Kilka dni w Piekle

Akemi
15.12.2017
Okładka książki Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli. Depesze z Syrii Janine di Giovanni
Średnia ocen:
7,3 / 10
143 ocen
Czytelnicy: 600 Opinie: 19

Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi pod względem swej godności i swych praw. Są oni obdarzeni rozumem i sumieniem i powinni postępować wobec innych w duchu braterstwa.*

Wszystko zaczęło się dość prozaicznie. Na ziemie Syrii dotarła Arabska Wiosna, a wraz z nią antyrządowe demonstracje. Fabuła dobrze nam znana. Kiedy do protestujących otworzono ogień, być może pierwsze alarmowe światełka nieśmiało rozbłysły w głowach niektórych Syryjczyków. Jednak życie toczyło się dalej. Mieszkańcy kraju nadal co rano wstawali, by wyruszyć do pracy bądź szkoły. Odwiedzali kina i teatry, spacerowali po zabytkowych placach Aleppo, Damaszku czy Bosry. Aż pewnego dnia zabrakło prądu, telefony przestały działać, a gdzieś z daleka dobiegał odgłos serii z karabinu maszynowego. Rozpętało się piekło.

„Tamtego ranka, kiedy po nas przyszli” nie ma na celu przybliżyć Czytelnikowi szczegółów z działań wojennych w Syrii. Autorce, bliższe od wielkiej polityki, są losy zwykłych ludzi. W swojej podróży przez ogarnięty wojną kraj rozmawia z wieloma ofiarami aktów tej bezsensownej nienawiści. Zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie konfliktu. Prawdziwe oblicze wojny wyraża się bowiem nie w liczbie zawodowych żołnierzy, przebiegu linii frontu czy rodzaju ciężkiego uzbrojenie, lecz w sumie krzywd wyrządzonych drugiemu człowiekowi.

Reporterka dużą uwagę poświęca ofiarom gwałtów, które muszą ukrywać swój ból, aby nie spotkać się ze społecznym ostracyzmem. Za jej sprawą poznajemy również matki, każdego dnia drżące o życie swoich dzieci. Słysząc wystrzał bądź wybuch, zastanawiają się one, czy tym razem śmierć nie dosięgnie swoją krwawą kosą ich pociech. Kobiety, które w ostrzeliwanym mieście mają trudności ze zdobyciem podstawowych artykułów, jedzenia i ciepłych ubrań dla najbliższych. Wsłuchujemy się w żal okaleczonego żołnierza, którego jedynym marzeniem jest powrócić na front. Spotykamy ludzi tygodniami więzionych bez oficjalnego aktu oskarżenia. Ofiary okrutnych tortur, ledwo uchodzące z życiem. Żywe Zombie, okradzione z ludzkiej godności, z obojętnością oczekujące kolejnego wieczoru, kiedy strzały nieco przycichną.

Za sprawą oszczędnego, reporterskiego stylu Janine di Giovanni, Czytelnik może poczuć i zrozumieć choć część bólu, jaki stał się udziałem tego wielomilionowego kraju. Choć trudno jest zrozumieć tak bestialskie, bezrozumne okrucieństwo. „Depesze z Syrii” to wyryta w papierze tablica ku pamięci ofiar tej nieludzko brutalnej wojny. Aby świat o nich nie zapomniał. I aby, być może, oprawcy ponieśli odpowiedzialność za zbrodnie, jakie im wyrządzili.

Jeżeli książki w rzeczywistości stanowią portal do innego świata, publikacja Janine di Giovanni na kilka wieczorów przeniosła mnie do ostatniego kręgu piekła. Widziałam miejsca kultu muzułmanów, chrześcijan i Żydów zrównane z ziemią, obiekty światowego dziedzictwa UNESCO zamienione w stertę niepotrzebnych kamieni, przesiąknięte zapachem prochu i kurzu, spływające krwią zabitych. Byłam w miejscach, do których nie docierała już żadna pomoc humanitarna. Słyszałam strzały karabinów, wybuchy bomb, jęki rannych, lament ludzi szukających pod gruzami swoich bliskich. Widziałam bose, wygłodzone dzieci błąkające się pomiędzy ruinami. Patrząc w ich ciemne źrenice, dostrzec można jedynie strach i zagubienie.

Świat jednak odwraca od nich oczy. Skrupulatnie wyliczamy ofiary zamachów terrorystycznych, usprawiedliwić własną obojętność. Berlin 2016 – 12 ofiar. Monachium 2016 – 9 ofiar. Nicea 2016 – 86 ofiar. Bruksela 2016 – 32 ofiary. Paryż i Saint-Denis 2016 – 137 ofiar. Manchester 2017 – 23 ofiary. Tymczasem w 2015 roku, kiedy Janine di Giovanni spisywała swoją przejmującą relację, działania wojenne w Syrii kosztowały życie niespełna 300 000 Syryjczyków. Od tego czasu upłynęły ponad dwa lata. Wojna w Syrii nadal trwa. Dziś już chyba nikt nie liczy zmarłych.

Czytając zapiski z podróży Janine di Giovanni po ogarniętej szaleństwem wojny Syrii, czułam przytłaczający ból w okolicy, w której znajdować powinno się ludzkie serce. W każdej chwili mogłam zamknąć książkę i powrócić do prozaicznej codzienności. Syryjczycy nie mogą.

*Artykuł 1 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka.

Klaudia Matuszyńska

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd