
Cień Bafometa

- Kategoria:
- horror
- Format:
- papier
- Cykl:
- Stefan Grabiński - Dzieła zebrane (tom 11)
- Data wydania:
- 2025-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1926-01-01
- Liczba stron:
- 221
- Czas czytania
- 3 godz. 41 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788368257519
Stefan Grabiński (1887-1936) jako twórca opowieści niesamowitych pochłonięty był własną koncepcją metafantastyki - gatunku literackiego, w którym zjawiska spirytystyczne, mediumizm i nadnaturalny horror łączył z odkryciami psychologii początku XX wieku.
W „Cieniu Bafometa” spróbował rozbudować do formy powieściowej to, co w noweli grozy doprowadził do perfekcji. I jest to próba w jego twórczości najbardziej udana. Choć nie przydała mu poklasku za życia, współczesny czytelnik może ją docenić na nowo - nie tylko jako jeden z najatrakcyjniejszych fragmentów w jego dorobku, ale i spotykając się z autorem już w pełni literacko ukształtowanym i dojrzałym. To, co pozostawił nam Stefan Grabiński, stanowi jeden z najjaśniejszych punktów w historii literackiego horroru. Jest wyjątkowy, wyrazisty i niezwykle sugestywny. Nie ma tu miejsca na dystans, niesamowitość tej prozy wciąga bez powrotu, dlatego tak ważne jest, by nie popadła w zapomnienie. Paweł Mateja, Carpe Noctem
Kup Cień Bafometa w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Cień Bafometa
Poznaj innych czytelników
457 użytkowników ma tytuł Cień Bafometa na półkach głównych- Przeczytane 278
- Chcę przeczytać 179
- Posiadam 60
- Horror 9
- 2023 7
- Groza 6
- Legimi 5
- Audiobook 5
- Audiobooki 4
- Fantastyka 4








































OPINIE i DYSKUSJE o książce Cień Bafometa
Tadeusz Pomian ma pojedynkować się z ministrem Kazimierzem Praderą. Jednak minister ginie zasztyletowany. Tajemniczą śmierć spowodował Pomian swoją skrytobojczą myślą, nasłał niechcący na przeciwnika mężczyznę, którego ujrzał w oknie, a który był wybitnie podatny na hipnozę. Na plus zaliczam fakt, że w książce można poznać wiele określeń na dewocjonalia kościelne:)
Tadeusz Pomian ma pojedynkować się z ministrem Kazimierzem Praderą. Jednak minister ginie zasztyletowany. Tajemniczą śmierć spowodował Pomian swoją skrytobojczą myślą, nasłał niechcący na przeciwnika mężczyznę, którego ujrzał w oknie, a który był wybitnie podatny na hipnozę. Na plus zaliczam fakt, że w książce można poznać wiele określeń na dewocjonalia kościelne:)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTypowe opowiadanko z dreszczykiem w klasycznym stylu, to znaczy akcja ślimaczy się potwornie, i dopiero na koniec zwiększa się natężenie dziwnych zdarzeń, które kumulują się w jednej scenie.
Piękny język i nic poza tym. Sprawdziłem kilka innych opowiadań i prawdopodobnie pod każdym można przekleić tę samą opinię.
Częstym toposem jest materializacja myśli.
Typowe opowiadanko z dreszczykiem w klasycznym stylu, to znaczy akcja ślimaczy się potwornie, i dopiero na koniec zwiększa się natężenie dziwnych zdarzeń, które kumulują się w jednej scenie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękny język i nic poza tym. Sprawdziłem kilka innych opowiadań i prawdopodobnie pod każdym można przekleić tę samą opinię.
Częstym toposem jest materializacja myśli.
“Laudetur, laudetur! Maledicatur autem Satanas, creatura Gehennae (łac.) - Zelżony zaś niech będzie szatan, nędzny pomiot piekła.”
„Niebezpiecznie jest mieszkać w przestrzeni wypełnionej po brzegi ludzką myślą.”
„Wywabiony z zaułków, wywołany z głuchych ostępów diabeł zdawał mścić się za przerywanie mu wiekowej drzemki i rozpuścił z pasją swe wściekłe zagony.”
„Umbra benedicentis Maledictus adumbratur. (łac.) - Cień (ręki) błogosławiącego rysuje (postać, kontur) Przeklętego.”
„Cień Bafometa” padł na moją twarz, zachęcając do ponownej lektury powieści Grabińskiego. Wprawdzie nie minęło dużo czasu odkąd czytałem wersję z wydawnictwa C&T jednak zwyczajnie nie mogłem przejść obojętnie obok prezentowanego wydania z IX, stanowiącego kolejny tom zwartej serii dzieł zebranych autora.
Prezentowana powieść to efekt i następstwo starcia ideowego dwóch odmiennych żywiołowych dusz, będąca przykładem historii, którą śmiało można opisać słowami „śmierć to dopiero początek” oraz „uważaj czego sobie życzysz”. Narrator - artysta Tadeusz Pomian, stający w obliczu śmierci swojego zaciekłego przeciwnika Kazimierza Pradery, dostaje dokładnie to, o czym skrycie marzył od lat, jednak szybko zrozumie, że nagła i nieoczekiwana śmierć jego nemesis niczego nie skończyła, a zamiast tego rozpoczęła wir wydarzeń, w który zostanie wciągnięty Pomian.
Historia zaczynająca się od dość niecodziennego akcentu, mianowicie spisywania testamentu oraz przygotowań do pojedynku honorowego obu Panów, trwale została naznaczona przez pocałunek śmierci, która już do ostatniej strony będzie towarzyszyła Tadeuszowi. W każdym kolejnym kroku, w zakamarku miasta, podczas codziennych czynności - cień snuje się tuż za jego plecami, odliczając kolejne minuty do nieuchronnego fatum.
Pisząc o powieści Grabińskiego, warto się skupić na ideologicznej walce Panów Pomiana i Pradery, a także gorącej nienawiści, która wyrosła między nimi niczym mur. Podczas trwania narracji minister Kazimierz Pradera był już martwy, jednak nie przeszkodziło to autorowi, by w niesamowicie sugestywny sposób oddać ich walkę, kontrasty, odmienne żywioły a także nienawiść, przebijającej się przez śmierć i naszą rzeczywistość. Pomian, artysta z krwi i kości, wrażliwy na świat zewnętrzny nieświadomie reprezentował tu siły, które znacznie wybiegają poza nasze pojmowanie.
Na osobną uwagę zasługuje postać żony Kazimierza Pradery, piękna temme fatale, która pojawia się w życiu Tadeusza, z niejasno określonymi zadaniami i w atmosferze nieoczekiwania. Amelia, bo tak na imię ma owa gwiazda z nieba, niesie za sobą początkowo dobrze ukryty erotyzm powieści, wulgarność połączoną z delikatnością pięknego kwiatu, ostatecznie reprezentując wewnętrzne rozdarcie, które przypieczętowało jej losy. Nie będę wam mówił o co dokładnie mi chodzi, ale myślę, że tak jak ja, będziecie zafascynowani ich dynamiczną relacją.
„Cień Bafometa” to połączenie grozy, kryminału i dramatu psychologicznego, więc zakładam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, odbierając powieść na swój indywidualny sposób. Mniej intensywna niż opowiadania Grabińskiego, zawieszona pomiędzy rzeczywistością a międzywojennym snem, w dalszym ciągu może was zaintrygować i ostatecznie zachwycić.
Polecam. Grabiński to mistrz grozy, który robi wrażenie nawet dziś. Gwarantuje że nie znajdziecie piękniejszego wydania niż prezentowana seria z Wydawnictwo IX.
p.s.
Przez całą powieść mówi się o Bafomecie. Gdzie on jest? Ciężko powiedzieć. Trzeba przeczytać.
“Laudetur, laudetur! Maledicatur autem Satanas, creatura Gehennae (łac.) - Zelżony zaś niech będzie szatan, nędzny pomiot piekła.”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Niebezpiecznie jest mieszkać w przestrzeni wypełnionej po brzegi ludzką myślą.”
„Wywabiony z zaułków, wywołany z głuchych ostępów diabeł zdawał mścić się za przerywanie mu wiekowej drzemki i rozpuścił z pasją swe wściekłe zagony.”
„Umbra...
„Niebezpiecznie jest mieszkać w przestrzeni wypełnionej po brzegi ludzką myślą.”
„Wywabiony z zaułków, wywołany z głuchych ostępów diabeł zdawał mścić się za przerywanie mu wiekowej drzemki i rozpuścił z pasją swe wściekłe zagony.”
„Umbra benedicentis Maledictus adumbratur. (łac.) - Cień (ręki) błogosławiącego rysuje (postać, kontur) Przeklętego.”
“Laudetur, laudetur! Maledicatur autem Satanas, creatura Gehennae (łac.) - Zelżony zaś niech będzie szatan, nędzny pomiot piekła.”
„Cień Bafometa” padł na moją twarz, zachęcając do zgłębiania dalszych zakamarków wyobraźni Stefana Grabińskiego. Przez ostatnie kilka lat dość dobrze poznałem kolejne wydania zbiorów opowiadań autora, wracając do nich przy każdej kolejnej okazji, jednak poznanie jego powieści było zbyt mocną pokusą bym mógł się jej dalej opierać. W końcu jak można odmówić jednemu z pierwszych polskich autorów grozy.
Prezentowana powieść to efekt i następstwo starcia ideowego dwóch odmiennych żywiołowych dusz, będąca przykładem historii, którą śmiało można opisać słowami „śmierć to dopiero początek” oraz „uważaj czego sobie życzysz”. Narrator - artysta Tadeusz Pomian, stający w obliczu śmierci swojego zaciekłego przeciwnika Kazimierza Pradery, dostaje dokładnie to, o czym skrycie marzył od lat, jednak szybko zrozumie, że nagła i nieoczekiwana śmierć jego nemesis niczego nie skończyła, a zamiast tego rozpoczęła wir wydarzeń, w który zostanie wciągnięty Pomian.
Historia zaczynająca się od dość niecodziennego akcentu, mianowicie spisywania testamentu oraz przygotowań do pojedynku honorowego obu Panów, trwale została naznaczona przez pocałunek śmierci, która już do ostatniej strony będzie towarzyszyła Tadeuszowi. W każdym kolejnym kroku, w zakamarku miasta, podczas codziennych czynności - cień snuje się tuż za jego plecami, odliczając kolejne minuty do nieuchronnego fatum.
Pisząc o powieści Grabińskiego, chciałbym się jeszcze skupić na ideologicznej walce Panów Pomiana i Pradery, a także gorącej nienawiści, która wyrosła między nimi niczym mur. Podczas trwania narracji minister Kazimierz Pradera był już martwy, jednak nie przeszkodziło to autorowi, by w niesamowicie sugestywny sposób oddać ich walkę, kontrasty, odmienne żywioły a także nienawiść, przebijającej się przez śmierć i naszą rzeczywistość. Pomian, artysta z krwi i kości, wrażliwy na świat zewnętrzny nieświadomie reprezentował tu siły, które znacznie wybiegają poza nasze pojmowanie.
Na osobną uwagę zasługuje postać żony Kazimierza Pradery, piękna temme fatale, która pojawia się w życiu Tadeusza, z niejasno określonymi zadaniami i w atmosferze nieoczekiwania. Amelia, bo tak na imię ma owa gwiazda z nieba, niesie za sobą początkowo dobrze ukryty erotyzm powieści, wulgarność połączoną z delikatnością pięknego kwiatu, ostatecznie reprezentując wewnętrzne rozdarcie, które przypieczętowało jej losy. Nie będę wam mówił o co dokładnie mi chodzi, ale myślę, że tak jak ja, będziecie zafascynowani ich dynamiczną relacją.
„Cień Bafometa” to połączenie grozy, kryminału i dramatu psychologicznego, więc zakładam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, odbierając powieść na swój indywidualny sposób. Mniej intensywna niż opowiadania Grabińskiego, zawieszona pomiędzy rzeczywistością a międzywojennym snem, w dalszym ciągu może was zaintrygować i ostatecznie zachwycić.
Polecam. Grabiński to faktycznie mistrz grozy robiący wrażenie nawet dziś.
Przez całą powieść mówi się o Bafomecie. Gdzie on jest? Ciężko powiedzieć. Trzeba przeczytać.
„Niebezpiecznie jest mieszkać w przestrzeni wypełnionej po brzegi ludzką myślą.”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Wywabiony z zaułków, wywołany z głuchych ostępów diabeł zdawał mścić się za przerywanie mu wiekowej drzemki i rozpuścił z pasją swe wściekłe zagony.”
„Umbra benedicentis Maledictus adumbratur. (łac.) - Cień (ręki) błogosławiącego rysuje (postać, kontur) Przeklętego.”
“Laudetur, laudetur!...
Tak na dobrą sprawę to jest "Golem" tylko w wydaniu Grabińskiego. Przez całą książkę zastanawiamy się czym jest Bafomet. Odpowiedź nie jest łatwa, ale przeczytawszy wcześniej powieść Meyrinka łatwiej dojść do konkluzji. Cień Bafometa jest trudny w odbiorze dla dzisiejszego czytelnika, dlatego takie są różnice w ocenach wszędzie. Dla mnie najlepszymi elementami tej książki są tajemnica i lekka nutka okultyzmu. Dla miłośników starej literatury grozy polecam, ale czytelnicy "nowej grozy" raczej powinni się zatrzymać i sięgnąć prędzej po "Znaki niesamowite" tego samego autora.
Tak na dobrą sprawę to jest "Golem" tylko w wydaniu Grabińskiego. Przez całą książkę zastanawiamy się czym jest Bafomet. Odpowiedź nie jest łatwa, ale przeczytawszy wcześniej powieść Meyrinka łatwiej dojść do konkluzji. Cień Bafometa jest trudny w odbiorze dla dzisiejszego czytelnika, dlatego takie są różnice w ocenach wszędzie. Dla mnie najlepszymi elementami tej książki...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo tonie odkryła nowych kart w talii, nie przenosi do innej rzeczywistości, a przede wszystkim nie stoi bohaterem,z którym można się utożsamić. scenariusz na rozterki bohatera kopiuj wklej opowiadania różnych twórców z tego okresu, ot mamy mężczyznę, któremu przytrafia się tragedia na pozór z nim niezwiązana, tymczasem spotyka femme fatale która wszystko zmienia etc. ileż to już razy! żeby jeszcze ratował fluid i atmosfera ezoteryzmu - niestety, tematy liźnięte jakoby tylko dla znalezienia się w tekście, nic ponadto.
Grabiński jednak musi mieć ten pociąg, te torowiska i te dworce, aby błyszczeć najjaśniej.
nie odkryła nowych kart w talii, nie przenosi do innej rzeczywistości, a przede wszystkim nie stoi bohaterem,z którym można się utożsamić. scenariusz na rozterki bohatera kopiuj wklej opowiadania różnych twórców z tego okresu, ot mamy mężczyznę, któremu przytrafia się tragedia na pozór z nim niezwiązana, tymczasem spotyka femme fatale która wszystko zmienia etc. ileż to już...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKolejne spotkanie ze Stefanem Grabińskim okazało się odrobinę lepszym od poprzedniego, choć wciąż raczej wstrzymuję się od zachwytów. Tym razem zapoznałam się z „Cieniem Bafometa”, który można nazwać „długą formą literacką” tego pisarza. Czy ta nowela grozy z 1926 roku jest godna uwagi?
Tadeusz Pomian wybiera się na pojedynek z zaciętym przeciwnikiem ideowym, a zarazem aktualnym ministrem. Obopólna nienawiść i rywalizacja ma znaleźć ostateczne rozwiązanie w umówionej potyczce w samo południe. Po dotarciu na miejsce nie widać jednak nigdzie Pradery… Został zamordowany niewiele przed terminem spotkania ze swym przeciwnikiem! Policja nic nie potrafi ustalić, cała sprawa wydaje się zagmatwana i niezwykła. Pomiana zaczynają z kolei nawiedzać niepokojące zjawiska. Czy to jakieś mary, czy najprawdziwsze interwencje sił nadprzyrodzonych? Na życie mężczyzny kładzie się niepokojący cień, który nie może zwiastować niczego dobrego…
Niecałe sto pięćdziesiąt stron opowieści potrafi namieszać w głowie i wymaga nie lada wysiłku czytelniczego, Poszczególne fragmenty pozornie zdają się do siebie nie pasować, a kolaż wydarzeń nawet po skończonej lekturze jest wciąż niepełny. Fabuła realnie jest tu szczątkowa: wydaje mi się, że interpretować ją należy raczej na płaszczyźnie filozoficzno-ideowej niż w pełni realistycznej. Wszak główny wątek niemalże przygnieciony został przez przemyślenia postaci i ścieranie się ich poglądów przy każdej możliwej interakcji. Pod pewnymi względami stają się one przez to niemalże przesadzone, a przy tym karykaturalne. Z pewnością nie jest to lektura dla wszystkich, gdyż czerpanie z niej przyjemności wymaga odrobiny wysiłku. Sporo się napociłam podczas próby zrozumienia meandrów tejże opowieści – co nie sprawiło, że w pełni rozumiem koncepcję autora. Przy czym dostrzegam już wystarczająco głębi, by spostrzec, iż nie jest to lektura o niczym. Pod pewnymi względami nawet przypomina „Doktora Jekylla i pana Hyde’a”, jednak jeśli to faktycznie echo inspiracji, jest na tyle odległe, że nie mierzwi mnie w żaden sposób.
Zachwycił mnie piękny język początku dwudziestego wieku. Wyszukane słownictwo, które raz po raz odsyłało mnie do wokabularza przed dalszą eksploracją świata widzianego oczami głównego bohatera. Do tego sentencje greckie, łacińskie i inne zapożyczenia – wykwintne połączenia językowe, które podnoszą całościowo nawet bardziej poziom literacki. Konstrukcja utworu również wydała mi się na swój sposób niecodzienna: wątków jest wiele, a łączą się ze sobą naprawdę nieznacznie, niczym za sprawą niedostrzegalnych, metafizycznych granic. Z pewnością jedno podejście to zbyt mało, by w pełni pojąć tę historię.
„Scio me nihil scire”. Na obecnym etapie życia jestem prawdopodobnie zbyt niemądra i niedostatecznie doświadczona z ambitniejszą literaturą, żeby pojąć w całości „Cień Bafometa”. Wiem, że jest bardzo alegoryczna: należy do pozycji, którą zachwycą się z pewnością intelektualiści zafascynowani filozoficznym podejściem do rzeczywistości. Jednak nie jestem w stanie jeszcze rozgryźć pozostawionego przez autora szyfru pełnego symboliki. Przyznaję tej pozycji 7/10 – choć niewątpliwie będę musiała jeszcze do niej wrócić, gdy będę wiedziała już o wiele więcej.
Kolejne spotkanie ze Stefanem Grabińskim okazało się odrobinę lepszym od poprzedniego, choć wciąż raczej wstrzymuję się od zachwytów. Tym razem zapoznałam się z „Cieniem Bafometa”, który można nazwać „długą formą literacką” tego pisarza. Czy ta nowela grozy z 1926 roku jest godna uwagi?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTadeusz Pomian wybiera się na pojedynek z zaciętym przeciwnikiem ideowym, a zarazem...
Rzadko kiedy czytając, zdarza mi się trafiać na tak bogate i obszerne słownictwo, iż... czuje się jak kompletny nieuk. Nie zniechęca mnie to jednakże, a wręcz przeciwnie. Tym bardziej chce poznać nowe słowa, zrozumieć ich znaczenie, by na stałe poszerzyć swój wokabularz. Język to bardzo fajna rzecz. Tylko na drodze ewolucji dążymy do coraz większego upraszczania. Komercjalizacja rynku niestety nie sprzyja podnoszeniu poprzeczki, więc wiadomym jest, że w literaturze musi być więcej prostoty, aby każdy czytelnik mógł produkt zrozumieć, coby się nim cieszyć. Tak się robi $$$. Skoro wstęp z nutą moralizatorskiego zrzędzenia mamy odhaczony, to opowiem nieco ogólnie o dzisiejszej lekturze.
„Cień Bafometa” zapowiadał się naprawdę genialnie. Cudowny język przypominał mi nieco takiego... „umajonego Prusa”. Do tego motywy zaczerpnięte z chociażby „Doktora Jekylla i Pana Hyde’a” oraz „Zbrodni i kary”, sprawiały, iż na początku myślałem, że książka otrzyma ode mnie najwyższą możliwą notę. No i ( ! ),bo zamiast spójnej powieści, dostajemy rozdygotany niczym galareta, której nienawidzę, fabularny bełkot pełen dziur. Ja rozumiem mistycyzm i pewne niedopowiedzenia, jakimi zapewne musiała się cechować „powieść fantastyczna” ówczesnego okresu, ale wątki przedstawione, chociaż ciekawe, nijak się ze sobą nie łączą.
Zostaje nam przedstawiona historia Pomiana – uduchowionego poety mistyka, który spieszy na ostateczny bój ze swoim odwiecznym wrogiem, ministrem Kazimierzem Praderą, człowiekiem będącym całkowitym przeciwieństwem artysty. Okazuje się jednak, iż pojedynek się nie odbędzie, ponieważ polityk został zamordowany. No i tutaj zaczyna się cudownie głupiutka ślimacznica logicznych schodów. Kolejne rozdziały mogłyby śmiało stanowić oddzielne opowiadania, bowiem środek powieści opowiada o nowo przybyłym do miasta kupcu o jakże rubasznym imieniu. Pawełęk Kuternóżka, bo tak się ów nicpoń zwie, otwiera sklepik z dewocjonaliami. Zaprzyjaźnia się również szybko z lokalnymi księżmi, o których wie nadzwyczaj dużo. Niestety postać ta po pewnym czasie znika, aby mógł wrócić Pomian.
Zapewne wielu z was dodaje tutaj dwa do dwóch i widzi motyw „Jekyll/Hyde”, o którym wspomniałem. No więc czytelniku... zostają Ci z tego tylko domysły, bo autor postanowił nie rozwijać wątku. Skupia się natomiast ponownie na opisach iście elektryzujących, subtelnych uniesieniach. Ten erotyzm, godny prawdziwych mistrzów, kipi przez całą powieść. Jest wspaniale dziki, zakazany, pięknie bluźnierczo-sakralny. W dobie miałkich i dziecinnie prostackich erotyków, jakie się dziś forsuje, z największą przyjemnością czytałem te fragmenty, tak zmysłowo piękne. Chociaż w 1926 roku w Polsce były zapewne swego rodzaju wyważeniem z kopniaka drzwi tabu, na modłę samego Markiza de Sade’a. Nic to! Ważne, że fragmenty te nie są (nazbyt) gorszące, a ich głównym zadaniem jest budować owo mroczne napięcie dookoła niezrozumiałych zdarzeń. Wątków fantastycznych jest tu jednak... doprawdy kilka i wszystkie można by zrzucić na korab zmarniałego umysłu poety, gdyby nie fakt, że dotykają one innych ludzi. Tutaj również widać pewną niespójność autora, gdyż z jednej strony chciałby wprowadzić elementy horroru, obyczajowego kryminału, a i chyba nawet science-fiction z próbą racjonalnego wytłumaczenia całości. Widać wyraźnie pewne inspiracje, ale najgorsze jest to sklejanie poszczególnych części na taśmę klejącą, przez co zewsząd wyziera zmarnowany potencjał.
Rzadko kiedy czytając, zdarza mi się trafiać na tak bogate i obszerne słownictwo, iż... czuje się jak kompletny nieuk. Nie zniechęca mnie to jednakże, a wręcz przeciwnie. Tym bardziej chce poznać nowe słowa, zrozumieć ich znaczenie, by na stałe poszerzyć swój wokabularz. Język to bardzo fajna rzecz. Tylko na drodze ewolucji dążymy do coraz większego upraszczania....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGrabiński to jeden z najciekawszych polskich pisarzy. Choć pisarzy literatury niesamowitej trochę było, to większość jest zapomniana, a ich twórczość jest, nazwijmy to, dla koneserów (choć oczywiście z wyjątkami). Grabiński to klasa światowa w swoim gatunku. Ostatnio widziałem nawet jego przekłady na serbski w Serbii. Miło, że pamięta się o nim nie tylko w Polsce, ale poznają go również za granicą. Zasługuje na to. Choć akurat Cień Bafometa nie należy do górnej połowy najlepszych jego dzieł, to wciąż warto poznać.
Grabiński to jeden z najciekawszych polskich pisarzy. Choć pisarzy literatury niesamowitej trochę było, to większość jest zapomniana, a ich twórczość jest, nazwijmy to, dla koneserów (choć oczywiście z wyjątkami). Grabiński to klasa światowa w swoim gatunku. Ostatnio widziałem nawet jego przekłady na serbski w Serbii. Miło, że pamięta się o nim nie tylko w Polsce, ale...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJestem fanem twórczości Stefana Grabińskiego. Do tej pory przeczytałem większość jego krótkich opowiadań. Powieść jest ciekawa, zaczyna się od zbrodni i prowadzi czytelnika poprzez fabułę do miejsc na granicy jawy, snu i wizji. Całość przesycona symbolami i różnymi alegoriami. Książka godna polecenia, wymagająca od czytelnika skupienia się na motywach i profilach postaci.
Jestem fanem twórczości Stefana Grabińskiego. Do tej pory przeczytałem większość jego krótkich opowiadań. Powieść jest ciekawa, zaczyna się od zbrodni i prowadzi czytelnika poprzez fabułę do miejsc na granicy jawy, snu i wizji. Całość przesycona symbolami i różnymi alegoriami. Książka godna polecenia, wymagająca od czytelnika skupienia się na motywach i profilach postaci.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to