
Aleksandr Sołżenicyn
Rosyjski powieściopisarz.
Studiował matematykę na Wydziale Fizyki i Matematyki Państwowego Uniwersytetu w Rostowie. Równolegle był zaocznym słuchaczem Moskiewskiego Instytutu Filozofii, Literatury i Historii. Po ukończeniu studiów matematycznych w roku 1941 przez kilka miesięcy pracował jako nauczyciel matematyki w szkole.
W październiku 1941 został zmobilizowany i trafił do szkoły artylerii, skąd w końcu 1942 (lub na początku 1943 według innych źródeł) skierowano go na front pod Orłem. Za postawę w walce otrzymał Order Wojny Ojczyźnianej drugiego stopnia, Order Czerwonej Gwiazdy oraz awans do stopnia kapitana artylerii. Wyróżnił się podczas walk w Prusach Wschodnich wyprowadzając swój oddział z okrążenia. Został aresztowany 9 lutego 1945 w okolicach Elbląga (według innych źródeł mogło to być we wsi Dittrichsdorf, dziś Biała Wola w gminie Lubomino) po tym, jak NKWD przechwyciło jego list do przyjaciela zawierający krytyczne opinie na temat sposobów prowadzenia wojny przez Związek Radziecki i roli Stalina. Po aresztowaniu trafił do więzienia na Łubiance, a stamtąd na Butyrki w Moskwie. Na mocy osławionego artykułu 58, p. 10 (antyradziecka agitacja) i 11 (próba utworzenia organizacji antyradzieckiej) ówczesnego radzieckiego kodeksu karnego został skazany na 8 lat wychowawczego obozu pracy. Więziono go w obozie w dawnym monasterze Nowe Jeruzalem pod Moskwą, następnie pracował w szaraszce (specjalny obóz dla specjalistów i naukowców) w Marfinie, a w końcu przewieziono go do obozu w Jekybastuzie. Został zwolniony w lutym 1953 i skierowany na „wieczne osiedlenie” do wioski Kok-Terek w obwodzie dżambulskim w Kazachstanie. Po rozpoznaniu u niego raka żołądka poddawany był leczeniu naświetleniami w szpitalu w Taszkencie, gdzie następnie przeszedł operację usunięcia guza. Pomimo zabiegu, nowotwór miał przerzuty i według diagnozy lekarzy-zesłańców postawionej w grudniu 1953 Sołżenicynowi pozostały trzy miesiące życia. Jednak przerzuty nagle ustąpiły, co Sołżenicyn uznał za realizację Bożego zamysłu – opinię tę wielokrotnie podtrzymywał w przyszłości. W 1956 (albo 1957 – według innych źródeł) został zrehabilitowany i wrócił do europejskiej części Związku Radzieckiego. Podjął pracę jako nauczyciel szkoły wiejskiej pod Riazaniem, a później w samym Riazaniu. W tym okresie intensywnie zajmował się już działalnością literacką, kontynuując to, co rozpoczął w warunkach obozowych. Według własnych wspomnień, od 1947 tworzył jedyną możliwą dla łagiernika metodą – zapamiętując całe fragmenty utworów. Był wówczas przekonany, że za życia żaden jego utwór nie zostanie opublikowany. Pracował między innymi nad utworem Krąg pierwszy i przygotowywał się do rozpoczęcia prac nad Archipelagiem Gułag. Próbował też bezskutecznie opublikować krytyczne recenzje wydanych wówczas wspomnień Ilji Erenburga i Konstantina Paustowskiego. W 1959 w ciągu trzech tygodni napisał opowiadanie Szcz-854 (Jeden dzień jednego więźnia). Po oddaniu do publikacji było ono rozprowadzane również w „niezależnym obiegu” w postaci ręcznych odpisów i wkrótce nazwisko Sołżenicyna stało się publicznie znane. Historia publikacji Jednego dnia jest jednym z bardziej wyrazistych przykładów realiów panujących w Związku Radzieckim. Korzystając ze względnej swobody panującej w okresie chruszczowowskiej „odwilży”, Sołżenicyn złożył Jeden dzień do publikacji w uważanym za liberalny miesięczniku Nowyj Mir. Jego redaktorem naczelnym był poeta Aleksandr Twardowski, mający dostęp do samego Chruszczowa. Maszynopis opowiadania pisarz przekazał przez byłego współwięźnia Lwa Kopielewa sekretarz działu prozy, Annie Samojłownie Berzer, której drogą zręcznych posunięć udało się wręczyć utwór bezpośrednio Twardowskiemu. Sołżenicynowi wypłacono zaliczkę w wysokości jego dotychczasowych dwuletnich dochodów, ale zabiegi wokół publikacji trwały jeszcze kilka miesięcy. W końcu, po ingerencjach redakcyjnych, stylistycznych i zmianie tytułu na Jeden dzień Iwana Denisowicza (wszystko za zgodą Sołżenicyna),Twardowskiemu udało się uzyskać zgodę na publikację od samego Chruszczowa, ten zaś z kolei doprowadził do zgody Prezydium KC KPZR. Opowiadanie ukazało się pod koniec 1962. Do 1966 Nowyj Mir opublikował kilka kolejnych utworów Sołżenicyna, który prawie z dnia na dzień zdobył sławę jako pisarz. Przyjęto go do Związku Pisarzy Radzieckich, a Jeden dzień nominowano do Nagrody Leninowskiej, której jednak ostatecznie nie otrzymał. Uznanie otworzyło Sołżenicynowi dostęp do szeregu archiwów, co wykorzystał zbierając materiały do Archipelagu Gułag. Zawarł w nim ustne relacje 227 świadków i mnóstwo informacji zaczerpniętych z listów byłych więźniów. Trzytomowe dzieło zostało ukończone w 1968, mimo równoległej pracy nad Oddziałem chorych na raka i Kręgiem pierwszym. Rozpoczęte w tym czasie prace nad powieścią Sierpień czternastego zaowocowały po ponad dwudziestu latach epopeją Czerwone koło (1969-1991).Własne przeżycia i wiedza jaką zdobył w trakcie prac nad Archipelagiem spowodowały, że Sołżenicyn coraz bardziej przeistaczał się z ostrożnego przeciwnika w otwartego wroga ustroju radzieckiego. Zachowywał przy tym daleko posuniętą ostrożność, przechowując rękopisy utworów w rozproszeniu u przyjaciół. Niektóre z nich już wtedy „wyciekały” na Zachód, jak na przykład Okruchy wydane w 1964 w kwartalniku Grani. Po odsunięciu od władzy Chruszczowa w 1964, ekipa Breżniewa kontynuowała jego politykę ograniczania względnych swobód przyznanych społeczeństwu w okresie „odwilży”. To z kolei umacniało radykalizm Sołżenicyna. We wrześniu 1965 KGB skonfiskowało większość zakonspirowanego archiwum pisarza, a rok później jego pisma zostały objęte nieoficjalnym zakazem publikacji. On sam poddawany był rozmaitym szykanom, rozpowszechniano m.in. pogłoski o jego żydowskim pochodzeniu i współpracy z gestapo. W 1966 ukazało się ostatnie opowiadanie Aleksandra Sołżenicyna w Nowym Mirze. Rok później skierował on do IV zjazdu pisarzy radzieckich list otwarty z żądaniem m.in. likwidacji cenzury. Ocalałe lub odtworzone utwory przekazywał na Zachód, stopniowo zezwalając na publikację (Krąg pierwszy i Oddział chorych na raka w 1968). W 1969 został wykluczony ze Związku Pisarzy Radzieckich. Zamieszkał wówczas na daczy słynnego rosyjskiego wiolonczelisty-wirtuoza Mścisława Rostropowicza. W 1970 roku Aleksandr Sołżenicyn otrzymał literacką Nagrodę Nobla za całokształt twórczości. W jej uzasadnieniu znalazły się m.in. słowa: za moralną siłę, z jaką spełnia obowiązki wobec niezastąpionych tradycji literatury rosyjskiej. Niektóre źródła podają, że nagroda przyznana została pisarzowi za Archipelag Gułag, jednak w 1970 dzieło to nie było jeszcze opublikowane (choć mogło być znane Komitetowi Noblowskiemu w nieoficjalnym odpisie). Sołżenicyn przez długi czas nie mógł zdecydować się na odebranie nagrody, obawiając się zakazu powrotu do ojczyzny. Po ukazaniu się w Paryżu w 1971 Sierpnia Czternastego (roku),pierwszej części epopei Czerwone koło, władze nasiliły szykany wobec pisarza. W prasie ponownie zaczęły się pojawiać „pytania od czytelników” o żydowskie pochodzenie i wojenną przeszłość pisarza. We wrześniu 1973 KGB skonfiskowało rękopis Archipelagu Gułag. W tej sytuacji pisarz zezwolił na publikację książki przez wydawnictwo YMCA Press, co nastąpiło w Paryżu w grudniu tego roku. Oliwy do ognia dolało opublikowanie na Zachodzie jego Listu do wodzów Związku Radzieckiego. W odpowiedzi władze podjęły zdecydowane działania. Zorganizowano akcję „spontanicznych” protestów zbiorowych ludu pracującego i lawinę indywidualnych oświadczeń. Sołżenicyna wezwano na przesłuchanie do prokuratury, a gdy się nie stawił, został na krótko aresztowany. Wydany specjalnie dekret Prezydium Rady Najwyższej ZSRR pozbawiał go obywatelstwa Związku Radzieckiego i nakazywał administracyjne wydalenie pisarza z ZSRR. Zrealizowano to natychmiast, wywożąc go samolotem do Frankfurtu nad Menem. Sołżenicyn jest autorem określenia „obrazowanszczina” (образованщина) użytego jako tytuł eseju, będącego pejoratywnym określeniem ludzi, którzy dzięki władzy bolszewików zastąpili tradycyjną inteligencję. Termin ten przełożył na jęz. polski Roman Zimand jako „wykształciuchy”, natomiast prof. Andrzej de Lazari używa pojęcia „wykształceńcy”. Po wydaleniu zamieszkał na krótko w Zurychu, a po odebraniu Nagrody Nobla w 1975 i podróży do USA osiadł rok później z rodziną koło Cavendish w stanie Vermont. Pracował tam nad wielotomową epopeją historyczną Czerwone koło, która miała składać się z 20 części – od sierpnia 1914, przez wiosnę 1922 (stłumienie przez Tuchaczewskiego powstania w guberni tambowskiej),do wydarzeń z lat 1928, 1931, 1937, 1941 i 1945, ostatecznie jednak powieść pozostała nieukończona. Przywiązany do rosyjskiego patriotyzmu, trzymał się osobno od całej emigracji rosyjskiej, której przedstawiciele – i nie tylko oni – traktowali jego poglądy jako nacjonalizm. „Samotnik z Vermont”, jak nazwała go zachodnia prasa, coraz bardziej skłaniał się ku pozycjom słowianofilstwa i panslawizmu. W utworach z tego okresu przeciwstawiał demokracji, kulturze i mentalności Zachodu zasady moralne wywodzące się z prawosławia i tradycyjnej religijności „ludu rosyjskiego”. Wywołało to krytykę ze strony innych dysydentów radzieckich, a część z nich, zwłaszcza nastawiona lewicowo, traktowała go jako skrytego monarchistę, tęskniącego za rządami autorytarnymi, nacjonalistę i izolacjonistę. Sparodiowano go nawet w satyrycznym utworze Władimira Wojnowicza Moskwa 2042 jako Sima Simycza Karnawałowa, mesjanistycznego zbawcę na białym koniu. Gorbaczowowska pierestrojka stała się mimo woli początkiem demontażu Związku Radzieckiego. Świadectwem zmian był choćby fakt, że bez przeszkód można było drukować jego utwory. W Nowym Mirze opublikowano jego wykład noblowski i kilka fragmentów Archipelagu, a we wrześniu 1989 roku Komsomolska Prawda i Litieraturnaja Gazieta zamieściły jego artykuł-manifest Jak odbudować Rosję. Sam Sołżenicyn odnosił się jednak do tych zmian nieufnie i, mimo iż 18 sierpnia 1989 roku przywrócono mu radzieckie obywatelstwo, wrócił do Rosji dopiero 27 maja 1994 roku. Po powrocie odbył szereg podróży wzdłuż całego kraju, od Władywostoku aż do Moskwy. Zamieszkał pod Moskwą w posiadłości otrzymanej od rządu. Włączył się w życie społeczne i publicystyczne, dając serie odczytów, publikując w prasie i prowadząc własny program telewizyjny. Jego zdecydowane poglądy i moralizowanie spowodowały jednak, że po początkowym uznaniu i pewnym wpływie na rosyjskie elity intelektualne, z czasem tracił popularność. We wrześniu 1995 roku zlikwidowano jego program w państwowej telewizji ORT Ostankino. Niemniej, w 1997 roku został wybrany na członka Rosyjskiej Akademii Nauk, a 12 czerwca 2007 roku, podczas obchodów Dnia Rosji, Sołżenicyn odebrał z rąk Władimira Putina wysokiej rangi odznaczenie państwowe.Aleksandr Sołżenicyn zmarł 3 sierpnia 2008 na zawał serca, przeżywszy 89 lat. Jego pogrzeb odbył się 6 sierpnia 2008 na starym cmentarzu przy monasterze Dońskim. W uroczystościach pożegnalnych udział wziął m.in. Prezydent Federacji Rosyjskiej Dmitrij Miedwiediew.
Zobacz stronę autora
OPINIE i DYSKUSJE o książce Oddział chorych na raka
Potrzebowałam przeczytać książkę, która zapadnie mi w pamięć na bardzo długo, która mnie pobudzi i zmusi do głębokich przemyśleń. Wybór padł na "Oddział chorych na raka", zupełnie przypadkowo natknęłam na tę powieść w bibliotece. Troszkę mnie tytuł budził obawy, ale zupełnie niepotrzebnie. Owszem akcja rozgrywa się w szpitalu w oddziale dla chorych na raka, ale ta książka jest naprawdę wybitna, wielowarstwowa, wielowątkowa. Jest tam właściwe wszystko, owszem bywa smutno ale i ja tam znajduję również pozytywne fragmenty. Bohaterowie książki świetnie opisani, charakterystyczni, ciekawi. Warto tez wspomnieć o przepięknym języku, każde zdanie jest przemyślane, znalazłam mnóstwo wartościowych cytatów. Długo po lekturze myślałam o książce, wiem, że nieraz wrócę do tej lektury. Polecam!
Potrzebowałam przeczytać książkę, która zapadnie mi w pamięć na bardzo długo, która mnie pobudzi i zmusi do głębokich przemyśleń. Wybór padł na "Oddział chorych na raka", zupełnie przypadkowo natknęłam na tę powieść w bibliotece. Troszkę mnie tytuł budził obawy, ale zupełnie niepotrzebnie. Owszem akcja rozgrywa się w szpitalu w oddziale dla chorych na raka, ale ta książka...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCóż to za literackie piękno!
Kunszt pisarski Noblisty i wielkiego człowieka walczącego o prawdę wprowadza w zachwyt i potrzebę więcej takich doznań. Pomocna jest znajomość biografii Pisarza i czasów historii przeszłości jaki i bieżących. Warto czytać powoli delektując się prozą.
Cóż to za literackie piękno!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKunszt pisarski Noblisty i wielkiego człowieka walczącego o prawdę wprowadza w zachwyt i potrzebę więcej takich doznań. Pomocna jest znajomość biografii Pisarza i czasów historii przeszłości jaki i bieżących. Warto czytać powoli delektując się prozą.
Przepiękna książka, za którą będę po prostu tęsknić. Polecam w wersji audio czytanej przez pana Adama Baumana.
Przepiękna książka, za którą będę po prostu tęsknić. Polecam w wersji audio czytanej przez pana Adama Baumana.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOpowieść o świętym prawie człowieka do samotności, „po śmierci bliskiej nam osoby psychika potrzebuje pogrążenia się w ciszy, wolnej od wszelkiego dźwięku, od rozmów, myśli o pracy, pragniemy oczyszczenia, przejrzystości”, alegoria totalitarnego państwa i wielki ukłon w stronę dzieł Dostojewskiego, motywem przewodnim powieści jest „cząstka wieczności trwająca w każdej ludzkiej istocie, jak srebrny księżyc w spokojnym stawie”, myśl bardziej japońska, niż rosyjska.
Książka wydana w roku 1968.
Na oddziale rosyjskiego szpitala A.D. 1955 skalpel nie nadąża za przerzutami, lata kurczą się do tygodni, dni do minut, a szpitalny regulamin nie przewiduje konsultacji w sprawach sensu życia, choć znużony uśmiech chirurga nie odbiera pacjentom prawa do patrzenia w gwiazdy, pojawiają się obawy, wątpliwości, lęk i pytania o szczęście, „to nie dobrobyt czyni nas szczęśliwymi, lecz dobroć i sposób widzenia własnego życia. I jedno i drugie zawsze zależy tylko od nas samych.”
Opowieść o świętym prawie człowieka do samotności, „po śmierci bliskiej nam osoby psychika potrzebuje pogrążenia się w ciszy, wolnej od wszelkiego dźwięku, od rozmów, myśli o pracy, pragniemy oczyszczenia, przejrzystości”, alegoria totalitarnego państwa i wielki ukłon w stronę dzieł Dostojewskiego, motywem przewodnim powieści jest „cząstka wieczności trwająca w każdej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKażde zdanie miało swoje znaczenie. Piękna i bardzo smutna książka.
Każde zdanie miało swoje znaczenie. Piękna i bardzo smutna książka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrawdziwe mistrzostwo. Powieść doskonała i wcale nie uważam, żeby sprowadzanie jej do jakiegoś moralitetu na temat zgubnych skutków ustroju totalitarnego oddawało temu dziełu sprawiedliwość. Książka perfekcyjnie i w niewidzialny dla czytelnika sposób przeplata bohaterów, wątki i tematy, a te, mimo, że teoretycznie fabuła opowiada o oddziale w szpitalu, dotykają praktycznie każdego aspektu ludzkiego życia. Jest śmierć, przemijanie, polityka, ludzkie ambicje, słabości, niesprawiedliwość, miłość, choroby, szczęście, historia ZSRR, łagry, są nawet opisy dzikiej przyrody i codziennego życia na stepie. W czasie lektury co chwilę łapałem się na podziwie dla zadziwiająco szczegółowych, ale prostych i uderzających spostrzeżeń autora. Niby nieraz człowiek pomyśli lub poczuje coś trochę podobnego, ale kiedy pięknym językiem i z niesamowitą celnością Sołżenicyn co rusz opisuje jakąś myśl, sytuację, rozkłada na czynniki pierwsze znajome ludzkie zachowanie, to ciężko uwierzyć, że coś takiego może urodzić się w jednej, nawet genialnej, głowie. Bohaterowie są tak realni, mają tak konkretne i prawdziwe charaktery, że trudno przyjąć do wiadomości, że to fikcja literacka. Oczywiście z racji opisywanych realiów zarówno w skali indywidualnej jak i społecznej, książka do łatwych i lekkich nie należy - przeciwnie, wielokrotnie łapie za gardło, wykręca wnętrznościami i każe przez dłuższą chwilę w ciszy popatrzeć przed siebie. 10/10.
Prawdziwe mistrzostwo. Powieść doskonała i wcale nie uważam, żeby sprowadzanie jej do jakiegoś moralitetu na temat zgubnych skutków ustroju totalitarnego oddawało temu dziełu sprawiedliwość. Książka perfekcyjnie i w niewidzialny dla czytelnika sposób przeplata bohaterów, wątki i tematy, a te, mimo, że teoretycznie fabuła opowiada o oddziale w szpitalu, dotykają praktycznie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiałam już jedno podejście do innej książki tego autora, ale język był dla mnie zbyt ciężki, tą natomiast czyta się znacznie łatwiej pomimo jej ciężkiej tematyki. Książka wygląda trochę jak serial, różni bohaterowie, z różnych środowisk, wszyscy nagle złączeni przez chorobę. W tle przewijają się rozważania na temat tego co najważniejsze w życiu, za czym tęsknią bohaterowie. Całość momentami smutna, a czasem pokazuje jak warto cieszyć się z prozaicznych rzeczy
Miałam już jedno podejście do innej książki tego autora, ale język był dla mnie zbyt ciężki, tą natomiast czyta się znacznie łatwiej pomimo jej ciężkiej tematyki. Książka wygląda trochę jak serial, różni bohaterowie, z różnych środowisk, wszyscy nagle złączeni przez chorobę. W tle przewijają się rozważania na temat tego co najważniejsze w życiu, za czym tęsknią bohaterowie....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ twórczością Sołżenicyna zetknęłam się w czasach liceum, "Archipelag Gułag" i "Jeden dzień Iwana Denisowicza" czytałam z wypiekami na twarzy. Ale to było dawno. Dzisiaj od literatury oczekuję czegoś więcej niż dokumentowania rzeczywistości, choćby nie wiem jak ponurej, zatrważającej czy dziwacznej. Rok 1955, ale wspomnieniami bohaterzy sięgają czasów przedwojennych. Konstrukcja powieści polega na przywoływaniu historii pacjentów, lekarzy i pielęgniarek. Daleko tym historiom od normalności. Pisarz czerpie z tego, co mu znane, ale styl tej powieści jest przyciężki i mało w nim finezji.
Z twórczością Sołżenicyna zetknęłam się w czasach liceum, "Archipelag Gułag" i "Jeden dzień Iwana Denisowicza" czytałam z wypiekami na twarzy. Ale to było dawno. Dzisiaj od literatury oczekuję czegoś więcej niż dokumentowania rzeczywistości, choćby nie wiem jak ponurej, zatrważającej czy dziwacznej. Rok 1955, ale wspomnieniami bohaterzy sięgają czasów przedwojennych....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO tym, co jest w życiu najważniejsze.
O Sołżenicynie usłyszałam po raz pierwszy w dokumencie "Trzech kumpli" i mniej więcej od wtedy planowałam przeczytać coś jego autorstwa, a to było chyba jakoś w 2008 roku. Więc jak widać mam refleks martwego żółwia. Na swoją obronę mogę powiedzieć tylko to, że gdzieś po drodze usłyszałam, że to jest jedna wielka metafora i to mnie bardzo odstraszyło, bo jestem kiepska w metafory. A poza tym, to w końcu Noblista, a wiadomo nie od dziś, że Noblistów się nie czyta, tylko co najwyżej podziwia i to najlepiej z bezpiecznego dystansu. No i rosyjscy pisarze mi jakoś umiarkowanie podchodzą. W każdym razie w końcu się zebrałam, dzielnie ignorując wszelkie ukryte sensy jak przystało na plebejusza pełną gębą.
To książka bardzo osadzona w konkretnym miejscu i czasie - ZSRR połowy lat pięćdziesiątych. Sporo tu krytyki ustroju socjalistycznego, nieraz bardzo dosadnej - nie dziwię się już, dlaczego Sołżenicyn był tak niewygodnym autorem dla władzy.
Bohaterów mamy tutaj wielu. Przede wszystkim są to pacjenci tytułowego oddziału. Kilkunastoletni Diomka, który brak szczególnych talentów nadrabia pracowitością i za wszelką cenę nie chce dopuścić do amputacji nogi. Wadim, przekonany o tym, że wiele ma jeszcze światu do zaoferowania i za nic nie chcący tracić czasu. Rusanow - zaangażowany działacz partyjny, choć nie na tyle ważny, by móc się domagać specjalnego traktowania, we własnych oczach porządny obywatel głęboko przekonany o słuszności swoich poczynań, w rzeczywistości raczej nędzna kreatura i donosiciel, bogacący się na cudzej krzywdzie. Jednak najważniejszym spośród nich wydaje się Kostogłotow, prawdopodobnie w dużej mierze alter ego autora. To postać będąca swoistym kontrastem dla Rusanowa, często wchodząca z nim w konflikt. Zesłaniec, któremu umiarkowanie zależy na wyzdrowieniu (a już na pewno nie za wszelką cenę),kwestionujący metody leczenia (co czyni go miejscami nieco irytującym) oraz szpitalną politykę ukrywania przed pacjentami prawdy na temat ich stanu zdrowia. Poza tym wśród bohaterów pojawiają się także lekarze i pielęgniarki, którzy również przeżywają rozmaite rozterki związane z podejmowanym leczeniem, wszechobecną biurokracją i swoim życiem osobistym.
Książka jest smutna i sporo w niej goryczy, ale w ogólnym rozrachunku nie aż tak przygnębiająca, jak się spodziewałam. Przekazuje ona takie z pozoru banalne prawdy, jak to, że każdy chce żyć, choćby biednie, bez nogi i na wiecznym wygnaniu, i że w każdym, nawet najcięższym położeniu, można znaleźć jakieś drobne radości, choćby był to zachwyt pięknie kwitnącym drzewem. Wszystko to potrafi przedstawić w kompletnie pozbawiony patosu sposób. I cóż, to po prostu piękna rzecz.
O tym, co jest w życiu najważniejsze.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO Sołżenicynie usłyszałam po raz pierwszy w dokumencie "Trzech kumpli" i mniej więcej od wtedy planowałam przeczytać coś jego autorstwa, a to było chyba jakoś w 2008 roku. Więc jak widać mam refleks martwego żółwia. Na swoją obronę mogę powiedzieć tylko to, że gdzieś po drodze usłyszałam, że to jest jedna wielka metafora i to mnie...
terytorialno-mentalnościowy system chory na łagry...
zakazana w ZSRR - do 1989 - brutalna prawda o Gułagu, demaskowanie systemu represji...
terytorialno-mentalnościowy system chory na łagry...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tozakazana w ZSRR - do 1989 - brutalna prawda o Gułagu, demaskowanie systemu represji...