Miasto zwierząt

krosciucha
29.01.2020
Okładka książki Opowieści z głębi miasta Shaun Tan
Średnia ocen:
7,8 / 10
21 ocen
Czytelnicy: 88 Opinie: 6

Jeśli do napisania rzetelnej recenzji wymagana jest obojętność w stosunku do autora czy jego dzieła, to absolutnie nie nadaję się na recenzentkę „Opowieści z głębi miasta”. Shaun Tan jest jednym z moich guru od czasu, gdy wpadłam na tomik „Zagubione, znalezione”. Jego najnowszy utwór w zasadzie utrzymuje wysoką poprzeczkę, do której artysta przyzwyczaił czytelników poprzednio. I to, dla znawców tematu i fanów Shauna Tana, wystarczyć powinno za całą rekomendację.

Ale nie każdy ma szczęście znać owego pana. Tan pochodzi z Australii i ma na koncie sporo wspaniałych książek – trudno je nazwać komiksami, bo w zasadzie są bardziej picture bookami dla dorosłych. W naszym kraju wydaje go, za co każdy fan jest zapewne dozgonnie wdzięczny, Kultura Gniewu. „Opowieści z głębi miasta” to mariaż obrazów i tekstów, które razem dają wręcz piorunujące wrażenie – choć przyznać należy, że słowo pisane ma mniejszą siłę rażenia, bo nic nie przebije tej niesamowitości i cudowności samych dzieł malarskich.

Głupotą byłoby wnikliwie opisywać styl Shauna Tana – maluje on pełnokrwiste obrazy, które są same w sobie opowieścią. Zapewne za takie podejście do sztuki jako tej wysoce narracyjnej oberwałby po głowie od wielu współczesnych profesorów wydziałów sztuki (chyba utarło się przekonanie, że dzisiejsza sztuka nie ma nic opowiadać). Shaun balansuje na granicy realizmu magicznego, surrealizmu, groteski i nonsensu – w pełnych, wysmakowanych barwach, ze starannymi, jakby powolnymi pociągnięciami pędzla. Jego obrazy tchną jakąś niegroźną, ale niezapomnianą niesamowitością, która działa jak narkotyk. Gigantyczne ślimaki w deszczu nad słabo oświetlonym wejściem do metra; mrowie ludzików ginących w rozwartej na górze strony paszczy rekina; ławica ryb z ludzkimi twarzami – maskami rozwartymi w przerażającym krzyku cierpienia; szokujące wręcz zbliżenie obraz po obrazie każące spojrzeć prosto w oczy krystalicznie białej, napuszonej sowie… to są wspaniałe wizje, które zawierają w sobie więcej niż tysiąc słów!

Ale te słowa Shaun Tan pisze i to one występują w zbiorze przed obrazami. Mają nas nastroić, nastawić jakoś na spotkanie z całostronicową ilustracją. Znajdziemy tu i poematy, i opowiadania. Część jest wspaniale baśniowa, gdzie science fiction spotyka się z realizmem magicznym (jak historia o łowieniu srebrzycy), część to rozprawki filozoficzne ukryte pod płaszczykiem opowieści o okołozwierzęcej treści (np. świetny opis mieszkania z papugami), pełne zaskakująco trafnych stwierdzeń („Konie wiedzą o tym lepiej niż inne istoty: zwierzęciu nie może się przytrafić nic gorszego niż przynosić człowiekowi jakiś dochód”). Jest też przynajmniej jedno w typie niepokojąco kafkowskim (o rybach i błyskawicznej ewolucji) i wspaniała liryka przeplatana wzruszającymi obrazami o psie i człowieku. Zdarzają się teksty słabsze, w których nie bardzo wiadomo, o co dokładnie chodziło autorowi, niektóre bywają do bólu banalne, są też takie, które tylko ogromną siłą woli pasują do tematyki tomiku – to jest pomieszania ludzkiego świata ze światem zwierząt, przenikania się ich obu, a czasem brutalnego zderzenia. Mają wyraźnie proekologiczny i prozwierzęcy charakter, chcą nas, że tak powiem, wyrzucić z siodła samozadowolenia, zakłócić ustaloną hierarchię władców natury.

Przyznaję od razu, że Shaun Tan powoduje chwilami ciężkie westchnienia recenzentki. Jego krótka opowieść o łowieniu ryby w niebie bije na głowę całą książkę Krzysztofa Środy „Srebro ryb”, tak jak niedługi poemat o związku człowieka z psem kompletnie deklasuje najnowszą książkę Sumińskiej („Skąd przyszedł pies”) – obie te pozycje musiałam przegryźć i opisać, ale większości z czytelników serdecznie polecam sięgnąć tylko po Tana – i wystarczy. Aż nadto. Bo tak działa ten tomik: obrazy poradziłyby sobie bez tekstów, ale z nimi mówią więcej na dany temat niż wielostronicowe książki.

Wydanie „Opowieści z głębi miasta” oddaje sprawiedliwość autorowi – bo Shaun Tan aż się prosi o perfekcję. Tomik przypomina wydania luksusowe – to kawałek małej cegły ze śliskimi kartkami, w pełnym kolorze, z materiałową zakładką – niby nie jest to najważniejsze, ale ogromnie pomaga w zachwycie, winduje doznania na wyższy poziom. Znakomite dzieła po prostu wymagają znakomitej jakości.

Nie wiem, czy jest wiele osób, którym mogłabym odradzić „Opowieści z głębi miasta”. Każdy z nas chce być czasem zwyczajnie, tak po prostu, zachwycony. Shaun Tan jest tym, który zrównuje w nas dziecko z dorosłym. Tworzy obrazy zbyt proste, by pojął je dorosły, i zbyt złożone dla dzieci. To chyba rzadki przypadek artysty, którego dzieła naprawdę trudno zbywać wzruszeniem ramion. Jest on tym, po kogo można sięgnąć, aby dać się pochłonąć sztuce. Tylko uwaga – Shaun Tan nie pyta o pozwolenie, tylko od razu, od pierwszego rzutu okiem, od najbardziej przypadkowego spojrzenia hipnotyzuje i wciąga w swój niesamowity, nietypowy świat. Nie zna litości, ale też gwarantuję – nikt się długo opierać nie będzie.

Agata Majchrowicz

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd