Powiew świeżości na polu polskiego kryminału

Ewa-Książkówka
05.04.2018
Okładka książki Lista sześciu Wojciech Kulawski
Średnia ocen:
7,1 / 10
11 ocen
Czytelnicy: 26 Opinie: 7

Na naszym polskim poletku literackiego kryminału i thrillera zapanował, można by rzec, monopol. Monopol tych samych nazwisk, które przewijają się niemal bez końca. Niektóre z nich zdają się wypadać nawet z lodówki, gdy ją otworzymy.

Przyznam szczerze, że mocno mnie to zmęczyło i zapragnęłam odmiany, czegoś nowego, powiewu świeżości…I w sumie, przypadkiem trafiłam w internecie na blurb debiutu pana Wojciecha Kulawskiego pt. „Lista sześciu”. Ten nowy polski kryminał zapowiada się ciekawie, bo jego głównym tematem jest morderstwo (choć początkowo zdawało się być samobójstwem) dokonane na ważnej osobistości świata polskiej polityki - prezesie Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska. Na tym jednak nie koniec. Z czasem giną inni prominenci polityczni. Zagadkę ich śmierci usiłują rozwikłać stołeczni policjanci.

Jednak, by akcja nie toczyła się tylko wokół tego wątku, na tapet wysuwa się także dwójka przyjaciół, którzy odnawiają kontakt po latach. Adam po zawitaniu do stolicy chce ułożyć sobie tutaj życie – potrzebuje pracy, mieszkania. Traf chciał, że spotyka tu swojego dawnego kolegę z liceum, Piotra. Kolega nie pozostawia Adama bez pomocy – otacza go opieką znacznie szerszą niż można by się tego spodziewać. Jednak szybko okazuje się, że niczego nie dostaje się za darmo, a odpłatność za pomoc może oboje zaprowadzić tam, gdzie nigdy nie chcieliby się znaleźć…

I cóż mogę rzec o tej książce? Myśli mam natłok, ale spróbuję je jakoś ujarzmić. Kryminał ma bardzo dobry start. Już pomijając dobry pomysł na fabułę i sam wątek kryminalny, mamy tu całkiem dobrze zapowiadających się bohaterów. Śledczych, którzy znają się na swojej robocie i zajmują się nią nie od wczoraj. Dwójkę przyjaciół, z których jeden przez długi czas wyjątkowo irytował mnie swym podejściem do pewnych kwestii oraz praktykowaniem wątpliwej jakości coachingu (znawca natury kobiecej od siedmiu boleści…). Mamy tu też „ostrą”, funkcjonariuszkę, której znudziła się monotonna służba i zapragnęła wrażeń w dziale kryminalnym.

Jeśliby utrzymać ten dobry start i zostawić pomysł, w którym kryminalni posługują się typowym dla siebie policyjnym językiem, zostawić ich obraz jako dobrze odwzorowaną namiastkę policjantów rodem z „Pitbulla” czy „Prawdziwych psów” (bo daje się odczuć, że autor dobrze zna przynajmniej jeden z tych tytułów), rozwinąć porządnie kreację bohaterów (aspirantka Gibała mogła być prawdziwą „żyletą” tej książki – ostatecznie się nią nie stała) i dopracować realizm dialogów (gdy panowie Adam i Piotr znaleźli się w dużych opałach ich rozmowa przypominała mi bardziej konwersację przy herbatce niż dialog prowadzony w sytuacji zagrożenia życia), to mielibyśmy do czynienia z prawdziwym sztosem. Ostatecznie „Lista sześciu” jest w moim odczuciu ciekawym debiutem, którego autor ma polot, wyobraźnię, ale musi jeszcze poćwiczyć swoje pióro.

Niniejszym nie jestem w stanie uznać debiutu Kulawskiego za hit polskiego kryminału ostatniego czasu, ale zdecydowanie nie jest to też niewypał. Wystarczy więcej warsztatu, precyzji i mocnego zaangażowania, by kolejna książka autora wypadła znacznie lepiej. Osobiście nazwisko Kulawski zapiszę sobie w pamięci w szufladce o nazwie „dać kolejną szansę”.

Ewa Szczepańska

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd