z nim poradzić na wiele zadziwiających sposobów. Mam ogromny szacunek dla moich rozmówców, jednak po tych rozmowach czuję też, że świat jest o wiele dziwniejszym miejscem, niż wcześniej sądziłam.

Ważny w Twojej książce jest również sposób narracji: nie dość, że narratorów jest kilku, to żaden z nich nie wydaje się wiarygodny. Czy trudno było ci poprowadzić akcję „za ich pomocą”?

Tak, nie było to łatwe – „Ostatni dom na zapomnianej ulicy” to gobelin uszyty z różnych narracji i punktów widzenia. Ich tworzenie było jak mocowanie się z ośmiornicą. Ale myślę też, że niewiarygodni narratorzy są także bardzo bliscy życiu – przecież nigdy nie wiemy, jak inna osoba doświadcza świata, a opowiadanie historii poprzez różne relacje wydaje mi się bardziej realistyczne. Jeśli troje przyjaciół wyjdzie na obiad, każde z nich zapamięta to inaczej. Uważam, że trzy sprzeczne relacje są bardziej przekonujące niż domniemana „prawda”, opowiedziana przez narratora wszechwiedzącego. Czytamy powieści, aby dowiedzieć się, jak ludzie czują, myślą, a nie dla historycznego, faktograficznego opisu wydarzeń.

Powiedziałaś też kiedyś: „Nie mogę napisać kolejnej książki o samotnych dziewczętach, wykorzystywanych na zapomnianych przez świat wrzosowiskach”. Bohaterowie Twoich powieści, nie tylko „Ostatniego domu na zapomnianej ulicy”, ale również „Rawblood”, doświadczają zaniedbania, braku uczuć we własnym domu, wsparcia ze strony najbliższych. Takie sytuacje chyba trudniej i w książkach, i w rzeczywistości zrozumieć: gdy los doświadcza cię w domu, który powinien być azylem?

Rodzina ma na nas ogromny wpływ – kształtuje nasz charakter, nasze mocne i słabe strony. Ludzie, z którymi mieszkamy, z którymi jesteśmy spokrewnieni, tworzą nasz emocjonalny krajobraz. Rodziny mogą bardzo ranić, ale i wzajemnie się leczyć. Moja własna rodzina jest cudowna i nie przypomina tych z pisanych przeze mnie książek. Bliscy są dla mnie bardzo ważni, może dlatego, pisząc, czuję się wręcz zmuszona wyobrażać sobie te inne, mroczne scenariusze, w których nawiązanie silnej więzi między krewnymi się nie udaje. W moich książkach bohaterowie często też tworzą własne rodziny, ale w inny sposób, niż można by się spodziewać. Myślę, że te historie dają nadzieję na miłość i przetrwanie, nawet w najtrudniejszych okolicznościach.

Reklama

Skoro mowa o źle, zaginięciach, krzywdach, morderstwach, dlaczego, Twoim zdaniem, ludzie czytają takie powieści? Czy sama, pisząc je, nie czujesz czasem, że chciałabyś odpocząć od tej tematyki?

Myślę, że historie takie jak ta opisana w „Ostatnim domu na zapomnianej ulicy” działają na umysł jak rodzaj szczepionki – pozwalają w bezpieczny sposób doświadczyć tego, co nas przeraża. To sposób na obezwładnienie strachu, czytanie o nim może być oczyszczające, uzdrawiające. Z drugiej strony, spędzanie długich godzin w najmroczniejszych zakamarkach ludzkiego umysłu bywa trudne. Pisanie „Ostatniego domu na zapomnianej ulicy” było dla mnie doświadczeniem klaustrofobicznym, musiałam się zawsze upewnić, że gdy skończę pisać, będę miała do zrobienia coś, co umocni mnie w tym świecie zewnętrznym: spacer na łonie przyrody, spotkanie z przyjaciółką czy nawet podziwianie pięknych widoków za oknem. Bardzo ważna była też dla mnie kotka Olivia – potrzebowałam tego głosu rozsądku, lubiłam o niej pisać, doceniam jej humor i nie mogłam się doczekać, kiedy przyjdzie kolej tej narratorki. Stanowiła dla mnie przeciwwagę wobec Teda, potrzebowałam jej w książce tak samo, jak czytelnik.

Czytanie horrorów, mroczniejszej fikcji może też sprawić, że poczujemy się mniej samotni. Jako pisarka okazuję czytelnikom swoją bezbronność, dając wyraz swoim obawom, mówiąc: „Widzisz? Tego też się boję”. To ćwiczenie z empatii. Przechodzimy przez ciemne zakamarki, ale robimy to razem.

O autorce

Catriona Ward urodziła się w Waszyngtonie i dorastała w Stanach Zjednoczonych, Kenii, Jemenie, Maroku i na Madagaskarze. Studiowała anglistykę na St Edmund Hall w Oxfordzie oraz uzyskała tytuł magistra kreatywnego pisania na Uniwersytecie Wschodniej Anglii. „Ostatni dom na zapomnianej ulicy”, najnowsza powieść autorki, w niezwykle krótkim czasie po premierze na rynkach anglojęzycznych uzyskała tytuł bestsellera na wszelkich możliwych listach najgorętszych tytułów, zdobywając nie tylko uznanie krytyków literackich, ale i zachwyconych czytelników.

Dlaczego warto przeczytać „Ostatni dom na zapomnianej ulicy”?

Nie czytałem nic równie ekscytującego od czasu „Zaginionej dziewczyny”.

Stephen King

Niesamowita… Nie przypominam sobie, aby w ostatnich latach ukazała się druga tak odważna i udana książka.

A.J. Finn

Mrożące krew, a przy tym przepięknie napisane arcydzieło suspensu. Zupełnie przepadłem!

Joe Hill

Niewątpliwie, wręcz zuchwale innowatorska. Raz za razem będziecie przy niej tracili grunt pod nogami.

Guardian

Wspaniale skonstruowana,niejednoznaczna i głęboko poruszająca.

Observer

Wybitna. Zapierająca dech. I przerażająca. Arcydzieło, które przeczytacie na własne ryzyko.

Alma Katsu

Przeczytaj fragment powieści „Ostatni dom na zapomnianej ulicy”

Ostatni dom na zapomnianej ulicy

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Książka jest już dostępna w księgarniach online

Artykuł we współpracy z wydawcą.

Reklama

komentarze [5]

Sortuj:
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Legeriusz 31.07.2021 19:44
Czytelnik

Jak peany typu: arcydzieło, innowatorska, wybitna, to wiadomo, że na marketing poszło sporo. Tak się robi bestsellery. Chociaż dobre i to, że w tytule nie ma dziewczyny.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
John_Doe 30.07.2021 19:45
Czytelnik

Czytał ktoś???? Dobre to. Proszę o opinie osób płci męskiej w wieku około 50 lat, bo z opinii  czytelników pokolenia JPII i młodszych to Nobel z Bookerem murowany 😇

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Gonzales Ruchomy 01.08.2021 15:32
Bibliotekarz

Pokolenie JPII to już osoby po 30tce. Chyba nawet bliżej im do 40tki. 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
beata 28.07.2021 10:40
Czytelnik

Książka niestety mnie rozczarowała.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Anna Sierant 27.07.2021 14:31
Czytelnik

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd