Statystyka jest prawdą

Zicocu
30.01.2020

Mógłbym, drodzy Państwo, zainspirować się tytułem książki Setha Stephensa-Davidowitza i stwierdzić, że literatura popularnonaukowa to najbardziej moja ze sztuk wszelkich i poletko, na którym czuję się najlepiej. Niestety, ja to przede wszystkim powieść i esej. Lubię jednak sięgać po tego typu dzieła, gdy potrzebuję odskoczni od fabuł. A że tematem „Wszyscy kłamią” jest zjawisko rozgrzewające moich kolegów z branży od kilku ładnych lat, to długo się nie wahałem. I dobrze, bo to rzecz bardzo solidna.

Warto na wstępie zaznaczyć, że książka ta, wbrew temu, co mogliby sobie pomyśleć ludzie jako tako w świecie matematyki i programowania zorientowani, ma bardzo niewiele wspólnego z techniką. Stephens-Davidowitz na przestrzeni tych ponad trzystu stron może kilkukrotnie przywołuje terminy związane z analizą statystyczną i niemal za każdym razem są one bardzo podstawowe, a nawet kiedy nie – to ich nieznajomość w najmniejszym stopniu nie przeszkadza w lekturze. Ma to oczywiste implikacje, które dla jednych będą zaletą, dla innych natomiast wadą „Wszyscy kłamią” – niski próg wejścia, sprawiający, że za książkę złapać może absolutnie każdy, ale i równie niski poziom szczegółowości. Kto chce się dowiedzieć o big data czegokolwiek, ten nie będzie miał problemu. Kto natomiast będzie chciał dowiedzieć się czegoś więcej (brzmi to tak podobnie, a zmiana olbrzymia!) – może być płaszczyzną czysto merytoryczną nieco rozczarowany.

Czy w takim razie Stephens-Davidowitz napisał książkę tylko dla zupełnych laików? Nie – i tutaj na plan wkracza rozrywka. Bo „Wszyscy kłamią”, drodzy Państwo, niesie pewną dawkę twardej, rzetelnej wiedzy (przekazywanej, co warto dodać, przez praktyka, a to zawsze spora zaleta), ale przede wszystkim bawi. Bawi głównie za sprawą wielkiej siły anegdotycznej, którą, nie ukrywam, przetestowałem na własnych znajomych. Autor pisze w książce o big data jako o abstrakcji, to fakt, ale niewiele – skupia się przede wszystkim na przedstawieniu jej zastosowań. A te przecież nie ograniczają się tylko do świata reklamy czy biznesu, ale i do spraw bardziej przyziemnych, spraw, o których zwyczajnie chce się z kimś podyskutować. Przykład pierwszy: sport. Stephens-Davidowitz pochyla się nad wpływem analizy statystycznej na przewidywanie losów karier bejsbolistów, a także niejednokrotnie wspomina o koszykówce. I choć pierwsza z dyscyplin nie jest szczególnie popularna w Polsce, to nietrudno przełożyć obraz kreślony przez dziennikarza na dowolny inny sport – a to często doskonały temat do dyskusji. I to tylko wierzchołek góry lodowej, bo autor poświęca sporo miejsca także mediom społecznościowym, pornografii, wyścigom konnym, rasizmowi, wyborom prezydenckim w USA, start-upom technologicznym… Nie wszystkie z tych tematów są lekkie i przyjemne, ale wszystkie ciekawe i warte badania, o czym bez trudu przekonuje Stephens-Davidowitz.

Wady? Są, ale raczej drobne – może poza wspomnianą niewielką dawką rzeczywistej wiedzy, którą autor zupełnie poświęcił na rzecz lekkości i anegdotyczności. W warstwie rozrywkowej jest bardzo dobrze. Autor kilkukrotnie wygłasza mocno kontrowersyjne tezy (na samym szczycie tkwi jego twierdzenie o tym, że o „wartości” państwa świadczy liczba „wyprodukowanych” popularnych ludzi), ale raczej nie przekracza granicy przyzwoitości.

„Wszyscy kłamią” to rzecz lekka, łatwa i przyjemna – i w tym wypadku sformułowanie to jest najprawdziwszym komplementem. Kto ma ochotę spędzić kilka godzin na lekturze skupionej wokół jednego z najmodniejszych słów branży technologicznej bez jednoczesnego zagłębiania się w jakiekolwiek szczegóły, temu trudno będzie wybrać lepiej.

Bartek Szczyżański

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd